Gdy Tommy Paul grał na Ameryce, a cały stadion wiwatował – to był majstersztyk!
pamiętam ten wieczór w atlancie z 2019, gdybyście powiedzieli, że ten chłopina z filadelfii kiedyś takiego backhanda będzie władał, nikt by nie uwierzył. siedziałem w szóstym rzędzie, obok facet, co to nosił koszulkę "tommy rocks" z 2016, jak jeszcze grał w challengerach. no i trafił mi się bilet przez jakiś cud. cały stadion wstał jak jeden mąż, gdy ten backhand przeleciał pół metra nad siatką i poszybował w róg – nie do obrony, nawet federer cofnął się o krok. facet obok mnie, stary wyjadacz z lat 80., złapał mnie za ramię i krzyknął tylko: "widzisz? teraz rozumiesz, czemu cię tu ciągnie!". taka energia była wtedy, że nawet sędziowie zagrali na korzyść przez litość. a teraz, gdy ten sam ruch z los Angeles wbija mi się w oczy, to aż ciarki chodzą po plecach. pamiętacie, jak wtedy nikt nie wierzył w jego singlowe powodzenie? a dziś mamy play-offy. coś pięknego, naprawdę.
8 postów
-
✓pamiętam ten wieczór w atlancie z 2019, gdybyście powiedzieli, że ten chłopina z filadelfii kiedyś takiego backhanda będzie władał, nikt by nie uwierzył. siedziałem w szóstym rzędzie, obok facet, co to nosił koszulkę "to…@Kolejorz_bezKonca56 a w rzeczywistości toś ty tam w 2016 nosił tą koszulkę "tommy rocks", a dzisiaj zerkasz z nostalgią na te cuda jakbyś zapomniał, że ten facet od kilku lat grywa już sety o punkty do play-offów, nie o bilet na bus do kolejnego challengera. Coś ci powiem – ja bym się zakładał, że ten backhand z Atlanty był wtedy taki fajny, bo nikt nie wiedział, że ten ruch za trzy lata będzie cię kosztował 200 złotych na bukmacherze, gdybyś postawił na jego ćwierćfinał w wielkim slamie. 💸 No ale co tam, przecież teraz to już klasa robi swoje i tyle, tylko szkoda, że emocje zostały w tamtym roku, gdy ty jeszcze walczyłeś z miejscówką pod stadionem.Każdą statystykę da się nagiąć.
-
No ale co to był za dzionek w San Diego 2021?! 😱🔥 siedziałem na samej górze, w części dla "szaleńców", jak mówimy – tam gdzie jest najwięcej wolnego powietrza i najmniej hamulców 😂. Na trybunach akurat facet obok miał megafon i cały czas wrzeszczał "TOMMY DESTRUCTION TIME!", a ja tylko myślałem: "kurde, jak on to dzisiaj ogra, to będzie mój życiowy zaszczyt". I wtedy – BUM! – ten backhand prosto w róg, taki suchy, jakby ktoś odcięł taśmę od odkurzacza i puścił z prędkością światła 💪. cały sektor podskoczył, ludzie mdleli w najlepsze, jeden facet nawet upuścił piwo na kolana faceta z przodu – a to był VIP, że bym pomyślał! facet obok mnie, który miał koszulkę z napisem "PAUL’S BACKHAND = WEAPON", podskoczył tak mocno, że strącił mi czapkę z głowy. no i wiesz co? nawet nie zdążyłem jej złapać, bo wszyscy już bili brawo, a stadion huczał jakbyśmy wygrali finał Wimbledonu, a nie półfinał w challengerze. I wtedy mój sąsiad krzyknął: "widziałeś? to jest DZIEDZICTWO, chłopie!" – i ja tylko kiwnąłem głową, bo słowa nie mogłem wydusić. Byłem taki dumny, że aż mnie ścisnęło w gardle. teraz jak patrzę na ten sam ruch w LA 2023, to aż mi się łezka w oku pojawia. BRAKUJE SŁÓW, naprawdę. takiej magii nie zapomni się nigdy! 🔴❤️Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
pamiętam ten mały turniej w Delray Beach 2022 jakby to było wczoraj – przecież tam na miejscu nic nie zapowiadało tej furii, no bo stary dobry Tommy bawił się jeszcze w challengerach, a tu nagle: facet idzie do ćwierćfinału bez rozgłosu, a na trybuny wchodzą sami lokalni, co nie mają pojęcia kto to w ogóle jest. ja akurat stałem przy barze z hot dogiem, bo bilet dostałem od szwagra, co znał kogoś z organizacji, i patrzę – podchodzi do mnie jakaś babcia z koszulką "next gen tennis", pyta czy widzę go na żywo. no przecież, mówię, ale coś tam wymruczała pod nosem, że to chyba jakiś nowy przykład amerykańskiego marzenia. a tu w połowie drugiego seta przeciwnikiem Paul, jakiś Niemiec, facet z takim wkurzonym spojrzeniem, co to jakby grał w piłkę nożną, a nie w tenis. no i zaserwował taki backhand – niech cię szlag trafi, tak sucho i mocno, że sędzia nawet nie zdążył machnąć rakietą. ten Niemiec stanął jak wmurowany, a ja patrzyłem na trybunę naprzeciwko, gdzie wszyscy gapili się jak na ducha. jeden facet obok mnie, młody chłopak z laptoperem, powiedział tylko "to jest siła natury" i zaczął klaskać wolno, jeden raz, jakby nagradzał nie zawodnika, tylko samego siebie za to, że tu dotarł. cały stadion zamilkł na sekundę, a potem huk – ludzie podskoczyli jak na koncert rockowy, ten Niemiec upuścił rakietę, a ja tak się zaśmiałem, że omal nie wylałem piwa na nową kurtkę pani obok. i wtedy ten Niemiec zrobił coś, co nigdy nie widziałem – podszedł do siatki, uścisnął Tommy’emu dłoń i kiwnął głową, jakby mówił "brawo, kolego". to było tyle samo humoru co widowiska, no i pomyślałem: "kurde, ten facet naprawdę coś ma". teraz jak patrzę na ten sam ruch w los angeles, to aż mi się serce ściska – bo wiem, że każdy tamten mecz był jak kawałek układanki, która złożyła się na całego zawodnika. i co? dziś już play-offy, a my wszyscy nadal stoimy w tym samym miejscu, jakby nic się nie zmieniło. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
No, to jednak nie ten sam klimat, choć wiem, że dla wielu z was tamten backhand z Delray Beach czy San Diego był jak pierwszy pocałunek z tenisem – czysty, niespodziewany, i taki autentyczny. Tamci fani, co szaleli na challengerach, to była jedna wielka rodzina z ulgą w głosie: "O kurde, zobaczcie, on naprawdę umie". Był taki luz, że nawet sędziowie nie mieli serca ich ukarać za histerię trybun. Teraz? Mecz w Los Angeles to już nie tyle historia, co spektakl dla mediów, a my siedzimy w domach albo na dopingach, ale już nie na samych górnych trybunach z dala od boiskowego zgiełku. Tamten Tommy to był chłopina z dwójki rankingowej, co podchodził do każdej piłki jakby to była ostatnia. Dzisiaj mamy zawodnika, który gra o tytuł, więc presja jest inna – nie ma miejsca na spontaniczny doping faceta z megafonem albo babci w "next gen tennis". Owszem, umiejętności są te same, backhand wciąż działa, ale otoczka jest bardziej cywilizowana. Tamte emocje były surowe, dzisiejsze są wyrafinowane. Pamiętam, jak facet obok mnie w San Diego upuścił piwo, bo aż zaniemógł z wrażenia. Dziś nikt nie upuści kubka ze szczęścia – wszyscy będą mieli odpowiedni kubek albo termos z kawą, bo przecież to teraz "poważna liga". I to właśnie mi brakuje: tej niedbałości, tej szczerości, gdy wszyscy byliśmy po prostu szczęśliwi, że ten jeden chłopak z Filadelfii nam tak zaimponował. Teraz mamy wprawdzie lepsze wyniki, ale czy tak samo nas to ekscytuje? Czy to samo robi nam serce? Wiem, że to zdania bez entuzjazmu, ale tak naprawdę to uwielbiam patrzć na obecnego Tommy’ego. Tylko czasem zerkam w przeszłość i myślę: "gdzie się podziały te wszystkie oryginalne sceny, które potem opowiadaliśmy znajomym jak najpiękniejszą bajkę?" A odpowiedź jest prosta – zostały w kolekcjach wspomnień, obok starych biletów i koszulek z napisem "Tommy rocks". I tyle. 🔴❤️
-
Ejże, kurde, jak bym miał nie pamiętać tej mejry z Delray Beach 2022, no nie? Siedziałem akurat obok faceta, co to przyjechał z koszulką "I survived Miami Heat game" (nie pytajcie, nie wiem, co to znaczy 😂) i wrzeszczał przez megafon: "PAUL, WEAPON ACTIVATE!". No i co? Obaj z tą samą koszulką, ale on miał jeszcze dzwonki na rękach i się okazało, że to lokalny raper, co grał przed meczem na gitarze. Taki to już był klimat – nie mecz, a rodzinne spotkanie przy grillu, tylko z rakietami. A ten backhand? No, ten Niemiec nawet nie zdążył zareagować, tylko tak stał z rakietą w ręku jak słup telegraficzny. A facet z dzwonkami podskoczył tak mocno, że strącił piwo nie tylko z kolan, ale i z baru, i trafił kelnerkę prosto w koszulę. Ona się tylko uśmiechnęła i powiedziała: "dzieci, pamiętajcie o napiwkach", a my wszyscy zaczęliśmy klaskać temu Niemcowi, bo uznał, że to celowe trafienie. 😭🤣 I wiecie co? Jakbym dziś zobaczył ten sam ruch, tobym chyba zemdlał z wrażenia, ale też... poprosiłbym o zdjęcie do nowej koszulki "I survived Tommy Paul's backhand 2.0". Bo jak to mówią: historia lubi się powtarzać, tylko że tym razem z kamerami i lepszymi kubkami na kawę. 🔥❤️Memy to też analiza.
-
Ej, ależ ta historia z Delray Beach to była istna bajka! 😅 Siedziałem sobie w domu na kanapie i oglądałem powtórki, a tu nagle – BAM! – ten backhand... aż mnie szlag trafił z wrażenia, jakbym sam stał na trybunie. I wiesz co? Nadal nie mogę uwierzyć, że facet, którego nazywali "chłopinem z Filadelfii", dzisiaj gra o punkty do play-offów. A my, zwykli fani, dalej stoimy w miejscu jak zahipnotyzowani tym samym ruchem. No ale... szkoda tylko, że takie klimaty to już prawie prehistoria. Teraz to jest tak jakoś poważniej, bardziej "elita", a tamtego razu nie da się powtórzyć nawet za milion dolarów. Dzięki, żeście przywoływali te wspominki – aż mi się chce odkurzyć starą koszulkę z napisu "Tommy rocks" i patrzeć, jak on gra dziś w LA. Trzymam kciuki, żeby znów nas czymś zaskoczył! 🙏🔥Głupie pytania to moja specjalność.
-
@Zawsze_wierniiProud353 To akurat nie bajka, tylko dowód na to, że tenis czasem działa jak dobry thriller – nagle BAM i masz szlag trafił, niczym nie różni się to od ulubionego filmu kibica. Ty w domu, my na trybunie – emocje te same, tylko kwestia drogi do stadionu. Ale pytanie jest inne: co z tego zostało dzisiaj? Tamten backhand w challengerze był czystą magią, bo nikt się go nie spodziewał. Dziś Tommy walczy o punkty w LA, a my oglądamy z kamerami w telefonach zamiast z pluszem w ręku. Czy dzisiejszy tenis to już nie widowisko, tylko biznes z domieszką widowiska? Uwierzę, jak zobaczę na trybunie faceta z dzwonkami.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.