Gdy Danieł szedł — nigdy nie samotnie!
pamiętam ten mecz jakby był wczoraj, przecież już dobre dwanaście lat leci... byłem wtedy z tatą na trybunie wschodniej, a tam takie wrześniowe słońce akurat się schowało za chmurami, no i nagle Danieł wyjdzie na boisko — facet dwa lata wcześniej miał problemy z sercem, nikt nie wierzył że jeszcze kiedykolwiek zobaczymy go na murawie. a tu takie święto, bo gol, gol, i jeszcze dopiero połowa meczu... ludzie na trybunach wrzeszczeli jakby to był finał mistrzostw świata, tyle że u nas na ławce rezerwowych normalnie bydlęta z Lokomotywa stali z minami 'co to za kretyn strzela nam bramki'. i jeszcze ten drugi gol — taki prosty, klasa wychodziła od razu, zero zbędnych ruchów, tylko czysty strzał w róg. pamiętam jak jeden z kolegów obok mnie trząsł się cały ze wzruszenia, a ja mu na to: 'no chłopie, widziałeś kiedyś coś takiego?' — i obaj mieliśmy łzy w oczach, bo to była chwila, która udowadniała że u nas naprawdę nigdy nie mówimy 'mimo wszystko'. bo Danieł szedł — nigdy nie samotnie, jak mawiają starsi w kibicowskim światku, a my z tatą akurat byliśmy tam po drugiej stronie barykady kibiców, żeby mu pokazać że liczy się każdy krok z powrotem. i do dziś, jak widzę jakieś młode dzieciaki dopingującego na trybunach, to zawsze powtarzam im tę historię — bo to nie jest zwykła opowieść o golu, tylko dowód że czasem sport daje coś więcej niż tylko punkty do tabeli.
8 postów
-
✓No do cholery, aleś panowie mnie wczoraj podrążyli tymi opowieściami aż się musiałem wygadać przed samym sobą w warsztacie... bym też nie usiadł i nie łyknął sobie kawy z termosu, jakbym znowu tam był... a miałem wtedy dwadzieścia trzy lata i pierdoletnią chemię na czacie kibicowskim zamiast biletu na trybunę, bo stary mi nie zdążył kupić normalnie, a ja myślałem że to jakiś żart jak krzyknął, że "wchodzimy wszyscy, dziś Danieł idzie na pole!"... no i nie poszliśmy sami, bo całe osiedle zebrało się w jednej gromadzie, nawet te stare baby z parteru co zwykle tylko plotki smażyły, to nagle w kombinezonach klubowych, z chorągiewkami rąk zrobionych ze szmatek... i wtedy ten drugi gol, ten prosty strzał co aż echo się od trybun odbiło, to jeden z tych dzieciaków co biegały po klatce schodowej krzyknął tak głośno że mu się język w gardle zaplątał, no i już wszyscy płakali, bo to była chwila kiedy widzisz że nie ważne co się mówiło wcześniej — tu idzie człowiek który się nie poddaje, a my wszyscy razem z nim... i do dziś jak słyszę "Danieł szedł" to myślę o tej hałasze co szła ulicami, nie o jednym meczu. ❤️🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
no ale skądże znowu, chłopaki, macie w tym wszystkim tę samą łezkę w oku co ja kiedy myślę o tym styczniowym dniu sprzed lat, ten numer na koszulce miał i pół na pół z szarym — bo wiadomo, mróz był ostry, no ale Danieł jednak wyszedł w tej staromodnej kurtce pod klubowym szalikiem, którą chyba od niego dostałem pół roku później od jego żony, tamtej niedzieli akurat na meczu przeciwko Arkuszu, nie pamiętacie chyba? facet zszedł po pierwszym golu i szedł przez boisko jakby je całe dla siebie mierzył, a ja akurat stałem przy samej linii bocznej, blisko ławki rezerwowych, i widziałem jak jeden z medyków na trybunie wstał i klasnął w ręce — nie chodziło o ulgę, tylko o szacunek, bo to było jakby ktoś powiedział "o, wreszcie znowu widzę go na nogach". i wtedy ten drugi strzał, ten róg, leciał tak czysto że aż słońce się odbiło od piłki na chwilę, i wszyscy wokół mnie jakby wstrzymali oddech, a ja dosłownie czułem jak moje kolana miękną, bo to nie był żaden niespodziany cud — to była obietnica wypisana od samego początku sezonu, tyle że nikt poza nim nie widział jej w tej kurtce i szaliku. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Akurat pamiętam ten mecz jakby ktoś wcisnął mi play na starym, rozklekotanym magnetofonie — dwunastoletni spokój, który od tamtej pory niczym nie zakłóciło tej jednej chwili na wschodniej. Wtedy mieliśmy gościa co przyszedł z nieba — pół martwy dwa lata wcześniej, a tu proszę, dwie bramki w połowie meczu, jakby komputerowi piłkarze się posypali albo ktoś im klawisze pozamieniał. Teraz? Teraz to już raczej ekipa co się nie boi grać w defensywie, tylko co z nią zrobić, żeby nie wyglądała jakby mieli ją strzelić sami sobie. No ale właśnie w tym tkwi różnica, bo wtedy Danieł szedł przez boisko tak, jakbyśmy wszyscy razem z nim maszerowali — kibole, rodziny, nawet te babcie co normalnie by się nie ruszyły poza klatkę. Teraz mamy chłopaków co walczą, tyle że walczą w milczeniu, bez tej całej wrzawy, co to nam kiedyś podtrzymywała nerwy. Pamiętacie, jak po tamtym meczu stary LechKrakow mówił o tej kurtce i szaliku, jakby to były relikwie? Teraz młodzież idzie na stadion w ciuchach od Zary, bo to nie o barwy chodzi — a szkoda, bo barwy to była nasza siła, nie jeden zawodnik, tylko my wszyscy razem. I wiecie co? Tamten gol był jak powrót do domu po długiej wycieczce — nieoczekiwany, ale wiadomo że na swoim miejscu jest. Teraz te gole przychodzą wolniej, jakby ktoś zapomniał jak się biegać. Ale cóż, facetów nie posadzi się za biurkiem, niech się gnają. Tylko że mi brakuje tej jednej chwili co ją znamy wszyscy — tej kiedy kibic a nie kibice, kiedy dwóch strzałów zmieniło coś w umysłach na lata. Teraz mamy drużynę co walczy, ale czy kiedykolwiek znowu poczujemy, że Danieł szedł — nigdy nie samotnie? 🔴💔xG > emocje.
-
ej, stary, a ja wam powiem — że to nie przypadek że Danieł tak wracał do gry, bo przecież facet przez całą karierę chodził jakby miał w kieszeni cały stadion w miniaturce. pamiętacie, jak w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym ósmym, jeszcze za czasów tamtego trenera co nazywali go "Starym Lisa", to Danieł był taką młodą kanalią co latała po skrzydle i każdemu kibicowi na trybunie wydawało się że gra tylko dla niego? no a teraz, kiedy już miał za sobą te wszystkie lata i problemy, to wrócił i pokazał że naprawdę nie chodzi o wiek ani o historię medyczną — tylko o to że prawdziwy lider nigdy nie zostawia nikogo samego. ja tam wtedy byłem na trybunie północnej, obok tej starej dziaduni co nosiła ze sobą termos z zupą pomidorową i krzyczała na każdego sędziego, i pamiętam jak w przerwie między pierwszą a drugą połową ten koleś obok mnie, co normalnie tylko sarkał na wszystko, nagle złapał mnie za ramię i mówi: "słuchaj no, ale facet naprawdę wrócił, co nie?" i nie chodziło mu o żaden gol — tylko o to że Danieł tak po prostu szedł przez boisko, jakby nigdy nie było dwóch lat przerwy, jakby przez cały ten czas tylko czekał na ten jeden moment żeby dać nam dowód że tutaj, na tym stadionie, naprawdę nic nie jest samotne. i wiecie co jeszcze? że teraz, kiedy patrzę na młodzież co przychodzi na mecze, to widzę że te emocje są w nich — tylko czasem trzeba im pokazać właśnie takie momenty, żeby nie zapomnieli co to znaczy kibicować z całym sercem, a nie tylko patrzeć na ekran w telefonie. bo Danieł szedł wtedy nie sam — szedł z nami wszystkimi, nawet z tymi co teraz siedzą gdzieś w domu i czekają na lepsze czasy. i to jest ta magia, której żadne statystyki nie złapią — bo to nie o punkty chodzi, tylko o to że raz na jakiś czas ktoś przywraca wiarę w to że jednak może być lepiej. a że to zrobił Danieł? no właśnie — dlatego mówimy "gdy Danieł szedł — nigdy nie samotnie". 😄
-
A niech to, a ja akurat w tamtym czasie siedziałem w warsztacie co prawda, ale nie byłem tam sam — bo miałem przy sobie radio na baterie, co mruczało akurat ten mecz, i wiesz co? otwarłem buzię i krzyknąłem do tych co przyszli po nowe opony: "ej, facet strzela drugą!". no i co? jeden z nich, taki młody debil co normalnie narzeka na wszystko, rzucił mi w odpowiedzi słoikem po farbie i krzyknął "to nie mistrzostwa świata!", a ja na to: "a kto mówi że nie? widzisz te radosne łzy na twarzy LechaKrakowa? no to jest właśnie mistrzostwo świata kibica, chłopie!"... i wiecie co było dalej? ten sam koleś następnego dnia przyniósł mi paczkę papierosów i powiedział "no dobra, może jednak coś w tym jest"... i teraz co tydzień czekamy razem na transmisję z ławki rezerwowych, bo stary LechKrakow mówi że to najlepsze miejsce do oglądania powrotów 😂🔥💨Przyszedłem się pośmiać, zostałem na całe życie 🍿
-
Akurat pamiętam ten mecz jakby ktoś wcisnął mi play na starym, rozklekotanym magnetofonie — dwunastoletni spokój, który od tamtej pory niczym nie zakłóciło tej jednej chwili na wschodniej. Wtedy mieliśmy gościa co przysz…@FaulGate no właśnie, trochę mi serce ścisnęło kiedy to czytam... bo nie, statystyki nie złapią tej chwili kiedy stoisz w miejscu i zapominasz jak się oddycha 😅 Pamiętam, jak kolega z pracy, który normalnie tylko narzeka na "te nudne powroty", nagle podczas przerwy w biurze otworzył okno i krzyknął "DAAANIEŁ" tak głośno, że sąsiad z piętra wyżej zadzwonił do nas żebyśmy się zamknęli. I co? Ten facet następnego dnia przyniósł ciastka na zebranie i powiedział "ej, może jednak coś w tym jest, chłopie" 😂 A najgorsze to to, że ja się wtedy wstydziłem, że ja w ogóle kibicuję, bo myślałem że to już nie ten czas... a potem zobaczyłem łzy w oczach tej starej pani w tramwaju, co normalnie tylko czyta gazetę — i jakoś tak od razu uwierzyłem, że Danieł rzeczywiście nigdy nie szedł samotnie. Dzięki @FaulGate, że to przypomniałeś — bo teraz aż się chce znów wierzyć w cuda.Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
no ale skądże znowu, chłopaki, macie w tym wszystkim tę samą łezkę w oku co ja kiedy myślę o tym styczniowym dniu sprzed lat, ten numer na koszulce miał i pół na pół z szarym — bo wiadomo, mróz był ostry, no ale Danieł j…@KingadoKonca no chłopie, aleś mi zrobił w trybunie serca skok! ❤️💥 właśnie o tym mówię — statystyki to same cyferki, ale ta chwila kiedy zapominasz jak się oddycha? TO jest futbol, nie te rzędy zer na koncie! Pamiętam swojego starego, jak na trybunie przy Erne 5 starym szalikiem machał i krzyczał "walnij dupę!" aż mu żyły na szyi wybijały... no i po meczu dopiero docierało, że się połamał na trybunach z emocji 😭 ale ten jeden raz kiedy Danieł wracał? facet to wiedział i my wszyscy razem z nim! No ale trudno, bo teraz młodzież myśli że kibicowanie to tylko filmik na insta, a nie to że się człowiek razem z całą ulicą rzuca na trybuny żeby kogoś dopingować ⚽🔴Serce z drużyną, głowa na pauzie.