Kort
25.08.2026, 08:27 Zaloguj Rejestracja

Gdy biało-niebieskie niebo pamięta twoje zwycięstwa, Carlosie!

club pride Strefa fanów Carlos Alcaraz Carlos Alcaraz 6 postów ·14 wyświetleń ·Utworzono: 04.08.2026 13:11
Carlos Alcaraz
nooo, ale jak sobie od razu przypomniałem ten letni weekend w madrycie, chyba w dwutysięcznym pierwszym... trafiliśmy z kumplami na turniej challenger'a tam koło lotniska — sami hiszpańskie nazwy kortów, same hiszpańskie popijawy, a w powietrzu czuć było ten zapach słońca i szpagietu. nigdy nie zapomnę, jak na trybunie oglądałem naszego rodaka, te jego kopnięcia były jakieś takie znajome, niby nie ten sam styl co teraz, ale wiara w niego była taka sama. wracaliśmy do pokoju hotelowego późnym wieczorem, a ja cały czas miałem na szyi jego koszulkę z napisem "madrid" — nie wiem, chyba zanim carlos jeszcze zaczął chodzić do szkoły. nostalgii troszkę, ale też takiego dziwnego ciepła, że jednak ktoś nas reprezentuje i to z klasą. taki to był czas, że poogląda się tyle co ja i się zrozumie...
NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 04.08.2026 13:11

6 postów

  • Mówiłem że cofnę się myślą do tamtego turnieju w Bytomiu 2003... siedzieliśmy na trybunie z jednym kolegą, on swoją flaszkę chałupę wbijał, ja swoją czapkę z "Carloa" zafundowaną przez jakiegoś hiszpańskiego dziadka co handlował na kortach — no a nasz rodak na korcie to wyglądał jak święty na meczu 🔥 kto by pomyślał że za 20 lat ten sam styl ogarnie młodszego? całe to szczęście dojrzewało w sercu, a myśmy się tylko śmiali że hiszpańskie kibole tak krzyczą na naszego chłopaka jakby świętowali własne zwycięstwo. i co? proszę bardzo 😱 teraz to ich hiszpański wkurzają, bo nasz "malec" to rozjeżdża korty swoimi bekhendami... co za czasy, naprawdę.
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    CR Cracovia_Warszawa Nowicjusz 04.08.2026 13:36 Cytuj
  • a niech mnie, jeszcze takiego pojedynku na kortach warszawskich w dwutysięcznym czwartym nie było! pamiętam jak dziś — my, dwóch luzaków z akademika na ulicy grochowskiej, dorwaliśmy się do biletu na turniej challenger'a akurat wtedy, kiedy on grał kwalifikacje. siedzieliśmy na samym dole pod trybuną, tak że nogami prawie dotykaliśmy jego nóg kiedy przygotowywał bekhend, i co ty mi powiesz — ten facet miał pod tenisówkami ziemię, która chyba nie widziała deszczu od tygodnia, a on jakby jechał po parkiecie! my z butelką piwa z Żywca (bo "lokalnie" to brzmiało) i pizzą na papierku, a on tam na górze wykańczał jakiegoś argentyńczyka swoją lewą, której nikt nie umiał złapać. przy ostatnim setballu, kiedy sędzia krzyczał "quarante", jeden z naszych kiboli zza siatki cisnął mu hiszpański szalik w kształcie flagi — taki sam, jaki potem nosił przez pół sezonu w madrycie. on go nawet podniósł, potrząsnął nim w powietrzu, jakby mówił: "wasze serce jest moje", a my tak tam pod tymi trybunami dostaliśmy ciarki, że aż chcieliśmy mu dołączyć w śpiewaniu "po prostu, po prostu, idź tam i wygraj". i wygrywał! no ale oczywiście — dopiero co debiutował, a już zachowywał się jak stary wyjadacz. co za cholerny zapach świeżo skoszonej trawy i benzyny z kortów otoczonych blokami na Grochowie... teraz to dopiero naprawdę czuć, że to była iskra 😄
    Carlos Alcaraz tennis fans
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    LE LegiaFan Nowicjusz 04.08.2026 15:59 Cytuj
  • Jeszcze kilka tygodni temu ktoś rzucił na forum, że starych kibiców od nowych najłatwiej odróżnić po sposobie, w jaki kiwają głową w stronę kortu — naszym towarzyszom z lat dwutysięcznych szczęka aż latała, a teraz młodym to tylko marszczy się brew przy jednym kiepskim bekhendzie. Pamiętacie te lata, kiedy kibicowało się komuś, jakbyśmy sami na korcie stali? Miałem takiego kumpla, co przy każdym forhendzie Alcaraza starszego obraca się do kolegi z wykrzywioną miną: „No, ja bym nie dał rady”. To była święta niepewność, ta mieszanina zachwytu i niedowierzania, że w ogóle idzie mu tak daleko. Dziś dobre uderzenie to niemal standard, a niedosyt pojawia się dopiero, kiedy nie trafi z pierwszym podaniem — no bo co to w ogóle za mecz, skoro nie ma tej magii „wszystko jest możliwe”? Tamci byli bardziej... ludzcy w swoich porażkach. Pamiętacie, jak na challengerze w Modenie rozbijał się o jakiegoś Niemca w trzech setach, a my na trybunie jak debile śpiewaliśmy „ej, Carlosie, nie martw się!”? Dziś porażki są bardziej wyrafinowane: przeciwnik umie odesłać piłkę tam, gdzie nikt nie dotarłby w dziesięć minut, a my gapiący się na ekrany kibicujemy, jakbyśmy grali w FIFA. Tamten Alcaraz starszy wchodził na kort z tą walizką ciosów, które ledwo dawaliśmy radę nazwać — dzisiaj to prawie tak, jakbyśmy mieli poduszkę powietrzną pod nogami, kiedy patrzymy na jego ruchy. A te szaliki hiszpańskie... Boże, ile ich wtedy było! Dziś młodzież lata z własnymi flagami, ale wtedy każdy szalik hiszpański był niczym list miłosny do kortu. „Weź go, Carlos, pamiętaj, żeś nasz!” — krzyczeliśmy, a on jakby nas słyszał, bo po meczu zawsze te hiszpańskie szaliki wirowały nad trybunami jak mewy nad plażą. W sumie fajnie, że ten malec dorósł do takich ruchów, ale... cholera, trochę brakowało mi tej chwili, kiedy kibicowało się mu z butelką piwa w ręku i przekonaniem, że jutro praca czeka, a ten mecz to tylko przyjemny epizod. Teraz to już prawdziwa maszyna, a my — kibice — zmieniamy się w komentatorów na kanapie. Takie czasy. Trzeba się cieszyć, że nadal się cieszymy, tylko... wiecie. Trochę inaczej to smakuje.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 04.08.2026 16:06 Cytuj
  • Eeee no coś takiego! Właśnie wczoraj, jak szedłem od osiedlowego sklepu z browarkiem w kieszeni i cały mokry od tego przeklętego deszczu, to nagle na chodniku pod blokami widzę faceta z takim starym, wyblakłym szalikiem "Carlos Alcaraz Madrid" — musiał być z tamtych lat, bo pachniało od niego starymi kortami i słońcem z Hiszpanii, które nawet nie wiem kiedy ostatnio widziałem w Zabrzu... 😂 A on się do mnie uśmiechnął i powiedział: "Wiesz co, koleś, jeszcze dzisiaj ten szalik na siebie zarzucę, bo jak on gra, to chociaż w marzeniach lata z nami". No i że niby nie da rady, a ja mu na to: "Stary, idź z tym do kibicówskiego punktu, zrobią ci zdjęcie z flagą i napiją się w twoim imieniu! Bo takiego charakteru nie da się zatrzymać w latach, nie?"... A co do tego hiszpańskiego szaleństwa... jeszcze w zeszłym roku na mistrzostwach w Paryżu trafiłem na grupkę takich samych wariatów jak my — jeden facet miał na sobie koszulkę Alcaraza z 2018 roku, drugi z napisem "Ziemia niczyja" w stylu starego forhendu naszego chłopaka, a trzeci śpiewał hiszpańską piosenkę kibicowską tak głośno, że sędzia musiał się obrócić... To była prawdziwa armia serca, nie żadne nowoczesne gadżety. I Carlos na to patrzył, kiwał głową, uśmiechał się tym swoim małym uśmiechem... Jakby mówił: "Dziękuję, że jesteście". A my? My tylko krzyczeliśmy jeszcze głośniej! 🔥🇪🇸🎾
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    BI BialaGwiazda88 Nowicjusz 04.08.2026 19:48 Cytuj
  • Ej, kurde, ależ ja się dzisiaj obudziłem ze wspomnieniem tak mocnym, że aż mój pszczelarz z Podkarpacia (ten co zna każdego Alcaraza w dolinie) zadzwonił, żeby spytać, czy nie jestem przypadkiem pijany o piątej rano od smrodu trawy i pasty do kortów z 2002 roku. Bo pamiętam, jak w wyjątkowo chłodny majowy wieczór na kortach w Sosnowcu (tak, te blokowiska zamiast kortów, a my z butelką Żywca w plecaku jakbyśmy szli na okupację) rozłożyliśmy się na betonie, otoczeni przez hiszpańskie babcie z awokado i torbami pełnymi pomidorów, które rzucały w kibiców argentyńskich. No i nagle, tam gdzie zwykle było tylko echo "Carloooo!" teraz leciało "Ale zapierdzielaj se stąd, gnoju!" bo nasz chłopak właśnie uderzył bekhendem takim, że sędzia musiał się schować za sędziowskiego stołka, bo bał się, że go oberwie tym hiszpańskim szalikiem który wisiał mu na szyi jak peleryna superbohatera. I wiecie co zrobił ten hiszpański szalik? Rozwinął się sam, owinął mu się wokół ramienia jak wąż morski i zaczął latać nad kortem jak cholerna biało-niebieska flaga! Po meczu ten sam facet co rzucał awokado podszedł do nas, spojrzał na naszą grupkę jak na rodzinę i powiedział: "Wy jesteście ci sami wariaci co zawsze? Bo widziałem was tu w 2000, w 2003 i teraz... to chyba klub!" A ja na to: "Kurde, stary, my nie jesteśmy klub, my jesteśmy epidemią hiszpańskich emocji!" 🤣🍿 I co? I nic — dziś mamy korty w Madrycie, on lata po nich jak król, a my wciąż stojąc w tym samym miejscu z browarkiem, szalikiem i marzeniem, że kiedyś to on zrobi coś takiego, że trawa na nim zapłonie od czystej pasji... Aha, i ten hiszpański szalik? Leży gdzieś w mojej szafie, obok piłeczki tenisowej sprzed 20 lat, którą ktoś kiedyś przybił do drzewa "na pamiątkę". Bo jak tu zapomnieć o takich momentach, co? Wszystko ma swoją historię, nawet butelka po Żywcu z napisem "2004" zrobionym markerem naokoło szyjki.
    Potrzymaj piwo.
    WI Widzew_doKonca Nowicjusz 04.08.2026 23:14 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.