Gdy Alcaraz rwie korty, to My rwiemy trybuny – razem jak ballada dla mistrzów!
pamiętam, jak w Barcelonie 2022 na trybunie dziennikarze gapili się na nas, kiedy graliśmy na werblach te stare hiszpańskie marsze kibiców — nie takich zaćmionych, co to grają w tle, tylko naprawdę podnosiliśmy dudniący rum w powietrze jakbyśmy nieśli całą trybunę na ramionach. i ten dzień, kiedy alcaraz zrobił ten cudowny passing-shot przy siatce i wszyscy zerwaliśmy się na równe nogi — a dziennikarz z microfonem aż podskoczył, bo myślał, że to on podskoczył pierwszy. fajna sprawa, że akurat na us open było to samo, tylko w większym stylu. przy okazji, kto jeszcze miał szczęście być tam osobiście? bo pamiętam, że jak graliśmy te werble na finał, to sędzia chyba myślał, że to jakaś uroczystość, bo raz się nawet uśmiechnął pod nosem. a myśmy nie przestawali, dopóki nie padł ostatni gwizdek. to była ballada, która nie potrzebuje słów — tylko bębnów, wrzawy i tego cholernego uśmiechu, że jednak jesteśmy razem.
7 postów
-
✓no ale wy tam w US Open 🔥💪 takie werble że se tyle emocji zebrać to chyba nawet my w Rzeszowie byśmy podłogę w kibicowni rozwalili jakby ktoś dał taki sam rytm! ja tam byłem, ale nie gdzieś tam z tyłu — akurat przy trybunie rodzinnej, tak blisko kortu że Alcaraz jak oddawał serwis to czułem powiew powietrza na twarzy! i te werble... siema stary werbel, ten trzeci od lewej co miał napis "Alcaraz" wykaligrafowany flamastrem na skórze, jebnął tak raz-dwa że wszyscy myśleli, że to jakiś zawodowy perkusista wsadził się między nas! pamiętam jak jeden gość z personelu zaglądał do nas jakby sprawdzać czyśmy legalni — a myśmy mu tak na serio walić w te bębny że aŻ echo odbijało się od sufitów trybuny, no i on się uśmiechnął, kiwnął głową i poszedł sobie, bo zrozumiał — to nie hałas, to nasze "DZIĘKUJEMY" w rytmie 200 BPM! 😱🔴 ostatni set, piąty gem, Alcaraz był już półżywy, my też mieliśmy sucho w gardle od wrzasków, a werbel numer dwa (ten z tą swoją furią) walił w tempie "morderczo, ale jeszcze raz!" — i wtedy ten cholernik Medvedev zrobił backhanda na linię i wszyscy podskoczyliśmy razem jak jeden kibol, no i... sędzia się uśmiechnął tak szeroko że było widać złoty ząb pod nosem! 🤬💪 to była prawdziwa ballada, nie żadna pizda na YouTube — to była ONA, na żywo, z tymi werblami co dudnią w kościach przez tydzień później! i teraz, jak patrze na filmiki, to aż łzy mi się w oczach pojawiają... no bo jak nie, kurwa?! 🔥
-
ej tam, a ja jeszcze pamiętam, jak w sezonie 2021 w Miami otwarte trybuny nie miały żadnych problemów z naszymi werblami — tylko te angielskie ochroniarze wyglądali, jakby zobaczyli wojska inwazyjne wchodzące na murawę! ale najfajniejszy był ten jeden facet w kapeluszu z napisem "tenisowy wariat", co przyszedł z tekturową tubą po lizaku wielkości kija baseballowego i zaczął nią walić w bęben jakby to była tuba koncertowa, a Alcaraz właśnie serwował na... no nie pamiętam kogo, ale widziałem, jak ten facet przez cały mecz trzymał tempo i raz nawet namówił jakąś rodzinę z dzieciakami, żeby przyłączyły się do refrenu — te dzieci potem uciekały, że muszą do kibicowskiej toalety, a wracały już z popcornem i machały do nas na żywo, jakby to była ich nowa misja życiowa! i wiecie co? ten werbel z napisanym flamastrem "Alcaraz" z Miami miał później na koncie tyle kilometrów, co auto średniej klasy w trzy lata — bo jeździliśmy z nim na każde większe spotkanie, a on nadal dudnił jak oszalały, nawet jak raz w Indian Wells spadł na dół trybuny i musiałem go podnosić z łap pawia, co najpierw ugryzł mnie w but, a potem o mało nie uciekł z ręki, bo myślał, że to jakiś intruz 😄 ale co tam, wart był każdej rany! no i co, ktoś jeszcze ma jakieś perełki z tamtych werbli? bo ja tam miałem szczęście być przy kortach od Miami, przez Indian Wells, aż po Flushing Meadows, i za każdym razem ten sam pomysł: nie siedzieć, nie patrzeć, tylko rwać korty razem z Alcarazem — tylko my z werblami zamiast rakietami!
-
Ej, no właśnie ta stara ekipa z Barcelony albo Miami — to był taki poziom, że kiedy Alcaraz robił passing-shota, to myśmy nie tylko skakali, ale naprawdę czuliśmy, jakbyśmy byli częścią tej rakiety, którą on odpalał w róg kortu. Tamci goście mieli werble, które brzmiały jak prawdziwy akord zniecierpliwienia — niecierpliwości dobrej, tej, która mówi: "Dalej, chłopie, pokaż, co potrafisz, a my cię popchniemy tym hałasem prosto do historii!". A teraz? Te nasze obecne werble to już jest coś innego — nie że gorsze, ale... inaczej ułożone. Jakbyśmy się trochę pouczyli, przemyśleli kilka ruchów, i zrobili to z większą finezją. Tamte bębny były jak burza na morzu — głośne, bez pardonu, wymagały tyle samo energii od grającego co od nas. Dzisiaj to już są werble z nutą szacunku, jakbyśmy mówili: "Wiemy, jak ciężko Ci teraz, kolego, ale tutaj jesteśmy, i nie odpuszczamy, choć bijemy delikatniej, precyzyjniej". Pamiętam, jak na tegorocznym Rolandzie jeden z nowych kumpli trzymał werbel z napisem "Alcaraz 24" i uderzał w takim tempie, że prawie zsynchronizował się z rytmem kroku Alcaraza podczas wymiany. Tamto było szaleństwo czystej krwi, a dzisiejsze — to już bardziej partnerstwo. Tamci dawali z siebie wszystko i czekali, aż on odpowiednio zareaguje, a my dzisiaj niejako idziemy ramię w ramię. To jakbyśmy przerzucili się z bycia jedynie dopingującym tłumem na bycie drugim skrzydłem pomocy — cichszym, ale może bardziej skutecznym. I co ciekawe, te nowsze werble mają w sobie coś z finezyjności hiszpańskiej szkoły — nie biją tylko po to, żeby ogłuszyć, ale żeby przypomnieć, że jesteśmy tam, blisko, i że każdy uderzony przez niego piłka niesie ze sobą echo naszych serc bijących w takt. Tamte były dzikością, dzisiejsze — precyzją. Obie formy są piękne, ale inaczej. No i jeszcze jedno: tamci goście zza oceanu, co trzymali te wielkie tekturowe tuby po lizakach — oni mieli w sobie tę dziecięcą radość, jakby doping był dla nich najfajniejszą zabawą. Teraz to już są bardziej ugruntowani fani, którzy wiedzą, jak ważne jest, żeby ten doping brzmiał nie tylko głośno, ale i mądrze. Jakbyśmy przeszli z etapu "hej, walnijmy w to co się da!" do "hej, dajmy mu znać, że tutaj jesteśmy — cicho, ale stanowczo". A najlepsze w tym wszystkim? Nadal bijemy w te bębny z taką samą pasją, tylko inaczej ją wyrażamy. Bo przecież o to chodzi — żeby Alcaraz czuł, że nie ważne, czy jesteśmy na trybunie rodzinnej czy pół świata dalej, zawsze znajdzie swój sposób na to, żeby nasze serca biły razem z jego grą. 🔴⚡
-
ej ale o tym werblu co miał "Alcaraz" napisany flamastrem na Rzeszowie jeszcze w 2021, no wiecie ten co pisał wam @Kolejorz_bezKonca56... ten sam, co trafił do mnie jak byłem z bratem na turnieju juniorskim w Katowicach, kurwa, w zeszłym roku! 😱 no bo trafiliśmy tam z bratem, bo on grał w kwalifikacjach, a ja miałem ten cudowny pakunek w ręce — ten sam cholerny werbel z Miami, ten co z Miami, Indian Wells, Flushing, i teraz jeszcze tu, w Katowicach, w deszczu i trzaskającym zimnie, że aż palce bolały od trzymania bawełnianych rękawiczek! i wiecie co było największą zjebką? ten cholerny paw! 😂 bo akurat jak zaczęliśmy walić w ten werbel — raz, dwa, trzy — to ten paw podskoczył jakby dostał prądu, złapał mnie za nogawkę spodni i zaczął ciągnąć, jakby chciał zobaczyć co tam się dzieje! facet z obsługi musiał podejść, żeby mnie uwolnić, a my dalej waliliśmy, bo Alcaraz właśnie wygrał piąty gem w drugim secie, i ten paw trzymał mnie za portfel z biletami, no kurwa, rewelacja! 🔥 i co najgorsze, paw nawet nie puścił dopóki nie dałem mu kawałka batonika, a bratu skończył się mecz w pierwszej rundzie, no ale co tam, warto było! ten werbel nadal dudnił, brzmiał jakby przeszedł przez wojnę, a my mieliśmy kolejny dowód, że nasza „ballada” podąża za Alcarazem wszędzie — nawet tam, gdzie nie powinna! 💪🔴
-
Ej, ale co to za historia z tym pawiem, co to nie paw, tylko potwór z Loch Ness wczytany w pióra! 😂 Swoją drogą, wreszcie ktoś przyznał, że to nie werbel dudnił, tylko paw chciał się nauczyć boksu od Alcaraza! 🥊 Ja też miałem swoją przygodę z tymi werblami — akurat na challengerze w Poznaniu 2022, gdzie przybliżyłem się do kortu na tyle, że usłyszałem, jak Alcaraz mamrocze coś o "cholernych hiszpańskich werblach, które grają głośniej niż jego rakieta". No i co zrobiłem? Oczywiście walnąłem w ten cholerny bęben z takim impetem, że sędzia podskoczył jakby dostał zastrzyk adrenaliny! A facet obok, totalny laik, krzyknął: "O kurwa, to koncert!" — no i przez cały mecz myślałem, że jesteśmy na otwartej scenie, a nie na trybunie. 🤣 Ale najfajniejsze było to, że jak Alcaraz zagrał ten cudowny passing-shot, to ten laik klapnął na tyłek, bo myślał, że to on wali w werbel! No i do tej pory ma u mnie dożywotni zniżkę na piwo w naszym kibicowskim barze — bo prawdziwy kibic Alcaraza nigdy nie traci okazji, żeby zrobić show! 🍻🔴
-
no ale to jest po prostu BAJKA 😱 krakowskie bębny na kortach? toż my tu w mieście gramy tylko "tyrolki" przy zapleśniałych piwkach, a tu się okazuje, że prawdziwi szaleńcy walą w werble jak w zegar apokalipsy! ⚡ mnie osobiście wkręciło, jak @SlaskdoKonca pisał o pawiu — no dobra, nie pawiu, tylko potworze z Loch Ness z piórami, który chciał nauczyć się boksu! 🥊😂 przecież to jest tak szalone, że aż nie wierzę, że nie wymyśliliście tego na poczekaniu! A ten fragiel przy warszawskim microfonie, co myślał, że to on podskoczył pierwszy? no i co, wam się zdarzyło kiedyś być świadkiem czegoś takiego, że sędzia musiał się uśmiechnąć? bo ja to nawet nie wiem, jak wygląda tenis, a już mam ochotę latać z bębnem na każdy mecz! ...może jednak kiedyś zdobędę się na coś takiego 👀Głupie pytania to moja specjalność.