Kort
25.08.2026, 12:29 Zaloguj Rejestracja

Fritz w ogniu – chwila, w której tenis USA płonie błękitem

club pride Strefa fanów Taylor Fritz Taylor Fritz 7 postów ·9 wyświetleń ·Utworzono: 01.08.2026 20:04
Taylor Fritz
no ależ pamiętam te stare czasy, kiedy sięgaliśmy wzrokiem po coś więcej niż tylko marzenia – byliśmy tam, w pociągu do nowojorskiej dżungli, z kiełbasą w plecaku i nadzieją w oczach, że w końcu coś się ruszy. ten finał 2022 to był taki moment, że aż dreszcze chodziły po plecach – człowiek widział, jak cały ten szum wokół niego, całe lata kibicowania, nagle zebrało się w jeden cios serca, jedno uderzenie w kurtynie niebios. fajnie, że ktoś to teraz przywołuje, bo naprawdę było warto – nie tylko zwycięstwo, ale ta świadomość, że nasz chłopak jest w stanie podnieść na duchu cały tenis usa, kiedy tego najbardziej potrzeba. 😄
LE LechiaGda88 Nowicjusz 01.08.2026 20:04

7 postów

  • pamiętasz jak w 2015 siedziałem z bratem w rzeszowskim pubie na meczu Fritz vs Nadal w Indian Wells? ten nasz jebany telewizor ledwo zipał a my już piliśmy pół litra wiadomo i wrzeszczeliśmy jak szaleni, gdy ten chłop z USA wyciął takiego forehanda że pawędzałem piwem po całej kanapie... ale to co sie działo przy US Open 2022 to już zupełnie inna bajka 🔥 dosłownie wszyscy tu w Rzeszowie mieliśmy gołąbki w gardle, kiedy walczył z tym hiszpanem, a potem ta kurtyna niebios spadła i nagle wszyscy skakali z radości jakby im coś zastrzyk w dupę wsadzili 💪 no i ten moment kiedy podniósł trofeum... nigdy nie zapomnę jak się wpatrywałem w ekran i myślałem "kurwa, ten facet naprawdę DAŁ radę" 😱 ten finał to był nieziemski doping dla całego amerykańskiego tenisa, ale i dla nas, zwykłych kiboli co od dekad wierzyliśmy w błękitny marmur 🔴 gratulacje chłopie, naprawdę dałeś czadu!
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    LE LegiaTV Nowicjusz 01.08.2026 20:10 Cytuj
  • pamiętacie ten pojedynek z Medvedevem na Australian Open 2021, jak to na korcie nr 13 stał jakby mur z betonu? ja akurat siedziałem z ojcem w warszawskim mieszkaniu, telewizor na mszę świętą nastawiony a tu nagle – bum, piąty set, 7:6 w decydującym tie-breaku, i ten nasz błękitny kmiotek wyrywa mu podanie na mecz. ojciec zaklął że to już koniec świata a ja wrzeszczałem jak opętany, że chyba wyskoczę przez okno. potem jeszcze tenisówka wleciała w ścianę, a kawa wylała się na laptopa… ale jak się okazało, to był ten moment, kiedy wiedzieliśmy, że nie tylko on da radę, ale cały amerykański tenis dostaje nowy numer – twardy jak kamień i gorący jak ogień. pamiętam jak później w internecie wszyscy pisali „fritz out” a myśmy się śmiali jak głupcy, bo przecież to on właśnie wychodził z cienia i brał świat we własne ręce. fajnie, że wracamy do tych emocji, bo naprawdę warto.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 02.08.2026 00:18 Cytuj
  • Właśnie wróciłem myślami do tamtej feralnej soboty w 2022, kiedy to pierwszy raz zobaczyłem jak Fritz naprawdę robi coś wielkiego – a teraz patrzę na ten sezon i... no cóż, jest inaczej niż wtedy, ale też ciekawie. Tamta drużyna, no sami wiecie, miała w sobie coś takiego, że po prostu wiedzieliśmy: on może. Był to ten typ zawodnika, który albo przejdzie cały turniej na pędzie samobójczym, albo wyjebie w loterii – nie było między. Pamiętacie te jego rzuty podczas US Open? Takie, że nawet jak już miał piątkę piw w sobie to i tak trafiał jak facet z celownikiem laserowym. A teraz? Ten Fritz potrafi coś, czego tamten prawie nie umiał – zachować dystans. Obecna drużyna jest bardziej dojrzała, jakby wreszcie nauczyła się, że tenis to nie tylko walka, ale też gra umysłu. Nie ma już tej szalonej adrenaliny z każdego punktu, za to są momenty, gdzie widzisz, że on naprawdę myśli trzy kroki do przodu. To niedobrze? Niekoniecznie. Tyle że brakuje tej magii, którą wtedy wszyscy poczuliśmy – tej chwili, gdy wiedziałeś, że niezależnie od wyniku, ten chłop dał z siebie wszystko i to było cholernie widowiskowe. Inna sprawa, że obecna formacja ma więcej cwaniaków niż tamci szaleńcy. Patrzę czasem na jego partnerów w deblu czy treningach i myślę: "oj, to już nie są ci sami chłopaki, którzy skakali po korcie jak opętani". Tamten zespół był jak ogień – gorący, niebezpieczny, ale i nieprzewidywalny. Ten dzisiejszy to raczej stalowe drzwi – solidne, ale mało widowiskowe. Szkoda, bo kibicom właśnie tej pasji potrafił dać najwięcej.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    KA KarnyMaster Nowicjusz 02.08.2026 01:08 Cytuj
  • No do licha, KarnyMaster, ależ ty ładnie wygodnie zasiadasz w fotelu kibica i z wyższością oceniałeś dzisiejszy sezon, jakby to był jakiś nudny wykład z inżynierii. Pamiętasz, jak w 2022 roku ten sam Fritz szedł po korcie z sercem na dłoni i każdy punkt grał jakby to był jego ostatni? Wtedy nikt nie gadał o "zachowaniu dystansu" ani o "trzech krokach do przodu" – po prostu wiedzieliśmy, że on umiera tam na tym korcie, a my razem z nim. Dzisiaj patrzę na niego i widzę, że naprawdę wyrosła z niego chłodna maszyna do wygrywania, ale brakuje mi tego momentu, kiedy człowiek czuje, że serce bije mu jak szalone, bo on sam walczy tak, jakby liczył się tylko jeden uderzony piłka. Tamta drużyna była jak burza – dzisiaj mamy poranny spokój, ale co z tego? Burza zostawia ślady, spokój czasem nudzi. Ten Fritz dzisiaj gra regularnie, punktuje, nie tracimy z oczu celu, ale czy naprawdę kibice mają się cieszyć, kiedy nie ma już tych dreszczy? A może jednak powinniśmy się cieszyć, że ten facet dorósł i nie lata już jak szalony po korcie z nadzieją, że trafi piękny winner, bo teraz wie, jak to się robi solidnie? I jeszcze ta gadka o tej drużynie "więcej cwaniaków niż szaleńców" – no przepraszam, ale to po prostu ściema. Fritz od zawsze był ten jeden, który siał postrach swoją agresją, a teraz nagle wszyscy się uspokoili? Może po prostu nie umiemy już docenić dobrej roboty, jeśli nie jest krzykliwa? Bo dzisiaj on wygrywa, punktuje, jest efektywny – a my, zamiast cieszyć się, zaczynamy marudzić, że "nie ma tej magii". Co za nonsens. Magia została zamieniona na skuteczność, a to przecież także coś wartego kibicowania. No nie?
    Taylor Fritz grand slam tennis
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 02.08.2026 01:28 Cytuj
  • e tam, stary, ależ wy jesteście dzisiaj sentymentalni jakbym oglądał całą facjatę ze swoim psem na spacerze i on by mi w nogawkę sikał 😂 pamiętacie ten jego tenis z Indian Wells 2022, jak po meczu z Tsitsipasem podszedł do siatki i trener go klepnął w plecy, a on tak nie mogąc złapać tchu jeszcze dyszał ale uśmiechał się do kamer jakby mu powiedzieli, że właśnie dostał kluczyki od nowej fury? a ten kamerzysta akurat trzymał kamerę tak nisko że jakby chciał go zabić tym swoim sprzętem, no ale Fritz takim gestem machnął ręką „wszystko git” i jeszcze podskoczył dwa razy z radości – i to był moment kiedy wszyscy wiedzieliśmy, że to nie koniec, tylko początek, bo ten facet ma w sobie coś co się nie kończy na jednym turnieju i teraz patrze jak on czasem na rozgrzewce robi te jego charakterystyczne „skoki żaby” przed pierwszym podaniem, jakby cały świat musiał na niego poczekać – i kurde, to jest właśnie ta jego klasa, której nie da się ukryć, nawet jakby chciał zagrać super rozwodniony tenis 💪 niech on gra jak gra, ale ten gest to już jego znak firmowy, i to fajnie że się go nie wstydzi
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    WI WiaraLechawierni Nowicjusz 02.08.2026 02:20 Cytuj
  • ej no to ja się dołączam z moją własną anegdotką, bo pamiętam ten finał US Open 2022 jakby to było wczoraj, chociaż moja kuzynka urodziła potem dwójkę dzieci 👶👶👶 no ale serio, stałem wtedy w rzeszowskim McDonaldzie z rodziną i patrzyliśmy na ten mecz przez telewizor, który akurat miał problem z odbiorem kanału sportowego. I co robię? Robię sobie selfie z Big Maciem w jednej ręce i drugim piwem w drugiej, i nagle moja teściowa patrzy na mnie i mówi: "słuchaj no, albo odstawisz to browar i skupisz się na meczu, albo osobiście wywalę cię przez okno". No to odłożyłem piwo, wsadziłem ostatni kęs burgera do buzi i krzyczałem razem z całym barem jak opętany, kiedy Fritz wygrywał ten piąty set – a że to był McDonald? no to wszyscy się jeszcze bardziej nakręcili, bo nagle faceci w kaskach od obsługi zaczęli dopingować naszego chłopaka razem z nami 🍟🔥 aż jeden z nich, jakiegoś Szwaba, który chyba myślał że to jakiś inny mecz, krzyknął "boah, wie war das geil!" i o mały włos nie oberwałem frytką przez całą salę. koniec końców to był taki doping, że nawet frytkownica zaczęła działać szybciej, bo wszyscy biegali jak szaleni żeby dorzucić do akcji. a Fritz? ten gość dopiero co dokończył swój Big Mac, otarł usta i odbił piłkę na śmierć i życie – klasa, naprawdę klasa. i jakby tego było mało, to jeszcze następnego dnia kuzynka urodziła bliźniaki, więc można powiedzieć że ten mecz to był podwójny cud 👶💙💙🔴
    KO KolejorzKrew Nowicjusz 02.08.2026 04:21 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.