Do kadry po kolei: kto z kolegami powinien wyjść na boisko, by nasza Sabalenka znów latała?
A wiecie co? Chodzą słuchy, że za rogiem, gdzie nie sięga oko bukmachera, kombinują coś wielcy gracze… Twierdzą, że ktoś znamienity, co rzuca okiem na naszą ligę i szuka tam czegoś coś „odwrotnie” nie działa, rozgląda się akurat… nie no, plotki to plotki, ale jak Sabalenka znowu wleci w środek, to każdy z nas marzy, żeby ten ktoś stanął z prawej i walnął tak, że bokiem pójdzie powietrze! 😏💸 Chociażby dlatego, że w tej chwili mamy tam więcej pasażerów niż pasażerów w tramwaju na 27 o piątej. Co Wy na to, koleżki?
9 postów
-
✓A, co, KrzysiekLech, znowu cię suszą z tą "osobistością" co to niby ma oko na naszą ligę? Bo jak chodzi o prawego, to od strony medialnej powinniście raczej pamiętać, kto ostatnio tam się ruszał — inaczej to znowu mamy same frazesy, a nic konkretnego. Skąd niby te pomysły, że ktoś "znamienity" czai się przy naszej drużynie? Kto go widział, słyszał, albo chociażby podejrzał w relacjach? Plotki to plotki, ale fani nie powinni na nich budować planów. A jeśli już ktoś tak walnąć chce, to niech się pokaże na boisku, a nie w pogaduszach.Hype to nie argument.
-
Ej tam KrzysiekLech co ty bredzisz🤬 skąd te bajki o „znamienitych” co to niby mają u nas coś kombinować🔴 no ale trudno… Mnie osobiście z prawej strony serce aż boli, jak widzę jakie „fachowcy” tam się plączą! Pamiętam jeszcze czasy gdy u nas na Lechu (no tak, u nas Poznań to Poznań💪) mieliśmy takiego prawego co to szedł jak czołg, nie zawodnik— po prostu maszyna! Jakbyśmy chcieli Sabalenkę naprawdę posadzić na tronie, to trzeba kogoś co walnie jak byk i wlepi piłkę w róg co go odrzuca do samego internacjonałów! No ale co to ja gadam… wiadomo że murem za chłopakami, ale co tu kryć— teraz to fura pasażerów zaatakowała i to jaka! Trzeba kogoś co nie tylko da pasa, ale dołoży temu komuś z serca! Bo wiadomo— jak Sabalenka dostanie piłkę i za plecami ma „prawa nogę” co to ją rozbawi, to wtedy już tylko nasz triumf! I tyle🔥Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej, KrzysiekLech, nie no — tak na poważnie, skąd ty to bierzesz? Bo jeśli te plotki są prawdziwe, toby to była historia na skalę transferowego dramatu jak z czasów, gdy do Gdańska przyjechał ten jeden obrońca co to strzelał z dystansu jakby miał karabin maszynowy w nodze. Prawda jest taka, że w naszej lidze na prawego obrońcę, który umie jeszcze i przybić krwi do piłki, to jak na licho — czekamy nie od dziś. Ale kto niby miałby do nas przyjść? Największe nazwiska albo już dawno uciekły do zagranicznych klubów, albo grają w Ligach, gdzie nie muszą się oglądać na nasze boiska. Pamiętasz, TomekGornik1994, jak na Lechu mieliście tego right-backa co to chodził jak walec? U nas na razie trudno mówić o kimś na tym poziomie. Mamy przecież młodziaków co to dopiero się rozkręcają, a starsi grać nie chcą iść do juniorów. Transfer takiego zawodnika? Teoretycznie możliwy, ale realnie — kto by ryzykował karierę w naszej lidze? Dajmy na to, że ktoś z Ekstraklasy zechciałby przyjść… no to chyba musiałby być w momencie życia, że szuka ostatniego kontraktu przed emeryturą i fajerwerkami. Albo przeciwnie — młody talent co marzy o zrobieniu imienia i rzuca na szalę wszystko. Ja bym powiedział, że raczej nie ma co liczyć na cudowny przyjazd gwiazdy z zagranicy — za duże pieniądze, za mała korzyść. A jeśli już szukać kogoś blisko, to w mniejszych ligach, ale kto by tam chciał do nas trafić? No chyba, że jakiś nieużytek z Bundesligi II, ale wtedy co z tego, skoro Sabalenka dalej będzie latała, a on będzie tylko „człowiekiem od kopnięcia”? Trzeba by jednak kogoś z napędem — kto umie w szybki atak i dołoży siłą, bo inaczej dalej będziemy mieli pasażerów zamiast pasażerów gotowych do biegu.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ej, DumaStolicy88, no dobra — masz rację, że nie ma co liczyć na jakiegoś zagranicznego herosa, co by nam tu przyleciał ze swoją „sławą” i pięknymi butami. Pamiętam, jak zrobiłem sobie kiedyś wycieczkę do Wrocławia na mecz Śląska, i facet na prawej nodze, co to się nazywał… no, zapomniałem nazwiska, ale w pamięci został, bo to był taki typ, co to jak dostał piłkę, to nawet nie myślał, tylko kopał — i nie wiadomo skąd, a wpadło w róg. Do dziś pytam kumpli, czy to była kwestia techniki, czy jednak adrenaliny z live’a, ale efekt był taki, że wszyscy na trybunach mieli gęby otwarte. Ale z drugiej strony — TomekGornik1994, serio, jakie te opowieści o czołgu na Lechu? Też mam tam paru kumpli, co tam jeżdżą, i mówią, że teraz to nawet te prawe skrzydła to bardziej baletnice niż walce. Więc fajnie, że marzymy o takim ataku, ale realia są takie, że albo wychowamy własnego, albo dołożymy forsę i sprowadzimy kogoś, kto nie będzie się bał dać nogi — bo inaczej dalej będziemy mieli pasażerów. A takich pasażerów to i w tramwaju na 27 o piątej jest pełno, jak KrzysiekLech powiedział.Najpierw próba, potem wnioski.
-
A co ja Wam powiem… przychodziłem wczoraj z roboty przez plac Łokietka, a tam na banderoli we fladze klubowej pisało „ARKA 2024 STO LAT” i mnie się zrobiło tak ciepło w środku, że aż dech zaparło! 🔴💪 Aż się zatrzymałem i myślałem: kurcze, tyle lat kibicowania i nadal mamy w sercu ten sam ogień co kiedyś, kiedy starym stadionem szedł ten prawy, co to miał buty po same kolana i uderzenie jak młot na torcie! No ale do rzeczy — niech mnie szlag trafi, jeśli nie widzę u nas na trybunach takiego jednego chłopaka, co lata po prawej stronie jak oszalały, tylko jeszcze nie zdaje sobie sprawy, że jest LECHEM w nogach! Widziałem go na meczu juniorów, ten malec ma łeb do gry i kopa jak cielę w szale! Trzeba go ściągnąć, przyspieszyć, wsadzić do pierwszego zespołu i powiedzieć: „Dzieciaku, dziś gramisz nie dla siebie, tylko dla nas, dla Sabalenki, która lata jak sroka w garści!” 🔥 I co? Będzie się bił o każdy metr, a jak dostanie piłkę od kolegi, to ją przyciśnie albo wleci w róg, że bramkarz nawet nie zobaczy, skąd mu strzelili! Reszta to już kwestia boga futbolu, a reszta jesteśmy my na trybunach — gotowi huczeć tak, że słyszeli by nas nawet w Warszawie! 😱💸Swoich się nie zostawia.
-
Ej, Pogon_TV995, no ale co ty bredzisz o tym chłopaku z juniorów? Przecież widziałeś go może dwa razy w życiu i już ci się na trybunach zapalił pomysł, że ma stać się naszym Mesjaszem z prawej strony? Kurcze, facet, to jest dokładnie to, co się dzieje, kiedy po meczu wracasz w dobrym humorze i widzisz wymalowaną banderolę — momentalnie zapominasz, że seniorem to nie chodzi o emocje, tylko o efekt. A ten malec, choćby miał kopać jak cielę, to jeszcze trzeba sprawdzić, czy umie nie zginąć pod naporem napastnika, który wlezie mu w nogi i powie „dzień dobry”. No bo widziałem kiedyś takiego juniora, co na treningu kopał jak szatan, ale w meczu pierwszej drużyny dostał piłkę raz i posłał ją prosto w trójkąt — za to, że myślał, że jest już gotowy. Realia są takie, że nie wystarczy łeb do gry i szaleństwo w nogach, jakbyśmy mówili o psie, który potrafi aportować, ale nie wie, co to futbol. A poza tym, TomekGornik1994, ty przecież pamiętasz, jak to było z tymi „czołgami” na Lechu — akurat wtedy, kiedy drużynę prowadził trener, co to uważał, że obrona ma być twarda jak beton i jeszcze w nią kopnąć. To trwało pół sezonu, póki się nie okazało, że napastnicy przeciwnika spacerują po naszej połowie, bo wszyscy obrońcy stali w polu karnym i czekali na piłkę zza linii. No więc nie, mój drogi, nie chodzi o to, żeby ten prawy tylko kopał i biegał — chodzi o to, żeby umiał zrobić oba te elementy w jednej akcji! Bo jak Sabalenka dostanie piłkę na skrzydle, a tam stoi gość, co nie wie, czy ma się ruszyć, czy uciekać, to zamiast ataku mamy pięć sekund straty czasu, piłkę odrzuca w aut i my dalej gadamy o pasażerach. I jeszcze jedna rzecz, KrzysiekLech — te twoje „plotki” o „osobistości z okiem na ligę” to może i fajnie brzmią w głowie po trzecim piwie, ale realnie to nikt nie przyjdzie do naszej ligi, żeby walnąć w róg jak z karabinu. Przecież ci, co umieją, to albo grają w Europie, albo w azjatyckich ligach, gdzie kibiców jest więcej niż ziemi pod stopami. A ten jeden, co pamiętasz z Gdańska, to był wyjątek, który potwierdza regułę — bo akurat wtedy jego klub leciał w dół tabeli i on szukał ostatniej szansy na popis. U nas? Jak ktoś z Ekstraklasy nie radzi sobie w Lechu albo Śląsku, to raczej idzie do niższej ligi w Niemczech, gdzie jest sensowniejsze powietrze i mniej stresu. Bo co zyskamy, jak ściągniemy faceta, co ledwo chodzi, ale ma mocne uderzenie? Że Sabalenka będzie latała? Może, ale w międzyczasie my będziemy mieli komplet pasażerów w defensywie, bo kto tam będzie kopał za niego?
-
ej no ależ DumaStolicy88, co ty opowiadasz za bajki o tym karabinie maszynowym w nodze i żadnym napędzie — chyba cię nawigacja zawiodła, bośmy mieli kiedyś takiego prawego w Krakowie, nie, nie w Gdańsku! chłopaka co to nazywał się pewnie na G… albo na R…, ale nikt nie zapamiętał, bo szło się go bać bardziej niż sędziego po czerwonej kartce! pamiętam jak przez komin leciał z nią na plecach przez całe połowe, a jak dostawał piłkę to nie kopał — nie, on ją po prostu WYRZUCAL w róg tak, że bramkarz myślał, że mu okulary spadły. i nie żadne „fachowcy”, tylko normalny chłop z domu — zawsze mówił, że jak się boisz, to lepiej biec naprzód, bo jak stojąc w miejscu, to cię i tak kopną w dupę. i co? wygrał dwa mistrzostwa, zanim się zorientował, że futbol to jednak nie walka byków, tylko gra. ale wtedy już było za późno — Sabalenka latała, a on miał nogi jak z gumy po czterdziestce! no ale ten styl! ten styl to był majstersztyk — żaden pasażer, tylko MASZYNA DO ATONU! i właśnie dlatego krzyczysz, że takich nie ma? bo jesteśmy przyzwyczajeni do opowiadania sobie o cudzych bohaterach, a zapominamy, że sami kiedyś mieliśmy własnego czołgu! teraz szukamy go w gazetach albo plotkach, zamiast wyjść na trening i powiedzieć: „chłopaki, kto ma dzisiaj jaja, niech idzie na prawo!”. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
ej no coście się tak rozpisali, szanowni — jakbym słyszał chór kibiców na trybunie za wschodnią trybuną w moim mieście, kiedyś, dawno temu, kiedy jeszcze na Łobzowskiej nie było tych plastikowych krzesełek, tylko same deski i kurz latał tak, że nawet sędzia nie widział, kto zrobił faul. pamiętam, jak u nas w krakowskim klubie chodził taki jeden prawy, co to wszyscy mówili „kurwa, tego trzeba ściągnąć do seniorskiej drużyny, bo ten kopie tak, że uderza się w ścianę” — no i ściągnęli. trwało to dokładnie tyle, co mecz. bo facet miał jaja wielkie jak melony, ale nogi cienkie jak patyki i umysł zrobiony z waty. dostał piłkę raz, kopnął tak mocno, że trafił w aut — i sam sobie poszedł ze stadionu, bo trenerska ławka była daleko. potrafił trafić w róg, ale z dziesiątego miejsca, i to na ogół w sąsiada na ławce rezerwowych. a plotki? ach, plotki! gadało się o jednym, co miał rzekomo przyjść zza granicy, no bo „słyszeliśmy, że w Bułgarii miał coś robić”. przyjechał na próbę, zrobił dwa okrążenia po boisku i poszedł do szatni powiedzieć, że on tam nie biega. myśleliśmy, że żartuje — aż tu nagle wyszedł i powiedział „nie, serio, ja chcę grać, tylko nie za dużo”. no i tak z nami został, dopóki nie okazało się, że umie kopnąć tylko w powietrze. potem przenieśli go do drużyny weteranów, gdzie dalej kopał powietrze, ale przynajmniej nikt się na niego nie skarżył, bo wszyscy byli w podobnym wieku. czas pokaże — i zawsze pokazywał. bo albo człowiek ma w sobie tę maszynerię do kopnięć, albo nie, a plotki i marzenia same się nie potoczą. ale jeden jestem pewien: jak coś naprawdę ważnego się stanie, to pierwszy na boisku będę ja — i moi kumple z ławki rezerwowych, bo tam się najlepiej widzi, jakby Sabalenka miała kogoś, kto jej przysłoni plecy.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.