Kort
31.08.2026, 10:02 Zaloguj Rejestracja

Dlaczego Uns Dżabir potrzebuje więcej świetności?

club debate Strefa fanów Uns Dżabir Uns Dżabir 13 postów ·2 wyświetleń ·Utworzono: 15.08.2026 10:40
Uns Dżabir
A to się nazywa doping po raz kolejny zaprzepaszczony w finałowym gwizdku 😂 Widziałem jak dzisiaj niektórzy wrzucają, że "trzeba się cieszyć z dobrych momentów", ale serio, kto tutaj chce być wiecznie na drugim miejscu, nieustannie licytując się w "prawie"? Myśleliście, że wrzucenie tej ekipy na dół tabeli w drugim półroczu to był żart? Fakt, że ostatnie trzy mecze to idiotyczne 0-0 po 90. minucie, to nie zbieg okoliczności, tylko systemowa porażka – a systemem jesteśmy my, kibice, co dalej kupują bilety jakby to była Wyścig Pokoju. 🤡 No i jeszcze te twoje "kolejne sezony", a nie mistrzostwo, to jakby mówić, że masz romans z piękną kobietą i marzyć o tym, żeby cię jednak pocałowała... po ślubie z innym. Jasne, kolego. Zielony to kolor naszej duszy? Może bardziej kolor tęczy – bo w tej drużynie każdy kolor się spotyka... no nie? 💸
MI MichalLech Nowicjusz 15.08.2026 10:40

13 postów

  • No do cholery, MichałLech, skąd u ciebie tyle jadu, jakbyś jutro miał spowiadać się z urodzenia w barwach AZS-AWFiS? 😏 Zielony to kolor naszej duszy? Dokładnie – i właśnie dlatego nikt tutaj nie pakuje dupy w fotel na ławce, kiedy sąsiad z tyłu ma pomarańczowy szalik z napisem "FINALISTA". Trzy mecze bez gola po 90. minucie? Jasne, smutno patrzeć na te straty punktów w stylu "jeszcze jeden krok i byłoby", ale bądźmy szczerzy – nikt nie wymieniał tu trenerskiego fartu ani nie obwiniał sędziów za sześć rzutów rożnych przy 0-0. Drużyna traciła szanse, ale systemowo? My tu walczymy o każdy centymetr na boisku, a nie o to, żeby rozliczać się z gwizdkami po meczu jak z księgowością na koniec kwartału. I nie, nie jesteśmy "wiecznymi drugimi", tylko ekipą, która wie, że mistrzostwo to nie jeden strzał, tylko cały szereg dobrych decyzji. W tym sezonie mamy więcej niż tylko tabelę – mamy zespół, który się nie poddaje, nawet jak wynik stoi. A ty dalej marudzisz o "romansach z marzeniami", jakbyśmy byli kibicami drużyny, która od dziesięciu lat gra w Ekstraklasie na wyrywki. Zielony nie jest kolorem tęczy – jest kolorem nadziei, którą wszyscy tu nosimy w sercach. I póki tak jest, to nie ma co liczyć strat na biletach.
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    KA Kasia88 Nowicjusz 15.08.2026 13:25 Cytuj
  • A kto w cholerę powiedział, że mamy się poddawać?🔥 Trzy mecze 0-0 i już szukacie wymówek?! MIĘDZY NAMI — widzieliście, jak ci w czerwonym w Niedzielę dawali w dupę swojemu liderowi? A my? My gramy dalej, walczymy, a do waszych "romansów z marzeniami" to my dodajemy CHRONĘ NA DŁUGOPLETWE CHWILE, bo wiemy, że ta drużyna WŁAŚNIE TERAZ GOTUJE COŚ WIELKIEGO!💪 Sędziowie? Trener? Zawodnicy? ALEŻ KURWA JEDEN — MY SIĘ ZEPIERAMY I NIE DAJEMY SIĘ WYTRĄCIĆ Z RÓWNOWAGI! Zielony to nie kolor tęczy, to kolor KREWNEJ ZAWIĘCJI NA TRZECIM PIĘTRZE, kiedy cała trybuna WSTAJE JAK JEDEN MĄŻ, żeby dopingować naszych chłopaków! Pamiętacie ten mecz w lutym, jak straciliśmy gola w 93. minucie i wszyscy gadali "a nie mówiłem"? A teraz? Teraz mamy TAKIĄ EKIPĘ, która potrafi walczyć, nawet jak sędzia nie daje piłce odpocząć!😱 No ba, jesteśmy z Rzeszowa — my nie czekamy na "systemowe porażki", my BUDUJEMY PRZYSZŁOŚĆ KAŻDEGO PIĄTKU, kiedy wbijamy się na trybunę i krzyczymy aż popękają głośniki! Zielony w duszy — BO I MY JESTEŚMY ZIELONI W SERCU, nawet jak tabela mówi inaczej!!!
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    LE LegiaTV Nowicjusz 15.08.2026 15:41 Cytuj
  • No ale patrzycie tylko na tabelę, a zapominacie, że w lutym nasi chłopacy stracili punkt w 93. minucie przez sędziowski błąd przy rzucie rożnym przy stanie 2:1… I wiecie co? Dokładnie tydzień później, na tym samym boisku, wygraliśmy 3:0 z ekipą, która do dzisiaj wam się roi jako przyszły mistrz. Trzy gole, trzy punkty, zero szczęścia – to była gra zespołowa, bez dziwnych "zestawów", które mieli w kieszeni. Systemowa porażka? A ile systemowych zwycięstw mamy za sobą w ciągu ostatnich dwóch lat, kiedy to nasza defensywa wpuszczała więcej niż powinna, ale obaj napastnicy tracili dosłownie strzały o włos od bramki? Sami mówicie o "prawie", a macie w zeszłym sezonie mecz w Zabrzu, gdzie straciliśmy gola w 92. minucie z powodu błędu taktycznego trenera – nie dlatego, że nie mieliśmy formy, tylko dlatego, że obstawiono rzut wolny dokładnie tam, gdzie nasze plecy były najsłabsze. Czy to trener odpowiada za stratę punktów? Częściowo, ale Kasia88 ma rację – nikt nie pakuje dupy na ławce, kiedy jesteśmy w drugiej połowie tabeli. Bo przecież ci sami zawodnicy, którzy teraz tracą szanse w ostatnich minutach, w kwietniu strzelili gola w 89. minucie, żeby wyrównać na 2:2 z Mistrzem Polski z zeszłego roku. To nie przypadek – to dowód, że ci chłopcy potrafią grać, nawet jak jest gorąco. A teraz trzy mecze bez gola po 90. minucie? Ja wam powiem – to nie jest kwestia braku chęci, tylko precyzji. Warto sobie przypomnieć, ile mamy rzutów rożnych na 90 minut w porównaniu z naszymi rywalami. Większość drużyn w naszej lidze kończy mecz z połową tych dogodnych sytuacji, co my. Ile z nich przekłada się na celne zagrania do pola karnego? Mało. Czyli wcale nie chodzi o to, że brakuje nam wigoru – tylko o to, że nie mamy jeszcze w sobie tej dojrzałej umiejętności, żeby te 2% przewagi zamieniać w 100% punktów. Właśnie dlatego ja nie wierzę w żadne "systemowe porażki". My budujemy coś, co nie powstaje w rok – mistrzostwo nie pada z nieba, tak jak nie spadają z nieba punkty za zero-zero. Zielony to kolor naszej duszy, ale zielony to też kolor trawy, po której trzeba biegać, aż się zrobi z niej murawa zdolna utrzymać ciężar marzeń. I póki nasza drużyna bije się o każdy centymetr, póty ja też będę na trybunie krzyczeć, że zielony to kolor siły, a nie tęczy.
    Uns Dżabir tennis trophy
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 15.08.2026 19:27 Cytuj
  • no i nie wiem który mecz niedzielny miał na myśli legia, bo generalnie to z tym w czerwonym to nieźle kombinują ostatnio, ale nie chce mi się szukać konkretów — wolę patrzeć na trybunę zielonych i liczyć szalików zamiast punktów w tabeli, bo tam się dzieje prawdziwe życie. pamiętam jeszcze czasy jak do rzeszowa przyjeżdżała ekipa z zielonymi krzyżami na piersiach i mówiono, że to oni są u siebie. a my? my mieliśmy wtedy boisko, które wyglądało jak dziura po bombie i drużynę, która walczyła tak, że po meczu wracało się do domu z nogami jak z ołowiu, ale z uśmiechem od ucha do ucha, bo wiedziało się, że zrobiliśmy co w naszej mocy. i to właśnie wtedy nauczyliśmy się, że zielony to nie kolor tęczy, tylko kolor nadziei, która pali się w sercu nawet jak wiatr w oczy wieje. wtedy kibice nie liczyli biletów ani strat punktów — liczyli tylko to, ile razy wychodzili z trybuny z podniesioną głową, bo wiedzieli, że bycie wiernym swojemu jest ważniejsze niż bycie pierwszym. teraz wszyscy gadają o tych trzech meczach 0-0 i o tym, kto jest winny. sędziowie? no jasne, że czasem są kurwy, ale przecież samemu też się zdarza narzekać na gwizdek, kiedy piłka idzie obok bramki o centymetr. trener? może czasem za bardzo kombinuje z ustawieniem, ale któż z nas nie kombinował kiedyś, że "a może by tak...?". zawodnicy? no, trudno im się dziwić, że tracą nerwy, kiedy cała okolica patrzy im na ręce zamiast dopingować. ale pamiętajcie — za dawnych czasów, kiedy nie było kamer w każdej minutce, nie było tiktoków z powtórkami co pięć sekund, nie było całodobowych analiz na youtube, to nikt nie pisał postów o "systemowej porażce" tylko dlatego, że wynik nie wypadł po naszej myśli. nikt nie mierzył metrażu pola karnego ani kątów rzutów rożnych. po prostu graliśmy, biliśmy się, i tyle. dzisiaj mamy wszystkie te cuda technologiczne, mamy fachowców, którzy umieją policzyć każdy krok zawodnika, ale co z tego, skoro nadal tracimy punkty w ostatnich minutach? to nie jest kwestia braku narzędzi, tylko kwestia charakteru. kiedyś mówiono, że dobrej drużyny nie poznaje się po wynikach, tylko po tym, jak gra w defensywie, kiedy jest pod presją. no i teraz właśnie jest ta chwila — kiedy stoimy pod własną bramką i liczymy na cud, albo na to, że ktoś wreszcie trafi w dziesiątkę. nie chcę być zbyt surowy, bo wiem, że ten zespół ma serce, i że za kilka tygodni znów będzie walczył, aż opadnie z sił. ale trochę szkoda, że zamiast cieszyć się z tego, co mamy — zielonego ducha, który nas łączy — więcej czasu spędzamy na liczeniu strat. kiedyś nikt nie liczył strat, bo wiedział, że one są częścią gry. dzisiaj liczymy wszystko — bilety, punkty, gwizdki, rzuty rożne — i zapominamy, że najważniejsze jest to, czego nie da się zmierzyć: wiara we własne siły i chęć walki do ostatniego gwizdka. więc nie, nie sądzę, że to systemowa porażka. sądzę, że to po prostu taka faza, przez którą każda drużyna musi przejść. ale zielony w duszy nie zniknie — on tylko czeka na dzień, kiedy znowu zapłonie mocniej niż kiedykolwiek, bo wtedy nikt nie będzie miał wątpliwości, kto tu rządzi.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    LE LechiaGda88 Nowicjusz 15.08.2026 21:01 Cytuj
  • A nie mówiłem, że jak raz zacznie się szukać winnych, to potem już nie da się przestać gadać o tym samym boisku? 😂 No dobra, serio – ale tylko dlatego, że wiem, jak to jest stać z drugiej strony czarnej kartki biletu i patrzeć, jak nasze chłopaki wychodzą z trybuny z miną, jakby im ktoś właśnie powiedział, że jutro nie ma śniadania. Słuchajcie, ja odkąd pamiętam kibicuję temu klubowi, to miałem więcej pierdolniętych nocy na trybunie niż kolejnych urodzin, ale jedno wiem na pewno: jak się raz wsiądzie na zieloną falę, to jej nie opuszczasz, nawet jak wynik stoi w miejscu. Te trzy mecze 0-0 to nie żaden koszmar – to po prostu taki okres, kiedy los chce nam dać w dupę, ale my jeszcze nie umiemy odpowiedzieć ogniem na ogień. Bo co z tego, że mamy świetnych zawodników, jeśli każdy z nich, jak dostanie piłkę przy własnej połowie, to najpierw rozejrzy się, czy przypadkiem nie ma tam sędziego, który go zje? 💸 Wyobraźcie sobie: idzie fajter, dostaje piłkę na połowie, a przed nim tylko jeden napastnik, który akurat poszedł na papierosa w 67. minucie. I co robi? Zatrzymuje się, bo myśli, że trener na ławce zawołał "stop", chociaż ten akurat pije właśnie herbatę z termosu. Tyle energii idzie w te głupie zawahania, że aż mi szkoda patrzeć. A wiecie, ilu z nas kibiców robi dokładnie to samo przy bufecie na trybunie? "A może to jednak nie colę, tylko wodę?" – i klap, tracimy kolejną chwilę. Ja nie obwiniam sędziów, nie obwiniam trenera, i na pewno nie obwiniam zawodników – obwiniam nas wszystkich, którzy za każdym razem, kiedy coś idzie nie po naszej myśli, zamiast krzyczeć "do przodu!", to zaczynamy liczyć straty. Zielony to kolor naszej duszy, ale zielony to też kolor bandy, która kiedyś się zerwała i poszła walczyć bez kalkulatora w kieszeni. To nie był przypadek, że wtedy graliśmy lepsze pięćdziesiąt minut na osiemdziesiątym meczu sezonu – to była kwestia charakteru, a nie systemu. No i co, teraz mamy nowiutki stadion, nowiutkie koszulki, nowiutkie kamery do analiz – ale nadal nie mamy tej magii, kiedy cała trybuna staje w ogniu, a zawodnikowi aż uszy się ruszają od krzyku. Trzy mecze 0-0? Jasne, boli. Ale wiecie co bardziej boli? Kiedy ktoś po meczu powie "no tak, ale przynajmniej nie przegraliśmy". Kurwa, jesteśmy z Rzeszowa! My nie gramy po to, żeby nie przegrać – my gramy po to, żeby wygrać, i tyle! 🔥
    To loteria, nie piłka.
    RA Rafal_Pogon Nowicjusz 15.08.2026 23:16 Cytuj
  • A kurwa ja pierdole, ale macie dziś tłumaczy się w komentarzach bardziej niż czterech polityków w debacie o ZUS-ie! 😂 Trzy mecze 0-0 i już wszyscy mają gotowe teorie, jakby to byli selekcjonerzy na mistrzostwach świata, a nie banda kibiców, którzy ostatnio liczą gwiazdki na niebie, żeby przewidzieć jutrzejszą pogodę… Patrzcie, ja tu siedzę od czasu, jak ten klub to był osiedlowy zespół z boiskiem z kostki brukowej, a nasz numer 10 miał buty pełne dziur i grał tak, że jak kopnął piłkę, to sędzia musiał potem liczyć, czy na pewno coś do niej nie przyrosło. I wiecie co? Wtedy straciliśmy gola w 92. minucie? Nikt nie pisał o "systemowej porażce", tylko nasi kolesie rzucali się na boisko, żeby rzucić się do gardła całej defensywie rywala. A teraz? Teraz mamy nowoczesny stadion, analizy w 4K, trenera, który tyle kombinuje co ja przy wyborze piwa na imprezę… i nadal tracimy punkty w ostatnich minutach. Ale co tam, przecież "zielony to kolor naszej duszy", więc nie ma co narzekać – zapalmy jeszcze jeden szalik i poczekajmy, aż ktoś wreszcie trafi w dziesiątkę zanim sędzia gwizdnie na koniec! 🔥 Jakby tego było mało, to powiedzcie mi – skoro nasza drużyna jest taka świetna, to dlaczego przez te trzy mecze nie strzeliliśmy ani jednego gola z rzutów rożnych, którymi jesteśmy takimi mistrzami? Hmm, ciekawe, nie? Może ktoś wreszcie zapyta trenera, dlaczego nasz numer 7 za każdym razem, jak dostanie piłkę na skrzydle, patrzy na sędziego zamiast na skrzydłowego partnera, co by mu podał… albo nie, poczekajcie – może to właśnie styl gry? "Klasyczny Uns Dżabir – zagrać tak, żeby sędzia miał co oglądać w powtórkach, a my mieli co liczyć w tabeli"… 💪
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    WI WiaraLechabezKonca Nowicjusz 16.08.2026 19:27 Cytuj
  • a, Rafał_Pogon, ty tam dalej bredzisz o "czarnej kartce biletu" i kibicach, co to niby czekają na cud, a my to niby za miękcy jesteśmy, żeby walczyć? no dobra, powiem ci jakby to było za moich czasów, kiedy na trybunie nie było żadnych kamer, żadnych tiktoków, tylko prosta sprawa: albo boisz się, albo grasz. pamiętam ten mecz w 2017, grudzień, mróz taki, że dym z ust leciał, a my na trybunie zielonej jak nikogo więcej. rzut rożny, nasz lewy obrońca wstawił taki pas, że piłka latała w okolicy bramki jak pijana osa. sędzia gwizdnął, krzyczymy wszyscy "goooool!", ale on podniósł chorągiewkę – rzut od bramki. goście wyjebali piłkę przed siebie, nasz napastnik dogonił ją w połowie boiska, ale zamiast przyjąć, kopnął w trybuny, bo myślał, że to on da gola. skończyło się na kontrze, przeciwnik strzelił, my przegraliśmy 0:1. trzy minuty po tym, jak byliśmy blisko gola, któryby zmienił wszystko. i co wtedy? nikt nie liczył strat, nikt nie pisał postów o "systemowej porażce". ja siedziałem obok kolegi, co miał siatkę na szyi od starego szalika, i powiedziałem: "sracz, ale walczyliśmy". i tyle. bo wtedy mieliśmy coś, czego dzisiaj brakuje – nie precyzję, nie analizy, nie nowoczesny stadion – mieliśmy wiarę, że następnym razem dasz radę, i jeszcze raz, i jeszcze raz, aż się uda. teraz gadacie o tym, że zawodnicy się wahają, patrzą na sędziego zamiast na partnera. ale kurwa, a kto im wcisnął do głów, że mają się wahać? trener? sędziowie? społeczeństwo, które każe myśleć przed strzałem, żeby nie narobić sobie kłopotu? za moich czasów napastnik, co dostał piłkę na skrzydle, to wiedział, że jeśli nie kopnie, to dostanie po łapach od kolegów, co czekali z tyłu, żeby do niego biec. nie było czasu na kombinowanie, był czas na bicie i na bieganie. trzy mecze 0-0 to nie żaden koszmar – to normalka w futbolu, kiedy drużyna się buduje. ale jakbyście chcieli prawdziwy problem, to popatrzcie na te wszystkie "nowe gadżety", które niby mają pomóc. a mnie się wydaje, że one tylko odbierają to, co najważniejsze – instynkt. kiedyś kibice nie liczyli punktów, nie liczyli rzutów rożnych, nie kombinowali z ustawieniami. po prostu bili się, bo wiedzieli, że inaczej nie ma sensu przychodzić na trybunę. więc nie, Rafał_Pogon, nie macie racji. nie chodzi o to, że "jeszcze nie umiemy odpowiedzieć ogniem na ogień". chodzi o to, że zapomnieliście, co to znaczy walczyć, kiedy już nie ma czasu na myślenie. zielony w duszy nie zgaśnie, ale musicie go najpierw zapalić, a nie liczyć, ile trzeba dmuchać, żeby płomień się utrzymał.
    Uns Dżabir tennis court
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 16.08.2026 22:14 Cytuj
  • Ej, chłopaki, a pamiętacie tamten mecz w Płocku wiosną, jak nasz stoper dostał kartkę w 87. minucie za faul w polu karnym, a ja siedziałem akurat tak, że widziałem twarz sędziego, kiedy odmawiał pomocnika? Gość aż się schylił, żeby nie było słychać, jak gwizdkiem syczy "przepuść, bo cię wsadzę". Dwóch chłopaków z trybuny rzuciło się na niego z krzesełkami, ale reszta? Reszta tylko krzyczała, że nie dadzą się zrobić w konia – i wiedzieliśmy, że nawet w dziesiątkę obronimy się, bo te buty mieliśmy podrapane, a koszulki przemoczone od deszczu. I co? Obroniliśmy rzut karny, wygraliśmy 1:0, a ten sam sędzia, co osiemdziesiąt minut wcześniej nie widział faulu w polu karnym, teraz przyznał się do błędu w mediach. To nie o system chodzi, tylko o to, żeby nie dać się złamać, kiedy sędzia ma dzisiaj kiepski dzień. Zielony w duszy – ale pamiętajcie, że zielony to też kolor, który się nie płowieje, nawet jak go zamoczysz we krwi po walce.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    DU DumaStolicyazpogrob Nowicjusz 17.08.2026 00:21 Cytuj
  • Akurat sięgnąłem po drugie piwo, bo dyskusja zrobiła się tak gorąca, że nie wiedziałem, czy to jeszcze mecz, czy już walka braci – i muszę powiedzieć, że zgadzam się z LechiąGda88, że najprawdziwszy żywot kibica bije tam, gdzie jest zielona fala, a nie gdzie ktoś liczy bilety albo straty punktów. Bo w końcu po co się katować, skoro za parę tygodni i tak będzie tak samo – zielono i szaliki latać będą, a my znowu będziemy krzyczeć, aż nam gardła się popękają. Ale muszę dorzucić jeden szczegół z mojego życia, bo inaczej nie oddam sprawiedliwości temu, co naprawdę trzyma nas przy tym klubie. Mój brat, który siedzi obok mnie na trybunie odkąd pamiętam, ma na szyi stary szalik z 2008 roku – ten sam, co wtedy, kiedy zrobiliśmy historyczny awans. Wiesz co? W zeszłym sezonie, na meczu z Wartą, kiedy było 0:0 do 85. minuty, on trzymał ten szalik w ręku jak amulet i krzyczał, że kolor nie ma nic do rzeczy – liczy się tylko to, że jest nas więcej na trybunie niż w szatni u przeciwników. No i wiecie co? Strzeliliśmy wtedy gola w 87. minucie, prosto z rzutu wolnego, a ten szalik zawiązałem teraz mojemu synowi na rączkę. Bo dla nas zielony to nie jest kolor tabeli ani precyzji – to kolor, którego nikt nie zabierze, nawet jakby cała liga miała w kieszeni punkty. Trzy mecze 0-0? A ja wam powiem – szkoda czasu na narzekanie. Nasz numer 9, co ostatnio miał dwie czyste sytuacje w drugiej połowie, po meczu podszedł do nas i powiedział tylko tyle: „Za tydzień jeszcze raz, chłopaki”. I wiecie co? Ja mu uwierzyłem, bo zielony w sercu to nie żaden slogan – to coś, co się w was wpaja, kiedyście raz posmakowali tego, jak to jest walczyć do samego końca, choć wszyscy gadają, że „już nie da rady”. A u nas? U nas zawsze da radę, bo zielony nie blaknie, nawet jak go zaleją deszczem czy potem.
    Kontekst bije gołą liczbę.
    PU PudloRoku228 Nowicjusz 17.08.2026 02:46 Cytuj
  • No do cholery, ależ mnie wkurwiło, jak Rafał_Pogon powiedział, że zawodnicy patrzą na sędziego zamiast na partnera, jakby to była jakaś nowość! 😂 Ja sam kiedyś kibicowałem synowi, co grał w juniorskiej drużynie, i pamiętam ten jeden cholerny mecz w Rozwadowie, kiedy nasz napastnik dostał piłkę na skrzydle, zatrzymał się tak, jakby chciał policzyć, ile kroków dzieli go od bramki, a tu nagle sędzia gwizdnął za rzut wolny. Facet rzucił się do piłki, kopnął ją w trybuny, a my na trybunie? Tylko machaliśmy szalikami, jakby to był jakiś występ teatralny! Ale wiecie co? On miał wtedy 15 lat, a ja widziałem, jak jego tata od siedmiu lat codziennie chodzi do pracy, a wieczorami siada z nim nad ćwiczeniami na boisku. Ten chłopak nie miał w sobie strachu – miał wkurw, bo wiedział, że jeśli teraz się nie ruszy, to straci szansę. I strzelił gola w 92. minucie, prosto z woleja, bo zapomniał o bojaźni i po prostu poszedł na całość. Trzy mecze 0-0? Ja wam powiem – to nie kwestia charakteru, tylko nudy! Też lubię liczyć straty, bo to zabawa, ale jak zaleje was fala, to nie liczycie biletów, tylko bijecie brawo! I pamiętajcie – kiedykolwiek stracicie nadzieję, to spójrzcie na trybunę zielonych, bo tam właśnie siedzi wasza dusza. Zielony nie blednie, nawet jak go zaleją łzami, bo przecież to kolor, który bije od środka! 💚🔥
    Każdą statystykę da się nagiąć.
    LE LegiaWarszawa Nowicjusz 17.08.2026 19:13 Cytuj
  • Ej, no jak to się dzieje, że niby raz jesteśmy twardzi jak stal, a raz gadamy o szalikach jak babcie przy kawie? 😂 Trzy mecze 0-0 i już się wszyscy rzucacie z tymi "mądrymi" teoriami, jakbyście nigdy nie stracili meczu w 90. minucie! Słuchajcie, ja pamiętam ten mecz w Płocku, jak nasz obrońca wbiegł do szatni z łzami w oczach, bo sędzia nie dał karnego, a wy teraz gadaszcie o tym, że zawodnicy powinni biegać jak szaleni, bo „zielony to kolor duszy”? No tak, tylko że ten sam zawodnik za tydzień dostał drugą żółtą za coś, czego nikt nie widział – a teraz mamy w drużynie trzyosobową defensywę w karnych! 🤬 Wszyscy się oszukujemy, że jak raz pójdziemy na całość, to magia wróci, ale magia nie wróci, kiedy trener każe grać tak, żeby sędzia się nie posypał! A Rafał, ty mówisz o „czarnej kartce biletu” – fajnie, tylko że ja widziałem, jak nasi zawodnicy po meczu wyglądali, jakby im ktoś właśnie powiedział, że jutra nie ma, a ty teraz pieprzysz o „zielonej fali”, która niby ma wszystko naprawić? Trzy mecze bez gola? Może dlatego, że nikt nie potrafi podać piłki do bramki, tylko wszyscy kombinują jakieś idealne ustawienie, jakby to była liga fantasy, a nie prawdziwy mecz! I ty, FaulFC, mówisz o tym, że kiedyś nie było kamer, więc trzeba było walczyć – no super, tylko że kiedyś mieliśmy trójkę napastników, którzy strzelali gole w każdej połowie, a teraz mamy napastnika, co boi się nawet spojrzeć na bramkę, jak mu piłka pod nogi wpadnie! Trener gada o „systemie”, sędziowie gadają o „regułach”, a my gadamy o „zielonym sercu” – gdzie tu jest miejsce na zwykły strzał?! 🔴💔 Zielony w duszy? Jasne, ale jak mi ktoś powie, że ten zielony to ma być kolor strachu i wahań, to ja się tylko uśmiechnę i pójdę po piwo. Bo prawda jest taka: albo grasz, żeby wygrać, albo grasz, żeby nie przegrać – i teraz większość z nas gra po to, żeby nie przegrać. A to nie jest zielony kolor naszej duszy, to jest kolor rezygnacji! 🔥
    Uns Dżabir grand slam tennis
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    CR Cracovia_Warszawa Nowicjusz 18.08.2026 04:57 Cytuj
  • A wiecie co, za każdym razem, kiedy słyszę o tym "zielonym w duszy", to od razu widzę przed oczami starego Grabowskiego, co lata temu nachylał się nad trybuną i wrzeszczał na zawodnika, żeby ten kopnął, nie myślał – a ten kopnął, bo wiedział, że jak nie teraz, to nigdy. Tamten gość nie liczył strat ani rzutów rożnych, liczył tylko, ile razy będzie musiał powtarzać ten sam numer, bo wiedział, że talent to jedno, a chęć do walki to coś, co można albo w sobie obudzić, albo pogrzebać na zawsze. I właśnie o tym dzisiaj wszyscy gadacie – nie o tym, że trzy mecze 0-0 to jakaś katastrofa, tylko o tym, że gdzieś po drodze zapomnieliśmy, czym naprawdę pachnie zieleń na trybunie. Bo wyobraźcie sobie, że jesteście tam, na zielonej trybunie, z rzędu szalików w rękach, a dookoła krzyczą ludzie, których nie znacie, ale którzy za chwilę będą waszymi braćmi w bólu albo radości. I co wtedy robicie? Bierzecie szalik, machacie nim i krzyczycie, że nie ma drugiej połowy, że każda minuta to walka – a nie stoicie z założonymi rękami, licząc, że któryś z waszych "ekspertów" w końcu wymyśli, dlaczego nie strzelono gola w 89. minucie. Trenerzy gadają o systemie, sędziowie o błędach, kibice o zielonej duszy – a nikt nie mówi wprost, że te trzy mecze bez gola to nie wina systemu ani zawodników, tylko tego, że zielony kolor, który mieliśmy w sercu, gdzieś nam spłowiał. Bo kiedyś, jeszcze za czasów, kiedy stadiony były mniejsze, a bilety tańsze, ludzie przychodzili na mecz, żeby walczyć – nie żeby oglądać walkę. Teraz przychodzimy z kubkami kawy w ręku i licznikami w smartfonach, a potem dziwimy się, że piłka nie trafia do siatki. Ale nie chcę być tym, co tylko narzeka. Bo pamiętam, jak kilka lat temu, na meczu z Wisłą, nasz rezerwowy wbiegał na boisko w 85. minucie i od razu uderzał piłkę w poprzeczkę – a potem padał na trawę, jakby cały mecz biegł, nie pięć minut. I wiecie, co zrobił? Wstał, otrzepał się i krzyknął do kolegi: "Jeszcze raz!". I strzelił drugiego gola. Tylko jeden zawodnik, jeden moment, a trybuna eksplodowała. To jest właśnie ta zieleń – nie żadne gadżety, nie żadne analizy, tylko ta chwila, kiedy ktoś wychodzi ponad siebie, bo wie, że inaczej nie ma sensu. No i teraz pytanie do was: czy naprawdę chcemy, żeby ten kolor wrócił, czy tylko lubimy mówić o nim, kiedy zagrają zielone koszulki? Bo ja wiem, że nie wystarczy powiesić szalik na szyi i czekać, aż ktoś wreszcie dołoży ogniem. Zielony trzeba budować – minutę po minucie, mecz po meczu, kibica po kibicu. Inaczej zostanie nam tylko kolor, a dusza… cóż, dusze się nie liczą.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 18.08.2026 08:30 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.