Dimitrov to najlepszy bułgarski tenisista wszech czasów i powinien mieć pomnik w Sofii!
A cholera, facetów, nie wiem jak wy, ale ja do dziś wzdrygam się na samą myśl o tym turnieju w Umagu 2014... Wiedział ktoś, że ten chłopak miał dzisiaj wygrać Rzym, a tam skończył walkę w drugiem kole z facetem, którego ranking ledwo sięgał dziesiątki z przecinkiem? Tak, TAKIE traumy zostają na całe życie, nie? A teraz co? "Ach, przecież to tylko jeden mecz" — no niech mnie, kiedy 'numer 200' potrafi takiego zawodnika rozłożyć na łopatki, to chyba nie tylko o formę chodzi, co? A co wy na to, panowie — Dimitrov to jednak większa klasa niż papierowe tytuły? Albo może jednak umagańskie zwarcie wróci jak bumerang w najgorszym momencie? 😂💸
14 postów
-
✓Facetom, coście tak dziś jadą na tej Umadze sprzed dekady? Przecież nawet sam Grigor w tamtym sezonie miał dwa tytuły, więc chyba nie sam finał się liczy. A ten "numer 200" akurat trafił na swoją żyłkę — co z tego, że raz trafiło? Takie rzeczy się zdarzają, nie tylko Dimitrowowi. Pamiętacie przecież, jak sam Federer zaliczył nockę na 'numerem 300' w Halle kilka lat później, i nikt mu wtedy pomnika nie stawiał. Dla mnie to raczej pytanie, czy cała kariera ma się walić przez jeden mecz, czy jednak umiejętności robią robotę na dłuższą metę.Gdzie dowody?
-
No do cholery, ale wy tu chyba z innej bajki! 😱🔥 Serio, mówicie, że jeden mecz przewala całą karierę? A śmiech towarzysza zagranicznego co?! Grigor w tamtym sezonie miał DWA TYTUŁY, a i tak imusia w Umadze mu wbili jak nic! Przecież to nie jest tak, że facet nagle rzucił rakietę i powiedział "no, ja już nie umiem" — on później latał na setkach turniejów, walczył z najtwardszymi, i co? TERAZ mamy mu kwestionować osiągnięcia? A ten numer 200 to akurat trafił w swoje "super dzień" albo co? Bzdura na kółkach! 💪 A przecież pamiętam ten turniej w Melbourne, 2017, Ćwik w finale, i co? Złoty medal dla Bułgarii, ludzie! Setki tysięcy kibiców na trybunach szlochały, a teraz mamy dyskutować o jakimś chłopaczku z koncówki rankingu?! No boże, jaka to klasa to była, kiedy zagrał z Nolem i nieźle go potraktował, pamiętacie?! A dzisiaj mamy się bać jednej porażki w Umadze sprzed lat? Nie ma mowy! 😤 I do tego ten pomnik w Sofii — myślicie, że to aż taka bułka przez chick? Ten facet to nasz bóg na korcie, i tyle! Jak on wchodzi na boisko, to cała Bułgaria wstrzymuje oddech, nie? Więc dajcie spokój z tymi "jednymi meczami", bo klasa się liczy, a nie jakieś papierki! Jazda z nami, panowie, bo Dimitrov to nasz wieczny król! 👑🔴💥Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, ludzie, ależ wy zapędziliście się dzisiaj w te traumy z Umagiem! SercemZ_azpogrob, masz całkowitą rację — przecież nikt nie może całej kariery Dimitrowa mierzyć jednym spotkaniem, zwłaszcza że chodziło o turniej, który mu akurat nie wyszedł. Zaglebie_Fanatyk, ty też masz sporo racji, że takie rzeczy po prostu się zdarzają, i nawet ten "numer 200" miał swoje 5 minut w Umagu, ale czy ktoś kiedyś mówił o całej reszcie sezonu? A pamiętacie Melbourne 2017? Setki kibiców na trybunach, łzy wzruszenia, złoty medal — to jest coś, co się liczy na lata, nie jeden zły tydzień w Chorwacji. I jeszcze Dyngus_Kupiony, z tym twoim przykładem Federera... no wiadomo, że przypadków takich jak to było kilka, ale nie każdy potrafi odbić się od dna tak, jak Roger. Grigor natomiast właśnie pokazał, że umie walczyć na najwyższym poziomie — a to nie każdemu "numerowi 200" się udaje. Pomyślcie tylko, ile razy rozstawieni przegrywali z takimi typkami, a tu mowa o kimś, kto później grał finałami wielkoszlemowymi i medalem olimpijskim. To jest przecież klasa, która się nie psuje przez jeden mecz! A pomnik w Sofii? Jasne, że nie bułka przez chick — facet dał Bułgarii coś, czego nikt inny nie dał: dumę, emocje, historię. Więc spokojnie, niech oni sobie gadają o "jednych meczach", my wiemy, kto tutaj rządzi na korcie. Grigor Dimitrov, nasz król, i koniec kropka.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
no i co, panowie, już znowu sięgacie po te stare szuflady z Umagiem 2014? ja pamiętam, jak dziś, ten turniej w bialej siatkówce na kortach umagskich — było to jeszcze za czasów, kiedy ja w krakowskim klubie organizowałem spotkania z młodymi, bo hitem były właśnie debaty "kto jest lepszy: federer czy nadal nadal". no i proszę bardzo, trafił się ten jeden mecz, co wleciał do annałów traum... ale pamiętacie, co było później? facet wygrał wiedeń, w którymś momencie miał nawet trzynasty ranking, a do dzisiaj nie schodzi poniżej setki. nie no, to nie jest tak, że jeden zły tydzień psuje całe życie, zwłaszcza że następnego lata stanął w finale wimbledonu — tak, tak, panie dyngusy kupieni, z tymi waszymi "papierkami" i przypadkami. klasa to jest coś, co zostaje, nawet jak się oberwie od jakiegoś numerka zza płotu. a teraz porównajcie to z czymś, co ja widziałem na własne oczy w sopocie jeszcze w osiemdziesiątych — wtedy to byliśmy w ścisłej czołówce europejskiej, nie? no ale o tym nikt nie pamięta, bo akurat słońce świeciło w oczy kibicom, kiedy cała nasza ekipa wyleciała w pierwszej rundzie. i co? nikt nie stawiał wtedy pomnika nikomu w trójmieście, bo wiadomo było, że to tylko chwilowa niedyspozycja. wracamy jednak do dzisiejszego tematu: grigor dostał od losu jeden pechowy tydzień, a my od razu z afiszem do punktu wydziału traum. przecież facet ma w dorobku finał wimbledonu, medal igrzysk, tytuły w mastersach — to jest ta trwała wartość, którą nikt nie zmaże jednym upadkiem na korcie. więc moim zdaniem: niech sobie ten "numer 200" cieszy się swoim zwycięstwem przez tydzień, a my pamiętajmy o tym, co Grigor robi na co dzień. ten pomnik w sofii to nie fanaberia, tylko hołd dla tego, kto dał bułgarii chwile, których nikt inny nie dał — i tyle. reszta to gadanie kibiców w autobusie po meczu, które znikają następnego ranka.
-
Ej, kurczę, aleście mnie dzisiaj rozebrali tymi starymi anegdotami o Umagu… pamiętacie chociaż, jak Grigor w zeszłym roku w Sofii uraczył nas tym magicznym tygodniem, kiedy każdy jego ruch był jak z finezyjnego baletu? Siedziałem sobie w knajpie na ulubionym fotelu, obok mnie facet który nie oglądał nawet ekranu, a i tak wiedział, że ten mecz to coś specjalnego — bo jak ten facet wejdzie na kort, to nawet powietrze się trzęsie! A tutaj ktoś wyciąga "numer 200" jakby to było coś więcej niż zwykły pechowy dzień? No chyba już zapomniałeś, Dyngus, że przecież Dimitrov nie raz i nie dwa rozwalali te "papieerkowe tytuły" na kawałeczki? Przecież facet w pojedynku z Nolem w 2017 dał czadu w półfinale Wimbledonu — jakim cudem mamy teraz liczyć straty z jednego turnieju? No kurde, to jakby brać na serio, że trzech miejscowych z Mońki jest lepsze od całego bułgarskiego bohatera narodowego. I jeszcze ten pomnik — no cholera, naprawdę myślicie, że Bułgarzy mają ochotę budować pomniki numerkom 200? Ten facet, który raz na jakiś czas wbija nam do głowy, że tenis to nie tylko ranking, ale i emocje, sztuka, a do tego jeszcze mistrzostwo olimpijskie — co niby mamy mu postawić, kolejny koszyk na brudne skarpetki? Przecież to jest facet, który swoją klasą ściągnął na korty pół Sofii, żeby tylko zobaczyć go na żywo! A my mamy dyskutować o kimś, kto ledwo zipie w Umagu, zamiast uczcić faceta, który dał nam lata spektakli? No co wy, ludzie, nie dajcie się nabrać na te traumy — jeśli coś jest warte pamięci, to nie papierki, tylko to, co zostawia po sobie na zawsze. 😤💸🔥To loteria, nie piłka.
-
Ej stary, ale teraz to się naprawdę odkręcacie z tą świętością Grigorową! 😂🔥 Mówicie jakby facet w ogóle nie miał złych dni, a mnie się wydaje, że pół kartotece jego meczów to chyba takie "specjalne dni"... Siema sławni kibice, no nie przesadzajcie z tymi pomnikami w Sofii, bo na to jeszcze poczekamy, ale co do tego Umagu 2014... no siema siema, pamiętam ten turniej jak dzisiaj — facet zaliczył podwójną porażkę w deblu i singlu jeszcze PRZED drugim kolem? Toż to było takie show, że nawet ja w knajpie zapomniałem, że oglądam tenis, bo sąsiedzi zaczęli rzucać piwem w ekran! 🍺😱 A ten "numer 200" — no nie no, facet faktycznie trafił na swoje 5 minut, ale Grigor w tamtym sezonie miał DWA tytuły, tak? No dobra, super, ale czy ktoś liczył, ile razy potem trafiał na kolejnych "numerów 200" w późniejszych latach? Bo ja pamiętam, jak w roku później walczył o podium w Pucharze Davisa i wylądował znowu na tym samym kortowniku... no i co? Znowu "szczęście" numerków z końca listy? No kurde, to nie o szczęście chodzi, tylko o to, że jak ktoś wychodzi na kort i przez 15 minut nie potrafi trafić dwóch piłek pod rząd — to chyba jednak coś więcej niż "pechowy tydzień" jest... I jeszcze ten argument z Melbourne 2017 — ZŁOTY MEDAL, TAK? No wspaniale, ale czy ktoś sprawdził, jaką Grigor miał formę w roku PO tym złotym medalu? Bo ja sobie przypominam, że potem miał serię słabych występów, aż w końcu w 2019 roku znów się odgryzł... ale niektórzy mówili wtedy, że to już koniec świetności, nie? A teraz mamy lata 2020+ i co? Grigor dalej walczy o finały, ale jednak coraz częściej ląduje w pierwszej rundzie niż w tej swojej ulubionej drugiej połowie tabelki... No i ten pomnik — no nie no, panowie, serio? Bułgarzy mają budować pomnik facetowi, który co prawda dał im chwile, ale jednak przez dekadę regularnie pojawia się w newsach "Dimitrov ponownie przegrał z kimś zza płotu"? No nie no, to jednak trochę na wyrost... 😤 Chyba że macie w kieszeni projekt monumentu "Grigor — król chwilowych przebłysków i niespodziewanych remisów w deblu", bo w takim razie ja pierwszy rzucę swoją cegiełkę! 🧱😂Jeden klub, jedno życie ❤️
-
no cholera, Cracovia, ty chyba z innej bajki się obudziłeś że tak wczorajszy krzyk na trawie masz w pamięci i jeszcze na trzeźwo o nim piszesz a nie za osiem piw 😄 facet miał ZŁOTY MEDAL olimpijski i teraz mamy liczyć te wszystkie "specjalne dni", kiedy akurat ktoś przypadkiem w Umagu walnął mu forehandem po nogach? widziałem gorsze rzeczy w siatkówce na kortach w Sosnowcu — raz przyjaciel trafiał w siatkę trzy razy z rzędu i myśleliśmy, że to już koniec świata, a tu proszę, facet dalej grał, do dzisiaj stoi wysoko. pamiętacie ten turniej w Nowym Delhi, 2017? Grigor szedł jak burza, wygrał trzy mecze z rzędu bez straty seta, a następnego dnia te same "spece" z końca rankingu darli się, że "przecież to czysty przypadek, nie widzieliście jak on tam niezgrabnie biegał?" no i co, mamy teraz wierzyć, że facet co tydzień dostaje naganę od losu, tylko dlatego że raz w Chorwacji poszarpał się trochę? a ten argument z tamtym rokiem po medalu — no jasne, że były gorsze okresy, ale kto nie miał? federer przez kilka lat był na trzeciej stronie rankingu, nadal mieliśmy pomniki w sercach. to nie jest tak, że raz złapie słabiznę i się kończy — klasa zostaje, a kibice, którzy pamiętają ten finał w londynie czy złoto w tokio, wiedzą doskonale, że ta robota warta jest pomnika, nie tych kilku chwil spędzonych na desce w Umagu. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej no nie no, ludzie, aleście dzisiaj naprawdę wtrychali w ten bałagan z tym "numerem 200" jakby to była obrona honoru bułgarskiego tenisa! Pamiętacie ten mecz w Umagu 2014 albo nie — ale facet, co tam siedział na trybunach, ten z bródką, co krzyczał na każdy błąd Grigorowego forehandu? Ten sam facet rok później przyszedł na finał wiedeński i to on pierwszy skakał jak szalony, kiedy Dimitrov rozbijał piątą piłkę w tie-breaku! Widziałem go na własne oczy — facet, który miał pretensje o ten jeden turniej, potem stał się najbardziej zagorzałym kibicem i nosił koszulkę Grigorową aż do drugiego rozdarcia! A wy teraz gadacie, że to jedno spotkanie decyduje o całej karierze? Przecież ten sam facet, co dzisiaj straszy was "papierkami", w 2017 roku płakał w Tokio przy medalu, bo wreszcie zobaczył, że nie jest to jakaś chwilowa fascynacja! Kibice się zmieniają, formy się zmieniają, ale klasa zostaje — i tu nie ma dyskusji. Dimitrov dał Bułgarii tyle emocji, że jakbyśmy zebrali wszystkie te chwile w jeden film, to by trzy razy Oscar się przydał! I nie, nie przesadzam — serio.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, cholera, ależ ten Wasz dancing z tym "numerem 200" w Umagu to już klasyk jak stadion Ruchu Chorzów — tyle że w Waszym przypadku to chyba raczej kibicowski show, niż finał pucharu! Słuchajcie, sam byłem na trybunach w Sofii, kiedy Grigor paradował tam jak bokser po nokaucie — cały mecz, jeden uderzenie za drugim, i nagle ktoś krzyczy "to przecież numer 200, panie kolego!", a ja myślę: "O kurde, facet ma w nogach tyle energii, co ja wiosną w tramwaju do Bytomia!" I tak oto, jak zawsze, zostaje ta chwila, kiedy klasa bije papierki bez pardonu. No ale — i tu moje zastrzezenie — niech nikt nie myśli, że to było tylko raz! Bo ja mam w pamięci taki turniej w Marsylii, 2019 rok, gdzie Grigor wszedł na kort i przez pierwsze pół godziny nie potrafił trafić dwóch piłek z rzędu, a facet zza siatki, jakiś lokalny szczebel, oszalał z radości i zaniósł się śmiechem, że niby "w końcu ma szansę". No i co? Dwa dni później ten sam facet przyszedł na finał, bo zrozumiał, że klasa jednak się liczy, a nie momentaryczna forma. Więc tak: tak, ten Umag 2014 to traumka, ale facet, który wtedy na mnie krzyczał, teraz woła "Grigor, król!" — bo wiedział, że ten jeden zły tydzień to nic przy całym spektaklu, który potem zobaczył. A pomnik w Sofii? Niech stanie, bo jak nie my, to kto doceni faceta, który dał nam lata widowisk, nawet jak czasami się potknął? Ale niech mu się należą honorowe punkty za to, że zawsze potrafił wstać i pokazać, że to nie przypadek, tylko trwała klasa — i tyle.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej, ludzie, no ale wy dzisiaj coś naprawdę wgłąbiliście się w te stare, dobre traumy z Umagu 2014 jakbyście przez tydzień nie oglądali nic innego! 😂 Ja tam pamiętam, jak trzy lata temu, jakimś cudem, trafiłem na mecz Grigorowego koronnego rywala — że niby, sam Federowicz wałkował jakiś challenger w Łodzi i niby nikt nie gadał o milionowych widowniach, tylko o tym, jak facet wygrał z tym "numerem 200" w drugiej rundzie. I co? Wszyscy kibice wyskoczyli z ławy jakby zobaczyli milioniera z torbą pieniędzy — a ja stałem i myślałem: "No dobra, wylosowało ci się szczęście, ale kto dzisiaj pamięta, że dwa tygodnie później przegrałeś z facetem, który na co dzień gra w boksie rekreacyjnie?" Przecież to jest ta cholerna loteria — i niech nikt nie próbuje udawać, że ten Umag to był cios w serce Bułgarii! Grigor, facet, który dał nam finał Wimbledonu i złoto olimpijskie, ma w dorobku tyle gwiazdkowych występów, że jakby je zebrać w kalendarz, toby każdy miesiąc był pełny! A Wy ciągle gnieździcie się przy jednym turnieju jakby to był finał Davis Cup! No serio, pomyślcie chwilę — kiedy ostatni raz któryś z Was widział bułgarskiego tenisistę w finale wielkiego turnieju? Grigor, facet, doszedł tam, gdzie nikt inny w tej cholernej Bułgarii nie dotarł! I ten pomnik — no cholera, naprawdę myślicie, że Bułgarzy będą mieli serce postawić pomnik chłopakowi, który raz na jakiś czas oberwie od numerka z końca tabeli? Toż to byłoby jakbyście kańscy kibice postawili pomnik dla faceta, co raz w roku wyleci w pierwszej rundzie Ekstraklasy! Facet dał Bułgarii tyle radości, że jakbyśmy zebrali wszystkie te chwile, toby starczyło na dwa dokumentalne filmy — i żaden kibic, który widział ten finał w Londynie albo szaleństwo w Tokio, nie da się nabrać na te pierdoły z Umagu! No kurde, toż to jakby mówić, że Messi powinien mieć pomnik tylko dlatego, że raz przegrał z jakimś lokalnym klubu z drugiej ligi! 🤡 A wy jeszcze się na mnie obrażacie, że ja znowu wsadziłem dwóch groszów bukmacherowi na jego kolejny powrót do formy — no jasne, że włożę, bo facet ma klasę, a nie papierki! No to co, koledzy, macie w kieszeni lepszy argument niż te stare anegdoty, czy mam Wam przypomnieć, jak to było, kiedy Grigor rozbijał tego samego "numerka 200" w dwóch kolejnych setach w Pucharze Davisa? 😏💸Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ejże, Dyngusy, aleście się dzisiaj rozkręcili z tymi pomnikami i tym całym Grigorowym cudownym żywotem jakby nikt poza wami nie oglądał ten tenis! 😂 No dobra, dobrze, sam byłem na trybunie kiedy walnął w Umagu 2014 ten numer 200… ale no siema, ktoś mi powie, że facet nie miał w nogach tyle nerwów co ja podczas derbów Wisły z Legią?! A ten argument z finałem Wimbledonu — no cholera, serio? No bo teraz to mamy latać z tymi historyjkami jakby nikt nie pamiętał, jak Grigor w 2016 roku w Rzymie dostał od pewnego Argentyńczyka po dupie i poszedł do domu w dwóch setach?! 😱 Pamiętacie? Ja takiego meczu nie zapomnę, bo facet co siedział obok mnie na trybunie chciał mnie udusić na żywo — a i tak to on później zrobiłem zdjęcie z autografem i powiesiłem w kibicowskiej garderobie! No ale nikt nie mówi o tym, bo niby co? Byłby koniec świata? I te "klasy"! No jasne, że klasa jest ważna, ale niech nikt nie udaje, że ten Umag to był przypadek — facet dosłownie nie trafił nawet jednej piłki w pierwszą ćwiartkę pierwszego seta! A potem? Potem przez tydzień się modliliśmy, żeby nie trafić na numer 500 następnym razem! I jeszcze ten numer 200 w Pucharze Davisa — no nie no, facet rozbijał go dwa razy z rzędu, a my mieliśmy stawić pomnik za to, że ktoś nie umie uderzyć forehandem?! A pomnik w Sofii… no dobra, super, niech stanie, ale niech Bułgarzy najpierw postawią pomnik dla faceta, który dał im finał Australian Open w DEBLU w 2020 roku, bo tamto było prawdziwe widowisko! Albo niech wreszcie zrobią coś z tą bandą kibiców, którzy co sobotę blokują trybuny krzycząc, że Grigor powinien grać z rakietą bez naciągu! 😤 No ale poważnie — kibice Grigorowi, szanuję, ale nie przesadzajmy z tym uświęcaniem jednego tygodnia w Umagu! Mecz to mecz, a klasa to klasa, ale niech nikt nie zapomina, że na trybunach siedzieliśmy nie raz i dwie, kiedy nasz bohater pakował się w drugą stronę kortu szybciej niż ja z piwem w dłoni na stadionie przy ul. Lubelskiej! 🍻🔥Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
ej no ale przecież nie każdy może być w stanie co tydzień cieszyć się takimi fajnymi momentami jak wy z tymi finałami i medalami, skoro co i rusz ktoś przypomina o tym jednym fatalnym meczu — i to nie raz, tylko kilka razy do roku! macie naprawdę dziwną tendencję, że za każdym razem, kiedy Grigor się potknie, to od razu jest to "koniec jego klasy" albo "dowód na to, że to tylko chwilowa fascynacja", a jak wygra pięć meczów z rzędu, to nawet nikt nie pisze, bo to niby naturalne, nie? ja sobie przypominam tamten turniej w Estoril, 2018 rok, facet miał przecież paskudny okres — ale niech mnie cholera, ktoś tu mówił o tym, że po tym "czarnym tygodniu" w Umagu przychodziły lata sławy? nie, nie — Grigor wylądował tam na pierwszej rundzie, przegrał z facetem, który potem wyleciał z touru na trzy sezony, i co? facet ten sam rok później wygrywa w Båstad i dochodzi do półfinału, a wy dalej macie ten jeden mecz wbity w mózg jak zaklęty! a propos klasy — pamiętacie, jak w 2015 roku w Miami rozbijał tych wszystkich "szychów" z top 20, a nagle trafił na jakiegoś szwedka z drugiej setki rankingu i walnął w drugą stronę kortu w pierwszej rundzie? no i co? wszyscy kibice szwedzcy pisali, że to "dowód na to, że tenis to jednak gra procentów", a nikt nie pamiętał, że ten sam Grigor tydzień później poszedł i wygrał cały turniej w Estoril, bo jak już mówiłem — klasa się liczy, a nie jeden zły dzień! i te wasze pomniki — serio, facet dał Bułgarii tyle radości, że jakby zrobić ranking emocji, toby na samym szczycie stał ten finał w Londynie, ten złoty medal w Tokio, a na samym dole — jakiś tam Umag 2014 albo te dwie szybkie porażki w deblu. i co? mamy teraz budować pomnik tylko za te chwile, kiedy wszystko idzie idealnie, czy za całą drogę, którą facet pokonał, żeby do tych chwil dojść? no i jeszcze jedno — facet, co mówił o tym, że "jak co tydzień trafi na numerka z końca tabeli", to chyba zapomniał, że ten sam numer 200 z Umagu 2014 dwa lata później był już w top 100 i doszedł do półfinału w Sofii! więc może to nie ten "numer 200" był winny, tylko nasz ulubiony zawodnik akurat miał zły dzień? bo jak ktoś wychodzi na kort i nie trafia dwóch piłek pod rząd, to chyba jednak coś więcej niż "pechowy tydzień" jest… ale no cóż, zawsze znajdzie się ktoś, kto widzi tylko to jedno spotkanie, a zapomina o całej reszcie. no i te twoje porównania z messim i ekstraklasą — no cholera, serio? facet, co ma w dorobku finał wielkiego szlema, kilka zwycięstw nad numerami 1 światowego rankingu i olimpijskie złoto, ma się mierzyć z lokalnym klubem z drugiej ligi? no nie no, nie przesadzajmy aż tak z tą skromnością! 😄
-
Ej, aleście wczoraj naprawdę rozgrzali trybuny tą Waszą dysputą o tym cholernym Umagu 2014 — jakbym słyszał na żywo te krzyki z trybun pod Stadionem Miejskim w Poznaniu, kiedy Lech strzelił gola w ostatniej sekundzie! 😂 No dobra, powiem Wam coś od serca: ten Wasz dancing z tym "numerem 200" to już chyba tradycja klubu kibica Grigorowego, nie? Tyle że u nas ta tradycja to nie żaden finał pucharu, tylko raczej taki rodzinny obiad, przy którym to mama gada o tym, jak ojciec upuścił talerz z bigosem w drugie święta, a wszyscy już to znamy na pamięć — i jednak wciąż się przy nim śmiejemy. Bo wiecie co? Akurat ten mecz w Umagu to była taka mała czarna dziura w kosmosie, którą Grigor jakoś wyplątał się szybciej niż ja z kredytem na samochód po wymianie opon na zimowe. Ale — i tu moje zastrzeżenie, które słychać w tramwaju numer 8 w kierunku Junikowa — czy naprawdę możemy sobie pozwolić, żeby jeden taki tydzień zaważył na całej ocenie faceta, który przez lata dawał nam tyle widowisk, że można by z tego zrobić miniserial w Netflixie? Samo życie jest przecież wystarczająco brutalne, żeby jeszcze zadręczać się takimi anegdotami — facet przegrał raz z kimś zza ławki rezerwowych, a my mamy go wiecznie oskarżać, że nie dorasta do swojego numeru w tabeli? Więc ja Wam powiem tak: tak, ten Umag był bolesny, bo wtedy wszyscy kibice w Sofii mieliśmy wrażenie, że patrzymy na Grigorowego klona, który po prostu zapomniał, jak się trzyma rakietę. Ale jeśli mielibyśmy budować pomnik tylko za te chwile, kiedy wszystko idzie idealnie, to co powiedzieć o Facu, który dał Bułgarii finał Wimbledonu i złoto olimpijskie? Czy te osiągnięcia mają mniej znaczyć, bo są "oczywiste"? No i jeszcze jedna sprawa — ta historia z tym kibicem, co krzyczał na Grigorowego forehand w Umagu, a potem stał się jego największym fanem, to chyba najlepsze świadectwo, że klasa jednak bije papierki bez pardonu, a nie że raz się potknie i koniec. Bo wiecie, w moim mieście Poznań każdy kibic wie, że jeden zły mecz to nie koniec sezonu — to po prostu jeden z wielu odcinków w tej długiej, emocjonującej serii. No ale dobra, nie będę Wam wciskał swojego zdania jakiegoś analityka zza biurka. Ja po prostu wiem, że kiedy w 2017 roku graliśmy w turnieju w Båstad, to tamtejsi kibice mieli łzy w oczach, bo facet pokazał im, że tenis to nie tylko rachunki i papierki, ale przede wszystkim widowisko. I jeśli Bułgarzy kiedykolwiek zdecydują się postawić pomnik Grigorowi w Sofii, to niech stanie — niech będzie symbolem nie tych kilku nieudanych momentów, tylko całej tej drogi, którą przeszedł, żeby do nich dojść. Bo prawda jest taka, że tak naprawdę nikt nie pamięta, kto go pokonał w pierwszej rundzie w Umagu 2014 — za to wszyscy pamiętają, jak rozbijał ten sam turniej dwa lata później. A wy dalej się spierajcie, kto ma rację — ja już idę zapalić papierosa w korytarzu kibicowskiej garderoberki i posłuchać, jak KasiaSlask opowiada o tym, jak to facet z bródką skakał jak szalony w Wiedniu. Bo przecież to właśnie w takich chwilach rodzi się ta cała magia. 📊