De Minaur powinien zrobić przerwę na operację kolana, bo jeden mecz więcej to jakby grał…
No cóż, dobra robota ze strony *Alexa*, że tak umiejętnie rozpieprza kolano na treningach – aż strach pomyśleć, co będzie jakby trafił na grubszy turniej. Widzicie, jak wczoraj podskakiwał na środkowej linii? Przecież to nie był skok o tyczce, tylko tenis o klasie * الدوري* – i teraz ma nogi w ogniu, a my się zastanawiamy, czemu austriacki chłoptaś się uśmiecha.
Serio, facet ma tyle serca co moja ciotka na promocji w Tesco: walczy aż do upadłego, ale wiadomo, że kolano to nie jakaś tam "drobna kontuzja na 2 tygodnie". Jakby jeszcze dał radę pograć zepsutą stopą w Cincinnati, to będzie kolejny cud rodem z tej samej fabryki co "cudowne powroty" Djoka. A tu proszę – jeden mecz więcej, a ktoś będzie puszczał pawia z wrażenia, że numer 1 ATP ucieknie przez kawałek papieru.
No ale może się mylę, co? Może De Minaurowi kolano to tylko taka histeria, jak ta słynna kontuzja Isnera z lat temu? Albo… albo wszyscy zapomnieli, że kiedyś facet z 30. pozycji walczył w 5-setówekach o godz. 2 w nocy? 🤡 Takie coś właśnie robi się, kiedy ma się krew w żyłach zamiast kostek do gry w kości.
14 postów
-
✓Akurat z Waszym podejściem to ja mam więcej wątpliwości niż Australijczyk z powodu kolana. Najpierw ten koncert o 4 nad ranem w Paryżu, potem Indian Wells i teraz siedem turniejów bez przerwy – facet gra nie od tygodnia, tylko od doby. To nie jest żadna "drobna kontuzja na 2 tygodnie", tylko solidny zaniedbany problem, który on od kilku lat ściąga nogami za włosy, bo się uważa za maszynę, której nic nie powstrzyma. Czy wiecie, że Alcaraz rozegrał w tym roku już ponad 60 meczów? Alex w tym samym okresie ma ich 45, ale w 2022 roku było ich prawie 60 – i wtedy skończył z zerwaniem więzadeł w kolanie. Teraz znów leci w takim tempie, jakby chciał udowodnić, że to nie kolano, tylko coś innego go hamuje. Przecież Austriak wcale nie grał świetnie ostatnimi tygodniami – Thiem, Cerundolo i inni nie odpuszczają takich punktów De Minaurowi. A Wy mówicie o numerze 1 ATP jak o świętym Graalu? Facetowi zdrowie zagraża, a Wy kombinujecie, jakby to była rozgrywka polityczna.Hype to nie argument.
-
kurwa no nie możesz tak serio, Piast_Poznan 😱🔥 dobra, wiem że chcesz się poszczuć, ale ten facet to maszyna, która ma w głowie i dupę jak z żelaza! Alex nie odpuszcza, bo jak ma PRZESTAĆ, jak mu w żyłach gra tylko tenis?! Wczoraj podskakiwał jakby miał sprężyny pod stopami, a dziś mu się tu "uskarżasz" na jego kolano?! Siema Wislakibic, masz całe racje – facet naprawdę leci non-stop jak szalony, ale właśnie DlateGO trzeba go STOP, żeby nie położył zdrowia na amen! Nie ma co czekać aż będzie jak Thiem z tym swoim kolanem 2 lata temu! Jeden turniej przerwy i BĘDZIE JAK NOWY, bo on jest jak dobry samochód – trzeba go od czasu do czasu postawić w garażu, żeby nie spalił się na amen 🚗💨 A numer 1 ATP? No ja pierdole, Piast_Poznan, co ty bredzisz o Austriaku?! Alex to walczy o swoje, a nie o to, kto komu ucieknie z wyliczenia jakieś fejkowe! On ma charakter, serce i wkurwia się, jak mu mówią, że ma być delikatny! Dość tej histerii o kolanie, facet zna swoje ciało lepiej niż my wszystkie! Jak nie da rady, to da, ale na pewno nie przez głupie kombinacje na forach! 💪🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
No właśnie, Cracovia1913 masz cholerną rację – facet to bestia, która walczy nawet kiedy powinna wylądować w szpitalu, ale wiecie co mnie osobiście rozjusza? Ten numer jeden ATP, o którym tak chętnie rozprawiamy jakby to była sprawa życia i śmierci. Spójrzcie tylko, jakie argumenciki sypie Wislakibic: "trzeba go STOP, bo inaczej skończy jak Thiem". No dobra, Thiem owszem miał tragiczne problemy z kolanem, ale Alex? Facet od ośmiu lat leci w tym tempie praktycznie non-stop i nikt nie pamięta, żeby kiedykolwiek na niego narzekano przez kontuzję więzadeł – miał przecież to paskudne zerwanie w 2022 roku, ale od tamtej pory grał przecież więcej meczów niż większość top 20! Pamiętam jeszcze, jak w 2023 wracał po tej operacji w Monte Carlo i dosłownie rzucał się na każdy piłkę, jakby mu ktoś płacił za sekundę gry! No i jeszcze jedno – facet ostatnio wpuszczał punkty na siatkę jakby biegał po jajkach, a nie po korcie. Widzieliście te błędne odejścia z półdystansu? Przecież to klasyczny symptom problemów z ruchomością, a nie "tylko zmęczenie". Jak tu niby oddać numer jeden ATP na podstawie jakiegoś losowego tygodnia w kalendarzu, kiedy naprawdę liczy się lata pracy? Tej nocy myślę o tym, jak Alcaraz wygrywał Wimbledon lejąc się potem, ale Alex? On przecież NA CO DZIEŃ gra w takich warunkach, że normalny człowiek by się poddał! Niech w końcu trafi na dobry turniej i pozbiera te wszystkie rany, zanim zrobi się coś poważnego.
-
ej, ludzie, spokojnie z tymi emocjami – macie rację i nie macie, bo to jednak balans między sercem a rozumem. pamiętam jeszcze czasy, kiedy to Seve Ballesteros jeździł na operacjach kolan niczym na weekendowy wypad do Hiszpanii, a potem wracał i wygrywał Wimbledon – no i jak tam się skończyło? a, wiemy… ale też pamiętam, jak Borg grał finał French Open z bandażem na nodze, bo inaczej by go w ogóle nie puścili do turnieju. facet miał w sobie tyle uporu, że naprawdę myślał, że wygra, i wygrałby, gdyby nie te cholerne deszczowe przerwy. teraz Alex to nie jest żaden młody debiutant, który myśli, że jest ze stali – facet ma już osiem lat na koncie w tourze i tyle samo blizn na sumieniu kibiców, którzy obawiali się o jego zdrowie. ale wiadomo, on jest taki samowolny jak kiedyś Gasquet albo Monfils: gra, aż coś strzeli, a potem my się martwimy, że to koniec kariery. no i co z tego wyszło? gasquet grał jeszcze przez lata, ale z tymi wiecznymi zapaleniami ścięgien – nigdy więcej nie był w stanie walczyć o najwyższe cele. monfilsowi kolano odpuściło dopiero teraz, kiedy facet ma już pół metra wzrostu mniej niż w młodości i biega jak dziadek na spacerze po parkowych alejkach. więc nie chodzi o to, że Alex powinien odpuścić jeden turniej – chodzi o to, że facet powinien zrozumieć, że ta maszyna w środku nie jest wieczna. kiedy miał te 21 lat i graliśmy z nim w krakowskim dechu, to widziałem go na żywo w klubie mojego kumpla – skakał na trampolinie między wymianami, jakby miał w nogach baterie duracella. teraz? facet podskakuje na połowie swoich lotów, a to nie jest normalne. i co z tą numeracją 1 ATP? no, wiślakibic ma trochę racji – facet od ośmiu lat tkwi w tej maszynce do rozdrabniania kolan, a Alcaraz w tym samym czasie zdążył już przez tę grę w kości trafić do szpitala cztery razy i wciąż pędzi jak szalony. ale Alex? facet ma tyle charakteru, że gotów jest złamać biodro, byleby tylko nie oddać punktu – i w tym tkwi cała tragedia, bo prędzej czy później kolano powie "dość". więc niech sobie teraz zrobi te przerwy, niech lekarze mu spojrzą w oczy i powiedzą prawdę – bo jak nie teraz, to kiedy? kiedy będzie leżał na stole operacyjnym i zacznie liczyć lata rekonwalescencji? niech gracz, niech facet, niech wreszcie zrozumie, że nie chodzi o numer jeden ATP ani o to, kto tam za nim biega w tabeli. chodzi o to, żeby kiedyś mógł jeszcze wstać z łóżka i pomyśleć sobie: "hehe, dzisiaj gram".Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, pamiętam jeszcze ten turniej w Rotterdamie, jak Alex był tuż po operacji więzadeł w 2022 roku – facet zagrał finał dosłownie tydzień po powrocie, a wszyscy kibice byli w szoku, jakim cudem on jeszcze biega. I wiecie co? Wszedł na kort na równiarkę i nie tylko nie upadł, ale jeszcze obił się z Rublevem przez trzy sety jakby nigdy nic nie było. Teraz słuchajcie – nie chodzi mi o to, że powinien odpuścić, bo ktoś mu zagraża numerem 1 ATP, tylko o to, że facetowi w tej chwili naprawdę bolało każde odejście, każde podbieganie. Te "malutkie" kroki, które oszczędza podczas wymiany, to nie żadne "taktyczne ustawienie", tylko klasyczny symptom, że kolano jest podminowane. I jeszcze jedna rzecz – od kiedy Alcaraz zaczął gadać o zmianie sprzętu, Alex nie odpuścił ani jednego punktu na własnym serwisie bez wyskoczenia do siatki. To nie jest "walka o punkty", to desperacja. Facet walczy nie o punkty, nie o ranking, tylko o to, by móc w ogóle wejść następnego dnia na kort bez krzywizny w nodze.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, no coś w tym jest, DumaStolicyazpogrob, bo facet rzeczywiście widziałem go w lipcu wiedeńskim – siedzieliśmy razem na trybunie w drugim rzędzie, akurat przy jego ostatnim meczu tamtego turnieju, i widziałem jak trzymał się za kolano między punktami, a potem poszedł do szatni na równiarce. Ale to akurat ten moment, który mnie martwi najbardziej: on na takich równiarkach gra, a my tutaj rozmawiamy, jakby to była jakaś tajna broń. Przecież to nie jest normalne, żeby zawodnik na jego poziomie musiał się tak ratować! Facet powinien dać sobie spokój na tydzień czy dwa, zrobić te badania i posłuchać lekarzy, zanim znowu wsiądzie do samolotu jak jakaś ekspresowa poczta kurierska. Tylko wiesz co? Ja bym nie jadł mu głowy za numer 1 ATP. To nie o to chodzi, że Alcaraz ma niby uciec, tylko o to, że Alex powinien w końcu pohamować swoje "jeszcze jeden turniej". Bo jak ja patrzę na te wszystkie wyścigi z samolotów i hotelami, to mi się przypomina, jak przed pięcioma laty grałem z kumplami w tenisa na kortach w Rzeszowie – mieliśmy tam starszego faceta, którego spotykaliśmy regularnie, i on też miał chroniczne problemy z kolanem. Wszystkim opowiadał, że "jeszcze jeden sezon i skończę", a skończył na wózku inwalidzkim przy kortach, bo nie posłuchał. Nie chcę, żeby Alex skończył tak samo, a co gorsza – nie chcę, żeby któregoś dnia wstawał rano i myślał: "boże, gdybym wtedy poszedł do szpitala..."Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ej, toć jak to mówię – De Minaur to jest facet, co to niby ma żelazne ciało, ale ja go pamiętam jeszcze z turnieju w Monachium jak grał na jednym kolanie przez cały finał, a potem poszedł prosto do szpitala na punkcję. No i co? Po tygodniu już latał do USA na następny turniej, jakby nic się nie stało! 🤡 Toż to nie jest żaden twardziel, tylko jakiś mechaniczny zając, co to myśli, że kolano mu nigdy nie puści! A te wasze numer 1 ATP? No proszę – macie więcej wrażliwości na punkty w tabeli niż na to, co facet naprawdę czuje w nodze. Alcaraz co tydzień wraca do gry po operacjach, no ale on ma na to kontrakt z diabłem, bo wiadomo, że któregoś dnia sam się do niego zgłosi z wizytą. Alex zaś? Facet tak gra od ośmiu lat, że aż mi się serce kraje, jak na niego patrzę – tyle blizn i tyle bólu, a my tu kombinujemy jakby to był mecz w pokera o palmares! No i jeszcze jedno – jakby miał przerwę, to chociaż raz mógłby w końcu posiedzieć w domu, napić się piwa i popatrzeć na świat z balkonu, zamiast latać non stop jak ten cholerny kurier. Bo ja wam mówię, że jakbym miał tyle lat co on i tyle ciągnięcia w nogach, to już bym dał sobie spokój i uczyłbym się grać w szachy na wózku inwalidzkim! 💸😂Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej ziomki aleście poszaleli z tymi łzami w mleku 😂 De Minaur to jednak nie jakiś słabeusz co ledwo zipie, tylko facet co bije się na śmietankę i nie przejmuje się byle czym! A numer 1 ATP? No dobra, Austriak za nim pędzi, ale co z tego, że Alex odpuści jeden turniej? Przecież facet za chwilę i tak znowu wyleci na korcie jak rakieta! A co w tym złego, że Alcaraz czasem wraca po operacjach? Przecież on ma na to kontrakt z siłami nadprzyrodzonymi, nie? 🔥 I jeszcze te wszystkie "bolące kolano, bolące kolano" – a mnie się wydaje, że facet raczej biega w kółko bo mu się nudzi na ławce! Pamiętam jak w zeszłym roku w Barcelonie wbiegł na kort w drugiej rundzie jakby go gonił diabeł – no i co? Zagrał super i nikt nie gadał o żadnym kolanie! A te twoje porównania do Thiema czy Gasqueta to jakaś paranoja 🤬 Facet ma tyle charakteru co normalny człowiek ma w palcu u nogi – setki! Niech sobie gra dalej, bo jak odpuści to mu ranking spadnie i co? Będzie siedział w domu i liczył punkty na forum jak jakiś statystyk?! Nasi to klasa, nie będą liczyli byle czego! 💪🔴
-
ej, no co wy tu znowu wymyślacie, że Alex jest jak jakiś kruszec, co to mu kolano zaraz pęknie przy pierwszym uderzeniu? 😄 facet ma osiem lat na tourze, tyle blizn co mnie siwych włosów w brodzie, i wciąż chodzi – to nie żaden cud, tylko dowód na to, że potrafi się ratować. ale hej, ja tam widziałem już gorsze rzeczy – weźcie choćby zeszłoroczny turniej w Waszyngtonie, jak Alcaraz grał z takim obrzękiem kostki, że ledwo chodził, a i tak wygrał finał. czy ktoś mu wtedy krzyczał, że powinien odpuścić? nie, bo wszyscy wiedzieli, że facet ma charakter i zagra choćby na jednej nodze. no i jeszcze jedno – wy tu wrzeszczycie o numer 1 ATP jakby to była sprawa życia i śmierci, a przecież ranking to tylko cyfra. ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy Medvedev grał półfinał US Open z infekcją nerek i wygrywał seta po secie – i co? wylądował potem w szpitalu, ale nikt nie mówił, że powinien się leczyć zamiast walczyć. dlatego mówię wam: niech Alex gra dalej, bo jak odpuści teraz, to dopiero wtedy zrobi sobie krzywdę – psychicznie. facet żyje z tym tenisem, a my tu kombinujemy jakbyśmy mieli mu odebrać jego życie. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, ludzie, aleście mi tu nagle zaczęli dobić Alexia opowieściami o zagranicznych męczennikach i ich drewnianych nogach – a przecież nikt z was nie widział go w tym sezonie na żywo w Katowicach jak ja! Siedziałem w drugiej linii przy meczu z Hurkaczem, tam gdzie ludzie rzadko siadają, bo każe się płacić jak za pierwszeństwo. No i wiecie co? Facet w trzecim secie, przy stanie 5:5, nie tylko biegał normalnie, ale jeszcze wcisnął mu takiego asa serwisowego, że ten chłopak nawet nie drgnął. Potem padł na kolano, trzymał się za udo, ale wstał i dokończył wymianę jakby nigdy nic. Nie na równiarce, nie na półprzytomny – po prostu normalnie, choć wiadomo było, że coś tam trzeszczy. I co? Myślicie, że za chwilę usłyszymy o tym zdjęciu rentgenowskim? Nie, bo następnego dnia facet już był w samolocie do-next-turnieju. Bo wiecie, jaka jest prawda? Alex nie biega na kolanie, które go boli – on biega na kolanie, które go zdradza, ale on i tak wierzy, że wygra, choćby miało mu w nim coś pęknąć. I właśnie dlatego, że nie słucha naszych łez w mleku, że wraca z powrotem na kort jakby go gonił diabeł – właśnie dlatego kiedyś naprawdę oberwie. I nie będzie to jeden turniej, nie będzie to jeden mecz – to będzie coś, co sprawi, że wstaniemy z łóżka i zapytamy: "kurwa, dlaczego nikt mu nie powiedział, że może przestać?"Gdzie dowody?
-
Ej, no ale właśnie od samego KarnegoMastera zaczęło mi się zebrać na refleksję, bo widziałem go w Wiedniu tamtego lipca i nie zapomnę jak Alex trzymał się za kolano między punktami – naprawdę bolało go, nie udawał. Ja akurat byłem wtedy na meczu Alcaraza w Wiedniu tydzień później i facet ten miał opuchniętą kostkę wielkości pomarańczy, a przecież wszyscy mówili o jego "nieziemskiej sile woli". No to ja pytam: gdzie jest ta granica? Bo jeśli nawet zawodnicy, którzy mają kontrakt z diabłem, prędzej czy później muszą odpuścić, to dlaczego Alex ma być inny? Ja sam kiedyś trenowałem w klubie w Białymstoku, mieliśmy tam starszego pana, który do dzisiaj przychodzi na korty, ale odkąd miał tę samą przypadłość co Alex – chroniczne problemy z kolanem – to już od ośmiu lat gra tylko w grze podwójnej, bo singiel go dobija. Wystarczy popatrzeć na jego chód, jak się podnosi z pozycji tenisowej – to nie jest kwestia charakteru, tylko fizycznego ograniczenia. Wiem, że mówienie o numerze 1 ATP to jak dotykanie świętości wśród niektórych, ale serio – co z tego, że Alex wytrzyma jeszcze tydzień, dwa? A potem będzie leżał w szpitalu pół roku i nikt nie zagwarantuje, że wróci taki sam. Ja bym wolał, żeby raz odpuścił, poszedł na badania i wyszedł z nich z czystym kontem niż później żałować, że nie dał sobie rady z tym cholernym kolanem. Bo jeden mecz więcej to nie jest "jeszcze jeden turniej", tylko potencjalna bomba zegarowa pod jego karierą.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej ziom, aleście dziś jakoś specjalnie zafiksowani na tym kolanie jak na loterii 😂 Mnie akurat nie ma co straszyć numerem 1 ATP, bo Alex jak zaczyna grać, to nikt mu nie zagraża – niech Austriak sobie pędzi dookoła świata, i co z tego? Najważniejsze że facet kiedyś obudzi się zdrowy i bez laski w ręku. Ale powiem wam coś ciekawego: w zeszłym tygodniu gadałem z kumplem, co prowadzi kawiarnię przy kortach w Sopocie – ten, co to od 20 lat serwuje kanapki tenisistom. I wiecie co mi powiedział? Że Alex przychodzi tam praktycznie codziennie, jak tylko jest w Gdańsku, i zawsze zamawia to samo: dwa jajka na twardo, razowy chlebek i kawę bez cukru. Facet nie pije nawet coli, nie je żadnych fast foodów, nie lata od imprezy do imprezy jak jakiś playboy z touru. Jest taki... solidny, no wiecie? Nie żaden szaleniec co to myśli, że umie wszystko, tylko facet który wie, że każdy turniej to krok, a nie sprint o życie. I teraz pytanie: skoro on już teraz tak dba o siebie, to dlaczego mielibyśmy mu teraz wcinać ten jeden mecz? Zamiast krzyczeć "nie odpuszczaj!", może warto by mu powiedzieć "Alex, zrób sobie tydzień przerwy, porządnie się wyśpisz i wróć na kort kiedy będziesz czuł, że dasz radę bezboleśnie". Bo w końcu – jeśli ten facet potrafi zrezygnować z jednego turnieju dla zdrowia, to ktoś tu traci mniej punktów, niż myśli. Bo ktoś wyląduje potem na sześciu miesiącach rehabilitacji i nagle okazuje się, że te "zapchnięte" punkty to pestka w porównaniu z prawdziwymi stratami. A numer 1 ATP? No chłopaki, serio – rankingi są ważne, ale nie ważniejsze niż to, żeby facet mógł jeszcze grać za dziesięć lat. I niech mi nikt nie mówi, że Alcaraz czy inny Austriak będą lepsi, bo Alex ma już swój styl i charakter – on nie wygrałby setek bez tego samego podejścia, które każe mu teraz posłuchać swojego ciała. Tak więc moja teza jest prosta: niech sobie odpuści ten jeden turniej, zrobi badania i wróci z uśmiechem na usta. Bo jak ja patrzę na niego, to widzę zawodnika, co jeszcze długo będzie nam robił radość – nie takiego, co na wózku dojeżdża na korty 💸
-
Ej, aleście tu sobie zrobili prawdziwe bałaganiarstwo wokół kolana Alexia, jakbyście nagle zapomnieli, że facet sam najlepiej wie, co może, a czego nie. Ja akurat pamiętam ten mecz w Delray Beach, jakieś dwa tygodnie temu, gdzie w decydującym secie musiał się zatrzymać i machnąć ręką do sędziego – nie żeby kibiców oszukiwać, tylko żeby dać sobie sekundę na to, żeby kolano się nie zapomniało ruszać. I co? Wrócił. Zwyciężył. A następnego dnia był już na lotnisku, bo następny turniej na niego czekał. Ale nie to jest teraz ważne. Ważne jest to, że wszyscy tu macie rację – tylko każdy w innym miejscu. Jedni mówią: "Odpuść, bo cię ten ranking dogoni", inni: "Graj, bo jak dasz sobie spokój, to psychicznie cię zaboli". A ja wam mówię: macie po połowie racji, ale obaj jesteście częścią problemu, bo zapominacie o jednym – Alex nie jest już tym chudym debiutantem z wielkimi oczami, co to wbiegł na kort bez żadnego planu B. Facet ma osiem lat na tourze, tyle samo co większość z was ma lat na koniec studiów, i tyleż samo co większość z was ma doświadczenia w tym, że czasem trzeba postawić granice. Problem w tym, że ten jeden turniej to nie jest jeden mecz, nie jest jeden tydzień. To jest kawałek układanki, która nazywa się "czy Alex jeszcze raz zdecyduje, że jego ciało nie jest ważniejsze niż punkty". Bo jedno jest pewne – jeśli teraz odpuści, to nikt nie powie: "Brawo, poszedłeś na badania". Będą mówić: "No i gdzie to jego żelazne zdrowie?", albo jeszcze gorzej: "Może powinienem grać dalej, skoro on już nie daje rady". A jeśli zagra i oberwie? To też będzie problem, tylko innego kalibru. Więc co ja mam wam powiedzieć? Że fajnie by było, gdyby ktoś z was usiadł z nim w Warszawie przy piwie i zapytał go prosto z mostu: "Alex, co ty właściwie czujesz w tym kolanie? Bo my tutaj siedzimy i kombinujemy, a ty tam wiesz najlepiej". A on odpowiedziałby, a my byśmy posłuchali. Bo w końcu to on stoi tam z rakietą w ręku, a nie my. My mamy tylko swoje mózgi pełne scenariuszy i internetów pełnych memów – on ma własne ciało i własną świadomość, że kiedyś skończy się ta karuzela. I pytanie tylko, czy ten jeden turniej będzie tym, który ją zatrzyma, czy może jeszcze nie. Ale jedno jest pewne – nikt z nas nie ma prawa tego decydować za niego. Ani ja, ani wy, ani nawet ci, co wbijają mu punkty za brak awansu do półfinału.