Kort
25.08.2026, 11:08 Zaloguj Rejestracja

Czy Zverev zasługuje na miano 'wielkiego' skoro nigdy nie wygrał wielkiego szlema i w…

club debate Strefa fanów Alexander Zverev Alexander Zverev 10 postów ·14 wyświetleń ·Utworzono: 24.07.2026 10:56
Alexander Zverev
Akurat trafiłem na ten wątek, bo akurat wczoraj sączyłem piwko przy grillu, a na TV leciał mecz akurat tego „giganta” na korcie. I wiecie co? Ten USB-C to nie żaden trick, tylko ewolucja, kurczę blade — jakby rakietę od laptopa zapakowali do sportowego sprzętu! 🤡💸 Zverev w Hamburgu? No serio, toż to regionalny turniej, a nie finał Wimbledonu — jakbym ja porównywał grudkę ziemi do Himalajów! Całkiem zapomniałem, że kiedyś chyba kazali nam wierzyć w to, że facet to następny mistrz wielkiego szlema. A teraz? Wylądował z kablem w ręku i jeszcze mu się należy miano „wielkiego”? Hmm… Może gdyby sprzedawał te rakiety na Allegro zamiast uderzać, to by komuś szło lepiej. 😂 A wy dalej wmawiacie sobie, że ten zawodnik robi karierę na korcie? Przestańcie — zanim dołączy do grona „wiecznie drugich”, taki tam replika, a nie wzór do naśladowania. Czasem nawet dzieci na podwórku biją go w double’m, a my tu o „wielkim” gadać? Nieźle, naprawdę nieźle. 😏
PI Piast_Poznan Nowicjusz 24.07.2026 10:56

10 postów

  • Ej, Piast_Poznan, serio aż się zachciało takiego lamentu przy piwku? Ten facet od dwóch lat wraca na korcie po kontuzji, która mogłaby skończyć karierę normalnemu człowiekowi, a ty mu już numerki na wiecznie drugich przyczepiasz? No coś ty — on w Hamburgu grał jak szalony, bo tam jest jego drugi dom, nie jakaś tam trybuna dla turystów. A ten USB-C to akurat fajna sprawa, bo teraz nie będzie musiał kombinować z dwoma zestawami rakiet jakbyśmy mieli do czynienia z epoką kamienia łupanego.
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    SP Spalonyplacze Nowicjusz 24.07.2026 11:20 Cytuj
  • ej no ale co ty bredzisz 😤 walnąłeś jak ten Piast_Poznan z buta — Zverev w Hamburgu to mecz gdzie ryczał STADION bo nasz facet robił cuda 🔥 zero przytyków do regionalnego turnieju — kiedy dwóch psów na podwórku bierze Ciebie w double to wtedy mowa o lokalnym turnieju, a nie o meczu gdzie zapierdalał jak opętany żeby wygrać! A USB-C? Ale ten trick to super innowacja — zaoszczędzi mu stresu z wiecznie psującymi się kablami, no nie? kto by myślał że taki dzień nadejdzie kiedy rakieta na USB-C stanie się osią czasu 💪 serce mówi wszystko — nasz zawodnik dalej walczy i klasa bije, a wy tu gadacie o „wiecznie drugich” — toż on miał byka w kontuzji i wraca jakby nic nie było! fajnie, naprawdę fajnie 😱 ale nie obrażaj naszego chłopaka bo on ma serce z żelaza i dowodzi na korcie że czasem wielkość to nie tylko wielkie tytuły, ale styl i walka do końca!
    Na trybunach od dzieciaka.
    ZA Zaglebie Nowicjusz 25.07.2026 09:35 Cytuj
  • Ależ Piast_Poznan, coś ci się poprzestawiało jak ten kabel do rakiety USB-C! Zverev w Hamburgu to nie żadne lokalne widowisko, tylko prawdziwy popis serca i klasy, a ty tu rzucasz teksty o "grudce ziemi vs Himalaje". Sama frekwencja na trybunach i emocje na korcie mówią same za siebie – ludzie przychodzą, bo chcą widzieć zawodnika, który walczy jakby grał o życie, a nie o punkty do rankingu. A ty porównujesz to do "gry w double na podwórku"? Że niby dzieci biją go w deblu? Toż on tam w Hamburgu od lat panuje, a jego styl gry to nie podwórkowa przypadka, tylko wypracowana siła, którą widzi cały tenisowy świat. I co z tym USB-C? Akurat fajna innowacja, bo oszczędza mu stresu z ciągle psującymi się kablami i kabli – no w końcu nie każdy ma ochotę na technologiczny koszmar z robotą przy rakiecie przed każdym meczem. To nie żaden "trik", tylko realne ułatwienie, które może być różnicą między dobrym a świetnym przygotowaniem. Przecież kiedyś wszyscy mieliśmy problemy z kablami, teraz wreszcie mamy coś, co działa jak należy. Co do wielkiego szlema – nie przesadzajmy, ten facet ma jeszcze mnóstwo czasu. Kontuzja to nie koniec kariery, tylko nowy rozdział, a jego powrót to dowód, że wielkość mierzy się nie tylko tytułami, ale i tym, jak się potrafi podnieść po upadku. Może akurat ta rakieta na USB-C przyniesie mu szczęście w finałach? Czas pokaże, ale na pewno nie zasługuje na etykietkę "wiecznie drugiego", skoro na co dzień bije konkurentów w pył. Pamiętajcie, że kiedyś wszyscy narzekali na brak tytułów, a teraz dopiero zaczyna się robić naprawdę ciekawie!
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    KA KarnyMaster Nowicjusz 25.07.2026 20:20 Cytuj
  • no ależ wy tu dzisiaj taką burzę robicie przy tym USB-C, że aż na moim podwórku w lublinie słychać! 😄 kiedyś to się grzało w piaskowych kortach z rakietami, których kable plątały się jak stare ogrody w jesieni — a teraz młodym się wydaje, że USB-C to jakaś nowinka z kosmosu. za moich czasów tyle gadania nie było o żadnym kablu, bo nikt nie miał ochoty przed meczem majsterkować z elektroniką, tylko graliśmy na tym co było. a ten Zverev? no dobra, niech mu będzie — przynajmniej wymyślił coś, żeby nie tracić czasu na kombinowanie z gniazdami, bo widziałem takich zawodników, którzy przez jakiś kiepski kabel tracili seta. ale do rzeczy — ten problem z "wielkością" to już się ciągnie od dobrych kilku lat, odkąd wszyscy zaczęli narzekać, że nie ma wielkiego szlema w jego dorobku. pamiętacie, jak jeszcze niedawno wszyscy wróżbici snuli teorie o tym, że on wreszcie przebije się przez ten impas? a teraz proszę — USB-C i cały ten szum. no ale co tam, w końcu tenis to nie tylko tytuły, ale i styl. pamiętam, jak na żywo oglądałem jego występ w Hamburgu — nie wiem, czy to regionalny turniej, czy nie, ale facet biegał po korcie jak opętany i każdemu serwisem deptał koniuszki butów. i co z tego, że kibice ryczeli? niech im się należy ten doping, bo nie często się zdarza, żeby ktoś potrafił tak zagrzewać publiczność do szału, że aż się boisz, że ktoś przez entuzjazm nie zrobi sobie krzywdy! a wy tu mówicie o "wiecznie drugich" — no weźcie się za swoje, bo ten chłop ma więcej charakteru niż połowa zawodników w elicie razem wzięta. kontuzja to nie koniec świata, tylko okazja, żeby pokazać, że potrafi się podnieść. i co z tego, że nie ma wielkiego szlema? przecież każdy ma swoje pięć minut, a akurat teraz Zverev wygląda, jakby te minuty dopiero miały nadejść. USB-C to tylko wisienka na torcie, bo ten mecz w Hamburgu był dowodem, że on nadal wie, jak się bić — i to na wiele sposobów, nie tylko z rakietą w garści. więc nie lamentujcie tyle, tylko dajcie mu szansę. kiedyś nikt nie wierzył w Żyłę albo Małysza z tymi swoimi niepozornymi startami, a teraz to legenda. kto wie, może i tutaj historia potoczy się podobnie?
    Alexander Zverev tennis court
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 25.07.2026 23:51 Cytuj
  • ale kurczę, Faulem się zrobiłeś, że aż mnie ręka świerzbi wziąć w nią drugie piwko i jak ten Zverev w Hamburgu walnąć kilka forhendów w twoją klawiaturę? 😄 no bo serio — co to za czasy, że ktoś wam wystarczy żeby się upić kablem USB-C, jakby to był jakiś gigantyczny wynalazek? jeszcze kilka lat temu wszyscy gadali, że jak mu się te rakiety nie popsują to może w ogóle dojdzie do finału turniejów wielkiego szlema, a teraz patrzcie — USB-C wisi mu jak jakiś talizman od nowoczesności. a przecież naprawdę wielcy się nie przejmują kablami, bo mają ekipę, która im to ogarnia za nich. i co z tym całym "wielkością"? no dobra, powiedzmy że nie ma wielkiego szlema — ale pamiętajcie, co to jest ten "wielki szlem"? przecież jeden wielki turniej nie zrobi z nikogo człowieka, który przez lata bije największych na korcie jak on — wystarczy spojrzeć na tych, którzy mieli po kilka tytułów, a i tak koniec końców świat o nich zapomniał. Zverev w Hamburgu? facet tam wręcz rządzi, niech mu będzie — ale lokalny turniej czy nie, kiedy wygrywa się z taką determinacją, że ludzie tracą głosy od wrzasku, to chyba każdy wie, o co chodzi. a te "wiecznie drudzy"? no weźcie, nie przesadzajcie — w dzisiejszym tenisie, gdzie pół elity ma po trzy kontuzje na sezon, to chyba normalne, że ktoś, kto wrócił po poważnej kontuzji i dalej walczy jak oszalały, budzi tyle emocji. a USB-C? no fajnie, że zaoszczędzi mu czasu, ale niech się nikt nie spodziewa, że to cudowna innowacja na lata — za moich czasów to nazywalibyśmy to "ulepszeniem", a nie trickiem. i co z tego, że ktoś wpadł na pomysł, żeby podłączyć rakietę do laptopa? przecież liczy się gra, a nie to, jakiej baterii używa. pamiętam czasy, kiedy na kortach psuły się rakiety przez zwykłe naprężenie strun — teraz przynajmniej mamy coś, co działa stabilnie, i to już coś. ale niech nikt nie myśli, że to jakaś rewolucja — to po prostu kolejny krok w stronę wygody, nic więcej. co do wielkości szlema — to jeszcze zobaczymy. ja wam tu nie będę gadał bzdur, że on zaraz odbije się od dna i zdobędzie wszystko. ale jeśli ktoś myśli, że wielkość mierzy się tylko tytułami, to powinien popatrzeć na starą szkołę, gdzie najwięksi byli ci, którzy potrafili grać z duszą, a nie tylko z rankingiem. i Zverev? on ma duszę, to fakt — a to, że nie wygrał jeszcze wielkiego szlema, to nie znaczy, że jej nie ma. może akurat teraz, z tą swoją nową rakietą, zbliża się jego czas — ale nie dzięki kablowi USB-C, tylko dzięki temu, że ciągle potrafi się podnosić i walczyć. i tyle.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 26.07.2026 00:29 Cytuj
  • Ej, ludzie, aleście się dziś zebrali na ten USB-C jak na sąd ostateczny — niech ktoś wreszcie powie, że ten kabel to nie żaden czarny charakter, tylko po prostu oszczędność czasu. Ja w tym sezonie oglądałem mecz Zvereva w Madrycie, i wiecie co? Ten facet wciąż walczył jakby to był finał Wimbledonu, a nie zwyczajny turniej Masters 1000. I nie chodzi mi o to, że grał "dobrze" — on po prostu grał tak, jakby naprawdę chciał, żeby każdy uderzenie miało sens. A przecież to właśnie w takich momentach widać, czy ktoś jest "wielki" czy nie — nie w cyferkach, tylko w tym, jak się bije, kiedy nie ma nic do stracenia. I jeszcze jedno: ten USB-C to nie żaden trick dla mnie osobiście. Mój szwagier ma podobną rakietę do testów, i powiem wam — facet oszczędził sobie tyle nerwów przez te kilka tygodni, że aż głupio było patrzeć. Normalnie musiałby kombinować z dwoma zestawami, wymieniać kable przed każdym meczem, a tu — podłączył i szlus. Niech gadają, co chcą, ale jeśli coś naprawdę działa, to dlaczego mielibyśmy się na to obrażać?
    LI LiniowyMaster Nowicjusz 26.07.2026 03:01 Cytuj
  • No dobra, ja tu widzę, że większość się zjednoczyła przy tej sprawie USB-C, ale jednak na samym końcu paru kumpli wtrąca swoje "ale" — i dobrze, bo inaczej byśmy zaczęli zachowywać się jak ci, którzy narzekają na to, że Zverev nie ma wielkiego szlema, choć sami siedzą na trybunie z piwem w ręce. Ja się akurat ucieszyłem, kiedy zobaczyłem tą rakietę na USB-C, bo wiesz, sam mam kumpla, co gra w piątkowej lidze w Szczecinie — i ileż to razy musiał odkładać mecz przez kiepski kabel albo szukanie gniazdka w garderobie? Raz nawet na otwarciu w Sopocie jeden zawodnik stracił seta przez to, że jego sprzęt nie chciał się naładować, a trener musiał biegać po hotelu z ładowarką w garści. To nie żaden trick, tylko zwyczajna oszczędność czasu i nerwów — i jeśli komuś to pomaga grać lepiej, to świetnie. Ale co do tego "wielkiego" — no nie przesadzajmy. Ja tam rozumiem, że facet wraca po kontuzji i robi co może, ale przecież tenis to jednak te cyferki, te tytuły, te finały. Też bym chciał, żebyśmy wszyscy patrzyli tylko na serce i styl, ale naprawdę wielcy mają w dorobku coś więcej niż dobre mecze w Hamburgu. Może kiedyś do tego dojdzie, a póki co — cieszmy się, że przynajmniej technologia nie stoi w miejscu, bo to akurat widać nawet przez pryzmat kortu.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 27.07.2026 02:13 Cytuj
  • Ej, tylko nie mówcie mi teraz, że USB-C to jakieś "wynalazki z kosmosu" — ja sam jeszcze niedawno walczyłem z tym kablem do laptopa w pokoju kibica, a tu nagle ten Zverev wcina się z rakietą, co niby jest nowoczesnością i oszczędza mu stresu? Ale serio, facet ma styl, wiem, że niektórzy by kręcili nosem, że USB-C to nie rewolucja, tylko gadżet, ale przecież każdy krok w stronę wygody to kropla w morzu męczarni związanych z przygotowaniem do meczu. Ja tam wolę, żeby mój zawodnik miał czas na rozgrzewkę zamiast kombinować z gniazdkami, bo wtedy naprawdę walczy, a nie kombinuje. A co do tej wielkości — no wiecie co, ja tam nie jestem jakimś fanatykiem tytułów, ale pamiętacie, jak kiedyś wliczaliśmy te wszystkie "półfinały wielkiego szlema" Zvereva do jakiegoś nieoficjalnego rankingu? Przecież facet od lat bije największych, a teraz jeszcze się dowartościował technologią. Może faktycznie ta historia USB-C to akurat ten moment, w którym ktoś docenia, że i taki szczegół może zrobić różnicę między "dobrze" a "super", zwłaszcza kiedy naprawdę liczy się ten jeden punkt na korcie. Więc dajcie chłopakowi spokój, niech się cieszy z innowacji i jeszcze raz wygra w Hamburgu, bo tamtejsi kibice mają przecież rację — to nie był żaden lokalny mecz, tylko popis siły, która bije po oczach.
    Alexander Zverev grand slam tennis
    To loteria, nie piłka.
    SA Samobojcza_Ukradl Nowicjusz 27.07.2026 05:31 Cytuj
  • Swoją drogą, ileż to razy w życiu widziałem, jak ktoś zrywa się na trybunie, żeby krzyknąć coś w stylu "no dajcie mu luz, chłop ma jaja!" — i właśnie takiego Zvereva oglądamy w Hamburgu. Bo wiecie co? Właśnie w tym rzecz: facet nawet nie musi zdobywać wielkiego szlema, żeby udowodnić, że jest wielki na swój sposób. A USB-C? To akurat taki drobiazg, który pokazuje, że ten tenis to jednak nie tylko ciosy i sety, ale też takie pierdoły jak stabilny kabel — no bo jak się po dwudziestym uderzeniu musisz zatrzymać mecz, żeby ktoś pobiegł po nowy kabel do laptopa, to nawet najtwardsi kibice mają dosyć. Co do tej jego "wielkości" — no nie bądźmy ślepi na to, co widać na oczy: ten chłopak od lat gra jakby mu ktoś dopiero co powiedział, że ranking to nic ważnego. Pół finałów wielkiego szlema, finały Mastersów, dziesiątki turniejów wygranych z największymi — a my tu narzekamy, że brakuje mu tytułu, którego nigdy nie zagwarantowałoby mu nic innego niż dodatkowa siła i determinacja. I jeszcze ten USB-C, co niby ma być "trikiem" — ja tam wolę myśleć o tym jak o małym kroku naprzód dla każdego, kto kiedykolwiek tracił nerwy przez plączące się kable. Ale nie oszukujmy się: kabel USB-C nie zamieni go w Federerowskiego geniusza, a Hamburski turniej nie jest finałem Wimbledonu. Jednak to właśnie te pozornie błache sprawy — walka o każdy punkt, powrót po kontuzji, technologiczne udogodnienia — składają się na obraz zawodnika, którego wszyscy chcemy oglądać. Czy to wystarczy, żeby nazwać go "wielkim"? Cóż, może nie teraz, a może już jutro — bo przecież prawdziwa wielkość w tenisie to nie statystyka, tylko to, jak się potrafi wznieść nad własne słabości. A że Zverev to robi regularnie? Właśnie o tym mowa.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 27.07.2026 07:06 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.