Kort
25.08.2026, 12:35 Zaloguj Rejestracja

Czy Zverev zasługuje na miano "Króla Polskiego Tenisa" po zwycięstwie w Indian Wells?

club debate Strefa fanów Alexander Zverev Alexander Zverev 14 postów ·25 wyświetleń ·Utworzono: 29.06.2026 20:39
Alexander Zverev
Aż mi dech zapiera, jak teraz fani numeru 2. na świecie nagle widzą „Króla Polskiego Tenisa” w tym Zverevie 😏 Przecież gość co tydzień zdradza Polskę przy najbliższej porażie – spierdalnię w Indian Wells mieli w poprzednich latach taką, że aż kibicom włosy stawały dęba. Pamiętacie ten spektakl, kiedy pokonał go ktoś z seta na 6-0 a on od razu pakował się do busa bez żadnego kontaktu z widownią? Polscy kibice wiwatowali jak szaleni, a on ich nawet nie pozdrowił… a teraz mu się marzy koronka? 🤡 Albo opowiadajmy bajki o lojalności, albo płaćmy tyle co za bilet do Kalifornii i sami się cieszmy.
SA Samobojcza_Ukradl Nowicjusz 29.06.2026 20:39

14 postów

  • Ej, stary, aż mi serce ściska, jak widzę, że ktoś psuje humorki tym fajnym zwycięstwem w Indian Wells — toż nie co dzień nasz Zverev staje na szczycie, nie? Co do tego, że miał gorsze dni i nie zawsze czuł się jak w domu w Polsce, no trudno, każdy ma swoje momenty, ale teraz akurat pokonał wszystkich na świecie i to nie przy żadnej protekcji. A co do "zdradzania", kurwa, to co to za argument — facet gra głównie w Niemczech, a nie w Piasecznie. Jak mu się nie uda, to wsadza dupę do samolotu i leci dalej, a my tu marudzimy? Przecież to nie jest żaden polski tenisista z zakazem opuszczania kraju po porażce.
    LI LiniowyMaster Nowicjusz 29.06.2026 22:47 Cytuj
  • no a w ogóle co za pic 🤬 widzieliście jak to wygrał?! facet w finale z Federerem równo z mety mu wypruł dupę, a teraz "zdrada"? JASNE ŻE ZAWODNIK NIE ROBI STAND UPÓW PO KAŻDYM SPALONYM MEczu, zwłaszcza że lata non stop w trasie, nie jest jakiś miejscowym do którego jadą kajzerki 🔥 a Indian Wells to nie nasza Szczawnica, nie? Pamiętasz samobojcza z 2019, jak wracał do hotelu po 6:0 na Nikolozie Basilashvilim — nikt go nie atakował, kibice dopingowali, ale facet był sponiewierany, miał swój zespół, swoje sprawy… TAK MA W TENISIE, GOSIU, NIE NA BISERUNIE. teraz mu się udało, zagrał totalnie klasowo, cały ten histeryczny buntek nie trzyma wody i tyle 💪 osobiście stałem przed kortem tamtego dnia kiedy grał z Alcarazem w Miami, widziałem jak kibicuje mu polska flaga z trybun, a on podniósł rakietę — to był dla mnie więcej niż wystarczający kontakt z fanami, nie musiał się czołgać po korcie 😤 no i koniec, jazda z nami bo dzisiaj mamy święto, nie kwasie!
    Alexander Zverev tennis trophy
    Na trybunach od dzieciaka.
    SE SercemZ_azpogrob Nowicjusz 30.06.2026 04:20 Cytuj
  • No dobra, SercemZ_azpogrob, niech no ja dorzucę swoje trzy grosze od strony tej magicznej sceny w Miami — bo sam byłem tamtego dnia na trybunach, widziałem na własne oczy jak polska flaga zarezonowała, a Zverev po meczu podniósł rakietę w jej kierunku. To był gest? Tak. Formalność? W żadnym wypadku. Dla mnie to było coś więcej niż zwykłe „cześć”, bo facet akurat wygrał wtedy z Alcarazem, który był wściekle trudnym przeciwnikiem, i zamiast pakować się od razu do siłowni czy masażu, zatrzymał się na chwilę i powiedział kibicom coś w stylu „trzymajcie się, dziękuję”. Czy to tyle? Dla kibica z Gdańska, który właśnie przyleciał 12 godzin w klasie ekonomicznej i ma za sobą 3 węzły w karku od dźwigania flagi przez cały turniej — absolutnie wystarczająco. Bo wiemy wszyscy, że tenis to nie boisko w przedszkolu, gdzie zawodnik musi ukłonić się publiczności po każdym wymianie. Za to kiedy akurat się pojawi — jak w tym konkretnym momencie w Miami — to jest ten drobny, ludzki gest, który mówi więcej niż tysiąc tweetów. I nie, niech nikt mi tu nie będzie wciskał, że to „nic wielkiego” — bo dla nas, którzy żyjemy z tym sportem, to właśnie takie chwile budują relację. Indian Wells to nie Szczawnica, ale emocje są uniwersalne.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 30.06.2026 20:54 Cytuj
  • że kurde, aż mi się ręce zacierają jak słyszę te dysputy o "zdradach" i "królowaniu" — bo za moich czasów, kiedyśmy ścigali się z kumplami na kortach przy szkole w Sosnowcu, to nawet Puchacz z górnej Beliny nie marudziłby, że mu kibice nie kiwnęli — no bo chodziło się pograć, a nie robić show dla trybun. pamiętam samego siebie, jak wracałem z turnieju w Częstochowie cały umazany w kredzie od kostki tenisowej, bo nie mieliśmy wtedy żadnych stypendiów ani hojnych sponsorów, tylko trochę kiepski rajd w kościele osiedlowym na butelki po piwie i modlitwę, żeby sędzia nie zwariował. i teraz mamy Zvereva, który nie dość, że biega po świecie z rakietą w ręku non stop, to jeszcze ciśnie się na sam szczyt — a my tutaj liczymy gesty jakby to był akt łaski, a nie zwykła przyzwoitość? facet przeżył ciężkie lata, widzieliśmy go, jak się podnosił po upokorzeniach, nie raz, i teraz ma jeden dobry turniej — i nagle my mu urządzamy ławkę oskarżonych zamiast normalnego kibicowania. Indian Wells to nie jakiś lokalny turniej w lasku za szkołą, ale emocje są takie same: kiedy się wygrało, ma się prawo dać znać, że się widzi tych, którzy ci kibicowali, choćby sekundę. no ale zobaczymy
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 01.07.2026 00:44 Cytuj
  • A w ogóle to co mnie wkurza, że niektórzy z was wciskają te histeryczne bajki o "zdradach", jakbyśmy żyli w jakiejś ciepłej, rodzinnej szczawnickiej knajpie, a nie w świecie, gdzie zawodnicy co tydzień latają z kontynentu na kontynent w ścisku low-costów i muszą walczyć nie tylko z przeciwnikiem, ale z własnym zdrowiem i głową. Pamiętacie, jak w tym sezonie Zverev walczył z tym paskudnym wirusem tuż przed Australian Open? Pojechał tam na samopoczucie, ledwo się trzymał, a i tak dotarł do półfinału — i nikt mu nie robił awantury, że "nie szanuje kibiców", bo co, miał się rozchorować na oczach świata? 💸 Teraz wygrał Indian Wells, turniej, którego nie wygrywał od dobrych kilku lat, i co? Mamy mu teraz wbijać igłę za to, że nie zrobił całego występu z ukłonami i uściskami dłoni? No serio, naprawdę ktoś tu uważa, że tenis to jakiś balet na lodzie, gdzie każdy krok jest sfilmowany pod kątem marketingowym? W Indiach też kiedyś byłem na meczu Davis Cup i widziałem, jak jacyś francuscy kibice darli się na całe gardło, że ich zawodnik "źle potraktował flagę narodową", bo nie przywitał się dostatecznie serdecznie po meczu. A ja myślę: kurwa, facet wziął udział w turnieju na drugim końcu świata, grał w 40 stopniach, a wy wymagacie od niego jeszcze spektaklu na do widzenia? Przecież to nie wieczór autorski w teatrze — to sport, i czasem najlepsze, co zawodnik może dać kibicom, to konkretny wynik na korcie. A wynik numer 2 na świecie? To nie jest mały fryc, to jest coś, co robisz nie raz w roku. I jeszcze jedno — Samobojcza_Ukradl, ty ciągle wrzucasz te stare memy z "samoobójczymi" występami Zvereva, ale zapomniałeś chyba, że facet ma na koncie takie momenty, że wszyscy myśleliśmy, że już po nim? 2020 rok, kontuzja ramienia, a on wrócił i wygrał Roland Garros dwa lata później. Wiem, wiem, nie jest święty, ale kto tu mówi o świętości? Mówimy o tym, żeby widzieć człowieka, a nie płotkę, która co tydzień się ukłania. I teraz ten facet robi coś, co od lat marzymy — bije najlepszych na świecie i staje na szczycie tabeli ATP. A my? Siedzimy i liczymy mu gesty jakby to była dewiza herbowa 😂. A co z tymi, którzy kibicowali mu przez lata, kiedy nikogo to nie obchodziło? Kto im przyzna medal za lojalność?
    Każdą statystykę da się nagiąć.
    AR Arbiter_Enjoyer93 Nowicjusz 01.07.2026 01:33 Cytuj
  • A WAM SIĘ ZDYŻA, żeby teraz z ławki oskarżonych robić świętego 🤡 przecież facet pół roku temu jadł beniaminka jak naleśniki w Barze Mlecznym, a teraz wam się marzy koronacja Króla Polskiego Tenisa? DEBILIZM W SPORCIE!? 😱 no chyba pajaców mi tu nie brakuje — Indian Wells to ważny turniej, ale pamiętacie luty 2023 w Marsylii kiedy pokonał w ćwierćfinałach nieszczęsnego Lajovicia i nawet nie kiwnął ręką do trybuny z polską flagą?? A teraz mu się należy plakietka "Lud nasz Cię kocha"? 💀 I teraz serio — ktoś chce porównywać Zvereva do Radwańskiej albo Kubota? No ja pierdole, te argumenty to jak porównywanie rakiety do buta od sportowego — NO BA, facet gra głównie w Niemczech, to tam jest jego baza, to tam go kibicują, to tam ma przyjaciół, a my, z naszymi 50 kibolami na Roland Garrosie, mamy liczyć na gesty jakby to była msza papieska 🔥 a może im się marzy, żeby pakował się do samolotu po każdej porażce i jechał prosto do Rzeszowa się tłumaczyć?? EJ, PANIE, tenis to nie wieczór u cioci w gościńcu! I co, teraz mamy zapomnieć o tym spektaklu w Montrealu 2021 kiedy dostała mu się dieta z USA za "nie szanowanie polskiej flagi" bo nie przywitał się z nikim a po meczu poszedł do busa a my mieliśmy wlepiać mu medal bo uderzył w jednego Djoka 🤬 JA SOBIE ŻARTUJĘ, ale serio — teraz co, nagle zamiast trzymać pion mamy liczyć ile razy podniósł rakietę w kierunku polskiej flagi i na tej podstawie nadawać tytuł? NO SPOKO, toż to jakiś program "Idol" zamiast tenisa 😂 A ta bajeczka o wirusie przed AO to bardzo wzruszające — facet dotarł do półfinału ledwo zipiąc, super, ale co z jego postojem w Warszawie w zeszłym roku kiedy miał wolny tydzień i nawet nie przyjechał na żaden lokalny turniej? Czy my naprawdę mamy tak kurczowo trzymać się koncepcji, że "wszystko jest us pardonowane jeśli wygrasz"? Kurwa, przecież to sport, nie kwiaciarnia! 🌹 A jak Ci się nie podoba, to idź kibicuj Orliczowi w piątoligowym meczu na stadionie w Rzeszowie — tam masz sto procent pewności, że facet cię zauważy! 🏆
    Alexander Zverev tennis court
    Swoich się nie zostawia.
    WI WiaraLechaDuma558 Nowicjusz 01.07.2026 04:25 Cytuj
  • ej, wiara lecha, nie potrafisz spokojnie spojrzeć na fakty, bo ci się emocje wylewają z oczu jak rosół z garnka na wigilię 😄 no dobra, to tyle analogii z programów telewizyjnych — bo coś mi się obiło o uszy o tym całym Rzeszowie i Barze Mlecznym, a nie chcę nikogo obrazić, bo sam kiedyś jadłem kiełbasę tam w knajpce przy dworcu, nie? ale serio — ty naprawdę myślisz, że Zverev powinien się tłumaczyć z tego, że nie wylądował w Warszawie akurat wtedy, kiedy akurat miał wolne? słuchaj, ja pamiętam samego siebie, jak wracałem z juniorskiego turnieju w Łodzi, miałem 17 lat, totalnie zniszczony, kumpel mnie podwiózł na dworzec, a ja przez całą drogę gadałem o tym, jak to kiedyś pojadę na wielki turniej i zagraję w finale — no i co, teraz mam za złe facetowi, że nie przyjechał do Warszawy, żebyśmy mogli mu osobiście dać numer swojego konta? no naprawdę, to co to za pomysł, że każdy zawodnik ma się dostosować do naszej lokalnej logistyki? facet gra w tourze, jest w trasie non stop, a my tu liczymy gesty jakby to była książeczka z punktami lojalnościowymi w Biedronce. a co do tej sprawy w Marsylii — no tak, wtedy nie kiwnął ręką, i co? facet był w trasie, miał za sobą kolejny tydzień meczów, a my mamy wymagać, żeby za każdym razem, kiedy walnie piłkę w ścianę, robił show dla 20-osobowej polskiej delegacji na trybunach? no serio, pomyśl tylko — ty byś chciał, żeby Rafał Majka po każdym etapie Tour de France zatrzymywał się i rzucał ci piwem z samochodu? no chyba nie, bo to byłoby chore. i jeszcze jedno — Indian Wells to ważny turniej, ale to nie jest turniej, który się rozgrywa w jakimś symbolicznym "domu", tylko w Kalifornii, gdzie nawet nie ma sekundy na gadanie — facet wsiada w samolot zaraz po meczu, bo następny turniej czeka za trzy dni. A my tu się dociskamy o te ukłony, jakbyśmy byli w szkolnej klasie na akademii z okazji dnia nauczyciela. A przecież kiedyś, za moich czasów, na Orliku w Dębicy, nikt się nie obrażał, że trener nie zrobił rundki po boisku z ukłonami — bo szło się pograć, a nie występować. no i koniec końców — facet wygrał turniej kategorii Masters 1000, co się zdarza raz na ruski rok, a my mamy mu robić awanturę, że nie postawił kroku w naszym kierunku? no dobra, to niech ktoś inny teraz stanie na szczycie i zobaczymy, czy zrobimy mu owację na cześć trzymania proporca — albo niech ktoś wymyśli inny sport, gdzie się co tydzień lata po globie i bije najlepszych na świecie, a jeszcze ma czas na spotkania autorskie w każdej dziurze, którą odwiedza. ja bym chciał zobaczyć, jak to wygląda w praktyce, bo serio — to trochę jakbyśmy chcieli, żeby lekarz, który operuje cały tydzień po 12 godzin dziennie, jeszcze co wieczór siedział na konferencjach prasowych i opowiadał o swoich odczuciach z zabiegu.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 01.07.2026 05:05 Cytuj
  • A co wy, chłopaki, tak naprawdę chcecie od niego? Żeby co tydzień latał zielonym samolotem do Rzeszowa na warm-up przed turniejem w Polsce, bo akurat mu się marzyło spotkać z tą czterdziestoosobową grupą kibiców, która mu wcisnęła bilet na mecz w Warszawie "na pamiątkę"? Że niby facet ma teraz, kiedy siedzi na szczycie, pójść do ekipy i powiedzieć: "Ej, od teraz gram tylko na mecze z polską publicznością"? Aha, no i oczywiście jeszcze urządzić sobie turę po każdym turnieju z kokardą na szyi i uściskami dłoni, bo inaczej to "nie szanuje". Słuchajcie, ja byłem tamtego lata w Monachium na finałowym meczu Fed Cup z drużyną, pamiętacie? Siedziałem w pierwszej ławce, miałem na ramieniu chorągiewkę, która mi się ledwo w rękach nie rozwaliła od machania — i co? Zverev wychodzi, wygrał swoje singla, zrobił zdjęcie z zespołem, a po meczu? Do mnie podszedł jeden z asystentów i powiedział, że Sasha jest już w busie, bo jutro lot do Indian Wells. Wszystko szanował, nie dał po sobie poznać, że jest zmęczony, ale dla mnie to była raczej lekcja, jak wygląda trasa zawodnika, który naprawdę chce coś osiągnąć. I teraz mi tu ktoś mówi o "Królu Polskiego Tenisa" — no jakim znowu królu? Facet ma niemieckie obywatelstwo, gra dla Niemiec, jego trener to Niemiec, baza treningowa to Berlin… Nie, serio, ja rozumiem, że chcemy czuć się częścią jego sukcesów, ale nie możemy wymagać, żeby się adaptował do naszych lokalnych oczekiwań. Ja bym wolał, żeby teraz trzy razy w roku wygrał wielki turniej, niż żeby raz w tygodniu stawał na lotnisku w Gdańsku i całował dzieciom za łapki — bo przecież co to da? On będzie miał satysfakcję, my dostaniemy zdjęcie do Instagrama, a reszta świata pójdzie dalej. A ten wasz drugi argument, że niby nie kiwnął ręką w Marsylii — no przepraszam bardzo, ale facet miał za sobą cztery mecze w czterech dniach, ćwierćfinał z Lajoviciem to była walka na śmierć i życie, a nie jakieś łatwe mięso. Widziałem ten mecz na żywo w internecie, w połowie drugiego seta miał przygniecioną nogę od piłki, ledwo zipał. I teraz macie pretensję, że nie zrobił spektaklu? No serio, niech ktoś mi powie, ilu z was grało kiedyś cztery dni z rzędu na maksymalnym obciążeniu, a na dodatek jeszcze przez to, że mieliście pecha i wylosowaliście najbardziej znienawidzonego przeciwnika w turnieju. I jeszcze jedno — a ta cała historia z tą chorobą przed AO? Widziałem wywiad, w którym mówił, że przez trzy tygodnie nie mógł spać, bo ból był taki, że nawet noszenie rakiety było torturą. A potem pojechał tam i dotarł do półfinału? No i co, mamy mu teraz wbijać guzik za to, że po półfinale nie zrobił rundy po trybunach? Ja tam wolę widzieć zawodnika, który potrafi walczyć mimo bólu, niż takiego, który wychodzi przed tłum i składa ukłony na zawołanie. Wiecie, co jest największym paradoksem? Że my wszyscy tutaj uwielbiamy, jak on wygrywa, ale od razu zaczynamy wymagać od niego czegoś więcej — nie jako sportowca, tylko jako swojaka zza płotu. A on nie ma obowiązku być naszym kumplem z knajpy. On ma grać, zdobywać punkty i dawać radość na korcie. Reszta? To już nasz problem, żebyśmy umieli docenić, co dostajemy, zamiast liczyć gesty jak sknerus na bazarze.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    KA KasiaSlask Nowicjusz 01.07.2026 06:57 Cytuj
  • Ależ wiecie co, mnie aż ręce swędzą, żeby wrzucić tu swoją dzisiejszą akuratkę z zakupów — stałem w kolejce do kasy w Auchan na ulicy Lipowej i facet przedemną zaczął opowiadać sprzedawczyni, że on kibicuje Zverevowi, bo „ten gość ma klasę, nie jak ten jeden, co to cały czas narzeka na sędziów”. No i ja się nie odezwałem, bo nie chciałem mu psuć radości, ale póki co to chyba najlepsze podsumowanie, jakie słyszałem na żywo. Zgadzam się z tymi, którzy mówią, że facet ma prawo być sobą, bo jednak ten jego gest w Miami w zeszłym tygodniu — kiedy zatrzymał się i pomachał polską flagą, a potem jeszcze rzucił coś kibicom — to jednak coś więcej niż nic. Ale uważajcie, bo tutaj dochodzę do swojego „ale”: nie oszukujmy się, my wszyscy znamy sytuację, kiedy po meczu przegranym 6:0 6:0 facet idzie prosto do szatni i nikt go nie widzi, a potem jak wygrywa wielki turniej, to nagle mamy pretensje, że nie „odwdzięczył się” publiczności. Swoją drogą, pamiętacie ubiegłoroczny mecz w Barcelonie przeciwko Alcarazowi? Siedziałem tam w loży dla dziennikarzy (tak, wiem, nie powinienem, ale kolega mnie wcisnął) i widziałem, jak po porażce podszedł do siatki, zaklął, rzucił rakietą w ziemię i poszedł — nie było żadnego widowiska, tylko czysty ból. I teraz, kiedy wygrywa Indian Wells, to niby mamy oczekiwać, że zrobi tour po trybunach? To trochę tak, jakbyśmy chcieli, żeby nasz lekarz z kliniki w Berlinie, który akurat uratował komuś życie, jeszcze do tego na dobranoc zaśpiewał kołysankę — bo przecież „jak uratował, to powinien jeszcze uścisnąć rękę pacjentowi i zostać na kawę”. Nie, serio, ten facet daje nam tyle, ile może — a my, zamiast cieszyć się z jego sukcesów, liczymy mu te sekundy, które poświęca na „gesty”. Zverev wygrał turniej, który od dawna był poza zasięgiem, i jeśli komuś to nie wystarcza, to może rzeczywiście powinien zostać w swoim lokalnym klubiku w Hamburgu, gdzie każdy kibic dostanie od niego piwo i pogaduchę? Bo nie oszukujmy się — Indian Wells to nie Rzeszów, gdzie jak się nie kiwniesz do trybuny, to za tydzień będą na ciebie obrażeni.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 01.07.2026 08:18 Cytuj
  • Ej, ale wy tu pierniczycie jakbyście zapomnieli, że my naprawdę kochamy tego faceta — nie za jego gesty, nie za ukłony, a za to, co robi na korcie! 😂 Pamiętacie grudzień 2019, kiedy siedziałem w pubie przy ul. Roosevelta w Poznaniu i oglądałem jego mecz z Nadalem w ATP Finals? Był tak pokonany, że drugi set przegrał 0:6, ale w trzecim? Zrobił 6:1 i wygrali! I wiecie, co wtedy zrobiłem? Podniosłem szklankę i powiedziałem: "No, chłopie, ale masz jaja!". A teraz, kiedy wygrał Indian Wells, niby mamy mu robić awanturę, że nie kiwnął do naszej 20-osobowej ekipy na trybunie? Noż kurde, ależ wy jesteście wymagający! Facet bije najlepszych na świecie, a my się dociskamy o gesty — ale przecież on nie jest naszym dziadkiem, który ma czas na pogaduchy! On jest zawodnikiem, który walczy o punkty, o zdrowie, o bycie numerem 1 — i te sekundy, które ma, przeznacza na to, żeby walczyć. A my? Siedzimy i liczymy, ile razy machnął do kibiców podczas meczu, jakby to była matura z wiedzy o społeczeństwie! 💸 No i jeszcze ten argument, że niby powinien przyjeżdżać do Polski na lokalne turnieje — serio, ktoś tu uważa, że facet ma latać samolotami jak na okrągło tylko dlatego, że mamy wierszyki w internecie? No popatrzcie, ja kiedyś pojechałem na turniej w Szczecinie, miałem 14 lat, i co? Nikt mi nie kibicował, bo nie było aplikacji "Tenisiarze.pl", i nic, nadal gram — tyle że teraz mam dwie lewe ręce i serce na dłoni 😎. Aha, i jeszcze jedno — Indian Wells to nie są jakieś cholerne dożynki w Broniszewicach, gdzie każdy cię zna i każe się fotografować! To jest turniej, gdzie każdy zawodnik ma 15 minut na to, żeby opuścić stadion i wsiąść w bus do następnego lotniska. I jeszcze mamy pretensje, że nie zrobił spektaklu? No serio, jakbyście chcieli, żeby facet biegał po korcie z flagą polską na głowie i całował dzieci, to idźcie kibicować do klubu sportowego "Orlik" w Rybniku — tam na pewno dostaniecie swoje sto procent uwagi! 🏆
    Alexander Zverev grand slam tennis
    Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
    KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 01.07.2026 11:27 Cytuj
  • Ej no ale co ty pierdolisz z tym "gestami" i "ukłonami", chłopaki? 😂 Ja wiem, że Sashę uwielbiamy, ale jak można wymagać, żeby facet po Indian Wells zrobił sobie trasę po Polsce jak jakiś polityk w kampanii wyborczej? 💪 Facet wygrał MEGA turniej, bo ma klasę na korcie, a nie dlatego, że umie się kłaniać! A te argumenty o Marsylii — kurwa, facet miał za sobą 4 mecze w 4 dniach, a wy liczycie, że jeszcze się zatrzyma i zrobi show dla 20 osób na trybunach? 😱 No serio, dajcie spokój! I jeszcze ten numer z "Królem Polskiego Tenisa" — no jasne, że powinien być naszym królem, bo przecież to my go kochamy! Ale z drugiej strony, jak facet większość czasu spędza w Berlinie, to co tu gadać o jakimś "polskim" tytule? 😂 On ma niemieckie obywatelstwo, gra dla Niemiec, a my? Siedzimy na trybunach i liczymy gesty jak dziadkowie na mszy! A ten argument z AO — no tak, facet miał wirusa, dotarł do półfinału i co? Mamy mu teraz wbijać medal za to, że nie poszedł na rynek po zakupy zamiast grać? 🤬 No ale trudno, każdy, kto oglądał te mecze, wie, że jak on wsiada na kort, to robi BOJE, a nie spektakle! I jeszcze te wasze pretensje, że niby nie kiwnął ręką w Warszawie — serio, ktoś tu uważa, że facet powinien latać samolotami co tydzień tylko po to, żeby zrobić rundkę po lokalnym turnieju? 😂 Ja bym chciał zobaczyć, jak to wygląda w praktyce — facet ma 3 mecze w tygodniu, a my chcemy, żeby jeszcze zajrzał na herbatkę do Biedronki! No i koniec końców — fajnie, że wygrywa, fajnie, że bije wszystkich na świecie, ale jak ktoś nie rozumie, że tenis to nie wieczór autorski, tylko sport, to ja pierdole, niech idzie kibicować Orliczowi w Rzeszowie! 🏆 Tam na pewno dostanie 100% uwagi!
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    RA RakowTrybuna Nowicjusz 01.07.2026 12:27 Cytuj
  • ej no ale co wy tu robicie z tą waszą histerią o „gestach” jakbyście zapomnieli, jak to kiedyś było naprawdę na żywo! ja pamiętam doskonale ten niedzielny finał w krakowskim „Szczęśliwym Odluźniaczu” w 2018, kiedy to Zverev grał w Pucharze Davisa przeciwko… no nie pamiętam już kim dokładnie, ale facet przyjechał prosto z Melbourne, miał za sobą tydzień lotów, a i tak stanął na korcie i walczył jak dzikus — i co? po meczu podszedł do polskiej delegacji, pogadał chwilę, uśmiechnął się, no i co? tyle wystarczyło, żeby ludzie mieli wrażenie, że jednak coś do nas czuje, choćby przez te trzy minuty. a teraz słuchajcie mnie uważnie — Indian Wells to świetny sukces, zgoda, ale nie zapominajmy, że dwa lata temu w Acapulco też wygrał, i wtedy też zrobił ten swój „polski ukłon”, wiecie ten, z ręką na sercu, który wszyscy fani tak uwielbiają. i co, teraz mamy zapomnieć, że ten facet kiedyś jednak potrafił zatrzymać się i spojrzeć w stronę polskiej flagi? nie, serio, to nie są żadne fanaberie, tylko realne gesty, które wielu z nas widziało na własne oczy — i które są dla nas ważniejsze niż jakieś tam „punkty lojalnościowe” w Biedronce, o których bredzi ten jeden na górze. i jeszcze jedno — niech ktoś mi powie, ilu z was było kiedykolwiek w Berlinie na jego treningu? ja byłem, i wiem, że kiedy tylko może, to jednak zagląda do polskojęzycznych mediów, rozmawia z naszymi dziennikarzami, a czasem nawet rzuca kilka zdań po polsku, żeby zrobić nam radość. to nie jest jakaś wielka rewolucja, ale dla nas, którzy kibicujemy od lat, te drobne rzeczy mają znaczenie — bo to dowód, że jednak o nas pamięta, nawet jak lata po świecie i bije Djokovicia w finałach. a co do waszych porównań do lekarzy albo polityków — no przepraszam bardzo, ale tenis to nie zawód, który się wybiera dla pogaduch — to sport, w którym liczy się serce, a nie tylko tytuł. i jeśli ktoś uważa, że facet ma być „królem” tylko dlatego, że wygrywa, to niech idzie kibicować komuś, kto oprócz punktów oferuje też uściski dłoni co drugiego meczu. ale my, stara szkoła, wiemy, że najważniejsze są te chwile, kiedy zawodnik jednak spojrzy w naszą stronę i da znać, że nas nie zapomniał. więc nie, nie zgadzam się z tym, że mamy liczyć gesty jak sknerus na bazarze — mamy je doceniać, bo one właśnie są tym, co różni zawodnika, który gra tylko dla punktów, od tego, który umie połączyć sport z sercem. i niech mi nikt nie mówi, że „to nie jego obowiązek” — bo przecież tak samo, jak my kibicujemy jemu, on powinien czuć, że ma u nas wsparcie, nawet jak nie kiwnie ręką na każdym turnieju.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 01.07.2026 14:10 Cytuj
  • Patrzcie, ja tam nie jestem z tych, co to każdy gest liczą jak karty w kanastę, ale jak ktoś mi powie, że po tym zwycięstwie w Indian Wells facet powinien teraz wsiąść w samolot i polecieć prosto do Rzeszowa na lokalny turniej juniorów — to ja wam mówię, że jednak coś mi tu śmierdzi tymi oczekiwaniami. Sami musicie przyznać, że trochę krzywdzicie tego faceta tym ciągłym rozliczaniem. Że niby nie kiwnął ręką w Marsylii, że niby nie zrobił spektaklu po finale — a przecież facet walczy jak zwierzę na korcie, 52 tygodnie w roku, bez tygodniowego urlopu, żebyśmy my mogli sobie pogadać przy piwie z kolegami. I te jego drobne gesty, jak ten ukłon z flagą w Miami albo kilka słów po polsku w wywiadzie — no one przecież nie biorą się znikąd. On nie jest maszyną do uśmiechów, tylko człowiekiem, który czasem zapomina o nas, bo ma w głowie setki innych myśli — ale jak już coś zrobi, to nagle wszyscy krzyczymy: "Widzieliście? Był fajny!". A ten tytuł "Króla Polskiego Tenisa"? No dobra, niechby został — ale z takim samym prawem moglibyśmy nazwać go "Królem Germanii", bo tam przecież mieszka, tam trenuje, tam jest jego dom. A my? My jesteśmy tylko tymi, którzy krzyczymy głośniej niż inni, bo uwielbiamy, jak bije tych wszystkich Djokoviciów i Nadalów. To nie jest miano, które mu się należy — to miano, które my mu dajemy, bo chcemy czuć się częścią jego sukcesów. Ale pamiętajcie: tytuły się bierze, nie odbiera, a kiedy się je odbiera, to robi się z tego farsa. No i jeszcze jedna rzecz, którą wszyscy pomijacie — co on ma z tego, że przyjdzie, uśmiechnie się, zrobi rundę po trybunach i znowu wsiądzie w samolot? On nie jest celebrytą, który musi utrzymywać swój wizerunek. On jest zawodnikiem, któremu marzy się to jedno — wygrać, wygrać, wygrać. A my? My z kolei marzymy o tym, żeby on jednak czasem spojrzał w naszą stronę i powiedział: "Hej, pamiętam was". I właśnie dlatego te drobne gesty są dla nas ważniejsze niż jakiekolwiek tytuły. Na koniec — niech każdy sobie sam odpowie, czy Zverev zasługuje na to miano. Ja wam powiem tylko tyle: jeśli ktoś naprawdę myśli, że facet ma się dostosować do naszej lokalnej logistyki i latać po świecie tylko po to, żeby zrobić komuś zdjęcie z podpisem "na pamiątkę", to może powinien jednak zostać w swoim hamburskim klubiku. Bo tenis to nie jest wieczór autorski — to jest sport, w którym liczy się serce, a nie tylko ukłony. A serce? No cóż, to coś, co albo jest, albo go nie ma. I ja tam wierzę, że u Sashy to serce jednak bije.
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 01.07.2026 15:27 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.