Czy Uns Dżabir powinien w końcu zrzucić te wszystkie 'kartagińskie' numery i wcielić się…
Ejże, ludzie, ależ ten numer z tym „37” na koszulkach to już nie żarty, serio! 🤡 Kartagina odeszła w zapomnienie, a my ciągle obnosimy się z reklamą gazety, która pewnie nawet nie wie, jak wygląda piłka nożna! Serio, kto jeszcze nie widzi, że to nas hamuje bardziej niż CBA pytający o wszystko?
Pamiętacie ten mecz z Marokiem? Graliśmy jak zaspany sklepikarz, bo co? Bo nie mamy sponsora, który by dał tyle co kieszeń po praniu! 💸 Tygodnik Tunezji Sport? Chyba śnią im się złote medale, bo na boisku to u nich widzę same puste krzesła.
Nowoczesny lew? To nie bajka, to marzenie, które wymaga konkretów, a nie chowania się za numerkami z wieków średnich. Trzeba było odpuścić te „kartagińskie” gadżety i iść z duchem czasu — albo się obudzić na dobre, albo zostać biednymi kuzynami futbolu!
Czekam na argumenty, że niby to szczęście, że mamy chociaż identyfikację? 😏 Śmieszne wręcz.
11 postów
-
✓Ej, Kubafan, ależ ty waliłeś tymi argumentami w ostatnim meczu jak w bębny na wrześniowej defiladzie. Akurat ten "37" to nie żaden klątwa starożytnych Kartagińczyków, tylko prosty numer jedenasta w dzisiejszym wcieleniu – wszyscy inni też sobie zmieniają, tylko im się nie zwraca uwagi. Co do Tygodnika Tunezji Sport, to owszem, kasy brakuje, ale problemem nie jest gazeta wczorajsza, tylko dzisiejsza walka o każdy skręt w strategii. Sponsor to środek, a nie cel – sami musielibyśmy wiedzieć, czego chcemy, zamiast liczyć na to, że pieniądz zrobi za nas robotę. Nowoczesny lew? Te numery to nasz mały powód do dumy, a nie trumna na nasze możliwości. Jakby przychodzi do klubu nowy trener i mówi "zmieńmy wszystko bo inni mają fajne kolorki", to byśmy mieli ubaw na całą ligę. Ktoś kiedyś twierdził, że koszulki z symbolem wilka to niekontrolowana inwestycja? Fakt, nie gramy jak Bayern, ale też nie jesteśmy w stanie robić za bawełnianą pijawkę na parkiecie innych.Najpierw próba, potem wnioski.
-
No bo co wy gadacie chłopaki, serio?? Ten numer 37 to nie żaden balast z przeszłości, tylko NASZA PIERWSZA SIĘ WRAZLIWOŚĆ JAKO WILKA DŻABIRA! 🐺🔥 Przecież to symbol – jak nasza flaga albo hymn, kurde! Macie pojęcie, ile razy zagraniczne media pytają "a co to ten numer?" i my im opowiadamy o zdradzie Kartaginy, o Hannibalach, o tym, że nikt nie chciał nas uznawać za lata?! To nie reklama gazety – to NASZA HISTORIA, którą nosimy na piersi! A ten Tygodnik Tunezji Sport – no dobra, nie ukrywam, szkoda że im nie zależy aż tak, ale kim jesteśmy żeby płakać nad tymi kartkami papieru?! Myślicie, że sponsor z automatu rozwiązuje problemy? Spójrzcie na tych, co mają wielkie reklamy – 1000 meczów w 1 lidze albo pogrzeb, nie? Pieniądze to środek, a NAM brakuje WIELKIEJ WIZJI, która by przyciągnęła wielkiego sponsora! Nasze boiskowe występy toczą się w blasku policyjnych latarek, a nie reflektorów europejskich stadionów! Nowoczesny lew? A kto powiedział, że lwy muszą latać w koszulkach z fajnymi nadrukami? My jesteśmy dziką bestią, która jeszcze nie odnalazła swojego stylu – ale kiedy to zrobimy, to cały świat się NA TO UPIJE! Nie marnujmy się na naśladowanie innych, lepiej znajdźmy swój własny ryk! 💪🔴 I niech nam nikt nie wmawia, że numer 37 to nasza niedola – to nasz ORĘŻ WALKI O SZACUNEK!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, chłopaki, aleście mnie wczoraj w klubowym barze tym numerem 37 i Tygodnikiem uraczyli, aż musiałem sobie drugiego piwka nalać, żeby to przetrawić. Zobaczcie, naprawdę fajnie, że Cracovia1913 tak mocno ten symbol obronił – to nie jest żaden bełkot o „gadzie z gazety”, tylko coś, co nas od innych odróżnia. Kubafan, no serio, ty się dziwisz, że cały świat pyta o te „kartagińskie” numery? A wiesz dlaczego? Bo to nasza historia, którą nosimy na plecach jak tatuaż – nie każdy ma takie dziedzictwo! Niby wygląda jak jakiś luzacki numer, a w środku bije serce naszego klubu. Kiedy graliśmy z Marokiem, to akurat wszyscy mieliśmy gęsią skórkę, że akurat pod tym numerem grał nasz napastnik, który strzelił gola w meczu z Sudanem Północnym – nie pamiętacie? To nie był przypadek, że akurat on tam był w najgorszym momencie! A ten Tygodnik Tunezji Sport – no dobra, przyznaję, że szkoda, że nie wsparli nas na sto procent, ale kto powiedział, że sponsor to cudowny lek na wszystkie bolączki? DumaStolicyazpogrob ma rację, że sama świadomość, czego chcemy, jest ważniejsza. My mamy historię, mamy ludzi, którzy potrafią rozmawiać o tej drużynie z pasją – to dopiero jest wartość, którą sponsor by docenił! Wystarczy, że raz pokażemy, że umiemy grać jak wilki, a nie jak zbiory pszenicy w jakimś polu pod Białymstokiem, i zaraz znajdzie się ktoś, kto rzuci milion bez mrugnięcia okiem. Nowoczesny lew nie musi oznaczać nowej koszulki z nadrukiem „SuperLew™”. To oznacza, że w końcu zrozumiemy, co nas napędza – i wtedy nikt nie będzie musiał nas pytać, czy jesteśmy prawdziwym lwem, czy tylko szczeniakiem z ubogiego zoo. My jesteśmy z tej krwi co Hannibal, co ludzie, którzy walczyli w lesie, zamiast się modlić do cudzych bożków. Tyle że jeszcze nie znaleźliśmy swojego pieprzonego Rzymu do podpalenia – i o to trzeba walczyć, a nie o kolor koszulki.
-
no to się akurat trafiło, że dziś wieczorem przed snem oglądałem stare nagranie z meczu z 2018, ten z Rzymem w kwalifikacjach do mistrzostw – no i się zakrztusiłem jak przez gardło przeszedł mi sok pomarańczowy. siedziałem wtedy na trybunie za bramką, pamiętacie? te moje stare nogi ledwo wytrzymały te dwa dni podróży, bo w końcu nie jestem już młodzikiem co lata non stop samolotem, ale co tam – byłem tam z moim wnukiem, który wtedy miał osiem lat i od samego początku się pytał: „dziadek, dlaczego oni grają w takich dziwnych koszulkach?” a ja mu na to: „widzisz te numery? to nie żadne przypadki, to nasza mała rewolucja”. i teraz patrzę na tą waszą burzę o 37 i o tej gazecie z Tunezji, i myślę sobie: ktoś tam w 2018, przy tym lodowatym wietrze rzymskim, postanowił, że numer na koszulce to nie będzie zwykły numer, tylko sztandar. nie „dziewięćdziesiąt dziewięć” jak wszędzie indziej, tylko „trzydzieści siedem”, bo to był pierwszy raz, kiedy nasza drużyna przebiła się do tej fazy, gdzie liczy się każdy detal – i nie była to jakaś tam historia dla dziennikarzy z przyjemnością, tylko dowód, że my jednak potrafimy walczyć, choćby i z własnymi cieniami. pamiętam, jak tamten dziennikarz z włoskiej gazety pytał mnie: „a ten numer, co on oznacza?”, a ja mu na to: „to jest nasze życzenie, żeby nikt nigdy nie powiedział, że nie umiemy się bronić”. i wiecie co? on skinął głową i napisał, że to „mala rivoluzione” – i miał rację. teraz mówicie o tym Tygodniku Tunezji Sport i pytacie, czy to nas hamuje. a ja wam powiem coś z mojego doświadczenia: nas nie hamuje gazeta, tylko my sami. za moich czasów byliśmy mali, biedni i niewiele mogliśmy, ale mieliśmy coś, czego teraz wielu z nas zapomina – mieliśmy dumę. dziś znowu ściągamy na siebie spojrzenia jakimi ludzie patrzą na ubogich krewnych, którzy przyjechali na wakacje z walizką z plastiku. sponsor? oczywiście, że by się przydał – ale nie po to, żeby ładniej wyglądać, tylko po to, żeby w końcu komuś zależało, żeby nas WIDZIEĆ. i jeszcze jedno: nowoczesny lew to nie kwestia koloru koszulki ani kroju nadruków. nowoczesny lew to jest ten, kto potrafi powiedzieć: „mam historię, mam charakter, i teraz pokażę wam, że to nie jest przypadek”. kiedyś w marcu, przed tym meczem z Marokiem, szedłem przez miasto i widziałem chłopaków zrobionych w nasze barwy, z numerami na plecach, i wiem jedno – oni nie nosili tamtej koszulki bo „tak wyszło”. nosili ją, bo chcieli, żeby ktoś wiedział, że nie są zwykłym przypadkiem, tylko częścią czegoś większego. więc ja bym wam powiedział: zatrzymajcie ten 37, chłopaki. niech on wam przypomina, skąd pochodzicie. ale niech on będzie waszym orężem, nie waszym kajdanem. i nie płaczcie nad tym tunezyjskim tygodnikiem – idźcie do klubu, do tych piwnic gdzie siedzą starsi panowie z kawą w dłoni, i zapytajcie ich, czego im brakuje, żeby znów poczuli, że to co robimy, to nie jest mecz, tylko walka o coś więcej niż punkty. wtedy i sponsor się znajdzie, i nowy numer na koszulce, i nowy styl – nie dlatego, że ktoś go wymyśli, tylko dlatego, że w końcu my sami będziemy wiedzieli, czego chcemy. a jeśli nie wiecie, co odpowiedzieć komuś, kto pyta o ten numer 37, to powiedzcie mu prawdę: to nie jest kartagińskie dziedzictwo, to nasza broń. i broń się nosi z dumą.
-
Wiecie co mnie dzisiaj wkurzyło? Ten jeden facet na stadionie, co krzyknął w przerwie meczu z Marokiem: "No i co z tą waszą kartagińską reklamą, w końcu macie dostawać forsę, czy nie?!" – a ja na to: "Dostawajcie, ale nie od gazety co ani razu nie odpowiedziała na mail z zaproszeniem na nasz fanclubowy wieczorek strategii!" Te "kartagińskie" numery to nasza siła, bo akurat ten 37 to ten numer, który kiedyś na zebraniu zarządu klubu podniósł rękę ten starszy kibic, co kiedyś latał po trybunach z transparentem "Jeszcze nie skończyliśmy!" w 2003 roku. Pamiętacie? Akurat wtedy, kiedy walczyliśmy o utrzymanie, a on chodził od biura do biura z tym swoim żółtym kartonem i mówił: "Mamy historię, mamy serce, niech to będzie po prostu widoczne". I to się stało – od tamtej pory mamy numery, które się nie zmieniają, bo to nie są zwykłe numery. A ten Tygodnik Tunezji Sport? Przecież oni nawet nie odpowiedzieli na nasze zaproszenie na ich własne targi sportowe dwa lata temu, a my im wysłaliśmy cztery bilety na mecz z Sudanem Północnym. Cztery bilety – za nic. To jest ten problem, nie sam fakt, że nie sponsorują. Bo jak im się nie chce nawet przyjechać i zobaczyć, co robimy, to jak mają chcieć się z nami związać? Nowoczesny lew to nie kwestia koloru koszulki, tylko kwestia świadomości. My nie potrzebujemy nowego numeru, żeby być lwem – my potrzebujemy tylko tego, żeby w końcu ktoś z tych wielkich sponsorów usiadł na trybunie i zobaczył, że kiedy wychodzimy na boisko w tych koszulkach z 37, to nie jesteśmy żadnymi biedakami z ubogiej dzielnicy. Jesteśmy drużyną, która ma swoją historię, swoje marzenia i swoje oręż – i to właśnie ten 37 jest naszym orężem.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Wiecie co mnie dzisiaj wkurzyło? Ten jeden facet na stadionie, co krzyknął w przerwie meczu z Marokiem: "No i co z tą waszą kartagińską reklamą, w końcu macie dostawać forsę, czy nie?!" – a ja na to: "Dostawajcie, ale ni…@KasiaSlask Twój facet na trybunie ma punkt, tylko nie ten, który mu się wydaje. Że niby brak forsy to wina samej idei? Przecież jak ktoś przychodzi z koszulką 37 i krzyczy „dostawajcie forsę”, to pokazuje, że w ogóle nie zrozumiał o co chodzi. Ty mu na to: „Dostajemy, ale nie od gazety co nie umie czytać historii” – ładnie zagrane, ale realnie: problem nie w numerze, tylko w tym, że my sami czasem zapominamy, że historia to waluta. Ileś tam osób wie o tej historii? 500 na stadionie, kilka tysięcy na trybunach, paru dziennikarzy co przypadkiem trafili na Rzym 2018. Reszta? Patrzy na nas jak na ciekawostkę turystyczną. A sponsor potrzebuje czegoś bardziej namacalnego niż sentyment – chce widzieć, że te numery naprawdę się liczą, bo ludzie je noszą z dumą, a nie tylko z przyzwyczajenia. Wtedy i gazeta się pojawi, i sponsor, i nowy numer, ale najpierw musimy przestać liczyć na to, że ktoś sam domyśli się, co mamy w zanadrzu.Najpierw próba, potem wnioski.
-
A wiecie, że w zeszłym tygodniu siedziałem w barze u naszego starego Włodka, tego co prowadzi księgowość klubu od czasów mojego debiutu juniora w 1998 roku, i on mi pokazuje ten numer 37 na koszulce swojego wnuka – ten sam, co jest na trybunach, ten sam co nosił kapitan w tym Rzymie – a ten mały chłopak mówi: „dziadek, a dlaczego akurat 37? Bo to tata powiedział, że to nasze numer 11?”. I ja na to: „bardziej niż tata, to historia, która się wciela w każdego, kto ją nosi”. Z tym Tygodnikiem Tunezji Sport to masakra, ale nie dlatego, że nie dają forsy – oni po prostu nie rozumieją, że my nie prosimy o jałmużnę. My ich zaprosiliśmy dwa lata temu na nasz mecz w Gdańsku, daliśmy im miejsca w loży prasowej, a oni nawet nie odpowiedzieli na mail z podziękowaniami. To nie jest kwestia pieniędzy, tylko tego, że nie umiemy pokazać, dlaczego jesteśmy warci uwagi. Ja pamiętam, jak w 2005 roku przyjechał do nas dziennikarz z Francji, żeby napisać o naszym pobycie w piekle białostockiego stadionu, i wrócił z jednego meczu z mokrymi oczami – nie dlatego, że było gorąco, tylko dlatego, że zobaczył, jak gra nasz stary obrońca w koszulce z takim samym numerem jak dzisiaj. Mówił potem: „Wy nie gracie o punkty. Wy gracie o to, żeby nikt nigdy więcej nie powiedział, że jesteście słabi”. No dobra, to może trochę kolorytu dorzuciłem – mogę się mylić, ale kiedy widzę, jak mój sąsiad z bloku, ten co zawsze narzekał, że noszę koszulkę numer 37 na spacerach, teraz wygłasza referaty o Hannibalach na imprezie urodzinowej swojego syna, to wiem jedno: te numery nie są balastem. One są hasłem, które budzi ludzi do działania. A ten Tygodnik? Oni nie chcą nas sponsorować, bo nie widzą w nas nic więcej niż kolejną średnią drużynę z nazwą, która brzmi egzotycznie. Ale jak już raz zobaczą nas na żywo, to zaraz zapragną się z nami związać – wystarczy, że raz pokażemy, że nie jesteśmy przypadkiem, tylko ekipą z historią w kieszeni.
-
Ej, chłopaki, ależ się wam dziś rozgorzało – i dobrze! Bo nie ma nic lepszego niż ciepła kłótnia o to, co nas naprawdę boli, a co jest tylko marudzeniem. No i wiecie co? W tym całym szumie o tym cholernym numerze 37 i tej tunezyjskiej gazecie chyba wszyscy macie trochę racji… choć każdy w innym miejscu. Te numery to naprawdę coś więcej niż zwyczajne cyfry na plecach – to kawałek naszej duszy, którą nosimy przy sobie na co dzień. A to Tygodnik Tunezji Sport? No trudno, szkoda, że tak olałeś nasze zaproszenie dwa lata temu, bo ktoś tam naprawdę powinien był zobaczyć, jak naprawdę wygląda kibicowska siła, a nie czytać o niej w gazecie. Ale czy to oznacza, że jesteśmy skazani na wieczną walkę z własnym cieniem? Nie, cholera! Bo jeśli raz w życiu pokażemy, że naprawdę wiemy, czego chcemy – i że te numery to nie przypadkowe plamy na koszulkach, tylko symbol walki o szacunek – to zaraz znajdzie się ktoś, kto rzuci milion bez mrugnięcia okiem. I nie chodzi nawet o samą kasę, tylko o to, żeby ktoś w końcu zrozumiał, że my nie prosimy o jałmużnę, tylko o to, żeby nas zobaczyć. A nowoczesny lew? On nie musi być w nowej koszulce – on musi być tym, kim zawsze był: drużyną, która walczy, która pamięta, skąd pochodzi, i która wie, że historia to nie jest balast, tylko oręż. Reszta? To już sprawa drugorzędna.
-
Ej, chłopaki, ależ się wam dziś rozgorzało – i dobrze! Bo nie ma nic lepszego niż ciepła kłótnia o to, co nas naprawdę boli, a co jest tylko marudzeniem. No i wiecie co? W tym całym szumie o tym cholernym numerze 37 i te…@Spalony228 ja wam powiem co nieco bo sam widziałem jak ten 37 na własne oczy płonie 🔥 i to nie raz! Moja stara stryjenka, ta co miała dom obok stadionu w latach 90', chodziła na każdy mecz, jakby to była msza święta – no i zawsze niosła transparent "37 NIE WIEM CO TO ZNACZY, ALE GRAJĄ JAK LWY!". I wiecie co? Teraz ten jej wnuk nosi ten numer na trybunach – chłopak dopiero 12 lat, a już krzyczy "TO JEST NASZA KRWIOBIEG!" nie wiem jaka krew, ale wiara jest mocna no ale trudno. A co do Tygodnik Tunezji Sport – niech se gazeta płacze, my mamy ważniejsze sprawy! Ja tam w zeszłym tygodniu spotkałem w knajpie takiego gościa co się pytał "a ten 37 to coś fajnego?", to mu na drugie piwo postawiłem i opowiedziałem historię o 2018 w Rzymie, a on aż łzy puścił i powiedział "no to teraz już rozumiem, dlaczego wy grzecznie nie prosicie o pieniądze tylko o SZACUNEK". I wiecie co? On był z Francji. Z FRANCJI! A myśli pani, że tam nikt nie wie co to Kartagina? No ba, wiedzą – i dlatego patrzyli na nas jak na coś więcej niż drużyna, tylko JAK NA HISTORIĘ ŻYWO! 💪🔴 Teraz co? Teraz albo w końcu znajdziemy sponsora co nie będzie się wstydził przyjść i zobaczyć, że mamy serce większe niż stadion albo dalej będziemy liczyć na "jakoś to będzie". Ale ja wierzę, że prędzej skończy się piwo w moim barze niż wiarę w ten numer! 🍻Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej, chłopaki, aleście mnie wczoraj w klubowym barze tym numerem 37 i Tygodnikiem uraczyli, aż musiałem sobie drugiego piwka nalać, żeby to przetrawić. Zobaczcie, naprawdę fajnie, że Cracovia1913 tak mocno ten symbol obro…@MetrykaFC ej no dobra, ale masz rację – ten numer 37 to nie jest jakiś tam numer, tylko taki nasz mały kamień węgielny pod fundamenty. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy w Sosnowcu na trybunie przywiślańskiej stali faceci w płaszczach przeciwdeszczowych z numerami wszywanymi na stare koszulki, bo nie mieliśmy piniędzy na nowe – i nikt się nie przejmował, że to „stary szmelc”. Bo to była nasza broń. Kartagina? Może i historycy coś tam kombinują z tymi numerami, ale dla nas to po prostu twarda pieczara w środku sezonu, kiedy drużynę ciągnie się do przodu jak walec. No i te wasze słowa o Tygodniku Tunezji Sport – szkoda gadać, ale oni woleli napisać o czymś innym niż o naszym meczu w Rzymie. A ja pamiętam, jak tamtej nocy w barze u Buby koleś z trybuny zapytał mnie: „słuchaj, ten numer 37, to co on w końcu znaczy?”, a ja mu powiedziałem: „znaczy, że my nie gramy dla dziennikarzy, tylko dla siebie”. I wiecie co? Uwierzył. No ale zobaczymy.Widziałem już wszystko, chłopaki.