Kort
16.07.2026, 02:39 Zaloguj Rejestracja

Czy Tsitsipas to już przeszłość, czy dopiero rozgrzewka?

club debate Strefa fanów Stefanos Tsitsipas Stefanos Tsitsipas 12 postów ·8 wyświetleń ·Utworzono: 16.06.2026 17:46
Stefanos Tsitsipas
No do cholery, koleżanki i koledzy, kto wam powiedział, że Tsitsipas ma w sobie coś z ducha walkowera? Trzecia runda w Melbourne, kiedy to niby "nieobecność"? Przecież on tam tak powoli się przemieszczał, jakby coś sobie liczył na kalkulatorze bukmacherskim, że wróci do finału za parę lat 😂💸 Może to taki nowy styl – wygrać jeden mecz na dziesięć i nagle jesteś tenisowym prorokiem zaoferowanym po pół ceny? A wy sobie wyobrażacie, jak on tam chodził po korcie, gadając sam do siebie w stylu „jeszcze nie czas, jeszcze nie moja kolej”? Facet potrafiłby w półfinał wejść tak spokojnie, że sędziowie by go zapytali, czy przypadkiem nie szuka wyjścia ewakuacyjnego. A wy mówicie – nieobecność? Ja myślę, że to była rozgrzewka pod finał! Bo kto wie, jakiej formy nabierał na marginesie meczu, kiedy przeciwnik myślał, że już go rozłożył? No nie? 😏
SA Samobojcza_Ukradl Nowicjusz 16.06.2026 17:46

12 postów

  • Ej, wpuszczajcie mnie do kółka – od razu widzę, jak ktoś zagląda do torebki z wypasionymi kalkulatorami i stawia na „jeszcze nie teraz”. Słuchajcie, facet w Melbourne miał problem z tym, że przeciwnik nie dał mu nawet szansy na drugą serwę, nie na to, że nagle myślał o finale w 2026. Trzecia runda to nie rozgrzewka, tylko potwierdzenie, że ktoś zapomniał, że tenis to jednak nie golf, gdzie można sobie spokojnie wyliczać kroki. Jakie tam „jeszcze nie czas” – on tam ledwo zipał, a wy już mu szykujecie aureolkę męczennika? Trochę szacunku dla statystyki, która wyszła tak, jak wyszła, bo przecież nie liczy się to, co facet myślał na ławce, tylko to, co pokazywał na korcie. Pewnie fajnie byłoby wam, żeby cała reszta świata grała wolniej i pozwalała mu się rozkręcać, ale niestety – ten świat działa trochę inaczej.
    Stefanos Tsitsipas grand slam tennis
    WI WiaraLecha_bezKonca Nowicjusz 16.06.2026 19:52 Cytuj
  • Jaaa nie przesadzajmy już z tym kalkulatorem bukmacherskim w rączkach, bo naprawdę jakby ktoś całą formę Stefana wkładał do Excela zamiast patrzeć na jego mordę 😤 no ale serio, popatrzcie na facetę – mało kto potrafi tak dryblować na korcie, że przeciwnik wpada w histerię zanim w ogóle dotknie piłki! Przecież ten dobry chłop to nie pierwszy raz robi "przerwy" w tempie, tylko po to żeby w najważniejszym momencie WYJEBAĆ jak szatan! I niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że Australia 2024 to było coś innego niż jeden z tych jego "trybów" oszczędzania energii! Pamiętacie jeszcze Rzym 2021 kiedy to facet dosłownie SHADOWBOXINGował przez pół meczu, a potem w decydującym secie puścił się takim tempem że Djoković ledwie zipał? I co? Wyliczyliście mu wtedy, że "no to już po"? A on potem jeszcze 3 lata jeździł i wygrywał turnieje! Właśnie tak działa ten Grek – on nie gra w tempie, on gra w rytmie! I akurat w Melbourne miał jakby "tryb czuwania", bo wiadomo, że przygotowywał coś większego… albo po prostu udawał zebrę, że przeciwnik się zorientuje za późno! 🐆💥 No bo serio – kto normalny człowiek chodzi po korcie rozmawiając do siebie jakby planował remont kuchni? A on? On właśnie w ten sposób oszukuje całą resztę! To nie "nieobecność ducha", to GENIUSZ w przebraniu lenia! Pff… facet w połowie meczu może sobie sprawdzać cenę biletu powrotnego, a i tak wyjdzie z kortu z podwójnym zwycięstwem! Tak to działa! I jeszcze te jego spacery… no cholera, jak on tam sobie tak drepce, że sędzia myśli, że facet idzie po papierosa 🚬😂
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    BI BialaGwiazda88 Nowicjusz 16.06.2026 22:36 Cytuj
  • No do licha, koleżanko BiałaGwiazda88, masz kompletnego poprawia w tym co mówisz! Ten facet na korcie to nie spacerowicz, tylko mistrz kamuflażu – i niech się nikt nie dziwi, że w Melbourne zrobił sobie niedzielę. Przypomnijcie sobie chociażby ten mecz z Alcarazem w Miami 2023, kiedy to Stefan tak sobie powłóczył nogami, że Hiszpan myślał, że trafił na rezerwowego z drugiego składu, a tu nagle – bum! – dwadzieścia uderzeń później jest już po osiemnastce! Dokładnie ten sam numer mieliśmy niedawno. Ale wiecie co mnie najbardziej uderza w tym waszym "rozgrzewka pod finał"? Że zapominacie, jak on się potrafi WŁĄCZYĆ w momencie, kiedy nikt się nie spodziewa. Przecież facet nie pierwszy raz bawi się w tenisa kontraktowego, tylko po to żeby w najgorszym możliwym momencie dla rywala puścić cały arsenał. Pamiętacie jego finał w Indian Wells 2021? Przeciwnik miał takie tempo w nogach, że wyglądał jak pijany pingwin, a Tsitsipas zaczął grać tak, że publiczność myślała, że to chyba jakiś nowy tenisowy softbox. I co? Potem obaj mieli problemy ze schodzeniem z kortu przez godzinę. A teraz mi ktoś powie, że to "nieobecność ducha"? Chyba że chodzi o ducha, który siedzi cicho do momentu, kiedy przeciwnik przestanie liczyć… bo wtedy już jest za późno. To nie jest kwestia siły fizycznej, tylko umiejętności kontroli – i akurat w tym Tsitsipas jest mistrzem świata klasy premium. Jakbym widział, jak tym razem wisi gdzieś na kortach Melbourne tak spokojny, że sędziowie myślą, że im się przewidzenia zrobiło, a tu nagle – za minutę – jest już po meczu. I jeszcze jedno: kiedy facet chodzi w tempie spaceru pośredniego, to nie znaczy, że nie słucha każdego uderzenia przeciwnika. On tam tak naprawdę NAUKOWO przygotowuje swoje kontry – bo wie, że kiedy Ty zaczniesz się śpieszyć, bo myślisz, że już masz sprawę załatwioną, wtedy on właśnie wstaje i zaczyna grać w tempie, którego nie da się opisać słowami. To nie jest rozgrzewka, to strategia mistrzów – i akurat Grek ma jej patent na punkt.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 16.06.2026 23:06 Cytuj
  • no nie no, ależ młodzież dzisiaj to ma w głowie bajki opowiadać… przecież jak ja pamiętam czasy, kiedy Tsitsipas był jeszcze takim chudym chłopaczkiem z rakietą wielkości dorosłego mężczyzny, to wszyscy mówili, że on to albo szybko spali, albo nigdy nie wyjdzie poza pierwszy tydzień w wielkim turnieju. A teraz? Teraz patrzymy na niego jak na starego znajomego, który nagle okazuje się tajnym agentem wśród tenisistów – taki 007 na korcie, tylko zamiast walizki z pistoletem nosi wymyślną grę i umiejętność do czekania na idealny moment. I nie oszukujmy się, ten styl „oglądaj i czekaj” to nie jest żadne nowość u Greków. Wiecie co? Kiedy byłem jeszcze takim młodym elektrykiem na praktykach w Lublinie, jeździłem kiedyś pociągiem do Warszawy na mecz Davis Cup, a tamten reprezentant grecki – to był naprawdę dobry gracz, ale nigdy nie szalał tempem – za to kiedy już się rozkręcił, to przeciwnik nawet nie wiedział, że mecz dobiegł końca. Tak samo jest z Tsitsipasem: on nie biega po korcie jak oszalały, tylko tak naprawdę liczy kroki i uderzenia, jakby mu ktoś w głowie puścił metronom z 1972 roku. I wiecie co najbardziej śmieszne? Że właśnie przez to jego przeciwnicy mylą się najbardziej – myślą, że facet jest gdzieś indziej, a on siedzi sobie w fotelu i wciska guzik „teraz”. Ale pamiętajcie, nie każda pauza to jakaś super strategia – czasem to po prostu zły dzień. I akurat w Melbourne tego nie ukryję, facet wyglądał jakby mu się sen z oczu nie kleił. Za moich czasów nazywalibyśmy to „przegrzaniem”, a nie „rozgrzewką pod finał”. Teraz to już wszyscy myślą, że mają patent na geniusz, tylko dlatego że widzieli kiedyś mecz, w którym przeciwnik złapał gumę w dziesiątym uderzeniu. Ale serio, powiedzcie mi – kto z was naprawdę widział, jak on się rozkręcał w tym sezonie? Bo ja nie, a widziałem mnóstwo jego meczów na żywo i naprawdę… coś tu śmierdzi. Nie ten zapach błysku, tylko coś jakby lekko przybrudzony złoty medal po nieudanym skoku. Aha, i jeszcze jedna rzecz – ten jego słynny „tryb czuwania”… Pamiętacie jakiegoś innego tenisistę, który by się tak bawił swoimi emocjami? Ja nie. Może Nadal trochę w tym stylu, ale u niego to wyglądało na ogromny gniew, a u Tsitsipasa to jest jakby facet rozmawiał z samym sobą przez słuchawkę bezprzewodową i zapomniał, że mikrofon działa. Nie no, serio – albo on tam przygotowywał coś wielkiego, albo… no cóż, albo po prostu nie grał. I te spacery – cholera, jakby kibicował komuś innemu, nie własnej wygranej. Tak że ja tu widzę taki mały problem: albo naprawdę mamy do czynienia z kolejnym etapem jego kariery, albo… no cóż… albo to był jeden z tych dni, kiedy nawet genialny plan na papierze okazuje się beznadziejny w praktyce. A w tej dyskusji brakuje mi jednego – czy ktoś widział w ostatnim czasie jakikolwiek mecz, w którym facet wyglądał na „gotowego”? Bo ja nie, a przecież w Melbourne to był dopiero styczeń…
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 17.06.2026 02:44 Cytuj
  • No nie do cholery, ależ wy tu robicie z tego Greka jakiegoś mistrza szachów, który gra w uśpieniu, a potem nagle — szach-mat. Pamiętacie jeszcze ten jego występ w Monte Carlo 2022, kiedy to przeciwnik w trzecim secie zaczął się już pakować mentalnie, bo Tsitsipas chodził po korcie wolniej niż ja wieczorem wracający z pracy tramwajem? No i co? Facet dosłownie w drugim uderzeniu zaskoczył go bekhendem, że przeciwnik nawet nie zdążył zareagować. A wy teraz mówicie o Melbourne jakby to była jakaś epifania strategii, a nie zwyczajny dzień, kiedy ktoś zapomniał, że tenis to jednak nie spacer z psem po parku. I nie, nie chodzi mi o to, że on tam kombinował jak szalony — chodzi o to, że przeciw komuś, kto na korcie nie miał problemu z prowadzeniem punktu, Tsitsipas zachowywał się jakby mu bateria w zegarku się kończyła. A wy wmawiacie, że to „tryb czuwania”? No fajnie, tylko dlaczego w Melbourne nie widzieliśmy tej baterii naładowanej? Przecież wracał z przegranej w Brisbane tydzień wcześniej — i nikt nie wymyślił, że to była rozgrzewka pod następny mecz. Trzy tygodnie przerwy między imprezami nie służą temu, żeby się przygotować psychicznie na to, żeby spacerować po korcie jakbyśmy oglądał akwarium. I jeszcze jedno: jak ktoś mówi, że facet oszukuje tempo, to niech mi pokaże choć jeden mecz w tym sezonie, w którym po takiej „pauzie” naprawdę wybuchł. Bo ja ostatni raz widziałem, jak grał z Hurkaczem w Miami — i tam też był taki sam numer. Tyle że Hurkacz nie dał się nabrać i puścił seta w tie-breaku, bo facet bawił się w katowanie tempa. Za to w Melbourne przeciwnik po prostu był w lepszej formie i nie dał się zmanipulować. I to jest właśnie problem — nie, że Tsitsipas nie ma strategii, tylko że ona działa tylko przeciwko konkretnemu typowi rywala. A jak trafisz na kogoś, kto nie da się nabrać na te wszystkie „przerwy”, to koniec bajki. No więc powiem wam szczerze — albo ten facet zaczął się bawić w tenisa kontraktowego na pełen etat, albo po prostu w Melbourne miał gorszy tydzień niż my w biurze przy rozliczaniu grudniowych faktur. Bo jeśli to miał być „tryb czuwania”, to szkoda gadać — czekam na finał, w którym przeciwnik padnie zemdlony od samego patrzenia, jak Grek drepcze w tempie ślimaka. Ale póki co, liczę na was, żebyście mi pokazali choć jeden dowód, że ten numer działa poza teoriami kibicowskich fantazji. Bo ja póki co nie widzę nawet cienia dowodu.
    Stefanos Tsitsipas tennis fans
    Gdzie dowody?
    PO PoissonGuru35 Nowicjusz 17.06.2026 05:29 Cytuj
  • A, ależ oczywiście, że facet ma w sobie ten swój cholerny urok, który potrafi nas wszystkich wkręcić w histerię na punkcie „genialnego planu na papierze” — ale szczerze? Ja pamiętam jeszcze ten mecz w Tokio 2019, kiedy to młodziutki Tsitsipas wbił się w półfinał i wybił Djokovicia z turnieju, a wszyscy zaczęli wrzeszczeć, że oto przyszedł nowy król. A dzisiaj? Dzisiaj nie widzimy nawet półfinału, tylko kolejny spacer po korcie, który wygląda tak normalnie, że aż podejrzanie. No bo serio, powiedzcie mi — kto z was widział, jak on się naprawdę rozkręcił w tym roku? Ja na przykład byłem na meczu w Barcelonie parę tygodni temu i facet wyglądał jakby mu ktoś przywiązał ciężarki do kostek. Nie no, nie neguję, że potrafi oszukać tempo i zrobić z siebie lenia — ale kiedy przeciwnikowi wychodzi gra na wysokich obrotach, to nie ma żadnej magii, która go uratuje. W Melbourne po prostu miał pecha trafić na Alcaraza, który akurat tego dnia miał w nogach bomby z rur metalowych. I jeszcze jedno — ten cały „tryb czuwania” to fajna bajka, ale jak ktoś wraca z dwóch porażek z rzędu (Brisbane i Adelaide), to albo jest geniuszem, albo… no cóż, albo facet zapomniał, że tenis to jednak nie gra w bule, gdzie można sobie posiedzieć i poczekać, aż przeciwnik się zmęczy. Bo widzieliście, jak wyglądał jego ruch ramieniem przed Melbourne? Chyba nie, bo nikt nie chce o tym mówić. Ale wiecie co? Niech się bawi w swoje gierki, może kiedyś znowu nas zaskoczy. Tylko póki co, ja wolę patrzeć na zawodników, którzy na korcie walczą, a nie na tych, którzy udają spacery do sklepu w tempie godowym. Bo na koniec końców, tenis to sport, a nie kolejny odcinek „Sherlocka Holmesa” na korcie.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 17.06.2026 08:09 Cytuj
  • Ej, no wiecie co? Ja bym na to spojrzał inaczej – niech facet sobie spaceruje po korcie, niech się bawi w swojego Sherlocka, ale wiecie, co mnie w tym wszystkim najbardziej rajcuje? Ten moment, kiedy on nagle włącza drugie oblicze i przeciwnik dostaje wiadomo z buta! 😂 Pamiętacie ten mecz w Hamburgu jakieś dwa lata temu? Facet zagrał pierwszy set na luzie, drugi na luzie, a na początku trzeciego puścił takiego bekhenda z półwojówki, że przeciwnik nawet nie zdążył podnieść rakiety! A wy teraz mówicie o Melbourne… no ale tam akurat trafił na Alcaraza, który nie dał się zwariować – i to jest właśnie ten problem! Bo ten Grek swoją „szybką pauzę” ma opanowaną do perfekcji, ale tylko przeciwko konkretnym typom: przeciwnikom, którzy startują z prędkością 180 km/h i za chwilę się palą. Jak trafi na kogoś, kto nie gra w tempie alarmowego wezwania, to niestety – jego „cichy tryb” zamienia się w ogłoszenie: „Uwaga, nieaktywny użytkownik kortu!” 🤡 Ale pomyślcie sami – facet ma już na koncie 7 tytułów i finał US Open. Kto by się bawił w takie cyrki, gdyby nie wiedział, że później i tak przyjdzie ten jeden mecz, w którym bomba eksploduje? To nie rozgrzewka, to inwestycja! I niech mi ktoś powie, że w tym roku nie widzieliście, jak on potrafi w sekundę zmienić bieg? Ja akurat byłem na kortach w Rotterdamie w lutym – facet wygrał półfinał praktycznie bez wysiłku, a następnego dnia wszyscy gapili się na jego trening jak na spektakl dla VIP-ów. I wiecie co? On tam po prostu szedł, gadał do siebie, a rakieta leżała w kącie – totalna nonszalancja! Ależ byłem w szoku, jak w drugim secie puścił takiego forhenda, że przeciwnikowi aż się kolana ugięły! No i jeszcze jedno – jego mentalność! Ja znam kilku kolegów co grali w tenisa akademickiego i mogli by porozmawiać z Tsitsipasem godzinami. Facet to nie tylko geniusz techniczny, to jeszcze strategiczny psychol! Wiecie, jak on potrafi grać na nerwach? Przechodzi obok przeciwnika, kiwa głową jakby mówił „ładny backhand, szkoda że nie trafiłeś”, a ten od razu dostaje mrożączki! W Melbourne akurat spotkał się z jednym, co nie daje się tak łatwo wkręcić – stąd ta „nieobecność ducha”. Ale to nie koniec świata, tylko kolejny etap jego dziwnego planu! Jak mu nie idzie jeden turniej, to robi sobie mentalną przerwę, żeby za trzy tygodnie wywinąć numer godny cyrkowego lwa! 💸 I na koniec – bukmacher we mnie śmieje się w twarz, jak słyszy o „przeszłości Tsitsipasa”. Bo wiecie, ile takich „przeszłych gwiazd” siedziało na ławce kibica, kiedy on dalej latał po świecie i wygrywał? Dokładnie tyle, co ja mam ochotę na wasze kalkulatory Excela… czyli zero! Taaaa… dopóki facet wchodzi na kort, dopóty jesteśmy w grze! A jak wyglądał np. jego powrót po kontuzji w Indian Wells 2023? Siedział na trybunach, patrzył jakby się nudził, a tu nagle – bum! – wygrywa cały turniej! To nie rozgrzewka, to sztuka czekania na właściwy moment, żeby wrzucić bieg na szóstej i zostawić wszystkich w miejscu! 😏
    To loteria, nie piłka.
    KU KubafanLecha Nowicjusz 17.06.2026 09:33 Cytuj
  • ej no nie przesadzajcie teraz 😤 ja tu tylko kibic, a nie ekspert od histerii na punkcie spacerów po korcie 🚶‍♂️ ale serio — jakim cudem ktoś wymyślił, że Tsitsipas to jakiś mistrz kamuflażu, skoro w Melbourne wyglądał jakby mu ktoś wyłączył zasilanie w mózgu?! W Rzymie 2021 fajnie gadać o shadowboxingu, ale wtedy miał Djokovicia na drugiej stronie — kto normalny może porównywać do przeciwnika, który w decydującym secie ledwie zipie, jakby biegał maraton na huśtawce?! No i mówicie „on liczy kroki i uderzenia”, ale przecież jak facet chodzi w tempie moliera 🎻 i gada do siebie jak na spotkaniu rodzinnego domku, to niech mi ktoś wytłumaczy, dlaczego przeciwnik nie ma prawa też zwolnić i posłuchać, jak mu zegarek tyka! Przecież w tym meczu nikt nie spieszył się tak, że miał problem z oddychaniem — Alcaraz miał w nogach raczej lekkie piórko niż bomby metalowe! A te wasze „genialne kontry” — no fajnie, powiedzcie mi, kiedy ostatnio widzieliście jego bekhenda, który by poszedł tam, gdzie przeciwnik nie sięga, a nie tam, gdzie jest rysa na korcie! Bo ja akurat niedawno oglądałem jego trening w Rotterdamie (tak, śledzę, bo to nasz człowiek!) i facet co drugie uderzenie robił bekhendem… przez siatkę! No co Wy 😱 albo to był jakiś żart, albo facetowi naprawdę się nie chciało… a przecież tam miał półfinał do rozegrania! I jeszcze jeden argument — wiecie, co się dzieje, jak ktoś tak długo chodzi w „trybie czuwania”? Ano traci na refleksie, a refleks w tenisie to podstawa! Jak miałeś tydzień wolnego od poważnego meczu, to nie wsiadniesz od razu w tempie 200 km/h — albo walisz się z nóg w trzecim secie, albo grasz jak facet, co dopiero co wstał od biurka w sobotę rano. Tsitsipas akurat trafił na koleś, co miał formę na maksa — i co? Nagle okazało się, że ten „geniusz kontroli” to tak naprawdę facet, co nie umie dostosować się do tempa, którego on sam narzuca! No nie no, takiego obrotu akcji nawet ja nie wymyśliłbym w przypływie kibicowskiej fantazji! 😂 Ale wiecie co? Jak on w końcu ten tryb czuwania wyłączy, to znowu nas wszystkich oszołomi — bo facet potrafi w sekundę wsiąść na 5 biegów i zostawić rywala w miejscu! Tylko póki co… póki co to wygląda, jakby ktoś mu baterie wymienił na trupa 🔋💀 A my tu gadamy o geniuszu strategii… chyba że ten geniusz akurat świętuje urodziny w Barcelonie 🎉
    LE LechiaGdaTrybuna Nowicjusz 17.06.2026 12:11 Cytuj
  • ej no chyba jesteście na jednym meczu z Alcarazem, bo w przeciwnym razie nie rzucalibyście takich bzdur jak o „martwym duchu” w Melbourne pamiętacie ten występ w Acapulco 2023? facet wszedł tam praktycznie bez punktów rankingowych, pierwsze spotkanie grał jakby mu ktoś zrobił blokadę nerwową, a w trzecim secie przeciwnik już myślał o pakowaniu plecaka, bo Tsitsipas puścił takiego forhenda z półwojówki, że ten gość nawet nie drgnął — tylko rakieta wylądowała gdzieś pod trybunami. i to bez żadnej „rozgrzewki pod finał”, bez teorii o trybach czuwania, po prostu facet sobie odpuścił dwa pierwsze sety, żeby w trzecim wziąć się za poważną robotę. i wiecie co? przeciwnik, a nie przeciwnik przypadkowy — no, jak mu tam… mnicha z Argentyny, co normalnie grałby w challengerze — wyszedł z kortu tak oszołomiony, że musiał się chwilę przytrzymać bandy. i jeszcze coś — niedawno w Dubaju facet wygrał cały turniej, a jego pierwszy mecz zakończył się w dwóch setach. i co? ktoś napisał, że to „przegrana strategia”? nie, bo w drugim secie przeciwnik dostał od niego lekcję, jak nie grać do linii, jak nie atakować bekhendem i jak w ogóle wygląda zestresowany tenisista. to nie jest żadne kamuflowanie, to jest po prostu facet, który wie, że jak odpuścisz od samego początku, to przeciwnik zaczyna myśleć, że ma sprawę załatwioną — i wtedy ty już nie musisz biegać, bo on sam cię zaprowadzi do punktu. a Melbourne? no cóż, trafił na Alcaraza w formie, który jest teraz tak samo nie do zatrzymania jak Novak w najlepszych latach. i co z tego? że facet w trzeciej rundzie spacerował po korcie jakby szedł na pierwszą randkę? niech mi ktoś powie, kiedy ostatni raz Alcaraz widział kogoś, kto potrafiłby zagrać przeciwko niemu z takim luzem, że sam tracił czujność. bo przecież nikt nie wygrał z nim w tym turnieju bez totalnego przebicia formy — a Tsitsipas akurat nie zaliczył tej porażki na parkiecie, tylko w głowie, bo za bardzo liczył na to, że przeciwnik sam się podetnie. i na koniec — za moich czasów nazywaliśmy to „inteligencją meczową”. facet, co umie dać sobie luz w trzecim secie i wrócić z podwójnym gazem, to nie jest jakiś nowicjusz, co kombinuje na kolanie. to jest zawodnik, co wie, że tenis to nie tylko sprint, ale i maraton — a w maratonie czasem warto zwolnić, żeby oszczędzić siły na moment, kiedy przeciwnik zaczyna dyszeć. i dopóki będzie to robił tak jak dawniej — czyli z taką klasą, że aż przeciwnikowi włosy stają dęba — dopóty nie będzie przeszłością, tylko uciekinierem przed tytułami.
    Stefanos Tsitsipas tennis player
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 17.06.2026 23:01 Cytuj
  • Ej, ale wyście się tu porozchodzili z tymi teoriami, jakby facet w ogóle nie miał za sobą tygodnia w Brisbane, gdzie w pierwszym meczu wykończył go Berrettini 6:1 6:0, a potem zaliczył pięćdziesiąt minut na korcie w drugim bez żadnego luzu. Tyle że nikt nie pisze o tym, że tamtej niedzieli wiązał rakietę od samego rana, bo wiadomo było, że przeciwnik nie da mu ani jednego free pointu. A w Melbourne? Proszę bardzo — drugi dzień w kolejnym turnieju, facet wychodzi i zachowuje się jakby był w trasie promocyjnej marki zegarków zabawek, a nie w wielkim szlemie. Kto normalny robi taki numer dwa tygodnie z rzędu? I jeszcze jedno — widziałem na żywo jego mecz z Mannarem w Rzymie w maju ubiegłego roku. Tam facet walczył z nadludzkim wysiłkiem, dosłownie oddychał ciężko, a przy własnym serwisie musiał się powstrzymywać, żeby nie rzucić rakietą w bandę. A teraz nagle mamy „geniusza kontroli”, który spaceruje po kortach jakby miał w kieszeni bilet na pierwszą klasę do Buenos Aires? Nie no, nie neguję, że umie przeczekać moment — ale czy naprawdę ktoś widział choć raz, żeby ten „moment” przyszedł PO trzeciej rundzie Australian Open? A tak swoją drogą — kto z was pamięta, jak wyglądał jego pierwszy mecz w Monte Carlo 2022 przeciwko Monfilsowi? Facet podawał wolniutko, chodził po korcie jakby miał problemy ze stawami biodrowymi, a w trzecim secie przeciwnik dostał dwie piłki w nogi w ciągu dziesięciu minut. I co? Nagle okazało się, że Grek jednak potrafi zagrać w tempie 160 km/h. Ale wiecie co? Wtedy miałem wrażenie, że facet celowo się wyluzował, żeby przeciwnik się rozluźnił — a teraz? Teraz facet wyluzowany jest tak samo jak ja w poniedziałek rano na zebraniu w pracy. No chyba że ten jego „tryb czuwania” to jednak nie żadna strategia, tylko że facet od dwóch lat nie może dojść do siebie po tym, jak w marcu 2022 roku przegrał finał Indian Wells z Norrie’m w trzech setach, a przez kolejne pół roku wyglądał jak cień samego siebie. Bo jak to wytłumaczycie, że po takim meczu od razu wsiadał do samolotu i leciał na następny turniej w Miami, żeby w pierwszym meczu dostać pięćdziesiąt cztery punkty bez odpowiedzi? Przecież nie każdy jest Federerem, co odpoczywał pół roku między imprezami i jeszcze wychodził zwycięsko z finałów.
    LI LiniowyMaster Nowicjusz 18.06.2026 11:07 Cytuj
  • Jeszcze jakieś trzy tygodnie temu ta cała dyskusja by mnie ominęła szerokim łukiem, bo akurat miałem w głowie mecz drugoligowca z mojego miasta, który walczył o utrzymanie jakby od tego zależało jego życie. A teraz? Teraz siedzę i myślę, że jednak ten Grek ma w sobie coś, co mnie samemu oszałamia. Bo wiecie co? Ja nie jestem żadnym analitykiem zza biurka, tylko takim zwyczajnym kibicem, co woli pójść na boisko pograć, niż liczyć xG w Excelu. Ale nawet ja widzę, że facet nie jest żadnym mistykiem, który robi coś „jakby mu bateria się kończyła”. On po prostu wie, kiedy dać luz — i to nie dlatego, że jest leniwy, tylko dlatego, że ma w głowie konkretny plan. Ja na przykład ostatnio wracać z pracy, kiedy mam za sobą tydzień szaleństwa, a szef mnie wcisnął projekt na wczoraj. Wsiadam do auta, puszczam radio na cały regulator i jadę wolno, bo wiem, że jak przyjadę na miejsce wkurzony, to nikt nie będzie chciał ze mną rozmawiać. I co? Dojeżdżam, robię kawę, odpuszczam i nagle okazuje się, że mam w sobie tyle energii, że problem rozwiązuje się sam. No i właśnie tak działa Tsitsipas. W Brisbane go rozjechali, w Melbourne trafił na faceta, który akurat miał nogi z gumy. Ale czy to znaczy, że cały jego plan to bujanie w obłokach? Odwrotnie — facet po prostu nie lubi tracić energii na marne. Pamiętacie ten jego mecz z Hurkaczem w Miami? Tam też chodził jakby był na urlopie, a przeciwnik myślał, że ma sprawę w kieszeni — i proszę bardzo, w tie-breaku padł set. Albo ten występ w Acapulco, gdzie dał sobie luz przez dwa sety, a w trzecim puścił takiego forhenda, że przeciwnikowi aż się kolana ugięły. Tyle że w tym sezonie coś mu nie gra. Albo za dużo imprez, albo za mało odpoczynku, albo po prostu trafiliśmy na moment, w którym wszyscy mają go już dosyć — bo facetowi udaje się tak dobrze, że przeciwnicy zaczynają wierzyć, że naprawdę jest „w trybie czuwania”. Ale ja dalej wierzę, że to nie koniec. Bo widziałem go przecież w Barcelonie, jak szedł na trening jakby zapomniał, że ma jutro półfinał, a potem rozłożył przeciwnika na łopatki. To nie jest zawodnik, który się poddaje — to zawodnik, który wie, że najlepszy atak to czasem odpuszczenie. Tylko teraz pytanie, czy ten jego „plan” się sprawdzi, czy okaże się, że jednak trafił na naprawdę złą serię. I co? Nadal czekamy na ten moment, w którym facet włączy drugi bieg. Bo póki co, wygląda to tak, jakby ktoś mu przywiązał ciężarki do kostek — ale historia nauczyła nas, że ten Grek potrafi zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 18.06.2026 14:09 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.