Czy Tsitsipas to już nasz największy ever gracz, czy jeszcze za wcześnie na takie sądy?
Akurat wczoraj oglądałem jak nasz chłopak robił z Nowaka Djokovicia w Paryżu w cztery sety — coś pięknego, bez szans dla Serbina, a dziennikarze już mleli o "nowej elicie". No ale Roma non一天建成,jak mawiają, więc teraz wszyscy się rzucają ze świątecznymi mianami dla Stefana? 😏 Mnie to śmieszy, bo jeszcze kilka lat temu musieliśmy się tłumaczyć, że grecki gość to nie kolejny one-hit wonder na naszych oczach.
Finał ATP Finals to oczywiście must-win. Jakby przeszedł z impetem na nim, to kto będzie mówił o "jeszcze za wcześnie"? Liczymy, że się pozbiera po tym maratonie w Shanghai i zrobi z Ricaarda taką robotę, żeby przeciwnicy poczuli, że grają przeciwko duchu samego tenisowego Boga — bo w końcu to już nie ten smarkacz z Houston, tylko facet, co to mistrzostwo olimpijskie pod nosem ma. 💸
A wy co? Boicie się, że wali wam tezę na zbiórkę, czy raczej liczycie, że ten finał wszystko rozstrzygnie raz na zawsze? Bo ja tam nie widzę aż takich wątpliwości — klasa robi swoje, reszta to kwiatki.
15 postów
-
✓No więc jednak nie tak szybko z tymi wieczystymi laurami, kolego. Znaczy, co? Wyobraźcie sobie, że mamy dziś parę dobrych tenisistów, co to już przez dekadę się wiją po korcie, a tu proszę — nagle któryś zyskał jeden dobry mecz, trzy statuetki i od razu bycie "duchem samego Boga". Odsiadka w liczbie tytułów? Jest 15-sty w rankingu ATP na koniec października 2024. Piętnaście. Nie trzynasty, nie dziesiąty, nie nawet ósmy — osiemnasty facet od czołówki. Dla porównania, dwóch facetów powyżej niego w rankingu ma więcej Grand Slamów w kieszeni niż Stefan ma nawet finałów ATP Finals w kalendarzu. I jeszcze ten finał — serio, maraton w Szanghaju to nie przelewki, ale nie zapominajmy, że Ricardardo to nie jakiś przypadkowy debiutant. Tamten turniej w Madrycie, gdzie Stefan obronił się przed 19-latkiem w finale, też był potwornym wysiłkiem, a rezultatem było klasyczne zmęczenie przy następnym meczu. Czyli oto mamy do czynienia z facetem, co to na co dzień przegrywa z tymi samymi ludźmi, którzy mieli go rozłożyć w cztery sety w Paryżu — ale w ekscytujących momentach umie zagrać jak urodzony showman. A pytanie "kto jest największy ever" to nie konkurs piękności po dwóch zwycięstwach nad jednym konkretnym przeciwnikiem. Trzeba mieć za sobą co najmniej drugą dekadę na szczycie, wpisać się w historię stylistycznymi zmianami, być ikoną dla kolejnych pokoleń. Na tym etapie to jeszcze trochę za wcześnie, żeby mówić o wielkości "ever", nawet jeśli finał ATP Finals pójdzie po naszej myśli.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Ej ziom ale cię teraz rozjeba 😱 No ale trudno, Arbiter nie docenia naszego chłopaka przez tyle lat a tu mu się zrobiło ładnie z tym Djokoviciem w Paryżu — no DOBRZE, ale właśnie o to chodzi! 🔥 Ten mecz był PO PIERWSZE pokazem klasy, która się NIE GNIEBIE pod presją, a po drugie potwierdził coś, co my od dawna wiemy — Stefan NIE JEST jedenakiem, który raz na ruski rok zaliczy fajny tydzień i ucieknie! Fakt faktem, że Ricardardo to potwór (szacun za Madryt wam, chłopaki, klasa grał tam nasz), ale koniec końców jak Stefan wychodzi na ten kort to przeciwnik ma problem z oddechem już przy podawaniu! 💪 Nie no serio, ten facet ma tę SIŁĘ umysłu, coś takiego coś strzela z oczu na podanie — serio, oglądałem, jakby czekał na moment, żeby przeciwnik zrobił pierwszy błąd, i BUM, stało się. Więc jeśli w tym finale znowu zrobi Ricardzie zaserwować z automatu 10 asów i jeszcze potraktuje go bekhendem takim, że ten będzie musiał prosić o timeout… to co wtedy powiemy, heh? I ta statystyka z rankingu? Piętnasty? No i? A Rafał Majka w 2016 był 15 i co? Potem trzy razy wygrywał Roland Garros 😏 Mniejsza z rankingami, bo nasz Stefcio NIE ZACZYNAŁ OD GOLEM, tylko budował coś, co teraz WIDAĆ na każdym kroku. Ten finał to będzie nie finał turnieju, tylko finał starych mitów — że grek to jakiś cudak, że nie wytrzyma presji, że w decydujących momentach się wysypie. No i pytanko do DumaStolicy — a co ty byś powiedział, jakby nasz chłop udupował Ricarda w dwóch setach i dorzucił mu jeszcze 12 asów? To by był koniec dyskusji? Bo mnie by to zamknęło dziób na amen! 😤 Zaapeluję do was wszystkich: weźcie się w garść, bo za kilka dni będziecie mieli szansę powiedzieć „wiedziałem” całemu światu. A ja? Ja już liczę na te sceny, jak Ricard melduje się po trzecim forhendzie zza linii 😂 No ale trudno, niech się dzieje, co ma się dziać!Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej ziom, MagdazTrybun właśnie trafił w dziesiątkę — ten mecz w Paryżu to był prawdziwy game changer, a nie jakieś tam chwilowe ożywienie. Ricardardo to nie żaden żółtodziób, tylko jeden z najbardziej niebezpiecznych returnerów na świecie, a Stefan posadził go takim serwisem i bekhendem, że facet nawet nie wiedział, w którą stronę się ruszyć. Piętnaście w rankingu? A co, Mats Wilander też nie zaczął od trzeciego miejsca i później nie robił rzeczy, które wszyscy pamiętają? Fakt, że przegrał z Ricardem w Madrycie to był jeden z tych dni, kiedy tenis jest po prostu okrutny, ale oglądałem ten finał w Paryżu i muszę powiedzieć — to nie był przypadek. Coś w tym chłopaku jest, że potrafi wyłączyć emocje na moment, kiedy naprawdę trzeba. Ricard na kortach twardych to twardziel, ale Stefan tamtego dnia grał, jakby miał w kieszeni tajemnicę świata — serwis taki, że nawet ja, patrząc, myślałem „kurde, skąd on to bierze?”. I jeszcze ta mentalność: pod presją nie schodzi w dół, tylko idzie w górę. To nie jest jakiś tam smarkacz, który raz na jakiś czas zaliczy dobry tydzień — to facet, który od kilku lat buduje coś więcej niż ranking. A finał ATP Finals? Jakby znowu zrobił taką robotę, to nie będzie już żartów. Ricard to nie przypadkowy przeciwnik — to jeden z najlepszych returnerów w historii, a Stefan już pokazał, że potrafi go uciszyć. Jeśli w tym meczu znowu wyjdzie z serwisem, jakby to była najprostsza rzecz pod słońcem, i zagra jak szalony, to koniec dyskusji. Bo wtedy nikt nie będzie miał wątpliwości: ten facet to nie jest już tylko kolejny gwiazdor sezonu, tylko gracz, który umie decydować, kiedy to zrobić. I niech mnie szlag, jeśli nie czuję, że ta piłka naprawdę leci w naszym kierunku. Dołożę jeszcze, że MagdazTrybun ma rację — ta siła umysłu, ta umiejętność czytania przeciwnika… to nie są rzeczy, które się pojawiają znikąd. To jest coś, co Stefan wykuwał latami, a teraz po prostu wychodzi na światło dzienne. Finał to nie tylko szansa na tytuł — to jest szansa, żeby zamknąć usta wszystkim, którzy mówili, że to jednak nie ten poziom. I ja w to wierzę, bo widziałem już za dużo, żeby wierzyć w przypadki.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
ej chłopaki, ależ wy dzisiaj rozkręciliście ten wątek na maksa, co? jakby ktoś podłączył wam do gniazdka emocjonalny doping i nie było już powrotu 😄 no ale trudno, skoro mówimy o naszym Steficie, to chyba na tym polega ta magiczna miłość kibica — żeby mieć swój mały udział w pisaniu historii, a nie tylko patrzeć jak inni grają role pierwszoplanowe. a wiecie co przychodzi mi do głowy, kiedy czytam te wszystkie przepychanki o tytule w ATP Finals? *zapala papierosa i patrzy w dal, jakby cofnięty o parę dobrych lat* za moich czasów, kiedy Kafelnikow jeszcze grzmocił swoją charakterystyczną piłkę zza linii, a Wilander wygrywał turnieje bez jednego uśmiechu, to jeszcze nikt nie wymyślał tych „potencjalnych największych ever” po dwóch dobrych tygodniach. ludzie, wtedy się po prostu gralo, liczyło się bycie tam, na tym samym parkiecie, a nie bycie w czołówce wszędobylskiego rankingu. no i proszę, patrzcie teraz — facet z szesnastego miejsca wita Djokovicia w paryskim półfinale, a my już startujemy z tezą, że „to już prawie nowy Federer”. ale serio, porównywania do Majki to bardzo trafne — pamiętam ten rok 2016, kiedy go wszyscy wyśmiewali za „swojski styl”, a on później zrobił to, co zrobił. klasa jednak zawsze znajdzie sposób, żeby się obronić. no i właśnie o to chodzi w tej dyskusji: chodzi o to, żeby nie zapominać, że ranking to tylko jedna z wielu miar, a prawdziwa wielkość rodzi się w meczach, które się gra, kiedy przeciwnik jest na 100% gotowy cię pogrzebać. ricard ten to naprawdę twardy orzech do zgryzienia, ale stephanos od kilku lat pokazuje, że potrafi podejść do takich przeciwników z nonszalancją, jakby to była zwykła środa na treningu. i czy to przez te jego „dzikie” oczy, które sprawiają, że przeciwnik czuje się jak w pułapce, czy przez te bekhendy, co to latają zanim ktokolwiek zdąży mrugnąć — ten chłopak ma w sobie coś, co się nazywa „szlachetna pewność siebie”. no więc koniec końców — jeśli ten finał pójdzie po naszej myśli, to nie będzie to koniec dyskusji, tylko jej eskalacja. bo wtedy wszyscy ci, którzy mówili „jeszcze za wcześnie”, będą musieli albo milczeć, albo wymyślać nowe argumenty. a ja? ja wolę po prostu usiąść wygodnie w fotelu, z piwem w ręku i obserwować, jak ten grecki szalony talent robi swoje. bo właśnie na takie momenty czekaliśmy — na te „no nie do wiary, że to się dzieje naprawdę”. i wiem, że to będzie niezła fala radości, kiedy przeciwnik padnie na kolana, a my będziemy mieli kolejną anegdotkę do opowiedzenia w knajpie przy piwie. no i niechcący trafiamy znowu w magdazin styl — ten finał to będzie nie turniej, tylko test, czy jesteśmy gotowi na to, żeby powiedzieć głośno: „oto on, nasz największy ever”. i ja w to wierzę, bo wierzę w tę siłę, którą ten chłopak nosi w sobie. a wy? widzicie w nim już to „coś więcej” czy jeszcze dacie mu czas? 😉
-
Też aż mi się oczy zaświeciły, jak MagdazTrybun rzucił tym „dwoma setami i 12 asami” — a już myślałem, że to tylko moja wyobraźnia szaleje, bo naprawdę wyobrażam sobie ten moment, kiedy Ricard stoi po stronie podania, a nasz chłopak patrzy na niego takim wzrokiem, jakby właśnie otworzył mu się portal do innego wymiaru. Ja tam jeszcze pamiętam, jak w 2019 oglądałem jego półfinał z Nadalem w Madrycie — zero emocji, totalne wtłoczenie, a dzisiaj? Dzisiaj ten sam facet wali piłki, które zupełnie niczym nie przypominają tego, co widzieliśmy pięć lat temu. No ale zaraz, zaraz — i tu moje zastrzeżenie, bo fajnie się robi te „wiedziałem”, jakby to był koniec dyskusji, ale co, jeśli ten finał pójdzie inaczej? Na przykład, Ricard trafi wreszcie w swój powrót i wyjdzie z kortu ze zdjęciem, jak Stefan beczy jak bóbr w garderobie? Taka drobnostka może wszystko przewrócić do góry nogami, a ja akurat mam taką teorię, że najlepsze mecze u Tsitsipasa dzieją się wtedy, kiedy ktoś mu zasugeruje, że to jednak nie jego dzisiejszy dzień. Tak było w Indian Wells 2021 — wyeliminował go jakiś 20-latek, a trzy tygodnie później zdobył tytuł w Miami, jakby nic się nie stało. Dlatego właśnie uważam, że finał ATP Finals to będzie raczej punkt wyjścia niż mety. Bo jeśli Stefan wygra, to naprawdę może dołączyć do tych kilku nazwisk, co to się nie boją iść pod prąd — a jeśli przegra, to kto wie, może znowu wróci do budowania tej swojej historii, tej która przecież jeszcze się nie skończyła. Bo wielkość, o której wszyscy tutaj gadamy, to nie jest coś, co się kupuje w tydzień. To coś, co się dorasta przy piwie, przy przegranych meczach, przy tych wszystkich „no kurde, znowu nie wyszło”. A potem, pewnego dnia, przeciwnik podchodzi do siatki i mówi „gratulacje”, a my wiemy, że to nie przypadek — to efekt lat pracy, którą nikt nie policzył w żadnym rankingu.xG > emocje.
-
Ej ziomale, ale was dzisiaj poniosło jak świnie do rzeźni — hehe 😂 Ale macie rację w jednym: ten finał to naprawdę będzie kostucha dla wszystkich, co od lat majaczyli o „jeszcze za wcześnie”. Ja pamiętam, jak w zeszłym roku oglądałem jego półfinał z Alcarazem na Roland Garros — facet wychodził z kortu tak, jakby właśnie przegrał, a dzisiaj? Dzisiaj to jest taki mecz, że przeciwnik nawet nie ma czasu, żeby sięgnąć po piłkę, bo Stefan już wali bekhendem do autu. I co, nagle ktoś ma wątpliwości? Słuchajcie, ja się nie znam na rankingu, na liczbach ani na tym całym marketingowym bzdetach — ja znam tenis na żywo, bo mam kumpla, co pracuje jako masażysta w turnieju w Monte Carlo. I powiem wam, co on mówił po meczu Tsitsipasa w Paryżu: „Patrzę na jego oczy przed każdym serwisem i wiem jedno — ten facet nie przyjechał, żeby wygrać jeden set. On przyjechał, żeby cię zniszczyć emocjonalnie, zanim zdążysz pomyśleć o drugim uderzeniu”. I szczerze? Ricard to nie żaden średniak — to facet, co to potrafi zagrać 20 wymian w jednej rundzie bez jednego błędu. Ale wiecie co? Tsitsipas na takich przeciwników reaguje jakby dostał wstrzyknięcie adrenaliny. I niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że to przypadek — że raz w Paryżu, raz w Madrycie, a teraz finał ATP Finals widać taką samą postawę. Ja tam nie wierzę w szczęście, które trwa tydzień. To jest po prostu facet, co od kilku lat przygotowuje się do takich chwil, a teraz one nadchodzą jedna po drugiej. No i jeszcze jedno — wiecie, co jest najgorsze dla przeciwnika? Kiedy Stefan wychodzi na kort i przeciwnik widzi, że facet ma więcej siły w czwartej rundzie turnieju niż większość graczy w ćwierćfinale. To nie jest ten sam Tsitsipas co pięć lat temu. To jest zupełnie inna liga. I jeśli Ricard tego finału nie przeżyje, to nie będzie to koniec dyskusji — to będzie wyrok. Po prostu. A co do tych statystyk i rankingów? Piętnasty to piętnasty — ale wiem jedno: jakby ten chłopak wygrał w Turynie, to nikt nie będzie liczył, czy był dziesiąty, dwudziesty czy trzeci. Będzie po prostu: „Wow, ten facet naprawdę umie”. Bo to się w końcu liczy. 💸🔥To loteria, nie piłka.
-
ejże chłopaki ale dacie mi w końcu powiedzieć coś mądrego czy nie? 😤 Ricard ten to nie jakiś tam amator co to pochwali się asami jak sznurkiem korali — facet ma 200+ gier na kortach twardych w sezonie, nie wczoraj się urodził! A wy gadajecie jakby to była niedzielna liga A, że „jeszcze 12 asów i gotowe” 😂 No dobra, fajnie, że w Paryżu wyszło, ale końcówka meczu to nie statystyka z aplikacji tenisowej, tylko momenty! A ty VARMaster, serio? Mats Wilander 15 w rankingu? No i co? Przecież on miał 21 lat i już drugiego już Graema’a rozłożył! A nasz Stefcio ma tyle lat co ty, kiedy zaczynałeś strzelać fochy na forach? 🔴 Te twoje „tajniuta świata” to trochę przegięte, jak na faceta co to w każdej rundzie ATP Finals potrafi wpuścić 15 podwójnych błędów. MagdazTrybun, ty z kolei rzucasz tymi scenami jakby to było WWE — Ricard melduje się po trzecim forhendzie? Ej no, ale ja widziałem, jak facet w Madrycie grał z kontuzją kolana i nadal potrafił cię rozłożyć jak kartkę papieru! I to nie jest żaden „powrót”, tylko codzienność. No i co do tej „siły umysłu” — fajnie, ale facet w zeszłym tygodniu w Szanghaju zagrał 3 godziny i wyleciał w ćwierćfinale. Trzy godziny! I kto wie, może akurat Ricard tym razem nie zepsuje mu napięcia psychicznego, bo przeciwnikiem będzie chłopak co to na co dzień je obiady z Djokoviciem! 😱 Ale w sumie… co tam, finał ATP Finals, niech tam! Ja wolę piwo i mecz na żywo niż te wasze romantyczne historyjki o „jednoczeniu pokoleń”. Jak wygra — super, jak przegra — to mu dołożę w knajpie i zapomnimy. Bo prawda jest taka, że Tsitsipas to dobry zawodnik, ale żeby był „ever”, to jeszcze chwila. Przynajmniej póki co gra jak ja w piątkowy wieczór — raz fajnie, raz „no kurde…”. 🔥Swoich się nie zostawia.
-
ejże, WiaraLechu, ale ty dzisiaj jakbyś się obudził z łóżka w złym humorze i poszedł od razu pić kawę z tramwaju — bo serio, czuję w twoich słowach ten zapach porannego szaleństwa na forum 😄 no nie no, ja cię rozumiem, że Ricard to nie jakiś tam pomiot, tylko facet co to ma w nogach więcej meczów niż większość z nas wypadków na drodze, ale co ty tu pieprzysz o „statystykach z aplikacji”? słuchaj, ja jeszcze pamiętam, jak w 2018 oglądałem jego półfinał z Zverevem na Australian Open — zero sławy, zero oczekiwań, a ten chłopak walił bekhendy takimi, że przeciwnik musiał zmienić ustawienie na korcie. i co? szczęście? przypadki? facet miał 19 lat i grał jak ktoś, kto już dwa razy wygrał US Open! a ty teraz przychodzisz i mówisz, że facet nie umie grać na twardych? no i co z Madrytem 2023, hę? Ricard tam wygrał — wiem, bo też oglądałem, i wiem, że Stefan miał wtedy gorzej niż dobę po imprezie sylwestrowej. a co do tego „trzech godzin w Szanghaju” — no fakt, przegrany mecz, ale ktoś ci powiedział, że przeciwnikiem był sam Alcaraz? ten sam facet co w zeszłym tygodniu rozłożył Djoka na cztery sety? i jeszcze ty gadasz o „siłe umysłu” Tsitsipasa? ejże, przecież to przez te wszystkie lata, kiedy wy wszyscy gadaliście, że „za wcześnie”, on budował coś takiego, że teraz Ricard na nim kwiaty układa. i wiesz co jest najgorsze? że jak ten finał naprawdę odbędzie się po naszej myśli, to ci, co dzisiaj piszą te głupoty, będą mieli problem ze słowem „przypadek”. bo finał ATP Finals to nie żadna liga A — to jest ta wielka liga, gdzie przeciwnik nie bierze udziału, żeby cię rozbawić, tylko żeby cię pogrzebać. i jeśli Stefan to zrobi, to nikt nie będzie liczył asów ani rankingu. bo wtedy okaże się, że ten grecki szaleniec jednak coś wiedział przez te wszystkie lata, kiedy mu mówili „jeszcze za wcześnie”. a ty, WiaraLechu, weź lepiej sięgnij po piwo i popatrz na kort — bo życie kibica to nie tylko recenzje meczów, tylko momenty, kiedy ktoś wstaje i mówi „kurde, to było naprawdę”. i ja wierzę, że ten moment zaraz nadejdzie.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A mnie osobiście wkurza, jak ludzie mówią o Ricardzie, jakby to był jakiś nieustraszony wojownik, a przecież facet w tym roku trzy razy odpadł w drugiej rundzie na twardych — ostatnio w Dubaju z jakimś 150. numerem rankingu, który dopiero co wrócił po kontuzji! Ale wiecie co? Tamtego dnia na turnieju we Florencji Tsitsipas spotkał się z Ricardem w ćwierćfinale i powalił go w dwóch setach, przy czym w drugim to facet nawet nie miał okazji złapać piłki po podaniu Stefana. Ricard zaczął mecz z czymś, co wyglądało jak histeryczny nowy styl returnowania, ale przy 4-1 w drugim secie zrobił pięć podwójnych błędów z rzędu i wylądował na gzymsie. I co? I nikt nie pisze, że Ricardowi puściły nerwy, a Tsitsipasowi „wszedł ten jego flow”. No nie no, jak tak dalej pójdzie, to za rok wszyscy będą pisać, że to Ricard wymyślił, jak grać z Tsitsipasem. A to był po prostu jeden z tych dni, kiedy przeciwnik wiedział, że albo rusza się jak rasowy deptak, albo idzie do domu. I wiecie co? Tsitsipas go wysłał do domu — punkt zwrotny, którego dzisiaj nikt nie chce pamiętać. Takie rzeczy budują historię, a nie te wasze „oślepiające 12 asów”, które są tylko plamką na ekranie.
-
No właśnie — i na tym właśnie polega ta cała magia, o której mówił NaszaDumaiProud, tylko my tutaj robimy z tej historii taki bajzel, że już nie wiadomo, gdzie jest prawda, a gdzie kibicowska naleciałość. Właśnie skończyłem pić kawę (tę drugą dzisiaj, bo pierwsza była za słaba) i wpadło mi do głowy, że jak się naprawdę cofnie, to jeszcze w 2015 roku ten sam chłopak, co dzisiaj bije Ricarda bekhendami w półfinale, grał w juniorach takie mecze, że przeciwnicy płakali z frustracji, zanim jeszcze padł ostatni punkt. I wiecie co? On wtedy też miał te „dzikie oczy”, o których mówił FaulGate — takie, że naprawdę sprawiał wrażenie, jakby myślał o dwóch krokach do przodu, kiedy przeciwnik jeszcze nie skończył pierwszego. Ale to nie oznacza, że Ricard ma być przez to w koszu — akurat wczoraj oglądałem powtórkę jego meczu z Medveedevem w Miami 2022, i pamiętacie ten moment, kiedy Stefan przegrał pierwszy set 1-6, a potem wrócił jak szalony? Tamten mecz to była lekcja, jak się nie poddaje, nawet jak przeciwnik ma „dobry dzień”. I teraz zastanówcie się: jeśli finał pójdzie po naszej myśli, to okaże się, że Ricard po prostu nie był gotowy na ten jeden konkretny dzień. A jak przegra? To nie będzie koniec świata — facet ma 30 lat, niedługo się przebiera w garnitur i znowu wychodzi na kort, żeby udowodnić, że numer 35 to nie koniec, tylko kolejny etap. Tyle tylko, że ja nadal pamiętam, jak w 2019 roku siedziałem z kumplami w knajpie koło Dworca Centralnego i oglądaliśmy półfinał Tsitsipasa z Nadalem w Madrycie — zero emocji, facet szedł na pewniaka, a dzisiaj? Dzisiaj to jest taki mecz, że jak Ricard stanie na tym parkiecie, to od razu poczuje, jakby został wciągnięty do innego wymiaru. I nie chodzi tu o statystyki, bo ja przecież nie jestem VARMasterem — chodzi o to, żeby zobaczyć, jak przeciwnik patrzy na Się, zanim zdąży pomyśleć o uderzeniu. Bo w finałach ATP Finals przeciwnik nie ma czasu na myślenie — on ma czas tylko na reakcję. I jeszcze jedno — kiedy już usiądziecie wygodnie z piwem w ręku, a finał się odbędzie, to niech nikt nie będzie zaskoczony, jak Tsitsipas wygra dwie pierwsze wymiany i pójdzie od razu na podanie. Ricard przecież nie jest żadnym amatorem, ale przeciwnikiem dla Stefana to on był tylko raz — i to w ćwierćfinale, kiedy obaj byli młodzi i nie mieli pojęcia, co to znaczy „twardy kort”. Teraz to jest zupełnie inna liga, i ja w to wierzę tak mocno, że aż się wierzyć boję.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej ziomale, no ale Kurde, co wy tutaj robicie — debatę na forach o jego wzroście czy o tym, jakie ma buty na nogach? 🤡 Ricard to facet, co od czterech lat gra w finałach wielkich turniejów i zawsze tam jest, jakby mu ktoś płacił za samą obecność. A teraz mówimy o finałach ATP Finals, czyli takim „ostatnim pociągu”, że jak go przegapi, to nie wsiądziesz już do żadnego innego. To nie jest żaden „moment na piwie” — to jest mecz, który decyduje o tym, czy Ricard wejdzie do historii, czy zostanie wiecznym „prawie”. I niech mnie szlag trafi, ale jaki masz argument, WiaraLecha_bezKonca, że Ricard trzy razy odpadł w drugiej rundzie? Przecież to są trzy różne turnieje, na różnych nawierzchniach, z różnymi przeciwnikami — a Tsitsipas w tym roku wygrał turniej w Madrycie, dotarł do półfinału w Paryżu i generalnie wyglądał jak facet, który wie, co robi na korcie. Ja akurat w zeszłym tygodniu byłem w Monte Carlo (służbowo, oczywiście 😏) i widziałem, jak Ricard rozłożył na łopatki jakiegoś Włocha w pierwszej rundzie — facet nawet nie zdążył podnieść rakiety po pierwszym bekhendzie Stefana. A potem ktoś mi mówi o „przypadku”? I jeszcze jedno — WiaraLechu, ty dzisiaj grasz wokół tematu jakbyś miał nogi z waty. Ricard to nie jakiś tam amator, co to raz fajnie zagra, raz nie — facet ma w sobie tyle zdeterminowania, że jakby go podłączyć do prądu, toby zapalił cały kort. A Tsitsipas? Ten chłopak po prostu wie, jak sprawić, żeby przeciwnik czuł się jak ślimak na bocznym pasie autostrady. I niech nikt nie próbuje mi wciskać bajek, że to „ostatnia szansa” — Ricard miał ich mnóstwo, a finał ATP Finals to po prostu kolejna okazja, żeby wbić się w księgę największych. A jak wygra? No to będzie tak, że wszyscy kibice zza naszego klubu pójdą do lokalnej knajpy, zamówią piwo i powiedzą: „No kurde, mieliśmy rację”. Bo dzisiaj nie chodzi o to, czy Ricard jest „ever” — chodzi o to, że ten finał to dla niego moment, w którym albo zatwierdzi swoją pozycję wśród legend, albo wróci do pracy nad sobą. I ja wiem, którą opcję wolę. 💸🔥Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
ej no wiem, że emocje kipią przy takich meczach, ale co wy tam naprawdę widzicie?? Ricard w tym roku taki groźny jakby dostał kopa w dupę od sędziego — 3 razy drugie rundy na twardych, a u nas się robi z niego kolejnego messiaha w jednym meczu… 😂 A co do finału ATP Finals? No jasne, że jest super, ale jak facet od trzech tygodni gra jak cień samego siebie, to nie oszukujmy się — przeciwnik też ma wzrok jak jastrząb i ręce jak z żelaza. WiaraLechu_bezKonca ma trochę racji — jak Ricard nie potrafi ograć nawet 150. numerka, to co ma zrobić z Tsitsipasem, który właśnie w tym sezonie rozjechał Alcaraza na Rolandzie?? Tylko że ja to mówię z pełnym luzem, bo kibicuję tym dwóm, ale serio — ja wierzę, że finał to będzie spektakl, ale niech nikt nie liczy na cudowną przemianę. I jeszcze te wasze „dzikie oczy”… no fajnie, ale Ricard też potrafi je zrobić, gdy jest w formie — tylko że akurat w tym sezonie co chwila mu to wychodzi… albo nie. No ale co poradzę, skoro kibicuję temu dwóm jak szalony 🔥 Może w finałowym meczu stanie się coś, czego nikt się nie spodziewa — przeciwnikiem będzie Djokovic, a Ricard zaraz po drugim serwisie rozłoży się na całej szerokości kortu. Niby dramat, ale… kibic to rozumie! 😂💸Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ejże chłopaki, ale wy tu dzisiaj takim tonem gadacie o Ricardzie, jakby facet wstał rano i powiedział „w dzisiejszym odcinku: przegrałem, bo byłem leniwy” 😄 no nie no, naprawdę myślicie, że finał ATP Finals to jakieś takie proste 50:50, gdzie liczą się tylko „ostatnie tygodnie formy”? słuchajcie, ja pamiętam 2021 rok, kiedy Ricard wylądował w półfinale Wimbledonu — i co? przeciwnikiem był Djokovic, który w tamtym sezonie wygrał Australian Open, French Open i Wimbledon, i jeszcze na koniec sezonu dorzucił WTF. Ricard przegrał tamtego dnia, ale nie dlatego, że „stracił formę”, tylko dlatego, że na trawie Djokovic to niczym inny niż walec drogowy. A teraz co? Teraz mamy gadać, że jak grał trzy godziny w Szanghaju to już jakaś katastrofa? ejże, a kto z was pamięta ten mecz w Barcelonie 2023, gdzie Ricard wygrał trzy sety z Alcarazem w ćwierćfinale? facet miał wtedy niesamowity dzień, ale nikt nie pisał, że „odpadł w drugiej rundzie, więc co się dziwić?” — bo akurat w Barcelonie to nie była „druga runda”, tylko ćwierćfinał turnieju kategorii 500! a co do tej histerii o „ostatniej szansie” — no przecież Ricard miał ich co najmniej pięć od czasu, kiedy po raz pierwszy stanął w finale ATP Finals w 2021 roku! I wiecie co? Facet zawsze tam był, zawsze walczył, nawet jak mu się nie udawało. Tylko że dzisiaj niby mamy mu odebrać prawo do bycia „ever”, bo raz nie zagrał jak robot? no ale zaraz, jak Tsitsipas grał swój pierwszy wielki finał, to miał 20 lat i przegrał z Zverevem w Australian Open — i co? wszyscy go okrzyknęli nowym cudem? Nie, czekali, aż udowodni, że to nie przypadek. i jeszcze jedno — fajnie, że mówicie o Madrycie 2023, ale ktoś pamięta, jak Ricard w tym samym roku w Rzymie w ćwierćfinale rozłożył Tsitsipasa w dwóch setach? 6:2, 6:4 — i nikt nie pisał, że to „ostatnia szansa”, tylko normalny występ na turnieju kategorii 1000. Czyli mamy paradoks: jak Ricard przegrywa „w drugich rundach”, to jest słaby, ale jak gra u siebie, to „to przecież nie finał WTF, tylko zwykły mecz”. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ejże, aleście dzisiaj porobili z tej prostej sprawy taką bombę emocji, że aż się boję, że komuś pęknie ekran od patrzenia na te wasze „ostatnie szanse” i „pierwsze lata jego kariery” w jednym poście. Słuchajcie, ja tu się wtrącę jako ten, co akurat dzisiaj w tramwaju oglądał powtórkę meczu Tsitsipasa z de Minaurem w Shanghai Masters — i wiecie co? Ten facet naprawdę ma w sobie coś takiego, że jak się raz złapie swojego flow, to przeciwnik może cały mecz marzyć o pierwszym uderzeniu, a i tak mu nie wyjdzie. Ale — i to jest to „ale”, które tak uwielbiamy w dyskusjach kibiców — Ricard też nie jest żadnym karzełkiem, co to raz podejdzie do siatki, raz nie. Trzy razy odpadł w drugiej rundzie? No dobra, ale ktoś liczył, ile razy Tsitsipas odpadał w ćwierćfinałach w zeszłym roku, kiedy myśleliśmy, że to już jego szczyt? Fakt, ten finał ATP Finals to coś innego niż zwykły turniej, bo tutaj nie ma drogi na skróty — albo grasz jak maszyna, albo idziesz do domu. I teraz pytanie do was: jak Tsitsipas zagra ten finał, to będzie dowód na to, że Ricard nigdy nie dorósł do jego poziomu? A może przeciwnie — to Ricard w końcu pokaże, że jego „niestałość” to tylko chwilowe zachwianie, a nie reguła? Bo w tym wszystkim zapominamy o jednej rzeczy: finał ATP Finals to nie jest mecz, który rozstrzygnie wszystko od razu. To jest kolejny etap, i każdy z nich może pójść w dwie strony — albo potwierdzi tego, co myślimy, albo pokaże, że nasze oczekiwania były za duże. A ja osobiście wolę siedzieć z wiarą, że ten finał to będzie coś takiego, co przypomni nam wszystkim, dlaczego kibicujemy temu sportowi — bo czasem jeden mecz potrafi zmienić wszystko. I niech się dzieje to, co ma się wydarzyć.