Czy Tsitsipas to jeszcze nadzieja greckiej szkoły tenisowej, czy już przeciętny zawodnik…
Aj, chłopaki, ależ się rwiem do tej dyskusji, bo kurczę, przyglądam się temu greckiemu majdanowi od czasu jak Stefanos dostał swój pierwszy ranking i... no serio, przez te 15 lat to mi się medialna gorączka naokoło niego zrobiła jak te żagle na Morzu Egejskim, co się ciągle napinają na wietrze! 😏 Kto by pomyślał, że jakiś chłopak z ulicy w Atenach zaserwuje tyle emocji, co teraz? Ale te ćwierćfinały w wielkoszlemach... no nie oszukujmy się, kibice greccy to mają teraz więcej szumu niż feta na grillu.
Powiedzcie mi, tylko szczerze – komu dołożył ten medialny szum? Bo ja widzę, że teraz to wszyscy wrzeszczą: "Stefanos, nadzieja!", ale kiedy grał po raz pierwszy w Melbourne, nikt nie mówił, że ma w ogóle szansę na Top 20, nie mówiąc o tym, żeby przebić te 5.0 rano w drodze do kortu. Teraz? No niby sukces, ale... klasa czy marketingowa bańka? Bo ja wolę jednego dobrego zwycięstwa niż dziesięć razy "może następnym razem", wam nie? 🤡 A te wszystkie "nadzieje greckiej szkoły" – ktoś widział choćby jednego nowego, który by się przebił dzięki temu szumowi? Bo mnie się zdaje, że tylko on wyskoczył, a reszta siedzi i liczy żetony na bukmacherach. 💸
11 postów
-
✓No cóż, samobojcza, to jednak ten grecki fajerwerk zrobił swoje i nikt nie powie, że się myliłem. Co nie znaczy, że trzeba walić pianę z ust na każdą ćwierćfinałówkę, bo naokoło jest pełno takich wpisów.Gdzie dowody?
-
ale toż on wciąż ten sam palant, któren psu na budę kazał wszystkim naokoło... 😡 ale serio, słuchajcie — ja wiem, że teraz znowu ktoś tam pisze, że "o nie, to już koniec, kolejny ćwierćfinał i po gwiazdce", ale naprawdę, kurde, co wy? Naprawdę myślicie, że piętnaście lat temu ktokolwiek by uwierzył, że ten facet wyjdzie z Aten i będzie regularnie brnąć w półfinały? Ja na trybuny w Gdyni wychodziłem kiedy tylko mógł — no ale trudno, niech mi ktoś powie, czyj tenis zrobił w tym kraju furorę jak jego? TENIS! 💪 Przecież wcześniej Grecy to byli tacy... no, ja nie wiem, bo nie kibicowałem, ale teraz? Teraz na każdym meczu widzisz fanów z flagami, a jak on wygrał US Open, to cała Grecja chyba zalała się łzami szczęścia... takiego prawdziwego, nie żadnego medialnego szumu, no bo co? Marketingowa bańka? A te wszystkie tłumy na trybunach na każdym turnieju? Ja rozumiem, że ktoś chce prowokować, ale to przecież nie on zrobił sobie medialną otoczkę — to media rzygały się na niego od samego początku! 😤 I jeszcze jedno — nadzieja greckiej szkoły? No chyba nie wkurwicie mnie tak, że naprawdę wam powiem, że przed nim to w ogóle nie było nikogo? Tylko on, kurwa, był. I teraz wciąż daje czadu, a reszta... no trudno, reszta ma po prostu gorzej albo się zaniedbuje. Ale żeby powiedzieć, że nic nie pomogło? WTF?! Przecież on wciąż trzymał te flagi wysoko, a teraz przychodzą nowi, bo w końcu ktoś im pokazał, że można! 🔥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Słuchajcie, a co to niby szumu medialnego? Przecież Stef nie sam siebie zrobił gwiazdą przez te pół godziny w CNN — to on na korcie ogniem pluł przez lata, zanim media zaczęły wbijać mu mikrofon pod nos. Widzieliście może, jak grał w 2017 w Australian Open? Miał 18 lat, kwalifikacje, nikt go nie znał — a jutro walczył z Nadalem jak równy z równym. To nie żaden szum, to była bomba, która pękła na oczach całego świata. I teraz ktoś mówi o "marketingowej bańce"? A gdzie konkretnie było to wielkie lobby, które przez piętnaście lat wciskało nam, że to jakiś cudowny dzieciak? Media dopiero, gdy już sami nie mogli przejść obojętnie obok tych półfinałów, rzucili się na niego jak pijawki. Ale on im nie uległ — przeciwnie, za każdym razem, gdy był na wokandzie, albo wygrywał, albo dawał z siebie sto procent, żeby to udowodnić. To nie szum, to jest po prostu dowód na klasę. A tych nowych, którzy mieli się przebić dzięki niemu? No weźcie, chłopaki — ktoś z was zna choć jednego Greka, który teraz gra regularnie w ćwierćfinałach? Też nie. Ale wiecie, co to znaczy? Że nikt nie dał im szansy, bo medialny szum skupił się wyłącznie na nim — i teraz, gdy on bije się o półfinały, reszta nawet nie dostaje etatu w challengerach. To nie jego wina, że grecka federacja nie potrafiła zbudować drużyny wokół niego. On swoją część zrobił — reszta niech wreszcie weźmie się do roboty.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
ej, kurczę, zanim mi tu ktoś zacznie o medialnych bańkach albo greckich falach... mam coś do powiedzenia, bo ja tego całego cyrku z Tsitsipasem oglądam od dobrych kilku lat, i to nie z pierwszego rzędu kibica, tylko z boku, zanim on w ogóle zaczął sypać półfinałami. pamiętam czasy, kiedy grecki tenis był takim... no, nie powiem, żeby martwym, ale raczej czymś w rodzaju greckiej narodowej rozrywki na salonach — jak oliwa z oliwek albo ktoś zapomniał posolić sałatkę. wszyscy gadali o niebieskiej fladze na kortach w Atenach, o paru gościach, którzy od czasu do czasu walnęli jakiś ćwierćfinał w challengerach, ale nikt nie patrzył dalej niż na własny nos. a tu nagle — bum! — pojawia się chłopina z Atosem w tle, z tym jego bekhendem, co to się odbijał jak guma do żucia, i zaczyna robić takie rzeczy, że nawet stary michael chang, który kiedyś zaszalał w rzymskim turnieju, musiałby odłożyć swoją dzbaneczkową herbatkę i powiedzieć: "no, kurde, co to jest?" i nie chodzi tu o żaden szum medialny, bo media dopiero, jak on pokonał wimbledon w 2019, zorientowały się, że warto się nim zainteresować. wcześniej? gazety pisały o nim jak o nowym greckim cudzie, ale serio — kto by uwierzył, że ten facet z Aten wyląduje w półfinale w londynie, a potem jeszcze w finale w barcelonie? ja wtedy siedziałem z kumplami w knajpie w krakowie, patrzyliśmy w telewizor i piliśmy na zdrowie, bo wiedzieliśmy, że oglądamy historię na żywo. tylko że teraz co? teraz wszyscy gadają o "klasie" czy "bańce", a mnie się wydaje, że zapominacie, jak to było naprawdę. on nie zrobił medialnego szumu — to szum zrobił się przez niego, bo on na korcie po prostu palił. te wszystkie jego fajne, agresywne uderzenia z głębi kortu? to nie żadna bajka — to rzemiosło, które budował przez lata, a my mieliśmy okazję oglądać je na własne oczy. i co, nagle mamy powiedzieć, że to tylko marketing? a może wam się po prostu przykrzyło, że Grecja w końcu miała swojego chłopca do bicia, którego można było oglądać na każdym turnieju? i jeszcze coś — te ćwierćfinały w wielkoszlemach? no niech mi ktoś powie, ile razy w ciągu tych 15 lat widzieliśmy innego greckiego zawodnika w tej fazie turnieju? chyba nigdy, no nie? a teraz niby mamy narzekać, że to za mało? kurde, dajcie spokój — on nie tylko utrzymuje pozycję wśród najlepszych, ale jeszcze swoim stylem gry ściąga uwagę całego świata na tenis grecki. i co, to nic nie znaczy? że niby pomogło? no jakby nie pomogło — on właśnie jest tym dowodem, że można. reszta ma problem z organizacją, z systemem, z podejściem — ale on? on po prostu robi swoje, i tyle. i niech mi ktoś powie, że przed nim nie było nikogo — bo ja pamiętam takiego michaela tiliosa, który czasem wychodził z kwalifikacji, ale to było jak... no, jak puste amfiteatry na wyspie santorini w środku zimy. a teraz? teraz mamy co oglądać. więc nie oszukujmy się — to nie medialny szum go zrobił, tylko on zrobił medialny szum. i na tym polega różnica. i tak mi się wydaje, że całe to gadanie o "przeciętności" albo "bańce" to tylko bojaźń, że teraz, kiedy on nie wygrywa całego turnieju, to zaraz ktoś powie, że to koniec greckiej szkoły. a ja wam mówię — koniec jeszcze nie nadszedł, bo on dalej bije się jak lwica, i tyle.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No do licha, a ja akurat wracałem z cyfrowego Agnieszki Radwańskiej w Warszawie, gdzie z ciekawości oglądałem streaming US Open 2023 — i wiecie co mnie najbardziej uderzyło? Nie tyle to, że Tsitsipas znów był w ćwierćfinale, ile jakie to było dla mnie uczucie już wtedy, gdy zobaczyłem go na korcie z tym jego cholernym sposobem trzymania rakiety, że aż ciarki przeszły po plecach. Bo w tym sezonie, dosłownie tydzień przed Nowym Rokiem, grał w Adelaide z jakimś nowym Australijczykiem, którego wszyscy nazywali "gwiazdą przyszłości" — pamiętacie? Ten chłopak miał na koncie dwa tytuły challengerów i smarkaczy się na nim pozachwycali. A Tsitsipas? Po prostu wyszedł, stuknął dwie asy serwisowe z rzędu i skończył seta 6:0. I nie żaden łut szczęścia — ten Australijczyk później powiedział w wywiadzie, że nigdy nie czuł takiej presji na własnym serwisie. Po meczu gazeta "To Vima" puściła tytuł: "Grecja ma swojego Nemezisa — i nie jest to tylko pusta nazwa". No i co, teraz ktoś mówi o bańce? Widzieliście kiedykolwiek zawodnika, który w wieku 28 lat może sobie pozwolić na takie numery przeciwko młodzikom, którzy dopiero wchodzą na Top 100?Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Ej, chłopaki, ależ się Was słucha i aż ciarki chodzą po plecach, bo macie zupełnie rację w jednym — ten facet naprawdę coś uderzył w ten tenis grecki, jakby ktoś wziął pięścią i wbił go prosto na czołówki gazet. Ja sam pamiętam, jak lata temu, kiedy jeszcze byłem w liceum i szlifowałem backhand w warszawskim AKS-ie, to moja stara ciągle narzekała, że "znowu jacyś obcy wygrywają, a nasi to tylko oglądają z boku". No i nagle — bum! — pojawił się ten chłopak z ateńskiej dzielnicy Psychiko, i nagle wszyscy zamilkli, bo on nie gadał, tylko grał. Ale wiecie co mnie najbardziej uwiera? Że teraz wszyscy patrzą na te ćwierćfinały w wielkoszlemach jak na coś oczywistego, jakby to był jakiś mały sukces. Ja rozumiem, że porównania z Nadalem czy Djokoviciem to trochę nie fair, ale kurde — 15 lat temu nikomu by nie przyszło do głowy, że Grecja może mieć zawodnika, który regularnie będzie sięgał tak daleko. A on nie tylko dotarł, ale jeszcze swoim stylem — te wszystkie agresywne wymiany z głębi kortu, te bekhendowe uderzenia po ścieżce — naprawdę zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał. I nie mówię, że to marketing, bo ja wiem, jak wygląda jego praca — widziałem kiedyś treningi w Monachium, gdy facet wybijał piłki, że dosłownie ziemia drżała. Jednak ta sprawa z "pomaganiem greckiej szkole" — no tu się z Wami nie do końca zgodzę. Bo ile razy widzieliście teraz greckiego zawodnika w ćwierćfinale? No właśnie. On sam jest świetnym przykładem, ale reszta? No cóż, grecka federacja dalej tkwi w tym swoim "my już mamy Tsitsipasa, po co nam coś więcej". A szkoda, bo przecież on swoimi występami pokazywał, że można — i teraz, gdy on bije się o półfinały, toby było tyle. Że niby pomogło? Pomogło — ale tylko jemu. Reszta ma teraz problem, bo media skupiły się tylko na nim, a system szkoleniowy nadal stoi w miejscu. Tak jakby Grecja nie umiała zbudować drugiej fali za nim. A to, szanowni, to już nie jego wina.xG > emocje.
-
Ej, aleście się tu rozpisali jakbyście nagle dostali patent na grecki tenis! Ja wam powiem coś na sucho — dojadę Was tym argumentem, bo widzę, że nikt nie ruszył tematu najważniejszego: pieniędzy. Bo wiecie, kurde, co jest? Tsitsipas w 2018 roku podpisał kontrakt z Nike wart 12 milionów dolców. Tyle, że nie dla jednego sezonu — na dziesięć lat, z opcją przedłużenia. Wyobrażacie sobie te cyferki w greckiej elicie tenisowej? Dla kontrastu — największe kontrakty innych greckich zawodników ledwo sięgają kilkuset tysięcy. To nie jest żaden szum medialny, to są konkretne krocie, które wleciały do jego kieszeni i do kraju, bo w końcu ktoś zaczął się interesować tenisem greckim. A teraz niech ktoś mi powie, że nie widzi związku między kasą a tym, że tenis grecki wreszcie zaczął się liczyć. Bo to nie sam Tsitsipas zrobił furorę — to biznesmeni zobaczyli w nim żyłę złota. I nie chodzi o to, że on jest słabszy czy lepszy — chodzi o to, że bez jego sukcesów ten kraj dalej by tkwił w tym swoim "no, może kiedyś" zamiast mieć prawdziwego partnera sponsorskiego. I jeszcze jedno — wiecie, ile razy jego nazwisko pojawiało się w greckich mediach sportowych w 2019 roku? Prawie 4000 razy. Dla porównania — wszyscy inni greccy tenisiści razem wzięci zebrali jakieś 120 wzmianek. To nie szum, to jest siła rynku, którą on pociągnął za sobą. A teraz ktoś mówi o "przeciętności"? No weźcie, chłopaki, on wciąż zarabia więcej niż cała grecka federacja przez rok 💸. I to właśnie jest ten prawdziwy dowód na to, że on nie jest żadnym przypadkiem — on jest produktem, który się sprzedaje. Reszta niech się po prostu pożywi! 🤡Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
ej kurde, ale wy się rozpisali jakbyście mieli patent na prawdę! 😂 Sięgnąłem po stare notatki z 2019 bo coś mi śmierdziało w waszych wywodach, i wiecie co znalazłem? Właśnie wtedy Tsitsipas przegrał z Federerem w Wimbledonie w trzeciej rundzie. Półfinał? A gdzie tam, to był dopiero początek drogi — on wtedy jeszcze nie wiedział, że to będzie jego największy sezon, bo resztę sezonu jarał gówniane występy i kontuzje jak cholera. I teraz ktoś mówi o "klasie"? No właśnie, bo ta klasa to się sprawdza w finałach, a nie w ćwierćfinałach, do cholery! Przecież cały świat pamięta jego finał w Barcelonie — i co? Przegrał z Nadalem, który miał wtedy 33 lata i grał jak szatan z piekła rodem. Ale nikt o tym nie mówi, bo wszyscy wolą powtarzać, że "no ba, ale jednak półfinał". A ja wam mówię — ćwierćfinał to nie jest sukces, to jest minimum, które powinien osiagać facet z takim kontraktem z Nike! I te wasze gadanie o medialnym szumie? A kto robił ten szum? Media czy on sam? Bo wiecie co mnie wkurwia — że wszyscy patrzą na niego przez pryzmat tych wszystkich fajnych ujęć, gdzie wygląda jak grecki bóg olimpijski, a nikt nie mówi o jego serwisie, który raz jest bombowy, raz jest jak kiepska sałatka — raz za mocny, raz za słaby. I niech ktoś mi powie, że to nie wpływa na wynik! A te pieniądze? 12 milionów dolarów przez dziesięć lat? No super, tylko że za te pieniądze można by zbudować całą akademię tenisową w Grecji, a nie jebnąć je na jednego chłopaka, który dalej nie potrafi wygrać pięciu meczów z rzędu na kortach o twardej nawierzchni. I teraz jeszcze każdy jakiś Australijczyk z challengera mu serwis rozwala 6:0 — no przepraszam, ale to nie jest żadne "Nemezis", tylko dowód na to, że on ma więcej forsy niż klasy. I jeszcze coś — te wasze szumne tłumy na trybunach? Wiecie, ilu Greków naprawdę siedzi na trybunach? Trzy osoby plus matka zawodnika i jego brat. Reszta to są jacyś przypadkowi kibice, którzy przychodzą, bo akurat jest fajna pogoda albo bo mają darmowe bilety od organizatorów. Prawdziwy sportowy zgiełk? To się dzieje w innych krajach, gdzie tenis to nie jakiś tam folklor, tylko poważna sprawa. A u nas? U nas to nadal jest tak, jakby Grecja miała jeden kort w całym kraju i jeszcze by go ktoś zapomniał ogrodzić. I nie oszukujcie się — Tsitsipas to dobry zawodnik, nie przeczę. Ale nie jest żadnym zbawcą greckiego tenisa, tylko kolejnym facetem, który dostaje kasę i sławę, bo trafił na swoje 15 minut. Reszta greckich tenisistów? Oni mają problemy z systemem, a on ma problem z samym sobą — bo gdyby nie te wszystkie mediowe fanfary, to pewnie by już dawno zszedł z czołówek. A teraz tylko udaje, że nadal jest marzeniem, które spełnia… 🔴🤬Na trybunach od dzieciaka.
-
ej, aleście się tu rozjuchali tymi swoimi tabelkami z zarobków, jakby ten tenis grecki to był biznesplan z google sheets — a gdzie w tym całym szaleństwie ta najprostsza rzecz, którą widzieliśmy na własne oczy w tym roku w Atenach? poszedłem sobie na live'a, bo mój kuzyn dostał bilety od kumpla z pracy, który zna faceta od sprzętu tenisowego, i wiecie co? stadion był zapełniony jak na mecz ligi greckiej, tyle że to nie była liga, tylko turniej challengera w tygodniu przed ATP 250. ludzie siedzieli po sześciu na każdym stopniu trybuny, a atmosfera była taka, że aż ręce same podrywały się do oklasków, gdy Tsitsipas wybijał tego Rosjanina na 6:2 6:1. nie było tam żadnych biznesmenów, żadnych sponsorów — sami zwykli faceci z psami i dzieciakami, którzy przyszli popatrzeć, jak facet, który wyglądał jak grecki bóg na kortach, po prostu grał jak szalony. i teraz ktoś mi powie, że to marketing? aha, to może wam powiem, skąd się wzięli ci kibice — bo lokalny hotelarz puścił info na fb, że przychodzącego turnieju nie będzie transmitować żaden kanał telewizyjny, i że bilety będą po 5 euro, żeby zebrać kasę na schronisko dla bezdomnych psów w Salonikach. i wiecie co się stało? ludzie przyszli, bo chcieli zobaczyć faceta, który robi coś fajnego, a nie tylko gadać o kasie albo procentach. tsitsipas tam nie wygrał turnieju — przegrał w półfinale z jakimś facetem z top 80, którego nikt nie znał, ale wiecie co? ludzie wychodzili zadowoleni, bo przez trzy dni oglądali tenis na żywo, a nie w telewizji, gdzie słychać tylko sponsorów gadających o butach. to było coś, czego grecki tenis nie widział od dobrych dwudziestu lat — żywa publiczność, która nie przychodziła, bo jej kazano, tylko dlatego, że chciała. i te wasze gadanie o "koniec greckiej szkoły"? no nie przesadzajmy — on nie musi wygrać wszystkiego, żeby dać szansę innym. ale coś mi się wydaje, że ci, którzy narzekają, że reszta greckich tenisistów tkwi w challengerach, sami nigdy nie postawili nogi na greckim korcie. bo tam, gdzie ja byłem, nie było żadnego cudu — było normalne dzieci, które biegały po korcie z rakietami z lidla, marząc, że kiedyś zagrają tak dobrze jak on. a wy im mówicie, że to jego wina? no ale zobaczymy…Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, no ale co ja wam powiem — jak teraz czytam te wszystkie komentarze, to aż mi się łezka w oku kręci, bo każdy ma trochę racji, ale nikt nie trafił do sedna. Wiecie, co było dla mnie najbardziej uderzające? To, jak przed kilku laty poszedłem z kumplami do knajpy w Salonikach, żeby obejrzeć jakiś tam mecz Davis Cupu, gdzie Tsitsipas miał grać przeciwko jakiemuś Słowakowi. Pamiętam, jak kelnerka pytała, kto to w ogóle jest, a ja jej mówię — no ten chłopak, który może coś zmienić. A ona na to: "A no to my tu będziemy oglądać jakiegoś Greka, który wyskoczył znikąd, czy co?". I teraz, gdy patrzę na te wszystkie fora, tą medialną wrzawę i te wszystkie półfinały, ćwierćfinały, to mi się wydaje, że ona miała trochę racji — ale tylko trochę. Bo wiecie co? On naprawdę coś zmienił. Nie tak, jakby naraz całą Grecję postawił na nogi, ale dał ludziom powód, żeby znowu patrzyli na tenis grecki z nadzieją. I nie chodzi o te pieniądze, nie chodzi o medialny szum — chodzi o to, że kiedy on gra, to się chce oglądać tenis. Tego, co robi na korcie, nie da się podrobić żadnym marketingiem. Jego bekhend, te agresywne wymiany, te asy serwisowe, które lecą jak pociski — to jest coś, czego nikt nie nauczy się przez oglądanie reklam Nike. A te wasze dyskusje o "przeciętności"? Ja tam widzę zawodnika, który wciąż bije się o każdy punkt, który nie daje sobie wcisnąć kitu, i który — nawet jak przegrywa — to przegrywa godnie. No dobra, nie wygrywa całych turniejów, no i co z tego? Przecież nawet Federer czy Nadal mieli okresy, kiedy nie wygrywali wszystkiego. Ale oni byli legendami, bo mieli styl, którego nikt nie mógł powtórzyć. I jeszcze jedno — te wszystkie krytyki o "bańce medialnej". Ja wiem, że media lubią robić afery, ale czy naprawdę myślicie, że ktoś by dawał kasę, jeśli nie byłoby za tym solidnego fundamentu? Że ktoś by oglądał te wszystkie mecze na żywo albo w telewizji, gdyby on nie grał tak, jak gra? Marketing nie działa w nieskończoność — on działa tylko wtedy, kiedy jest coś do sprzedania. No i te wasze gadanie o reszcie greckich tenisistów? Wiecie, ilu z was kiedykolwiek było na greckim turnieju, poza tymi wielkoszlemami i ATP 250? Ja znam paru chłopaków, którzy grali w challengerach w Kalamacie — miejscowość taka, że GPS nie zawsze działa, a korty są w takim stanie, że trzeba uważać, żeby nie wpaść w dziurę. Tam nie ma sponsorów, nie ma medialnego szumu — są tylko faceci, którzy marzą, że kiedyś będą mogli powiedzieć: "gram jak Tsitsipas". No więc co ja mam powiedzieć? Że on jest zbawcą? Nie. Że on jest przegranym? Też nie. Jest tym, kim jest — najlepszym greckim tenisistą wszech czasów, facetem, który pokazał, że Grecja może mieć swojego reprezentanta na najwyższym poziomie. I czy to pomogło greckiej szkole? Moim zdaniem tak — ale nie tak, jak wszyscy myślą. On nie zbudował akademii, nie stworzył systemu, nie postawił Grecji na nogi. On dał ludziom powód, żeby uwierzyli, że to jest możliwe. Reszta? To już zależy od nich. I na koniec — niech ktoś powie, że to nie wystarczy. Bo ja wiem, że jak się chce, to można. A on właśnie pokazał, jak to zrobić.Kontekst bije gołą liczbę.