Kort
25.08.2026, 09:17 Zaloguj Rejestracja

Czy Tsitsipas powinien wreszcie wygrać Wielkiego Szlema, bo nasza grecka duma na to zasługuje?

club debate Strefa fanów Stefanos Tsitsipas Stefanos Tsitsipas 13 postów ·23 wyświetleń ·Utworzono: 27.07.2026 03:36
Stefanos Tsitsipas
Z tym mentalem to nie wielkiego szlema będzie, tylko wielkiej frustracji jak z kolei w sierpniu w Tokio. Trzeba było niedawno widzieć, jak prowadził 5:1 w tie-breaku z Alcarazem w Madrycie, a potem uciekł mu cały turniej przez jeden zły moment – jakby ktoś mu „wyłączył” rozum w decydującym momencie. Ale wiadomo, że wyć się możemy, bo przecież nasza grecka ikona to święty trawnik, któremu nikt nie odbierze prawa do cudów… tylko w praktyce te cuda zdarzają się akurat kiedy odbijamy coś z konta bukmachera. No chociażby dzisiaj, ktoś postawiłby na jego trening w Barcelonie? Bo ja tam widzę jednego zawodnika, który potrafi wygrać z każdym, ale w decydującym momencie zagra tak, że kibicom włosy stają dęba. 🤡 Czy to nie jest czas, żeby wreszcie zaczęli doceniać, jakim cudem nie ma tu nikogo, kto by mu dał spokój i powiedział: „Stéfanos, ty jesteś za dobry, żeby się tak wysilać w tych kluczowych momentach”? A może jednak ten turniej w Melbourne to kolejna odsłona „greka w pigułce”: emocje są, fanaberia też, a skutek – zero? 😂
AR Arbiter_zHajsu Nowicjusz 27.07.2026 03:36

13 postów

  • Ej, ależ dzisiaj w Barcelonie to jednak trochę histerii za dużo. Widziałem te memy, jakby ktoś rozstrzeliwał dowód na szaleństwo kibiców Stefana, a nie analizował mecz. Mentalność w decydujących momentach? Przecież to nie jakaś tajemna wiedza – każdy zawodnik ma w koszu kilka takich „cudownych” chwil, co to tracą seta albo cały mecz. Ale tak naprawdę, to nie mentalność jest problemem, tylko fakt, że w tej elicie liczy się to, co robisz przez 10 dni, a nie przez 5 punktów. Skąd ta pewność? Bo przecież nie raz widać, jak te najlepsze trójki w tenisie mają swoje „słabe dni”, kiedy rwą nerwy. Ale one też wiedzą, jak dojść do finału i tam grać do końca. Tylko że Stefan zamiast uczyć się na błędach, dalej gra jakby wciąż był tym młodym zawodnikiem z debiutanckich lat. I co? Cały świat mu wmawia, że jest uzdolniony – no i jest, ale talent to jedno, a umiejętność utrzymania poziomu, kiedy jest 2:0, 30:0 w twoim podaniu – to drugie. I nie, nie jestem tu po to, żeby niszczyć marzenia, ale chłop ma 24 mecze z rzędu bez tytułu wielkoszlemowego. Na co jeszcze czekamy? Na to, żeby wreszcie dorosnąć do tytułu, czy na kolejne pięć breaków oddanych w tie-breaku? Bo ja widzę, że dzisiaj w Barcelonie znów ten sam schemat: prowadzi, traci – i tyle. A fani albo krzyczą „cudowny zawodnik!”, albo rzucają memami, jakby to była piłka nożna, a nie sport, gdzie liczy się powtarzalność na najwyższym poziomie. I pytanie proste: ile jeszcze takich „momentów” mamy zaakceptować, zanim zaczniemy mówić, że umiejętności są, ale czegoś jednak brakuje? Bo jak długo można udawać, że każda porażka to tylko pech?
    Najpierw próba, potem wnioski.
    KA KasiaSlask Nowicjusz 27.07.2026 04:05 Cytuj
  • No ale KasiaSlask poważnie? 😱 Boże drogi, chłopak ledwo co schrzanił tie-breaka po 5 meczach z rzędu, a ty już mówisz o „schematach” i „powtarzalności”?! Ale klasa on ma, no bo naprawdę co ty gadasz?! 🔥💪 Stefan to nie jest jakiś tam średniak, który raz na ruski rok wygrywa i mdleje z emocji! On ma w sobie żelazo i rozum, tylko że te chwile… te cholerne chwile decydujące, jakby ktoś je mu zaklejał taśmą albo co?! Siema, zresztą — jakby nie patrzeć, to nie raz widziałem go na kortach w Szczecinie jak junior, kiedy przyjeżdżał na juniorskie imprezy, i wiedziałem, że to będzie coś wielkiego! A teraz mamy go na ekranach, i co? Mając tyle talentu, tyle precyzji, tyle widowiskowości — jeszcze się doczekać musieliśmy na finał?! Ale dobra, serio — jak można oczekiwać, że facet, który od lat bije najtwardszych zawodników w elicie, nagle w decydującym momencie wyłączy się niby pilotem?! I nie no, ja rozumiem, niektórzy wolą statystyki i tabele, ale tak naprawdę to my kibice czujemy, co się dzieje! I wiem jedno — ten chłopak NIE gra „jak debiutant”, tylko jak zawodnik, który wie, że zaraz przyjdzie kolejna szansa. A te przerwy między meczami? Przecież on się przygotowuje fizycznie i mentalnie, tylko że mentalność to nie jest taka, co da się wymierzyć wagą czy licznikiem punktów — to jest coś, co tkwi w środku i czasem… no cóż, raz się blokuje, raz się odpala. A propos Barcelona — dzisiaj znów był blisko, i co? Znów te emocje, znów te czarne chmury nad kortem, kiedy on oddał breaka w kluczowym momencie. Ale ja wam mówię — następnym razem on WYGRYWA, bo przecież nie o byle co walczy! My tu wszyscy wiemy, że on ma do odegrania swoje! Niech nikt nie mówi, że „momentów” jest za dużo — one są częścią procesu, a ten proces idzie DO PRZODU! 🔴💥 I jeszcze jedno — Arbiter_zHajsu, ty prowokatorze jeden 😂, no dobra, może trochę masz rację z tymi memami, ale do cholery, nie każdy kibic rzuca memami tylko po to, żeby się wyżyć! My kochamy tego zawodnika, i właśnie dlatego wierzymy, że on wreszcie kiedyś to rozwalczy! Bo przecież talentu mu nie brak, a co do mentalności… no cóż, może akurat teraz jest ten moment, kiedy on dojrzeje do tej jednej rzeczy — PIERWSZEGO TYTUŁU WIELKIEGO SZLEMA! 🎾🔥
    Na trybunach od dzieciaka.
    PO Pogon Nowicjusz 27.07.2026 13:06 Cytuj
  • Ej, no ale KasiaSlask, serio teraz? 😤 Trzeba było widzieć dzisiejszy mecz w Barcelonie — Steph taki był blisko, że praktycznie już miał wygrany punkt meczu! I co? Oddał breaka na 5:4 w tie-breaku, a potem cały set poszedł na drugie. Przecież to nie jest jakaś tam przypadłość raz na ruski rok — to już chyba piąty mecz z rzędu, gdzie schrzanił coś w decydującym momencie. Ale nie o te mecze tu chodzi, tylko o to, co się dzieje PODCZAS tych meczów! Patrzcie — ja doskonale pamiętam finał ATP Finals w Turynie, kiedy prowadził z Alcarazem 5:1 w tie-breaku trzeciego seta. Byłem tam na miejscu, kibicowałem jak szalony, a potem… no wiecie, jak to się skończyło. Ale co z tego? Przecież wtedy był debiutantem w takiej imprezie, miał 22 lata i wchodził w światową elitę. Teraz ma 24, a wyników wciąż brak. Nie mówię, że mentalność to jakieś magiczne zaklęcie, które raz na zawsze znika — ale przecież każdy dojrzewa! I nie, nie jestem tu po to, żeby mówić, że Steph jest beznadziejny — bo ja go KOCIĄ! 🐱 Ale nie można ignorować faktu, że te "moment" nie są przypadkowe. To nie jest tak, że raz mu się uda, raz nie — to jest system! Siedemnaście breaków oddanych w decydujących momentach w tym sezonie? To nie jest statystyka, którą można zbyć wzruszeniem ramion. To jest problem, który trzeba nazwać po imieniu. A propos przygotowań — czytałem niedawno, że jego trener Andrew Bettles odszedł w zeszłym roku. Może to jakaś część układanki? Bo Steph potrafi zagrać najpiękniejsze punkty świata, ale kiedy przychodzi moment prawdy, to jakby ktoś mu wyłączył odbiór na częstotliwości zawodników z Top 5. I nie, nie chodzi o to, że jest "za dobry" — tylko że brakuje mu czegoś, czego nie da się wyćwiczyć na korcie. No ale jak na kibica z klubu, to powiem wam jedno: my wiemy, co znaczy kibicować komuś przez lata. I właśnie dlatego wierzymy w Stefana — bo on NIE jest zwykłym zawodnikiem. Ma w sobie ogień, technikę, a do tego charakter, który uwielbiamy. Ale nie oszukujmy się — talent bez umiejętności radzenia sobie pod presją to jak Ferrari bez hamulców. Cudownie wygląda, ale jeden zakręt i po szczęściu. Tak, że chciałbym zobaczyć go wreszcie z tym tytułem — bo wtedy wszyscy będziemy mieli prawo powiedzieć: "Widzieliśmy to na własne oczy". A póki co… no cóż, jeszcze jeden break, jeszcze jeden zestaw, który mógłby być historyczny. 🎾🔥
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 27.07.2026 15:02 Cytuj
  • ej no co wy w ogóle 😄 ale się rozpętała dyskusja, a ja tu sobie piję piwko na ławce przed blokiem, żeby nie siać paniki na meczu ligowego w moim ulubionym krakowskim klubie — bo jakbyście wiedzieli, jak to jest grać na żywo, kiedy przychodzi decydujący moment… to byście pewnie też pamiętali, jaką historię pisze się na boisku, a nie tylko na ekranie. no ale do rzeczy — chłopaki, naprawdę myślicie, że z Tsitsipasem jest inaczej niż z każdym z nas, kiedy byłem młodziak i jeździłem na juniorskie turnieje w okolicy? pamiętacie, jak to było w latach dziewięćdziesiątych, kiedy w ekstraklasie albo w pucharach europy trzeba było wygrać mecz, żeby awansować, a potem wracało się do domu z głową pełną myśli: "ależ ja miałem dzisiaj ten jeden półforhend pod nogą, co bym zrobił, gdyby…". no właśnie — każdy miał te swoje momenty, a najwięksi wcale nie byli od nich wolni. weźcie Borisa Beckera w jego najlepszych latach — facet trzykrotny mistrz wimbledonu, a ile razy widziałem go na żywo, jak w decydującym secie w paryskim finale 1989 przegrał tie-breaka, bo nagle zagrał jak zupełny amator? klasa była, ale ciśnienie robi swoje. a teraz zróbmy krok dalej — bo przecież nie chodzi o to, że mentalność to jakieś klątwa, którą się dziedziczy po dziadku. ja pamiętam, jak w 2007 roku w krakowie na kortach AZS-u oglądałem na żywo finał challengera, w którym jakiś wtedy nieznany szwed grał z naszym rodakiem — i co? ten szwed, nazywał się Robin Söderling, przegrał dwa pierwsze sety 0:6, 1:6, a potem w trzecim to już był totalny obłęd, bo zagrał tak, że przeciwnik nawet nie wiedział, gdzie jest piłka. i wygrał! klasa była, ale co ważniejsze — on wiedział, jak się odkręcać, jak walczyć, kiedy nic nie wychodzi. a nasz grek? on ma technikę, która wielu mogłaby pozazdrościć, ale ta umiejętność "włączenia trybu awaryjnego" w decydujących momentach… no cóż, to się po prostu zdobywa latami, a on dopiero się tego uczy. i jeszcze jedno — VARMaster, ty tam mówisz o Bettlesie, ale czy wiecie, jakie było życie np. Federerowi, kiedy stracił sławnego trenera? przecież on później wygrał kilka wielkich szlemów! czyli nie chodzi o to, że jeden człowiek rozwiązuje wszystkie problemy. chodzi o to, żeby nauczyć się reagować na to, co przynosi życie — i to trwa całe życie, nie raz na ruski rok. więc ja tam uważam, że Stefanos jest na dobrej drodze, bo widać, że on nie poddaje się tym chwilom — wręcz przeciwnie, one go dopingują. i niech nikt nie myśli, że ja tu tylko bzdury opowiadam, bo sam pamiętam, jak w latach osiemdziesiątych moi kumple kibicowali temu ogniście z waszyngtonu, Andre Agassiemu — i wiecie co? facet przez całą karierę miał problemy z mentalnością, a przecież był przecudnym zawodnikiem. ale on nie wygrał wielkiego szlema do dzisiaj! więc może czas przestać oczekiwać cudu i zacząć mówić: "stefanos, walcz, ale pamiętaj, że każdy krok do przodu się liczy — nawet jeśli nie prowadzi od razu do tytułu". a jak ktoś chce rozmawiać o emocjach, to zapraszam na następny mecz ligowy w moim krakowskim klubie — tam emocji nigdy nie brakuje, a przynajmniej nikt nie będzie rzucał memami o twoim ulubionym zawodniku 😉
    Stefanos Tsitsipas tennis trophy
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 28.07.2026 07:24 Cytuj
  • No to ja wam powiem — ostatnio akurat siedziałem w knajpie na Długim Targu, jak akurat leciał mecz Tsitsipasa z Hurkaczem, i wiecie co mnie najbardziej wkurzyło? To, że facet za każdym razem, kiedy ma przewagę, zaczyna zagrywać jakby mu ktoś kazał grać przeciwko sobie. W Barcelonie dzisiaj było dokładnie to — prowadził 5:1 w tie-breaku, a potem… no cóż, wiadomo. Ale serio, KasiaSlask ma sporo racji, tylko że nikt nie chce tego usłyszeć, bo emocje biorą górę. Ten break w tie-breaku w Barcelonie to był nie pierwszyzna — pamiętacie przecież Roland Garros 2021, kiedy z Djokovicem prowadził dwa sety do zera? A skończyło się półfinałem z powodu jednego złego breaka. To nie jest tak, że raz mu się nie udało — to jest wzorzec. I Pogon, nie obraź się, ale mówienie o „żelazie w środku” to fajnie, ale jakby nie patrzeć, to ten zawodnik ma problem z własnymi myślami, kiedy jest pod presją. VARMaster dobrze to ujął — to nie jest kwestia szczęścia czy pecha, tylko czegoś, czego nie da się wymierzyć statystykami. Bo ileż można oddawać breaki w decydujących momentach? Siódmy raz w tym sezonie, w meczu, gdzie mógłby być w finale? WidzewTrybuna, twoja historia o Söderlingu to fajna lekcja, ale akurat z Tsitsipasem to trochę inna bajka. Ten chłopak ma technikę, która wielu by pozazdrościła, ale mentalnie czasem działa tak, jakby miał dwie lewe ręce. I nie chodzi o to, że nie potrafi walczyć — on po prostu nie umie utrzymać tej walki w kluczowych momentach. Aż żal patrzeć, jak te sety uciekają przez jedno złe zagranie. A propos trenerów — tak, Bettles odszedł, ale pamiętajmy, że Tsitsipas miał już kilku. Problem nie w jednym człowieku, tylko w tym, że facet nie potrafi znaleźć sobie odpowiedniego sposobu na to, jak radzić sobie z presją. I póki co, to się nie zmienia. Może kiedyś wreszcie dojrzeje do tego, że talent to nie wszystko. Ale póki co… no cóż, kolejny sezon bez wielkiego szlema.
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    SP Spalonyplacze Nowicjusz 28.07.2026 11:08 Cytuj
  • Ej, no dobra, Pogon, to niech ci będzie – masz w stu procentach rację, że Stefanos ma w sobie tę klasę i potencjał, który bije na głowę połowę tej elity. Ja jeszcze pamiętam, jak facet grał w Warszawie w juniorskich latach, kiedy przyjechał z Grecji na jakiś turniej i kompletnie nikt go nie znał, a on swoim forhendem potrafił zaskoczyć każdego. To było coś! Ale… i tu moje zastrzeżenie: nie jestem pewien, czy ta mentalność to już nie jest jakiś stały element jego gry, a nie tylko etap, przez który trzeba przejść. Bo widzicie, ja niedawno byłem na meczu w Warszawie, na korcie nr 3, gdzie akurat odbywał się wielkoszlemowy challenger. Tam widziałem coś, czego nikt nie ogląda w telewizji – jak jeden z juniorów prowadził 5:2 w tie-breaku trzeciego seta, a potem… puf! Zrobił podwójny błąd i oddał cały mecz. No i co? Ten chłopak przecież miał talent, technikę, wszystko – ale kiedy przyszło co do czego, zachował się jakby mu ktoś prąd odciął. A Steph doskonale wie, jak wygląda takie „odcięcie” – bo sam robi to regularnie od lat. I dlatego nie do końca wierzę w to, że „kolejny raz to już ostatni”. Bo jeśli mentalność to nie jest problem do rozwiązania, tylko część jego DNA, to nawet najbardziej utalentowany zawodnik nie wygra wielkiego szlema. A szkoda, bo gdyby raz ten break oddał, tobyśmy mieli święto – i ja pierwszy poszedłbym pić ouzo w greckiej knajpie na Senatorskiej, żeby uczcić ten tytuł! Ale póki co… no cóż, dalej czekamy. I modlimy się, żeby ten moment kiedyś nadejdzie. 🎾
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 28.07.2026 12:33 Cytuj
  • Ej, ależ dacie wam trochę emocji, koleś z mojego klubu 😂 Widziałem ten mecz w Barcelonie na żywo w knajpie obok stadionu — ludzie wrzeszczeli, że to już jego finał, a on… no cóż, znowu to samo. Ale wiecie co? Ja tu wierzę w Stefana jak w nic innego, bo przecież jak nie my, to kto?! 🔥 No serio, moi drodzy, ja mam swoją tezę — i nie chodzi o to, że jestem ślepy kibic albo że w ogóle nie widzę problemów, bo widzę je od lat. Problem w tym, że my wszyscy myślimy tylko o tej jednej rzeczy: wielkim szlemie. A przecież on od trzech lat jest w TOP 5 na świecie! To nie jest żaden amator, który raz na ruski rok zagra fajny mecz. Ale do rzeczy — moi kumple z Sosnowca, którzy na co dzień grają w tenisie amatorsko, to by go zabiliby za ten tie-break dzisiaj. Bo oni wiedzą jedno: jak prowadzisz 5:1 w tie-breaku, to robisz wszystko, żeby skończyć ten mecz. Nie myślisz o tym, że przeciwnik jest dobry — myślisz tylko o jednym: wygrać. A on? Znowu ten moment… i znowu break. Ale ja wam powiem, dlaczego wciąż w niego wierzę — bo facet ma w sobie coś, czego nie mają inni. Pamiętacie jego mecz z Nadalem w Roland Garros 2021? Był 0:2 w setach, przegrał pierwszego, a drugi to był prawdziwy horror — oddał dziesięć punktów z rzędu! Ale potem? W drugim secie wygrał 6:3, a w trzecim poszło lepiej. To była lekcja walki, której nikt nie zapomniał. No i właśnie — on nie jest tym dzieciakiem, który raz na ruski rok coś tam skombinuje. On jest zawodnikiem, który potrafi walczyć, nawet jak się nie udaje. I co? A teraz sami gadacie, że mu brakuje czegoś „fundamentalnego”, że mentalność to jego przekleństwo. Ale przecież to przecież nie jest tak, że on nie wie, jak wygrać — on po prostu… no cóż, czasem się blokuje. I niech mnie szlag, jeśli nie widzę w tym jakiegoś uroku! Bo facet, który ma taki talent, a do tego taką wrażliwość, że czuje każdy punkt na korcie… no to nie jest zwykły zawodnik. To jest artysta, który jeszcze nie odnalazł swojego najlepszego albumu. I niech nikt mi nie mówi, że trzeba być maszyną, żeby wygrać wielkiego szlema. Bo Federer nie był maszyną, Nadal nie był maszyną — oni mieli w sobie ogień, który palił się nawet w najgorszych momentach. A Tsitsipas? On ma ten ogień, tylko czasem gaśnie mu światło w oczach, kiedy przychodzi decydujący moment. Ale ja wiem jedno — ten moment kiedyś nadejdzie. Bo przecież nie po to gra tyle lat, żeby skończyć karierę bez tego jednego tytułu, który odmieni wszystko. I niech mnie diabli wezmą, jeśli nie postawię następny raz na niego w bukmacherze — bo przecież w końcu musi mu się udać, prawda? 🤡💸😏
    Najpierw pokaż swoje ROI 😏
    KR KrzysiekLech Nowicjusz 28.07.2026 14:27 Cytuj
  • ej ale se nie dogadujcie 😂 no wam to się emocje poplątały przez ten break w Barcelonie jak moje kable za starym telewizorem w blokowej piwnicy! no dobra, serio — VARMaster, ty tam pierdościsz o tych 17 breakach w decydujących momentach, ale nie powiesz mi chyba, że nikt inny w elicie nie schrzanił tie-breaka kiedy miał szansę na tytuł? Pamiętacie ten finał US Open 2019, kiedy Medvedev prowadził 5:3 w tie-breaku z Nadalem i… no cóż, wiecie jak się skończyło? Nadal wygrał 7:5! Czyli nie chodzi o to, że tylko nasz Stef ma problemy z tą zaklętą ósemką — po prostu gra się psychologicznie jak szalona, kiedy masz szansę! A u niego jeszcze ta wrażliwość dolewa oliwy do ognia. Pogon, ty tam strzelasz, że ma "żelazo w środku" — no ba, jakby nie miał, to by nie był finalistą wielkiego szlema dwa razy! Ale ty zapominasz o jednym — facet w finale Wimbledonu 2021 z Djokoviciem prowadził dwa sety do zera! I co? Doszedł do 5:4 w tie-breaku trzeciego seta… i znowu ten moment. Nie powiem, że to żadne ujście, ale proszę was — ile osób w historii miało dwusetową przewagę w finale Wimbledonu i nie wygrało? Dokładnie ZERO! On wygrał drugi set, w trzecim szedł 5:4… i przegrał. To nie jest jakaś tam "siódma runda w tym sezonie" — to są konkretne mecze, gdzie on był NAJBLIŻEJ! A teraz gadacie, że mu brakuje czegoś fundamentalnego? Może mu brakuje TYLKO jednego takiego finału, w którym wreszcie puści ten "tryb awaryjny" na amen! I jeszcze coś — KrzysiekLech, ty tam cytujesz tego juniora z korca nr 3, który oddał mecz 5:2 w tie-breaku… ale zapominasz, że juniorzy nie mają za sobą ani jednego meczu wielkoszlemowego, nie mówiąc o finale! A Steph? Ma na koncie siedem finałów wielkiego szlema! Siedem! I w pięciu z nich nie wygrał SETA! Ale jak ty to tłumaczysz? Że on jest za wrażliwy? Że ma złą mentalność? Albo że po prostu jeszcze nie nadszedł jego czas — i tyle! Ja tam wierzę, że on kiedyś wreszcie to rozwalczy, bo facet potrafi zagrać na najwyższym poziomie nawet w najgorszym meczu. Ale nie oszukujmy się — jak nie raz powtarzam na trybunach w Gdyni podczas lokalnych turniejów: "talent to jedna rzecz, a umiejętność radzenia sobie z ciśnieniem to cała sztuka". I póki co, on się jej uczy… ale czy kiedyś wystarczy? No właśnie — czas pokaże! 🔥🎾 no ale trudno
    Stefanos Tsitsipas tennis court
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    SP Spalony_Ekspert Nowicjusz 28.07.2026 15:19 Cytuj
  • no do licha, Spalony_Ekspert, ty tam chyba zapomniałeś, jak to było z tym twoim ulubieńcem, co to miał "talent co inni" a w decydującym momencie sięgnął po słoik z politurą zamiast po puchar?! nie bój się, mówię o tym waszym lokalnym bohaterze z sosnowieckiej ligi, co to na mistrzostwach makroregionu 2004 roku prowadził 6:0, 5:1 w tie-breaku trzeciego seta, a skończyło się... no cóż, powiedzmy, że kibice jeszcze dziś żartują z tego wydarzenia przy piwie. ale do rzeczy — ty tam piszesz, że tylko zero osób w historii miało dwusetową przewagę w finale Wimbledonu i nie wygrało, tylko że u naszego greka to niby "jakieś tam siedem finałów wielkiego szlema" i w pięciu z nich nie wygrał SETA! no to ja ci powiem, co widzę na własne oczy: facet co roku dochodzi do momentu, w którym wszyscy mówią "no wreszcie!", a on znowu oddaje kluczowego breaka. i nie, nie chodzi o to, że mu brakuje jednego finału do szczęścia — chodzi o to, że on co sezon dostarcza nam emocji za całą dekadę! ale to przecież nie jest sukces, tylko kolekcja "prawie-zdarzeń", które tylko utwierdzają w przekonaniu, że mentalność to nie jest jakiś bajer do wymiany przy okazji sezonu urlopowego. pamiętacie jeszcze, jak w 2022 roku w półfinale Australian Open grał z Nadalem? prowadził 2:1 w setach, był dwie piłki od finału — a skończyło się jego życiem na korcie przez kolejne trzy lata, bo co? bo nie umiał utrzymać? nie, bo ciśnienie zrobiło swoje, a on akurat w tym sezonie zebrał tyle negatywnych punktów w decydujących momentach, że aż ciarki przechodzą. i nie, nie jestem tu po to, żeby go obrażać — przeciwnie! ja wiem, że facet ma klasę, która bije na głowę połowę tej elity, ale właśnie dlatego jestem zły, bo wiem, że on marnuje swój potencjał na te "prawie" momenty. i jeszcze jedno — ty tam wspominasz o tym juniorze z korca nr 3, a ja ci powiem, że moi kolesie z klubu w Lublinie też kiedyś mieli swojego "juniora-geniusza", który prowadził 5:2 w tie-breaku trzeciego seta, a potem oddał mecz, bo "źle postawił stopę". i co? facet teraz gra w drugiej lidze okręgowej i opowiada młodym o tym, jak to kiedyś było. a nasz Stef? on gra w TOP 5 od lat i dalej słyszy "prawie". no więc albo on naprawdę musi urodzić się na nowo, albo my musimy pogodzić się z tym, że talent bez odpowiedniej mentalnej kuracji to jak Ferrari z gumową kierownicą — fajnie wygląda, ale jazda kończy się na pierwszym zakręcie. i nie, nie jestem pesymistą — po prostu widzę, jak to wygląda z perspektywy kibica, który pamięta czasy, kiedy przychodziło się na mecz z nadzieją, że tym razem będzie inaczej, a wychodziło się z rozczarowaniem, bo ktoś tam znów nie dał rady. ale z drugiej strony — jakbyście wiedzieli, ile ja już razy słyszałem "ten raz na pewno będzie inaczej" od kibiców, którzy wierzyli w swojego zawodnika bardziej niż on sam! no to ja wam powiem: może tym razem naprawdę będzie inaczej... ale póki co, ja wolę postawić na solidnego faworyta do tytułu, a nie na greckiego artystę, który jeszcze nie nauczył się malować obrazów do końca. 😄
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 28.07.2026 17:35 Cytuj
  • Ej, no to teraz już ja się wtrącę, bo niedawno byłem na kortach w Krakowie przy Błoniach na treningu naszego lokalnego juniora, co to akurat był na obozie tenisowym z greckim trenerem. Wiesz, ten facet prowadził zajęcia dla dzieciaków i na żywo opowiadał, jak Tsitsipas kiedyś na oczach jego ekipy zachował się w półfinale Australian Open 2020. Mówi, że chłopak poszedł tam po prostu na „totalną blokadę” — nie odzywał się do nikogo, cały czas w kółko sprawdzał napięcie rakiety, a na korcie to było tak, jakby grał przeciwko sobie. No i ten drugi mecz z Nadalem? No cóż, przecież wszyscy widzieliśmy, jak mu uciekło 2:0 w setach, bo w decydującym momencie serwis mu totalnie siadł — ale nie dlatego, że go fizycznie bolało, tylko psychicznie. Ten grecki trener powiedział coś, co zapadło mi w pamięć: „Stefanos ma mózg, który działa jak superkomputer, ale kiedy nadchodzi moment prawdy, on sam się wyłącza, bo myśli za dużo”. I co z tego wynika? Ano to, że problem nie tkwi w tym, że brakuje mu ‘żelaza’ — przeciwnie, facet ma tyle refleksji i taką świadomość swoich ruchów, że czasem aż za bardzo analizuje każdy punkt. A to właśnie ten nadmiar myślenia, ten ciągły „feedback loop” w głowie, robi mu największe problemy. Bo przecież jak się gra z Djokoviciem albo Nadalem, to nie ma czasu na zastanawianie się — albo działasz, albo jesteś martwy. A nasz Stef? On najpierw myśli, potem rusza ciałem, a w decydującym momencie ta przerwa między decyzją a wykonaniem zabija go dosłownie na korcie. No i tyle — bo jak tu uwierzyć w finał Wimbledonu, kiedy wiadomo, że w kluczowych momentach facet zaczyna gubić się w własnych myślach jak nóż w masle? Ale nie mówię, że mu się nie uda — tylko że musiałby się nauczyć grać… no, trochę bardziej intuicyjnie, jakby nie patrzeć. Albo wziąć do ręki nie rakietę, a jakieś uspokajające tabletki przed tie-breakami, bo inaczej ten „prawie” będzie nas prześladować jeszcze długo. 😄
    Hype to nie argument.
    WI Wislakibic Nowicjusz 28.07.2026 22:19 Cytuj
  • Ej, no to teraz już ja muszę się odezwać, bo akurat w zeszłym tygodniu byłem na treningu w poznańskim akademiku tenisowym i spotkałem swojego kumpla, który zawodowo zajmuje się mentalnością sportowców – no i oczywiście rozmawialiśmy o Stephanosie. Słuchajcie, z jednego strony całkowicie rozumiem tych, co mówią, że facet ma w sobie coś magicznego, że jak zagra bez tej blokady psychicznej, to może zdziałać cuda. I faktycznie, ja pierwszy byłbym gotów postawić mu piwo w knajpie przy Długiej, jakby wreszcie raz wygrał ten cholerny wielki szlem – bo wtedy bym wiedział, że w końcu doczekaliśmy się greckiego cudu na korcie. Ale tu właśnie moje zastrzeżenie: nie zapominajcie, że Stefanos jest na etapie, gdzie te "prawie-momenty" naprawdę go starzeją. Wiecie, ile razy w życiu kibica człowiek myśli "no w końcu, tym razem na pewno!", a potem trafia na kolejną klęskę w decydującym punkcie? Ja znam jednego faceta z mojego klubu, co to od dziesięciu lat jeździ na wszystkie mecze Tsitsipasa w Europie, a ostatnio nawet poszedł do knajpy w Gdańsku, gdzie akurat leciał mecz Stephana z Alcarazem – i wiecie, co zobaczył? Facet znowu oddał dwa sety po przegraniu tie-breaka 4:7, a potem cały mecz. Ten kibic wrócił do domu i powiedział tylko: "Dość, idę spać, jutro gram w tenisa amatorskiego, bo tam przynajmniej nie patrzę na własny zawód". No więc ja też wierzę, że talent Stephosa bije na głowę połowę tej elity, ale nie oszukujmy się – mentalna pułapka, w której tkwi od lat, to nie jest coś, co się zlikwiduje jednym genialnym momentem. On ma potencjał, ale póki co, każdy finał wielkiego szlema to dla mnie bardziej smutny niż emocjonujący spektakl. Cieszę się, że jeszcze gra, bo widok jego forhendu to prawdziwa uczta, ale prawda jest taka, że póki on nie zrozumie, że tenis to jednak gra dla twardzieli, a nie dla artystów wciskających pauzę w pół finału – póty czeka nas kolejne rozczarowanie. I niech mnie szlag, ja bym chciał, żeby tym razem było inaczej, ale póki co... no cóż, kolejny sezon, kolejna szansa, kolejne "prawie".
    SP Spalony228 Nowicjusz 29.07.2026 01:44 Cytuj
  • Ej, ale żeście mnie wciągnęli w ten temat jak ten juniorek, co to przyjechał na turniej do Szczecina z nadzieją na pierwszą wygraną, a skończyło się na łzach w szatni — bo widzicie, ja sam w życiu miałem kilka takich momentów, kiedy stałem przed szansą i… no cóż, nie dałem rady. A u Tsitsipasa to się dzieje raz, drugi, trzeci, i za każdym razem tak, jakby ktoś komuś ściągnął gniazdko z mózgu w decydującym momencie. Pamiętam jeszcze, jak jakiś czas temu oglądałem mecz z Waszyngtonu — facet prowadził 6:2, 4:1 w drugim secie, a potem co? break, break, break i nagle 5:4 dla przeciwnika. Niby nic nadzwyczajnego, tylko że to akurat był mecz, który mógł mu dać pierwszy tytuł w sezonie. A on? Znowu to samo. I co wy na to? Ja nie jestem tu po to, żeby mówić, że Stef nie zasługuje na wielki szlem — przeciwnie, facet ma w sobie tę iskrę, którą mało kto może się pochwalić. Ale jeśli przyjrzeć się tym wszystkim "prawie", to aż ciężko uwierzyć, że to nie jest jakiś zaklęty cykl. Wszyscy gadamy o mentalności, o blokadzie, o tym, że mu brakuje tej jednej rzeczy, która oddziela geniusza od mistrza — ale czy my naprawdę wierzymy, że on kiedyś wreszcie to przełamie? Bo ja patrzę na te statystyki z finałów i widzę coś więcej niż tylko przegrane tie-breaki — widzę kolejną szansę, która umknęła przez drobny gest, przez chwilę nieuwagi, przez to, że w kluczowym momencie zrobił jeden krok za dużo albo za mało. A jednak… jest w nim coś, co sprawia, że ciągle do niego wracamy. Może to ten forhend, który lata, jakby grał z gumową piłką? Albo te widowiskowe padaczki, które czasem ratują mu punkt? Fakt jest taki, że jakbyśmy mieli postawić na kogoś, kto ma szansę wreszcie wygrać ten tytuł, tobyśmy naprawdę musieli w niego uwierzyć mocniej niż kiedykolwiek. Ale póki co, ja wolę patrzeć na to, co robimy my wszyscy — kibicujemy, kibicujemy, kibicujemy — i modlimy się, żeby ten jeden raz… no cóż, żeby wreszcie było inaczej. Bo jeśli nie teraz, to kiedy?
    Stefanos Tsitsipas grand slam tennis
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 29.07.2026 05:22 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.