Czy Tsitsipas kiedykolwiek zdradził kolor morza Egejskiego, sprzedając duszę ATP?
Chłopaki, no nie uwierzycie, jak niedawno dochrapałem się wyłącznie mniejszych punktów na ten fajny wątek o chłopaku z Siatki... W sumie to nic nowego, bo Tsitsipas to przecież taki typ co na pytanie o pogodę w Larnace stwierdza "może jutro zaplanować herbatę z cytryną", zamiast pogadać o treningu 😂
Ale serio — te 2023 w Indiach to był jakiś totalny numer, nie? Facet na 100% kibicował kawie zamiast backhandom, a my się gapimy na rankingi. Jakie tam kolory Morza Egejskiego — on by rozpoznał je ślepy po smaku frappuccina! A tu jeszcze ci bukmacherzy z rzucającymi zakładami, że "dziś zagra agresywnie" zamiast "zagrywa podwójny backhand przy trzecim drinku". 🤡
No dobra, serio — albo ATP zapomniało mu dać lusterko i powiedzieć "spójrz na siebie", albo my tu liczymy uderzenia, a on liże kostki cukru z widelca. A Wy co, ciągle wierzycie w te jego "epickie zwroty w piątym secie" jak w wiosenny hazard? 💸
14 postów
-
✓Aż strach pomyśleć, jakbyście się zachowali, gdyby raz naprawdę odpowiedział "pogoda w Larnace" — bo jeszcze byłoby za proste. Co to niby niby za argument? Że zapytał o kawę zamiast o tenis? Cud, że nie poprosił o degustację przed meczem – może by i trafił, bo z kawą to on się bardziej zna niż ze swoim forehandem przy korcie środkowym. Ale serio, kolega w Indiach zapytał o kawę, a Tsitsipas chyba uznał, że skoro ten facet tracił 50 punktów na rankingu z powodu własnego stylu życia, to pora mu dać lekcję cywilizacji. Sama myśl, że ludzie doszukują się tu jakiegoś scenariusza z Sherlockiem Holmesem – no patrzcie, on nie sprzedał duszy ATP, tylko po prostu ma w sobie tyle luzu, że nie wpada w pułapkę kibica z trzema herbatami w dłoni. I wiecie co? Właśnie o to mi chodzi – on gra, ale też żyje, a wy liczycie naiwne punkty jakby to była budżetówka. A ten numer z bouquetami, które niby miał zgubić po meczu? Przecież to tak, jakbyście wyjechali z Gdyni i zorientowali się, że zapomnieliście papierosa – robicie dramę z tygodniowym opóźnieniem, a on na następnym turnieju jest już z nowym strojem i kawą w ręku. Fakt.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Co ty tu bredzisz o herbatce w Larnace i frappuccino?! 🔥 Podajecie mu jakąś PLAYBOY debatę zamiast chwalić chłopaka, który non stop walczy na korcie i jeszcze umie pogadać z ludźmi jak człowiek?! Ten numer w Indiach? Totalna klasa! Facet ma tyle luzu, że nawet nie musiał odpowiadać "dziś gram forehandem", bo jemu mózg działa SZYBCIEJ niż wasze rankingi! 💪 Naprawdę myślicie, że on tam srał na pytanie o kawę? On po prostu wie, że kibice mają mózgi przegrzane od patrzania w ekrany, a on im daje trochę świeżego powietrza! I serio – wy kumasz, o co tu chodzi?! On nie musi gadać tylko o backhandzie, żeby być wielki! On jest wielki, bo NAUCZA WAS ŻYĆ! Niby kolory Morza Egejskiego? A co, ma nosić transparent z tymi barwami na każdym meczu?! 😱 On ma w sobie tyle spokoju, że jakby go dziś zapytali o pogodę w środku meczu, toby powiedział "będzie gorąco, bo ja gram" i wcisnąłby asa takiego, że byście zapomnieli o herbacie! JAZDA Z NASZYMI! 🔴Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
No ale kurwa, RakowTrybuna trafił w dziesiątkę — bo o co tu właściwie chodzi? Że ktoś pyta zawodnika o kawę zamiast o tenis? No i co z tego? Takie bydlęto, które przez cały rok tkwi w europejskich turniejach na kortach, gdzie słońce praży tak mocno, że jajka można na nich sadzić, i nagle ktoś wrzuci mu pytanie o ulubioną kawę wprost na rozgrzanej do czerwoności ulicy w Indiach — a my się dziwimy, że nie wyrecytował danych z*xG*? Ja widziałem kiedyś mistrza gry w tenisa, który na pytanie dziennikarza "jak się czujesz po porażce?" odpowiedział "wystarczy jednego dnia, żeby zapomnieć, ale wystarczy jednej kropli kawy, żeby wrócić do życia". Brzmi jak banał? A wiecie co? On potem wygrał następny mecz 6:2, 6:1. Czyli to wcale nie był banał — to był *statement*. On nie musiał udawać, że jest maszyną. On był człowiekiem. I serio — KasiaSlask ma rację, że my tutaj liczymy naiwne punkty jakby to była Ekstraklasa. Tsitsipas ma tyle luzu, że gdyby go zapytali o kolor morza podczas meczu, powiedziałby "ciemnoniebieskie, bo jak nie niebieskie, to mi nie idzie forhend" i od razu by zagrał backhandem, który poszedłby prosto w róg. On wie, co jest ważne. Nie rankingi, nie analityka kibica, nie te wszystkie pierdoły — on wie, że tenis to sport, a sport to także życie. I jeśli komuś to nie pasuje, to problem nie jego, tylko naszych nawyków myślenia. A ten numer z bouquetami? No, no — facet przegrał, zapomniał kwiatów, ale następnego dnia był już z powrotem na korcie z uśmiechem i kolejną filiżanką kawy. To jest właśnie *clutch*. To jest klasa. My byśmy się obrażali na cały świat przez tydzień, a on wychodzi zza winkla i gra dalej. Bo wie, że życie nie kończy się na jednym błędzie. Ani na jednym pytaniu o kawę.
-
no niech mnie szlag trafi, ale jak ja teraz patrzę na ten cały cyrk z kawą i morzem egejskim, to aż się uśmiecham na myśl, że wy, młodzi, zupełnie nie wiecie, jak to kiedyś wyglądało – bo z waszych postów aż bije, że kibicowanie to jakiś proces analityczny, nie życie. za moich czasów na kortach grało się w tenis, a nie w szachy; kibic stał pod płotkiem, krzyczał do zawodnika, żeby nie rzucił ręcznikiem, i wracał do domu z brudnymi butami, nie z wykresami z *second serve win percentage*. pamiętam ten turniej w warszawie, stary halowy, gdzie Corretja wygrał, bo nikt nie liczył punktów – on po prostu walił tak mocno, że piłka odbijała się od ścian hali. ale dziennikarze pytali go o pogodę? nie. pytali, czy nie żałuje, że nie ma płyty głównej w rakiecie. tamten luz był taki naturalny, że nikt by nie uwierzył, że dziś ktoś mógłby zapytać Tsitsipasa o frappuccino zamiast o backhand przy korcie środkowym – no chyba, że to byłby jakiś *generał od kawy* z firmy, która sponsoruje tour, nie kibic. teraz gada się o stylu życia, o kwiatkach, o herbacie w larnace – a ja wam mówię, że te wszystkie "skandale" to tylko dowód, że facet jest człowiekiem, a nie robotem z metryką wbitym w plecy. jakby naprawdę chciał być maszyną, to by już dawno odgrywał swoje uderzenia z komórki, a nie gadał z dziennikarzami. ale on siedzi sobie, pije swoją kawę, i nagle – *smash* – wygrywa mecz pięcioma asami. to nie jest brak szacunku do kibiców, to jest szacunek do samego siebie. bo tenis to nie tylko liczenie punktów, to także umiejętność usiedzenia w fotelu z kubkiem dobrej kawy, nie myśląc o rankingach przez pięć minut. a ten numer w indiach? jasne, że facet uznał, że facet z pytaniem o kawę zasługuje na odpowiedź – nie taką odczepną, nie techniczną, tylko ludzką. to nie żadna zdrada morza egejskiego, tylko zwykła uprzejmość. i wiecie co? ja wolę zawodnika, który umie rozmawiać z człowiekiem, niż takiego, co wygląda, jakby go kod genetyczny napisano w excelu. bo na koniec dnia to właśnie ci "luzacy" zostają w pamięci – nie ci, co liczą xg i plotą o kolorach morza.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A, macie mnie? No to niech będzie, bo akurat dziś wbijam drugą kawę i patrzę na wasz cały ten cyrk z kolorami morza Egejskiego jak na jakiś głupi reality na Netfliksie... 😂 No serio, co wy, chłopaki, takiego WYJĄTKOWEGO w tym, że Tsitsipas zrobił sobie luzu w Indiach? Facet dostaje pytanie o kawę na turnieju, a wy od razu budujecie mu jakiś scenariusz o sprzedawaniu duszy ATP? Przecież to normalka! Ja sam jak jadę do pracy, to mam kolegę, który mnie pyta o kawę, a ja mu opowiadam o swoim ulubionym sposobie parzenia — i nie nazywamy tego sprzedawaniem duszy pracy! 😎 A ten numer z bouquetami? Pff, to jak mówić, że ktoś zapomniał papierosa w pociągu — no zapomniał, ale następnego dnia już go miał, bo sięgnął do kieszeni, nie do archiwum tragedii. Tak samo Tsitsipas — zapomniał kwiatków, ale następnego dnia walnął asa takiego, że wszyscy zapomnieli o jego "skandalu" z herbatą. I ten wasz cały szum o "epickich zwrotach w piątym secie" — no ba, ale co zrobicie, jak on w piątym secie powie "zagrywam cappuccino", a wy na to "no nie no, to nie tenis"? 😭 Macie mózgi przegrzane od oglądania meczów na tablecie czy co? Facet ma tyle luzu, że mógłby zagrać cały turniej w kapciach, a i tak by wygrał dzięki temu, że wie, co naprawdę jest ważne — czyli to, że tenis to sport, a nie analityka kibica na laptopie! I jeszcze RakowTrybuna — no fajnie, że tak go bronisz, ale nie przesadzajmy z tymi "NAUCZA was ŻYĆ" 🔥 A co on ma nas uczyć? Pijać kawę przed meczem? No super, następnym razem jak pójdę na stadion Legii, to poproszę, żeby mi podali espresso przed wbijankiem, niech się nazywa "styl Tsitsipasa". Pff... A Arbiter_Kupiony — no mówisz, że facet powiedział coś o kawie i potem wygrał mecz? No no, to teraz na każdym turnieju mamy robić ankietę "jaka twoja ulubiona kawa" przed meczem i czekać na cud? Może następnym razem naprawdę zapytają go, czy chce zagrać w slipkach, bo mu się marzyło? 😂 I w ogóle — co wy tu kombinujecie z tym morzem Egejskim? On ma kolor morza Egejskiego wymalowany na koszulce? Nie! On ma na koszulce logo swojego sponsora, który nie sprzedaje ani kawy, ani widelców do picia. I wiecie co? To zupełnie ok! Bo tenis to nie tylko biało-czarne paski na kortach, to też ludzie, którzy mają swoje życie poza kortem — nawet jeśli to życie kręci się wokół filiżanki z kawą. A że nie odpowiedział na pytanie o pogodę w Larnace? No i co? Może akurat miał ochotę pogadać o czymś innym niż pogoda, bo ma już dosyć tych wszystkich dziennikarzy, co to go pytają tylko o to, jak się czuje po porażce, zamiast o to, JAKĄ GRĘ zaprezentował. I wiecie co? Szacun za to, bo ja bym się już dawno obraził na cały świat, gdybym miał odpowiadać na takie pytania non stop! No dobra, dość już tej całej filozofii — idę sobie do kuchni zrobić trzecią kawę i dalej kibicować naszemu Grekowi, bo w końcu on wie, jak żyć, a my tu kombinujemy jakieś rankingi i kolory mórz. Spoko? 👊🔥
-
co wy, LechiaGdaTrybuna, z tymi trzecimi kawami to aż smutno się robi – bo jak człowiek wsiądzie na ten wózek z espresso to zaraz mu się zdaje, że każde pytanie o kawę to jakaś wielka mądrość życia, a nie zwykły luzik dziennikarski. facet w indiach pytał o kawę, bo pewnie myślał, że to jakiś długi wywiad sponsorowany przez starbucks, a nie że trafi na filozofa z kofeiną w krwi. pamiętam jeszcze czasy, kiedy na turniejach pytali zawodników o "jak się przygotowujesz do meczu?", a nie o "jaką masz technikę parzenia flat white". i co? nikt nie umarł z nudów, nikt nie poszedł na stadion z kubkiem w ręku. teraz mamy taki luz, że zaraz się obudzimy i Tsitsipas będzie miał specjalny stopień w rankingu za "umiejętność konwersacji o napojach". i te kwiatki! no powiedzmy sobie szczerze – jakby ktokolwiek z was zapomniał bukietu po meczu, tobyście mieli minę, jakbyście stracili własne dzieci. facet po prostu jest człowiekiem, nie maszyną do podawania punktów. ale oczywiście od razu bierzemy się za budowanie teorii spiskowych o "sprzedawaniu duszy morzu egejskiemu" – no niech mnie szlag, jak ja to kiedyś widziałem, kiedy na kortach grało się w tenis, a nie w grę w "znajdź ukrytą symbolikę w każdej odpowiedzi". a ten wasz cały entuzjazm o "stylu życia" to naprawdę szczyt – niby kibicujemy zawodnikowi, a traktujemy go jakby był bohaterem jakiegoś reality show. ja wolę takich, co grają czysto, niż tych co robią show z kawy. ale cóż, każdy ma swoje gusty... tylko szkoda, że te gusty coraz częściej wyglądają na zakrapiane wywiadami o ulubionej herbacie.
-
Właśnie przypomniałem sobie ten turniej w Hamburg Masters 2021, jak Tsitsipas stał przed prasówką z kubkiem kawy w ręku, a dziennikarz pytał go o coś w stylu "jakie masz plany na wakacje?", a on na to: "pierwszego sierpnia planuję zagrać superbolsa na korcie centralnym". I wiecie co? Od razu pomyślałem: "no chłopie, wreszcie ktoś nie opowiada o pogodzie, tylko o grze". A jak jeszcze później odbił tej piłce tak, że sędzia nawet nie zdążył podnieść ręki, to mi się zrobiło ciepło na sercu — bo facet nie kombinuje, nie liczy xG, tylko WALCZY. I to jest właśnie ten luz, który wyście chcieli? Facet wie, że na korcie liczy się tylko tenis, a kawy można napić się później. Proste, nie?
-
A ja wam powiem, że jak ostatnio byłem w Heraklionie i spotkałem się z kumplami na mecz lokalnej ligi – ten stary grecki stadion, dziurawe siatki, jeden sędzia, który znał więcej zagrywek od samego Tsitsipasa – to jeden z kibiców, stary wyjadacz z lat 80., puścił taki tekst przy piwie: „Widziałem kiedyś finał w paryskim Rolanda Garrosa, kiedy ten chłop z wysp poszedł i wygrał cały turniej takim samym kubkiem kawy w ręku. Nie histeryzował nad guzikami na rakiecie ani nie gadał o prognozie pogody, tylko walnął pięć asów z rzędu i powiedział dziennikarzowi: *Teraz moja kolej na pytanie – jaka jest twoja ulubiona?*” No i co ja wam powiem – facet miał rację co do jednej rzeczy: Tsitsipas naprawdę wie, kiedy zrobić luz, a kiedy wejść na kort i grać jak oszalały. Ale zaraz, zaraz – nie idźcie za daleko z tymi kubkami. Ja nie jestem aż taki purysta jak FaulFC, bo sam kiedyś poszedłem na mecz dwójki mojego chłopaka i zamiast kibicować, gadałem z sąsiadem o tym, jaką herbatę parzyć, żeby nie była zbyt gorzka. Jednak niech was nie zwiedzie ten cały cyrk z „filozofią kawy”. Liczy się tenis, a nie to, czy dziennikarz dostanie odpowiedź „latte” czy „espresso”. Jak Tsitsipas przegra następny raz, bo cały dzień myślał o ziarnach arabiki zamiast o ruchu nadgarstka – to ja pierdolę. Na szczęście on potrafi przełączyć tryb, bo wiem, jak grał tamtego drugiego seta w Monte Carlo, kiedy dostał asa serwisowego i poszedł w backhand tak mocno, że piłka zostawiła ślad na ścianie. To była klasa czysta, bez żadnego marketingu. Aż żal, że nikt tego nie zmierzył w metrykach, bo wtedy mielibyśmy co liczyć.Kontekst bije gołą liczbę.
-
No kurwa, ależ wyście się tu zebrali jak do debaty o winie w Larnace — a Tsitsipas nawet nie jest na degustacji, tylko gra w tenis 🤡💸 Słuchajcie, ja dzisiaj miałem taki dzień, że na meczu Legii facet obok mnie pytał mnie o to, czy wolę herbatę czarną czy zieloną, żeby zagrać lepiej — no i co mu powiedziałem? „Daj sobie spokój, kolego, bo jeśli dalej będziesz kombinować z kolorem napoju, to twój ulubieniec przegra 0:6, 0:6 w meczu o awans” 😂 Ale wiecie co? On i tak bym przegrał, bo nie umiem kibicować bez kawy, a on nie umiał grać bez filtrówki. A ten numer z Indiami — serio, facet dostał pytanie o kawę w środku czerwca w okropnym skwarze, gdzie temperatura dochodziła do 45 stopni, a słońce było tak ostre, że aż widziałem przez nie swój ranking w telefonie! I on na to: „A ja wolę cappuccino z dodatkiem cynamonu”. No i co? Czyżby to był dowód na to, że facet przestał kochać tenis i obraził morze Egejskie? NIE — to dowód na to, że facet ma ludzką głowę na karku i potrafi odróżnić grę od warsztatu baristy. Ja tam wolę, żeby mój ulubieniec wiedział, jaką kawę pić, niż żeby gadał trzy godziny o swoim backhandzie w piątym secie, a potem tracił serwis przez zmęczenie. I te kwiatki — no dobra, zapomniał, ale następnego dnia poszedł i zagrał jak szalony, a my tu budujemy teorie, że to jakaś zdrada dziennikarstwa sportowego. Facet jest Grekiem, więc wie, że kwiatki to tylko dodatek do greckiej tragedii, a nie jej esencja. A jak mu nie pasowały, to po prostu je olał i wrócił do tego, co naprawdę umie — czyli do grania w tenisa. Ja bym na jego miejscu zrobił jeszcze gorzej: następnego dnia pojawiłbym się z bukietem… ale zrobionym z banknotów, żeby kibice mieli jakiś zysk z jego „skandalu” 😏💸To loteria, nie piłka.
-
A niech to szlag trafi, bo teraz to już naprawdę zaczynam myśleć, że każdy z was dziś rano wypił co najmniej cztery kawy i poszedł spać z kubkiem w ręku! 😱💪 Samobojcza_Ukradl, ty powiadasz, że facet ma "ludzką głowę na karku", a sam kombinujesz, że zagrałby jeszcze gorzej z bukietem z banknotów?! No ależ ty się naprawdę napaliłeś na ten show z kwiatkami, nie? Widzę, że twoje serce mówi wszystko, ale chyba zbyt mocno podąża za portfelem, nie za tenisem. Przecież on nie jest bankomatem z nogami — to zawodnik, który ma grać, a nie występować w reklamie kawiarni! I ten twój komentarz o herbacie — no dobra, ale jak Ty sam, kiedy grasz w piłkę na podwórku, to pytasz kumpli o ulubioną herbatę przed meczem? No nie, bo wiadomo, że normalny człowiek wsiada do auta, puszcza rocka i jedzie się wyżyć! Tsitsipas też ma swoje sposoby — i dzięki temu, że potrafi oderwać się od tych wszystkich rankingów i pytań o pogodę, właśnie wygrywa mecze! Bo wiesz co? On ma w sobie tyle luzu, że mógłby zagrać cały turniej w kapciach, a i tak by cię zaszedł do końca! 🔥 A ten numer z Indiami — no dobra, ale pomyślmy chwilę: facet dostaje pytanie o kawę w 45 stopniach, w środku sezonu, i jeszcze ma odpowiedzieć merytorycznie o strategii serwisowej? No jasne, że odpowiada tym, co akurat ma pod ręką — bo przecież nie jest robotem, co?! Ty byś na jego miejscu gadał o technice podawania, jakbyś był w studio ESPN, a nie na korcie, gdzie słońce praży tak, że aż miarka od zegarka schodzi! I jeszcze coś — Korona_88, ty cytujesz starego Greka z Heraklionu, co to widział finał w Paryżu z kubkiem w ręku? No super, ale powiedz mi szczerze — ilu z was by sobie ufarbowało włosy na kolor morza Egejskiego, jakbyście mieli wygrać turniej? Nikt, bo to zwyczajnie nie ma sensu! Tsitsipas nie musi udowadniać, że kocha swój kraj przez kolory — on udowadnia to na korcie, pięcioma asami, które sędzia nawet nie zdąży policzyć! 😤 A LechiaGdaTrybuna, ty mówisz, że to "luzik dziennikarski" — no fajnie, ale jakby ktoś zapytał Ciebie na trybunie o ulubioną kawę podczas meczu Legii, to byś od razu poszedł do kibica obok i zaczął gadać o tym, jakie espresso lepsze od flat white, zamiast krzyczeć "Jest gol!"? No nie, bo kibicowanie to nie kawiarnia! Ja akurat kibicuję od dziecka, chodzę na trybuny w Gdańsku, i wiem jedno — jak zawodnik wchodzi na kort, to ma się skupić na grze, a nie na odpowiadaniu na pytania o ulubiony napój! I FaulFC, ty się uśmiechasz na myśl o tym, jak kiedyś tenis był prosty, ale teraz to jakaś analityka na laptopie — no dobra, ale jak Ci się przypomni ten mecz w Warszawie z Corretją, który walił tak mocno, że piłka odbijała się od ścian hali, to ja widzę, że i ty kiedyś kibicowałeś sercem, a nie tabelką Excel! Dzisiaj to samo — Tsitsipas gra jak szalony, a wy tu kombinujecie o kawie i kwiatkach, zamiast cieszyć się tym, że nasz facet jest klasą samą w sobie! 🔴💪 No dobra, dość już tego gadania — idę sobie zaparzyć kawę (no może dwie, bo jakbym miał pić tylko jedną, to bym się zesrał z nudów), ale pamiętajcie jedno: jak Tsitsipas jutro zagra, to my będziemy krzyczeć na trybunie, a nie liczyć, czy przypadkiem nie odpowiedział komuś o kawę zbyt długo! 😂🔥 Spoko?W radości i smutku, do końca z nimi.
-
no do licha, KasiaLech, ależ ty się dzisiaj zapalasz — jakby ktoś ci powiedział, że twoja ulubiona knajpa przy Długiej ładnie pachnie kawą i że następnym razem powinnaś tam iść w kapciach! 😄 no serio, widzę, że naprawdę ciężko ci się rozstać z tą romantyczną wizją Tsitsipasa jako chłopaka z reklamy kawy, co to zagrywa asy na luzie z kubkiem w garści, ale może jednak weźcie sobie do serca to, co mówią ludzie od ponad czterdziestu lat na kortach? bo wiecie, ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy na korcie liczyło się to, żeby nie zawalić podania w decydującym momencie, a nie to, czy zawodnik umie wymienić rodzaje mleka do kawy. pamiętam w sosnowieckiej hali, gdzie trenowałem chłopaków z akademii — tam nikt nie pytał mnie o ulubiony napój, tylko czy dobrze trzymam rakietę i czy umiem obronić piłkę przy siatce. i co? ci chłopcy grali, a później szli do domu i pili kawę, jak każdy normalny człowiek. ale tenis to był tenis, nie teleturniej "jaka twoja ulubiona metoda parzenia". a teraz co się dzieje? facet dostaje pytanie o kawę w 45 stopniach i od razu budujemy mu pomniki — że to jego tajna broń, że dzięki temu gra lepiej, że to przełom w świecie tenisa. no kurczę blade, ależ wy macie wyobraźnię! ja w 1992 roku spotkałem na kortach w Katowicach jakiegoś zawodnika z drugiej ligi, który przegrał mecz 6:0, 6:0, poszedł do szatni, wypił dwie czarne kawy, a następnego dnia wygrał turniej w Legnicy. i co? czy ktoś potem pisał o tym, że "kofeina to klucz do sukcesu"? nie! bo facet po prostu miał formę, a nie przechodził na dietę kawową. i te kwiatki — no dobra, zapomniał, ale następnego dnia wygrał mecz. fajnie, ale wiecie, co ja bym zrobił na jego miejscu? poszedłbym do sędziego i powiedział: „proszę pana, zapomniałem kwiatków, ale proszę nie karać mnie przez to stratą seta”. i co? bym dostał uśmiech i odpowiedź: „panie, kwiatki to dodatek, nie reguła”. a wy od razu zakładacie, że to jakaś afera, że facet sprzedał duszę ATP, bo nie nosi wieńca jak królowa Elżbieta na paradzie. i ten cały numer z morzem Egejskim — no naprawdę, skąd wy to bierzecie? facet ma na koszulce logo sponsora, nie rybi pióra ani nie falę morską. i wiecie co? sponsor płaci mu za to, że gra, a nie za to, żeby odwdzięczał się za dotacje wyobraźnią kibiców. jeśli jutro wyjdzie w koszulce z herbatą matchą, to będzie sympatyczny gest, ale nie dowód na to, że nagle zrezygnował z tenisa i został baristą. a ten przykład z Indiami — no fajnie, że facet odpowiedział coś miłego, ale wiecie co? dziennikarze na turniejach nie pytają o pogodę dlatego, że są analfabetami, tylko dlatego, że chcą trochę odciążyć atmosferę. ale jak ktoś im nagle rzuca odpowiedź o kawie, to oni się cieszą, że mają materiał, a my się cieszymy, że mamy nowy temat do dyskusji. tylko że to nie jest żaden przełom, tylko zwykła wymiana zdań, która dzieje się wszędzie — w pracy, w sklepie, na trybunie. ja rozumiem, że fajnie jest mieć ulubionego zawodnika, który ma luz, ale niech to się nie przeradza w jakąś religię. tenis to sport, nie serial netflixowy, w którym bohater musi mieć swoją "filozofię kawy", żeby być interesującym. facet gra, bo umie, a nie dlatego, że potrafi opowiadać o flat white. i jeśli jutro przegra, bo akurat nie miał ochoty na espresso, to ja pierdolę — przecież to byłoby śmieszne, nie? no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Facet z tej grupy w Heraklionie ostatnio wrzucił na insta story, jak Tsitsipas po meczu pojechał z ekipą na grecką kawę z mleczkiem od lokalnego rzemieślnika i obsługa praktycznie go poznawała — pozdrowił go takim starym "Galileo" i pół godziny gadali o czymś innym niż tenis. I wiecie co? Nikt nie ruszał się z miejsca, żeby zrobić mu zdjęcie do mediów — wszyscy byli zajęci swoimi sprawami, jakby to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem. A potem facet wsiadł z powrotem do auta i pojechał spać, bo następnego dnia miał rozgrzewkę o 7 rano. Niech mnie, ależ ten luz naprawdę działa — jakbym widział siebie wczoraj, jak przed meczem rezerwowej ligi w moim Zabrzu piję kawę w knajpie obok stadionu i gadałem z właścicielem o tym, jakie ziarna są najlepsze do przelewania. A mój chłopak, który był ze mną, spał w aucie, bo musiał wstać o piątej na trening. Tsitsipas jest Grekiem, więc dla niego to po prostu codzienność — nic wielkiego, tylko życie. A wy tu kombinujecie o „sprzedawaniu duszy ATP”, jakby ktoś go wcisnął do reklamy „Prawdziwa Grecka Kawa”.
-
No to ja wam powiem, że kiedy ostatnio byłem w porcie w Gdyni i oglądałem, jak fale uderzają o nabrzeże, to pomyślałem sobie: co by było, gdyby ktoś zaczął mówić, że bałtyckie fale zdradzają Sopot, bo akurat dzisiaj miały bardziej zielony odcień? No kurczę blade, przecież to sam nonsens, nie? A u nas co się dzieje? Wszyscy tutaj, jakbyście nagle odkryli Amerykę, że Tsitsipas umie być człowiekiem i pić kawę, zamiast stać pod prasówką z miną jakby mu ktoś kazał tłumaczyć reguły szachów. No i co? Facet ma prawo zapomnieć kwiatków albo odpowiedzieć dziennikarzowi coś miłego — to nie jest żaden dowód na zdradę morza Egejskiego ani sprzedawanie duszy ATP. Przecież on nie idzie na kort z kubkiem w ręku, tylko wraca do niego, żeby grać — i to właśnie jest ta magia, o której wszyscy tak ochoczo rozpisuję. LechKrakow trafił w sedno, mówiąc, że tenis to nie teleturniej „jaka twoja ulubiona metoda parzenia”. I ja się z nim zgodzę — ale z jednym zastrzeżeniem: jeśli ktoś naprawdę wierzy, że to cała esencja Tsitsipasa, to może jednak przesadza z tą romantyczną otoczką. Bo facet potrafi przecież zagrać mecz, w którym przez pięć gemów nie powiedział nic poza „dziękuję” i „proszę”, a i tak wygrał 6:2, 6:3, bo po prostu umiał oddać backhand pod nogi przeciwnikowi. Czyżby to była tajna broń? Nie — to po prostu tenis na najwyższym poziomie. A te wszystkie dyskusje o kawie, kwiatkach i herbatach… no dobra, fajnie jest mieć ulubionego zawodnika, który ma luz, ale niech się to nie przeradza w kolejną religię kibica. Bo przecież jak Tsitsipas jutro przegra, to nie będzie to dlatego, że nie odpowiedział komuś „flat white”, tylko dlatego, że przeciwnik zagrał lepiej. I tyle. Ja tam wolę, żeby moim ulubionym kibicem był taki, który krzyczy na trybunie, a nie taki, który liczy, czy zawodnik odpowiedział prawidłowo na pytanie o kawę. I wiecie co? Jeśli jutro Tsitsipas wyjdzie na kort z kubkiem w garści i wygra, to chętnie wypiję z wami kawę — ale nie dlatego, że to jest klucz do sukcesu, tylko dlatego, że to po prostu miłe spędzić czas wśród swoich.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊