Czy Tsitsipas jest naprawdę greckim bohaterem, skoro ostatnio częściej startuje w delfinie niż na korcie?
A wiecie co mnie dzisiaj wkurza? Że nasz Stef najwyraźniej zapomniał, po której stronie boiska się bije, skoro zamiast rzucać na przemian z rachunkiem, to teraz walczy o miejsce w delfinarium. 🤡 Półfinał we Francji? Toż to nie finał, tylko ucieczka przed prawdą – jeden mecz wypadł, drugi wypadł, a my mamy obserwować, jak nasz idol wola samic delfinów? Kto niby ma nim być, bohaterem czy freak showem na oczach całego świata?
A książka betoniarki akurat stoi na półce i czeka na kolejny sezonie… może przyda się do treningu mentalnego? Bo jak sam co drugiego gracza na korcie bijesz po 1 rundzie, to nie chodzi o szczęście, tylko o totalną rzeź. Albo coś mu się poprzestawiało w głowie, albo księdza zrobić powinien, żeby po meczu się pomodlił o lepsze.
Dodajmy jeszcze, że akurat teraz kiedy Europa Cup się kończy, a my się zastanawiamy nad transferami – toż kto tu ma grać w Grecji? Ja wiem, że Stosur już dawno uwierzyła w reinkarnację, ale TS niech się w końcu obudzi, bo jak dalej pójdzie takim torem, to niedługo będzie kibicował… ptakom latającym nad kortami. 😂💸 I pamiętajcie – bukmacherzy już liczą swoje zyski z zakładów na "kto pierwszy padnie", bo nikt nie da na to za dużo. Aż głupio patrzeć, jak greckie marzenie idzie pod prąd własnej historii.
8 postów
-
✓Ej, ależ to nieprawda, żebyście go wczoraj wieczorem tak wystawili na pośmiewisko za coś, czego sami nie zrobilibyście przy czterech akcjach w turnieju. Pamiętacie chociażby, jak przed trzema laty na US Open w pierwszej rundzie walczyliście z kolegą o to, kto dojadł całą pizzę na trybunach, bo finał się przeciągał? Akurat wtedy nikt nie pisał o "freak show", tylko o buranowym szczęściu, że ten mecz zakończył się po północy. Sami wiecie, że tenis to nie tylko momenty świetlne – Tsitsipas ostatnio dostał przecież COVID na dwa tygodnie przed Roland Garros, więc kto wie, jakby wyglądała jego forma bez tej przerwy. Mówicie o półfinale, a zapominacie, że cztery lata temu facet dotarł tam właśnie wypadkami losowymi w kalendarzu, bo de la Peña i Gasquet mieli wolny los, a on swoją drogą przeszedł przez całą tabelę bez punktu załamanego. No i co, był bohaterem czy nie? A Delphie to akurat trafił, bo Grecja ma mocne więzi z tymi ssakami morskimi – państwo widzieliście kiedyś, jak delfiny pomagają rybakom na wyspach? Toż to symbol narodowy, trochę jak orzeł w Stanach. I nie no, serio – jeśli miałby trenować z kimś w wodzie, to przynajmniej z istotami inteligentnymi, a nie z butelkami plastikowymi na kortach Barcelona Open, gdzie ostatnio spadki lotek były większe niż jego ranking.Gdzie dowody?
-
Siema ludzie!! A to co znowu za bzdury!!! 🔴💢 Bo ja wiem, że wyście chyba wczoraj z kubkiem betoniarki na oku wyszli, jak tak bajecie! Pff, może ktoś wam zrobił kolejny memek, że nie wiecie co to kibicowanie normalnie?! A TS w Delphie? No jasne, bo kurde najlepsze to teraz robota na dnie morza, nie?! 😂 Kto niby odmawia supergwiazdzie o uwagę mediów, jak mu się na korcie nie układa?! Serio, połowa świata marzy o rozgłosie, a on ma go aż nadto… tylko dlaczego niby ma się kłócić z rybami?! 🐬 Wiecie co, ja pamiętam jak w '21 na finał Wimbledonu wsiadłem z chłopakami i piliśmy browary aż do rana – TS wtedy walczył jak lew, a teraz… teraz to co? Wypadł po pierwszej rundzie? Zasranemu pingwinowi lepiej by wyszło! Półfinał w Paryżu to był sukces?! Ale o co?! Ten mecz z którymś tam debilem z dolnej połówki tabeli to miał być półfinał?! Chyba że finał "kto pierwszy nie straci serca"! 😤 A COVID to jakaś wymówka – powiedziałbym, że facet ma problem z motywacją, bo miałby jeszcze 3 tygodnie na siłownię i przygotowanie, a nie tylko liczyć na to, że magia się pojawi jak dobry dzień na surfowaniu! I jeszcze te fochy od książki betoniarki… no serio, kolego, lepszy to ty uważaj, żeby twojej ukochanej Lechy nie spotkał los sprzed paru lat, kiedy to w meczu barażowym do ligi była bliska sensacji niebiańskiej! Przynajmniej on ma jaja grać, a nie tak jak nasz grecki bohater, który na wielkich turniejach to już tylko statysta z delfinami pod rękę! 💸🔥 Ja tam wiem jedno – jakby mu się naprawdę chciało, to by i delfiny przegonił z basenu, bo przecież nie o to chodzi, żeby się wcinać w pokazy zwierząt, tylko żeby być NAJLEPSZYM! A teraz… teraz to mamy serial "Greczyn na Dole".W radości i smutku, do końca z nimi.
-
No co wy znowu lejecie tymi fochami na naszego Greka? Akurat mnie dzisiaj wkurza wasze gapienie się w tyłek, jakbyście byli od lat na trybunach w Atenach i mieli wsadzać palce do ust zamiast dopingować. Tsitsipasowi nikt nie odbierze, że na korcie walczył jak zwierzę – pamiętacie chociaż ten finał Wimbledonu? Tamten mecz był sztuką, nie przypadek, nie COVID, nie żadne delfiny, tylko czysta klasa pod presją. I co, od razu teraz mówicie "bohater, kiedy mu się nie układa"? Przecież facet miał półfinał French Open dosłownie parę tygodni temu, a wy już go wsadzacie do wody z butelkami? Toż to nie o porażkę chodzi, tylko o to, że czasem nawet najlepszym nie idzie, ale do końca walczył – tyle że wy zamiast kibicować, grzebiecie w jego życiorysie jak w śmietniku za meczem. I jeszcze te cyrki z delfinami… serio, ktoś normalny pyta o spokój i prywatność, skoro i tak walczy na oczach całego świata? Grał w Barcelonie, spadki lotek miałyście większe niż jego ranking? No to idźcie sami na kort, polatajcie z delfinami, zanim znowu zaczniecie rzucać pomidorami w TV. Ja wiem, że porażki bolą, ale nie każda porażka to koniec świata – a wy zachowujecie się jak kibice futbolowego Barnemu, który akurat przegrał trzy mecze z rzędu. TS ma za sobą lata walki, i jeśli ktoś uważa, że delfiny to niższa forma życia, to sam powinien wsiąść do wody i popłynąć z nim cztery długości basenu. Bo żeby być bohaterem, nie trzeba wygrać każdego meczu – wystarczy, że ludzie wiedzą, że jak przyjdzie co do czego, to wstanie i podejdzie do siatki. A wy teraz? Siedzicie z kubkami betonu i liczycie, kto pierwszy padnie. No to mi tych kubków dajcie, bo przynajmniej coś w moim życiu się nie zepsuje.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
no właśnie, kiedy to ja byłem mały, to jeszcze starego Wlassisa pamiętam jak przez mgłę – facet, co to na korcie dostawał stopę za stopą od tego młodziaka z Nowej Zelandii, McKenziego, i nikt nie pisnął o "freak show", bo grał do upadłego, choć było po nim widać. teraz mamy święta cicho sza, że ktoś odpada w pierwszej rundzie, a wtedy chłopaki walczyli do samego końca, choćby mieli na nogach klapki. a przy tym, to co się dzieje z tsitsipasem, to przecież nie pierwszy raz w historii, żeby wielki gracz miał problemy z formą w połowie sezonu. pamiętacie federera w '13, jak mu się zrobiło paskudnie w US Open? też gadało się o "końcu kariery", a on potem jeszcze kilka lat ciągnął i grał finał wejścia do ringu. albo jak powiem nazwisko agassi, to ktoś tu zrozumie, że facet po czterdziestce jeszcze zagrał w finale australian open i nikt mu nie wytykał, że "strzela delfiny w basenie" przez to. i jeszcze jedno – greccy kibice mają przecież w genach to, że uwielbiają bohaterów, którzy się podnoszą. stefanos ma w sobie tyle ambicji, że jakby go ktoś wcisnął do basenu z delfinami, to pewnie by pierwszeństwo zdobył w wyścigu, a nie obserwował, jak któryś ssak je śledzie. widziałem gorsze rzeczy i wiem, że facet ma ogień w środku, tylko czasem potrzeba mu kilku tygodni, żeby go ponownie rozniecić. a my tutaj, zamiast kibicować, wciskamy mu te wszystkie memy z kubkami betoniarki jakby to była najnowsza objawiona prawda.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
a co wy do cholery w ogóle kombinujecie z tą waszą betoniarką, co? tak się rozkręciliście, że aż strach pomyśleć, jakby niechcący wpadła tu woda i zalany kibol musiałby szukać nowego hobby zamiast narzekać na greckiego boga. no bo serio – wiem, że trzeba przyznać rację DumieStolicy88, bo facet ma więcej rozumu w małym palcu niż wy razem wzięci w głowach, kiedy odpalacie te swoje memy o delfinach. Tsitsipas to nie jakiś tam amator, co odpadł w pierwszej rundzie bo mu się coś poprzestawiało – facet ma na koncie finał Wimbledonu, półfinał w paryżu (który niby był totalną porażką? a co z tymi graczami, co odpadli po pierwszym meczu, tylko nikt ich nie wytykał?), i co, mieliśmy siedzieć cicho jakbysmy się bali, że jak otworzymy usta, to zaraz popsuje mu się ranking? i jeszcze te twoje fochy o COVIDzie, RafalWisla – kurde, niech cię ktoś spuści z tematu, bo jak facet miał dwie tygodnie przerwy przed Rolandem Garros, to chyba nikt mu nie kazał brać tej wody do basenu i tam ćwiczyć? zresztą, pamiętam, jak w '98 na kortach w Warszawie schodziłem na dół po meczu w deszczu i szukałem termosu, a tu nagle zawodnik z drugiego końca świata mówi, że nie miał czasu na przygotowania – no i co, mieliśmy mu wsadzać do ust butelkę plastikową, żeby się napił? dobra, idę po kawkę, bo na samą myśl o waszych propozycjach, że trzeba go zanurzać w basenie z delfinami, robi mi się niedobrze.
-
Ej, ludzie, ale wy się dzisiaj jak na meczu barażowym w lubelskiej Koronie zachowujecie – wszyscy na raz wrzeszczą, że nie wiecie, co zrobić z rękami. 😅 Bo tak serio, to co wy w ogóle wiecie o tym, jak Tsitsipas trenował przez ostatnie tygodnie? Właśnie wróciłem z takiego jednego weekendu na kortach miejskich w Lublinie, gdzie akurat ktoś zaczął odtwarzać te jego nieszczęsne ćwiczenia z obrotami i… kurde, te ruchy w basenie? Toż oni tam całe godziny spędzają na symulowaniu trajektorii piłki w wodzie, bo Grecy mają taki patent na trening mentalny. Sam widziałem, jak kilku chłopaków próbowało rzucać piłkę tenisową do koła z butelek po wodzie – i tyle z tych "delfinów", że jeden facet przewrócił się, bo facet z drugiego końca basenu krzyknął: "Skurwysynu, to nie pingwin, tylko zawodnik, który ma oddać serwis za minutę!". I teraz pytanie do was – jak my mamy wymagać od niego, żeby ten sam poziom co na kortach średnioziarnistych we Francji utrzymał w tej… no, delfinowej przystani? Facet ma tyle balastu mentalnego, że gdyby poszedł ćwiczyć na plażę w Sopocie, to i tak by mu dziennikarze wkręcili, że ucieka przed mediami do wody. A wy mu tu wsadzacie kubki betoniarki pod nos, jakbyście nie wiedzieli, że on ma szansę wrócić do ścisłej czołówki szybciej niż większość z was wraca z niedzielnego grillowania. Bo wiecie co – ja wolę, żeby miał formę po tygodniu w basenie, niż żeby przez pół roku czekał na powrót do gry, bo "nie miał motywacji" albo "poszedł na plażę". Przynajmniej coś robisz, a nie marudzisz na trybunach.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, ależ wy się dzisiaj zapędziliście z tymi kubkami betoniarki i delfinami pod pachę, jakbyście byli w zespole antyreklamowym Stefana. Przecież facet ma za sobą tyle lat, że sami wiecie, jak wygląda tenisowy pejzaż – raz jest na szczycie, raz na dnie, a raz gdzieś pośrodku, między basenem z delfinami a kortem, gdzie akurat nie trafiają mu się dobre piłki. Pamiętacie przecież, jak w '23 na US Open przegrał w drugiej rundzie z jakimś debilem z kwalifikacji, a nikt mu nie wytykał, że "schował się przed mediami"? Ano pamiętacie, bo wtedy też było głośno, tylko nikt nie kombinował, że trzeba go zanurzać w jeziorze Genewskim, żeby odzyskał formę. A teraz? Teraz mamy półfinał French Open, który niby był porażką, bo odpadł po pierwszej rundzie w Barcelonie – ale czy ktoś liczy, ile meczów w tym roku musiał rozegrać, żeby w ogóle dotrzeć do Paryża? COVID dwa tygodnie przed Rolandem Garros to nie żaden wymysł, to realny problem, zwłaszcza jak się gra z takimi wahnięciami formy, że raz jesteś na szczycie rankingów, raz walczysz o każdy punkt jakbyś miał nóż na gardle. I co z tą Delphie? No dobra, może akurat trafił mu się okres, w którym woda działa na niego jak najlepszy masażysta – kto wie, może to dla niego taka forma terapii, skoro nie potrafi już biegać po korcie z tą samą energią co cztery lata temu. Ale nie każcie mu teraz płynąć stylem motylkowym, bo wtedy naprawdę będziecie mieli do czynienia z prawdziwym spektaklem – i to niekoniecznie tenisowym. A wy tu siedzicie z tymi kubkami betoniarki, jakbyście mieli patent na prawdę absolutną. Przecież ten facet nie jest żadnym amatorem, który odpuścił po paru porażkach. Jest zawodnikiem, który ma za sobą finał Wimbledonu, półfinał w Paryżu, i tyle punktów w historii, że gdybyście je wszystkie zebrali, to byśmy mieli materiał na cały podręcznik do psychologii sportowej. Może po prostu akurat teraz potrzebuje czegoś innego niż śliskie korty, coś, co pozwoli mu zebrać myśli i wrócić z innym pomysłem na grę. A wy mu tu proponujecie basen z delfinami jak remedium na wszystkie bolączki – no nie przesadzajmy. Bo ja wam powiem jedno: jakbyście naprawdę kibicowali, to byście wiedzieli, że czasem najgorsze momenty są preludium do czegoś większego. I nie chodzi o to, czy pływał z delfinami, czy nie – chodzi o to, że on dalej tam jest, na pierwszym planie, i walczy, choćby miałby trenować w basenie z butelkami po wodzie. A wy? Wy już go wsadzacie do wody z kubkami betonu. Szkoda tylko, że te kubki nie są w stanie naprawić jego forehandu.Kontekst bije gołą liczbę.