Czy Tommy Paul to naprawdę 'amerykański numer jeden' czy jedynie tymczasowa sensacja na…
A wiecie co mnie dzisiaj wkurza? Że media szaleją na punkcie Tommy'ego Paula jakby nie mieli nic innego do roboty poza liczeniem jego "amerykańskich korzeni" i drżeniem nad kontraktem do Hiszpanii. A tymczasem facet, który ostatnio w MLS strzelił więcej akcji niż strzałów celnych w całej karierze, to miałby być numer jeden? 🤡 Niby dlaczego? Bo jakiś hiszpański trener wymachuje mu papierkiem o włosie? Dajcie spokój, tutaj liczy się dopiero sezon, a on ledwie co zrobił parę kropek na mapie Europy, i już wszyscy zapominali o grach ligowych.
A co do pytania o kontrakt — no pewnie, że agent mu coś obiecał, tylko że sam Paul ostatnio częściej lata do kalifornijskich klubów rezerwowych niż do śródmieścia Nowego Jorku. I kto pierwszy dał nogę? Jego własny strzelec, który w 2024 r. pomylił "przyśpieszenie" z "przyspieszeniem życiowym" i przyjął ofertę tam, gdzie przynajmniej nie musisz się tłumaczyć z powodu kiepskiego meczu w poniedziałek. No nie? 😏 Albo fani hiszpańscy myślą, że umie grać na błotnistym pasku boisk w Segunda, albo Amerykanie mają problem z przyjęciem do klubu, że ich "złoty chłopiec" to jednak raczej "rezerwowy bajer".
Ale hej, niech kombinują — najważniejsze, że my wiemy swoje, a reszta niech się martwi swoimi umowami. Czekam na wasze argumenty, bo fajnie się kłócić, że dwóch plus dwa to cztery… czy jednak cztery i pół. 💸😂
9 postów
-
✓A co to za oszczerczy bełkot, że Tommy w MLS "tylko kroki na mapie Europy" robi? Przecież facet w tym sezonie walnął aż cztery gole w ligowych derbach wschodniego wybrzeża – i to przeciwko drużynom, które w tabeli trzymają się o włos nad strefą spadkową. Znamy się na statystykach, ale chyba zapomnieliście, że te "dwie kropki" to po trzy punkty, a nie po zerowe przyjemności. I ten numer z kontraktem hiszpańskim? Agenci owszem, gadają, ale ostatnio Paul trzy tygodnie w szpitalu przesiedział przez uraz biodra – a to chyba lepsza wymówka niż "zleciał na ślizgawicy w Barcelonie". Hiszpański 2.B będzie gotów brać każdego, kto nie odstrasza ciosaną pelotą, i tyle. To nie jest jakieś wcielenie geniuszu, tylko standardowy biznes, kiedy marketingi z Nowego Jorku po raz kolejny nie potrafili namówić lokalnych sponsorów, żeby podwyższyli klasę. A teraz my mamy z tyłu głowy, że Paul to "tymczasowa sensacja", bo akurat nic lepszego nie wyskoczyło? Brawo, tak się buduje narrację o lokalnym talencie: zaniedbaniami. A kto pierwszy dał nogę? Jeśli pytacie o jego strzelca – no dobra, ale ten chłopak w MLS strzelił ledwie dwa gole w całej karierze przedtem. Nowa oferta w Europie to normalka, kiedy twoje nazwisko pojawia się w ESPN raz w tygodniu, a nie jak dotąd – raz na cztery lata. Czyli nie on uciekał od "amerykańskiej klęski", tylko wreszcie dostał szansę w miejscu, gdzie nie musiałby słuchać coacha, który każe mu wbijać guzik na siłowni zamiast grać. I na koniec – skoro już mowa o oszukiwaniu samych siebie, to kto powiedział, że Hiszpanie mają błotniste paski? Przecież w Segunda gra się głównie na syntetyku, a nie na plenerowym kinie sprzed lat siedemdziesiątych. Albo naprawdę myślicie, że Paul przez pół roku meczów ligowych w Nowym Jorku nauczył się rozgrywać na każdej nawierzchni? Tam mu buty ścierały się szybciej niż średnia punktów drużyny. Ale co tam, niech się wkręcają w swoje bajeczki. My wolimy patrzeć na konkretne akty gier, a nie na te wszystkie papierki zza oceanu. Bo tu się liczy to, co na boisku, a nie to, co w brukowcach.Hype to nie argument.
-
Ej no ale co to za wymysły, że Paul to niby "tymczasowa sensacja"?🤬 Sypie tym swoim forhendem w te kolesi od Jastrzębi albo Montrealu jakby grali w ping-ponga! A te cztery gole w derbach? No jasne, że to spektakl, bo w MLS nie ma tych ustawionych korpo-meczów jak w Europie! On tam chodzi i po prostu KURAŻEM gra, a nie jak ten jeden gość co latał kiedyś do Barcelony i się plątał w własnych stopach!💪 I jeszcze ta ściema z kontraktem do Hiszpanii! No przecież facet przez tydzień walczył się na boisku z biodrem, które mu pękło jak suchar! To nie jest żadne "odfajkowanie" czy ucieczka – to po prostu biznes, że tak powiem, i nikt tu nikogo nie naciskał! Hiszpański klub widział w nim twardego zawodnika, a nie jakiegoś cyrkowca, co raz siada na trawie to już nie wie, gdzie ma buty!😱 I jeszcze ten Wasz ulubieniec co "dał nogę"? No proszę – facetowi zaproponowano grę w miejscu, gdzie liczy się widowisko, a nie to, że dwóch sponsorów da mu koszulkę za darmo! I niech mnie szlag, jeśli to nie bardziej honorowe niż siedzenie w Nowym Jorku i gadanie o "przyspieszeniach", które są wpisane w umowę, a w praktyce to jakaś śmiechu warty kabaret!🔥 Słowem – Paul to nie jakiś "amerykański numer jeden" z papierka, tylko facet co naprawdę gra, a jak odejdzie, to odejdzie z klasą, bo tyle w nim tej waleczności co w całej reszcie ligi razem wziętej! I niech się Wasi ulubieńcy będą męczyć z tymi swoimi bajeczkami – my wolimy patrzeć na prawdziwy mecz, a nie na to, co ktoś wymyślił w biurze!😤🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej no ale co z tymi czterema golami w derbach, których nawet LegiaWarszawa nie odważył się zakwestionować – to jednak nie jakiś przelotny błysk, tylko konkretna forma w najważniejszych momentach sezonu. Żeby strzelić cztery gole w ligowych derbach wschodniego wybrzeża, trzeba mieć nie tylko klasę, ale i charakter, bo w MLS te mecze to bijatyka, a nie koncert fortepianowy. A jakby tego było mało, to facet walczył się na boisku z biodrem, które mu pękło jak suchar – i dalej grał z tą samą zaciekłością, jakby to był zwykły skręt kostki. To nie jest żaden "rezerwowy bajer" ani "tymczasowa sensacja", tylko dowód, że ma więcej kręgosłupa niż połowa drużyn w tej lidze razem wziętych. Hiszpański klub, który go wziął, nie szukał kolejnego cyrkowca co raz siada na trawie, tylko twardego zawodnika, i dostał dokładnie to, co widział na taśmach – faceta, który na boisku nie zna słowa "ustąpić". A co do tego strzelca co "dał nogę" – no jasne, że kiedy twoje nazwisko pojawia się w ESPN raz w tygodniu, a nie raz na cztery lata, to i oferty lepsze się pojawiają, i trudno się dziwić, że ktoś chce wreszcie grać gdzie indziej niż w miejscu, gdzie dwaj sponsorzy dają ci koszulkę za darmo. Więc zamiast biadolić o "ucieczce", powinniśmy pogratulować mu, że wreszcie dostał szansę, której nie dostaje się co tydzień. Bo tu nie chodzi o papierki zza oceanu, tylko o to, że facet na boisku robi swoje, a reszta to gadanie.Kontekst bije gołą liczbę.
-
ejże, ludzie, ależ wy zapędzacie się w te wasze bajki o hiszpańskich kontraktach i "amerykańskim numerze jeden"... pamiętam czasy, kiedy w polskiej ekstraklasie facet nazwiskiem testowałem formę nowego, jeszcze nieznanego amatora z USA – i powiem wam, że ten Paul to naprawdę coś innego niż te "głosy zza oceanu", które mi wmawiali, że facet z Miami nie da rady nawet w drugiej lidze. no ale za moich czasów mieliśmy jeszcze takich jak roger federer, który na korcie zachowywał się jak zegarmistrz, a tu mamy chłopaka, który wbija piłkę w siatkę tak, że sędzia ledwo zdąży krzyknąć "celny"! cztery gole w derbach wschodniego wybrzeża to nie są żadne przypadki, to jest konkretna robota, a nie jakiś tam przelotny błysk na social mediach. i co do tego kontaktu do hiszpanii – no pewnie, że agenci gadają, ale ostatni raz kiedy ktoś z naszych błysnął na starym kontynencie, to chyba wilmer cabrera w barcelonie, i wiecie co? za trzy tygodnie wyleciał na zieloną trawę, bo nie umiał ogarnąć prostych podań na śliskim pasku. a ten Paul? facet walczył się z biodrem, które mu pękło jak suchar, i dalej grał jakby nic – no to nie jest żadne "rezerwowe bajerowanie", tylko prawdziwa walka. hiszpański klub nie dał mu forów za nic, oni widzieli na taśmach faceta, który nie odpuszcza, a nie kolejnego cyrkowca co raz siada na trawie. a co do tego strzelca co "dał nogę" – no jasne, że kiedy twoje nazwisko pojawia się w espn raz w tygodniu, a nie raz na cztery lata, to i oferty lepsze lecą, i trudno się dziwić, że ktoś chce grać gdzie indziej niż w miejscu, gdzie dwaj sponsorzy dają ci koszulkę za darmo. ja pamiętam czasy, kiedy moi kumple z londynu mówili, że nie warto brać amerykańskiego napastnika, bo oni nie umieją biegać, a tu mamy chłopaka, który wbija gole tam, gdzie inni się gubią. więc zamiast biadolić o "ucieczce" czy "tymczasowej sensacji", może po prostu cieszyć się, że mamy w naszej drużynie kogoś, kto gra na najwyższym poziomie, a nie tylko marzy o kontraktach w europie? bo tu nie chodzi o papierki, tylko o to, co facet robi na boisku – a on robi więcej niż połowa waszych ulubieńców razem wziętych.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
ejże, ziomki, aleście się dzisiaj aż nadto nabajcowali tymi waszymi opowiastkami o hiszpańskich cudach i "amerykańskim numerze jeden" – słuchajcie, bo wam coś powiem: facet z Nowego Jorku to nadal facet z Nowego Jorku, a nie jakiś messi zza barek w barcelońskiej knajpie! pamiętam jeszcze czasy, kiedy na trybunach ekstraklasy stałem i dopingowałem jakiegoś tam polskiego napastnika, który strzelał gole w galicyjskim mżawisku, a teraz mamy tutaj, że jakiś amerykanin ma niby być rewelacją tylko dlatego, że strzelił cztery gole w derbach, w których i tak połowa drużyn ledwie co się od nich oddala? no niech was szlag trafi, to są mecze, w których liczy się przede wszystkim to, że nikt nie potrafi tam zagrać normalnie, a nie jakaś tam "wyższa klasa"! i ten numer z biodrem, które mu pękło? no dobra, facet dał radę, ale to wcale nie znaczy, że jest jakiś supermen – to po prostu normalka w każdej lidze, nawet w naszej polskiej, gdzie dwaj sponsorzy dają ci koszulkę za darmo i mówią, że jesteś geniuszem, bo wbiegłeś na boisko bez butów! a co do hiszpańskiego klubu, który niby go chce? to niech najpierw posłuchają, jak on gra na prawdziwym błocie, nie na jakimś tam syntetyku, gdzie każdy piłkarz wygląda jak robot na taśmie produkcyjnej! a ten strzelec, który niby "dał nogę"? no jasne, że mu się marzy wyjazd, bo w MLS nawet jak się strzeli gola, to i tak nikt nie wie, kto to jest – dopóki nie zrobi się afery o kontrakcie do europy! a hiszpański klub to pewnie myśli, że facet umie grać, ale niech tylko zobaczą go na własne oczy, jak będzie biegał po błocie w Segunda i marzył o powrocie do domu, bo tam przynajmniej ma co jeść, a nie tylko te wasze wymyślone historie o "amerykańskiej sile woli"! więc ja wam mówię tak: niech sobie Paul lata po europie, jak mu się zachciało, bo tu w nowojorskim klubie i tak nikt nie wie, jak się gra w futbol, a nie w ping-ponga! my mamy swoje gusta, swoje piwo w kubku po meczu, i nie potrzebujemy żadnych hiszpańskich bajeczek o talencie, który niby ma niby być warta więcej niż cała reszta ligi razem wzięta! bo to nie jest żaden numer jeden, tylko zwykły chłopak z usa, który trafił w odpowiedni moment i dostał swoją szansę – nic więcej, nic mniej. i na koniec: kto pierwszy stracił nadzieję na utrzymanie go w mls? jego własny agent, bo facet tak naprawdę nigdy nie był numerem jeden, tylko kolejnym marketingowym numerkiem! 😤Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ale z waszymi bredniami o kontrakcie hiszpańskim to już naprawdę przesadzacie... Wystarczyło posłuchać wywiadów po ostatnim meczu z Orlando City, gdzie facet dosłownie podpierał się biodrem po każdej akcji, a i tak dołożył asystę przy golu, który uratował drużynie punkty. Komentatorzy z NBC Sports gadali, że nigdy nie widzieli zawodnika grającego w takich warunkach, a tuż po meczu rozmawiał z dziennikarzami jakby nic się nie stało – nawet nie próbował udawać, że "nic nie czuje", bo doskonale wie, że tłumaczenie z bólu biodra to w MLS standardowa wymówka, żeby nie pchać się do ćwiczeń siłowych zamiast na boisko. I co z tego, że strzelił cztery gole w derbach? Fajnie, super, gratulacje – ale żaden z nich nie był zdobyty w meczu, który decydował o mistrzostwie ligi, tylko w takich, gdzie przeciwnik już od pierwszej minuty leciał do szpitala z kontuzją kolana. Hiszpański klub pewnie myśli, że dostanie faceta, który wbija gole w deszczu i błocie, a dostanie chłopaka, który w chmurze kurzu wygląda jak pierwszy lepszy amerykański widelec z rezerw. A co do waszego ulubieńca co "dał nogę" – no jasne, bo w MLS, jak nie zaliczył asysty, to jego nazwisko pojawiało się w statystykach tyle razy co śnieg w Sopocie. My tu kibicujemy facetowi za serce, nie za papierki – ale jak ktoś gra w Europie, to niech chociaż potrafi postawić stopę na ziemi, dosłownie i w przenośni. Bo póki co, Paul bardziej nadaje się na hit instagrama niż na gwiazdę drugoligowego hiszpańskiego klubu.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Ej, ale Spalonyplacze ma chyba trochę racji, że fajnie się patrzy na faceta, który gra mimo bólu – no nie? Ja jeszcze pamiętam jak syn kolegi z pracy jechał kiedyś do Hiszpanii na wypożyczenie i wrócił po trzech meczach z nogą w gipsie, bo facet nie umiał biegać po takiej nawierzchni, a tu mamy Paulka, który nawet z uszkodzonym biodrem kombinuje asysty w NBC Sports. To jednak coś więcej niż zwykły marketing, bo w MLS to już była podstawa: albo grasz przez ból, albo leżysz na kanapie z lodowymi workami. Ale teraz powiem coś, co może nie spodobać się tutejszym kibicom Tommy’ego: facetowi to nie pomogła umiejętność gry na syntetyku, tylko hiszpański klub, który chciał mieć w składzie coś, co przyciągnie uwagę na Instagramie. Bo przyznajcie sami – skąd niby by mieli wiedzieć, że Paul jest twardym zawodnikiem, skoro w Nowym Jorku grali mu się na tych plastikowych dywanach, gdzie ślizga się nawet miejscowy goniec z hot dogami? Hiszpańskie kluby lubią się chwalić "odkryciem amerykańskiego talentu", ale jak ten talent wyląduje na błocie w Segunda i zacznie lecieć po raz drugi na ławkę, to za pół roku będą go wypożyczać z powrotem do Stanów, żeby oszczędzić na biletach lotniczych.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ejże, ziomki, aleście mi tu podkręcili ten temat tak, że aż wiatr świszcze na Rzeszowskich Błoniach! Mnie tam, jak widzę faceta co walczy się z biodrem jak z niedźwiedziem, a wciąż potrafi wbić gola, to aż skóra cierpnie – bo to nie jest jakiś tam cyrk, tylko prawdziwa robota. Ale, ale… z drugiej strony, jak sobie pomyślę, że hiszpański klub pewnie myślał, że dostanie kolejnego American Hero™ do promocji na TikToku, a dostanie chłopaka, który ledwo zipie na błocie Segunda División, to robi się trochę smutno. Bo w sumie… kto pierwszy stracił nadzieję? Jego agent pewnie rozumował: "no dobra, facet gra, ale Europa to nie jest miejsce na sentymenty, tylko na wyniki" – a tutaj akurat wyniki będą mówić same za siebie, i niekoniecznie na plus. Ale i tak, jak na niego patrzę, to nie da się ukryć, że w tym sezonie zaliczył coś więcej niż zwykły marketingowy numer – bo jakby nie było, cztery gole w derbach to nie są żadne przypadki, tylko konkretna robota. Może zatem Hiszpanie dostaną od niego więcej niż się spodziewali… albo mniej, ale przynajmniej z klasą. Tyle że na koniec dnia to i tak cała ta dyskusja i tak się skończy tak, jak się zaczęła: Tommym Paul zostanie tym, kim był – numerem jeden w oczach kibiców z Nowego Jorku, a dla reszty świata może tylko kolejnym amerykańskim widelem, który próbował swoich sił za granicą. I niech tak zostanie.Najpierw policz, potem się spieraj.