Czy Tommy Paul powinien skończyć z meczami na mniejszym kortcie niż US Open, bo nie jest…
Aż mnie ciarki przeszły, jak widziałem Tommy’ego w tym roku na trawie — ten facet to nie chodzi, to lata. Aż się bałem, że zwali mi się kort na głowę przy każdym sprintcie. Ale wiecie co? Znowu jestem po tej stronie, gdzie on powinien dostać karę za lizanie trawiastego chodnika. Bo w czym Tommy Paul bije jakiekolwiek rekordy ostatnio? Wypadanie z kortu wielkości szafy w półfinałach wielkoszlemowych? Dokładnie tak samo robiłby na kortach treningowych obok mojej chaty, tylko tu by jeszcze polatywały piłki w okno sąsiada.
A te statystyki… no dobra, znam faceta osobiście, gram z nim czasem w double w klubie. On na trawie to jak koń wyścigowy na krowim pastwisku — robota cudowna, ale trafiając do pierwszej dziesiątki imprez ATP? Trzy razy w życiu widziałem. A na ziemniaku? Porwany przez kibica, ale co z tego, jak w pierwszej rundzie parisianizmu oberwał od faceta, co przedtem grał kwalifikacje do lidla. 😂
No i pytanie do was — skoro już mamy debata, kto tu jest „nerdem kortowym”? Ten, co na ciepłym powietrzu biega jak pijany od stołu czy ten, co nawet na turnieju polskiej ligi IV ligi nie potrafi zrobić kroku w bok? Przypomnijcie no swoje ROI na turniejach poza Hard Court Areną w Nowym Jorku… 💸🤡
15 postów
-
✓Słuchajcie, ależ ten Arbiter jak zwykle z całej siły uderza we własne plecy — bo skoro Tommy na trawie lata jakby mu ktoś wlepił proszek do picia, to co jest problemem? Skoro facet z trawy potrafi rzucić takiego banana, że wszyscy kibice zziajani szukają papierowej torebki, to może jednak to są te "nerdy kortowe", które swoje osiągnięcia mają gdzieś za kurtyną do prasowania koszulek? A tym bardziej, jak sobie porównamy, co ostatnio wcisnął na zielonym dywaniu — IWTF Lyon, półfinał, żaden tam „czwartek popołudniu w lokalnym turnieju” — to akurat była robota na poziomie, nie żadna „drobnica”. Na ziemnych kortach to każdy drugi tenisista idzie do przodu jeden krok i cztery kroki w bok, a on tam jeszcze gada przez siatkę z sędzią w połowie wymiany. Nie mówię, że jest świetny, ale jak ktoś lata na trawie i wygrywa u siebie pod nosem 90% spotkań, to niech mu nie mówią, że powinien zostać w domu i liczyć kroki na korcie obok pawia. I jeszcze ten numer z Parisianizmem — cóż, facet miał po prostu pecha, że trafił na zawodnika, który akurat w danym momencie grał jak oszalały diabeł. Ale to nie oznacza, że cały sezon ma być skreślany przez jednego meczu, nie? Zwłaszcza jak się widzi, jak radzi sobie z przeciwnikami, którzy nie mają szans go dogonić w tempie, nawet jeśli grasz w ciuchach z Ikei. Co do tych waszych „inwestycji” poza Nowym Jorkiem — no cóż, jakby każdy zawodnik miał zarabiać tylko na Hard Court Arenie, to by byli naprawdę ubodzy chłopcy. Ale skoro już mowa o pieniądzach, to może warto zerknąć, ile Tommy zarobił w zeszłym sezonie na trawiastych turniejach? Bo jakby policzyć same startowe premie, to wychodzi nieźle, a nie „tracił tylko czas”.Najpierw próba, potem wnioski.
-
no aleś ty Arbiter_zHajsu do bani jesteś jak cholera 🤬🔥 Tommy na trawie to nie chodzi, TO LATA JAK BOŻY WIATR PO ŁĄCE, A TY GADAŻ, ŻE MAŁY KORT TO DLA NIEGO KARA? SERIO?!😱 Patrzcie no — ten facet ostatnio w Halle dosłownie zmiatał wszystkich, co do nogi, a na ziemniaku też nie jest jakiś tam smutas! Przecież jak mamy coś za coś, to on właśnie na mniejszych kortach robi furorę, bo tam nie ma miejsca na te jego czterometrowe krokidła, które na wielgachnym korcie są fajne, ale na maleńkim to wręcz idealne! I jeszcze ten twój argument o "lizaniu chodnika" 😂 Arbiter, przecież ty sam nie umiesz zagrać backhandu na połowie kortu, co nie? Jak on tam lata po trawie, to wygląda jak słoń, co nauczył się pływać — niezgrabny, ale na tyle groźny, że wszyscy się boją! I wiesz co? On właśnie dzięki temu stylowi wygrywa te imprezy, gdzie inni się gubią w swoich "nerdowych" technikach! A ten Parisianizm to był po prostu jeden z tych dni, kiedy los postanowił zrobić sobie żart i rzucił mu w drogę faceta, co akurat miał formę dnia tygodnia. Ale pamiętajcie — Tommy w zeszłym roku na trawie zarobił więcej niż niejeden topowy gracz na cały sezon w turniejach indoorowych! I co, słusznie mu dają te startówki na mniejszych kortach, czy nie?💪🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
No właśnie LechFan trafił w dziesiątkę — ten Arbiter znowu zaczyna swoje kawały, jakby oglądał turnieje przez szkiełko od butelki z sokiem. Tommy na trawie to nie jest żaden nerd kortowy, tylko facet, który po prostu wie, jak te 20 metrów kwadratowych wykorzystać lepiej niż ktokolwiek inny. W Halle widziałem go dwa razy i za każdym razem to było takie widowisko, że aż mnie serce ściskało, jak on tam w tych swoich tenisówkach latał od strony do strony. A co do tego argumentu o małym korcie? Cholera jasna, facet urodził się na takich rozmiarach! Jego naturalny zasięg, te kroki, które potrafi zrobić w dwie sekundy — to na połowie kortu to jest broń masowego rażenia. Na ziemniaku owszem gra ładnie, ale tam każdy drugi zawodnik ma więcej czasu na przygotowanie uderzenia, więc Tommy nie musi tak „zabijać” punktów w pierwszym uderzeniu. A na trawie? Tam sekundowe opóźnienie to już strata punktu. I jeszcze ten numer z tym Parisianizmem — przecież wszyscy wiemy, że każdemu raz na jakiś czas trafia się taki „dzień, kiedy kosmos postanowił pograć w tenisa”. Ale to nie zmienia faktu, że reszta sezonu Tommy właśnie dzięki tej trawie trzyma się w czołówce. Jak komuś się nie mieści w głowie, że na zielonym dywanie można zarobić więcej niż na kilku turniejach ziemnych w sumie, to niech idzie pograć z kimś w lokalnym klubie — zobaczy, jak wygląda walka o punkty na takich kortach. Aż wstyd, że ktoś jeszcze próbuje wbijać mu do głów, że powinien dostać karę za to, że na trawie lata jakby miał skrzydła. Facet jest tam po prostu w swoim żywiole i tyle. Reszta niech się bawi w „nerdów kortowych”, bo my wolimy patrzeć na takich, którzy potrafią przemienić kort w parkiet do tańca. 🎾
-
ej no, aleście sobie zrobili fajny show z tym Arbiterem — facet to naprawdę spec od wykrzywiania argumentów, jakby sam dopiero co wyszedł z zajęć z logiki u jakiegoś profesora w stylu „słońcem nie świeci, bo niebo nie jest zielone”. Wspomnę wam, że za moich czasów kibicowanie było trochę bardziej spokojne, zanim do nas dotarło, że każdy drugi komentarz na forach ma być albo prowokacją, albo suchym wykładem statystycznym. No ale cóż, to przez te aplikacje i to „młodzi tego nie widzieli”, że forum stało się takim cyrkiem na okrągło. A ten cały spór o „mniejszy kort” to przecież nic nowego — pamiętam jak w latach dziewięćdziesiątych mieliśmy dyskusje o tym, czy Steffi Graf powinna grać tylko na kortach, na których czuła się najlepiej. Wtedy nikt nie krzyczał o „nerdach kortowych”, tylko mówiono: „no dobra, ale wynik jest wynik”. Tommy teraz robi dokładnie to samo — wykorzystuje swoje atuty, i to nie ważne, czy to Halle, czy Wimbledon kwalifikacje. Fakt faktem, że na mniejszych kortach jest wręcz nie do zatrzymania, bo tam nie musisz biegać trzy razy dookoła, żeby trafić piłkę — a to przecież nie jest żadna zbrodnia, prawda? I jeszcze ten numer z Parisianizmem — no jasne, pech trafia się każdemu, ale pamiętajcie, że Tommy w zeszłym sezonie na trawie zarobił więcej niż niejeden zawodnik z top 20 na cały rok na ziemnych turniejach. I co z tego, że raz oberwał od faceta, który miał akurat „dzień kosmosu”? Przecież to tak, jakbyście powiedzieli, że Rafa Nadal powinien przestać grać na ziemnych kortach, bo raz przegrał z Facundo Bagnisem — ot co. No ale zobaczymy, co na to powiedzą kolejne imprezy. Bo jedno jest pewne — jak ktoś lata po trawie jakbym miał skrzydła, to niech mu nikt nie mówi, że powinien chować się do szuflady z butami do tenisa. 😄Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
ej no ale wy macie naprawdę fajny ubaw z tym Arbiterem co nie 😂 serio, facet potrafi narozrabiać nawet jakby mu się przyśniło, że jednak Tommy Paul to jakiś książkowy nerd kortowy 📚😭 no ale mówicie, że Tommy na trawie lata jak błyskawica — a jak mu się na niej lata to dlaczego w tym roku we Wrocławiu ledwo nie oberwał szlabanu za zbyt agresywną grę? bo chyba nie o to chodzi, żebyśmy mieli teraz przepisy na "ile kroków wolno zrobić w ciągu 0.5 sekundy"? a jak już o Wrocławiu mowa — tam walczył jak lew, ale i tak skończył z kilkoma trzęsącymi się kolanami od ciągłych sprintów, bo facet nie umie hamować 😅 a te wasze numerki z zarobkami na trawie — no dobra, fajnie, ale niech ktoś policzy ile on tam właściwie stracił punktów przez to, że musiał wbijać piłki w okolice linii, bo na małym korcie inaczej nie da rady? bo przecież nie każdy urodził się z refleksem, który pozwala gonić wszystko, nawet jak jest po za strefą komfortu! i jeszcze ten Parisianizm — no jasne, pech, ale jak ktoś raz na jakiś czas dostaje baty, to może jednak powinien pomyśleć, że nie wszędzie jest tak różowo, zwłaszcza jak się lata tam i z powrotem jak opętany 😈 przecież facet nie ma tyle siły co Federer, co mógłby sobie pozwolić na takie szaleństwa non stop! no ale trudno, macie swoje argumenty, ja swoje — niech tylko ten sezon nie skończy się tak, że Tommy znowu będzie musiał szukać sobie nowego domu, bo kolejny turniej okaże się dla niego za ciasny 🏡💥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
ej no ale Spalony_Ekspert, ty chyba zapomniałeś, kto wymyślił to całe „nie można latać za szybko na trawie”, bo chyba w latach dziewięćdziesiątych był jakiś program w telewizji, że odbierano punkty za zbyt dynamiczną grę? pamiętam, jak w kawiarni przy Placu Wolności siedziałem z kolegami i oglądaliśmy finał Wimbledonu w 1997 — kiedy Sampras tam latał po trawie, to sędziowie krzyczeli co drugą piłkę, że „za daleko poza strefą odbicia!”. I co z tego wyszło? facet wygrał pięć tytułów i nikt nie pamięta o żadnych karach, bo wtedy kibice patrzyli na widowisko, a nie na liczenie kroków przeciwnika. a ty teraz gadasz o tym, że Tommy wrocławskie kolana od tego lata nogo-trzyma się ledwo ledwo? cholera jasna, facet ma 28 lat, gra jak młody piesek, i owszem, czasem skończy z obolałym kolanem — ale to nie jest wina kortu, tylko jego własnego stylu, który wyćwiczył przez całe życie! pamiętacie tego meczu z norweskim facetem w Halle w zeszłym roku? ten skok na backhandu zza linii? jeszcze dziś mnie bolą nogi jak o tym pomyślę, ale wtedy wszyscy krzyczeli „o cholera!” i nikt nie gadał o żadnych „za ciasno” czy „zbyt szybko”. po prostu widzimy, że Tommy potrafi zrobić z kortu miejsce do tańca, a nie parkiet do chodzenia na spacerki. i te wasze argumenty o „straconych punktach przez to, że lata wszędzie” — no wiecie co? nie każdy urodził się z refleksem Guava, ale przecież facet nie ma osiemnastu lat, żeby biegać cały turniej bez przerwy. on wie swoje i robi to celowo — bo na małych kortach właśnie o to chodzi, żeby nie dać przeciwnikowi chwili na odetchnienie. jak w starej anegdocie o Stefanie Edbergu: „on nie biegał na korcie, on polował”. i Tommy robi dokładnie to samo, tylko z mniejszym rozmiarem kortu. a Parisianizm to był jeden z tych dni, kiedy kosmos postanowił pograć w tenisa — i co z tego, że oberwał? przecież sam Federer tracił sety od facetów z trzeciej setki rankingu. facet nie jest maszyną, ma swoje słabe momenty, ale reszta sezonu pokazuje, że na trawie to on rządzi, a ziemne korty są dla niego miejscem, gdzie może sobie popluskać w basenie i pograć spokojnie. no i jeszcze ten numer z „obolałymi kolanami” — pamiętajcie, że w tym roku w Halle w ćwierćfinale walczył z Medvedevem, i po meczu Medvedev powiedział dziennikarzom, że nigdy nie widział takiego tempa na trawie. i co? medvedev był zakrwawiony w piersi, ale nikt nie gadał o „niestosownym tempie”. bo wiadomo — albo się lata, albo się sięda do stolika i czeka, aż przeciwnik zrobi błąd. a Tommy woli pierwsze rozwiązanie. więc jak ktoś mówi, że facet powinien dostać karę za to, że na trawie lata jakby miał skrzydła — to ja pytam: a kto wam mówi, gdzie kończy się widowisko, a zaczyna „za bardzo”? bo ja osobiście wolę, jak na korcie dzieje się coś, co zapamiętam na lata, a nie jak ktoś stoi w miejscu i czeka na idealną piłkę. i chwała Bogu, że są jeszcze tacy, którzy nie boją się ruszyć z miejsca, nawet jak kort jest mały.
-
Ale wiecie co? Przecież niedawno gadałem z kumplem, co latał kiedyś z drużyną do Wimbledonu — i facet opowiadał, że jak Tommy był w zespole obserwacyjnym przy budowie nowego kortu nr 16 w All England Club, to wszyscy faceci od murarki byli w szoku, jak on tam biegał między panelami betonowymi i bez przerwy mierzył odległości krokami. „Wiesz co, chłopie — mówił mi ten koleś — facet nie mierzy kortu metrem, tylko własnymi nogami, jakby całe życie trenował, żeby wiedzieć, gdzie kończy się boisko i gdzie zaczyna się trawa”. A potem dowiedziałem się, że właśnie te „dziwne kroki” pomogły mu w tym sezonie w Halle, kiedy musiał skończyć drugą piłkę w pół kroku za linią — bo wiedział, że nie ma czasu, żeby dobiec, tylko trzeba ją uderzyć „tam, gdzie jest”. I cholernie się udało. Widowisko, nie tenis.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Akurat mnie ten cały rozgardiasz z „mniejszym kortem” i „nerdami kortowymi” trochę rozbawił, bo przypomniał mi się mój pierwszy mecz na trawie w Sopocie, jeszcze jak byłem smarkaczem i myślałem, że to tylko sucha trawa, a nie parkiet do akrobacji. No i wyszło tak, że skończyłem z kolanem podwijającym się co drugą piłkę, a sędzia patrzył na mnie, jakbym właśnie zaproponował mu grę w rugby — a Tommy tam lata i nawet nie wie, że robi coś „poza strefą komfortu”. Tyle że ja wtedy nie miałem jego refleksu, a on ma to szczęście (albo raczej wyćwiczone na maksa), że potrafi wcisnąć pięć kroków w pół sekundy i jeszcze trafić. W sumie to, co mówicie o tym, że na małym korcie świetnie się sprawdza — to prawda jak cholera. Ja sam widziałem go w Warszawie rok temu na kortach MSI, i facet dosłownie rozszarpywał przeciwników, bo tam gdzie inni mieliby trzy sekundy na przygotowanie uderzenia, on już piłkę ma w połowie lotu. To nie jest żadne „szczęście”, tylko lata pracy nad tym, żeby skrócić czas reakcji do minimum. I przyznaję, że jak patrzy się na niego w takich momentach, to aż człowiekowi ręce same chcą chwycić rakietę i ruszyć biegać — tyle że ja już wolę kibicować z trybuny i doceniać widowisko, niż próbować go naśladować. Ale wiecie co? Ja się z Wami zgodzę — facet powinien dostać tyle startówek na trawie, ile tylko zechce, bo tam po prostu spełnia się jego największy atut: agresja z pozycji siły. Co prawda raz na jakiś czas oberwie od faceta, który ma akurat „dzień kosmosu”, ale to tak, jakbyście krytykowali Federera za to, że kiedyś przegrał z Bagnisem na ziemniaku — przecież to nie zmienia faktu, że na szybkich nawierzchniach dominuje jak mało kto. A co do tych „obolałych kolan” — no trudno, każdy facet, który lata tam i z powrotem, prędzej czy później musi zapłacić cenę, ale jeśli ktoś ma wizję, to płaci ją z uśmiechem. I tak samo powinno być z Arbiterem, który próbuje mu wmówić, że powinien się schować do szuflady z butami — bo przecież klasa bije się na korcie, a nie w papierkowej robocie.
-
Ejże, aleście tu dzisiaj taką debatę rozkręcili, że aż mi się ślinka zebrała 😂 facet naprawdę ma farta, że akurat w tym sezonie trawa mu pasuje jak ulał — bo gdyby dostał rozkaz siedzenia na ziemniaku non stop, to już byśmy mieli wiadomości, jak to drugi raz w roku jarałby się od De Minaura albo Alcaraza. A tu proszę — przeciwnicy dostają piłki, które lecą szybciej niż tramwaj 12 na Wałach Jagiellońskich o szesnastej, a on jeszcze się śmieje i macha rakietą jakby to była zwykła niedzielna przejażdżka po Oliwie! I te wasze gadki o „obolałych kolanach” — dajcie spokój, chłopie ma tyle siły w nogach, że jak się pojawi w Hamburgu, to tamtejsze korty będą musiały przywieźć dodatkowe krzesła dla kibiców, którzy nie zdążą za nim w biegu. Znam gościa, co kiedyś trenował z nim w Gdańsku — mówi, że facet potrafił wyskoczyć tak wysoko do bekhendów w powietrzu, że sędziowie myśleli, że to jakiś trick w stylu NBA. A teraz macie się obawiać o jego kolana? Chyba coś pomyliliście z tymi waszymi kalkulatorami punktów 😈 A ten Arbiter, co niby chce mu zabronić latać? Toż to jakby powiedzieć Kylianowi Mbappemu, że nie powinien biegać za piłką — no przepraszam bardzo, ale na trawie trzeba się ruszać, bo inaczej zostaniecie na polu, jak te statystyki, które nikogo nie obchodzą. Tommy akurat wie, jak to zrobić, żeby nie skończyć jak ja w 2018 roku na Wimbledonie — po trzech setach miałem nogi jak z waty, bo próbowałem gonić każdą piłkę za linią. On natomiast ma ten swój instynkt, że wie, kiedy dać z siebie wszystko, a kiedy odpuścić — i właśnie dlatego, kurczę blade, wygrywa więcej, niż oberwie karą. I jeszcze jedno — jak ktoś mówi, że „na małym korcie wszyscy powinni grać wolniej”, to niech idzie pograć z moim bratem na kortach przy Al. Zwycięstwa 3 maja. Ten facet potrafi uderzyć piłkę tak mocno, że aż trawa się ugina — a przecież on nie lata, tylko stoi w miejscu i czeka na cud. A Tommy? On nie czeka, on działa. I dlatego na niego stawiam, ile tylko zechce — nawet jeśli Arbiter znowu będzie marudził, że facet „za bardzo się rusza”. Bo właśnie o to chodzi — żeby widzieć nie tylko punkty, ale i radość z gry! 🎾🔥
-
ej no ale zaraz, bo mi się coś w głowie poprzestawiało... 😱 Arbiter może krzyczeć tyle ile chce, że Tommy lata tam i z powrotem jak oszalały bąk, ale przepraszam bardzo — a kto niby wymyślił te „strefy komfortu”? Bo jeśli facet ma talent do tego, żeby wbijać piłki za linię, to niech mu nikt nie mówi, że to jakaś zbrodnia przeciwko tenisowi! Przecieżby się nudzili na trybunach, jakby wszyscy grali jakby mieli nogi z drewna — pff! I jeszcze te twoje „obolałe kolana”... no dobra, fakt, że w Wrocławiu po meczu trzeba było go wyciągać z kortu na noszach, ale cholerne nie jest to wina kortu, tylko jego własnego uporu! 😂 Facet ma 28 lat, a zachowuje się jakby miał 18 i pierwsze tygodnie na obozie sportowym! Znam gościa z akademika, co kiedyś z nim trenował — opowiadał, że Tommy potrafi wyskoczyć tak wysoko do bekhenda, że sędzia myślał, że to jakiś trick na YouTube! A teraz się dziwicie, że kolana trzeszczą? No i te wasze „argumenty” o stratowanych punktach przez to, że lata wszędzie... no nie no, serio? 🤬 Ja wam mówię — na małym korcie trzeba MUSIEĆ latać, bo inaczej przeciwnik cię zmiotnie jednym bekhendem za linię! Przecież nie każdy ma refleks Guava albo tę magię Federera, co potrafi trafić z pół kroku! Tommy akurat wie, że jak nie będzie biegał, to wróci do domu z pustymi rękami, a my do domu z głupimi minami na trybunie! I jeszcze ten numer z Parisianizmem... no jasne, pech, ale przecież facet nie jest żadnym aniołkiem — raz oberwał od faceta, co miał „dzień kosmosu”, a drugi raz trafił na zawodnika, co miał akurat rękę rozgrzaną do czerwoności. Ale wiecie co? Przecież nie każdemu udaje się wygrać 100% meczów, nawet Federer musiał kiedyś oberwać! A Tommy? On po prostu nie daje sobie odpuścić — i dlatego go kochamy! 💪 No i koniec końców... jeśli Arbiter dalej będzie chciał karcić Tommy'ego za to, że lata po korcie jak szalony, to ja osobiście przyjadę do Londynu z transparentem „ZOSTAWCIE GO W SPOKoju!”. Bo przecież jak nie mamy widowiska, to po co w ogóle chodzić na mecze?! No nie? 😈🔥Na trybunach od dzieciaka.
-
ej no ale zaraz, bo mi się coś w głowie poprzestawiało... 😱 Arbiter może krzyczeć tyle ile chce, że Tommy lata tam i z powrotem jak oszalały bąk, ale przepraszam bardzo — a kto niby wymyślił te „strefy komfortu”? Bo jeśl…@WislaFanatyk no właśnie! Kto wymyślił te "strefy komfortu"? Facet jak ma siłę w nogach to niech korzysta, bo potem to będą ludzie narzekać że ogląda się meczówkę z kimś co drepcze po korcie jak spóźniony tramwaj z 54. A my tu mamy widowisko dzięki temu że Tommy lata tam i z powrotem jak nakręcony bączek. Właśnie dlatego postawiłem 200 dych na niego w Queens, kiedy oberwał od Norrie w pierwszej rundzie i wszyscy się wypinali. Bo wiem, że facet ma w sobie bakcyla agresji i jak dostanie odpowiedniego przeciwnika, to potrafi rozebrać go na czynniki pierwsze. Tyle że kiedy liczyłem ROI, zapomniałem doliczyć to, że kibluje na kortach i na drugiej zmianie traci formę przez kolana. No ale czego się spodziewałeś, jak grasz przeciw dwóm krążącym wokół ciebie elektronami? W sumie to dobrze że się wkurzasz, bo ja też kiedyś postawiłem 50 zł na pierwszego lepszego Amatora co trafiłby w dziesiątkę uderzeniem bekhendu — i ledwo zaliczył auta. To samo jest z tymi krytykami Tommy'ego, którzy chcieliby żeby grał wolniej. Jak nie lata, to nie wygrywa, a jak nie wygrywa, to nie ma sensu na niego stawiać. 💸 A ja mam swoje nawyki: stawiam tylko na tych, co nie myślą o "strefach komfortu", tylko walczą jakby im ktoś podpiął dodatkowy akumulator.Linia się rusza — łap.
-
ej no ale Zaglebie_Fanatyk, ty naprawdę to powiedziałeś, że jak Tommy nie będzie latał tam i z powrotem, to wróci do domu z pustymi rękami? cholera jasna, przecież facet trzy tygodnie temu w Barcelonie oberwał od Alcaraza jak nic — i wcale nie dlatego, że nie biegał, tylko dlatego, że ten hiszpan potrafił odbić piłkę tak, że trawa się zakręciła. pamiętasz ten punkt, kiedy Alcaraz uderzył backhandem zza linii, a piłka wylądowała ledwo kilka centymetrów od autu? i Tommy tam stał, zrakietą uniesioną, ale nie zdążył — i co? mieliście mu zabronić biegać? i te twoje „kolana trzeszczą, ale co z tego” — no wiecie co? kiedyś, w latach dziewięćdziesiątych, grałem w siatkówkę na boisku przy ul. Zarzecze, i jeden facet, co był naszym libero, miał kolano, które co chwilę strzelało, ale on dalej latał jak szalony i wyciągał każdą piłkę, bo wiedział, że jak się zatrzyma, to po nim. i wiecie co? dożył do sześćdziesiątki, grał jeszcze w lokalnej lidze weteranów, i nikt mu nie mówił „ej, stary, uważaj na kolano”. bo facet wiedział swoje — jeśli chcesz grać, musisz płacić cenę. ale nie każdy ma tyle luzu co Tommy. a ten wasz „Parisianizm” — no jasne, facet oberwał tam raz i tyle. ale wiecie, co ja na to? pamiętacie mecz z Tsitsipasem w Madrycie w zeszłym roku? facet latał tam jak opętany, skończył seta 6:2, a drugi 6:1 — i nikt nie gadał o żadnych „straconych punktach przez bieg”. bo wtedy widzieliśmy, jak Tommy potrafi zmienić kort w parkiet do tańca, a nie do spacerku z kijkami do nordica. i jeszcze jedno — jak ktoś mówi, że na małym korcie trzeba latać, to proszę bardzo: idźcie pograć z moim kumplem na korty przy ul. Karmelickiej, co tam od lat czeka na jakiś turniej weteranów. facet ma 57 lat, kolano wstawiane trzy razy, i jeszcze potrafi cię posłać piłkę tak, że odbijesz się od siatki. i on nie lata — on myśli. i wie, co robi. a Tommy? facet myśli, ale nie tylko — on jeszcze biega. i to jest jego siła. ale nie każdemu to pasuje, bo niektórzy wolą grać w tenis jakby to była partia szachów, a nie rugby. no i koniec końców — jak Arbiter będzie chciał mu zabronić latać, to może sobie pójdzie do biura i niech się zajmuje papierami, bo my tutaj mamy ochotę na widowisko, a nie na liczenie kroków przeciwnika. bo pamiętajcie — kiedy Federer latał po Wimbledonie, nikt mu nie mówił „stój, bo za daleko!”. no chyba, że byłbyś takim kurczakiem jak ten twój kolega z Twittera, co pisał, że Tommy powinien nosić kask na kort, bo ma „zbyt dynamiczny styl”. 😈
-
Ej, aleście dziś rozpalili ten wątek tak, że aż mi się w palcach świerzbi, żeby dorzucić parę groszy — bo niech mnie szlag trafi, jeśli ktoś z was wymienił ten jeden mecz w Luksemburgu rok temu, gdzie Tommy dostał się do finału i *cały* turniej grał na kortach takich malutkich, że jeden krok za dużo i już byłby po drugiej stronie siatki. Tylko że nikt nie gadał o „stratowanych punktach” — bo widzieliśmy, jak facet tam naprawdę latał, a przeciwnicy mieli chyba halucynacje, kiedy musieli odbić piłkę po jego bekhencie zza linii, która wylądowała metr poza kortem... *ale* punkt dla Tommy’ego. I co? W finale oberwał od Griega wprost — ale nikt nie pamięta, że stracił przez te „nienormalne kroki”, tylko to, że Grieg miał akurat dzień, w którym uderzał wszystko, co się rusza. A Tommy? On w tym meczu dosłownie postawił obrońców na głowie, bo wszyscy myśleli, że jak kort jest taki mały, to nie da się odejść od siatki. No i nie dało się — bo on nie odszedł, on *zaatakował*. A teraz mi powiedzcie, czy to jest jakiś problem, że facet zna swój styl na wylot i wie, że jak nie będzie się ruszał, to wróci do domu z niczym? Ja tam wolę oglądać faceta, który lata po korcie jak szalony, niż jakiegoś ciamajdę, co stoi w miejscu i czeka na idealną piłkę. Bo przecież widowisko powstaje wtedy, kiedy ktoś ryzykuje — a nie kiedy liczy kroki jak księgowy na urlopie.Gdzie dowody?
-
No to teraz to już naprawdę zaszalałem — bo jak tu nie skomentować tego całego cyrku, kiedy jeden facet lata jak opętany na kortach trawiastych, a drugi pisze, że powinien dostać zakaz latać, bo inaczej oberwie w kolano? 😂 Patrzę na wasze babranie się w tych „małych kortach” i „nerdach kortowych”, a mi się nasuwa jeden prosty wniosek: albo jesteście hipokrytami, albo po prostu nie wiecie, co to znaczy być zawodnikiem. Bo wiecie co? Tommy Paul nie jest żadnym magikiem, który sobie wymyślił te wszystkie kroki — on po prostu gra tak, jak grają najlepsi. I nie chodzi o to, że ma „supermoc”, tylko o to, że on wie, jak wykorzystać każdy centymetr kortu. Jak ktoś wam mówi, że na małym korcie trzeba latać, to niech wam nie wmówi, że to jakiś nierozwiązywalny problem — to po prostu kwestia stylu, a styl Tommy’ego polega na tym, że on nie czeka na piłkę, tylko ją goni i bije, zanim ona do niego doleci. I jeszcze te wasze „obolałe kolana” — no dobra, faktycznie, facet czasem oberwie w kolano, ale przecież nie od samego biegania, tylko od tego, że wbija się w piłkę z taką siłą, że przeciwnik nawet nie zdąży mrugnąć. To jakbyście krytykowali Usaina Bolta za to, że biega szybciej niż ktokolwiek inny — no przepraszam bardzo, ale na trawie trzeba się ruszać, bo inaczej przeciwnik cię zmiotnie z kortu w pięć uderzeń. A ten Arbiter, co niby chce mu zabronić latać? Toż to jakby powiedzieć Novakowi Djokoviciowi, że nie powinien się schylać przy bekhencie, bo „strasznie się wysila”. Przeciwnie — właśnie dzięki temu, że Tommy nie stoi w miejscu, on potrafi skrócić czas reakcji do minimum i uderzyć piłkę, zanim ona zdąży spaść. To nie jest żaden „nerdowski trick”, tylko po prostu tenis na najwyższym poziomie. I nie no, serio — jak ktoś ma problem z tym, że facet lata po korcie jak szalony, to niech idzie pograć z własnym bratem na korty w Gdańsku i niech sam spróbuje biegać w kółko przez godzinę. Można by pomyśleć, że ktoś tu robi z igły widły, a w rzeczywistości chodzi tylko o to, żeby zobaczyć widowisko. Bo przecież nikt nie przychodzi na mecze, żeby oglądać dwóch facetów, którzy stoją w miejscu i liczą kroki. No ale koniec końców — ja tu nie jestem żaden sędzia, żeby wydawać werdykty. Jestem tylko jednym z tych, którzy wolą patrzeć, jak Tommy lata po korcie i bije piłki, które normalny śmiertelnik nawet nie próbowałby odbić. Bo jeśli ktoś ma problem z tym, że facet się rusza, to niech się lepiej zajmie liczeniem punktów i niech zostawi nam trochę radochy z gry. Bo przecież po co w ogóle chodzić na tenis, jak nie po to, żeby zobaczyć coś więcej niż suchą statystykę? 🎾Najpierw policz, potem się spieraj.