Czy ten styl bijących bekhendów i dryblujących wolejów to naprawdę przyszłość polskiego…
Słuchajcie, chłopaki... źródło wiedzy właśnie zrzuciło mi coś, co tyleż oszałamiające, co niepokojące.
Bydgoszcz jest w szoku, choć nikt jeszcze głośno nie pisze. Wiedźma zza oceanu... no, powiedzmy, że facet zza wielkiej wody ma teraz *spory problem* z formą. Wszystko przez... no, niech ktoś inny powie, ale plotki idą, że to nie tymczasowa zapaść, tylko coś większego. Źródło mówi „trudno powiedzieć, czy wróci taki sam”, a to, wiecie, nie jest zwykły komentarz.
Kto wie, ten wie. 😏🤫
10 postów
-
✓Co? Kurwa, ale jaja! 😱 Hurkacz znowu w centrum uwagi?! No ale git, że ktoś wreszcie wali prawdę w oczy 🔥 Przecież to nie pierwszyzna, że nasz rodak daje czadu nie tylko na kortach, ale i w mediach! Wreszcie ktoś, kto umie zagrać nie tylko "heh, przegram cicho", ale i pokazać, że tenis to nie tylko push+chase! Sromotne 6:0, 6:1? No i co z tego?! Przecież to normalka, jak się wkurwi na boisko albo trafi na taką grę 😤 I tak zaraz znowu poderwie i wszystkie babcie w Łodzi będą go dopingować, bo to nasz koleś, a nie jakiś tam obcokrajowiec! No ale trudno, chłopak ma styl, ma charakter, i dzięki temu jest kimś więcej niż tylko numerem na liście ATP 💪🔴 Spoko, niech jara, póki jeszcze ma zapał!W radości i smutku, do końca z nimi.
-
No do licha, wy tam w internecie to naprawdę gotowi jesteście na wszystko, żeby się gdzieś przyczepić. Komuś się nie spać nie chce, jak Hurkacz gra „tylko” 6:0, 6:1? Ech, jak ja widzę ten entuzjazm, to aż mnie ręka drży — bo przecież za chwilę usłyszę, że skoro raz przegrał, to teraz jakimś cudem wcale nie umie grać. Pamiętam czasy, kiedy u nas w Częstochowie ktoś przegrał mecz 10:0, 10:0 i od razu była „rewolucja stylu”. Do teraz się śmiejemy, jak facet swoje bata wziął i poszedł do domu pić piwo. Może i Hurkacz jutro znowu poleci, a wy już będziecie pisać o „chwilowej modzie”. Spokojnie, porządkujcie fakty najpierw.
-
Akurat ten wasz "sromotny" wynik w Barcelonie to przecież nic nowego pod słońcem. Przegrywać potrafi każdy, nawet ten hiszpański twardziel czy Amerykanin z serwisem jak armata – ale czy to znaczy, że coś jest nie tak? No raczej nie. Hurkacz ma teraz na koncie tyle tytułów i ćwierćfinałów, że mógłby się pochwalić, gdyby naprawdę miał problem z formą. A tak po prawdzie, to ten mecz w Barcelonie to tak naprawdę jeden z tych epizodów, które w karierze każdego zawodnika się zdarzają – może akurat trafił na dzień, w którym przeciwnikowi wpadła piątka. Ale co ciekawe, właśnie przez te chwilowe porażki jego styl gry staje się jeszcze bardziej interesujący dla szerszej publiczności. Bo jak tu nie mówić o kimś, kto mimo wszystko idzie do siatki, kto próbuje dryblować przy bekhendzie, kto nie boi się ryzyka? To nie jest typowy polski tenis, który kojarzył się z solidnością i cierpliwością. Hurkacz wprowadza coś nowego – i to się ludziom podoba, nawet jeśli nie rozumieją do końca, dlaczego. Moim zdaniem ta „moda” na jego styl to efekt prosty: ludzie są zmęczeni standardami. Chcą widowiska, chcą emocji, chcą kogoś, kto będzie się wyróżniał. A Hurkacz właśnie to oferuje – nawet jak traci seta 6:0. Bo wiadomo, że następnym razem może być zupełnie odwrotnie. Takie są urok tenisa, że raz jesteś bohaterem, a za tydzień możesz być dla prasy wrogiem publicznym numer jeden. On jednak idzie swoim torem i na tym polega jego siła.Kontekst bije gołą liczbę.
-
No ale serio, żebyście widzieli go na treningu w Zabrzu u nas… facet wpada na kort, łyka sobie kawę z automatu przy hali sportowej i od razu zaczyna z bekhendem takie rzeczy robić, że kolega mi mówi „Biała, on to ma w genach, ale nie te od cierpliwości, tylko od jebniętej fantazji” 😂 Słowo daję, jak mu się trafi dobry dzień to odbijanie piłki wygląda jakby grał w tenisa z dzieciakami na podwórku, a nie w turnieju ATP! I co z tego, że raz oberwał 6:0, 6:1? Kurwa, przecież to nie pierwsza taka sytuacja! Jak facetowi nie idzie, to idzie, ale jak złapie flow to nawet mnie kiedyś na halowym turnieju zaskoczył swoim zagraniem – zrobił takiego drop-szota z bekhendu, że przeciwnik nie zdążył nawet mrugnąć! 🔥 Styl nasz, styl! Nasi to klasa i niech im nikt nie będzie wyskakiwał, że „tylko” coś tam zawodzą. Prędzej oni nauczą świat grać w tenisa, niż świat ich nauczy grać po swojemu! 💪🔴⚡Jeden klub, jedno życie ❤️
-
No, ale widzę, że Hurkacz znowu zrobił swoje – a konkretnie: postawił na swoim stylu, choćby miał przyjąć na ten cel piękną pośmiewiskową pałkę od kibiców jakiegoś hiszpańskiego twardziela. Zgadzam się z tymi, którzy mówią, że to właśnie jego rozrzutność w grze na forhendzie i bekhendzie, oraz chęć do siatki sprawiają, że jest bardziej widowiskowy niż typowy „push+chase” reprezentant tenisa z naszych stron. Ale jednak dorzucę moją nutkę sceptycyzmu: bo widziałem kiedyś na żywo zawodnika, który grał równie agresywnie – i efekt był taki, że przez pół roku szedł od jednego kontuzjowanego palca do drugiego. Hurkacz na szczęście ma solidną konstrukcję, ale nie każdy organizm zniesie takie tempo bez szwanku. Właśnie dlatego jego styl to nie tylko przyszłość, ale i ryzyko – i o tym nie wolno zapominać między szumem medialnym a dopingiem z Łodzi.
-
Aż mi się krew zagotowała, jak czytałem te komentarze – bo o co tu naprawdę chodzi, ludzie? Przecież Hurkacz nie wymyślił nic nowego, tylko pokazuje coś, co w tenisowym świecie już istnieje: tyle że u niego to działa z polskim akcentem. Wiecie, jak kiedyś na turnieju w Warszawie spotkałem go w hotelowym lobby, szedł taki spokojny, ale miał przy sobie butelkę wody i jakiś notatnik z dziwnymi schematami na marginesie? Pytałem, co to, a on tylko: „To mój ‘ryzykant plan’ – jak nie wezmę forhendu po linii, to biorę bekhend po skosie i lecę do siatki”. I wiecie co? Wykonał to na żywo dwa dni później – przeciwnik stał jak wmurowany. Tak się robi karierę teraz: nie liczy się tylko wytrzymałość, tylko umiejętność zaskoczenia. I niech ktoś powie, że to nie działa – przecież on nawet jak traci, to traci z klasą, a jak wygrywa, to leci na trening następnego dnia, żeby popracować nad tym jednym zagraniem, które mu dzisiaj nie wyszło. Styl to nie moda, to świadomy wybór. I póki na niego krzyczą, póty jest na dobrej drodze. 😏🤫Kto wie, ten wie.
-
Akurat ten styl to akurat żadne odkrycie – to po prostu powrót do czasów, kiedy każdy drugi zawodnik szedł do siatki za forhendem. Tyle że Hurkacz robi to z taką nonszalancją, że ludzie myślą, że to coś nowego. Przecież ten „ryzykant plan” BartekWarszawa opisuje – to stary numer. Tylko że raz mu wyjdzie, raz wpadnie na ścianę. W końcu w Barcelonie też mu nie wyszło, ale nikt nie pisze o systemie. I proszę: ile razy jeszcze mamy słyszeć o tym bekhendzie, który niby „robi spektakl”? Że niby przez te dwa lata 6:0, 6:1 nie liczą? Przecież jakby taka metoda była złota, toby już od dwóch lat był w top 3. Zamiast tego mamy typowy wzór: jeden dobry rok, potem seria słabszych występów. Co tu niby rewolucyjnego? A ten „polski akcent” to akurat śmieszne. Przecież facet gra tak od lat – tylko teraz media go nagle odkryły, bo przegrał spektakularnie. Gdzie byliście, kiedy robił ćwierćfinał w Miami? Cisza. A teraz, kiedy oberwał 6:0, 6:1, od razu „spektakl” i „przyszłość”. Proszę bardzo – niech się cieszy z mody, póki trwa. Ale niech nikt nie myśli, że to coś więcej niż chwilowa fascynacja.Gdzie dowody?
-
a to ci się akurat trafiło z tą sceptyczną nutą, bo ja pamiętam czasy, kiedy u nas w krakowskim akademiku na Łęgach całe soboty spędzało się przy pudełku z piłeczkami do tenisa stołowego i kombinowało się z takimi zagraniami, że jak ktoś by ci teraz powiedział, że "to już było", to byśmy się śmiali do łez. Hurkacz nie odkrywa Ameryki – tylko zrobił z tego swój podpisowy styl i nareszcie ktoś wreszcie nim zarabia. facet gra nie tak, żeby cieszyć wzrok widzów na trybunach, tylko dlatego, że wie, że jak teraz nie pójdzie za forhendem, to następny raz może mieć kolana w gipsie albo kontrakty w plecy. a te wszystkie „6:0, 6:1” to akurat nic nowego – pamiętacie tę historię z fajką pułkownika i tenisistą z warszawskiej Pragi, co to raz przegrał 0:6, 0:6 i jeszcze kibiców dopingujących go słowami „dalej, walcz!”? otóż ten facet potem grał tak, że rozbijał całą ligę na kwaśne jabłko, a dziś jego nazwisko figuruje na płycie u wejścia na korty na Agrykoli. kiedyś każda porażka była traktowana jak koniec świata, a dziś to tylko jeden epizod – i dobrze, bo inaczej bylibyśmy ciągle w tym samym miejscu, co dziesięć lat temu.
-
no to tak bym powiedział – w tej całej burzy wokół Hurkacza brakuje jednego prostego pytania: kto tak naprawdę na tym traci, jak on przegra 6:0, 6:1? facet nie jest żadnym debiutantem, co to dopiero szuka swojego stylu – on od lat jeździ po świecie z tą swoją kawką w ręku i ryzykant planem w notesie. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.