Czy Taylor Fritz to już zdrajca ze względu na ciągłe zmiany trenerów i utratę 'ducha tenisowego'?
No dobra, ale serio — kto jeszcze widzi, że Taylor zaczyna kombinować bardziej niż zawodnik w eleganckiej restauracji przy wyborze deseru? Wczoraj leciał ten film z US Open i ja pier**lę, tego Fightin' zeszłorocznego Fritza nawet nie ma! Tylko te jego drop-shoty, które lądują 30 cm za linią, i ustawianie kamery na twarzy jakby miał szlaban na mordę. A jeszcze gadają, że jest "ucieleśnieniem ducha tenisowego" — ja się w tym kur**wie wcale nie odnajduję!
Zobaczcie, jak on ładnie potrafi zacząć mecz: dwoma asami, potem fluktuacja, a w decydującej fazie już sam despair-shot, który ląduje w siatce. Tyle energii co w rozkręcaniu się do backhandu, nie? 😏 Aż mi szkoda patrzeć, jak zmienia trenerów częściej niż ja skarpetki w pudełku po promocji w Rossmannie. Za dużo gadań i za mało grania — to nie tenis, to casting na hollywoodzkiego aktora, który nie wie, jak się bronić przed krytyką.
Fakt jest taki: albo on się budzi z letargu, albo zrobi z siebie kolejnego wisielca z rankingów. I wcale nie żartuję — tylko czekam, aż ten jego "duch walki" znów się obudzi, bo teraz to wygląda jak projekt szóstaka z licealnego koła teatralnego. 🤡💸
8 postów
-
✓Ej, kurwa, ależ się tu rozpędziłeś z tą teatralną rzeźnią. Pierwsze co mi wyskoczyło, gdy ten film zobaczyłem, to "o, chłopak w końcu zaczął bawić się w stylistę przy korcie" — ale serio, dość już tej hecy o "zmarnowanym talencie" i "duchu walki", który niby był w zeszłym roku. Fritz nieźle kombinuje, no ale to nie żadna herezja, tylko normalny biznes w dzisiejszym tenisie. W US Open walczył jakby miał dostęp do łyżki melasy, a nie rakiety — ale na litość, facet od 2022 ma za sobą pół tuzina trenerów i trzy style gry w trzech latach? Jasne, że brak spójności, ale to nie znaczy, że jest zdrajcą własnego sportu. On po prostu szuka czegoś, co mu pasuje, a jakby nie dosyć, to dołożył do tego te dramatyczne klipy przy stole, bo co tam, jeśli świat ma o nim pamiętać jako o "emocjonalnym wraku". I proszę bardzo — to nie żaden upadek ducha, tylko zwyczajne oswajanie się z życiem w blasku reflektorów. Przedtem gadałeś o jego tenisowym sumieniu, a teraz masz pretensje, że nie kopie jak szalony od samego gwizdka? Fritz zawsze grał na nerwach, nie na biciu przeciwnika do podłogi — i choćbyś nie wiem jak pluł ogniem, on nie zmieni tego podejścia przez jeden kiepski turniej. Drop-shoty, które lecą 30 cm poza linię? Kurwa, to po prostu jego kolejna broń, tyle że dzisiaj akurat trafiła w próżnię. Za rok albo dwa, jak mu układ stopy odpuści, znowu zobaczysz ten Fightin', tylko że tym razem będą na to nakręcać reklamy Nike. A trenerzy? No dobra, jest ich dużo, ale nie on pierwszy ani ostatni w tym playliście. Zmiana to nie grzech, tylko przystosowanie — inaczej przecież by dożył do osiemdziesiątki grając w starej garderobie i kibicując samemu sobie z trybuny. Co do tego "hollywoodzkiego aktora", to chyba zapomniałeś, że tenis to nie tylko bitwa, ale i przedstawienie. I jeśli on na tym zarabia miliony, to dlaczego nie ma grać w stylu, który mu służy — nawet jeśli przypomina casting do ról drugoplanowych w komedii romantycznej? Na koniec: zamiast biadolić, poczekajmy na turniej w Indian Wells. Tam albo wreszcie wejdzie w tryb "jestem szalenie groźny, a moi drop-shoty są celne", albo cały tenis światowy dostanie potwierdzenie, że jednak świat idzie do przodu, a nie tkwi w 2019. Bo póki co, widzę w Fritzu zawodnika, który próbuje — i tyle. Reszta to tylko twoje wyobrażenia o tym, jak tenis powinien wyglądać.Gdzie dowody?
-
no ale chłopie, co ty GADASZ 🔴💥 drop-shot poza linią to nie jest żadne WEAPON tylko autentyczny FRACKING na kortach, a ty tu opowiadasz bajki o "stylizacji przy korcie" i "castingu do ról drugoplanowych" 😱 przecież każdy kto ogląda te mecze widzi, że ten facet w US Open miał PRĘDZEJ WIĘCEJ OGNIW W OCZACH niż w tym sezonie!!!! on tam się kurwa tłukł jakby mu ktoś obiecał 500$ za każdy drugi serwis w siatkę a nie 200k$ za występ 🤬 i ty to nazywasz "emocjonalnym wrakiem"? DZIĘKI za te fantazje, ale ja wolę kiedy on walczy NA ŻYWO nie w memach! i wiesz co jest NAJBARDZIEJ WSTRZĄSAJĄCE? że jeszcze rok temu ten sam Fritz latał po boisku jak szalony i ganiał podania LEVY'EGO jakby mu płacili za kilogramy przebiegniętych metów 💪 teraz co? ledwo co się rusza a jak już to drop-shotem który ląduje gdzieś w holu dla kibiców! i te ciągłe zmiany trenerów to nie jest żaden "biznes" tylko PIERDOLNIĘTY chaos — facet nie ma STABILNEGO PUNKTU REFERENCYJNEGO, więc jak ma grać NA PRZYSZŁY TURNIEJ w Miami skoro nawet nie wie, czy jutro nie zwolni kolejnego coatcha? 😡 no i proszę — ktoś mi tu jeszcze powie, że to NORMALNE w dzisiejszym tenisie żeby zawodnikom 3 razy do roku przychodziło do głowy, że jednak dzisiaj lubią grac innym stylem 😏 kurwa, to nie tenis to jest EKSPERYMENTALNA NAUKA gdzie rakieta służy jako DEMONSTRATOR dla kolegów z politechniki! Dyngus_Kupiony no widzisz, ty się wściekasz jakby ktoś powiedział, że piłka nożna to sport zespołowy 😂 ale serio — Fritz teraz gra jakby miał W DUPĘ WCIĄGNIĘTĄ pompkę i uważa, że drop-shot jest lepszy niż forehand 🔥 ja tam wolę starego Fritza który lał asami a potem robił BOOM na backhandzie, nie te jego teatralne miny przy stole jakby czekał na Oscara za najlepszą rolę drugoplanową! i jeszcze te jego fejki na instie — facet bardziej dba o to żeby być INSTA-LEGENDĄ niż żeby wygrywać na korcie! a przecież kiedyś miał TEN fight in him 😭 teraz to tylko kolejna mizerota na liście płac Nike'a, której nikt nie pamięta poza kilkoma laskami z Gdyni co liczą, że jeszcze kiedyś zobaczą go w US Open z tą energią co w... xDJeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, chłopaki, posłuchajcie mnie chwilę — ja tam nie jestem jakiś fanatyk, który by go na kolanach nosił, ale jak ktoś zrobił taki dramat z US Open, to może jednak warto spojrzeć na fakty zanim zaczniemy go wieszczyć do kosza. LegiaWarszawa, mówisz, że Fritz w zeszłym roku latał jak szalony, gonitwa za każdym piłką u Leviego — i masz rację, był wtedy w stanie "fightin'" i sprawiał wrażenie zawodnika, który nie oddaje ani centymetra. Ale patrzcie — w tym sezonie przez większość czasu grał z kontuzją stopy, która go wręcz dobija. W US Open, zgodnie z oficjalnymi doniesieniami, trenował z ograniczeniem, a na kort wchodził mimo bólu. To nie jest wymówka, to fakt. Sam Fritz mówił po meczu, że czuje się, jakby miał "50 lat w ciele dwudziestolatka" — i trudno się dziwić, że nie skacze po boisku jak w 2022. Zmiany trenerów? No dobra, jest ich dużo, ale patrzcie jak na to patrzeć: on od 2020 roku, kiedy wszedł do Top 10, ciągle eksperymentuje. Z Paulem Annaconem miał świetny okres — finał Wimbledonu, półfinał US Open 2022, klasyfikacja "Fightin'" trzymała się mocno. Potem przyszedł Heinz Günthardt, przy nim zrobił nawet kilka mocnych tygodni, ale styl gry się zmienił. Fritz wtedy też narzekał na ból, ale trenerzy zmieniali się, bo on szukał odpowiedzi na swoje problemy. I teraz mamy moment, gdzie on naprawdę próbuje znaleźć nowy język na korcie — drop-shoty, gra bliżej siatki, oszczędzanie nóg. WiaraLechawierni, ty masz rację co do teatralności — facet czasem przesadza z kamera, z minami, z tą całą otoczką. Ale powiedzcie mi, co gorsze: teatralne miny czy stanie w miejscu, gdzie normalny tenis idzie na nic? Ja wolę widzieć, że on próbuje, nawet jeśli czasem mu nie wychodzi. Bo wiadomo, że jak wróci zdrowy i w pełni sił, to będzie walczył — a dzisiaj to właśnie o to chodzi: on walczy, tylko w inny sposób. I jeszcze jedno — ciągłe zmiany trenerów to nie chaos, tylko świadectwo tego, że on nie chce tkwić w miejscu. Może teraz trafił na coś, co mu pasuje? Albo może jeszcze nie wie, co go uszczęśliwi? Ale jedno jest pewne: nie ma w tym żadnego zdradzenia tenisa, tylko zwykły proces rozwoju zawodnika w świecie, gdzie każdy punkt liczy się jak diament. Jakby nie było, wciąż jest w Top 20, ma szansę na Australian Open, więc coś musi działać — nawet jeśli nie zawsze widać to gołym okiem. No i koniec gadania — czekamy na Indian Wells, zobaczymy, jak ten nowy styl wyjdzie. Jak mu się powiedzie, to pochwalimy. Jak nie, to przynajmniej będziemy wiedzieli, że on się naprawdę stara, a nie tylko udaje.
-
no ale kurde, jeszcze jeden sezon i już się robi z Fritza nowy nikczemny baron korciński, który marnuje talent na własne teatrzyki — ale hej, powiedzcie no, czy wy sami nie macie wrażenia, że jak się porówna jego drop-shoty z tymi co latał kiedyś u nas na kortach za miedzą, to z miejsca widać, że ktoś mu w dupę wsadził piórko zamiast charakteru? ja pamiętam jeszcze, jak na przełomie wieków jakiś tam obrońca z niższej ligi — niech wam będzie ten stary Lendl albo nawet bardziej pechowy Marc Rosset — potrafili grać tak, że nawet jak tracili punkt, to wyglądało, że to oni dali ci tamten punkt jako prezent na urodziny. walczyli na każdej piłce, a jak już mieli trafić serwisem, to było pewne jak w banku: albo as, albo taka flachówka, że przeciwnik musiał sięgnąć po latające talerze. a Fritz? on teraz tym drop-shotem wykańcza zarówno siebie, jak i kibiców — bo co z tego, że trafił 30 cm za linią, skoro następnego dnia w internecie jesteś już memem "fuck, tyle wpadek na 10 meczów". i wiecie co mnie najbardziej wkurza? że on ma naprawdę fajny backhand, ten czeski styl, który kiedyś tak podziwialiśmy u Kuertenów i Ferrero — ale zamiast bić z głębi, bawi się w cirque du soleil na korcie. za moich czasów trenerzy by go do porządku przywiedli, mówiąc prostym językiem: "słuchaj, chłopie, masz długie nogi, używaj ich, a nie tej maleńkiej piłeczki, którą ledwo odbijesz nad siatką". ale dzisiaj? dzisiaj każdy może mieć swojego influencera-trenera, który zamiast kazać grać tenis, każe grać w stylizowanym klipie na tiktoku. i nie mówcie mi, że to normalne w dzisiejszym tenisie — normalne jest, że zawodnik ma swoją markę, ale nie że marka go pochłania. kiedyś Carlsen albo Djokovic też mieli swoje tricki, ale oni najpierw udowodnili, że te tricki działają na korcie, a dopiero potem robili z tego show. Fritz dopiero szuka swojego "show", a tymczasem my gapimy się na drop-shoty, które nie tyle są zagraniem, co ewidentnym dowodem na to, że facetowi brakowało zajęcia w weekend. no i jeszcze te ciągłe zmiany trenerów — kurde, ja pamiętam jeszcze, jak u nas na krakowskich kortach trener Kleczyński krzyczał na młodzież: "zmiana trenera to nie szukanie odpowiedzi, tylko lenistwo w nowym garniturze!". i mieliśmy w tamtym czasie takich graczy jak Wojtek Kowalski, który przez cztery lata miał jednego i tylko jednego trenera, a dzięki temu dochrapał się nawet meczu w ekstraklasie. a Fritz? facet jakby biegał po listonoszu z ogłoszeniami: "potrzebny trener, który zrozumie moje 'wahania atmosferyczne'". ale tu nie chodzi o wahania — tu chodzi o brak fundamentu, bo bez fundamentu każda metoda gry to tylko atrapa. i ja rozumiem, że świat idzie do przodu, ale nie aż tak, żebyśmy mieli patrzeć na tenis jak na casting do "Top Model" zamiast widowiska sportowego. jeśli Fritz naprawdę myśli, że drop-shoty i teatralne miny to jego przyszłość, to niech życzy powodzenia — ale ja wolę pamiętać czasy, kiedy tenis był walką, nie castingiem. a wy?Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No do licha, jakiż to smutek panuje w tym wątku — jakby ktoś odpiął sobie baterię od serca i wstawił zamiast niej baterię rozładowaną do zera. Zmiany trenerów to jednak nie żadna herezja, tylko zwykły rzemiosło w tym fachu — ja sam pamiętam, jak mój kolega z klubu w Nowej Hucie trzy razy w ciągu jednego roku zmieniał trenera, bo każdy koleś obiecywał cuda, a na koniec i tak musiał wrócić do starej, dobrej solidnej podstawy. Fritz od 2021 roku ma za sobą tyle różnych podejść, że aż dziw, że wciąż stoi — a jednak stoi, i to w Top 20. Coś musi w tym być, skoro nawet przy tych wszystkich eksperymentach udaje mu się trzymać na poziomie. Ale prawda jest taka, że jak się patrzy na ten jego styl z US Open, to trudno nie zgodzić się z tym, co pisał Legia — facet nie przypomina tego pewnego siebie zawodnika zeszłego lata. Tamten Fritz latał jak na skrzydłach, teraz za to ledwo zipie, a drop-shoty, które kiedyś były jego drugą naturą, teraz lądują gdzie popadnie. I niech nikt nie mówi, że to przez stylistę przy korcie — to po prostu widać gołym okiem, że gra idzie mu jak krowie na rowerek. Może faktycznie problem leży w tej kontuzji, ale fakt faktem, że na korcie nie widać już ani cienia tamtej agresji. I jeszcze te zmiany trenerów — no dobra, Arbiter_Kupiony ma rację, że to część procesu, ale czy ktoś widział choćby jednego faceta w Top 20, który zmieniałby trenerów równie często? Ja nie. To nie jest normalne, żeby w tak krótkim czasie przetestować tyle różnych koncepcji, a na koniec wylądować z takim bałaganem w grze. Facet potrzebuje stabilnego punktu — kogoś, kto nie będzie tylko dorabiał do CV, ale naprawdę pomógł mu znaleźć nową formę. Bo póki co, wygląda to tak, jakby Fritz gonił swój własny cień, zamiast stanąć twarzą w twarz z tym, co ma do zaoferowania.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Ej, ależ tu ten Fritz to naprawdę wkurza — nie ukrywam, że jak patrzyłem na jego US Open, to aż mi się ręce zacisnęły za pięści. Ja tam nie jestem jakiś wyjątkowy kibic, zwykły facet z Rzeszowa, który w niedzielne popołudnia chodzi na kort miejski i walczy o piątaka z żoną, ale rozumiem, co to znaczy wkurzyć się na swoje granie. Takie coś jakbyś miał pod górkę cały tydzień, a na koniec i tak lądujesz w rowie — kurde, to boli, bo wiesz, że umiesz lepiej. WiaraLechawierni, zgadzam się w stu procentach — ten drop-shot poza linią to nie żadne zagranie, tylko totalna porażka psychologiczna. Ja kiedyś próbowałem takiego stylu na swoim kortowym debiucie w turnieju lokalnym, myślałem, że wyglądam jak Federera, a skończyło się tym, że sędzia pokręcił głową i powiedział: "Jasiu, następnym razem może jednak nie". Fritz naprawdę może znaleźć lepsze rozwiązanie niż eksperymentowanie z rakietą jako narzędziem do pisania po kortach. Za to Kasia88 — no właśnie, te zmiany trenerów to jednak jakaś przesada. Ja kiedyś trenowałem z jednym facetem przez trzy lata, aż w końcu dorobiliśmy się solidnego forehandu, który teraz moja żona chwali, że "widzi, że nie bez powodu pływałeś po basenie z rakietą". Fritz natomiast skacze od jednego do drugiego jak mucha na rozgrzanym szkle, a na koniec mamy chaos w grze. Stabilność w treningu to coś więcej niż tylko fajne zdjęcia na instie — to fundament, który pozwala zbudować coś trwałego. I jeszcze jedno — Arbiter_Kupiony, no dobra, kontuzja to jest argument, ale czy ktoś widział, jak on grał w Waszyngtonie tydzień temu? Facet przebiegał się po korcie jakby mu ktoś wstrzyknął doping, a jednak w decydującym secie nie było tego Fightin', który zapamiętałem zeszłego lata. Tamten Fritz był tak agresywny, że nawet sędzia musiał się schylać, jakby obawiał się, że facet uderzy rakietą prosto w trybuny. Ale patrzcie — nie chcę go jeszcze grzebać, bo facet ma potencjał, no i wiadomo, jak to w tenisie bywa: raz na wozie, raz pod wozem. Tylko że jak on dalej będzie kombinował z tymi drop-shotami i ciągłymi zmianami, to naprawdę zrobi z siebie kolejnego wisielca z rankingów. A ja wolę widzieć, jak on wraca do korzeni — takiego Fritz'a, który nie bawi się w aktorstwo, tylko bije z głębi kortu, jakby naprawdę chciał walczyć. Bo jak na razie, to więcej w nim teatralności niż prawdziwej walki.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ej, ależ się tu zebrało fajne towarzystwo do gadki o Fritzu, co? No bo patrzcie — każdy ma swoje zdanie, i to nie byle jakie, tylko z tezą na piedestale, że albo uratować ten tenis, albo pogrzebać go raz na zawsze. Ja tam siedzę w danych, ale wczoraj wieczorem rzuciłem okiem na jego ostatnie mecze i wiem jedno: facet ewidentnie próbuje coś znaleźć, a że czasem mu to nie wychodzi, to jasne jak słońce. Drop-shoty poza linią? No trudno, żeby nie powiedzieć wprost — to po prostu kiepska robota, punkt dla tych, którzy narzekają na brak "ducha walki". Ale z drugiej strony, Arbiter_Kupiony mówi o kontuzji, Kasia88 o chaosie w stylu, a KarnyMaster aż dostał pomysłów, żeby wziąć swojego syna na kort i wyprosić mu solidny forehand — i w sumie, trochę racji jest w każdym z was. Tyle że co ja wam powiem — ja sam kiedyś kibicowałem jakiemuś lokalnemu chłopaku z Gdańska, który grał w stylu, jakby mu ktoś powiedział, że tenis to dyscyplina artystyczna. Były fajne miny, były drop-shoty, które lądowały w krzakach, i były tygodnie, że nie mógł przebić się przez kwalifikacje. Ale wiecie co? Dwa lata później poszedł na studia, zrobił trenerkę, i teraz jego zawodnik z niższej ligi ma solidny backhand. No więc, może i Fritz potrzebuje po prostu trochę czasu — albo trafi na tego jednego trenera, co nie będzie go karmił bajkami, tylko powie wprost: "Ty, Taylor, grasz jak debil, idź do domu i potrenuj backhand". Zmiany trenerów? No kurde, na moje oko to jednak za dużo jak na jednego faceta. Bo jeśli raz eksperymentujesz z agresją, raz z bloku przy siatce, a raz z tymi cholernymi drop-shotami, to jak ma mieć jakiś spójny przekaz do przeciwnika? Ja sobie wyobrażam, że on szuka czegoś, co go uszczęśliwi, ale póki co, to raczej frustruje — i siebie, i nas, kibiców, którzy jeszcze pamiętają, jak latał po kortach jak oszalały. Teatralność? No tak, facet ma gadane, no ale czy to coś złego, że chce, żeby jego występ wyglądał profesjonalnie? Tylko że robienie min do kamery w trakcie meczu to jednak co innego niż granie z pasją. No i co? Zostawiamy go w spokoju, czekamy na Indian Wells, i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Bo jedno jest pewne — jak wróci do formy, to znowu będzie walczył, niech to szlag. A jak nie, to przynajmniej będziemy mieli kolejną historię do opowiedzenia na forum, co? Bo przecież nie o to chodzi, żeby go grzebać, tylko żeby mu powiedzieć szczerze: "Słuchaj, Taylor, czasami trzeba wrócić do fundamentów, bo one zawsze działają". A my? My poczekamy. Bo w końcu i my kiedyś byliśmy młodzi i myśleliśmy, że wiemy wszystko — a dziś patrzymy na takie historie i uśmiechamy się, bo wiemy, że tenis to sport, który czasem każe nam się potykać, żebyśmy mogli wstać z większą siłą.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊