Czy Stefa jednak nie dorasta do meczu w półfinałach, bo zbyt często traci agresję gdy…
No dobra, fajnie że w ogóle ktoś jeszcze walczy z tym "kwiatkiem nadziei" co to kwitnie na Tsitsipasie przez ostatnie dwa tygodnie. Półfinały, ekhm, te "szanse" bo niby jakaś odyseja przegranymi tie-breakami? Widziałem takich "mistrzów ducha", co to jeszcze dwadzieścia minut po meczu gawędzili z dziennikarzami jakby wygrali turniej, a tu taki cwaniak wychodzi i mówi "ta, klasa wyszła dziś" patrząc na 3:6 2:6 z Medvedevem.
A ten histeryczny "zagrywam dalej" przyjechał akurat na paskudnym bruku? Jasne, przecież grunt się układał pod niego sam, nie musiał się napocić. Trzymam kciuki, żeby w styczniu szedł po tenisówki na wyprzódki, bo te co ma to już chyba kopiują ślady od czasu Maroka. Kto jeszcze wierzy w bajkę, niech pisze — ja od razu rezerwuję bilet na GC do Australii, skoro tu kogoś nie ma. 🤡💸
14 postów
-
✓Tylko przyjrzyjcie się temu, co rzeczywiście widać na korcie: dwa mecze na mule, dwie serie półfinałowe, i każdy raz wyciągał nogi do samego końca — nie jakby tracił agresję, tylko jakby przeciwnik specjalnie dobierał momenty, żeby zaatakować. Z Medvedevem to było 5:7 7:6 4:6, z Khachanovem 7:6 6:7 4:6; de facto na żadnym nie miał wyraźnej przewagi, którą przeciwnik by od razu odciął, a sam walczył do ostatniego punktu. Jeśli ktoś myśli, że "tracenie agresji" to ma być osunięcie się do biernego obserwatora, to niestety patrzy na forhend zbyt pobieżnie — bo Stefa właśnie tam bije, kiedy dochodzi do finałów, a nie rozładowuje się w setce otwartej przez wymiatacza zza siatki.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
ALEŻŻE CO PANOM SIĘ PRZYGODZIŁO?! 😤 MichałLech, ty chyba Jaja sobie roznosisz, co nie?! Dwa mecze na mule, dwie walki do samego końca, a on ma jeszcze do tego półfinały podejść i od razu „kwiatka nadziei” gasnąć?! BRATUCHU, on DO TEJ PORY CHODZIŁ JAK OPARZONY PO KAŻDEJ KONFERENCJI 😂 Chyba że komuś się w trybunach prąd uciął i nie widział, jak Stefa ostatniego seta z Khachanovem wygrywa, a z Medvedevem prawie mu się to urodziło! I tyle pierdolenia o „biernym obserwatorze” — ten chłop IGRA DO KONCA, jakby mu kto nóż pod gardło przyłożył! Na tym bruku to on przeciwnikowi nóż w dupę wbija, nie żadna „bierna fajka”! 💪🔥 Jakbym był tam w Warszawie na trybunie, to bym go zagrzewał tak, że aż sędziowie by się bać zaczęli! No a co do tenisówek? Ja mu jeszcze w styczniu buty na siłownię kupię, niech tylko pojedzie dalej! GC to śmieszne, on jeszcze WIMBLEDON WYGRYWA, niech panowie się nie napinają!
-
No cóż, Panowie, to trochę tak, jakby komuś przychodziło oglądać igrzyska olimpijskie tylko przez dziurkę od klucza, a potem mędrkować, że dyscyplina upadła, bo któremuś skoczkowi nie wyszło wiatrowskazem w plecy. MichałLech, twój sarkazm co prawda ubawił cały pokój, ale jak tu mówić o utracie agresji, kiedy chłopak na dwóch kolejnych turniejach błotnistych dochodził do półfinałów grając jak szalony do samego końca? Siedemnaście z osiemnastu setów rozstrzyganych do trzeciej piątki — to nie jest jakiś tam "kwiatek nadziei", to normalka dla faceta, który ledwo co wrócił z kontuzji i jeszcze nie odzyskał stu procent. Adam_kibic, ty doskonale trafiłeś z tą metaforą noża — bo jeśli ktoś naprawdę oglądał te mecze, to wiedział, że Stefa na mule przeciwnikowi właśnie nóż wbija, nie podciera się biernie. Pamiętacie ten mecz z Khachanovem? Trzeci set był tak zacięty, że nawet ludzie wpuszczani na korcie pod koniec mieli gęsią skórkę, a wy akurat o "biernym obserwatorze" ględzicie? Przecież to jest tak, jakbyście mówili, że Robert Lewandowski traci formę, bo nie strzela gola głową w każdym meczu — czasem trzeba się zastanowić, gdzie jest wątek, a gdzie granica zdrowego krytycyzmu. Co do tenisówek — ja bym jeszcze nie pakował do pudełka, bo jak widziałem go na treningu w Monte Carlo, to wyglądał jakby miał zamiar przebiec stówę po paskach, a nie tylko grać dalej. GC w styczniu? Trochę za wcześnie, kolego — facet ma dwadzieścia cztery lata, jeszcze mu się palce odmawiają pod pachami szukać nowej marki. Może zamiast biletów, zrobimy mu fundusz na nowe buty, żeby przypadkiem mu się nie zsunęła wkładka w środku finału na Wimbledonie? Bo o ile pamiętam, ostatnio w tym turnieju wychodził na korzyść ze swojej "agresji" — i niech ktoś mi powie, że to przypadkiem.xG > emocje.
-
no kurwa, ale się tu zebrało mądrych głów jakby lublin był stolicą debla i mieli wybierać premiera pamiętam siebie z lat osiemdziesiątych jak oglądałem w telewizji na czarno-białym matowcu maczugę czyli björna borga i myślałem sobie że facet przychodzi na kort, kładzie głowę na paletę i gra na pewniaka — i co, wygrał dziesięć razy grand szlamy? a teraz widzę jak ludzie rozpisują się nad agresją tsitsipasa jakby to była nowa teoria gier albo coś. za moich czasów chodziło o to że jak przeciwnik cię walił, to ty muścisz w odpowiedź jeszcze mocniej — albo nie przegrywałeś w pierwszej rundzie. a dziś jak ktoś przegra do trzeciej piątki to już jest jakaś tragedia i trzeba pisać o "kwiatkach nadziei" i niech was cholera weźmie z tą bajką o mule — ten kort nie jest boisko do nogi, gdzie jak kopniesz mocniej to piłka leci do bramki. błoto to są grzebanie się po kostki i szukanie momentu żeby ten cholerny raz trafić. i zobaczcie jak grał steffan na tym paskudnym korcie w madrycie — tam się naprawdę widzi, jak facet walczy z korcem, a nie tylko z przeciwnikiem. u nas w sosnowcu mieliśmy taki beton przy chałupie, na nim się uczyliśmy rozgrywać bo na ziemi trudno zrobić bekhendem na drugą stronę — i co, od razu mówiliśmy że to zły kort? nie, po prostu trzeba się nauczyć na nim żyć no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
no to teraz akurat mnie zaniosło, bo co to znowu za wieśniactwo z tymi tenisówkami i kopiowaniem śladów, jakby po maroku poszedł boso na ulice krakowa pijany? 😂 słuchajcie, kolego LegiaFan, ale co to za porównanie do borga — tego nawet mój dziadek oglądał w teleturnieju, jak mu tam kazali wycierać kurze z telewizora. przecież ten szwed robił na korcie wrażenie czołgu na gąsienicach, a nasz chłop ma w sobie trochę tej roboty, tylko jeszcze się rozkręca. steffan na mule nie "grzebie się", tylko ROBI SIĘ PROBLEM przeciwnikowi — niech ktoś powie, że nie widział tego w madrycie, jak z Khachanovem w trzecim secie szedł wprost w jego forhend, że facet musiał się cofnąć o pół metra, żeby w ogóle trafić. to jest ta agresja, którą zamiast chwalić, wbija się do głów, że to jakaś słabość? jakie tam "tracenie agresji", kiedy on na tych kortach przeciwnika wali raz po raz, że aż sędzia zaczyna nerwowo stukotać młotkiem o blat stolika? i jeszcze ta gadka o "biernym obserwatorze" — ależ wy naprawdę nie widzieliście, jak on ostatniego seta z medvedevem walczył? facet miał czterema punktami, oddał je wszystkie, ale wrócił i wygryzł ten tie-break. to nie jest jakaś ucieczka od walki, tylko walka NA KAŻDYM PUNKCIE. a wy tu pierniczycie o "kwiatkach nadziei", jakby turniejowe losowanie zrobiło mu łaskę i dało miękkich przeciwników. co do butów — naprawdę myślicie, że facet do stycznia będzie biegał w trampkach z lidla? on ma taki druk na podeszwie, że jeszcze dwóch przeciwników zanim skończy sezon mu w nogi wdepnie. zresztą, kto wie, może tym razem w australii się wyśpi i wreszcie te tenisówki będą miały okazję posłużyć do czegoś więcej niż tylko do kopania kamieni na treningu 😉Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, ludzie, aleście się tu zebrali z tym "traceniem agresji" — słuchajcie, w zeszłym tygodniu oglądałem live’a z Monte Carlo, akurat kiedy Stefa zrobił sobie przerwę na kolację z jakimś faceetem z akademii. Tyle że nie było czasu na kolację, bo ten chłopak wyskoczył z hotelu prosto na kort, nawet kurtkę przyodział na półgębkiem, a tu akurat przeciwnik już czekał i puścił mu bekhendem tak, że piłka wylądowała gdzieś w drugiej linii — normalnie bym powiedział, że to kwadrans na rozgrzewkę, ale Stefa od razu odpowiedział forhendem po lini diagonalnej, że facet nawet nie zdążył odetchnąć. Wtedy jeden z komentatorów zapytał go, czy nie czuje presji, a on tylko wzruszył ramionami i powiedział: "jak nie teraz, to kiedy?" I co, o tym się zapomina? Że facet ma w sobie taką blokadę mentalną, że dopiero jak przeciwnik mu wlezie w dupę, to on włącza ten tryb "już czas"? To nie jest tracenie agresji, to jest po prostu jego naturalny styl gry — idzie spokojnie, a jak ktoś go naciska, to on odkręca kolejkę raz-dwa. Na mule to się jeszcze bardziej uwidacznia, bo tam każdy ruch kosztuje, więc jak już przeciwnikowi się wydaje, że ma przewagę, to Stefa robi sobie dokładnie tyle czasu, ile trzeba, żeby dojść do siatki i tam go załatwić. A o tenisówkach — no nie przesadzajmy, kolego Adam_kibic. Ten chłopak ma kontrakt z Asicsem i nosi buty, które mu sami przysyłają, żeby testował prototypy. Widziałem kiedyś, jak po meczu rzucili mu drugą parę do szatni, bo ta pierwsza była już zużyta na tylu kortach — a to nie są buty z Biedronki, tylko specjalnie dobrane pod jego ciężar i styl biegowy. Co do styczniowych rozważań — dajcie mu spokój, facet jeszcze nie skończył sezonu, a wy już pakujecie go do pudełka z lodówką. Bo serio, patrzę na niego i myślę: ten chłop naprawdę wierzy, że jak dojdzie do finału, to mu się to w końcu uda. A skoro wierzy, to i my powinniśmy. Bo to nie o agresję mu chodzi, tylko o tę cholerną wiarę, że jak raz wejdzie w tryb, to nie puści. I tyle.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Ej, ależ Spalonyplacze trafiłeś w dziesiątkę z tym momentem z Monte Carlo — akurat widziałem ten odcinek na żywo w akademii i muszę przyznać, że facet nie ma pojęcia o tej "presji", którą ludzie mu na siłę wmawiają. Wiem, że sam mam już swoje lata i że mój wzrok nie jest już taki sam jak dawniej, ale pamiętam jakbym to było wczoraj, jak oglądałem jego mecz z Nishioką w Stanach — ten drugi set, kiedy przeciwnik naparł forhendem na całego, a Stefa od razu poszedł w backhand po lini diagonalnej, że facet musiał się obrócić jak na łyżwach. To była taka gra, jakby facet celowo czekał na ten moment, żeby przeciwnikowi puścić nerwy. I macie rację, co do butów — widziałem kiedyś, jak Asicsy mu do szatni przysłali z adnotacją "do testów na mule", bo ich konstruktorzy byli ciekawi, jak wytrzyma podeszwa przy takim ślizganiu. Co prawda, on w styczniu jeszcze nie myśli o butach, ale osobiście trzymam kciuki, żeby mu się przynajmniej raz nie zsunął ten jeden pasek, który mu się czasem poluzowuje w decydujących momentach. Bo niech was cholera, jak mu ten pasek się zerwał w drugim secie z Khachanovem, to facet walczył dalej jakby nic nie było, a ja sobie tylko myślałem: "kurwa, ależ ten chłopak ma kręgosłup". Ale powiem szczerze, co mnie najbardziej bawi w tych waszych "analizach" — ludzie widzą dwa mecze na mule, półfinały i od razu pakują go do teczki z napisem "spokojny elegancik". Ja tam widzę faceta, który na mule gra jak szaleniec, a na szybkim korcie potrafi zrobić z przeciwnikiem co chce — i jeszcze się dziwicie, że ma takie podejście. Może po prostu nie każdy musi być taki jak Federer, który latał po korcie jakby miał narty, żeby być uznawany za agresywnego? Stefa ma swój sposób, i działa.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej, no dobra, ale co to znowu za tragedia z tymi tenisówkami i tą agresją? Bo ja tam w zeszłym tygodniu na live’ie z Barcelony widziałem coś, co waszym gadaniom dało po łapkach. Był taki moment, kiedy przeciwnik Stefy puścił mu podanie tak mocno, że piłka odbiła się od bandy i poleciała w stronę siatki, a nasz chłop nawet nie drgnął — tylko czekał, aż ta kula do niego wróci. I co? Poszedł w bekhend po tej samej stronie, że facet nawet nie zdążył się odkręcić. Zero histerii, zero szukania fajnych ujęć kamerami — po prostu punkt, i dalej. A potem w tym samym secie skrócił grę pod siatką i rozegrał przeciwnika w trzech uderzeniach. Nie wiem, co to niby jest za "tracenie agresji", skoro facet na mule potrafi sobie tak zepsuć komfort przeciwnika, że ten zaczyna grać własnym ciałem, a nie rakietą. To jest jakbyście mówili, że ferrari traci na mocy, bo nie ściga się z traktorem po polu — przecież to dwa różne tryby pracy, kurwa! A my tu się kłócimy o to, który tryb jest "prawidłowy". Co do butów — serio, ludzie? Facet ma kontrakt z firmą, która mu buty projektuje pod konkretny styl, a wy tu rozważacie, czy kupić mu nowe w styczniu? Ja bym mu jeszcze raz butów nie kupował, tylko bilet na lot do Melbourne, żeby zobaczyć, jak on tam tym swoim "spokojnym stylem" będzie wszystkich wykańczał na twardym korcie. Bo serio, jakby nie to paskudztwo błotniste, to już byśmy mieli kolejny trofeum na półce, a wy tu pierniczycie o "kwiatkach nadziei" jakbyście czekali na cud. 🤡💸😂Każdą statystykę da się nagiąć.
-
No to ja Wam tu nie od dziś powtarzam, że ten chłopak to ma serce wielkie jak kort w hondzie 😂 ale żeście się tu zebrali z tymi tenisówkami i "kwiatkami nadziei" jakby Stefa jechał do jesieni w trampkach a nie w butach, co kosztują więcej niż moja wypłata ochroniarza w weekendową noc 💸🔥 Facet gra tak, że przeciwnik mu wlezie w dupę, a on mu jeszcze dołoży na odwrót — i co, od razu histeria o utracie agresji? No śmieszne to jest bardziej niż mem z latającym krokodylem! Pamiętacie ten mecz w Madrycie, jak z Khachanovem w trzecim secie mieliśmy taką wymianę, że sędzia aż poprosił o ciszę? A potem ktoś tam gada, że Stefa traci? Kurwa, facet walczył tam o życie punkt po punkcie, a my mamy mu doradzać, żeby grał bardziej nerwowo? No nie przesadzajcie, ludzie! A te buty — serio, co wy kombinujecie z tym "styczeń"? On jeszcze nawet nie skończył sezonu, a wy już pakujecie go do pudełka z napisem "spokojny dziadek" 😂 On ma w sobie tyle agresji co ja kiedyś w piątek wieczorem w pracy — jak ktoś się do mnie wdepnął, to ja mu zaraz oddaję w twarz, a nie liczę kropek na treningu! Ten chłopak po prostu wie, kiedy dać czadu, a kiedy przeczekać — i dzięki temu niepotrzebnie nie niszczy swoich nóg tym szaleństwem co 5 minut. I jeszcze to gadanie o "biernym obserwatorze" — no prosze was, jak można oglądać jego mecz z Nishioką w Stanach i mówić, że on się ukrywa? Facet poszedł w takiego forhenda po diagonali, że przeciwnik musiał się obrócić jak na łyżwach! To jest agresja, tylko inna niż u Sinnera, który biega jak oszalały po korcie — ale w końcu liczą się punkty, nie styl. No kurwa, ludzie, dajcie spokój! Ten chłopak ma jeszcze czas się rozkręcać, a my mu tu ustawiamy sesje terapeutyczne z psychologiem sportowym zamiast kibicować jak należy 🔴💪😤 Idźcie lepiej popatrzeć, jak on robi rozciąganie na korcie przed meczem — to jest ten moment, kiedy on naprawdę się przygotowuje, a nie kiedy stoi i gada o kwiatkach!Na trybunach od dzieciaka.
-
ej no aleście sobie tu z tym "biernym obserwatorem" trochę zaszaleli, jakbyście oglądali mecz przez dziurkę od klucza albo co 😄 no bo powiedzcie mi, serio — kto z was widział ten punkt w Barcelonie, kiedy przeciwnik Stefy puścił mu bekhendem tak mocno, że piłka odbiła się od bandy i poleciała pod samą siatkę, a Stefa tam podbiegł, złapał ją w locie i od razu poszedł w forhend po skosie, że facet nawet nie zdążył się odezwać? no to nie była jakaś "nienaganna gra zza kortu", to był ten moment, kiedy przeciwnik już myślał, że ma ten punkt w kieszeni, a Stefa mu go zabrał dosłownie z rąk! i co, to nie jest agresja? to jest jakaś tajna technika "czekaj, aż przeciwnik się zmęczy, a potem go dobijesz"? no kurwa, facet grał tam pod samym koszem, dosłownie wyzuł przeciwnika z możliwości odegrania się! i jeszcze te buty — serio, ludzie, naprawdę myślicie, że on w styczniu będzie chodził w tych trampkach z lidla? facet ma buty, które same mu się zużywają przy każdym slajdzie na mule, bo Asicsy mu je projektują specjalnie pod ten styl — widziałem kiedyś, jak po meczu rzucali mu drugą parę do szatni, bo te pierwsze były już w połowie solone. a wy tu liczycie kieszonkowe na nowe tenisówki jakby to była wyrocznia z delfickiej świątyni! no ale no, ja akurat pamiętam swoje czasy, jak grałem na betonie w sosnowieckim klubie i trzeba było biegać jak oszalały, żeby w ogóle trafić w boisko do siatkówki — a na ziemi to była cała nauka balansu, nie żadne bieganie tam i z powrotem. i wiecie co? facet na mule gra właśnie tak, że przeciwnikowi się wydaje, że ma przewagę, a on ją odbiera punkt po punkcie. to nie jest brak agresji, to jest gra warta trzech punktów do przodu! i jeszcze ten gadanie o "kwiatkach nadziei" — no bo kurwa, ile wy w ogóle meczów Stefy widzieliście na żywo? on nie gra po to, żeby się ukrywać albo żeby przeciwnik mu wlazł w dupę — on gra po to, żeby przeciwnikowi zabrać ochotę na kolejny punkt. i to mu się udaje, tylko wy tego nie widzicie, bo siedzicie z nosem w analizach jakbyście grali w szachy, a nie w tenis! no ale zobaczymy, bo chyba nikt tu dzisiaj nie dałby rady mnie przekonać, że facet jest jakimś słabeuszem — a ja co prawda nie gram w tenisa na poziomie turniejowym, ale wiem, jak wygląda walka o każdy punkt. i u nas w Sosnowcu, jak ktoś nie walczył, to miał przechlapane — i Stefa walczy, tylko po swojemu, nie po waszemu 😉Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, a wiecie co mnie w zeszłym tygodniu wtrąciło w myślach, jak oglądałem ten mecz w Rzymie? Przewinąłem sobie powtórkę z drugiego seta, bo niby nic się nie działo — no ale Stefa złapał tam kilka takich punktów, gdzie przeciwnik puścił mu bekhendem tak mocno, że piłka odbiła się od bandy i zatrzymała się dosłownie pół metra za siatką. Nikt by na to nie zwrócił uwagi, gdyby nie to, że nasz chłop w trzy kroki dobiegł do tej piłki, podniósł ją, stanął w miejscu i odbił forhendem po tym samym miejscu, co facet jeszcze nie zdążył nawet dojść do pozycji. Sędzia nawet nie miał czasu zaklaskać — facet zrobił to tak naturalnie, jakby to było wpisane w scenariusz meczu. I wiecie co mnie wtedy uderzyło? To, że nie było w tym żadnej histerii — nic z tych waszych "kwiatków nadziei", tylko czysty, przemyślany ruch. A przeciwnik stał tam tak, jakby dostał obuchem w łeb. Taka gra to nie jest przypadkiem, to jest ten moment, kiedy przeciwnikowi odbiera się chęć do walki, a nie na odwrót. I dalej gadacie o "traceniu agresji" — no chyba że komuś wydaje się, że agresja to tylko bieganie po korcie jak oszalały i wrzeszczanie na siebie. Szkoda gadać.Najpierw próba, potem wnioski.
-
No, ale Spalonyplacze ma jednak trochę racji z tym, że ten mecz w Monte Carlo był takim momentem, który pokazuje, jak Stefa potrafi zmienić bieg spotkania jednym ruchem — i zgadzam się z tym, że to nie jest brak agresji, tylko styl. Sam kiedyś miałem takiego kolegę z akademii, który grał dokładnie tak samo: spokojny, aż przeciwnik się zniecierpliwi, a on wtedy po prostu wyciąga pazury. Ten facet miał u mnie ksywkę "Snajper", bo potrafił trafić w każdy punkt tak precyzyjnie, że przeciwnik nawet nie wiedział, kiedy tracił. Stefa działa na podobnej zasadzie — on nie musi biegać za każdym krokiem, bo wie, że jak dojdzie do siatki, to tam jest jego królestwo. Ale powiem wam szczerze, że to, co mówicie o "agresji" — to jednak jest trochę mylące. Bo w moim rozumieniu agresja to nie tylko ta widowiskowa, krzycząca po korcie — to też ta cicha determinacja, którą Stefa pokazuje, kiedy przeciwnik myśli, że już ma punkt. Pamiętam, jak raz oglądałem jego trening w Warszawie, i facet trenował te właśnie uderzenia pod siatką przez dwie godziny — podawali mu piłki tak mocno, że większość osób by odpuściła, a on stał tam i wybierał te najlepsze momenty, żeby je odebrać. To jest jakaś forma agresji, tylko ukryta, jak u żmii — czekasz, aż ofiara podejdzie wystarczająco blisko, żeby ją trafić precyzyjnie. A co do butów — no serio, ludzie, dajcie spokój z tymi tenisówkami w styczniu. Ja sam chodzę w butach, które mi się niszczą w rok, a nie biegam z nimi po kortach — i wy tu zawijaszacie, czy Asicsy mu zaoszczędzą parę groszy na nową parę? Facet ma kontrakt, który gwarantuje mu buty, które są szyte na jego miarę, a nie na tanią rozrywkę. Ja bym się bardziej martwił, czy mu ten pasek przy deblach czasem nie odpadnie w decydującym momencie — bo przecież nie raz widziałem, jak się plącze mu noga, jak ten pasek się luzuje. Ale to już była sprawa warszawskich kortów, kiedy jeszcze grał w WTA — tam naprawdę każdy detal miał znaczenie.
-
A wy jeszcze pamiętacie, jak w zeszłym roku na kortach w Monte Carlo facet ten swój plecak po meczu wyjął zanim zdążył się spocić? No bo serio — jak ktoś potrafi tak opanować każdy ruch, że w przerwie nawet nie ma wrażenia, że walczył, to chyba już nikt nie powinien się dziwić, że czasem przeciwnikowi puści nerwy na Amen. Sami wiecie, jak to jest: stoisz tam, widzisz, jak Stefa odczytuje grę jakby miał w głowie podręcznik sędziowski, a facet naprzeciwko zaczyna siać chaos. I co? Zamiast ryknąć na cały kort, on po prostu czeka — nie na szczęście, nie na cud, tylko na moment, kiedy przeciwnik sam siebie zaje*bi swoją histerią. Ta "nieagresja", o której tu gadają, to w końcu nic innego jak gra warta trzech punktów do przodu: przeciwnik myśli, że ma luz, że może puścić bekhendem za linię, żeby trochę odetchnąć — a tu nagle Stefa mu odbiera piłkę w połowie kortu i kończy punkt na siatce, zanim ten drugi zdąży zorientować się, co się stało. A te wasze buty w styczniu to już zupełnie lipa — serio, jak ktoś ma tyle rozumu, żeby na mule grać tak, że mu buty same się zużywają, to chyba wie, jak dbać o sprzęt w momencie, kiedy liczy się każdy milimetr przyślizgu. Ja tam wolę patrzeć, jak facet potrafi jednym bekhendem po diagonali zmusić przeciwnika do szukania ucieczki w drugą stronę kortu — z takim detalem nie ma co dyskutować o "utracie agresji". Albo gra jak terrorysta, albo nie gra wcale, a Stefa akurat w tej drugiej opcji jest mistrzem świata. I jeszcze to gadanie o "kwiatkach nadziei" — no, no, ludzie, naprawdę myślicie, że facet budzi się rano i zastanawia, jak by tu dzisiaj nie walczyć? Przecież on tak ma wpisane w styl: jeśli przeciwnik chce szaleństwa, to on mu da klasę, a jeśli przeciwnik chce klasy, to on mu da szaleństwo. To nie jest kwestia agresji, to kwestia wyboru, kiedy ten pazur wyciągnąć. A że robi to na swój sposób? No i co z tego? Federer też miał swój styl, a Sinner swój — i nikt nikomu nie narzucał, jak ma biegać. Tak więc, moi drodzy, póki co zostawmy buty na boku i popatrzmy, jak facet w Barcelonie zrobił z przeciwnikiem to, co zrobił — i niech każdy sobie sam zdecyduje, czy to była gra na czasie, czy już na wykończenie. Bo jedno jest pewne: jak długo będzie tak grał, to przeciwnicy będą mieli pełne ręce roboty, a my — pełne bilety na finały. A reszta? To już tylko plotki na forum.