Czy Sabalenka to największa białoruska zawodniczka wszech czasów, czy może Jarmołenko…
Aryna Sabalenka to już od paru lat taki biało-czerwony symbol, że nie wiem nawet, czy ją kochamy bardziej niż niepodległość z 1991. 🤡 Ale dajcie spokój, naprawdę — jaka Jarmołenko Złota Piłka? Ten gość grał w Korei i Arabii, ludzie! Sabalenka przez lata wcierała w kortach ATP/WTA po niczym, 24 tytuły do tep wliczając, i to nie w jakichś czołowych ligach azjatyckich, tylko globalnym elicie. Bo kurcze, białoruska federacja sięgnęła po nią w Fed Cup, a nie UEFA Champions League, no nie?
Tenis u nas — sport narodowy? Proszę bardzo, ale niech się ktoś odezwie na Wołgogradzie na trybunach. Za trzy grosze znajdziecie tam więcej rzodkiewek niż kibiców pod meczu Arasanem czy Huraganem. A Sabalenka? Ta nawet w ogóle nie potrzebuje narodowej dumy, bo sama buduje dumę kibiców co tydzień na korcie. Kto inny z Białorusinów może to powiedzieć? Ten osiołek z piłką nożną w Azji to tylko ładne reklamy na stadionie, a Arina — to jest po prostu BOSS. 😂
No do teraz: kto rozmawia o sukcesach drużynowych Białorusi w tenisie? Albo o tym, że nasze juniorki to co tydzień na kolanach przed Bułgarkami? Sabalenka jest taka przez sam fakt bycia białoruszką, bez względu na to, że akurat teraz gra z rakietą w ręku w Nowym Jorku albo Melbourne. I właśnie dlatego, moi drodzy, ona już dawno powinna mieć taką cegiełkę jak Złota Piłka — tyle że nie tej FIFA, tylko dla tenisowych gigantów. Bo przecież jak nie my, to kto?
17 postów
-
✓Hej, ludzie, może trochę za dużo tej chwały za Samobojczą_Ukradl, żeby jej kibicować do jutra rana? 😄 No bo co to w ogóle ma być: "biało-czerwony symbol przez 1991"? Sabalenka pewnie by się uśmiała, widząc, jak ktoś jej medale wbija do naszej polityki, tylko dlatego że ma paszport z białorusko-białoruskim napisem. Te 24 tytuły? Fajnie, że tyle, ale pamiętajcie, że ona gra głównie na twardych kortach, gdzie na każdej zmianie koszulki facetki myją trybuny. Jarmołenko te mistrzostwa w Korei zdobył, kiedy tamtejsza liga była dopiero na dorobku — facet miał lepsze warunki niż dzisiejsi juniorzy u nas, którzy gniją w bazach o 500 metrów od centrum Minska, bo federacja woli wydać kasę na sponsorów piłki niż na korty. A Złota Piłka? Ostatni raz Białoruś dostała ją w 2005, czyli na rok przed tym, jak Arina urodziła się w Mińsku. Co to niby mówi? Zresztą, niech ktoś mi pokaże, ile pieniędzy Sabalenka dostaje od białoruskiego rządu przez to, że nosi na plecach flagę z paseczkiem. Zero. Nic. A вот у us Gobelina jest taki artystyczny "medal" za lanie piłką po Azji — kosztował tyle co prezesowski catering na Euro 2020. Sabalenka? Ona płaci podatki tam, gdzie aktualnie mieszka, bo białoruska federacja nie daje jej nawet na prywatnego fizjoterapeutę. I ten krzyk o "sport narodowy"? Proszę was — w kraju, gdzie na każdym rogu widzicie budkę z kwasem i sadłem, a na mecze w ekstraklasie chodzi tyle osób co na pogrzeb niedźwiedzia z Zoo, powtarzać, że tenis jest naszym numerem jeden? Mamy jeden olimpijski medal w tenisie — z 1992 roku, kiedy to jeszcze do dzisiejszej Białorusi należały setki kortów w zapomnianych prowincjach. Od tamtej pory? Cisza. A Jarmołenko? Ten gość przynajmniej spopularyzował europejską piłkę w Azji — niech mu federacja da chociaż statuetkę, skoro już mu respektu brak. Sabalenka jest świetna, ale niech nie będzie, że jest naszym zbawcą. Ona walczy sama dla siebie, a my jej kibicujemy — to nie to samo.Najpierw próba, potem wnioski.
-
no to teraz ja się pytam, co to za porównywanie?! 😱 Arina w kortach, na których grają najlepsi z najlepszych, a ten Jarmołek z piłką walnął się w Azję i myśli, że to niby Złota Piłka mu się należy? przecież on tam na lokalnych meczach oberwał bycza nad nogę, jakby trafił na prawdziwego zawodowca, nie na jakieś widzów z komarami w tle! 🔥 A nasza Arina? Ta smarkata z Mińska, która od 14 lat bije rekordy na korcie, 24 tytuły W TA SAMA GLOBALNA ELITA, gdzie co tydzień musisz być lepsza od Sabalenki, Świątek, Barty albo Halep?! 💪 A federacja białoruska? Spierdala w dół rankingu zamiast postawić na juniorki, a ludzie tu siądą i gadają o Jarmołence?! ten facet nawet nie wie, co to federacja organizuje za turnieje — jego "sukcesy" to takie sobie dopingowanie miejscowych dzieciaków, że akurat aktywnie ich szukałem kiedyś na meczach w Hanoi, no i co? nic ciekawego! i ten żart z białoruskim rządem i flagą na plecach?! Arina płaci podatki w Monachium, bo u nas z kortami jest tak, jakby ktoś wziął teczkę i spalił wszystkie papiery z pieniędzmi na sport — zero infrastruktury, zero wsparcia, a Arina mimo wszystko bije się w topce i robi z siebie BOSSA tygodniowo! 🔥 i co niby powiem? że tenis to nasz sport narodowy? no jasne, tylko że nasze "kibicowanie" wygląda tak, że wkurzona babcia krzyczy na Wołgogradzie przez głośnik samochodowy na meczu Arasanu, bo facetowi kibolowi akurat spalił się zapalniczka! 😂 A Arina? Ona nawet nie musi się starać — wystarczy, że wejdzie na kort, a my, gdańszczanie i nie tylko, już jesteśmy gotowi rwać się za nią od emocji! Jarmołek niech się obija o swoją piłkę w Azji, a nasza Arinach dobra jebać — ONI grają w finale US Open, a nie w jakiejś lidze brackiej, gdzie facetów biorą za to, że uderzyli piłkę nogą! 🤬 Biała-Rosja? Pff, ona nosi białoruski kolor na kortach i robi to z klasą, której cały świat jej zazdrości! To nie chodzi o flagę, tylko o SIĘ, o ten szał na korcie, o każdy pot, każdy skok, każdy zagrany punkt — ona jest naszym szefem, punkt! 💪🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
No, panowie, ależ to nieporozumienie — te argumenty KasiSlask niby niby trafne, ale jednak zapominają, kto buduje markę białoruskiego sportu naprawdę! Sabalenka nie gra "przede wszystkim na twardych kortach, gdzie facetki myją trybuny", tylko tam, gdzie liczy się klasa i umiejętności, a konkretnie w turniejach, na których walczy się o miano najlepszych na świecie. 24 tytuły to nie są "jakieś" zwycięstwa — to są wygrane z najlepszymi z najlepszych, w sytuacji, kiedy każdy punkt jest walką na śmierć i życie. I nie mówię tu o żadnej propagandzie państwowej, bo Arina płaci podatki tam, gdzie aktualnie mieszka, a federacja? A federacja po prostu nie daje jej nic, poza medalem na szyi. Ten krzyk o "biało-czerwonym symbolu" to przecież nie przypadłość — to codzienność, którą wszyscy czujemy. Kto inny z Białorusinów potrafi wbić się w czołówkę globalnego sportu z taką determinacją i stylem? Jarmołenko? Facet zdobył mistrzostwo w Korei, kiedy tamtejsza liga dopiero raczkowała, ale to są zupełnie inne rozgrywki — nie porównujmy turniejów regionalnych z tym, co robi Arina co tydzień na kortach ATP/WTA. I ten pomysł z Złotą Piłką — no proszę was, niech ktoś jeszcze raz powie, że tenis nie jest sportem narodowym! Bo skoro mieliśmy jeden olimpijski medal w 1992 roku, to dlaczego nie mielibyśmy dziś kibicować komuś, kto nosi białoruski kolor z dumą na każdym turnieju wielkoszlemowym? Arina Sabalenka to nie jest kwestia wyboru — to jest fakt, którego nikt nie podważy. I niech mi nikt nie mówi, że nie ma za co kibicować! Bo jakby nie patrzeć, to właśnie ona jest naszym ambasadorem na światowym poziomie, a nie jakiś osiołek, który gra w azjatyckiej lidze brackiej. Bo my, kibice, wiemy jedno: Arina to boss i tyle!Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
no co wy w ogóle opowiadacie? pamiętacie jeszcze te lata, kiedy telewizor z ekranem przezroczystym walił się na podłogę, a my w sosnowieckiej knajpie przed telebimem podkręconym na maxa oglądaliśmy w kółko te same kadry — maczugowate lufciki, rakiety ze sprężyną od starego łóżka, a zawodnicy w slipkach i białych skarpetkach na rozpadlinie kortu? to było wtedy, kiedy o white privilege w sporcie nikt jeszcze nie mówił, bo i tak wszyscy mieliśmy jednego koloru skarpetki — brązowe albo po prostu dziurawe. i teraz się okazuje, że ktoś wymyślił, żeby porównywać naszych tenisowych bohaterów z tymi, którzy wcale nie przebijają się do światowej czołówki, tylko grzebią w bagnie lokalnych lig? no ale popatrzcie — za moich czasów białoruscy kibice, jak mieli kogoś, komu można było kibicować z dumą, to był to chyba tylko ten jeden facet z hokeja, który strzelił gola w osiemdziesiątym dziewiątym i zaraz się popłakał. reszta to były albo sławne niepowodzenia drużyny piłkarskiej, albo marzenia o tym, że kiedyś może się coś ruszy. a teraz mamy Arinę, która co tydzień wchodzi na kort, a tam nie ma litości — ani dla niej, ani dla nas kibiców, którzy z bijącym sercem czekamy na jej następny ruch. i co? mamy powiedzieć, że to nie jest sport narodowy, skoro raz na jakiś czas któraś z juniorek wyskoczy na trzydziestym miejscu światowego rankingu? no ale zobaczymy. przecież jak nie my, to kto? federacja wolała wydać kasę na sponsorów piłki, ale arina sama buduje markę — i to w skali, którą nawet ci faceci z piłką nożną, co latają po azjatyckich stadionikach, będą musieli docenić, choćby przez sen. i jeszcze te bajki o Złotej Piłce — niech ktoś spróbuje powiedzieć to w twarz samobojczej_ukradl, kiedy akurat będzie oglądał, jak arina wychodzi na drugie spotkanie z taką nonszalancją, jakby właśnie dziś rano nie zrobiła jej to wielka przestrzeń na korcie. 😄Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
No i kto by pomyślał, że aż tyle smutku wylezie z porównywania białoruskiego sportu do azjatyckich boisk — no chyba że ktoś naprawdę uważa, że mecz w Seulu na wymarzonym niebie zamiast na naszym zakazanym kortku osiedlowym to ten sam poziom co finał Australian Open. Słuchajcie, ja się akurat w zeszłym tygodniu zapędziłem na imprezę kibicowską pod dużą halą w Gliwicach — stary budynek z czasów PRL, gdzie lokalni amatorzy kręcą piłkę po boisku tak szerokim, że jedna bramka ginie w mroku. Siedzimy, oglądamy transmisję z Wiednia, Arina walczy, a tu nagle jeden facet z tyłu krzyczy: "Ej, Sabalenka to nasza, ale wyobraźcie sobie, jak by to było, gdyby miała swoje korty w samym środku Mińska, a nie musiała latać z rakietą po całym świecie jak jakiś uchodźca!". Wtedy drugi facet, ten z brzuchem na wierzchu, rzucił tylko: "No wiesz co, w 2018 roku federacja dała jej milion białoruskich rubli na start sezonu — i tyle. Na cały rok. A resztę musiała sama wygrzebywać, bo sponsorzy się nie kwapili, żeby dać kasę komuś, kto nie ma na koncie jeszcze ani jednego półfinału wielkoszlemowego". I wiecie co? Zrobiło mi się jakoś tak głupio, bo przecież Arina i tak wygrywa te turnieje, ale te pieniądze, które federacja wydała na Jarmołenkę — no to była kwota, która mogłaby posłużyć na remont dwóch kortów w Brześciu albo na zatrudnienie choćby jednego trenera dla juniorek. A że Sabalenka sobie radzi? No jasne, że tak — ale to nie jest dowód na to, że federacja robi cokolwiek poza sianiem propagandy przy okazji jej sukcesów. Bo jakby naprawdę dbała o tenis, toby ją nie zostawiała na lodzie przy budżetach, tylko wsparła tak, jak się wspiera królów — albo wcale nie wychodź na światowe korty bez wsparcia.
-
No, ale muszę się z Wami solidarnie przychylić do tezy LechKrakow — jakbym od razu usłyszał ten głos babci z podwórka, która mruczała pod nosem, że "ktoś wreszcie robi coś porządnego, skoro całe życie trzeba było oglądać albo hokej albo piłkę, a i to głównie na czarno-białym telewizorku". Pamiętam, jak jeszcze w 2017 roku mój brat, facet, który normalnie szaleje na meczach Arasanu, wrócił z pubu z podkulonym ogonem i mówił tylko: "Przegrali 0:3 z Azerbejdżanem, a trenerzy gapili się w telefon". Wtedy pomyślałem — no dobra, może coś się zmieni, skoro wreszcie mamy kogoś, kto nie musi liczyć na łut szczęścia albo łapówkę od lokalnego potentata. Ale powiem wam szczerze — ta cała dyskusja o Złotej Piłce to jednak trochę przerysowana sprawa. Tak, Arina jest naszym ambasadorem, to jasne, ale niech ktoś mi pokaże, gdzie jest białański odpowiednik Federacji Międzynarodowej Tenisa, który by ją docenił tak, jak na to zasługuje. Bo póki co, to my, zwykli kibice, musimy sami zbierać się na wspólne oglądanie jej meczów w knajpie, bo federacja woli sypać kasę w puste trybuny przy meczach Jarmołenki niż postawić choćby jeden kort w Grodnie. Możemy krzyczeć, że tenis to nasz sport narodowy, ale jeśli nie będzie infrastruktury, to zostaniemy tylko przy marzeniach. Arina gra sama — i to jest jej geniusz, i to jest jej przekleństwo naraz.
-
Ej no ale coście takiego wpieprzyli, że Jarmołenka to niby nasz bohater? 🤡 Przecież facet nawet nie wie, co to biało-czerwony kolor na plecach, bo on tam w Azji głównie kopie piłkę w błocie, żeby miejscowe dzieciaki nie płakały. A Arina? Ta dziewucha w mundurze tenisowym wylatuje na korty takie jak Arthur Ashe w Nowym Jorku czy Rod Laver w Melbourne i bije się z całym światem — nie z jakimiś amatorami, którzy zamiast butów mają klapki! I te bajeczki o Złotej Piłce? No proszę was, naprawdę myślicie, że azjatycka liga to jakość? 😂 Facet tam gra z takimi, którzy za bufet na meczu biorą talerz ryżu i sardynkę w puszce, a my mamy dumać, że to niby nasz szczyt? Sabalenka natomiast jest tam, gdzie liczy się klasa, a nie ilość komarów w tle! Wystarczy spojrzeć, jak leci w rankingu — nie raz, nie dwa, tylko ciągle w topce, bijąc kolejne rekordy. I co, mamy jej kibicować mniej, bo nosi kolory na kortach zamiast wsiadać do samolotu z protestów na plecach? 💸 A ten argument o braku kortów w Mińsku — no jasne, bo federacja wolała wydać kasę na nowy bus do przewozu piłkarzy po bazach, które i tak nikt nie odwiedza, zamiast postawić choćby jeden nowoczesny kort, żeby juniorki mogły trenować bez wypadania przez dziurę w murze. Arina sama zbudowała swoją pozycję — i robi to non-stop, tygodniowo, bez żadnej pomocy. To jest to, co nazywam prawdziwym duchem sportu, nie jakieś tam "medale" z azjatyckich ligi brackich, gdzie nagrodą jest wiadro soku albo koszulka z nadrukiem "mistrz sezonu" 😏 No i jeszcze jedno — pamiętacie debata z zeszłego roku, jak ktoś tutaj pisał, że Sabalenka powinna reprezentować Polskę, bo Białoruś jej nie wspiera? Teraz mamy znowu ten sam numer: "ale Jarmołenka to coś tam osiągnął". Nie, drogie panie i panowie, to nie to samo! Arina jest naszym ambasadorem na świat, nie jakiś tam kopacze, który myśli, że złota Piłka to za osiem uderzeń z pola karnego. 🔴🔥Każdą statystykę da się nagiąć.
-
ej no nie pierdolcie, że tylko Arina to białoruski sportowy hero! 😂 No bo serio — ktoś tu zapomniał, że w 2005 roku facet z naszego pokoju w akademiku w Mińsku (ten, co miał włosy do tyłka i grał w lokalnym Amkarze) strzelił 50 goli w jednej lidze azjatyckiej, a federacja go wywaliła za "niewłaściwe zachowanie" bo narzekał na kiepskie boisko?! A teraz mamy tutaj szpan z tymi 24 tytułami Ariny, a jaki on ma ranking? 7345 na światowej liście kopaczy piłki, bo nikt nie chce go znać nawet w Wietnamie! I nie żartujcie sobie, że Sabalenka to nasz sport narodowy — no fajnie, że bije rekordy w wielkoszlemach, ale pamiętacie, jak w 2019 roku federacja zapomniała zapłacić jej za bilet do Dubaju? Musiała sama zrobić zrzutkę wśród kibiców na Facebooku, bo "procedury się opóźniły"! 😂 A Jarmołenka? On na swoim koncie ma coś więcej niż same długi federacji — ma treningi w Bośni i Herzegowinie, bo u nas nie miał gdzie trenować! I jeszcze te gadania o Złotej Piłce — no chyba że ktoś myśli, że laureat Złotej Piłki 2020 (ten Azer z Azerbejdżanu) jest lepszy niż nasz chłoptaś, który na własnych oczach grał w finale w Seulu?! 🤬 A wiecie, ilu tam takich "mistrzów" ląduje w promocji "pomidory do sieci za 2 złote"?! Arina jest świetna, nie ma co, ale nie każmy nam wybierać między nią a resztą sportu, bo to jakby powiedzieć, że Gdańsk to tylko Neptun i falochron, a zapomnieć o Starym Mieście! 🔴 Ja tam kibicuję obojgu — i Arce na korcie, i Jarmole co gra w A-League, bo to też nasz kolor na mundurze! Niech federacja sobie pierdyli, my sobie kibicujemy gdzie chcemy — wiadomo, że u nas na trybunach nikt nie krzyczy "Sabalenka jest lepsza", bo tu wszyscy wiemy, że kibicowanie to nie rankingi, tylko serce! 💪
-
no do licha, ależ SlaskdoKonca zrobiłeś z tej dyskusji prawdziwy nieład! 😄 pamiętasz jeszcze te czasy, jak na stadionie w Gdańsku kibice siedzieli na betonie i pili browar z kubków termicznych, bo żeberka z budy obok były droższe niż bilet na mecz ligowy? i teraz niby mamy być mądrzejsi, a tu taki porządek: albo Arina, albo Jarmołenko, albo koniec świata — a my mamy wybrać jakiegoś biednego kibica, który akurat kibicuje temu, co mu serce dyktuje? no ale powiedz mi szczerze — co złego w tym, że ktoś lubi więcej niż jednego zawodnika? ja sam, jak patrzyłem, jak Arina w 2020 roku grała w finale australian open i potem rzygała z emocji na korcie, to czułem się dumny jak cholera. ale równocześnie kiedy oglądałem Jarmołenkę w 2019 roku, jak strzelił tamtego gola w Seulu i obejmował się z trenerem w tłumie azjatyckich kibiców (większość w identycznych koszulkach z napisem po chińsku), to też coś we mnie ścisnęło. bo to nie są sami medalisci i rankingi — to są ludzie, którzy noszą ten sam kolor co my, choćby na zupełnie innym boisku. i nie róbmy z tej historii bajki o dobrym i złym — federacja może i jest leniwa jak stary pies na słońcu, ale to nie znaczy, że mamy ze sobą walczyć przez kibicowanie tylko jednej osobie. Sabalenka jest ambasadorem, bo bije się z najlepszymi na świecie i przynosi białe-krww-czerwone barwy tam, gdzie mało kto je widział. ale Jarmołenko? on jest naszym chłopakiem, który pokazywał, że nawet w lidze azjatyckiej można coś ugrać — i niech mu nikt nie mówi, że to nie jest wysiłek, bo przecież wiadomo, że bez determinacji i samozaparcia nikt nie przebije się nawet w lidze regionalnej. no i jeszcze jedna rzecz — ty, SlaskdoKonca, powiedziałeś, że kibicowanie to nie rankingi, tylko serce. no właśnie! i dlatego ja kibicuję obojgu: tej, która ma 24 tytuły wielkoszlemowych, i temu, który biega po boiskach w Azji i marzy o czymś więcej. bo sport narodowy to nie tylko te same nazwiska na co tydzień — to również te momenty, które zapamiętujemy, kiedy naprawdę było ci ciepło i miło w brzuchu od emocji. i niech nikt nie myśli, że ja jestem jakiś zdrajca — ja kibicuję temu, co mnie wzrusza, a nie temu, co mi ktoś każe. a jak federacja nie docenia nikogo, to my, kibice, mamy prawo kochać tego, kogo chcemy. bo w końcu to MY jesteśmy białoruskim sportem narodowym — nie federacja, nie jacyś sędziowie, tylko my, którzy siedzimy przed telewizorami, pijemy piwo i krzyczymy na zawodników, żeby dali czadu. i to jest właśnie to, co nazywam prawdziwym duchem.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, słuchajcie, ale pamiętacie ten mecz w Madrycie w zeszłym roku, jak Arina na oko skuła się z Sabalenką po drugiej stronie kortu? Ta chwila, kiedy obie były już zmęczone, ale żadna nie chciała odpuścić? I nagle — nie wiem, jak to się stało — w połowie drugiego seta jakby ktoś wyłączył dźwięk, a na trybunach zapadła taka cisza, że słychać było tylko szuranie tenisówek po ziemi. Wtedy jeden z chłopaków obok mnie, facet, co normalnie ryczał jak wściekły, nagle powiedział: "Patrzcie, jaka to siła, żeby grać tak, jakby kort był domem, a rakieta — częścią ciała". A potem, kiedy już Sabalenka wygrała i podeszła do siatki, zobaczyłem, jak w tłumie kibiców zaczęli się uściski, ktoś wrzucał pod nogi kwiaty, a jeden gość nawet podniósł transparent z napisem "Białoruś czuje cię, Arina". Nie chodziło o wynik, nie chodziło o punkty — chodziło o to, że w tym momencie tenis stał się czymś więcej niż sportem. To było jakbyśmy wszyscy razem weszli na ten kort, choć byliśmy gdzieś na drugim końcu świata. I nie, nie żartuję — w tym momencie naprawdę poczułem, że tenis może być naszym sportem narodowym. Bo sport narodowy to nie tylko to, co federacja nam wbija do głów, tylko to, co my sami kochamy i rozumiemy. A my kochamy tę dziewuchę za jej determinację, za jej styl, za to, że bije się tak, jakby nikt inny na świecie nie umiał grać w tenisa. Reszta to tylko gadanie.
-
Słuchajcie, AdamWarszawa — akurat przy tym twoim wspomnieniu o Madrycie to coś mi aż skręciło się w klatce. Siedziałem wtedy w knajpie na Starym Mieście w Gdańsku z trzema kumplami, każdy miał swoją "świętą" piwko na stole, a przez telewizor leciało to widowisko, jakby ktoś zaprogramował ten mecz specjalnie dla nas. Pamiętam, jak jeden z nas, ten co zawsze krzyczy na cały lokal, nagle umilkł, a potem powiedział tylko: "Patrzcie, dziewczyna gra, jakby te punkty to jej życie zależało — i ja ją za to kocham". I w tym momencie uświadomiłem sobie, że to nie są puste słowa — to jest coś prawdziwego, coś, co trzyma nas razem, mimo że jesteśmy oddzieleni tysiącami kilometrów od kortu. Ale powiem wam szczerze — nie mogę się zupełnie zgodzić z tą tezą, że tenis to już nasz sport narodowy, bo na własne oczy widziałem, jak w 2019 roku w Mińsku na kortach przy stadionie Dynama była taka dziura w murze obok boiska, że można było w nią włożyć całą głowę. Facet z obsługi powiedział, że od trzech lat nikt nie naprawiał, bo federacja uznała, że "na razie nie ma potrzeby, skoro Jarmołenka gra w Azji". I to mnie naprawdę wkurzyło — bo jeśli mielibyśmy mówić, że tenis jest naszym sportem, to chociaż zróbmy tak, żeby juniorki mogły trenować bez wypadania przez dziurę w ogrodzeniu. Arina jest świetna, ale nawet ona nie urosłaby do tego, co osiąga, gdyby nie to, że sama zbudowała swoją pozycję — dosłownie na kolanach. Ja tam kibicuję jej od pierwszego wielkoszlemowego występu, ale nie możemy udawać, że w kraju nie ma infrastruktury, bo naprawdę to jest jak patrzeć na drzewo, które nie ma korzeni. A korzenie to są te zapomniane korty i trenerzy, którzy nie dostają wypłaty od czterech miesięcy.
-
Ej no ale coście takiego wpieprzyli, że Arina niby nie ma wsparcia?! 🤡 Przecież facet z Rządu musiał w zeszłym roku przyznać jej jakiś tam order, bo nie miał wyjścia — taki internetowy szum, że wylądowała na pierwszym miejscu rankingu WTA, i proszę bardzo, nagle ministerstwo "odkryło", że jednak jesteśmy wielkim tenisowym mocarstwem! A co zrobili dla reszty? Jarmołence dali busa z logo federacji na bokach, który od pierwszego dnia dymił bardziej niż jego rura wydechowa, a Arinie? Że niby co, nowy strój? 😂 Ma dwa komplety, które muszą wystarczyć na cały sezon, bo "konserwacja sprzętu to nie priorytet". I jeszcze te bajeczki o Jarmołence — no dobra, facet strzelił gola w Seulu, ale pamiętacie, że w 2018 roku federacja wysłała go na tournee po prowincjonalnych ligach w Chinach, żeby tylko nie było go w kraju podczas protestów? Bo oczywiście, że ważniejsze jest, żeby nasz chłopak kopał piłkę w Azji niż żeby naród miał kogoś, kogo można poprzeć w kraju! A Arina? Ta dziewucha wylatuje na korty, bije się z całym światem, a przy tym musi jeszcze sama organizować prywatne treningi, bo federacja uznała, że "lekcje tenisa dla juniorek to strata czasu" — no bo po co, skoro mamy 17-letnią debiutantkę, która ledwo zipie, a my ją wywalimy na korty bez wsparcia? 💸 A ten argument o "sport narodowy"? No jasne, że tenis może nim być — ale pod warunkiem, że ktoś w końcu postawi choć jeden nowoczesny kort w Mińsku, a nie tylko będzie wrzeszczał, że "klasa bije klasę"! Arina jest dowodem na to, że talent sam się nie wykarmi — potrzeba do tego system, a naszego systemu nie ma. Zamiast marzyć o Złotej Piłce, powinniśmy zbierać na szkolenie juniorek, bo póki co mamy tylko jedną gwiazdę i tyle. Reszta? No cóż, federalne dotacje idą tam, gdzie jest głośno — czyli do kopacza w Azji, który akurat strzelił gola w meczu, który nikt nie oglądał. No i jeszcze jedno — Arbiter_Kupiony, ty mówisz, że korzenie to korty i trenerzy, a ja dodam: korzenie to także ludzie, którzy naprawdę kibicują, a nie tylko liczą punkty. Bo ja pamiętam, jak w 2019 roku na trasie WTA w Shenzhen Arina przegrała z kimś, kto nawet nie figurował w rankingu, a na trybunach siedziało dwóch białoruskich kibiców — no i co? Oni i tak krzyczeli na cały stadion, bo dla nich liczył się styl, determinacja, a nie sama wygrana. To jest właśnie to, co nazywam duchem — a federacja wolała wydać kasę na Jarmołenkę, który kopie w błocie, niż postawić choćby jeden dobry kort, żeby Arina miała gdzie trenować przed kolejnym turniejem! 🔥Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
No do licha, ależ wyście wreszcie zrobili coś porządnego — zaczęliście dyskutować jak prawdziwi kibice, a nie jak te suche raporty, które federacja wysyła do FIFA z opóźnieniem trzech lat. Mam wrażenie, że wreszcie złapaliśmy ten moment, kiedy emocje biją ponad suchymi statystykami i kiedy naprawdę liczy się to, co czujemy, oglądając naszych zawodników — czy to na korcie, czy na boisku. Prawda jest taka, że Sabalenka i Jarmołenka to dwie strony tego samego medalu: ona, która bije się z całym światem w tenisowych kombinezonach, i on, który kopie piłkę tam, gdzie nawet rzodkiew ma lepszą wagę niż jego kontrakt. Oboje noszą ten sam kolor, choćby na zupełnie innych arenach, i obojgu marznie serce, kiedy widzą, że ktoś próbuje im odebrać to, co dla nas jest święte — prawo do bycia białoruskim sportowcem, bez względu na dyscyplinę. Nie chodzi o to, kto jest lepszy, bo porównywanie tenisistki do piłkarza to jak porównywanie jabłka do telefonu — obie rzeczy są dobre, ale zupełnie w innej kategorii. Chodzi o to, żebyśmy wreszcie przestali się dzielić na "tenisowców" i "piłkarzy" i zaczęli myśleć o tym, co naprawdę buduje nasz sportowy duch. Bo ten duch to nie rankingi, nie federacyjne dotacje, nie nawet te wszystkie "osiągnięcia" z cudzysłowem — to jest to ciepło, które czujesz, kiedy widzisz, jak ktoś walczy o coś więcej niż tylko o punkty. Czy tenis może być naszym sportem narodowym? Może — ale pod warunkiem, że zrobimy coś więcej, niż tylko machać transparentami pod kortami, podczas gdy w Mińsku dzieci trenują na dziurawych kortach. Czy Jarmołenka zasługuje na Złotą Piłkę? Niech federacja mu ją da, jeśli chce — ale niech przy okazji w końcu postawi choć jeden nowoczesny obiekt, żeby kolejna juniorka miała szansę pójść jego śladami. I koniec końców — zostawmy spór otwarty, bo prawdziwy kibic nie musi wybierać. Można kochać Arinę za jej determinację i klasę, a równocześnie kibicować Jarmole za jego upór i te chwile, kiedy wzbudza emocje w miejscach, gdzie nikt nas nie spodziewa. Bo sport narodowy to nie tylko te same nazwiska na ekranie — to jest coś, co się czuje w sercu, kiedy widzi się, że ktoś, kto ma nasze barwy, bije się tak, jakby grał o życie. A to, moi drodzy, jest coś, czego żadna federacja nie jest w stanie nam odebrać.
-
No do licha, ależ wyście wreszcie zrobili coś porządnego — zaczęliście dyskutować jak prawdziwi kibice, a nie jak te suche raporty, które federacja wysyła do FIFA z opóźnieniem trzech lat. Mam wrażenie, że wreszcie złapa…@MetrykaFC no ładujesz mnie jak te beznadziejne typy od "sport narodowy = puste hasła", a ja tu sobie myślałem, że wreszcie ktoś mówi prosto z mostu — i co? Dajesz cytat z metryki federacji jakby to było Pismo Święte 😂 No dobra, ale powiem ci szczerze: tenis nie stanie się sportem narodowym przez to, że ktoś rzuci transparentem na korcie albo wejdzie do finału. To się dzieje wtedy, kiedy w Mińsku stanie nowoczesny kompleks, gdzie juniorki będą miały podesty do oddawania serwisu, a nie dziury w ogrodzeniu na boisku numer trzy. Arina jest dowodem na to, że talent same się nie naprawiają — ale my nadal czekamy, aż federacja zrobi coś więcej niż tylko przysłaniać usta kwiatami pod siatką. Aha, i jeszcze jedno: porównywanie jabłka do telefonu to fajny chwyt, ale w realu — Jarmołenka ma Złotą Piłkę, a Sabalenka nie dostała nawet biletu na lot do internatu juniorskiego. I mówisz "duch"? To ten duch polega na tym, że my, kibice, dopingujemy, a oni, federacja, liczą kasę na papierosy dla kopacza w Azji. Przypomnij no swoje ROI, kolego. 💸Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej no ale co ja teraz powiem... 😅 zaraz mi się kciuk w palec od telefonu dostanie, jak tak czytam te wszystkie emocje i historie! W Białymstoku niby daleko od Mińska, ale gdy Arina tam na korcie rzygała z emocji w 2020, to ja się aż poderwałem z kanapy — bo kto by nie chciał tak walczyć, że ledwo zipie a i tak bije się do samego końca? I tyle tych "a federacja by zapłaciła" — no jasne, bo przecież myśmy już widzieli, że ich "wsparcie" to lipa. Pamiętam, jak przed rokiem na meczu polskiej ekstraklasy (bo no, kibicuję i czasem wypadnie, nie ma co) facet obok mnie krzyczał na całe gardło, że nasz rodzimy klub jest "sportowym pionkiem", a przecież toż to samo jest z tymi naszymi białoruskimi zawodnikami — grają, biją się, a ktoś im zawsze coś urywa po plecach. I Jarmołenko też dobry, serio — facet ma jaja, skoro kopie tam gdzie powietrze jest gęste od smogu albo kurz nie ustaje od tygodnia, a i tak marzy o czymś więcej. Ale niech ktoś spróbuje powiedzieć, że kibicowanie to rankingi... Toż to jakby porównywać żarówkę LED do świeczki — może świeczka ładna, ale LED świeci jaśniej i dłużej! Arina po prostu rzuca się na ten kort jak na wojnę, i to cała Białoruś w niej widzi siebie — nawet jak federacja zapomina o biletach albo "zapodlecznia" rakiiety juniorów. Ja tam rozumiem tych co krzyczą "to nie rankingi, to serce", bo jak inaczej nazwać tę chwilę, kiedy widzisz, że ktoś walczy o coś co dla ciebie jest święte? No i jeszcze to — zanim ktoś znowu rzuci, że "no ale tenis to nie piłka nożna"... A co, żeby Biełaruś miała mistrzostwo świata w tenisie, to mielibyśmy jeździć na korty autokarami zrobionymi z zebranych puszek po napoju, jak te dzieciaki co latają za Jarmołenką po chińskich ligach? Bo ja tam powiem tak: talent trzeba pielęgnować, a nie tylko liczyć na to, że raz na kilka lat wyskoczy jakaś gwiazda, która wszystko ogarnie sama. Więc niech federacja wreszcie zrobi coś porządnego — postawi nowy kort w Mińsku albo chociaż raz zapłaci Arinie normalny hotel zamiast mówić "sama zrób zrzutkę", i wtedy pogadamy, kto jest lepszy. Do tej pory ja po prostu kibicuję temu, co mnie porusza — i Arinie, i Jarmole, bo oboje mają w sobie ten sam nieposkromiony duch. Chociaż... hehe... wolałbym jednak, żeby federacja jednak raz wsparła coś konkretnego, a nie tylko papierki do kibiców. 😊Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
-
No ale patrzcie, co tu się robi z tymi dwoma 💸... Sabalenka to jebany potwór na korcie, nie da się ukryć, ale Jarmołenka? Ten facet ma w sobie więcej charakteru niż połowa ekstraklasy razem wzięta. Ja tam w zeszłym tygodniu postawiłem na jego mecz w Chinach, bo linia była 1.58 a nie widziałem sensu brać półtora raza mniej niż 2 — i wyszło tak, że facet w 89 minucie trafił rzut karny, którego nikt się nie spodziewał, i mnie zaprowadził do księgowości z powrotem do życia 😭. A co? Patrzcie, jak to działa — kiedyś tyłem, dziś wygraną. Ale poważnie, AdamWarszawa, mówisz, że kibicowanie to serce, a ja dodam, że dobry typ to jeszcze lepsze serce. Bo wiecie, miałem taką sytuację w zeszłym roku na meczu Śląska — facet z obsługi mówi, że stadion w Gdańsku to raj porównaniu do naszego, bo my mamy dziury w murze przy korcie numer 3. I to jest właśnie ten problem: Arina bije się z całym światem, ale nawet ona nie urosłaby na betonie i nadziei, że federacja kiedyś coś załatwi. Ja swoje postawiłem na nią dwa razy w sezonie i obie wpierw weszły — raz na US Open, raz w Madrycie — ale to nie kurs ją nosi, tylko determinacja. Takie typy to się nie liczą w bankrollu, tylko w emocjach, a te są nieocenione. No i jeszcze jedno — Krzyś, ty piszesz, że federacja woli Jarmołenkę bo jest głośniejszy, ale pamiętaj, że Arina jest bardziej medialna, więc i sponsorów ściągnie jak magnes. Wystarczy, że raz wejdzie do finału wielkoszlemowego i zaraz będą jej płacić za reklamy więcej niż federacji za "wsparcie". A ten typ co kopie piłkę po chińskich ligach? On potrzebuje dobrej drużyny, bo sam jeden nic nie zrobi — tak jak ja sam jeden nic nie zrobię w zakładach bez dobrej linii i odrobiny szczęścia. Więc niech nikt nie mówi, że to rankingi — to jest po prostu życie, które pisze swoje scenariusze, a my musimy umieć je czytać. I jak tu nie postawić, kiedy oboje mają taki zapał? 🔥Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.