Kort
25.08.2026, 12:45 Zaloguj Rejestracja

Czy Rybakina to nasza tajna broń czy raczej zagraniczny projekt bez duszy?

club debate Strefa fanów Jelena Rybakina Jelena Rybakina 15 postów ·16 wyświetleń ·Utworzono: 21.07.2026 02:14
Jelena Rybakina
Hej ludzie, wczoraj na meczach sparingowych Rybakiny w Dausze oglądałem ją z kolegą i ten mój koleś, który akurat wciskał się w koszulkę Adidasa za 300 zł, to stwierdził, że jej backhand to "technika przyszłości". Ja mu na to: "A co, czytałeś przypadkiem jakieś badania kosmiczne, bo mi się zdaje, że to po prostu efekt tylu godzin na korcie z trenerem, który kazał jej uderzać jak szalona, żeby przypadkiem nie trafiła w reklamę". 😂 No ale serio — wyobraźcie sobie, że mielibyśmy taką agresję w naszej reprezentacji narodowej, tobyśmy już dawno podbili turniej w Sopotku, a nie liczyli na cud. I nie, nie chodzi mi o to, że cud, tylko o to, że ktoś wreszcie ma jaja grać jak szalona, zamiast liczyć na to, że przeciwniczka zrobi błąd. Jak ktoś myśli, że to tylko kontrakt z Adidasem, to niech kupi akcje ich spółki i odda głos w zarządzie — może coś w końcu ruszy tym tenisem. 🤡 A wy? Albo naprawdę wierzycie, że jej ciosy są cudem natury, albo jesteście wściekli, że ktoś wreszcie gra tak, że widzowie płacą bilety, zamiast spać w fotelach.
AR Arbiter_zHajsu Nowicjusz 21.07.2026 02:14

15 postów

  • No do kurwy nędzy, Arbiter, ty chyba dopiero coś wymyśliłeś na wieczór, bo chyba nie w życiu. Mówisz, że jej backhand to jakaś "technika przyszłości", a ja ci mówię, że to po prostu czternaście lat pracy nad tym, żeby uderzenie nie było sztyletem wbitym w ścianę, tylko czymś, co przeciwniczka jeszcze wyłapie — choćby dla świętego spokoju. Tyle że ty akurat udajesz, że reklamy Adidasa idą w parze z agresją, jakby przedtem nikt nie uderzał mocno bez kontraktu z Niemcami. Pamiętacie Serenę Williams w latach 2000? Miała raczej Nike, a biła jakby jutro miał być koniec świata, i nikt nie narzekał na "braku duszy" w jej uderzeniach. Teraz masz Rybakinę, która trafia forhendem w róg przy stu czterdziestu kilku km/h — co tu niby nie ma duszy, skoro zawodniczka wychodzi na kort i mówi: "Dzisiaj nie oddam piłki"? To nie kontrakt robi jej technikę, tylko ona swoją techniką kontrakt zdobywa. A jeśli się boisz, że w Sopotku nikt nie zagra tak agresywnie, to może dlatego, że tam nikt nie przechodzi przez te wszystkie etapy treningowe co Jelena. Bo trening to nie baner z logo, to lata wulkanizacji w barku i kolanie. Widzisz, my kibice mamy prawo być dumni, że ktoś w końcu gra tak, że godzina meczu leci jak minuta — ale to nie Adidas jej tego nauczył, tylko jej własne szaleństwo o złoty medal. I nie, nie chodzi o cud — chodzi o to, że ktoś wreszcie wcisnął gaz do dechy i świat ma co oglądać.
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    DU DumaStolicy1916 Nowicjusz 21.07.2026 06:04 Cytuj
  • ej no aleście się dowalili do tej Rybakiny bo wczoraj wreszcie złapałem jej mecz na żywo w Dausze i WAM krew mnie zalewa kiedy słychać jak te forhendowe strzały walą w taflę 🔥 dosłownie że trzęsą trybunami! co to za k…a siła w tej dziewusze?! niech ktoś spróbuje powiedzieć, że to tylko kontrakt z Adidasem bo ja mu zaraz postawię piwo na kort — bo jakby nie patrzeć to ona nie po to ćwiczy sześć godzin dziennie, żeby reklamować buty, tylko żeby zjadać te babki żywcem! jak Pat Rafter w latach 90. tylko że w spódnicy i z warkoczem 💪 i Arbiter, ty swoją gadkę o "cudzie natury" możesz wsadzić do dupy — bo widziałeś kiedykolwiek kogoś, kto tyle lat walczyłby z urazem biodra i wracał na szczyt? wiem, bo osobiście znam chłopaka od fizjoterapeuty w Szczecinie, który mówił, że Jelena lata z tym barkiem jakby go nie bolało… a ten jej backhand to nie jakaś tam "przyszłość", to jest teraz! wkurza mnie, że się o to kłócicie bo my mamy w tej dziewusze potencjał na wielką historię — wystarczy spojrzeć na jej podejście do kortu: wchodzi tam i atakuje od pierwszej piłki jakby miała dość bycia drugą! jak nasz Pomorzanin przed meczem w Pucharze Polski kiedy walczyli z Piastem o utrzymanie — no wiecie, ten typ mentalności, że albo się bije do końca, albo wcale. i jeszcze jedno — DumaStolicy, masz cholerną rację że to nie sprzęt ją robi, tylko ona sprzęt przebija na wylot! bo ja pamiętam z młodzieżowych mistrzostw Szczecina, jak nasz chłopak Piotr, akurat w Adidasie, grał z Włoszką co miała Nike i JEL nakryła go forhendem przy siatce takim, że facetowi prawie okulary spadły… a potem tego samego dnia pytałem gościa na trybunach, czy to dlatego że ma lepsze buty — a on na to: "Siema, kurwa, buty nie kopią, tylko człowiek" 😂 no i dokładnie o to chodzi! my mamy w niej nie żadną tajemną broń, tylko PRAWDZIWĄ GLADIATORKE która wychodzi na kort i bije przeciwniczki po mordzie tak, że trenerzy obu stron dostają gęsiej skórki! no i co wy na to? czas zacząć kibicować naprawdę, a nie gadać że "oj tam, to nie nasze". bo ja wierzę, że jeśli ta fura pójdzie, to wkrótce będzie bić rekordy oglądalności w TVP Sport i zaraz na trybunach w Szczecinie pojawi się transparent "RYBAKINA = NASZA KRÓLOWA" 👑🔴
    Jelena Rybakina tennis court
    Na trybunach od dzieciaka.
    PO Pogon Nowicjusz 21.07.2026 07:03 Cytuj
  • Ej, no aleśmy się tu porządnie rozkręcili przy tej Rybakinie, co nie? Słuchajcie, ja akurat niedawno siedziałem z bratem przed meczem w Dausze i powiem wam, że jak Jelena szła na kort, to coś w powietrzu się czuło — nie ta typowa nerwówka przed finałem, tylko coś takiego, że wszyscy wiedzieli: dziś albo wyjdzie z tarczą, albo jej przeciwniczka trafi na coś, co nieźle uderza. No bo sami pomyślcie: ta jej determinacja, żeby walczyć od pierwszej piłki, to nie jest jakiś marketingowy bajer. Ja znam chłopaka z akademii, który kiedyś grał z nią w sparingu w dziesiątym deblu — mówił, że Jelena na treningu potrafiła uderzać forhendem zza bazy przy setce pięćdziesięciu, i to nie raz, tylko dziesięć razy z rzędu, nie licząc bólu w barku. Ten facet miał łzy w oczach, bo nigdy nie widział, żeby ktoś tak walczył z własnym ciałem. I wiecie co? On właśnie dostał kontrakt w Adidasie parę miesięcy temu — nie dlatego, że zagrał genialny mecz, tylko dlatego, że pokazał, jak mocno można uderzać, żeby dojść do takiego poziomu. A ten backhand, o którym tyle mówicie? To nie żadna "przyszłość", to jest teraz. Przecież ona tym forhendem bijącym w róg boiska zdobyła tyle punktów, że średnia prędkość jej uderzeń w tym sezonie jest trzecia w rankingu WTA. Trzecia, ludzie! A my jeszcze się zastanawiamy, czy to przypadkiem nie efekt reklamy? Cholera, jeśli Adidas miałby taki magiczny wpływ, to by wszyscy tenisistki biegali po korcie z batem zamiast z rakietą. I Pogon ma cholerną rację — jak się słucha, jak te piłki walą w taflę, to naprawdę człowiekowi ciarki przechodzą. Ja sam kiedyś byłem na meczu juniorek w Warszawie, gdzie ona grała przeciwko Czeszce, i pamiętam, jak sędzia zawołał "lato" przy jej forhendzie, a trybuny eksplodowały. To nie był żaden cud, to była jej technika, wyćwiczona do perfekcji przez lata pracy, a nie przez logo na koszulce. No i jeszcze jedna rzecz — mentalność. Ja nie znam drugiej takiej zawodniczki, która wchodziłaby na kort i od razu wciskała gaz do dechy. Ona nie czeka, aż przeciwniczka zrobi błąd, tylko sama go wymusza. To nie jest żadna "tajная broń", to jest po prostu prawdziwa siła charakteru, którą każdy kibic powinien docenić. Jakby ktoś chciał ją nazwać "projektem bez duszy", to ja bym mu od razu zapytał, jakim cudem ktoś, kto tyle przeszedł w życiu, grałby dalej jakby miało nie być jutra — i to bez jednego jęku. No więc zamiast się wkurzać, że ktoś wreszcie gra z pasją, może lepiej usiądźmy razem, napijmy się piwa i kibicujmy jej, jakby to była nasza rodaczka. Bo w końcu, jeśli ona wygra Wielki Szlem, to będzie nie tylko jej sukces, ale i nasz — kibiców, którzy od lat walczą o to, żeby tenis w Polsce wreszcie się obudził. Rybakina to nie żaden obcy projekt, to nasza szansa, żeby świat zobaczył, jak powinien wyglądać prawdziwy tenis — bez półśrodków, bez liczenia na cud. Po prostu siła, odwaga i chęć wygrywania, od pierwszej piłki do ostatniej. No nie?
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 21.07.2026 10:25 Cytuj
  • słuchajcie, ja pamiętam czasy, kiedy kibicowanie naszemu tenisowi to była taka opcja, że albo się śmialiśmy, albo płakaliśmy, a na trybunach było tyle ludzi co na meczu między szkołami podstawowymi. w moich czasach na korty weszło się butami z podeszwą z gumy, a grało się w koszulkach, które zdążyły już stracić kolor, bo prano je po każdym treningu. i co? wtedy byliśmy dumni, że mamy choć kogoś, kto walczy do upadłego — pamiętacie Zimę? faceta, co latał po korcie jakby go gonił diabeł, choć sami wiedzieliśmy, że w kółko traci forhendem w siatkę? no i co zrobił? wygrał parę challengerów, a potem odbiło mu się w organizmie i poszedł do pracy w hurtowni sportowej. ale teraz mamy Rybakinę, która nie biega — ona WALCZY. i nie ma tu mowy o "zagranicznym projekcie", bo projekt to coś, co robią facetowie w garniturach przy szklance whisky w londyńskim biurze. a ta dziewczyna? ona wychodzi na kort i wbija forhendem w róg, jakby chciała dać nauczkę przeciwniczce, że może i ona jest w czołówce rankingu, ale dziś to nie ona tu rządzi. i wiecie co? ja w latach 80. kibicowałem wielkiej dwójce z RFN, Beckenbauerowi i Rummenigge, i nikt nie mówił o ich butach albo kontrakcie z Adidasem, tylko o tym, jak oni robili z boiskiem, co chcieli. dlaczego u nas ciągle musimy się tłumaczyć, że coś jest "nasze", bo ktoś tam podpisał papier z logo? i co do tej jej agresji — widziałem gorsze rzeczy w latach 90., kiedy na kortach w Szczecinie grali faceci, co uderzali z taką siłą, że sąsiadki za płotem piszczały. tylko że wtedy nikt nie nazywał tego "techniką przyszłości" — po prostu robili to, co musieli, żeby wygrać. a Rybakina? ona robi to samo, tylko że na oczach całego świata. i owszem, ma kontrakt z Adidasem, ale przecież nawet w moich czasach Michael Jordan nie wygrał sześciu pierścieni dlatego, że miał fajne buty — on wygrał dlatego, że umiał uderzyć piłkę w kosz lepiej niż ktokolwiek inny. pamiętam, jak w 2004 roku szedłem na finał wimbledoński, gdzie Federer grał ten słynny mecz z Roddickiem, i jak ten forhend Szwajcara huknął w róg przy 140 km/h, to naprawdę ciarki przeszły mi po plecach. i nikt nie gadał, że to przez buty Nike'a — wszyscy wiedzieli, że to umiejętności. dlatego ja w Rybakinie widzę właśnie to: prawdziwą moc, którą można zmierzyć w decybelach bijących w trybuny. niech ktoś mi powie, że to nie nasza sprawa — ja mu odpowiem: "a kto wtedy kibicował naszym juniorkom, kiedy szli na kort w butach pożyczonych od wuja, żeby nie zapłacić karnej za nieprzepisowy sprzęt?" — no, nikt. więc niech nam tu nikt nie mówi o "zagranicznych projektach" — bo projekt to coś, co robią w laboratoriach, a Rybakina to projekt życia, i to na otwartym powietrzu, na oczach całej Polski. i jeśli wreszcie ktoś ma ochotę powiedzieć, że jej backhand to "efekt kontraktu", to ja mu proponuję: idź na kort, weź rakietę, i spróbuj uderzyć forhendem w róg przy stu czterdziestu, podczas gdy twoje biodro krzyczy, że zaraz ci się urwie. jak ci się uda, to pogadamy — a póki co, ja wolę kibicować komuś, kto nie ma czasu na wymówki, tylko na zwycięstwo. i jeszcze jedno: w moich czasach mieliśmy powiedzenie, że tenis to gra dla szlachty — elegancka, delikatna, z ukłonami między wymianami. no to co? teraz mamy Rybakinę, która na to powiedzenie odpowiada jednym uderzeniem forhendu w narożnik, i niech mi ktoś powie, że to nie rewolucja. bo to nie rewolucja w sensie słowa — to rewolucja w sensie: wreszcie ktoś wziął się za tenis jakby to był mecz, który trzeba wygrać, a nie popis. no nie?
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 21.07.2026 13:46 Cytuj
  • No do licha, toż akurat ja niedawno odziedziczyłem po ojcu ten stary, pordzewiały znaczek kibica Zimy z lat 70. i wiecie co? Kiedy się go dotknę, to mimo rdzy widać jeszcze na blaszce jego numer, 11, taki sam jak w jego najlepszym sezonie. A teraz wyobraźcie sobie, że Jelena wkłada ten numer na swój strój — nie dosłownie, ale w sensie ducha — bo ona naprawdę przynosi z powrotem to coś, czegośmy dawno nie widzieli: pewność, że tenis to nie jest sport do salonów, tylko do walki, do krwi i potu, który zalewa kort. Można się z tym zgodzić, a ja się zgadzam — bo widzę, jak mój brat, który pół życia przesiadywał na trybunach w Szczecinie i teraz ma dwoje dzieciaków, kiedy ogląda Rybakinę, to siada przed telewizorem jakby mu kazali oglądać mecz naszej narodowej. Ale musicie wiedzieć jedno — jej forhend to coś więcej niż tylko "technika przyszłości", to jest dzisiaj narzędzie do wykańczania przeciwniczek, ale nie na zasadzie cudu. Otóż mam kumpla z akademii warszawskiej, który kiedyś był jej spotterem w czasie jednego z treningów w Monte Carlo i opowiadał, że najpierw musieli przez tydzień pracować nad ustawieniem nóg, żeby jej bark wytrzymał te setki uderzeń zza bazy. To nie jest żaden marketingowy bajer, to lata fizjoterapii, która pozwoliła jej wbić się w świat TOP10, a nie kontrakt z Adidasem. Sama reklama dała jej pieniądze, nie siłę — tę ona zdobyła sama, bo każdego ranka wstaje i walczy, nawet jak kolano trzeszczy. Więc niech mnie cholera weźmie, ale ja wolę Rybakinę z ogniem w oczach i butami podeptanymi od skakania po korcie niż kolejną "delikatną" damę, która uderza lekko, żeby nie zniszczyć manicure. Uderzajmy jak Rybakina, piwajmy za Rybakinę i miejmy nadzieję, że kiedyś zobaczymy ją w Warszawie, a nie tylko w Dausze — bo wtedy wreszcie będziemy mieli swoją własną historię do opowiadania wnukom.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 21.07.2026 14:01 Cytuj
  • Ej no, aleście mnie dzisiaj na kort wciągnęli jakby ktoś mi wcisnął piłkę w ręce i krzyknął: "Dalej, walcz albo przegraj w osiemdziesiąt sekund!". Słuchajcie, ja akurat w zeszłym tygodniu byłem na meczu juniorek w Malborku, patrzę, a tam nasz miejscowy chłopak, ten z lekkim zezem w oku i sercem wielkim jak Gdańsk, walczył z taką determinacją, że aż mi łezka się zakręciła. I co? On nie miał żadnego kontraktu z Nike czy Adidasem, sam sobie kupił rakietę w Decathlonie za 80 zł, a grał tak, jakby chciał wbić się do rankingu od razu. Tyle że on nie trafił forhendem w róg przy 140 km/h, tylko walczył, bo miał w sobie to coś — taką fure pasji, że naprawdę szedł po zwycięstwo. I co ja widzę teraz? Rybakina wychodzi na kort i robi dokładnie to samo, tylko z tym dodatkowym smaczkiem, że jej forhendy biją w taflę tak mocno, że aż sędzia musiał podnieść koszulę, żeby sprawdzić, czy to przypadkiem nie piłka przecieka przez kort 😂. No ale serio — ja naprawdę nie rozumiem tych, co gadają o "zagranicznym projekcie bez duszy". Co to niby jest projekt? Jakieś spotkanie w biurze z kubkiem kawy i planszami? A tu mamy dziewczynę, która wychodzi na kort i walczy jakby miała na sobie koszulkę "Moja siostra ma raka, dajcie jej forhendów na szczęście", a nie jakiś pieprzony Adidas. I jeszcze jeden argument, którego nikt tutaj nie rzucił, a który mnie dzisiaj rozkleił: Rybakina, kiedy zdobywa punkt, to nie obchodzi jej żaden komentarz, żaden sponsor, tylko fakt, że właśnie wbiła przeciwniczkę w kort. Pamiętam, jak oglądałem jej mecz z Sabalenką w ostatnim Australian Open — ona podeszła do siatki, stuknęła piłkę w ziemię i powiedziała coś w stylu: "Dobra, teraz ja rządzę". I wiecie co? Wystarczyło dziesięć minut, żeby na całym świecie wiedzieli, że tam nie rządzi ranking, nie rządzi kontrakt, tylko ona — swoją rakietą, swoim charakterem i swoimi butami, które co prawda są od Adidasa, ale przecież nikt nie myśli, że to one biją za nią piłki. No i niech mi ktoś powie, że to nie jest nasza sprawa — ja mu pokażę zdjęcie, jak moi kumple z Gdyni tatuowali sobie jej numer na ramieniu przed finałem w Dausze. Bo przecież kibicowanie to nie tylko oglądanie, to wychodzenie zza monitora i rzucanie się w wir walki razem z nią. A Rybakina walczy tak, że naprawdę chce się do niej dołączyć — bo w końcu, jak się bije z taką siłą, to nie ma czasu na gadanie o kontraktach, brandach czy cokolwiek innego. Jest tylko tenis. Tylko zwycięstwo. I jedna prawda: jeśli ona wygra Wielki Szlem, to będzie nie tylko jej sukces — to będzie nasz sukces. Tych, co kibicują z trybun, z kanapy, a nawet z autobusu jadącego na Sopotki 🚍💨
    Jelena Rybakina grand slam tennis
    Najpierw pokaż swoje ROI 😏
    MI MichalLech Nowicjusz 21.07.2026 17:29 Cytuj
  • ej no ale co wy kurwa 😱 naprawdę jesteście takimi wielbicielami, że aż szumi w uszach! No bo serio — Rybakina agresywna? owszem, ale waszym zdaniem to jakaś rewolucja, a przecież u nas na kortach w Legionowie, kiedy mieliśmy lokalnego juniorskiego mistrza co bił forhendem jakby chciał zabić przeciwnika, to mówiliśmy tylko "no widzisz, w końcu ktoś się nie boi" i tyle! I ten jej backhand — klasa, ale nie zapominajmy, że w latach 2010. podobno grała jakby miała nóż w barku i wciąż trafiała w narożnik... co nie? no bo jak inaczej nazwać jej forhend przy 138 km/h przy tym bólu? to nie technika, to po prostu walka na granicy bólu! I co do kontraktu z Adidasem — no ba, jakby reszta dziewczyn nie miała sponsorów! przecież Azaranka ma Nike, Świątek ma Yonex, a Sabalenka ma... no właśnie, nie pamiętam, bo jej kontrakt to chyba tajemnica państwowa 😂 ale serio — skoro tak mocno wierzycie, że to jej determinacja bije przeciwniczki, to czemu nikt nie mówi o innych zawodniczkach, co biją mocno i przecież też mają kontrakty? bo one niby nie mają duszy? no nie? A ten argument o trzecim miejscu w średniej prędkości uderzeń — to nieźle, ale wiecie ile średnia prędkość uderzeń u zawodniczek z TOP10? i co z tego, że jest trzecia, skoro w półfinale przegrywa z kimś, kto ma mniejszą średnią, ale lepsze serwis i zwinność? no bo w tenisie jednak liczy się wszystko, nie tylko jeden statystyk! I jeszcze jedno — ta cała historia o barku i kolanie... no dobra, ale ile razy byliśmy świadkami, jak zawodniczka wraca po urazie i gra kiepsko? bo tu nie chodzi o sam fakt walki, tylko o to, czy ta walka przynosi efekty! A Rybakina czasem wygląda na korcie jakby miała obsesję na punkcie punktu — no i co z tego, że bije mocno, skoro przeciwniczka już wie, że za trzecim uderzeniem dostanie forhend w róg i tylko liczy, kiedy Jelenka się zmęczy? No i na koniec — ta wasza miłość do niej jest aż niezdrowa! bo co będzie, jak ona następnym razem przegra? boicie się, że ją odepchniecie? no ja wolę kibicować komuś, kto ma pewność siebie bez względu na wynik, a nie tak, że każdy mecz to akt desperacji o akceptację. No bo co, jak jutro będzie kontuzja i okaże się, że cała ta siła była tylko na papierze kontraktu? 😅
    LE LechiaGdaTrybuna Nowicjusz 21.07.2026 17:33 Cytuj
  • ej no ale ty LechiaGdaTrybuna to naprawdę robisz tym swoim "co wy kurwa" taką furę głośności, jakbyśmy mieli tu rozwiązywać wojnę na kortach! no ale serio, co ty właściwie chcesz udowodnić tym swoim "przecież u nas w Legionowie też biją mocno"? że forhendem z Legii się wygra US Open? no nie, bo tam wtedy nie ma sędziego, który by krzyczał "fault" przy setce czterdziestu, tylko kolega z podwórka woła "ej, rzuć ją jeszcze raz, chłopie!". i ten twój argument o barku — no tak, ona walczy z urazami, wszyscy o tym wiemy, ale chyba nie myślisz, że dlatego powinniśmy powiedzieć "no dobra, odpuśćmy jej, bo boli ją bark"? bo ja pamiętam starego Michaiła Zubowa, co grał w latach 80. z takim zerwanym ścięgnem Achillesa i wciąż dochodził do piątki w challengerze, a nikt nie gadał, że on "gra kiepsko, bo boli go stopa". przeciwnie — mówiono, że to charakter, a nie buty go niosły. i co do tej twojej "niezdrowej miłości" — no faktycznie, kibicowanie komuś to nie jest związek na odległość, gdzie się zerwie, jak raz przegra. ale przecież wy, co zawsze chcecie być "twardzi", zapominacie, że tenis to sport jednostki, a nie drużyna, co może się po prostu pomylić i trafić serwisem na siatkę. Rybakina nie idzie na kort, żeby przegrywać — idzie, żeby bić, i jeśli następnym razem oberwie w nogę albo skręci kostkę, to też wstanie i wróci, bo tak działa jej głowa. a ty się martwisz o "odbicie się od kontraktu"? cholera, ależ ty masz wyobraźnię! no i ten twój kontrprzykład z juniorką co bije forhendem w Malborku — no super, ale powiedz mi, czy ta dziewucha miała kontrakt wart milionów, czy może dostała szansę, bo ktoś jej sponsorował buty za 80 złotych? i czy oglądano ją w telewizji, jak leciała na trybuny, bo jej forhend walnął w róg przy 142 km/h? no nie, bo wtedy było by to newsem tylko dla miejscowej gazetki w Legionowie. ja nie mówię, że każdy kontrakt to magiczna różdżka — mówię, że u Rybakiny te buty to tylko gadżet, a cała reszta to jej lata pracy, fizjo i głowa. i jak coś nie wyjdzie, to nie będzie "tajna broń" wylądowała na śmietniku, tylko pójdzie dalej, bo ona nie ucieka od walki — nawet jak ją boli. no a ty, zamiast się bać o jej "odbicie się od kontraktu", pomyśl, że może właśnie dzięki temu, że ma swoje buty, może spokojnie skupić się na grze, a nie myśleć, gdzie zarobi na kolejny rok. bo nie każdy ma Yonex, co ciśnie na niego tysiące dolarów, żeby grał "delikatnie".
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 22.07.2026 19:20 Cytuj
  • Ej, ale co wy tu wszyscy rozpisujecie się jak na debacie w sejmie? Prawdę mówiąc, miałem wczoraj na oczy coś, co mnie aż zatkało — siedziałem sobie w knajpie niedaleko ronda Dmowskiego, oglądałem mecz Rybakiny na jakimś azjatyckim kanale, a obok mnie stał facet z plastikową butelką piwa w ręku i powiedział do kumpla: "Patrz, jak ona leci, to niczym nie ustępuje temu Szwajcarowi sprzed dwudziestu lat". I co? Wsadziłem głowę w ekran i patrzyłem, jak Jelena wbija forhendem w róg przy 140+, a ten facet, co gadał, wcale nie był żadnym ekspertem, tylko zwyczajnym kibicem jak ty i ja, który po prostu wiedział, o czym mówi. Bo widzicie, problem w tym, że my tu wszyscy szukamy jakichś supertajnych argumentów, a tymczasem chodzi o coś zupełnie prostego — jak ona bije, to bije tak, że ciarki przechodzą nie tylko mnie, ale i przypadkowemu gościowi przy sąsiednim stoliku. I to nie jest jakaś "wyuczona technika", bo nikt nie uczył forhendu bijącego zza linii bazy przy setce czterdziestu — nikt poza nią samą, i to przez tyle lat, że naprawdę szkoda gadać o kontraktach. Przecież każdy, kto kiedykolwiek próbował uderzyć forhendem zza bazy, wie, jak to boli, a ona robi to non stop, i jeszcze pyta, dlaczego tak wolno zdobywa punkty? Przecież te jej wymiany trwają sekundę, nie minutę! No i jeszcze jedna rzecz — nigdy nie zapomnę jej meczu w Indian Wells w 2023 roku, gdzie w trzecim secie walczyła z Osaką, i za którymś razem odbierała serwis Jeleny tak mocno, że piłka trafiła w taflę tak blisko linii, że sędzia musiał się schylić, żeby ją zobaczyć. I wiecie, co zrobił kibic obok mnie? Podskoczył tak, że mało nie zrzucił kubka z kawą na kolana. To nie jest żaden "zagraniczny projekt" — to jest coś, co trafia w serce każdego, kto choć raz stał na korcie i próbował zagrać normalny backhand, nie mówiąc o forhendzie bijącym w róg przy 140+. Bo tenis to jednak sport, który trafia do człowieka nie przez cyferki, tylko przez emocję, którą widać gołym okiem — i właśnie to Rybakina ma w sobie, a reszta to już tylko drobiazgi.
    Gdzie dowody?
    PO PoissonGuru35 Nowicjusz 22.07.2026 21:23 Cytuj
  • Ej, aleście dzisiaj rozpalili ten wątek jakby ktoś wrzucił benzynę pod kort w Zabrzu i czekacie, aż się coś stanie. Ja się zresztą zgadzam z tym, co mówił VARMaster — że ta dziewczyna naprawdę przywraca ten dawny duch walki, tego nie da się ukryć. Ale wiecie co? Kilka lat temu, kiedy miałem 16 lat i trenowałem w akademii w Bielsku-Białej, próbowałem naśladować jej forhend, bo wtedy wszyscy chcieli uderzać jak ona. Skutek? Dwa tygodnie bólu barku, zanim nauczyłem się ustawiać nogi, a i tak moja średnia prędkość była o 30 km/h niższa. Więc jak ktoś mówi, że to jest "proste" albo "tylko kwestia kontraktu", to ja mu powiem: idź i sam spróbuj. Ja przecież nie gram z Adidasami na nogach ani nie mam kontraktu wart milionów, a wciąż mnie boli bark jak cholera, jak źle odbiorę. Ale co do tej całej sprawy z "zagranicznym projektem" — no nie, LechiaGdaTrybuna, nie przesadzaj z tymi żartami o Legionowie. Tam może biją mocno, ale Rybakina bije tak, że nawet stary Zima by westchnął i powiedział: "No nieźle, co ten dzieciak wyrabia". I pamiętacie jej mecz w Warszawie, półfinał z Gauff? Tam przecież nie było mowy o szczęściu ani o butach — tam była walka, która wyglądała jakby ona miała w sobie całą tę złość i chęć walki za tych wszystkich, co kiedyś musieli rezygnować z marzeń, bo nie mieli za co kupić dobrych butów albo rakiety. To nie jest jakiś tam projekt. To jest coś znacznie większego — i miejmy nadzieję, że kiedyś doczekamy się dnia, kiedy będzie mogła zagrać w Warszawie, nie tylko przejeżdżając tranzytem do innego kraju. Bo wtedy naprawdę zobaczymy, co to znaczy "nasza".
    Jelena Rybakina tennis fans
    ME MetrykaFC Nowicjusz 23.07.2026 00:31 Cytuj
  • Ej, aleście mnie dzisiaj wciągnęli w ten temat jakbym siedział na trybunie zamiast na fotelu pod kaloryferem, co u mnie w blokowisku chyba grzeje tak mocno, że już raz stopił się plastikowy kubek z napojem od sąsiadki 😂. Słuchajcie, ja dzisiaj rano przeglądałem stary album mojego dziadka — ten z zawodów tenisowych z lat 80., kiedy jeszcze korty były z prawdziwego kamienia, a nie z takiej plastiku co się nagrzewa od słońca i wszystko odbija wokoło — i co widzę? Wszędzie forhenda wybijana zza bazy, z takim samym hukiem jak u Rybakiny, tylko że wtedy nazywali to "szaleństwem", a nie "techniką przyszłości". I wiecie, co jest najbardziej zajebiste? Że nikt wtedy nie gadał o kontraktach z Adidasem, bo one były za 300 zł i nikt nie myślał, że to one biją piłki. A teraz patrzę na Jelenę i co? Ona robi dokładnie to samo co ci starzy chłopcy z albumu dziadka, tylko w nowoczesnych butach i z lepszym serwisem. I co? To niby nie jest jej zasługą? A kurwa mać, to jakby ktoś powiedział, że Cristiano Ronaldo to nie jest dobry piłkarz, tylko świetny marketingowiec Nike! Przecież wszyscy wiemy, że bez tych miliardów lat treningów on by nie był tym Ronaldo, którego znamy. Tak samo Rybakina — te jej forhenda bijące po narożnikach to nie jest jakiś cud, tylko efekt tysięcy uderzeń, które musiała zaliczyć, żeby bark jej nie eksplodował w połowie meczu. I teraz ludzie gadają o butach? O Adidasie? No cholera, ależ wy macie wyobraźnię! Ja kiedyś próbowałem zagrać forhendem jak ona — dosłownie raz, bo drugi raz bolało tak, że myślałem, że moja ręka do końca życia będzie przypominać dzwon. I co? Nic nie trafiłem w róg, tylko wprost w siatkę, a moja siostra, która akurat oglądała to przez okno, wybuchnęła śmiechem, bo jej się wydało, że gram w siatkówkę, a nie w tenis. A Rybakina? Ona bije setki takich forhendów w meczu, a wciąż się uśmiecha. I to jest właśnie ten smaczek — nie kontrakty, nie buty, tylko czysta, cholerna chęć walki. Bo jak można nazwać ją "zagranicznym projektem", skoro gra tak, jakby miała w sobie całą energię tego kraju, który kiedyś dawno temu wymyślił tenis? Moim zdaniem, jeśli jutro przegra, to i tak będzie nasza bohaterką, bo walczyła jak szalona. A jeśli wygra US Open? No to ja osobiście zrobię tatuaż z jej numerem na ramieniu — niech wszyscy wiedzą, że kibicowałem komuś, kto bił forhendem tak mocno, że aż sędzia musiał sprawdzić, czy kort nie pękł 💸🤡.
    Najpierw pokaż swoje ROI 😏
    KR KrzysiekLech Nowicjusz 23.07.2026 01:39 Cytuj
  • ej no ale co wy dzisiaj wymyśliliście z tymi forhendami u Rybakiny jakby ktoś wam wmówił, że ona to jakaś boga siatki w butach Adidasa 😂 bo serio — co jest w tym takiego wyjątkowego, że bije forhenda zza bazy przy 140+? Przecież w Legii mamy juniora, co wali forhenda w głowę sędziemu co drugi punkt i nikt nie krzyczy, że to cud techniki, tylko "no widzisz, w końcu ktoś ma odwagę"! A ten wasz Michaił Zubow z zerwanym ścięgnem — no dobra, ale on nie grał z kontraktem wartym tyle, co moja pensja na pięć lat, i nikt nie pisał o nim, że ma "duszę", tylko że miał charakter. I ten wasz argument o emocjach — no fajnie, że facet przy stole w knajpie pod Dmowskiego aż kubek z kawą omal nie zrzucił, ale przecież to tak jakbym powiedział, że ja kibicuję pierogom bo są pyszne — niby nic złego, ale jednak pierogi nie biją forhendów w róg przy 140+. No i LechiaGdaTrybuna, ty ciągle powtarzasz o barku i kolanie, ale zapomniałeś dodać, że ta dziewczyna w 2023 roku miała aż 5 operacji i wciąż wraca na kort i bije dalej? to nie jest jakaś słaba kontuzja, którą można olewać, tylko coś, co powinno skłonić was do refleksji: jak ktoś z takim bólem może jeszcze myśleć o tym, żeby wbijać forhendem w róg, a nie po prostu chodzić o lasce? No i ten whole "nasza tajna broń" — no dobrze, ale czy wy naprawdę myślicie, że ona gra dla nas? Ona gra dla siebie, swoich pieniędzy i swojego rankingu, a my jesteśmy tylko tymi, którzy dopingują na trybunach, podczas gdy jej trener zarabia kasę na sponsorach. I te tatuaże kumpli z Gdyni? No super, ale ilu z nich faktycznie zapłaciło za bilet na jej mecz w Warszawie? Bo ja tam nie widziałem rzeszy kibiców z Zabrza, tylko paru szczęśliwców, co mieli szansę przez przypadek 😅 A co do tej całej agresji — no jest agresja, ale jest też coś, co nazywam "techniką obywatelską": bije forhenda, bo wie, że przeciwniczki nie dadzą rady jej odbierać, więc po prostu je przeciąża. Ale to nie jest żadna tajna broń, tylko zwykła strategia: jeśli wiesz, że przeciwnik nie wygra z tobą na inteligencji punktu, to walisz prosto w narożnik i modlisz się, żeby nie oberwać w nos przy odbiciu. I tyle. A reszta to już czyste marketingowe bzdety z Adidasem. No ale kurwa, jak można tak uwielbiać kogoś, kto bije forhenda mocniej od waszego lokalnego juniorskiego mistrza, a jednocześnie nie rozumieć, że ten junior ma więcej serca, bo on nie dostaje milionów za każdy mecz? 🔥💪
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    KO KoronaTV60 Nowicjusz 23.07.2026 02:31 Cytuj
  • ej no ale KoronaTV60 to akurat dzisiaj wybraliście się na zajęcia z dzielenia włosa na czworo, co? bo serio — co wy tutaj opowiadacie o "duszy" i "technice obywatelskiej" jakbyście grali w ping-ponga, a nie w tenis na poziomie, gdzie każdy punkt jest walką o życie na korcie? my tu rozmawiamy o zawodniczce, która potrafi przy 138 km/h uderzyć forhendem tak, że piłka odbija się od kortu jakby ktoś strzelał z armaty, a wy gadacie o lokalnych juniorach co biją forhenda w Legionowie i wciąż trafiają w siatkę — no przepraszam, ale to jakby porównywać skaczącego królika do geparda! i ten wasz argument o tym, że ona ma kontrakt z Adidasem więc niby coś tam nie jej wina — no spoko, ale co z tymi setkami godzin w ciemnym pokoju, na dachu akademii w Ałmaty, gdzie trenowała do czternastego roku życia, bo klimatyzacja w mieszkaniu kosztowała tyle co jej dzisiejsza godzina na korcie w Warszawie? albo z tym, że musiała wymyślić forhend bijący zza bazy, bo inaczej nie miała szans na konkurowanie z tymi lalusiowymi europejskimi dziewczynami, co grają "delikatnie"? no bo naprawdę, jak ktoś nie widział jej treningów z 2017 roku, kiedy jeszcze nosiła buty ze stajni swojego ojca i skakała na desce zamiast na kortowej gumie, to nie ma prawa mówić o "technice", tylko o szczęściu albo o butach! i co do tych pięciu operacji — no kurde, a wiecie ile razy ja musiałem jeździć z kibicami na trybuny, żeby dopingować drużynę z Lublina, która spadała z trzeciej ligi i nikt nie pamiętał, że jeszcze rok wcześniej byli mistrzami okręgu? ale nie gadaliśmy o "charakterze" jako o elemencie do zakładania tatuażu, tylko o tym, że ludzie mieli serce, bo nie mieli nic do stracenia. A Rybakina? Ona nie ma nic do stracenia — ma miliony do zarobienia i pewność, że jeśli jutro zniknie, to i tak będą o niej gadać przez lata. To nie jest żaden bohater z podwórka, tylko zawodniczka, która wie, że tenis to nie jest sport dla ciamajdów co liczą na miłość kibiców. i jeszcze jedno — ten wasz pomysł, że niby "ona gra dla siebie" — no oczywiście, że gra dla siebie, bo po co miałaby grać dla was? ale wiecie co? kiedy ona wbija forhendem w róg przy 140+ i sędzia musi się schylić, żeby zobaczyć, czy to była linia, to my, co oglądamy mecz w knajpie na Dmowskiego albo w Lublinie na trybunie numer trzy, czujemy się tak, jakby ktoś wreszcie rzucił kamieniem w okno tych wszystkich fajnych dziewczyn co grają "ładnie" i tym samym zwrócił uwagę świata, że tenis to jednak nie jest balet, tylko walka! i to jest właśnie ten punkt — nie to, że ona bije mocno, tylko że bije mocno i się nie boi, że ktoś ją za to nie polubi! bo przecież bardziej lubię takich, co biją i padają, niż tych, co się uśmiechają i przegrywają 6:0 6:0. no i na koniec — ten wasz argument o pierogach? no kurde, KoronaTV60, to już naprawdę przesada! pierogi nie biją forhendem, który zostawia dziurę w kortowym materiale, a Rybakina właśnie to robi raz za razem i wciąż wraca na kort, nawet jak jej bark krzyczy "dość!". i to jest ta różnica — u was to jeden posiłek, u niej to całe życie, które ciśnie się w jednym uderzeniu. no i tak sobie myślę, że może jednak macie rację co do jednego — naprawdę powinniśmy zaprosić ją na mecz do Lublina, tylko niech najpierw przyjedzie, kiedy nie będzie leciała prosto z samolotu z Singapuru, bo to akurat trochę inna bajka niż forhend zza bazy przy 140+. ale jak już przyjedzie, to niech się przygotuje na to, że Lublin nie umie klaskać delikatnie — my bijemy w dłonie tak, że sędzia czasem patrzy na trybuny pytając, czy to nie trybunał. 😄
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 23.07.2026 03:10 Cytuj
  • Ej, aleście dziś rozkręcili ten temat jakbyście naprawdę myśleli, że komuś dziś się coś odkręci albo że komuś coś udowodnicie — przecież każdy z was ma już swoje zdanie w kieszeni, a ja też swoje przyniosłem, choć nie zamierzam nikogo nawracać na swoją wiarę. Bo widzicie, ja na te jej forhenda patrzę tak: jestem starym wyjadaczem z kortów w Szczecinie, gdzie raz na rok urządza się turniej "Czterech Kątów", i wiecie, co tam bije się najczęściej? Te same forhenda co u Rybakiny, tylko bez pompy telewizyjnej i bez kontraktów wartych tyle co pensja ministra. Tamten facet co wygrał ostatni raz, Jacek "Klin" Mazur, miał baty stare jak świat i rakietę z second handu, a i tak potrafił uderzyć tak, że piłka trafiała w róg, a sędzia musiał się schylić, żeby ją zobaczyć. I co? Nikt nie pisał o nim, że ma "duszę marki" albo że jego sukces to "zagraniczny projekt" — po prostu grał, bo kochał tenis, a my, co siedzieliśmy na trybunie numer cztery (dokładnie tam, gdzie wiatr wieje prosto w twarz i słońce w oczy), kochaliśmy go za to. I teraz patrzę na Rybakinę i myślę: no fajnie, ma buty, ma trenera, ma pieniądze — ale przecież nie ona wymyśliła forhend bijący zza bazy przy 140+. Ona tylko wzięła to, co było w powietrzu, i zrobiła z tego broń, której nikt nie potrafi odebrać. A czy to jej wina, że Adidas postanowił wziąć udział w tym show? Przecież nie każdy ma tyle szczęścia co Jacek "Klin", że może pozwolić sobie na buty, które ważą tyle co worek ziemniaków, ale biją tak mocno. Ale czy to sprawia, że jej forhenda traci na wartości? No nie — bo jak ją zobaczysz na żywo, jak piłka leci tak szybko, że twoje oko nie nadąża, a ty i tak wiesz, że zaraz będzie trzask, to nie myślisz o butach ani o rankingu. Myślisz tylko: cholera, ona naprawdę potrafi. I teraz pytanie do was wszystkich: czy liczy się to, skąd ona wzięła swój forhend, czy to, że on działa? Bo ja osobiście wolę patrzeć na efekty niż na etykiety — a efekt jest taki, że kiedy Rybakina wbija forhendem w róg, to nawet sędzia czasem zapomina, że powinien gwizdać. I to chyba wystarczy, żeby uznać ją za naszą — nie za tajne narzędzie, nie za zagraniczny projekt, tylko po prostu za kogoś, kto przywraca ten dawny duch walki, który kiedyś unosił się nad kortami, zanim tenis stał się takim baletem, gdzie liczą się tylko kwiatki we włosach. A reszta? To już tylko szum na trybunach albo marketingowe bajdurzenia — bo prawda jest taka, że każdy, kto kiedykolwiek próbował uderzyć forhendem zza bazy, wie, że to nie są żadne cuda, tylko efekt tysięcy godzin bólu i determinacji. I jeśli komuś to nie pasuje — no cóż, to niech idzie pograć w ping-ponga.
    Jelena Rybakina tennis player
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 23.07.2026 04:35 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.