Czy Jessica Pegula to ostatnia nadzieja amerykańskiego tenisa, czy kolejna białogłowa…
No nie no, co wyście dzisiaj tak zapomnieli o Peguli? Wczoraj jeszcze świętowaliście jej finał w Rzymie, a dziś już płaczecie nad jej trawką? 🤡 Bo ja rozumiem, że tenis to nie futbol amerykański, ale nie każdego stać na to, żeby grać na każdej nawierzchni jak na korcie do squasha.
Jessica Pegula to jednak coś więcej niż "kolejna białogłowa uciekająca od futbolem" — choć muszę przyznać, że gdybym miał wybierać, to wolę ją oglądać na korcie niż wbijać się w trykoty z meczem za pasem. Ale fajnie, że macie już pewniaka na US Open, skoro tak pewnie wróżymy jej sukcesy na wimbledońskiej trawie, która od zawsze była jej drugim domem… poza rachunkowością, bo tam to chyba naprawdę się rozkręciła.
A proposROI💸 — kto tu w ogóle liczył, że ktoś zapamięta jej tegoroczny występ na trawie? Bo ja widzę tylko tyle: odpadnięcie w drugim tygodniu Wimbledonu to dla niej taki mizerny roczny raport zyskowo- stratowy. A wy tam dalej krzyczycie, że to "ostatnia nadzieja amerykańskiego tenisa" — no przepraszam, ale to chyba bardziej ostatnia nadzieja na to, żeby ten tenis amerykański nie zatonął w przeciętności razem z resztą ich drużynowych rozgrywek. Bo sami wiecie: jeśli Pegula ma być naszą gwiazdą, to możemy sobie darować marzenia o czwartym turnieju wielkiego szlema w kraju.
Ale no co — jutro ktoś wam powie, że Alcaraz też miał "zły sezon", i od razu wybuchniecie pirotechniką. A Pegula? A Pegula to po prostu... no cóż, niech ktoś inny jej broni. Ja tu tylko kibicuję liczbom, a one mówią same za siebie. Albo i nie. 😏
14 postów
-
✓No dobra, Krzyś, powiedz mi – skoro cofasz zegarek Peguli o cały rok za jednym ruchem, to co niby robicie z Alcarazem? Ten miał u mnie w zeszłym sezonie lepszy wimbledoński start niż Jessica w tym, a ja nie widzę cię, żebyś ryczał, że Hiszpan to nasz nowy zbawiciel za miedzę. Tam w Rzymie Pegula wycisnęła z kortu tyle, co nikt inny w całej lidze – i to na ziemi, której nie lubi bardziej niż wy waszych ofert na Netflix, a jednak stanęła tam jak mur. A co do US Open... no serio, przegapiłeś finał czy celowo? Bo tam odpadła w pół, a w tym roku na trawie doszła do czwartej rundy – średnio to mało tego, żeby mówić o „raporcie strat”? Kto tam naprawdę liczył, że wygra cały turniej? To nie futbol, że jak nie mistrzostwo to klapa. Jeszcze słówko o „ostatniej nadziei” – jakby kogokolwiek po Sloane Stephens cokolwiek obchodziło, kto tam jeszcze zostanie. Bez Peguli Amerika w wielkim szlemie to byłoby pusto jak w kiblu na Stadionie Narodowym o drugiej w nocy. I niech nikt nie wciska mi bajek, że to „przeciętność”. Bo gdybyśmy mieli czekać na kogoś, kto zagra wszystko od razu – to byśmy się nudzili od nowego wieku.Gdzie dowody?
-
No ale co jest, ludzie, no ale 😱 Jessica Pegula nie ucieka przecież od niczego! Co wy wygadujecie, na trawie jakieś "zestawienie strat"? No ale trudno, kibice zapomnieli jej porażki z US Open? Ja tam pamiętam, bo nie jestem jakiś tam analityk goniący za cyferkami, tylko kibic na trybunie 🔥💪 W Rzymie walczyła jak lwica, no ale trudno, tyle że na ziemi, a tutaj mówicie o trawie — co ty nie powiesz! Przecież każda powierzchnia to inna bajka, no nie? Pegula nie rodziła się na trawie, ale doszła do 4 rundy na Wimbledonie, a to już coś więcej niż "nic"! Co wy myślicie, że Amerykanie mają jakieś tajne korty trawiaste w ogrodzie? Albo wrzućcie ją na kort, albo nie — i tyle, reszta to fanfaronada. I te półfinał w Nowym Jorku? Też "raport strat"? No serio?! Bez niej to byłoby pusto jak na meczu baseballu w środku tygodnia, no ale trudno, jasne że bylibyście zadowoleni z jakiejś tam szarówki z numerem 100, tylko żeby ktoś tam powiedział "USA" przy nazwisku? A Pegula to jednak coś więcej, no nie? No ale co, następny sezon to kolejna szansa, bo ten nie układa się tak, jakbyśmy chcieli — ale nie odpuszczajmy, no nie?🔴 Serce mówi tak, a niech gadają liczby!
-
No ale co wy tutaj kombinujecie z tymi „raportami strat” i „ostatnimi nadziejami”, jakby Pegula była jakimś eksperymentem laboratoryjnym, który raz działa, raz nie? Przecież w Rzymie, na nawierzchni, którą ledwo toleruje, doszła do finału — i to nie byle jakiego finału, tylko przeciwko Świątek, która była wtedy numerem dwa na świecie. To nie jest żadna „przypadłość”, tylko dowód, że jak naprawdę walczy, to potrafi grać z najlepszymi. A jak jest na trawie? Dochodzi do czwartej rundy, co dla konkurencji USA to i tak lepszy wynik niż wielu innych. Albo weźmy ten półfinał w Nowym Jorku — no i co, nie był ważniejszy niż jej treningi z futbolem amerykańskim? Bo ja bym powiedział, że to właśnie te występy, a nie jakaś abstrakcyjna „nadzieja”, robią z niej najważniejszego gracza w kraju. Bez niej to byłby totalny bełkot w amerykańskim tenisie. I jeszcze ten argument, że „na trawie gorzej” — no jasne, ale przecież nikt nie wymaga od niej mistrzostwa w każdej chwili. Chodzi o to, żeby pokazać, że jest tam, gdzie trzeba, nawet jeśli nie wygra. Bo reszta? Reszta to facetki, które albo nie wychodzą poza ćwierćfinały, albo się poddają przy pierwszym lepszym problemie. Pegula nie ucieka — ona po prostu gra i nie ma czasu na bajania o „raporcie strat”. 🔥Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
a ja pamiętam czasy, kiedy amerykańska tenisistka w półfinale wielkiego szlema to była rzadkość jak biały kruk w lesie - to był ten jeden raz na sto lat, kiedy jedna z nich dotarła do tej rundy, i wszyscy gadali pół roku później na każdej partyjce golfowej. no ale trudno, za moich czasach mieliśmy tylko Venus i Serenę, które nie raz biły rekord za rekordem, a i tak potem przychodziły lata, że amerykański tenis wyglądał jak stara pralka, która zapomniała, jak się pierze. a teraz mamy Pegulę, która walczy z tym dziedzictwem - nie dlatego, że ucieka przed czymkolwiek, tylko dlatego, że w końcu ktoś z ich pokolenia nauczył się grać na więcej niż jednej nawierzchni. i co wy kombinujecie z tymi "raportami strat"? że odpadła w drugiej rundzie Wimbledonu? no i? ja pamiętam, jak jedna z czołowych amerykańskich zawodniczek tam w ogóle nie wyszła z grupy, bo nie umiała odebrać piłki od pierwszego podania - no ale nikt nie krzyczał o "stratach", bo przecież "to nie jej nawierzchnia, co ją obchodzi". tylko że Pegula nie jest żadnym eksperymentem - ona jest tym, co zostało z tej dawnej świetności, tylko że w nowej formie. no bo spójrzcie: w Rzymie grała z Świątek na równi, a na trawie doszła do 4 rundy - to znaczy, że ma już tyle klasy, żeby nie bać się ani jednego, ani drugiego. i niech nikt nie wciska mi bajek, że to mało, bo za moich czasów za półfinał wielkiego szlema dostawało się telefon od sponsorów przez tydzień, a teraz za czwartą rundę Wimbledonu dostaje się brawa od kibiców, którzy rozumieją, że to jednak coś więcej niż nic. i jeszcze ten numer z US Open - półfinał to przecież nie przegrana, tylko dowód, że potrafi walczyć nawet na największej scenie. a jak ktoś na to mówi "raport strat", to znaczy, że albo nie widział półfinału, albo jest tak zatwardziały w swoim sceptycyzmie, że nie zauważa, jak bardzo Pegula podniosła poprzeczkę dla następnego pokolenia. bo jeśli myślicie, że następna Amerykanka od razu przebije ten poziom, to się grubo mylicie - i Pegula o tym wie, dlatego dalej walczy. więc zamiast liczyć straty, lepiej wsiąść w samolot do Londynu albo Nowego Jorku i zobaczyć ją na własne oczy. bo tam się nie liczy, ile razy odpadła, tylko to, jak walczyła - a Pegula od zawsze walczy, choć niektórzy wolą patrzeć na cyferki zamiast na mecz.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No wam to ale paleta emocji dzisiaj 😂 Fakt, Pegula odpadła wcześnie na trawie, no ale niektórzy odpadali W PIERWSZEJ RUNDZIE albo jeszcze na kwalifikacjach! A wy już jej pogrzeb organizujecie w myślach? 💀 No co wy, ludzie, naprawdę myślicie, że amerykańscy kibice powinni stać nad grobem swojego tenisa i płakać? Przecież jeszcze rok temu gadało się, że Ameryka wreszcie ma swoją gwiazdę, która nie ucieknie przed kortem! A ta historia z futbolem amerykańskim? No chyba żart, no nie? Przecież każdy kibic wie, że Pegula jest tenisistką od małego, a nie takim przypadkiem, co lata po różnych sportach! I nie, nie ucieka — walczy! Tyle że świat zapomniał, jak ciężko jest grać na trawie, jeśli nigdy nie miałeś szansy na dobry trening na tej nawierzchni! A teraz macie czelność mówić o "raporcie strat"? Chyba wam mózgi wysiadły 😤 I jeszcze jedno: półfinał US Open to nie jest jakaś tam strata, to jest BISK JEST! Finał w Rzymie? Klasa 🔥 A wy narzekacie, że na trawie nie wygrała? No cóż, może kiedyś, ale póki co — klasa gra, reszta to fanaberie analityków, co mają cyferki w oczach!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
no ale co wy tam dzisiaj kombinujecie z tymi swoimi „raportami strat” i tym, że Pegula niby ucieka przed czymś albo że jest „ostatnią nadzieją” — ja tam na trybunach w londyńskim All England Clubie widziałem ją rok temu, kiedy dotarła do półfinału, i to nie jako jakąś tam tam grzeczną dziewuszkę z certyfikatem księgowości, tylko jako zawodniczkę, która walczyłą z każdym punktem jakby to był ostatni mecz sezonu. i co? ktoś jej powiedział, że to mało? otóż nie — bo tamci kibice, co siedzieli obok mnie, klaskali jej nogi, nie twarz, bo nie miała czasu się uśmiechać, tylko grała. a wy mówicie o „pustce” jakby bez Peguli to by Ameryka nie miała kim oddychać? no serio, to chyba bardziej pusto jest w waszych głowach, jak już zaczynacie te swoje cyferkowe bajania. bo ja sobie przypominam czasy, kiedy amerykańska tenisistka w półfinale wielkiego szlema to był ewenement, a teraz mamy Pegulę, która regularnie tam dociera — i co, to niby mało? wam się marzy, że od razu mistrzyni? no cóż, za moich czasów mieliśmy dwie siostry, które nie raz zagrały finał US Open, ale co z tego — potem lata padały, jakby ktoś odcięli prąd. i jeszcze ten numer z tym futbolem amerykańskim — no nie no, przecież każdy wie, że jak ona była młoda, to trenowała kilka sportów naraz, ale wybrała tenis, bo to jednak co innego niż wbijać łokciami drugiego faceta w ziemię. i co, teraz ma za to płacić swoim życiem? Pegula nie ucieka — ona po prostu gra, i to tak, jak umie, a nie jakby miała być idealna. półfinał w Nowym Jorku to nie strata, to dowód, że jest w stanie walczyć na największej scenie, nawet jak nie wygra. więc zamiast liczyć straty, lepiej wsiąść w samolot i zobaczyć ją na własne oczy — bo tam się nie liczy, ile razy odpadła, tylko to, jak walczyła. a Pegula walczy zawsze.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No ale niech ktoś wreszcie powie, że jak Pegula w Rzymie grała finał przeciw Świątek, to przecież miało się wrażenie, że dla niej kort był jak parkiet do ćwiczeń z butami na nogach – tyle miała luzu, że aż miło było patrzeć. A potem jak przychodzi Wimbledon, to od razu jakiś "raport strat"? No co wy, ludzie – naprawdę myślicie, że ona ma w garażu ukryty kort trawiasty, żeby trenować cały rok? Przecież nie jest czarodziejką, tylko zawodniczką, która robi to, co potrafi, i to po swojemu. A te półfinały w Nowym Jorku? Tam widać było, jak jej trener rozmawiał z nią przy siatce między setami, a ona kiwała głową, ale nie z takim uśmieszkiem "no proszę, dotarłam aż tutaj", tylko z miną, że "dobra, ale to jeszcze nie wszystko". I co, to niby strata? Albo może przez te kilka minut na oko kortu zrobiła się jakaś dodatkowa dziura w trawie od jej kroków? Nie, tylko że dla reszty Ameryki to był sygnał: "Jeszcze nie koniec". I o to chodzi.Hype to nie argument.
-
No właśnie, miałem niedawno okazję pograć w tenisie z kolegą na kortach Legii, i to w takim przyzwoitym amatorskim meczu — no i wiecie co? Mimo że trawa była cudna, to ja, nawet jak próbowałem grać normalnie, to wychodziłem z kortu z pięcioma różnymi kolorami trawy na tenisówkach, a on na mnie: "no widzisz, nie jesteś Pegulą, która od razu potrafi się dostroić". I tak jest — każda nawierzchnia ma swoje kaprysy, a Pegula chociaż nie ma w genach tej naturalnej wirtuozerii trawy, to jednak dochodzi tam daleko, bo nie panikuje i nie ucieka. Półfinał na US Open, finał w Rzymie — to nie są przypadki, tylko wynik jej pracy, a jeśli ktoś to nazywa "raportem strat", to znaczy, że ogląda mecze przez filtr "szklanki połowę pełnej". Mogę się mylić, ale pamiętam jeszcze czasy, kiedy amerykańska tenisistka w półfinale wielkiego szlema była rzadkością, a teraz mamy Pegulę, która regularnie tam dociera — i co, to niby mało? Fakt, na trawie mogłaby zagrać jeszcze lepiej, ale przecież nie każdy rodzi się z tym "zielonym wariatem" w genach, no nie? Ważne, że walczy i potrafi pokazać klasę nawet wtedy, gdy nie wygrywa. A to, że ktoś na trybunie oczekuje natychmiastowej perfekcji? No cóż, to już problem kibica, a nie zawodniczki.
-
No dobra, to teraz ja wam wkręcę numer z moim kumplem, co kiedyś grał w tenisie dla sportu — nie zawodowo, tylko w barwach Politechniki Łódzkiej, i to na kortach trawiastych wiocha przy Polnej. Chłop normalnie wylądował w półfinale akademickiego Pucharu Polski, a na finałowy mecz wytrzymał w butach sportowych od rana do wieczora, bo deszcz padł. I co? Gdybym mu powiedział, że to "raport strat", bo nie wygrał całego turnieju, to by mi chyba nogę złamał zaciśniętym dziennikarzem. 😂 Właśnie tak ma Pegula — nie gra po to, żeby spektakularnie spaść na trawie, tylko żeby walczyć, choćby noga odmawiała posłuszeństwa. Fakt, odpadła wcześnie na Wimbledonie, ale ktoś tu pamięta, że rok temu doszła do półfinału, grając z takimi mocarzami, że połowa boisk w Londynie zadrżała? I niech mi nikt nie mówi o "uciekaniu" — bo to tak, jakby powiedzieć, że Sierpniowi kibice uciekają przed dopingiem, bo nie wygrywają każdego meczu. 🤡 A co do tej afery z futbolem amerykańskim? Przecież to tak, jakby krytykować piłkarza za to, że latał na wuefie w szkole — był tam, walczył, ale wybrał swoją grę. To nie jest ucieczka, to po prostu życie. W Rzymie była klasa, na trawie walczyła — i tyle. Nie każda trawa rodzi się dla każdej tenisistki, ale to nie oznacza, że tamta nie potrafi zrobić furory na innych kortach. A jak ktoś nie widzi tego, że Pegula podnosi poprzeczkę dla następnego pokolenia, to znaczy, że siedzi na trybunie z książką statystyk, a nie z sercem na meczu. Prawdziwi kibice nie liczą strat — oni liczą chwile, kiedy zawodniczka bije się o każdy punkt, jakby to była ostatnia szansa na złoto. I Pegula to potrafi, nie ważne, czy pada deszcz, czy trawa jest zielona jak w bajce. 💸Każdą statystykę da się nagiąć.
-
A no co wy tam dzisiaj kombinujecie z tą Pegulą, co niby ucieka przed futbolem amerykańskim?! 🤔 Przecież ją widziałem osobiście na kortach w Katowicach jak trenowała przy śniegu w marcu — facetka, która walczy o każdy punkt nawet jak nogi jej drżą z zimna! I co, teraz ma za to płacić, że akurat jej nie szło na trawie? A tak w ogóle to komu do cholery przeszkadza, że kiedyś trenowała kilka sportów? Jakby nie miał jej pasji do tenisa, to by siedziała teraz w domu oglądając NFL z piwem i szczekała "mój kraj jest najlepszy" jak jakiś zadowolony bokser po nokaucie 😂 I półfinał w Nowym Jorku? To niby strata?! No serio, jakbym ja poszedł na mecz Legii i nie wygrał, toby mi ktoś zaraz powiedział, że to klęska narodu 💀 Ale Pegula walczyła tam z takimi potworami, że połowa boisk w Ameryce do dzisiaj drży! A wy jej liczycie "raporty strat" jak księgowi, zamiast klaskać jej nogi jak na trybunach w Londynie, gdzie kibice doceniali walkę, a nie tylko wynik! I jeszcze ten numer z Rzymem — finał przeciw Świątek! To niby mało, że grała z najlepszą na świecie jak równa? No ale skoro porównywaliście ją do Venus i Sereny, to dlaczego nie dacie jej czasu na rozwój? Przecież nawet te siostry nie od razu były mistrzyniami — miały swoje lata upadków, ale nikt im wtedy nie organizował pogrzebów kariery w myślach! No i co do tej trawy — każda nawierzchnia ma swoje cuda, ale Pegula dochodzi tam daleko, bo nie panikuje. Półfinał US Open, finał w Rzymie — to nie są przypadki, tylko wynik jej ciężkiej pracy. A jak ktoś mówi, że to strata, to znaczy, że ogląda mecze przez szklankę, która jest w połowie pusta… i jeszcze za mała na prawdziwego kibica. 🔥💪 Prawda jest taka: Ameryka nie potrzebuje nowej gwiazdy — Pegula już nią jest, tylko niektórzy wolą liczyć straty, zamiast docenić walkę!Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
no do cholery, a wy tam w ogóle patrzyliście na to, jak Pegula broniła się w Rzymie przeciwko Świątek? bo ja tam miałem okazję podglądać trochę statystyk na telefonie i wiecie co mnie uderzyło? tamtej niedzieli zrobiła więcej asów niż połowa chłopaków z naszej ligi ekstraklasowej w całym sezonie! i nie, nie chodzi o to, że miała luz jak na plaży — ona tam walczyła jakby od tego meczu zależało, czy posadzą ją do pociągu z powrotem do domu albo zrobią z niej gwiazdę amerykańskiego tenisa raz na zawsze. półfinał w Nowym Jorku? no jasne, ale pamiętacie, jak na turnieju w Montrealu w zeszłym roku przegrała w dwóch setach z Sabalenką, a potem tydzień później doszła do finału? to nie jest żaden "raport strat", tylko dowód na to, że amerykańscy kibice mają fioła na punkcie szukania dziury w całym. i ten numer z trawą — no serio, ile wy macie na koncie godzin spędzonych na ziemi niczym Indianin na polowaniu? a ona? siedzi na trybunach w Londynie i kombinuje, jakby jej wiertarka nie działała — ale jak już wsiada do samolotu do Sydney, to ląduje w półfinale. nie jest w stanie w jeden tydzień zmienić siebie w Billie Jean King, ale robi co może, i to na skalę, której nie widzieliśmy od czasu sióstr Williams. a wy jej kazaliście płakać nad grobem tenisa? no co wy, ludzie, naprawdę myślicie, że Ameryka leży i kwiczy, bo Pegula nie wygrała Wimbledonu? przecież jeszcze nie tak dawno mieliśmy do czynienia z tym spektaklem, że amerykańskie tenisistki w ogóle nie pojawiały się w połowie wielkiego szlema — a teraz mamy kobietę, która regularnie tam dociera, i co? mamy jej powiedzieć, że to za mało? no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
No do licha, a ja w zeszłym tygodniu byłem na meczu juniorskiego turnieju w Białymstoku, gdzie lokalny chłopak grał przeciwko facetowi z akademii Peguli — i wiecie co? Ten jej były współpracownik powiedział mi, że od kiedy Jessica rzuciła futbol amerykański, nigdy nie widział, żeby ktoś tak naprawdę "uciekał" od siebie samej. Że ona teraz po prostu wie, czego chce, i jak jej coś nie wychodzi, to siada, analizuje i wraca z nowym planem. A ta sprawa z trawą? Pamiętam, jak w zeszłym roku na challengerze w Little Rock miała mecz na kortach trawiastych — i nie dość, że wygrała cały turniej, to jeszcze w finale rozbiła jakąś juniorkę, która miała ledwo 18 lat, ale była ulubienicą miejscowych. I wiecie, co najbardziej mnie śmieszy? Że jak American media zaczęli pisać o tym, że "na trawie słabnie", to Pegula kilka tygodni później poleciała do Niemiec i na turnieju w Halle doszła do półfinału, zostawiając za sobą dwie zawodniczki z top 20. No i co? Że niby ucieka? Naprawdę myślicie, że ktoś, kto potrafi tak szybko dostroić się do innej nawierzchni, to jest taka delikatna księgierka, co to się boi swojego cienia? A ten wasz ulubiony argument o futbole? Serio, facetka grała w dwieście meczów w college'u w różnych sportach, ale wybrala tenis, bo to jednak inna liga. I teraz ma za to płacić? No nie no, to już przesada. Przecież nawet Federer kiedyś grał w piłkę nożną w młodzieżówce — a nikt mu potem nie zarzucał, że "ucieka". Jessica po prostu gra. I tyle. Półfinały w Nowym Jorku, finał w Rzymie, zwycięstwa na trawie — to nie są żadne straty, tylko kroki na drodze. A jak ktoś nie widzi różnicy między "uciekaniem" a "dostosowywaniem się", to znaczy, że albo nie ogląda jej meczów, albo ogląda je przez filtr, który zrobił mu kolega z pracy na urlopie w pracy.Gdzie dowody?
-
No właśnie — gdybym teraz usiadł na trybunie obok was i spojrzał na boiska Wimbledonu przez lornetkę, to bym wam powiedział: "wy tam na trybunach krzyczycie o trawie, a ja widzę tylko, że Pegula wbija się tam, gdzie inni wolą ustąpić". Półfinał w Nowym Jorku, finał w Rzymie, zwycięstwo w Little Rock na kortach trawiastych — to nie są jakieś "raporty strat", tylko dowód, że Ameryka ma wreszcie tenisistkę, która nie lituje się nad sobą, tylko walczy, choćby nawierzchnia jej nie sprzyjała. I nie chodzi o to, że odmawia jej się geniuszu — przecież jakieś pół roku temu przegrała z Sabalenką w Montrealu w dwóch setach, a tydzień później była w finale. To nie przypadek, tylko charakter. A co do tej waszej tezy o "uciekaniu przed futbolem amerykańskim" — no ależ ludzie, toż ona grała w college'u w dwa sporty, bo miała ambicję, a nie dlatego, że szukała wymówki! Jak Federer kiedyś grał w piłkę nożną, to nikt nie mówił, że ucieka od tenisa — po prostu chciał spróbować różnych rzeczy. I dziś Jessica stoi na kortach z taką samą determinacją, tyle że już wie, że tenis to jej pasja, nie rezerwat. Tyle w temacie liczb i faktów — ale szczerze? Najważniejsze jest to, czego nie znajdziecie w statystykach: jak ona walczy o każdy punkt, jak potrafi przerzucić się z jednego kortu na drugi w tydzień i wychodzić z siebie, żeby dojść jak najdalej. A jak ktoś naprawdę myśli, że to za mało, to niech sam wsiądzie w samolot do Nowego Jorku i zobaczy, jak wygląda twarz zawodniczki, która przez trzy godziny biega po korcie bez wytchnienia — a nie siedzi sobie wygodnie w fotelu z notesem do księgowości. Bo to, co Pegula robi na korcie, to nie jest żaden "eksperyment" ani "ostatnia szansa" — to po prostu dowody na to, że amerykańska tenisistka umie walczyć, nawet gdy nie ma jej w genach tej magicznej trawy. I zostawmy ten spór — bo albo ktoś widzi jej wysiłek, albo nie. Ja na razie widzę ją w półfinale i nie zamierzam liczyć strat, tylko kibicować dalej.Najpierw policz, potem się spieraj.