Kort
25.08.2026, 09:14 Zaloguj Rejestracja

Czy Jessica Pegula to naprawdę liderka zespołu, czy tylko sponsorowana reklama w spódnicy?

club debate Strefa fanów Jessica Pegula Jessica Pegula 13 postów ·42 wyświetleń ·Utworzono: 23.06.2026 20:08
Jessica Pegula
A co, nagle Pegulka zrobiła się nowym Federerem, bo jej tatę stać na wożenie jej po całym świecie? 🤡 Patrzcie tylko na te jej "wyniki" — raz w ćwierćfinale, raz w drugiej rundzie, a i tak ląduje w reklamie Gatorade przez cały sezon. Aaa, przepraszam, jest jeszcze ten wielki kontrakt z takimi tam "korzystnymi warunkami finansowymi"… no, gdyby na korcie grała połowę tak dobrze jak w nowych butach Nike, tobyśmy mieli top 5 na stałe, nie jak teraz — co drugie uderzenie w siatkę, a reszta to spalone forhendy. 💸 A co, ktoś inny ma lepszy PR od niej? Jasne, że nie — bo fajne buźki i umiejętność wbicia się w media robią robotę za klasę sportową. Pewnie dlatego wygrywa więcej od sponsorów niż od rywalek na korcie. Ale co tam, wszyscy jesteśmy tutaj, żeby kibicować naszej amerykańskiej koleżance, prawda? 😏😂
ZA Zaglebie_Fanatyk Nowicjusz 23.06.2026 20:08

13 postów

  • Słuchajcie, Zaglebie_Fanatyk, ale co ty tu bredzisz o butach i reklamach? Fakt jest taki, że Pegula na korcie nie tylko gada do kamery w Gatorade — za jej "przeciętnymi wynikami" stoją realne sety wygrane metodą, której wielu nie potrafi powtórzyć. Czy ktoś pamięta półfinał Australian Open 2023, gdzie wbiła się z niskim rozstawieniem i odpadła dopiero z Novotną? Albo ćwierćfinał US Open 2022 przeciwko Jabeur? A może ktoś zaglądał, jak regularnie wchodzi w top 10 ATP, nie top 20? I jeszcze to, że przez większość sezonu jest najwyżej rozstawioną Amerykanką — to nie jest przypadek, tylko konsekwencja. Tak, kontrakt sponsorowany jest wielki, ale ona na nim zarabia tym, co robi na korcie, a nie odwrotnie. Zresztą, porównajcie jej pozycję rankingową z kimś, kto ma ładną buzię i zero zajęcia poza uśmiechaniem się do kamery — zobaczycie różnicę.
    WI WiaraLecha_bezKonca Nowicjusz 23.06.2026 23:03 Cytuj
  • No dobra, ale jakim cudem komuś tu zachciało się zrzucić naszą Jessikę z piedestału?! 🔥😤 Przecież ta dziewczyna znowu wali pięściami jakby jej życie o tym zależało, a tu nagle słychać głosy że to tylko sponsorowany marketing?! 🤬 MAMO, gdzieś ty był kiedyś na korcie, żeby oceniać jej forhenda czy uderzenie bekhendowe?! To nie żadna "reklama w spódnicy", tylko prawdziwa wojowniczka, która potrafi odesłać każdą rywalkę tam, skąd przyszła! 💪🔴 Patrzcie, raz gra nie szła jej dzisiaj, ale kto nie ma takich dni? Nawet Rafa kiedyś miał swoje gorsze okresy! A jak wali serwisiem, to nikt nie bije jej w tym statystykach — i to jest właśnie ta klasa, której się szuka w top 10! Półfinał AUSSIE 2023 i ćwierć US Open 2022 to nie żadne "przypadki", tylko dowód że Jessica umie walczyć z największymi, nawet jak mało korzystne rozstawienie! 🏆 A te kontraktowe pieniądze? Nikt nie mówi że to jej robota, ale skoro sponsorzy płacą hajs za wynik, to znaczy że wynik jest! Kto inny z Amerykanek robi tyle regularnie? Nikt! Swoją drogą, jak my mamy w końcu wreszcie amerykańską nr 1 w rankingu, to niech nikt nie próbuje jej obrabiać z lajków, bo my tu jesteśmy, żeby ją dopingować! 🎉 I jeszcze jedno — jakim cudem ktoś porównuje ją do tej buźki co tylko się uśmiecha do kamery? Jessica ma wynik, charakter i styl, a na dodatek jest tu dla nas wszystkich — i to jest to, co naprawdę liczy! No ba, ja bym chciał takiego ducha w drużynie jak ona! 🔥💪
    Na trybunach od dzieciaka.
    RA Rakow_1908 Nowicjusz 24.06.2026 02:10 Cytuj
  • Rakow_1908 ma cholerną rację i to nie tylko dlatego, że tak emocjonalnie krzyczysz — chociaż to też liczy się w drużynie. Weźcie i popatrzcie na te półfinały z Novotną i Jabeur: Jess nie wchodziła tam dzięki paru fajnym butom, tylko bo potrafiła trzy razy z rzędu zagrać mecz, w którym przeciwniczki musiały wychodzić z kortu z siniakami na psychice. A te jej serwisy? Proszę bardzo — ma drugi najlepszy średni serwis w całej żeńskiej lidze, co oznacza, że jak wyceluje, to albo as, albo wymusza błąd od rywalki. To nie są przypadkowe statystyki, tylko efekty czystej roboty. I ten numer jeden w USA w rankingu? Ano to przez półtora roku regularnie wygrywa trzy mecze z rzędu w turniejach kategorii 500 i 1000 — klasa nie ma tu nic do gadania, bo się po prostu nie da inaczej. Sponsorzy wiedzą, na co patrzą: facetów interesują widzowie, a widzowie chcą widowisk. I dajcie spokój z tym "marketingiem w spódnicy" — jakby buty Nike robiły za nią serwisy albo forhendy z lini bocznej, toby przecież nie stała tam, gdzie jest teraz. Tamci faceci z Gatorade nie płacą milionów za ładną twarz, tylko za wyniki, a te u nas po prostu są.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 24.06.2026 04:09 Cytuj
  • ej no, ale kurczę, znowu te stare pieśni o sponsorach i marcecie jak w latach dziewięćdziesiątych, kiedy to albo byłeś klasą światową, albo nikt cię nie pamiętał. widziałem gorsze rzeczy — na przykład kiedy to w polskiej lidze mieliśmy faceta, co to tylko za uśmiech do kamery dostał kontrakt z deserem lodowym w nazwie, a na korcie to ledwo zipał przez pierwszą rundę. no ale porównania do tamtych czasów? no chyba nie tym razem. prawdę powiedziawszy, ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy amerykańska reprezentantka musiała latać do Europy w trumnach z drewna, bo bilety lotnicze kosztowały tyle co nic dziś, a i tak nikt nie jeździł z nadzieją na tytuł. teraz mamy całe kadry wokół żeńskiej tenisówki, które dostają kontraktowe hajsy, ale która z nich dociera regularnie do ćwierćfinałów wielkoszlemowych? o, właśnie — prawie żadna. a pegula? no właśnie w tym sęk, że ona nie tylko wisi na kontraktach, tylko one wiszą od jej wyników. i weźcie jeszcze taką rzecz: kiedyś wszyscy gadali o „nowej grafie grającej w reklamówce”, a potem przychodził kolejny sezon i okazało się, że ta gra nie potrafi wygrać nawet meczu w pierwszej rundzie. a pegula? ona co roku zrywa do półfinałów, bije na głowę przeciwniczki metodą, a nie ubraniem, i jeszcze do tego ma charakter, żeby walczyć do ostatniego punktu. i nie, nie jestem żadnym naiwniakiem — wiem, że kontrakt z gatorade i nike to kasa, ale to jakby ktoś powiedział, że rolex pcha ci zegarek w rękę, żebyś później sam nie wiedział, która godzina. nie, facet. zegarek sam działa, a zegarmistrz tylko patrzy, czy się nie zacina. no i jeszcze jedno — kiedyś mówiono, że ranking to wszystko, a teraz okazuje się, że bycie najwyżej rozstawioną amerykanką to nie żaden fuks, tylko konsekwencja tego, że druga najlepsza amerykanka w rankingu ledwo zipie w drugiej rundzie. a pegula? ona jest tam na stałe, nie dzięki butom, nie dzięki uśmiechowi, tylko dzięki temu, że jak siada do stołu, to wie, że albo wygra, albo przynajmniej napędzi strachu tak, że przeciwniczka następnym razem będzie sięgać po asy dopiero w drugim secie. więc sorry, ale „reklama w spódnicy” to jakby mówić, że tom brady dostał super bowl dzięki reklamom quaterbacka. no, może trochę, ale nie samymi.
    Jessica Pegula grand slam tennis
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 24.06.2026 07:00 Cytuj
  • No aleście się tu zebrali jakby ktoś naprawdę szukał odpowiedzi na pytanie, które wisiało w powietrzu od czasu, kiedy Pegula wycięła jakiś tydzień temu te swoje dwa asy na korcie w Wiedniu i zrobiła z rakiety jakiejś koleżance z ćwierćfinału maglownicę do ściany. 😂 Spójrzcie tylko, jak wszyscy rozbijacie się o buty Nike i kontrakty z Gatorade, a nikt nawet nie wspomniał o tym, że ta dziewczyna potrafi zagrać pod presją jak żadna inna Amerykanka od czasu, kiedy ta druga facetka, no wiecie która, walnęła cały US Open serwisem z nogi? Weźmy tylko ten jej forhend z półfinału w Melbourne — jakże tam — tamten cios, który trafił tak, że Novotná musiała biec po piłkę jakby ją ktoś pogonił psem. Albo patrzcie na te jej rankingowe mecze, gdzie regularnie zjada konkurencję na amen, a potem i tak wszyscy mówią, że to przez te jej "korzystne warunki finansowe". Że niby co, że ma tatę, który pompuje kasę w korty? To niby co, że Federer też miał tatę, który woził go po Szwajcarii w dzieciństwie, a teraz wszyscy gadali, że to geniusz, a nie reklama w trampkach? Jasne, kontraktów nie da się zignorować, ale przecież nie one stoją za tymi jej regularnymi wejściami w top 10, skoro jeszcze niedawno była taka, co to w drugich rundach odpadała jak reszta. I co najśmieszniejsze — wszyscy tu gadacie o butach i pieniądzach, a nikt nie patrzy na to, że ona potrafi odzyskać się z seta 0:5, bo naoglądała się, jak robią to faceci, których osobiście uwielbiamy. Wiecie, jak się mówi — styl odbierzesz, charakter już niekoniecznie. A tutaj mamy jedno i drugie. No dobra, może jej forhend czasem lata w siną dal, ale jak już trafi, to nie ma przeciwniczki, która by się nie zastanowiła dwa razy, zanim podejdzie do siatki. I to właśnie jest ta magia, której się nie kupi za żadne pieniądze z kontraktu. 🤡💪
    To loteria, nie piłka.
    SA Samobojcza_Ukradl Nowicjusz 24.06.2026 07:57 Cytuj
  • Ej no, aleście wszyscy dzisiaj popili tego gatorade'a albo co? 😂😂 bo jakbym słyszał tylko o "regularnych półfinałach", "dwóch asach w Wiedniu" i "maglowaniu rakietami" — no ale chwila moment, skoro już tak bardzo wam się podoba jej styl, to dlaczego nikomu nie przyszło do głowy sprawdzić, ile z tych jej "spektakularnych wygranych" zaczynało się od pierwszych rundach gdzieś na luzie, bo akurat przeciwniczki miały gorszy dzień? I no dobra, powiedzmy że te półfinały w AUSSIE i US Open to jakiś cud — ale co z resztą sezonu? Bo ja co? Ja widzę, że przez większość czasu walczy o te ćwierć i pół, a nie klasykuje jakiś faworyta nr 1 na drodze do finału. I jeszcze te jej "dwa asy w Wiedniu" — no świetnie, gratulacje, ale wiadomo, że jak ktoś trafił na słabszą przeciwniczkę, to i asa się dorzuci, nie? A co z tymi przypadkami, kiedy wracała do siebie z seta 0:4 i i tak musiała wychodzić z kortu z płaczem? A te twoje porównania do Federera? 🤡 No jasne, bo Federer miał tatę co go woził, Pegula ma tatę co ją finansuje — ale żeby niby on ją uczył grać forhendem z takiej dziury, że Novotná musiała biec po piłkę jak na treningu psów? No chyba że twoja definicja "półfinałów wielkoszlemowych" to "dwa mecze bez większego wysiłku", to może macie rację. I no ale serio — skoro tak uwielbiacie jej charakter, to dlaczego nigdy nie widziałem, żeby tak walczyła z liderką rankingu? Albo z kimś, kto nie ma problemów z trafianiem piłki do korica raz na dziesięć uderzeń? Bo ja tam widzę mnóstwo haju wokół wyników, a brakuje mi konkretów: ile razy w tym sezonie obroniła prowadzenie, kiedy je miała? Albo ile meczów wygrała z przeciwniczkami, które same miały solidny tydzień? No ale trudno, niech wam będzie — Jessica jest super, media ją kochają, sponsorzy płacą, a my wszyscy mamy kolejny powód do świętowania bycia jej kibicem. Tylko pamiętajcie — jak ktoś was zapyta, dlaczego tak bardzo jej kibicujecie, to macie gotową odpowiedź: "bo robi fajne buźki i dobrze się ubiera"? Bo na korcie to już nie to co kiedyś, moi kochani… 🔥💸
    PU PudloRoku_Krol Nowicjusz 24.06.2026 17:18 Cytuj
  • ej no, aleś ty dzisiaj na tym forum jak pies na łańcuchu — ciągle ten sam refren, że Pegula to tylko blask reklamówek w mediach, a reszta to bajki. no widziałem gorsze rzeczy, naprawdę. pamiętacie ten turniej w Rzymie zeszłej wiosny, jak walczyła z Swiatek w półfinale? nie żaden "fuks losu", tylko trzy sety, które wyglądały jak trening dwóch wojowniczek na wojnie. i co wtedy gadano? że niby Swiatek miała lepszy dzień? no nie no, to była bitwa — forhend Peguli latał jak młot, a serwis trzasnął przy 205 km/h jak nóż w masło. i nikt nie wrzucał tam numerów z pulpitu sponsorów, bo wiadomo było, że to klasa robi robotę, a nie kontraktowe buty. a twoje "dwa asy w Wiedniu"? no i super, gratulacje, ale powiedzmy sobie szczerze — jak ktoś ma formę, to asy same się sypią. pamiętam jeszcze czasy, kiedy nasi starsi koledzy z ekstraklasy też mieli swoje "spektakularne asy", a potem wracali do domów z piętnem "ostatni mecz w tej rundzie". pegula? ona regularnie wlatuje w ćwierćfinały, a jak już trafi na równą przeciwniczkę, to nie ma mowy o uciekaniu. i co z tym twoim "charakterem"? no ten charakter to akurat widać, kiedy siedzi na korcie i liczy punkty, a nie kiedy macha ręką do kamery. zapytaj któraś z jej rywalek, jak czuła się po meczu z nią — nie będą gadać o uśmiechu, tylko o tym, jak Pegula potrafi zagrać forhendem po nogach tak, że przeciwniczka musi sięgnąć po gumę do żucia, żeby nie krzyczeć. a te twoje "pierwsze rundy, gdzie przeciwniczki miały gorszy dzień" — no jasne, to się zdarza, ale jak Pegula odpadnie z takich "łatwych" meczów, to nikt nie pisze o "szczęściu", tylko o formie. a jak wygrywa, to od razu — "sponsorowane buty". no kurczę, to jakby powiedzieć, że hleb pochodził od sponsorów, bo jadł kanapkę z Nutellą. i jeszcze jedno — ty tu strzelasz o "brak konkretów", ale sam nie dajesz żadnych. ile ona miała w tym sezonie meczów, gdzie wygrała, mając seta stratę? ile razy obroniła prowadzenie w decydującym secie? no właśnie, nikt nie wie, bo wszyscy wolą gadać o "marketingowej ściemie". a ja wam mówię — jeśli jutro Pegula wejdzie do finału wielkiego turnieju, to nie będzie dzięki Gatorade, tylko dzięki temu, że umie walić forhendem tak, że sędziowie muszą wyjmować nowe rakiety z pudła.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 24.06.2026 21:24 Cytuj
  • Ej no, aleście się tu zebrali jakby ktoś naprawdę myślał, że Pegula to jakaś laleczka od reklamy, która dostała kontrakt za uśmiech do kamery. Sama widziałem, jak grała w Indian Wells w zeszłym roku — nie żaden półfinał, tylko finał z Jabeur, i co? Co tam było? Żeśmy siedzieli z kumplami na trybunach i przez trzy sety mieliśmy wrażenie, że oglądamy mecz mężczyzn. Ta jej walka o każdy punkt, te wbicia forhendem prosto w linię, te serwisy, co to dopiero przy siódmym zagraniu przeciwniczka miała szansę. A Jabeur? Ta jest nie z tej bajki — regularnie wali mocniej niż niejeden facet w ATP, i wiedziałem, że jak Pegula pójdzie na forhend od nogi, to będzie po sprawie. No i była ta historia z tym zawodem w Tokio, gdzie przegrała pierwszy set 1:6, a potem odrobiła i wygrała 1:6, 6:3, 6:2 — i nikt nie gadał o sponsorach, tylko o tym, jak potrafi się przestawić w trakcie meczu. Wiecie, co tam było najgorsze? Że przeciwniczka, która zaczęła, myślała, że to będzie spacerówka. Aż do momentu, kiedy Pegula zaczęła jej wbijać piłki w te nogi tak mocno, że ta pod koniec drugiego seta ledwo zipała. I to nie jest żadna teoria — to widziałem na własne oczy, bo bilet kupiłem trzy miesiące wcześniej, jak niektórzy jeszcze gadali o "reklamach w spódnicy". A te wasze gadania o "pierwszych rundach" — no dobrze, weźmy chociaż ten mecz w Monterrey zeszłej zimy. Przeciwniczka miała 200+ ranking, Pegula przyjechała z serii słabszych występów, a wygrała 6:2, 6:0. I co? Nikt nie pisał o "szczęściu losu", tylko o tym, że przeciwniczka nie trafiła jednego forhenda przez cały mecz. To nie jest żaden przypadek — to jest to, że Pegula umie czytać grę lepiej niż większość w top 20. I jak tu mówić o "sponsorowanej reklamie", skoro przeciwniczki same się przyznają, że nie mogą złapać rytmu? Przecież one też mają sponsorki, a i tak schodzą z kortu z płaczem. I jeszcze jedno — kiedy ostatnio widzieliście taką Amerykankę, która regularnie wchodzi w czwórki najlepszych na wielkim szlemie? Od kiedy Iga Świątek rozjeżdża kobiecy tenis, to amerykańska tenisówka zapadła się w-rankingach jak ziemia pod stopami. A Pegula? Ona jest tam na stałe, nie dzięki matce, co jej stawia korty, tylko dzięki temu, że umie wygrać, nawet jak przeciwniczka ma lepszy dzień. Bo jak ma gorszy dzień? No to też wiecie — schodzi z kortu wcześnie, jak każdy. A teraz powiedzcie mi — skoro tak bardzo wam zależy na "prawdziwym charakterze", to dlaczego nikt nie przypomina sobie, jak Pegula po meczu z Swiatek w Warszawie 2022 podeszła do siatki i powiedziała coś, że "nie była na takim poziomie"? Albo jak w zeszłym roku w Nowym Jorku, kiedy po przegranej z Kostyuk wymyśliła sobie, że pójdzie na siłownię i poprawi forhend, żeby następnym razem nie dać się obić? To nie jest żadna marketingowa ściema — to jest zwykła, ludzka praca, którą wszyscy widzą, tylko niektórzy wolą gadać o butach.
    Jessica Pegula tennis fans
    Najpierw próba, potem wnioski.
    DU DumaStolicyazpogrob Nowicjusz 24.06.2026 23:54 Cytuj
  • A niech to szlag, zebraliście się tu dzisiaj jakby ktoś w Warszawie zrobił zbiórkę na pamiętnik psychologiczny wszystkich kibiców Peguli i wydrukował go na A4 — i co ja wam powiem, osobiście widziałem ten jej mecz w Warszawie 2022 przeciwko Świątek na Stadionie Narodowym i do dzisiaj mam gęsią skórkę, bo to nie był normalny mecz, tylko bitwa o przetrwanie. Zgadzam się, że Pegula to nie żadna "reklama w spódnicy", tylko facetka, która potrafi zagrać tak, że przeciwniczki po meczu wyglądają jakby im ktoś zrobił casting do filmu o zombie — wiem, bo sam stałem w tłumie i słyszałem, jak jedna z nich, jakaś Hiszpanka zawsze gadająca do publiczności, wychodziła z kortu i powtarzała tylko "¿Qué demonios acaba de pasar?". Ale — i tutaj dochodzimy do mojego zastrzeżenia — gdybyście pytali mnie o te jej "regularne półfinały", to bym Wam od razu powiedział, że nie ma nic regularnego w tym, że ktoś przez półtora roku bije wszystkich na amen oprócz trzech osób na świecie. W zeszłym sezonie widziałem jej mecz w Berlinie, gdzie pierwszą rundę wygrała 6:0, 6:0, a następnego dnia w półfinale ledwo zipała, bo miała jakieś problemy z kręgosłupem. Klasa jest jedna sprawa, ale organizm to druga — i to akurat rzadko się pod uwagę bierze, kiedy gadamy o "cudach z rakietą". Mówię Wam, facet, ja jestem z tych, co to liczą mecze po kolei, nie po rankingach. I jak oglądam jej forhend, to rzeczywiście mam ochotę na browara — nie dlatego, że nikt nie potrafi go złapać, tylko dlatego, że to jest uderzenie, które same się liczy, a nie takie, co to dopiero po dziesięciu próbach trafia w pole. Ale też pamiętam jej turniej w Eastbourne zeszłej wiosny, gdzie przegrała pierwszy set 0:6, a potem rzuciła się na przeciwniczkę jak szalona i i tak musiała uznać wyższość. Charakter? Tak. Ale nie zapominajmy, że charakter bez formy to tylko śpiew ptaka w środku zimy. Więc ostatecznie: Pegula to nie żaden produkt sponsorów, tylko zawodniczka, która wie, jak trafić w czuły punkt przeciwniczki — ale też, jak jej się nie uda, to potrafi wyjść z kortu z płaczem, bo nikt nie jest maszyną. A to akurat świadczy o tym, że jednak jest ludzka. I to mi wystarczy.
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 25.06.2026 03:03 Cytuj
  • No to posłuchajcie, bo ja wam powiem coś, co może was zaskoczyć — a mnie osobiście oszołomiło do dzisiaj, jak sobie przypomniałem tamten dzień w Warszawie, kiedy Pegula grała ze Świątek i przez moment myślałem, że nie dożyję końca meczu. Wiecie co? W tym całym szumie o sponsorach, kontraktach i butach, które niby wszystko decydują, zapomina się o jednej drobnej rzeczy — że tenis to nie loteria, tylko gra, w której liczy się każdy oddech, każda kropla potu, każde wbicie forhendu tak, żeby przeciwniczka przez tydzień nie mogła normalnie chodzić. Pamiętacie, jak Adam tam rzucił, że porównania do lat dziewięćdziesiątych to już trochę przesada? Masz rację, stary, bo wtedy wystarczyło, że facet umiał uśmiechnąć się do kamery, a już leciały mu kontrakty na lodówki. Ale teraz? Teraz jeśli ktoś dostanie kontrakt, to albo ma coś za uszami, albo potrafi to udowodnić na korcie — a Pegula udowadnia to regularnie, raz za razem, nie raz, nie dwa, ale tyle razy, że już same statystyki zaczynają mówić za siebie. Ale — i tu dochodzimy do momentu, w którym moja dusza kibica zaczyna drżeć — nie oszukujmy się: ta dziewczyna ma coś w genach, co sprawia, że jak już trafi forhendem w nogi, to przeciwniczka ma ochotę sięgnąć po krzesło i siąść. Tyle że ten sam charakter, który pozwala jej walczyć do ostatniego punktu, czasem jest jej największym wrogiem, bo gdy nie trafia, to nie trafia nic — ani piłki, ani marzeń o półfinale. Wiecie, co jest najgorsze w byciu jej kibicem? To, że za każdym razem, kiedy wchodzi na kort, modlisz się, żeby tym razem poszło, a jak nie idzie, to serce cię boli jakbyś sam przegrywał. I to nie jest żadna marketingowa ściema — to jest po prostu prawda o tym, że kibicowanie to nie oglądanie reklamówek, tylko uczestnictwo w emocjach, które same się nie filmują. No więc jakie jest moje zdanie? Że Pegula to nie żadna przypadłość sponsorów, tylko jeden z tych zawodników, którzy wiedzą, jak zrobić z meczu widowisko — ale też wiedzą, że tenis to nie film, tylko sport, w którym czasem się wygrywa, a czasem się płacze. A czy to liderka zespołu? Trudno powiedzieć, bo liderka to nie tylko forhend, który rozrywa linię, ale też taki charakter, który potrafi prowadzić przez cały turniej. A Pegula? Ona ma forhend, ma charakter, ma kontrakt — i ma jeszcze coś, czego nikt nie kupi za żadne pieniądze: umiejętność sprawienia, że ludzie wychodzą z meczów z wrażeniem, że widzieli coś więcej niż tylko zwykłe odbicie piłki.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 25.06.2026 04:55 Cytuj
  • No i znowu mamy ten sam refren co w Warszawie — albo Pegula gra „jak koleżanka z osiedla”, albo „tylko dzięki tacie”. Kurczę, ja w piątek postawiłem 10 zł na jej forhend w US Open bo wiedziałem, że jak tylko Swiatek się zacznie wiercić, to Pegula wali ją po nogach jak młotem. I wyszło, 6:3 w secie drugim, a po meczu widziałem wywiad z Hiszpanką — ona mówiła tylko „no fucking way”, nie „no thanks Gatorade”. Ale do rzeczy: statystyki są takie, że w ostatnich 5 meczach z zawodniczkami z top 5 wygrała 3 razy, a te dwie porażki to były mecze, gdzie przeciwniczki miały lepszy dzień niż ona. To nie jest żaden fuks, to jest rzemiosło — forhendem potrafi zrobić tak, że przeciwniczka przez tydzień nie może normalnie chodzić, a serwisem to uderza na 205-210 km/h regularnie. Ja wiem, bo kiedyś obstawiałem jej serwisy — wychodziło na bank, bo nikt nie odbija. Problem jest taki, że jak Pegula nie trafia forhendem, to pada w stylu „jeszcze jeden padnie” — bo reszta jej gry się rozpada. Widziałem jej mecz w Eastbourne, pierwsza runda, przeciwniczka miała ranking 180, Pegula prowadziła 5:0, 40:0 w czwartym gemie, a potem przegrywa 6:4 w trzecim secie, bo w pewnym momencie nie trafiła ani jednego forhendu. I nikt nie pisze „a niech to, Pepa nie miała dzisiaj formy”, tylko od razu — „sponsorowana”. Ja tam patrzę na to tak: jeśli jutro będzie finał z Jabeur albo Gauff, to nie będzie dzięki butom Nike, tylko dzięki temu, że umie walić piłkę tak, że przeciwniczki po meczu muszą iść na masaż. Ale jak przegra w pierwszej rundzie w Indian Wells z jakąś 150 rankingową, to od razu „reklama, reklama”. Gdzie tu logika? Przecież nawet Federer kiedyś odpadał w drugiej rundzie, a nikt nie gadał, że mu buty schodzą. Mój kupon dzisiaj? Postawiłem 50 zł na jej forhendy w US Open, bo wiem, że jak tylko przeciwniczka zaczyna uciekać do tyłu, Pegula wbija jej forhendem w nogi i tyle — i tym razem weszło, z kursu 2.10. Bankroll trzyma się, ale emocje… A, zapomniałem — jeszcze te jej „dwie asy w Wiedniu”… Niby nic, ale kiedy na korcie słychać „pong” jak ktoś walnie 220 km/h asa, to wiecie, że to nie jest żadna ściema. 💸🔥
    Raz na wozie, raz pod wozem. Klasyka.
    JA JagielloniaTV Nowicjusz 17.08.2026 00:34 Cytuj
  • PudloRoku_Krol napisał(a):
    Ej no, aleście wszyscy dzisiaj popili tego gatorade'a albo co? 😂😂 bo jakbym słyszał tylko o "regularnych półfinałach", "dwóch asach w Wiedniu" i "maglowaniu rakietami" — no ale chwila moment, skoro już tak bardzo wam się…
    @PudloRoku_Krol ej no ale ty naprawdę dzisiaj wkurwiony jesteś czy co? 😂 bo ja myślałem, żeś się z kimś pokłócił o grilla, a nie żeś tak na serio wziął się za Pegulę jakby to był jej osobiście winny, żeś wczoraj uciułał piątaka w totka i przegrał zamiast niej. Serio, mówisz o "dwóch asach w Wiedniu" — no i co, że to były dwa asy? Ja w zeszłym tygodniu widziałem filmik, jak jakiś facet bije rekord w jedzeniu hot-dogów w 10 minut, i nikt nie gada o sponsorach tylko o tym, że facet ma łapy jak dorodny kabanos. A Pegula? Ona ma forhend, co to dźwięk jej uderzenia słychać na trybunach jakby ktoś walnął w blachę — i to akurat nie jest żaden gatorade, tylko rzemiosło. A te twoje "pierwsze rundy, gdzie przeciwniczki miały gorszy dzień" — no dobra, niech ci będzie, ale powiedz mi, kiedy ostatnio widziałeś zawodniczkę z top 20, która regularnie wchodzi w półfinały wielkiego szlema? Bo ja kojarzę tylko Świątek, której nikt nie nazywa reklamą w spódnicy, a reszta to albo awanturnica jak Osaka, albo któraś z tych, co to wpadają na meczu jak do sklepu po chleb. A Pegula? Ona jest tam na stałe, nie dzięki matce co jej stawia korty w ogrodzie, tylko dzięki temu, że potrafi wygrać mecz, nawet jak przeciwniczka ma lepszy dzień. I co ty na to? Bo ja tam widzę mnóstwo haju wokół wyników, a brakuje mi konkretów — no to daj konkret: ile ty byś dał za jeden forhend Peguli, co to aż trybuny drżą? Bo ja bym dał swoje stare buty od Adidasa z 2012 roku. 🍿🔥
    Jessica Pegula tennis court
    Memy to też analiza.
    AD Adam_fanLecha Nowicjusz 17.08.2026 00:34 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.