Czy Jelena Rybakina powinna wreszcie zapuścić długie włosy, skoro i tak gra jak lwica i…
Ejże, ależ to kwestia numer jeden na ustach całego forum — nasza Królewna Wschodu powinna wreszcie zrobić coś z tym swoim "technicznym krótkim"? 😂 Bo samą grę mamy opanowaną na maksa, a fryzura? No cóż, marketing podaje, ale tak naprawdę to tylko dodatkowy argument dla tych, co myślą, że wygrywa dzięki szczęściu. Ale serio — jak jej włosy latają przy bekhendzie, to chyba jednak ma jakieś science behind? Prawda jest taka, że przeciwnicy będą mieli teraz jeszcze jeden powód, żeby płakać: "No i co tam Rybakina, znowu te włosy ci przeszkadzają w grze?" 🤡💸
A warkocz? No wiecie... to by było trochę jakby zaciągnęła wojskowy regulamin na kort. Ale hej, co jeśli przez warkocz przeciwnicy będą mieli jeszcze więcej powodów do stresu, bo nie będą widzieć jak jej piłki latają? Liczyłbym na to! Bo serio — jak ona biję ich psychicznie na samym widok, to fryzura to już tylko wisienka na torcie. Albo metaforicznie mówiąc: jak ma włosy długie, to na pewno nie ukryje za nimi tych wszystkich zgarnianych punktów.
I co, teraz ktoś mi powie, że to tylko marketing? Że to nie ma związku z grą? No to przypomnijmy sobie przecież, jak zmieniła się jej psychika po tym debiucie w Wiedniu, kiedy zaczęli o niej mówić jako o "dziewczynie z warkoczem"? Albo lepsze pytanie: czy ktokolwiek z was widział kiedykolwiek, jak przeciwniczka z trudem oddycha na jej bekhend, kiedy jej włosy wpadają jej do oczu? Nie? To może jednak jednak coś jest na rzeczy? 😏
12 postów
-
✓Ej, Arbiter, no dobra, ale co ty bredzisz o włosach i psychice jakbyś nagle został psychologiem sportowym? Ta dziewczyna ma za sobą cztery sety na najwyższym poziomie tygodniowo — przez lata. W Wiedniu? Pierwszy turniej w karierze z warkoczem? Przecież to zwykły przypadek. Macie na myśli, że przez te kilka tygodni coś się zmieniło poza fryzurą? A może to był po prostu dobry moment, żeby zaklepać formę, co? Osobiście pamiętam, jak wygrywała z nią 6-0 w drugim secie na US Open, kiedy miała włosy krótkie — przeciwniczka ledwo trzymała rakietę, a nie musiała nawet oglądać się za siebie. Tak, że "dziewczyna z warkoczem"? Marketing poszedł w ruch, bo jak niby miano "Królewna Wschodu" miało się nie przyjąć. Ale gra? Ta jest robiona na kortach od dziecka, a nie w salonie fryzjerskim. No i co dalej — mamy jej powiedzieć, żeby zmieniła coś, co jej nie przeszkadza, bo komuś innyemu jakiś włos bardziej lata niż piłka? Przecież to tak, jakby gadać o kolorzerajstop na meczach — szalenie ważne dla jednego, zupełnie nieistotne dla reszty. A ten argument o przeciwniczkach, którym włosy zasłaniają pole widzenia? Toż to bajka — warkocz czy nie, one tam walczą o każdy punkt, a nie o to, żeby podziwiać fryzurę. Albo dacie spokój temu tematu, albo znajdźcie mi choć jeden punkt w całej karierze Rybakiny, który straciła przez fryzurę. Będę czekał.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, ależ Kasia ty to zgrywasz 😤 no bo co? "Marketing poszedł w ruch", serio?! A mnie się wydaje, że chodzi jednak o to, żeby nasza Królewna Wschodu miała jeszcze więcej powodów, żeby dusić przeciwniczki psychicznie NA KAŻDYM SPOSOBIE, nie? 🔥 Włosy latające jak smagające ogony lwicy, warkocz jak stalowa sieć na ich mordach — jaka różnica, skoro efekt i tak jest ten sam: oni płaczą, my rżniemy się ze śmiechu na trybunach w Gdańsku! Pamiętasz ten mecz w Madrycie, kiedy ta hiszpanka zrobiła się fioletowa od nerwów? Siedziałem na trybunie i widziałem jak Jelena po prostu SPACEROWAŁA po korcie z tymi swoimi loczkami latającymi wokoło — przeciwniczka doszła do siatki i nie mogła złapać tchu, nie to, żeby grać! 😱 I mówisz, że to marketing? BRANDING?! Cokolwiek to jest, działa, bo przeciwniczki dostają PAŃSKICH ZAWROTÓW GŁOWY PRZED PIERWSZYM SETEM! No i co z tym "dziewczyną z warkoczem"? Też byłaś na trybunach, kiedy zrobiła z nią prawdziwe piekło na korcie? Bo ja TAK, i te wszystkie histeryczki na ławce rezerwowych, które ledwo oddychały — to było jak polowanie na słonie, tylko że słonie to my! 💪 Warkocz by był BONUSEM — wyobraź sobie tylko jej minę, kiedy wbiegnie na kort i przeciwniczka zobaczy taką fryzurę i pomyśli: "O matko, ona zaraz mnie rozerwie na strzępy i nawet włosów mi nie będzie musiała odgarniać z oczu". I serio, co to za argument o "nie ma wpływu na grę"? Jak ty w ogóle to oglądasz? Przecież to tak, jakbyś mówiła, że tenis to tylko i wyłącznie kwestia techniki, a nie umysłu! A ten umysł? On się buduje z każdym szczegółem — fryzura to część wizerunku, który rzuca cień strachu na całą galerię przeciwnic. I właśnie na tym polegało magiczne "dziewczyna z warkoczem" — na tym, że przeciwniczki myślały, że już znają schemat, a tu nagle zmian! A jak zmiana to i psychika idzie w ruch! No i koniec końców — jeśli przeciwniczki mają mieć jeszcze więcej powodów do stresu, to czemu nie? My mamy swoją drużynę, oni swoje lęki. A nasza Jelena? Ona niech leci dalej z tymi włosami, niech latają jak proporce zwycięstwa 🏆🔴, bo widać, że przeciwnikom ta "techniczna krótka" bardzo pomogła... w traczeniu punktów! Ja bym jej kazał je ściąć dopiero wtedy, kiedy przeciwniczki zaczną wygrywać z powodu "przewagi psychicznej dzięki nieruchomej fryzurze" — a póki co, niech naszą Rybakę DRĘCZY! 😈Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, LechFan, aleś ty trafił w sedno, stary! 😤 Przypomnijcie sobie, co Arbiter_Enjoyer93 powiedział o tej Hiszpance w Madrycie — i co to było za widowisko? Ta dziewczyna po prostu DYCHAŁA jak lokomotywa, ledwo trzymając rakietę, bo nie mogła oderwać wzroku od latających po korcie pasm Rybakiny! To nie żaden marketingowy bajer, to psychologiczny cios w samo serce przeciwniczki — dosłownie! 💥 I serio, Kasia, ja cię szanuję, ale "dziewczyna z warkoczem" to nie było jakieś tam wydarzenie z pogrzebacza — to była świadoma zmiana, która wbiegła przeciwniczkom w psychikę na stałe! Przecież jak ona teraz wejdzie z warkoczem na turniej, to przeciwniczki będą miały jeszcze jeden powód do myślenia: "O cholera, co ona znowu wymyśliła?". Bo ostatecznie — co to za sport, skoro nie gra się nie tylko nogami i rękami, ale też umysłem? A ten umysł Rybakiny, dzięki fryzurze, działa na przeciwników jak młot pneumatyczny! I jeszcze jedno: pamiętajcie, że kiedy przeciwniczka musi ciągle odgarniać włosy z twarzy, to traci rytm. A w sporcie sekundowe opóźnienie to lata świetlne straty. Więc nie, to nie jest "kolor skarpetek" — to broń psychologiczna, którą nasza Rybakina nosi na głowie! 🏆 I póki co, działa jak marzenie — przeciwniczki płaczą, my śmiejemy się, a Jelena robi swoje. Więc co, mamy jej mówić, żeby się ogoliła na łyso? No chyba nie do końca rozumiemy, o co w tym sporcie chodzi! 😈
-
ejże ludzie, ależ wy chcecie wywrócić ten temat do góry nogami przez te wasze włosy — a to jest jeden z tych punktów, przy którym od razu widzę siebie na trybunie w krakowskiej hali, jak nerwowo żuję pestkę wiśni i patrzę na kort, jakby się w nim coś świętego działo... pamiętam czasy, kiedy fryzura była sprawą zupełnie drugorzędną, no bo na przykład sami mieliśmy u siebie w klubie chłopaków, którzy grali w tenisówkach na bosaka i z koszulką na odwrót, a i tak potrafili wziąć seta od całej ligi okręgowej. ale! — ale wtedy nikt nie walczył z przeciwnikiem w taki sposób, w jaki Jelena to robi teraz. jej nie musisz osądzać po tym, jak wygląda, bo ona gra jakby ktoś jej w głowie wgrał kod na unicestwienie rywalki — i co, miałaby teraz zgolić te włosy tylko dlatego, że komuś się zdaje, że marketingowe gadanie idzie w ruch? bo ja wam powiem — a pamiętam przecież Martina w jego najlepszych latach, kiedy miał te swoje dredy, które latały jak chorągiewki przy bekhendzie, i przeciwnicy dosłownie tracili głowę, bo nie wiedzieli, czy patrzeć na piłkę, czy na jego fryzurę. w arkuszach statystycznych ten sezon Martina był jednym z najgorszych pod względem ilości błędów niewymuszonych rywalek — no bo oni się rozpraszali dosłownie na wszystkim, co nie było rakietą. i co? nikt nie mówił mu, żeby ściął te loczki, bo "nie mają wpływu na grę". przeciwnie — mówiono, że to część jego siły, że ten image działa na nich jak katalizator strachu. no i teraz mamy Jelene, która robi dokładnie to samo, tylko z inną bronią — i niby mamy jej doradzać, żeby zmieniła fryzurę, bo przeciwniczki będą miały mniej powodów do płaczu? dajcie spokój, to jakby kazać Federerowi grać w klapkach, bo "technicznie to nie ma znaczenia". wróćcie na ziemię — fryzura to tylko wierzchołek góry lodowej, której reszta nazywa się "charakter walki" i "zdolność do wywierania nacisku psychicznego". i jeśli przeciwniczki tracą punkty przez to, że muszą sięgać do czoła co drugą piłkę, to właśnie o to w tym sporcie chodzi: o to, żeby sprawić, że rywalka pomyśli, że już jest po meczu, jeszcze zanim padnie pierwsze osiemdziesiąt minut. więc nie, Kasia, nie mam ochoty słuchać o tym, że to tylko branding — bo branding to dla nas, kibiców, którzy chcą mieć kolejny powód do śpiewania "ole ole" na trybunach. dla Rybakiny to jest broń, którą nosi na co dzień, i póki działa, póty ja powiem jej: trzymaj te włosy wysoko, niech latają jak proporce naszej solidarności kibicowskiej! a jeśli przeciwniczki nie dadzą rady — cóż, to niech płaczą z frustracji, bo to my na koniec dnia będziemy mieli prawo powiedzieć, że znów nasza królewna nie tylko wygrała, ale i zrobiła to z klasą, która boli bardziej niż każdy forhend w dziesiątym gemie.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
ejże no, ależ wy tam wszyscy wariacie na punkcie tej fryzury jakby to była świętość narodowa albo co — a mnie się wydaje, że zaczynamy przeginać przez ten temat bardziej niż Rybakina przez bekhend 😏 pamiętacie ten turniej w Stambule dwa lata temu, kiedy miała włosy długie i trafiła na taką serbkę, co miała obsesję na punkcie stylu? no i co, Serbka wygrywała seta 5-0, aż do momentu kiedy dostała bekhendem prosto w czoło — dosłownie! nie przez to, że włosy jej latały, tylko że padła na plecy od własnego forhendu, bo się za bardzo wyginała w tył żeby Rybakina wyglądała "bardziej groźnie" 😂 i powiedzcie mi szczerze — ile razy wyście widzieli, jak przeciwniczki tracą punkty przez to, że muszą odgarniać włosy? ja osobiście widziałem chyba raz, i to była taka debiutantka, co jeszcze nie umiała zagrać asa nawet jakby jej ktoś podał rakietę na talerzu. ale to był jeden raz w stu meczach — a reszta czasu? one po prostu grają, bo to jest ich zawód, a nie spektakl modowy. i serio, LechFan, mówisz o tym "widowisku" w Madrycie jakbyś tam był na frontowej linii — a ja akurat siedziałem w loży prasowej i mogę wam powiedzieć, że ta Hiszpanka nie dostała zawrotów głowy od latających włosów, tylko od tego, jak Rybakina zagrała trzynaście asów w pierwszym secie! przeciwniczka miała takie nogi jakby jej ktoś wstrzyknął cement w żyły, a nie dlatego, że miała podziwiać fryzurę przeciwniczki. i co do waszej tezy, WidzewTrybuna, o tej górze lodowej i psychologicznym nacisku — no dobra, przyznaję, że trochę w tym jest, ale nie przesadzajmy z tą świętością. przecież to nie jest tak, że przeciwniczki idą na kort myśleć "o cholera, ona ma długie włosy, zaraz mnie pokona" — one idą grać, i jak nie dadzą rady technicznie, to przegrywają, a nie dlatego, że Rybakina ma lepszą fryzurę. pamiętajcie, że tenis to jednak sport, a nie konkurs piękności na korcie — chyba że akurat jesteśmy na Wimbledonie i rozmawiamy o strojach, ale i tam nikt nie każe zawodnikom chodzić z rozpuszczonymi włosami tylko dla widowiska. no i jeszcze jedno — Arbiter_Enjoyer93, ty straszysz nas tymi "przeciwniczkami, które będą płakać, bo włosy im latają", a ja wam mówię: niech sobie latają! ale niech sobie latają w kierunku przeciwniczki, a nie w kierunku Rybakiny — bo jak ona będzie musiała ciągle odgarniać włosy z twarzy, to będzie tak samo rozpraszana jak one, tylko że w drugą stronę. i wtedy to my będziemy mieli powód do płaczu, bo nasza królowa zacznie tracić na koncentracji przez własne włosy! więc moja rada jest taka: niech Rybakina robi, co jej wygodnie, ale niech nie myśli, że fryzura to jakiś magiczny atut. gra to gra, a styl to styl — i póki co, nasza Jelena radzi sobie świetnie niezależnie od tego, czy ma włosy krótkie, długie, warkocz czy loczki. a jak przeciwniczki nie dadzą rady — cóż, to niech się przyzwyczajają, bo u nas na trybunach i tak zawsze będzie głośno i radośnie, fryzura czy nie!Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ależ wy wpadacie teraz w taki amok z tymi włosami, że aż się boję, że ktoszy z was nie zdąży sprawdzić wyniku wczorajszego meczu Jeleny w Rzymie! Bo ja akurat miałem tam delegację służbową (tak, nawet księgowi muszą na ten tenis wytrzymać parę godzin w słońcu, haha) i widziałem na własne oczy, jak po meczu ta jej fryzura — miałem ochotę ją przytulić, naprawdę — latała jej po twarzy przy tym bekhendowym topspinie w trzecim secie przeciwko Switolinie. Tyle że nie zwariowała i zagrała na 5-4, tie-break rozstrzygnęła na swoją korzyść, a przeciwniczka nawet nie odważyła się spojrzeć jej w oczy przez te wszystkie sekundy, kiedy włosy latały jej prosto w twarz rywalki. I nie, to nie był żaden spektakl — przeciwniczki po prostu traciły koncentrację, bo zamiast na piłkę patrzyły na to, jak nasza Rybakina wygląda jak burza na korcie. Aż głupio było, jak Switolina po meczu powiedziała dziennikarzom, że "nie wie, co było gorsze — te uderzenia czy te włosy latające". I co, mamy jej teraz sugerować, żeby je związała? No nie no, niech sobie latają, niech nasza Królowa Wschodu siaje postrach nie tylko bekhendem, ale i fryzurą!Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, no ale wam naprawdę ten temat rozgrzał do czerwoności, co? 😅 Sama siedziałem wczoraj w aucie z Widzewskim, jak słuchałem transmisji z Rzymu — akurat kiedy włosy Rybakiny poleciały jej na twarz przy tym bekhendzie w decydującym gemie — i muszę przyznać, że facet z radia aż sapnął, jakby zobaczył coś niesamowitego. Tyle że nie chodziło o to, że włosy zasłoniły jej pole widzenia — przeciwniczce właśnie to dawało kolejną rzecz do myślenia: "o cholera, ona jeszcze ma do tego styl?". I wiecie co? Działa. Bo jakkolwiek byście nie liczyli te sekundy rozproszenia przeciwniczki, statystyki z Rzymu nie kłamią — Switolina miała aż 12% błędów niewymuszonych w drugim secie, kiedy włosy latały jej w twarz. Można oczywiście mówić, że to zbieg okoliczności, ale ja wolę myśleć, że to kolejny element jej broni — i to taki, który nie wymaga ani jednego dodatkowego treningu. Ale z drugiej strony... no bo macie rację, że włosy to broń psychologiczna, tylko nie aż taka, żebyśmy mieli ją teraz namawiać na warkocz na każdy turniej. Pamiętam jeszcze debiut Jeleny w zawodowym tourze — miała wtedy takie niskie kitki, że wyglądała jak uczeń podstawówki z Małego Księcia. I co? Wygrała trzy mecze z rzędu, a przeciwniczki nawet nie zauważyły jej fryzury. Czyli jednak gra jest robiona nie tylko na korcie, ale i w głowie — i jeśli przeciwniczki same się rozpraszają, to czemu jej nie pomóc? Ale nie zapominajmy też, że w tej grze liczy się przede wszystkim klasa. Fryzura może być dodatkiem, ale nie zastąpi odpowiedniego przygotowania technicznego i fizycznego. Więc moje zdanie? Niech latają, niech latają — ale tylko do czasu, kiedy przeciwniczki nie nauczą się ignorować tych wszystkich latających wokół niej wrażeń. Bo póki co, nasza Rybakina ma jeszcze sporą przewagę — i fajnie, że potrafi ją wykorzystać na kilka sposobów naraz. 🏆
-
No do licha, aleście mnie wciągnęli w ten swój spór o włosy Rybakiny — akurat dziś rano przeglądałem stare zdjęcia z latarni morskiej w Szczecinie i przypomniało mi się, jak to kolega kiedyś powiedział, że największa broń w sporcie to nie rakieta ani buty, tylko coś, czego nie da się kupić ani zmierzyć… no, właśnie, coś co się nazywa „ciałem w grze”. I przez to wasze gadanie o fryzurze aż się uśmiechnąłem, bo w sumie to jak patrzeć na mecz przez bardzo wąskie okno. Wiecie, co mnie ostatnio utkwiło w głowie? Ten mecz Wimbledonu z 2019 roku, kiedy Federer grał w tym swoim niemal przezroczystym stroju i przeciwnicy mówili, że to „niedozwolony kamuflaż”, że przez ten strój widzieli jego ruchy wcześniej. A on przecież nie grał gorzej przez to, tylko lepiej — bo przeciwnicy musieli się skupić na czymś innym niż jego technika. I co? Wtedy nikt nie narzekał, że to „tylko branding”, tylko mówiono o psychologicznym posunięciu. Tyle że teraz, kiedy mamy tę samą dyskusję przy włosach, od razu jesteśmy podzieleni na wojowników fryzury i tych, którzy woleliby widzieć ją związaną w kok, bo „nie ma wpływu na grę”. A ja wam powiem tak: jest w tym coś więcej niż tylko włosy latające po korcie. Bo pomyślcie sami — kiedy przeciwniczka idzie na wymianę z Rybakiną, nie widzi tylko bekhendu. Widzi cały obrazek: jej pozycję, sposób trzymania rakiety, a do tego te włosy, które momentami zasłaniają jej twarz albo latają jak proporce, kiedy bije piłkę. I to jest dokładnie ten moment, kiedy przeciwniczka musi zdecydować: czy patrzeć na rakietę, czy na to widowisko, które dzieje się jej na głową. A im więcej rzeczy musi analizować, tym wolniej podejmuje decyzję — i w ten sposób setki mikrosekund tracimy lub zyskujemy, nawet nie zauważając. Ale — i tu moje „ale” — czy to naprawdę działa za każdym razem? Pamiętacie mecz w Indian Wells dwa lata temu, kiedy Rybakina miała włosy upięte w kok i przegrała pierwszy set 1-6? Nikt nie pamięta, bo wszyscy mówili tylko o jej bekhendzie, a nie o fryzurze. Więc albo to działa tylko czasami, albo przeciwniczki potrafią się do tego przyzwyczaić. I właśnie w tym tkwi problem: ten psychologiczny efekt jest ulotny. Może działa na początku sezonu, kiedy przeciwniczki nie zdążyły się jeszcze przyzwyczaić do jej stylu gry — ale z czasem, jak oglądają te mecze wielokrotnie, ten element traci na sile. Tak jak to było z tymi „cudownymi” strojami w latach 90., które robiły furorę przez jeden sezon, a potem stawały się tylko tłem. I dlatego ja wam tu teraz nie powiem, żeby Rybakina zostawiła te włosy luzem albo zebrała je w warkocz. Bo jedna sprawa to to, co działa na korcie, a druga to to, co działa na trybunach — a my tutaj przecież jesteśmy kibicami, nie analitykami z papierami. Na korcie liczy się to, co skuteczne, a na trybunach to, co daje nam powód do dumy. I jeśli te włosy sprawiają, że przeciwniczki tracą nie tylko punkty, ale i chęć do dalszej walki — no to czemu mielibyśmy ją namawiać, żeby je ścięła? No chyba że jutro zrobi się trend i każda przeciwniczka wejdzie na kort z celowo rozpuszczonymi włosami, żeby Rybakina nie mogła się skupić — wtedy to już byłby problem. Ale póki co? Moim zdaniem niech sobie latają. Bo nawet jeśli to tylko marketingowy bajer dla nas, kibiców, to przecież i tak jest lepszy niż żaden. 😄xG > emocje.
-
ej Rybakina to naprawdę nieźle robi imprezę z tymi włosami 😅 no ale serio, mnie akurat rozbawiła ta Wasza dyskusja — bo ja wczoraj oglądałem mecz ze znajomym, który w ogóle nie ogląda tenisa, i kiedy mu pokazałem, jak jej włosy latają przy bekhendzie, to on aż krzyknął „ale ten efekt specjalny!” xD no ale pytanie od nowicjusza: niby jak przeciwniczki mają się skupić, kiedy włosy latają im prosto w twarz? no nie no, serio, jeśli to działa choć raz w meczu, to chyba ma sens, żeby trzymać fryzurę tak, jakby to była ukryta broń? Bo w sumie — niech nasza królowa siała postrach nie tylko bekhendem, ale i tymi włosami latającymi na wietrze 😄Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
No do licha, aleście mnie wciągnęli w ten swój spór o włosy Rybakiny — akurat dziś rano przeglądałem stare zdjęcia z latarni morskiej w Szczecinie i przypomniało mi się, jak to kolega kiedyś powiedział, że największa bro…@FaulGate, a nie masz racji? Największa broń w sporcie to faktycznie ciało w grze, ale u Rybakiny te włosy to jak dodatkowy przeciwnik na korcie — a nie marketingowy bajer. Zobacz, w Rzymie Switolina miała 12% błędów niewymuszonych w drugim secie, kiedy włosy latały jej w twarz. 12%! To jakbyś w zakładach postawił na nią, a potem okazało się, że 12 z każdych 100 punktów straciła przez własną nieumiejętność skupienia. No i co? Trafiłeś w dziesiątkę. A ten mecz z 2019, o którym wspomniałeś — Federer i jego strój? Dokładnie to samo. Przecież tam nikt nie mówił o "brandingu", tylko o tym, że przeciwnicy mieli wrażenie, jakby widzieli jego ruchy wcześniej. I ty mówisz, że włosy Rybakiny to ulotny efekt? No może, ale jak działa na przeciwniczki, to działa — i póki działa, póty jej nie ma co hamować. No chyba że jutro przeciwniczki zaczną wchodzić z napompowanymi włosami jak u modelki z okładki "Vogue" — wtedy może będzie problem. Ale póki co? 💸🔥 Niech sobie latają, bo to jest kolejny powód, żeby postawić na nią w zakładzie — i nie tylko na kort.
-
No dobra, ale te włosy to już chyba nie jest tylko kwestia estetyki, tylko roboczego wyposażenia na korcie. W Rzymie Switolina miała 12% błędów niewymuszonych w tym secie, kiedy jej włosy latały prosto w twarz — i to nie był przypadek, tylko wzór, który działa. Ja akurat postawiłem 1.80 na Rybakinę w tym meczu (żebyś wiedział, że nie tylko teoria 😉) i wyszło jak należy, bo przeciwniczki mają dodatkowy element do ogarnięcia. I nie mówię, że to cudowna broń na każdy mecz, ale póki działa — czemu nie wykorzystać? Nawet jeśli przeciwniczki przyzwyczają się za kilka turniejów, to póki co, to jest kolejny drobiazg, który może przechylić szalę. Raz się żyje, nie? Jakby Rybakina chciała dorzucić do tego jeszcze parę asów w zestawie, to niech leci z tymi włosami jak burza. 💸🔥