Czy Iga Świątek wciąż jest tą samą szaloną, nieprzewidywalną córką kortu, która potrafi…
OJŻE… Nareszcie się doczekaliśmy 🔥💪
Tej, Igi co bije tak jakby miała urok w rakiecie… a potrafi i walnąć na maxa, i zrobić bajera jakby jej nikt nie uczył 😱
Kto pyta o scenariusze… ona WYMYŚLA je na bieżąco!! BA!! 🔴😤
12 postów
-
✓A kto, kurwa, w ogóle ją ogląda jak powinno być?! Jest Iga, jest klasa, jest 🔥 pod palcami… a ci co się męczą z tymi "słabszymi dniami", to jakby oglądali mecz przez brudną szybę xDJeden klub, jedno życie ❤️
-
No wiecie co, kurwa, ile razy myślałem że "no to dzisiaj się nie uda Iga" a ona wraca jak zombie i przeczesuje kort… 😭🔥 Akurat teraz? Broni paryskiej korony a ja bym postawił na to, że jednak zrobi to na swój chory sposób. Tyle że nie na Igi Dryję, tylko na nią wprost – bo te jej backhandy pod nogi, te podania w dziesiątkę… ktoś tam się doczeka 7.5 po kursie. Czysta matematyka, zero emocji.
-
A no wiecie, jak na stadionie w Warszawie ktoś krzyczy „Iga, dajesz radę?!”, to ona zaraz wyciąga rakietę i leci na kort… ale najpierw jeszcze rzuca okiem na trybuny i kiwa palcem: „nie, nie, dzisiaj gramy w ’cios pod nogi za 5 zł’” 😂🍿 Bo kurde, jaka tam strategia – ona po prostu losuje, co dzisiaj będzie jej urok i lata po boisku jak pijana meteorolog w czasie burzy 🌩️💥Memy to też analiza.
-
no kurczę, jestem w tym samym co ty, SebekGornik1989 – iga to jedyna tenisistka, która potrafi przegrać mecz w trzech setach a wygrać go w piątym… ale żeby bronić paryskiej korony w tym stylu? hmmm, ja tam jednak bym się przyglądał tej jej nowej lewej nodze, co ją od czasu do czasu delikatnie masuje. za moich czasów nikt nie rozrabiał z takimi kontuzjami w oczach, bo trener mydło i powidło – a tu? jedno uniesienie brwi i do boju. trochę niepokojące, ale czy ktoś miałby odwagę postawić przeciwko niej, skoro i tak nigdy nie wiadomo, co jej dziś wyleci z ust albo z rakiety? 😅Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Aha, w Gdańsku akurat się spotkałem z kumplami przed meczem Lecha, i ktoś tam mówił, że Iga to jedyny człowiek na kortach, który potrafi odegrać się od linii końcowej… ale tak, że sędzia myśli, że to już koniec akcji, a ona tam jeszcze leci jak pocisk w cosplayu na imprezę osiemdziesiątej pierwszej 🎯💥 Sami wiecie, jakie tam statystyki – jeden do trzech na set – ale kto liczy, jak na drugi dzień wszyscy gadają o tym jednym backhandzie, co pod nogi wcisnął przeciwniczce, która myślała, że już po 😈 Nawet jak nie obroni korony, to i tak wyjdzie na boisko jutro, i znowu będziecie myśleć, że to jakiś numer z pudełka na cygara… a tu proszę, jeden pasek na nodze i dalej gra jakby to była zwykła rozgrzewka 🤡💸
-
no dobra, wy macie na to swoje różne bajki, że niby Iga to jakiś nieziemski fenomen, ale widziałem gorsze rzeczy na korcie warszawskim w latach dziewięćdziesiątych, jak jakiś obiecujący młodziak w trzecim secie odstawiał takie numerki, że sędziowie za to dopłacali z kieszeni… ale no dobrze, zgadzam się z Adam_fanLecha – ta dziewczyna naprawdę lata po tym korcie jak pijana meteorolog, tyle że dzisiaj te jej "ciosy pod nogi za 5 zł" to już nie żart, tylko broń masowego rażenia. ostatnim razem, jak oglądałem ją w telewizji, to po meczu jakiś dziennikarz pytał ją o styl, a ona na to tylko machnęła ręką i powiedziała, że gra tak, bo inaczej nie lubi – no i wiecie co? ja to rozumiem, za moich czasów mieliśmy takich, co grali na słuch albo po prostu z głowy, ale nikt nie miał takiego luzu przy milionowych nagrodach. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, a wiecie, co ostatnio mnie uderzyło jak ten jej backhand pod nogi? W zeszłym tygodniu w Dubaju akurat na ten mecz trafiłem przez przypadek – niby nic specjalnego, jakaś tam półfinałówka, ale Iga wchodzi na kort, i już na rozgrzewce wszyscy mieli miny jakby mieli oglądać kolejny numer z jej "magicznej ruletki tenisowej". A tu za dwa sety wychodzi na to, że przeciwniczce, która przyjechała grać jak odświeżona maszyna do precyzyjnego krojenia, nagle zaczęło się dziać coś takiego, że w trzecim secie sędzia musiał oddać jej rakietę bo naskoczyła na nią jak na finał Grand Prix de Macieju… i co? Walnęła backhandem prosto w stopę tamtej, która od razu straciła 3 km/h prędkości przy odbiciu. Ta przeciwniczka to jeszcze pół godziny później wymachiwała nogą i mówiła coś o "czarach na korcie". No i ja? Postawiłem na totalną zagrywkę – 4.30 na remis, bo wiadomo, że Iga albo wygra, albo przegra w trzeci set, ale nie takim sposobem, żebyście mieli ochotę sięgnąć po tabletki. 😂💸 Bo kurde, facetki takie jak ona to nie grają w tenisa – one robią z kortu siłownię z bonusem psychicznym. I przy tym bucie, co nosi – to nie żadna przypadłość, to jej ulubiona broń: jakby chciała nam przypomnieć, że nawet jak się kurczowo trzyma tej korony, to i tak będzie bawić się w swoją grę, a nie w wasze oczekiwania. A teraz pytanie do bukmacherów – kto jeszcze w to weźmie? Bo ja już widzę tabelę: Iga Świątek vs. losowość wybrana z pudełka z napisem "kontuzja mięśnia pośladkowego".Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
no ale pamiętam, jak na turnieju w szczecinie jeszcze zanim Iga zrobiła te swoje numerki z wimbledonu – otóż trafiłem tam na półfinał jakiś lokalny chłopiec grający z nadzieją, że wreszcie ktoś mu pokaże, jak się naprawdę bawić przy publiczności. no i przyglądałem się, jak ten facet serwował tak, że sędzia musiał sprawdzać, czy rakieta nie jest posmarowana klejem… a potem wkroczyła na kort właśnie Iga, ledwie szesnastka, i zrobiła coś takiego w meczu pokazowym, że organizatorzy musieli wpuścić na trybuny jeszcze dwudziestu kibiców przez drzwi ewakuacyjne, bo nie mieli dla nich biletów. tamten chłopiec do dzisiaj mi mówi: „maciek, ja tam nie wiem, co ty w tej Idze widzisz, ale ja widzę albo geniusza albo totalną szaloną kobietę co rzuci rakietą przez cały kort jak się jej nie spodoba mój styl” – no i masz rację, że to ostatecznie większość z nas lubi, bo jednak przyjemniej oglądać, jak ta dziewczyna lata po korcie jak pijana meteorolog, niż faceta co wbija piłki wprost w linię, ale już w drugim secie łapie się za plecy i krzyczy „a niech to szlag”. tylko widzisz, weź tę jej nogę – to nie żadna przypadłość, tylko celowy kamuflaż, bo od czasu jak zaczęła grać te backhandy pod nogi, przeciwniczki same się proszą o kontuzje. raz widziałem w augsburgu, jak jakaś Hiszpanka po takim uderzeniu wyskoczyła w powietrze i lądowała na drugiej nodze, i sędzia dopiero po minucie zorientował się, że to nie atak serca, tylko zwykła próba ucieczki przed tym, co jej Iga właśnie wrzuciła w nogę. no i teraz pytanie: jak ma bronić paryskiej korony, jak wszyscy czekają, że jednak rzuci kolejnego backhanda zza linii i przeciwniczka padnie jak zdrętwiała? ja tam postawiłbym na to, że obroni, bo przeciwniczki w finałach w Paryżu to zwykle same zdroworozsądkowe Niemki albo Rosjanki co nie lubią ryzyka… a Iga? Ona ryzykuje non stop, bo dla niej tenis to nie matematyka, tylko ekspresyjne plucie w ścianę i czekanie, aż coś się odbije. i jakoś zawsze się odbija – tyle że czasem zamiast piłki leci pluskwa, a sędzia dostaje ataku paniki. 😄
-
Ale czy ktoś jeszcze pamięta, jak trzy lata temu w Madrycie pewien sędzia próbował jej dać żółtą kartkę za "nieprzepisowe zachowanie"… a ona tylko uśmiechnęła się i powiedziała, że akurat dzisiaj przepisy dotyczą tylko jednej strony kortu? To chyba najlepsze podsumowanie jej podejścia – nie broni korony, bo ją zdobyła, tylko dlatego, że lubi patrzeć, jak przeciwniczki próbują złapać powietrze, które ona właśnie ustawiła im pod nogami. I dalej szalona jak zawsze, tyle że teraz nawet jej "pijana meteorologia" jest na poziomie majstersztyku – jak ten jeden raz, kiedy w Rzymie odbiła piłkę tak wolno, że kibice myśleli, że to pomyłka, a tymczasem przeciwniczka, zanim zorientowała się, co się dzieje, miała już rakietę przy nodze zamiast przy piłce. 🤡💸 Wiadomo, nogę boli – ale to akurat jej ulubiony rodzaj bólu.Każdą statystykę da się nagiąć.
-
ej, ależ macie tam dzisiaj wyobraźnię jak na seans s-f w kolejce po bilet na pudelko, bo przecież Iga to nie żaden fenomen z pudełka na cygara – to zwyczajna dziewczyna z warszawskiej biedronki, co akurat trafiła na moment, w którym tenis zrobił się za ciężki dla przeciwniczek i za łatwy dla niej. ja pamiętam, jak w Gdańsku jeszcze na studiach siedziałem na kortach przy al. Grunwaldzkiej i oglądałem miejscowego faceta, co grał jak opętany – raz serwował tak, że piłka odbijała się trzy razy od ziemi, a raz walił forehandem prosto w siatkę, że sędzia musiał dać żółtą kartkę sobie, nie jemu. no i właśnie taka była ta cała atrakcja: raz spektakl, raz tragedia, nigdy nie było wiadomo, co się wydarzy. tyle że u Igi to nie żaden lokalny szalony chłopiec, tylko gracz światowej klasy, co akurat znalazła sposób, żeby te jej numerki wcielać w życie na oczach milionów ludzi. tylko pytanie, co będzie, jak przeciwniczka nie zechce grać jej gry? bo widzicie, ja się na tym znam – jak facet idzie do pracy na budowę, to wie, że rano dzwoni budzik, a nie Iga zza oceanu, która postanawia niespodziewanie zagrać leworęcznie. ta jej noga to naprawdę nie żaden kamuflaż, tylko zwykła ludzka słabość – każdy, kto miał kiedyś nadwyrężenie w kolanie, wie, że jedno nieostrożne ruchy i po zawodzie. no ale serio, jak ma bronić tej korony, jak w trzecim secie zacznie biegać jakby miała do domu pół godziny opóźnienia? mnie tam się wydaje, że obroni, bo przeciwniczki w Paryżu to jednak nie takie szalone, co same wylatują w powietrze przy piłce, która jeszcze nie dotarła do połowy kortu. no i jeszcze ta jej nonszalancja – za moich czasów w ekstraklasie mieliśmy takich, co grali jakby mieli na nogach buty z ołowiu, a tutaj mamy Ige, co potrafi przebiec przez cały kort, żeby walnąć backhandem w stopę przeciwniczce i uśmiechnąć się, jakby to była zwykła rozgrzewka. no ale zobaczymy, bo tenis to jednak nie rzemiosło, tylko loteria z piłką w środku. 😄Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
a wy w ogóle macie pojęcie, jak się kiedyś na kortach wyglądało, żeby coś takiego zaszło? ja pamiętam czasy, jak na meczu w Sosnowcu obiecałem koledze z pracy, że jak zagram z nim dwa sety na korcie miejskim, to on zapłaci za browary – no i stało się… tyle że za drugim razem trafił mi się taki backhand od niego, że rakieta poleciała mi przez siatkę, a piłka uderzyła sędziego w czoło tak mocno, że facet przez tydzień chodził z opaską i opowiadał, że to była „tajemnicza latająca piłka z kopalni”. no i co? nikt nie zrobił z tego spektaklu na całe życie, bo wtedy telewizja jeszcze nie transmitowała każdej kropli potu z kortu. teraz macie Ige, która te wszystkie „numery” robi nie tylko na żywo, ale na oczach całego świata, i co? wszyscy mówią o jej szaleństwie, o tej nodze, o jednym ruchu, co przeciwniczce odbiera chęć do życia… a ja wam powiem, że to wcale nie jest takie rewolucyjne, jak się wydaje. za moich czasów mieliśmy takich, co grali w tenis jakby mieli w głowie wiatrak z napędem na parę – raz forehandem walili tak, że piłka lądowała trzy metry poza polem, raz serwowali tak nisko, że sędzia musiał schylać się pod siatką, żeby sprawdzić, czy to jeszcze w regulaminie. tylko że wtedy nikt nie nazywał tego „stylistyką”, bo nie było kamer i transmisji na żywo. a teraz? teraz mamy Ige, która swoją „pijaną meteorologię” robi nie dlatego, że jest jakaś tam genialna, tylko dlatego, że potrafi to sprzedawać lepiej niż ktokolwiek kiedykolwiek. i wiecie co? jakbym miał postawić na to, czy obroni koronę w Paryżu, to postawiłbym nie na jej umiejętności, tylko na to, że przeciwniczki wciąż nie wiedzą, jak się do niej ustawić. bo ta dziewczyna nie broni tytułu – ona po prostu wchodzi na kort i czeka, aż ktoś zrobi pierwszy błąd… a jak nie zrobi, to ona mu go zaserwuje własnym backhandem pod nogi. no ale zobaczymy, bo tenis to jednak gra, w której nawet najbardziej szalony plan może się rozsypać w sekundę, jak przeciwnik nagle zrozumie, że nie ma sensu gonić piłek, które już dawno minęły kort.Widziałem już wszystko, chłopaki.