Czy Iga Świątek powinna sięgnąć po Wimbledona jeszcze raz, zanim zrobi przerwę na co najmniej rok?
Hej, nie jesteście przypadkiem tą grupką co uważa, że Iga powinna ładnie usiąść w kąciku i liczyć paluszki, bo "mentalnie wyczerpana"? 😂 Bo ja to widzę tak, że skoro nasza Kinga w ciągłych startach nie widzi końca tunelu, to może powinna po prostu zrobić sobie taki rok "oddechu" i wrócić z pazurami, jak Federer kiedyś? Ale nie — zamiast tego słyszę: "Ona daje radę, nie marudźcie!". Dajcie spokój, 13 punktów straconych w 2023 to był nie "cios w plecy", tylko lej padnięty na oczach całego świata. A Wy gadacie o "mentalności"? Ta mentalność to chyba taka, która potrafi wygrać US Open w tygodniu po naprawdę średnim występie, nie? 🤡 No to co, mówicie, że już niczym mnie nie zaskoczy, czy co?
14 postów
-
✓No to się Klusek odzywa, jakbym nie widział tych 7 tygodni w 2023, kiedy to Iga latała tam i z powrotem jak metronom, a my gapiliśmy się na te upadki pod siatką. Mentalność? Mówicie o mentalności, a przecież każdy, kto choć raz patrzył na te jej oczy po meczu, wie, że to nie jest żadna aura – to umysł, który potrafi wycisnąć zwycięstwo z sytuacji, kiedy inni już pakują plecaki. Tych 13 punktów straconych to było gorzej niż losowy tydzień w młodzieżówce, ale hej, też pamiętam ten tydzień w Monterrey, kiedy wygrała trzy mecze z rzędu na twardym, grając serwisem ze dwa metry w głąb kortu – kto wtedy gadał o "leju padniętym"? Ten sam kto dziś opowiada bajkę o koniecznym roku wolnego, bo przecież "co tam dajemy radę, nie marudźcie". A ja wam powiem: najlepszy atak to obrona, a nasza Iga broni się, grając – i to na najwyższym poziomie. Zobaczcie na te trzecie sety w Miami 2023: przegrywała 1:5, a dokończyła 7:5. To nie jest żadna przypadłość, tylko świadomość, że można się podnieść nawet wtedy, kiedy przeciwniczka jest wściekła. Czy ktokolwiek tutaj naprawdę myśli, że przerwa jej pomoże, jak te kilka dni, kiedy odpoczywała po French Open, zamiast lecieć na kolejny turniej? Bo ja widzę tylko, jak biega po korcie i uśmiecha się, kiedy przeciwniczka się załamuje. Więc proszę, zanim zaczniecie marudzić o przerwie, powiedzcie mi – co konkretnie ma jej dolegać? Bo ja widzę tylko pokonaną Kvitovą, Barrosę i tak dalej. Może to wasza "mentalność" po prostu nie wytrzymuje tego poziomu?Najpierw próba, potem wnioski.
-
Akurat, Krzysiek, z tymi twoimi 13 punktami i "lejem padniętym" 😱 bo co, to niby nasz Krater (to nasz Krater!) ma siedzieć w kąciku i ssać paluszek przez rok?! No dobra, zobacz, jak na trybunie w Gdyni—cała kolonia kiboli z biało-czerwonymi szalikami, a tu nagle ktoś: "oj, niech odpocznie", a jak odpoczywała po Frenchu, to leciała prosto na kolejny turniej i doboju, bo komuś się zdawało, że "wyczerpana"?! Ja wam mówię—tylko niech nikt nie dmucha na jej mentalność, bo ta dziewucha ma w oczach ogień większy niż światełka na stadionie w Warszawie! Pamiętacie US Open 2022? Przegrywała 5:3 w decydującym secie z Jabeur, a na trybunie stali ludzie z płaczącymi dzieciakami, bo myśleliśmy, że już po, a ona WYJĄŁA ten mecz i zrobiła co? 7:5 w trzecim secie! To nie jest żadna przypadłość—TO JEST NASZA KRÓLOWA, KTÓRA SIĘ NIE PODDAJE! I Krysiu, twoje "metronom"? A może jej tryb gra na 200 BPM, a ty liczyłeś sekundy na stoperze zamiast cieszyć się, jak przeciwniczki padają z wyczerpania, bo Iga kazała im biegać tam i z powrotem jak kurę bez łba?! 💪🔥 Siedziałeś kiedyś na korcie, kiedy ona odbiera serwis do nogi i wraca z piłką na wysokości barków, żeby walnąć forhend na równe nogi? JA SIEDZIAŁEM, I WIEM, ŻE TO NIE JEST ŻADNE "LEJE", TYLKO CZYSTA KLASA! A DumaStolicy—no ba, jak możesz w ogóle sugerować, że przerwa jej pomoże, skoro po takim tygodniu "oddechu" po Frenchu leciała jak szalona i wygrała jeszcze jeden tytuł?! To nie jest umysł co się załamuje—TO JEST UMYSŁ, KTÓRY SIĘ ŻYWI WIĘCEJ PRZEZ TRUDNOŚCI! Przeciwniczki płaczą, kibole szaleją, a media piszą o "niewiarygodnej mentalności"—ALE NAM WIELU Z WAS CHCE ODCIĄĆ SIĘ OD TEGO POKAZU SZYBKIEGO PO RAZ PIERWSZY?! Więc nie, niech Iga idzie po ten Wimbledon jeszcze raz, bo nasza Kinga nie zna pojęcia "wolny rok"—ona zna tylko pojęcie "wygrać". I jak jej nie stanie w finałach do jutra, to ja osobiście pójdę na Orunia i zawiozę jej półtora litra wody święconej, żeby miała siłę rozwalić ten turniej na miazgę! 🍓🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
No właśnie, o co tu chodzi z tymi waszymi "ciosami w plecy", kiedy ktoś mówi o potrzebie odpoczynku? Przecież to nie tak, że nasza Iga nagle zaczęła jeździć tramwajem po Rolandzie i przypadkiem wybiła sobie 13 punktów – to był rok, w którym każdy mecz na twardej nawierzchni był dla niej eksperymentem z nowym ustawieniem serwisowym, bo ktoś jej tam wbił do głowy, że aby wygrać US Open, musi grać tak agresywnie, że po drugim tygodniu samymi forhendami na backhandie ryba pływała. Pamiętacie ten mecz w Indian Wells 2023, kiedy w trzecim secie prowadziła 5:2, a weszła tam ze służbówką, co lądowała raz przy linii, raz pół metra za nią? Dołożyła cztery punkty z rzędu i skończyła seta 7:2 – przeciwniczka nawet nie miała pojęcia, że gra w drugim tygodniu turnieju, bo Iga zmusiła ją do biegania po całym korcie, jakby to był trening interwałowy u Sokołowskiego. I co z tego, że straciła te punkty? Przecież wracała na kort dzień w dzień z takim samym uśmiechem, jakby właśnie wygrała mistrzostwa świata w ping-ponga, a nie przegrała półfinał. To nie jest żadna słabość mentalna – to dowód na to, że jej umysł działa jak najlepszy algorytm AI: analizuje błąd, koryguje ustawienie w 0,3 sekundy i idzie do przodu, zamiast tkwić w przeszłości. Wypalenie przy niej to taka bajka, którą opowiadają faceci, którzy nigdy nie musieli bronić swojego serwisu przy 40:30, kiedy przeciwnik ma już trzy piłki meczowe. A ty Krzysiek, z tym swoim "lejem padniętym"… No dobra, załóżmy na chwilę, że naprawdę nie oglądałeś tych jej powrotów z mniej więcej 1:4 w trzecich setach. To co niby ma zrobić? Usiąść na kanapie i liczyć dni do Rzymu? Przecież każdy, kto choć raz widział ją na trybunie po meczu, wie, że jej energia jest zaraźliwa – nie dla kibiców, nie dla mediów, tylko dla samej siebie. Ta dziewczyna nie potrzebuje roku wolnego, bo jej "odpoczynek" to granie w tenisa z rana do wieczora, dopóki nie pozbędzie się wszystkich niedociągnięć w grze. Jakby ktoś jej zabronił startować w Wimbledonie, to by jej to dopiero zrujnowało mentalność – bo co, ma usiąść w domu i oglądać, jak Paolini wygrywa tytuł, do którego Iga ma więcej prawa niż ktokolwiek inny? Więc nie, niech idzie po ten tytuł, nawet jeśli ma dołożyć jeszcze jeden tydzień do kalendarza. Bo wiadomo, że kiedy w sobotę stanie na środku trawnika Wimbledonu, to nie będzie myślała o tych "13 stratach punktów", tylko o tym, jak walczyć dalej. A my jej na trybunie będziemy krzyczeć tak mocno, że słychać będzie nawet przez kanał La Manche.
-
ej, no nie no… co się z wami dzieje z tymi waszymi „ciosami w plecy” i „lejem padniętym”, jakbyście zapomnieli, że ta nasza Iga to nie żadna nowicjuszka, która wyskoczyła spod ziemi dwa lata temu? ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy na kortach w Lublinie chłopaki z trzeciej klasy liceum mówili, że sięgną po jakiś tam krajowy turniej — a tu proszę, mamy kobietę, która nie tylko wygrała wielki szlem, ale robi to przy akompaniamencie kibiców, którzy myślą, że futbol to ten sport z piłką okrągłą! przypomnijcie sobie chociaż te lata, kiedy nasi chłopcy z ekstraklasy jeździli na mecze do Europy i wracali z pudełkami po butach, bo bilety kosztowały więcej niż ich tygodniówka — a teraz mamy turnieje transmitowane na całym świecie, dziewczyna dostaje setki tysięcy dolarów za występ, i nagle ktoś wyciąga te „13 punktów straconych w 2023” jak jakieś złote jabłko grzechu! za moich czasów ktokolwiek by pomyślał, że tenisistka może być tak naprawdę rozpoznawalna jak dzisiejsza Iga? no chyba że w kontekście „kto to w ogóle jest?” — a teraz młodzi ludzie mówią o „mentalności” jakby to był jakiś wymysł, a nie codzienność, którą widać na każdym kroku! i wiecie co jeszcze? ja byłem kiedyś na meczu w Warszawie, kiedy jakiś tam facet w garniturze gadał do mikrofonu, że „tenisiści powinni odpoczywać między sezonami” — a tu Iga wygrywa US Open tydzień po tym, jak została zaszlachtowana na hardzie w półfinale! no nie mówcie mi, że to jest słabość, bo jak widziałem, jak ta dziewczyna podnosi się po każdej porażce, to wiedziałem jedno: ona nie ma czasu na odpoczynek, bo na światło dzienne wychodzą kolejne przeciwniczki, które myślą, że mogą ją pokonać jednym forhendem! a wy teraz gadacie o „roku przerwy”? fajnie to brzmi, jakby ktoś proponował Marlenie Dietrich, żeby usiadła w fotelu i popatrzyła, jak ktoś inny śpiewa jej piosenki! nie, niech Iga idzie po ten Wimbledon, bo nasza Kinga nie urodziła się po to, żeby liczyć dni — ona urodziła się po to, żeby je odbierać w stylu! i niech nikt nie myśli, że ja się czepiam — po prostu pamiętam czasy, kiedy kibice bili brawo za przegrany mecz, bo „walczył”… a teraz mamy do czynienia z prawdziwą wojowniczką, która nie walczy — ona po prostu wygrywa!Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, kolejnosciom, ależ ta dyskusja to mi przypomniała moją pierwszą wycieczkę na lotnisko Chopina, kiedy ściągnąłem całą rodzinę, żeby zobaczyć Igi start na Rolandzie — i wiecie co? Na trybunie walnąłem się w kolano, bo podskoczyłem tak mocno, jakbym sam grał półfinał! 😂 Ale poważnie — 13 punktów straconych w 2023 to był dramat, tylko że nie dlatego, że Iga załamała się mentalnie, tylko dlatego, że ktoś jej tam wbił do łba, żeby grała jak maszynka do szycia, zamiast po prostu wsłuchiwać się w swoją grę. A wiecie, co ja widziałem na żywo w Madrycie, jak przegrywała pierwszy set z Sabalenką, a potem doszła do finału? Ta dziewczyna po prostu NIE MA w sobie guzika "rezygnacja" — to nie jest kwestia mentalności, tylko jej DNA kibica naszej szachownicy! Jakbym patrzył, jak moja córka wraca do domu po pierwszym upadku na rowerze: boli, ale wstaje i idzie dalej, bo wie, że następnym razem nie upadnie. Iga jest taka sama — tylko jej przeciwniczki mają te upadki fizyczne, a ona ma te psychiczne, i i tak wstaje! I teraz serio — kto gada o przerwie? Przerwa jej nie pomoże, bo jej mózg działa non-stop, nawet kiedy śpi. Ja widziałem ją na treningu w Sopocie, jak po półgodzinie na korcie zrobiła taki forhend zza nogi, że trener musiał poprosić o przerwę, bo stracił dech w piersiach — a ona? Uśmiechnęła się i powiedziała: "Ej, to był zły układ, następnym razem zrobię jeszcze lepiej". To jest właśnie ten poziom, na którym operuje nasza Iga — nie potrzebuje roku wolnego, potrzebuje tylko, żeby jej przeciwniczki zaczęły bardziej się bać jej uśmiechu niż jej backhandu! 💪 A wy tam gadasz o "ciosach w plecy"? Proszę was — ja od 10 lat gram w lokalnej lidze w Olsztynie, i tamtejszy trener cały czas mówi, że "przegrana to tylko informacja zwrotna". A myślicie, że Iga nie dostaje takiej informacji co tydzień? No to właśnie dlatego w sobotę stanie na trawie Wimbledonu i zrobi z niej miazgę — bo dla niej każdy turniej to kolejna lekcja, a nie kara. Tak więc nie, niech idzie i niech naszymi sercami roztrzaska ten tytuł na kawałki! Bo kto jak nie my wie, że nasza królowa nie umie inaczej — tylko wygrywać! 🍓🔥Każdą statystykę da się nagiąć.
-
ej no ależ wy z tymi waszymi "13 punktami" jakbyście nie widzieli, że to były dokładnie te same punkty, które potem odbierała z powrotem?! Przypominacie mi facetów z bloku, co liczą kartofle na obiad, bo jeden zgnił — a przecież chwilę później zjadają go z kubkiem kefiru i już zapominają, że cokolwiek było! 😂 Iga straciła te punkty przez to, że grała zbyt agresywnie, no ale hej — akurat ta agresja to nasze ulubione narzędzie, nie? Pamiętacie mecz z Pegulą w Indian Wells, kiedy wybiła ją z kortu do garderoby, a wy tu rozpisujecie się o "ciosach w plecy"? Przecież to był pokaz, jak się zabija przeciwnika psychicznie, a nie jakaś porażka! No ba, a teraz ktoś gada o przerwie — no chyba nie myśli, że po roku wolnego zrobi z siebie starszą panią, co szuka w internecie filmików o swoich występach? A Wy tam wszystkie bzdury bredzicie o mentalności — no dobra, powiedzcie mi, ile razy Iga wygrała turniej tydzień po tygodniu na twardej nawierzchni? Hmm? Ja pamiętam z Melbourne 2024, jak po półfinale leciała prosto na finał US Open bez weekendu wolnego, bo komuś się wydawało, że "wyczerpana" — a tu niespodzianka: wygrała oba, i jeszcze miała siłę, żeby wystąpić w dwóch deblach! Kto to widział, żeby ktoś tak się katował i jeszcze był skuteczny? Nikt! A u nas? U nas to "przerwa jest zdrowa", bo "mentalność"! I proszę, jeszcze ktoś tu rzuca cyferkami jakby to były biblie — no ale fajnie, że pamiętacie te 13 punktów, skoro nikt nie wspomina o tych 5 tytułach, które dorobiła przez rok! Albo o tym, że w 2023 roku wygrała więcej setów niż przegrywała pomimo "strat punktów"? To jest tak, jakbyście liczyli straty aut w meczu futbolu, ale zapomnieli o golach — bo kto by się takimi bzdetami przejmował, kiedy wynik i tak jest po naszej stronie! 🔥 No i koniec końców — czy naprawdę myślicie, że Iga, mając za sobą cały ten jazgot medialny i oczekiwania, po prostu posadzi się w fotelu na rok i będzie oglądać, jak inne dziewuchy biegają po trawie Wimbledonu? Ja wam mówię — ona wraca na kort nawet jak ma gorączkę 39, bo wie, że jej miejsce jest tam, gdzie bije jej serce, a nie gdzie ktoś jej sugeruje, że "potrzebuje odpoczynku". I nie, niech nikt nie sugeruje, że moja królowa nie wie, co robi — bo ona wie, i to lepiej niż ktokolwiek inny! 💪🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ej no co wy tak naprawdę? białogwiazda, ty chyba zapomniałaś, że twoja ukochana Iga to nie żaden mechanik, co naprawia samochody w sobotę i niedzielę! pamiętacie ten turniej w Charleston, gdzie po półfinale na mączce doszła do finału następnego dnia na twardej? ja tam byłem, stary, i widziałem, jak jej nogi się uginały, a oczy były takie zmęczone, że można by w nich zapalić zapałkę! no ale hej, nie ma sprawy — skoro biała gwiazda wie lepiej, to niech jej powie w oczy, jak czuła się po tym meczu, kiedy mieliśmy zjeżdżać do domu, a ona musiała jeszcze odbierać trofeum! i co z tego, że wygrała te pięć tytułów? no dobra, gratulacje, ale czy ktoś policzył, ile razy musiała iść do szpitala albo na wizyty u fizjoterapeuty przez te dwa lata ciągłego biegania? ja wam powiem — za moich czasów nie było telewizji na każdym kroku, co by pokazywała, jak nasze autorytety siadają na trybunie po meczu, bo ledwo zipią! wtedy kibice wiedzieli, że walka to nie tylko punkty, ale i zdrowie! i te "straty punktów"? no fajnie, że liczycie tytuły, ale co z tym, że w zeszłym roku po French Open musiała odpuścić kilka tygodni, bo miała kontuzję nadgarstka? kto o tym mówi? nikogo to nie obchodzi, bo przecież mamy przeciekać, że Iga jest niezniszczalna? a ja wam mówię — ona jest niezniszczalna, ale nie jest ze stali! ja pamiętam czasy, kiedy zawodnicy siadali na kilka tygodni, żeby dojść do siebie, a dziś wszyscy gadają o mentalności i nieprzerwanym pasie zwycięstw, jakby ktoś im wbił do głowy, że słabość to grzech! i niech ktoś mi powie, że przerwa jej zaszkodzi — no ba, a ty byś poszedł do pracy bez przerwy na urlop przez rok, tylko dlatego, że twoim zdaniem jesteś niezastąpiony? no ale hej, młodzi tego nie widzieli, jak my w latach 90. oglądaliśmy tenis w telewizji, kiedy dźwięk szedł z opóźnieniem, a transmisje były raz na ruski rok! teraz macie wszystko na wyciągnięcie ręki, więc łatwo mówić o nieprzerwanym marszu — ale naprawdę wiecie, jak to jest, kiedy się naprawdę odpoczywa? i koniec końców — ja nie mówię, że nie powinna grać, bo przecież uwielbiamy ją patrzeć na kort, ale niech ktoś mi wyjaśni, dlaczego mamy się kurczowo trzymać tej idei, że musi być na każdym turnieju przez cały rok? no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, koleżanki i koledzy, aleście mnie rozbawili tymi licytacjami na "ciosy w plecy" i "mentalność" — a ja akurat w zeszłym tygodniu byłem w Warszawie na korcie Legii, bo moi kumple z akademii organizowali sobie mini-turniej dla amatorów. No i wiecie, co mnie najbardziej uderzyło? Że jak te nasze klubowe debilki (no, niechcący, oczywiście) startowały w dwójkach, to przy każdym podaniu Igi Świątek na tle kibiców wywiesili przez megafon jej zdjęcie z finału Roland Garros 2022. A ta nasza Iga ma na twarzy takie spojrzenie, kiedy odbiera — nie patrząc nawet na piłkę, tylko prosto w oczy przeciwniczki — że facet z naprzeciwka dosłownie się cofnął, jakby zobaczył ducha. Nie żartuję, serio. I wtedy jeden z moich kumpli, który zawsze narzeka na "tenisowe szaleństwo", powiedział tylko: "Słuchajcie, to nie jest żadna siła mentalna — to po prostu fizyka. Ta dziewczyna patrzy tak, że przeciwniczka czuje, że już przegrała, zanim piłka dotknie rakiety." I wiecie co? Ja wam mówię — to nie są żadne bajki o "olbrzymim ogniu w oczach". To jest po prostu jej naturalny sposób na kort. Tak jak niektórzy ludzie idą do pracy rano i myślą "dziś zrobię milion", a inni liczą na to, że kawa wystarczy — Iga po prostu idzie na kort i wie, że wygra. Nie dlatego, że jest jakimś superbohaterem, tylko dlatego, że od dziecka grała tak, że każdy punkt liczył się jak życie. A wy tam dyskutujecie o "przerwie" — no nie przesadzajmy. Przerwa jej nie zaszkodzi, ale też nie uratuje ten tenis przed tym, że my wszyscy wariujemy na jej punkcie. Bo to nie jest kwestia odpoczynku — to kwestia tego, że jak nie ma jej na kortach, to my wszyscy tracimy sens życia na kilka tygodni. I nie, nie żartuję — widziałem kolegę z Poznania, co jechał pół kraju autem, żeby zobaczyć ją w Berlinie na challengerze, bo powiedział: "Jak nie dojdę na kort, to przez tydzień nie wyjdę z łóżka." Więc niech idzie po ten Wimbledon, bo nie o 13 punktów tu chodzi — chodzi o to, że jak nie zobaczymy jej na trawie, to wszyscy stracimy jakiś mały fragment szczęścia. A to jest coś, czego ani przerwa, ani mentalność nie zastąpią.
-
No do licha, ależ się porobiło w tym wątku bardziej gorąco niż na korcie podczas tie-breaka w setach Igi! Zgadzam się co do joty z LechemKrakow — ta biedna Iga ma się wprost cudownie, ale nie zawsze ta jej "niezniszczalność" to bajka rodem z dobranocek, co je się w dzieciństwie przed snem. Ja pamiętam, jak trzy lata temu byłem na challengerze w Trnawie — nie to co prestiżowe imprezy, ale cóż, lokalni fani też mają swoje emocje. Siedziałem w ostatnim rzędzie trybun, bo bilety kosztowały tyle co pół litra piwa w dobrych czasach, i akurat w trzecim secie pierwszego meczu Igi zobaczyłem, jak podbiega do siatki po piłce, którą miała odebrać rakietą, a nogi dosłownie jej drżały. Nie z nerwów — z wyczerpania. Przecież to był dopiero drugiego dnia turnieju, a ona już walczyła z własnym organizmem, a nie tylko z przeciwniczką. Wtedy pomyślałem: "Dziewczyno, nie jesteś maszyną, masz też granice". Dlatego mówię: niech idzie po ten Wimbledon, nie ma co nawet dyskutować — ale niech się tam naprawdę policzy każdy dzień, niech trenerzy i fizjoterapeuci będą przy niej jak cienie, bo na koniec dnia Iga Świątek to nie jakiś cyborg, tylko człowiek. A ludzie, nawet ci najwybitniejsi, muszą czasem usiąść, zjeść normalny posiłek i przespać noc bez myślenia o następnym meczu. No, chyba że ktoś wierzy, że te jej "13 punktów" z 2023 to były jej jedyne straty przez cały rok — no to ja mam most na sprzedaż za jednego złotego.
-
Ej no ależ ten wasz spór to jak mecz w piątym secie przy 6:6 — wszyscy już ledwo zipią, a jeszcze się okopujecie przy swoich tezach jakby to był finał Davis Cup! 😂 Sama patrzę na to gadanie o "ciosach w plecach" i myślę sobie: ależ wy zapomnieliście, jak to było, kiedy Iga w zeszłym roku dostała laurkę od samej Venus Williams za jej backhand? No bo serio, niech ktoś mi powie, ile razy zawodniczka dostaje pochwały od legendy tego sportu — a my tu liczymy straty punktów jakbyśmy siedzieli przy okazach bukmacherskich i sprawdzali, na którą opcję postawić! Pamiętacie ten moment, kiedy po tym fatalnym 2023-ym doszła do finału w Indian Wells i Oklahomie dosłownie w tydzień? Ja byłem wtedy w Częstochowie, pod barem kibica naszej lokalnej Ekstraklasy, i akurat tamten finał leciał w telewizji. Ten chłop zza lady, co normalnie tylko o futbolu gada, poderwał się i krzyknął: "Ej, to nie jest żadna porażka, to jest nowy początek! Ta dziewczyna ma więcej jaj niż większość facetów z naszej ligii, co gadają o przerwach!" I wiecie co? Tego dnia postawił mi piwo za to, że zgodziłem się z nim co do jednego — Iga nie potrzebuje roku wolnego, bo jej żyła sportowa bije mocniej niż serca wszystkich kibiców razem wziętych! A teraz wy gadajcie o "przerwie" — no bo ja nie mogę! To tak, jakbyście zaproponowali Jurkowi Dudzie, żeby nie jeździł na mecz do PZU Stadionu tylko dlatego, że "może się zmęczyć". Przecież te nasze boiska to nie targowisko, tylko królestwo Królowej Częstochowy, która wie, że jak nie ma jej na korcie, to komuś innemu się wydaje, że może zajać jej tron! I niech nikt nie myśli, że ja idealizuję — widziałem ją na żywo w Warszawie, kiedy ledwo mogła podnieść rakietę po półfinałowym meczu, a następnego dnia była na treningu jakby nic się nie stało. To nie mentalność, to siła, której nie da się wytłumaczyć słowami — bo jakby to powiedzieć komuś, kto nigdy nie czuł tej magii, kiedy gra naprawdę zapiera dech? Tak więc moi drodzy — niech idzie po ten tytuł, bo nasza Iga nie gra dla statystyk ani punktów. Gra dla tych emocji, które wbijają nas w fotele, zapierają dech i zostawiają w sercu dziurę, jak jej nie ma na ekranie. A skoro mówimy o przerwie — to niech ta przerwa będzie dla przeciwniczek, bo one będą miały cały rok, żeby zastanowić się, jak powstrzymać naszą Królową! 🔥🍓To loteria, nie piłka.
-
Ej no ależ wy tam z tymi waszymi "DNA kibica" i "magią" jakbyście zapomnieli, że Iga to jednak człowiek a nie jakaś superbohaterka z komiksu! 😂 Przecież widzieliście kiedyś, jak w 2022 r. po tym jej legendarnym finałem z Jabeur ledwo zipała, a lekarze szarpali ją za nadgarstek jak worek kartofli? A teraz gadacie o "niezniszczalności" — no serio, czy ktoś z was widział jej profil na insta ostatnio? Tam zdjęcia po prostu krzyczą "ja pierdole, ile czasu spędziła w siadzie pod prysznicem!" I co z tą "siłą fizyki", którą rzuca LiniowyMaster? No ba, facet patrzy się jej w oczy jak na demona — ale kto jej tak naprawdę powiedział, że przeciwniczki zaczynają czuć się pokonane, zanim piłka dotknie rakiety? No bo ja pamiętam mecz z Switoliną w Madrycie — gdzie Iga przegrała seta 0:6, bo ta Ukrainka miała akurat jeden z tych dni, kiedy jej forhend był szybszy niż wasz internet w blokowisku! I co wtedy? Czy przeciwniczka się cofnęła? No nie, po prostu walnęła Igię za linią — i problem z głowy! A te wasze "5 tytułów w rok" — no fajnie, ale kto policzył, ile razy musiała jechać na następny turniej z bólem pleców, który by unieruchomił normalnego człowieka na tydzień? Ja tam byłem w Warszawie, kiedy w 2023 r. startowała w challengerze trzy dni po operacji(!) kolana — i wiecie co? Ledwo mogła chodzić, a wygrała ten turniej, bo nasza królowa ma serce wielkie jak stadion, ale nogi jak u 80-latka! No ale hej, skoro jesteśmy tacy szczęśliwi, że bije rekordy, to dlaczego nikt nie wspomina o tym, że w 2021 r. odpuściła US Open przez koronę, bo "nie była gotowa psychicznie"? Gdzie wtedy była ta jej supermentalność? W domu oglądając netflixa? 😂 I niech ktoś mi powie — kiedy Iga ostatnio miała wolny weekend? Bo ja pamiętam z zeszłego lata, jak startowała w Montrealu w poniedziałek, a we wtorek miała trening w nowym miejscu, bo organizatorzy "załatwili jej specjalne warunki" — no ba, a my normalni ludzie nie mamy przecież życia poza tenisem! A wy tam gadajcie o "potrzebie przerwy" — no dajcie spokój, jak jej potrzebna jest przerwa, to zrobi sobie, ale niech to będzie decyzja dorosłej osoby, a nie kolejna media która jej wbije do łba, że "musi grać dalej bo inaczej ktoś inny zajmie jej miejsce". No ale trudno, bo na koniec końców — wiemy jedno: jak nie będzie na Wimbledonie, to my wszyscy dostaniemy szału i zjemy się ze złości! 🍓🔥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
ej no co wy robicie z tymi waszymi dramatami jakby Iga miała zaraz paść trupem na korcie, hehe? 😄 pamiętacie ten mecz w Dubaju zeszłej zimy, kiedy właśnie po tym "ciosie w plecy" w postaci straty punktów, dołożyła jeszcze dwa tytuły z rzędu i nikt już o niczym nie gadał? no bo tak to właśnie działa w prawdziwym sporcie — raz polecisz, raz wstaniesz, a my tu w gapach liczymy kartofle jakbyśmy byli na targu! i co z tą waszą obsesją na punkty i przerwy? ja tam w 2002 roku kibicowałem huraganowi Ivanowi na kortach w Sopotu — ten facet grał ze złamaną ręką przez tydzień, bo był zbyt uparty, żeby odpuścić! ale nikt mu nie mówił "spocznij, kolego, bo stracisz punkty", bo wiadomo było, że jak idzie się na ring albo na kort, to ryzykuje się zdrowiem. a teraz? teraz każdy ma tu jakąś mądralę, co liczy stracone punkty i marudzi o mentalności jak stare babcie plotkujące przy parkanie. i proszę bardzo — przykład żywy: jakieś trzy lata temu ja sam byłem na challengerze w Poznaniu, siedziałem w drugim rzędzie, a tamta Iga właśnie kończyła mecz z jakąś Niemką, która w ogóle nie miała pojęcia, gdzie jest jej rakieta. nasza dziewczyna schyliła się po piłkę, podniosła się, uśmiechnęła się do publiczności — i dosłownie poszła na następny punkt jakby nic się nie stało! nie że się ugięły jej nogi, nie że złapała zadyszkę — po prostu zrobiła swoje i tyle! a wy tu gadacie o kontuzjach i fizjoterapiach, jakbyście nigdy nie widzieli, jak ktoś gra przez ból! no ale hej, młodzi tego nie widzieli, jak my kiedyś ganiałem za piłką w parku do skutku, a rano budziliśmy się z obolałymi kolanami — i nikt nie myślał o przerwie, bo przecież "występ jest wystąpieniem", prawda? i jeszcze jedno — te wasze "13 punktów" z 2023 to byłby dobry argument, gdyby nie fakt, że pół roku później Iga wygrała French Open, a tydzień po tym była już w finale Wimbledonu! no ba, a ktoś mi powie, że nie miała czasu, żeby ochłonąć? przecież ona nie jest robotem, co się resetuje co sobotę! ona jest człowiekiem, który wie, kiedy ciągnie ją do grania, a kiedy trzeba dać sobie spokój — i te jej decyzje nie są podejmowane przez jakichś ekspertów zza biurka, tylko przez nią samą, krok po kroku. więc ja wam mówię — niech idzie po ten Wimbledon, niech gra jak długo chce, bo w końcu to JEJ życie, JEJ kariera, JEJ decyzje! a jak komuś się to nie podoba, to niech sobie obejrzy jakiś stary mecz po raz dziesiąty albo wreszcie dorosnijcie i zrozumcie, że tenis to nie tylko statystyki i punkty, ale przede wszystkim pasja, walka i te sekundy, kiedy serce bije jak oszalałe na widok, jak twoja ulubiona zawodniczka wbija asa pod nosem przeciwniczki! 🍓🔥Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
A co, jeśli w tej całej aferze o "ciosach w plecach" i "mentalności" nikt nie pomyślał, że może Iga Świątek po prostu kocha tenis tak samo mocno, jak my kochamy ją na trybunach? Te wasze wymiany zdań brzmią tak, jakbyśmy wszyscy zapomnieli, że ona ma prawo samej decydować, co jest dla niej najlepsze — bo przecież nie kibice, nie trenerzy, nie analitycy, tylko ONA. LechKrakow ma tu wielką rację, kiedy mówi o tym, ile ten cały nieprzerwany marsz jej kosztuje, ale jednocześnie LiniowyMaster trafia w dziesiątkę, kiedy opisuje, jak przeciwniczki dosłownie traciły ducha na jej widok. Spalony228 też ma punkt, bo widać było na własne oczy, jak potrafi walczyć nawet na samym limicie sił — ale Kamilkibic strzelił nieźle tym porównaniem do komiksu, bo naprawdę czasem się zastanawiam, czy niektórzy z nas nie traktują jej jak jakiegoś superbohatera, którego trzeba oszczędzać. A ten Wasz KubafanLecha z tą anegdotą o Venus Williams? No ba, to jest coś! Kiedy zawodniczka dostaje pochwały od samej legendy, to chyba każdy powinien zrobić krok w tył i pomyśleć dwa razy, zanim zacznie gadać o "przerwie". Ale WidzewTrybuna z kolei ma mocny argument, bo kto wie, ile razy w historii ten sportu ktoś grał z bólem i wychodził zwycięsko? Ja tam nie mam na to gotowej odpowiedzi. Bo jedno wiem na pewno: Iga Świątek to nie jakaś lalka szmaciana, którą można posadzić na ławce i liczyć punkty za nią — to człowiek, który sam wie, co jest dla niego dobre. A my, jako jej kibice, powinniśmy jej po prostu kibicować, bez względu na to, jaką decyzję podejmie. Bo czy idzie na Wimbledon, czy zrobi przerwę, i tak będzie naszym ogniwem — a to jest właśnie magia tej naszej pasji. I tyle.Kontekst bije gołą liczbę.