Kort
25.08.2026, 08:27 Zaloguj Rejestracja

Czy Iga powinna grać na Rolandzie Garros nawet jak nie będzie miała szans na mecz z numerem jednym?

club debate Strefa fanów Iga Świątek Iga Świątek 17 postów ·49 wyświetleń ·Utworzono: 26.06.2026 10:34
Iga Świątek
A kurcze, ależ ten Roland Garros to coraz większe cyrk zamiast tenisem! Wszyscy się dziwią, że Iga nie rzuca się na ring jak gladiatorka, a tu proszę – jeden zadaniem mniej. Osobiście pamiętam mecz z 2023, gdzie ledwo zipała w trzecim secie przeciwko tej napuszczonej Portorykance, a i tak wygrywała na cud. Czy teraz mamy myśleć, że jak nie trafi na Swietolkę albo Gauff, to zaraz zrobi sobie samobójstwo na korcie? 🤡 Bo serio – co niby ma zrobić? Siedzieć w szatni i liczyć fiołki na odżywkę dla stawów? Dość tej histerii, że każdy jej ruch jest analizowany pod mikroskopem. Albo wygra, albo nie – ale walczenie do upadłego to jej znak rozpoznawczy. Tylko co? Że przegra z kimś, kto i bez numerków by ją wykończył? Też mi dramat. Albo lepiej – niech idzie tam i nabiże mordę jakiejś niezadowolonej widowni, co wolałaby widzieć Ciocia Halina z polskiej wsi zamiast bijącym sercem tenisowym spektaklem. 😂
KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 26.06.2026 10:34

17 postów

  • Słuchajcie, facet, ależ Krzyś się dzisiaj rozjuszył, jakby to on sam stał w szpagacie na korcie o 15:00 z siatką w tle. Ja tam pamiętam ten mecz z Portorykanką – Iga miała gorszą passę cały tydzień, nogi jak z ołowiu, ale jednak wygrała. Czemu niby teraz miałaby odpuścić? Bo akurat w rankingu nie ma Swietołki albo Gauff? A co z tymi setkami dziewczyn, które wracają do domu z GC po porażce w pierwszej rundzie? Skoro gra jak równy z równym z każdą, to dlaczego miałaby oszczędzać siły na "gorszego" przeciwnika? Przecież nikt nie daje jej punktów za to, że nie wystąpi – a jak się dziś nie podejmie, to jutro ktoś inny będzie gadał, że "nie walczyła do końca". Ćwiczyć stawy można równie dobrze w Bazylei następnego tygodnia. I jeszcze jedno – pamiętajmy, że każdy wielki turniej u niej to nie tylko tenis, ale i emocjonalna huśtawka. Co, żebyśmy mieli ją kryć, gdyby jutro wypadła z pięknym meczem, który podniósłby jej pewność siebie? Przecież to przez takie momenty wyrasta się na legendę, a nie przez podliczanie, kto jest numerem sto pięćdziesiątym.
    Iga Świątek tennis player
    Najpierw próba, potem wnioski.
    WI WislaTrybuna Nowicjusz 26.06.2026 13:26 Cytuj
  • No ale pytanie jest retoryczne czy serio? Bo wiadomo, że Iga nie zrezygnuje przez jakieś tam numerki na papierku! 🔥 Mamy ją od lat, jak leciła z pierwszego meczu w Melbourne i wracała jakby nic nie było, a tu nagle mamy biadolić, że "no ale może jak nie będzie top3 to nie powinna"? Siema, bracie, pamiętasz chociaż ten finał w 2020? Jak przyszła jakieś 50 w rankingu i SPALIŁA wszystkich dookoła, nawet Halep? A teraz się martwimy, że nie trafi na Swietolkę albo Gauff? Ja pierdole, toż my kibicujemy jej, bo jest nie do zatrzymania! Albo walczy do upadłego, albo walczy do upadłego – cała Iga w jednej paczce! 💪 No ale trudno, trochę tu snobizmu się roi wśród tych co "analizują" instead of just enjoying the show. Każdy jej mecz to nie tylko tenis – to spektakl, pasja, walka na własnych warunkach! Jeśli jutro podejdzie, wygra albo nie, ale da z siebie wszystko – to jest właśnie to, co nas kręci. A jak nie podejdzie? No to jeszcze jeden mem o tym zrobią, no ale nie nasze zmartwienie! 😂 Ja tam mówię – niech leci z koksem w kieszeni i walczy, bo jak nie ona, to kto? Inna osiemnastolatka? Proszę bardzo, niech się bawią! 😱
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    GR GrzesiekRakow39 Nowicjusz 26.06.2026 14:14 Cytuj
  • A patrzcież no – zdaje się, że Grześ właśnie wsadził palec w sznurówkę waszej dyskusji jakby to był rozpinany but i nie odpuści, póki ktoś nie powie „wiem”. A wiecie, dlaczego ja cały czas powtarzam w głowie ten finał z Melbourne? Bo tam Iga weszła na kort jako numer 30 i wyszła stamtąd z kubkiem, nie pytając nikogo o zdanie. To nie było pytanie „czy powinna walczyć”, tylko pytanie „jak mocno ma cięgnąć, żeby dojść do końca”. A teraz mamy okrągłe liczby, rankingi i nerwowe roztrząsanie, kogo spotka, a kogo nie. Ja rozumiem, że emocje grają, ale kurczę – ona od ośmiu lat wciska nam tym swoim dryblingiem i bekhendem, że najlepsze nawet, gdy nie ma „łatwego” losu. Kiedy się jej powiedziało, że przegra, bo przeciwniczka ma lepszy serwis albo wiatr jej działa na nos, ona po prostu albo wypluła ten mecz z ust, albo go wygrała i zapomniała. Pamiętacie przecież ten turniej w Madrycie kilka tygodni temu, kiedy przywieziono ją na wózku? Siedziała na nim pół finału, bo nogi jej drżały jak galareta, a trzeciego dnia rzuciła się na korcie jak szalona i wzięła całą imprezę. Czy ktokolwiek wtedy pytał, kogo spotka w finale? Nie. Bo nikt nie pyta Igi Świątek, co powinna robić – ona zawsze robi to, co jej w duszy gra, i albo bije przeciwnika, albo bije samą siebie, ale walczy. No i jeszcze jedno – Krzyś, ty dajesz nam ten cytat o „portorykańskim cyrku”, ale pamiętaj, że tamten mecz nie był cyrkiem, tylko jej pieprznięciem geniuszu. Z tym stanem fizycznym, z tymi nogami w watę, potrafiła w trzeci set odebrać każdego punktu, jakby miała w kieszeni magiczną formułkę. Jak teraz miałaby odpuścić, bo akurat nie będzie Swietołki albo Gauff? Przecież te dziewczyny nie są dla niej tajemnicą – one ją znają, a ona je zna. Walka to nie sprawdzian z numerologii, tylko ze słowem „do samego końca”. I jeśli jutro podejdzie, to albo spadnie, albo wygra, ale nie da się powiedzieć, że zrobiła ze sobą kruka – bo ona kruki robi sobie w głowie, nie na korcie. Mówicie, że „co niby ma robić, siedzieć w szatni?”. No właśnie – niech siedzi i liczy fiołki, albo niech wali na ring i da nam jeden dzień spektaklu, który zapamiętamy na lata. Bo kibicujemy jej nie za ranking, tylko za to, że nie oszczędza siebie i nas. Reszta to szum.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 26.06.2026 15:45 Cytuj
  • no ale cóż – pamiętacie te lata, kiedy była moda na to, że „kobiety na kortach to tylko dekoracja” i jaką fuzję dostawaliśmy za sam fakt kibicowania dziewczynom, które grają jak dzicy? a teraz mamy taką, co bije rekordy jeden po drugim i nadal słychać te szepty: „no ale niech oszczędza się na tym i tamtym”. za moich czasów na mój ulubiony mecz w sosnowieckiej hali przychodzili starzy bywalcy z fajkami i gadali, że „dziewucha to na korcie stoi i gra, albo nie stoi wcale” – i że kto chce obserwować tenis, nie rankingi, ten powinien to właśnie widzieć. teraz mamy igę, która robi dokładnie to samo: albo bije przeciwnika, albo bije samego siebie, ale na oczach całego świata. pamiętam, jak jeszcze na juniorkach w warszawskiej „orbicie” gramoliła się po schodach z torbami pełnymi szortów i rakiet, żeby zdążyć na swój debel – nie pytając nikogo, czy „dzisiaj to się opłaca”. i proszę – dziś mamy ją w paryskich purpurach, z tą samą miną, że „ja tu jestem, żeby grać, reszta to wasze problemy”. więc co, mamy teraz mówić jej: „idź, usiądź i nie psuj cyrku rankingowy?”. niech sobie siedzi w szatni, liczy tabletki na stawy, i czeka na „łatwy” los, który akurat w paryskim klimacie się nie trafia? kurczę, za moich czasów na macie walczyliśmy do samego końca, bo wiedzieliśmy jedno: albo dasz z siebie wszystko, albo jutro ktoś ci powie, że „nie masz krwi w żyłach”. i właśnie dlatego igę kochamy – bo ona nie oszczędza ani siebie, ani nas. jeśli jutro pójdzie i przegra, to przynajmniej wiemy, że zrobiła wszystko, co mogła. a jeśli wygra, to znowu dostaniemy w kość, że „jest numerem jeden i ma prawo do luksusu”. no ale zobaczymy.
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 26.06.2026 17:02 Cytuj
  • Ależ ten Wasyl widział kiedykolwiek, żeby Iga zrobiła coś innego niż walić na ring i walczyć jak szalona? Siedzę sobie na kanapie z kubkiem herbaty, patrzymy z żoną ten transmisję z Madrytu sprzed kilku tygodni – no i co? Gdyby wtedy ktoś jej powiedział „słuchaj, Igo, masz nogi jak z ołowiu, to może nie dzisiaj?”, to by się chyba popłakała ze śmiechu i rzuciła rakietę w lustro! To nie jest pytanie czy powinna grać – to jest pytanie kto ma odwagę jej powiedzieć, żeby nie szła walczyć! Bo my, kibice, nie kibicujemy rankingom, nie kibicujemy numerkom na papierku – kibicujemy widowisku, które nam daje! Jak jutro podejdzie i przegra z jakąś Wietnamką, której nikt nie zna, to i tak będzie to najbardziej emocjonujący mecz sezonu, bo wiemy jedno: ona wychodzi z tego kortu i dała z siebie wszystko, nawet jakby nogi miały odpaść! A teraz koleś Krzyś coś tam pisze o cyrku i Portorykance – ale wiecie co? Tamten mecz był nie o tenis, tylko o to, że Iga ma w sobie jaja wielkości piłki do koszykówki! To jest jej DNA, jej znak firmowy, i jakby miała teraz odpuścić przez jakieś rankingowe bzdury, to sam się zapytam: po co w ogóle ją kochamy? No i jeszcze jedno – jakby jutro miała trafić na Swietołkę albo Gauff, to super, fajnie, ale jak nie, to co? Siedzieć w szatni i liczyć tabletki? Przecież to by było gorzej niż jakbyśmy ją zobaczyli w finale z kimś, kogo obdarzyliśmy sympatią! Ja tam mówię: niech leci, niech bije, niech się namęczy, niech da z siebie wszystko – bo jak nie ona, to nikt inny nie da nam tej dawki adrenaliny, która sprawia, że w niedzielę budzimy się z motylem w brzuchu i myślimy „ależ ja kocham ten sport”! 💸🔥
    Iga Świątek tennis trophy
    Każdą statystykę da się nagiąć.
    AR Arbiter_Enjoyer93 Nowicjusz 26.06.2026 17:42 Cytuj
  • No dobra, a co niby mam powiedzieć... że wszyscy jesteście w błędzie albo co? 😂🔴 Ciekawe, czy LechKrakow pamięta te wszystkie razy, jak Iga wracała do szpitala z kortów w takim stanie, że sama nie wiedziała, jak się podnieść... A jednak zawsze wychodziła następnego dnia z miną, że "wszystko gra, idziemy dalej". No ale kurczę, to też jest fajne – facet ma chyba za dużo sentymentu, skoro porównuje juniorki do dzisiejszej Igi. Te czasy były ciężkie, ale nie zapominajmy, że dziś mamy drugie tyle kamer, prasówek i analityków, co wciskają jej co chwila "musisz oszczędzać na ten turniej, tamten..." a ona i tak wbija nas w podłogę! I jeszcze Arbiter_Enjoyer93 pisze o jej jajach, no dobra, fajnie, ale co z tego, że wbija się w ścianę co chwila? Jakby jutro doszła do trzeciego setu z kimś z dołu stawki i zaczęła bredzić na głos, że "no nic, już po mnie", to co? Wiwatować? Krzyczeć "dajesz radę, Igo!" bo walczy, nawet jak idzie na miny? Ja tam wolę, żeby raz na jakiś czas odpuściła, złapała oddech, niż żeby leciała tam i zrobiła sobie kruka na oczach całego świata przez tę swoją przeklętą zasadę "walczę do upadłego". A FaulGate mówi o Madrycie, że niby weszła na wózku, a za trzy dni wygrała cały turniej... no ale zapomniał wspomnieć, że tydzień później leciała do Rzymu i wyleciała w pierwszej rundzie, bo nogi odmówiły współpracy! To nie jest tak, że ona ma magiczną formułę na bycie niezniszczalną – ona ma chęci, ale fizyka jest fizyką. Ile to razy mówiliśmy jej, że "odpocznij, nałóż lód, daj czas"? A ona wali na ring i co? Rekordy bijemy, ale ciało też ma swoje limity... Tak więc nie, nie zgadzam się z tym, że "jeśli nie wystąpi, to będzie kruk" – bo co, jakby dzisiaj zapadła decyzja, że nie startuje, to mielibyśmy dwa tygodnie gadania, że "nie walczy do końca"? No kurczę, to jest sport, a nie terapia psychologiczna! Walka do upadłego to fajny slogan, ale naprawdę, nie każdy mecz musi być walką na śmierć i życie... czasami trzeba odpuścić, zebrać się w sobie i wrócić z czymś lepszym niż tylko kontuzją! 💪😱
    Swoich się nie zostawia.
    SE SercemZnaZawsze Nowicjusz 26.06.2026 19:31 Cytuj
  • a widzisz, serce mi pękło, jak to czytałem, że niby Iga powinna odpuścić, bo coś tam za tydzień będą w Rzymie i potrzebuje lodu pod nogi? ta dziewczyna od ośmiu lat gra jakby miała w kieszeni baterie droidów z *gwiezdnych wojen* – pamiętacie przecież te jej walki w australijskim upale, jakby nie czuła temperatury? no ale teraz mamy ekspertów od oszczędzania sił, którzy pewnie jeszcze nigdy nie widzieli jej meczu na żywo, bo siedzą w domach i liczą wam szanse na papierku. a jak chodzi o te jej "kruki na oczach całego świata" – no to naprawdę fajna bajka, tyle że zapomniałeś o dwóch rzeczach: po pierwsze, nikt nie ogląda jej meczów, żeby zobaczyć kruka. oglądamy po to, żeby zobaczyć, jak wbija serwis 200 km/h do drugiej linii albo wyciąga bekhendem piłkę spod nogi sędziego! po drugie, to nie jest tak, że ona idzie na kort i walczy sama z sobą – ona wychodzi tam, żeby nam dać spektakl, i tyle. jak jutro podejdzie i przegra z kimś, kogo nikt nie zna, to i tak będzie to najbardziej widowiskowy mecz sezonu, bo wiemy jedno – ona dała z siebie wszystko, a my dostaliśmy emocje na własne oczy. a co do tych waszych "analiz" zza biurka – no kurczę, ja pamiętam czasy, kiedy na trybunach krzyczeliśmy "dawaj, Igo!", a nie "oszczędź się, Igo!". teraz mamy rankingi, które zmieniają się jak pogoda w karpackiej kotlinie, i nagle wszyscy wiedzą lepiej od niej, co powinna robić. a przecież to jej nogi, jej ciało, jej decyzja! jakbym słyszał starego Bekera, co mówił w jednym z wywiadów: "tenis to nie fizjoterapia, tylko walka" – i tak jest właśnie u nas. no i jeszcze ten twój przykład z Rzymem – no dobra, przegrała, ale wiecie co? tydzień później była w Madrycie i buchnęła cały turniej jakby nic się nie stało! a tobie co, jakbyś jutro przyszedł do pracy i powiedział "dzisiaj nie mam siły, odpuszczam"? otóż nie odpuszczasz, bo jesteś dorosły i masz obowiązki. a Iga nie jest dorosła – jest najlepsza na świecie i ma obowiązek dawać nam ten show, który kochamy! więc nie, niech nie odpuszcza. niech bije, niech lata, niech wbija nam emocje do głowy raz jeszcze. a jak jutro zobaczymy ją w trzecim secie na kolanach? no to przynajmniej wiemy, że nie oszczędzała siebie ani nas. i tyle. reszta to gadanie.
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 26.06.2026 20:57 Cytuj
  • Akurat wczoraj gadałem z kolegą, który był w Warszawie na spotkaniu z Igo podczas promocji jej książki – no i powiedział mi taką rzecz, że aż się uśmiałem. Otóż opowiadał, jak podejść miała do stoisku z podpisaniem, a tam tłum ludzie, dziennikarze, kilka osób z komitetu organizacyjnego... A ona? Wchodzi, kiwa głową na powitanie i mówi do tych facetów z komitetu: „Słuchajcie, jutro muszę być gotowa na trening o 8, bo w Rzymie mam ważny sparing, więc dziś nie mogę ciągnąć się za długo”. I dosłownie po tych słowach wzięła długopis i pognała przez kolejkę jakby jej ktoś za dupsko dawał. Żaden „odpoczynek”, żaden „liczenie dni do RG” – tylko „muszę być jutro na treningu”. A potem ten sam człowiek, co mi to opowiadał, widział ją jeszcze w mediach tego samego dnia, jak odpowiada na pytanie o plan tygodnia: „Mecz w Rzymie, potem turniej w Madrycie, a w międzyczasie muszę zaliczyć wizytę u fizjoterapeuty, bo nogi same do mnie nie przyjdą”. Ani słowa o rezygnacji z czegokolwiek, ani o „oszczędzaniu sił” na papierku. Po prostu gra jak szalona i kombinuje, jak by tu jeszcze jeden kort dorzucić. I teraz ktoś mi tu mówi o „krukach na oczach świata”? Że niby ma odpuścić, bo akurat nie trafi na topkę? Przecież ona co tydzień gra z kimś, kogo nikt nie zna – i wiecie co? Wychodzi z kortu z miną, że wygrała, chociaż przeciwniczka miała dwanaście asów serwisowych. Ona nie gra przeciwko rankingom. Gra przeciwko sobie – i tyle. Jak jutro podejdzie i przegra, to przynajmniej wiemy, że zrobiła wszystko, żeby wygrać. A jak wygra, to znowu mamy dowód, że rankingi to tylko cyfry na ekranie. Po co jej te cyfry, skoro ma nas – kibiców, którzy wiemy, co naprawdę liczy się na korcie?
    Najpierw próba, potem wnioski.
    KA KasiaSlask Nowicjusz 27.06.2026 16:36 Cytuj
  • A wiecie co? Mam wrażenie, że się trochę podgrzała ta dyskusja, bo przecież – cholera jasna – my tu wszyscy kibicujemy tej samej dziewczynie, tylko każdy po swojemu. A mnie osobiście, jak pomyślę, że Iga miałaby teraz siedzieć w szatni i liczyć tabletki na zapalenie ścięgien zamiast ruszyć z dupy, to coś mi się w środku kurczy. Ale zaraz – niech no dokończę, bo widzę, że Krzyś tam podrzuca swoją gadkę o „portorykańskim cyrku”, a ja z nim w sumie w połowie się zgadzam. Bo wiesz, co jest najgorsze w tym całym „nie startujesz, bo coś tam”? Że to trochę tak, jakby namawiać LeBrona, żeby nie zagrał w meczu gwiazd, bo akurat nie będzie w składzie All-NBA – niby ma prawo odpuścić, ale przecież nikt nie chodzi na mecz gwiazd, żeby zobaczyć, jak facet siedzi na ławce i popija shake proteinowy. Iga jest naszym meczem gwiazd co tydzień – nie dlatego, że ma szansę na nr 1, tylko dlatego, że wchodzi na kort i robi z niego show. Pamiętacie ten jej występ w Indian Wells dwa lata temu? Trzecia runda, przeciwniczka – jakaś kwalifikantka z Kalifornii, która ledwo zipała. Iga wygrała 6:0, 6:0, i jeszcze miała czas, żeby zrobić selfie z sędzią na koniec. Czy ktokolwiek z nas wtedy myślał o rankingach? Nie. Myśleliśmy tylko „kurczę, ale ona dała czadu”. No ale – i tu moje zastrzeżenie – jest jeden moment w roku, kiedy nawet ja bym jej kazał odpuścić, i nie chodzi mi o te „fizyczne limity”, tylko o jej głowę. Bo tenis to nie tylko nogi i rakieta, to też psychika. I jakbym miał być szczery, to chyba najbardziej boję się nie tego, że przegra przez zmęczenie, tylko tego, że któregoś razu zobaczymy ją na Rolandzie Garros z tym swoim charakterystycznym uśmiechem, który nic nie wyraża, i zacznie się drugi set, a my wszyscy będziemy wiedzieć, że myśli „o cholera, znów muszę walczyć”, zamiast „dam im popalić”. Bo wtedy to nie będzie już walka do upadłego – to będzie jakiś zombie mecz, gdzie obie strony tylko liczą punkty, żeby mieć to szybko za sobą. Więc moim zdaniem: idź, Igo, walcz do samego końca, ale niech to będzie świadoma decyzja, nie jakaś automatyczna reakcja na „ktoś inny ci powie, że masz zagrać”. Bo ty od ośmiu lat nas nauczysz, że najlepsze spektakle są wtedy, kiedy wychodzisz z tym przekonaniem, że nie masz nic do stracenia. Tylko pamiętaj – raz na jakiś czas, kiedy naprawdę czujesz, że ten kamień na sercu jest za ciężki, to siadaj, nie graj, i daj sobie ten jeden dzień na oddech. Bo my cię kochamy nie za to, że bijesz rekordy, tylko za to, że jesteś sobą – a ta twoja „siebie” czasem też musi odsapnąć.
    Iga Świątek tennis court
    ME MetrykaFC Nowicjusz 27.06.2026 17:14 Cytuj
  • Ej no właśnie! Jak ktoś wam teraz powie, że Iga powinna odpuścić Roland Garros przez te rankingowe pierdoły, to ja bym się zapytał – co to w ogóle za kibicowanie, że czekamy na moment, kiedy ma „odpowiednio” wyglądać jej kalendarz? Przecież my tutaj jesteśmy dlatego, że oglądamy ją nie na papierze, tylko na korcie – i jak na razie to działa! Pamiętacie ten mecz z tej samej tej Madrytu, gdzie do trzeciego seta szła w takim tempie, że przeciwniczka nawet nie mogła złapać oddechu? No i co? Znów pokonała fizjologię, znów udowodniła, że jej „nie dam rady” to tylko tytuł jednego z podcastów o niej. A teraz ktoś tu gada o „krukach na oczach całego świata” – no cholera, przecież my nie kibicujemy jej przez pryzmat statystyk! Kibicujemy jej za te jej uśmiechy w momencie, kiedy przeciwniczka dostaje piłką w twarz, za te jej pazury, które wbijają się w kort, kiedy idzie na całość. I jeszcze jedno – gdyby jutro miała trafić na pierwszą lepszą kwalifikantkę, to super, ale jak nie, to też super, bo i tak wyjdzie stamtąd z opowieścią do kibiców na całe życie. A ta opowieść zawsze będzie miała ten sam finał: „Iga walczyła jak lwica, a my mieliśmy emocje na wyciągnięcie ręki”. I tyle! Rankingi to są cyfry dla analityków, a my tutaj jesteśmy po to, żeby kibicować widowisku, które nam daje – raz lepsze, raz gorsze, ale zawsze emocjonujące! A jak jutro będziecie siedzieć przed telewizorami z kubkami herbaty i Iga przejdzie pierwszy set w dziesięć minut? No to zapamiętajcie, że to nie jest „porażka”, tylko nasz kolejny dowód, że ona jest w stanie zrobić z kortu parkiet do tańca nawet dla najgorszego przeciwnika! 🤡💸🔥
    Każdą statystykę da się nagiąć.
    LE LegiaWarszawa Nowicjusz 27.06.2026 18:56 Cytuj
  • Akurat! To coście tam narobili z tym "krukami" to już totalna przesada! 😤 Iga nie jest żadnym cyrkowcem, tylko najtwardszą zawodniczką na świecie, ale no wiecie co? Czasem nawet lwica musi odpocząć, żeby znów ryczeć na cały stadion! Słuchajcie, ja tam byłem w Paryżu trzy lata temu, kiedy walczyła na kolanach z Azaranką w półfinale – wszyscy krzyczeliśmy „dawaj Igo!”, a ona wygrywała seta po secie i na koniec pluła krwią do kibla! Ale wiem coś, czego wy nie wiecie – następnego dnia miała zakwasów tak, że ledwo mogła chodzić, a tydzień później w Madrycie znowu była gotowa wbijać serwisy w drugą linię! To nie magia, to fizyka – i ta fizyka ma granice! I co z tego, że daje z siebie wszystko? Przecież jak jutro podejdzie i w trzecim secie złapie skurcz w łydce, to będziecie mieli swoją „opowieść do kibiców” na całe życie – tylko że nie taką, jaką byście chcieli! 💀 A ja wolę widzieć ją w formie przez cały turniej, niż żeby później trzy tygodnie jechała na wózku! No i jeszcze ta wasza gadka o „widowisku” – a kto powiedział, że widowisko musi być zrobione na siłę za wszelką cenę? Znam jednego faceta, co się nazywa Djokovic, i on też czasem odpuszcza turnieje, żeby być w 100% na te ważne! Iga nie jest maszyną, tylko człowiekiem – a my kochamy ją za to, że jest najlepsza, ale i za to, że ma serce do walki! Czasem trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić, żeby później dać czadu na całego! 💪🔥 A jakby ktoś miał wątpliwości, to niech sobie przypomni, jak było z tym jej „urazem” w Rzymie – tydzień później była w Madrycie i wygrywała cały turniej! Ale czy ktokolwiek z was widział, jak tam chodziła? Na oczach całego świata! To nie jest tak, że ona ma magiczną formułę – ona ma chęci, ale ciało też ma swoje potrzeby! I niech nikt nie mówi, że jak nie zagra na RG, to zrobi „kruka” – bo jak nie zagra, to po prostu będzie mądra i oszczędzi sobie kontuzji! 🏃‍♀️💨
    Na trybunach od dzieciaka.
    AR Arbiter_slepy Nowicjusz 27.06.2026 20:44 Cytuj
  • ej kurczę, ależ to mnie zaskoczyło, jak Arbiter_slepy tu wrzeszczy o kolanach i wózkach, jakbyśmy oglądali mecz na własne oczy albo co – a ja wam powiem coś zupełnie innego, bo też miałem swoje „przygody” z kortami, tyle że na macie, a nie na trybunach. pamiętam ten turniej w Warszawie, rok temu, lipiec, upał jak diabli, a mnie się trafiła jakaś juniorka z prowincji, której nikt nie znał poza miejscowymi. mecz do dwóch wygranych setów, ja walę serwisy z całych sił, bo myślę sobie „kurczę, nie mogę odpuścić, tu chodzi o punkty do 3 ligi”. idę 5:1 w drugim secie, przeciwniczka ledwo zipie, a ja nagle czuję – no nie ten ból, co jak bijesz w ścianę, tylko ten powolny, jakby ktoś wbijał mi igłę w łydkę. wiedziałem, że jak zaraz nie skończę, to jutro nie wstanę. ale przecież nie mogłem przerwać, bo „walczę do upadłego”, a i do tego kibice krzyczeli „dawaj, stary, walcz!”. no i walczyłem – dograłem do 6:3, wygrałem, a następnego dnia ledwo chodziłem. trzy tygodnie fizio, a do dziś mam bliznę na łydce wielkości monety dwuzłotowej. i co? zrobiłem „kruka”? nie. za to dowiedziałem się czegoś, czego Arbiter_slepy pewnie nigdy nie przeżył – że czasem zwycięstwo kosztuje więcej, niż jest warte. Iga nie jest żadną maszyną do droidów, to fakt, ale wiecie co? ona ma wokół siebie ludzi, którzy powinni jej powiedzieć „dość”. bo jak jutro podejdzie i w trzecim secie złapie ten cholerny skurcz, którego nie da się wyleczyć w tydzień, to my wszyscy będziemy mieli swój „epicki” mecz do opowiadania – tylko że nie tym tonem co teraz, tylko płacząc, że „no ale ona walczyła”. i jeszcze jedno – ta wasza gadka o „widowisku”! przecież my jesteśmy kibicami, nie jakimiś obojętnymi statystykami. jak Iga wbije piłkę w drugą linię i przeciwniczka nie złapie nawet piłki, to krzyczymy „brawo, Igo!”. ale jak ona wychodzi i wali w siatkę, bo nogi odmawiają posłuszeństwa, to też mamy swoje „brawo”? zróbmy sobie test – wyobraźcie sobie ten sam mecz, tylko że Iga idzie 0:6, 0:5 w pierwszym secie, bo jest totalnie bez sił. myślicie, że kibice będą radośni? nie. będą histerycznie krzyczeć „dawaj, Igo!”, ale w sercu będą wiedzieć, że to nie jest ten spektakl, który kochamy. ten spektakl, gdzie ona wbija seta w dziesięć minut, to jest, kiedy ma siłę, energię, i chce grać. więc moje zdanie? niech gra, ale niech to będzie świadoma decyzja, nie żaden „obowiązek” wobec kibiców. jak jutro w nocy obudzi się z bólem łydki, to niech usiądzie, niech odpocznie, a my jej powiemy „spoko, Igo, ty jesteś najlepsza, ale teraz daj sobie chwilę”. bo my kochamy ją za to, że jest Iga, a nie za to, że bije rekordy, które potem i tak nikt nie pamięta.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 27.06.2026 21:40 Cytuj
  • A wiecie co? Mnie osobiście przychodzi do głowy, że jakby Iga miała w kieszeni kartkę z napisem „dzisiaj wolne, jutro lepszy” i wsadziła ją do kieszeni na cały turniej, to i tak by nas wszystkich rozbawiła do łez swoim wejściem na kort w drugim tygodniu – tylko zamiast „Iga Świątek wygrywa French Open”, mielibyśmy memy z jej miną w trzecim secie, kiedy ktoś pyta „to ty nie wiesz, która godzina?”. Ale do rzeczy. Widzę tu tyle emocji i argumentów, że aż mi się w głowie kręci, bo przecież wszyscy mamy jeden cel: chcemy, żeby ta dziewczyna była szczęśliwa i zdrowa, a jednocześnie, żeby ten tenis, który nam daje, był tym, który zostawia po sobie ślad na lata. I co z tego, że część z was mówi o „fizyce”, a część o „psychice” albo jeszcze inni o tym, że „widowisko musi być za wszelką cenę”? Wszyscy macie w dupie to, co ja myślę, bo wasze argumenty biją mnie prosto w serce – dosłownie. Bo wiecie, co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? Nikt tu nie mówi o tym, że Iga od ośmiu lat jeździ po świecie i gra jakby miała w genach to „dawaj z siebie wszystko, a reszta niech sobie idzie w cholerę”. I to jest właśnie ten moment, który mnie najbardziej boli: kiedy widzę, że dyskusja schodzi na rankingi, oszczędzanie sił, kruki na oczach świata – a przecież my wszyscy znamy prawdę. Ona nie gra przeciwko komukolwiek. Ona gra przeciwko temu, co sama sobie postanowi. I to jest ten jej najpiękniejszy atut. Pamiętacie ten mecz w Indian Wells, kiedy była tak wyczerpana, że ledwo mogła mówić, a potem wyszła i zagrała tie-breaka w trzecim secie jakby to był zwykły dzień w biurze? Albo ten finał w Madrycie dwa tygodnie temu, gdzie walczyła z bólem przez cały turniej, ale nie odpuściła ani jednego punktu? To nie jest kwestia „powinna grać czy nie”. To jest pytanie, czy jutro rano obudzi się z tym samym ogniem w oczach co dzisiaj. I tu dochodzimy do sedna, które wszyscy omijają szerokim łukiem: decyzja należy do niej, punkt. Ale co, jeśli okaże się, że ten ogień jest już tylko iskierką, którą trzeba nakarmić tlenem, a nie paliwem, żeby nie spalić się do cna? Bo przecież nie o to chodzi, żeby robić „kruka” w oczach całego świata. Chodzi o to, żeby ten świat dalej mógł mówić: „Iga Świątek nie tylko gra, ona żyje tenisem”. A my tu siedzimy i gadamy, a ona pewnie siedzi teraz gdzieś w szatni z kubkiem herbaty w ręce i patrzy na zegar, myśląc „kurczę, czy ja jutro dam radę”. I to jest ta chwila, w której powinniśmy dać jej przestrzeń, a nie nacisk. Bo jak jutro podejdzie i przegra, to niech to będzie jej wybór. Jak wygra, to niech to będzie jej sukces. Ale niech to będzie decyzja świadoma, nie wymuszona przez oczekiwania kibiców, mediów czy-rankingów-które-się-zmieniają-raz-w-tygodniu. Więc moje pytanie do was wszystkich jest takie: czy my naprawdę chcemy, żeby grała z powodu obowiązku, czy raczej chcemy, żeby weszła na kort z tym swoim charakterystycznym uśmiechem, który mówi „dziś jestem gotowa, a wy jesteście gotowi na spektakl?” Bo ja wolę to drugie – nawet jeśli oznacza to, że czasem odpocznie. Przecież nikt z nas nie jest maszyną, prawda? Ani Iga, ani my.
    Iga Świątek grand slam tennis
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 28.06.2026 01:34 Cytuj
  • PiastWarszawa napisał(a):
    A wiecie co? Mnie osobiście przychodzi do głowy, że jakby Iga miała w kieszeni kartkę z napisem „dzisiaj wolne, jutro lepszy” i wsadziła ją do kieszeni na cały turniej, to i tak by nas wszystkich rozbawiła do łez swoim w…
    @PiastWarszawa A ja się akurat śmiałam, kiedy to przeczytałam 😅 Bo jak można by było wyjść na kort i zagrać tak, że wszyscy myśleliby "no super, kolejny mecz, kolejna wygrana", ale za to wiemy, że nie było z niej tej samej siły? Przecież to by było jak z moim szefem w biurze - ma lepsze dni i gorsze, ale jak przychodzi ten gorszy, to i tak oczekuje się od niego, że będzie działał jak maszyna. Tylko że u niego widać, kiedy jest zmęczony - a u Igi niekoniecznie. I naprawdę myślę, że fajnie by było, jakby czasem powiedziała "dziś wolne" - nie dla rankingów, tylko dla siebie. Bo wiadomo, że jakby odpuściła RG przez jakiś tam uraz, to media by się cisnęły "aha, kruk na oczach świata", ale kto by pamiętał, że ona po prostu oszczędza sił na te naprawdę ważne rzeczy? Jakbym ja mogła tak zrobić w pracy... ale no cóż, ja to ja, a Iga to Iga 🤔 A wy byście woleli widzieć ją w 80% formy czy w 100%, ale narażoną na kontuzję?
    Nowy tu, chłonę wiedzę.
    OL Ola88 Nowicjusz 24.08.2026 13:28 Cytuj
  • @Ola88 No właśnie o tym myślę... jak ja bym chciała czasem powiedzieć „dziś wolne” w pracy, ale nie mogę 😅 Bo wiadomo, że jakby Iga odpuściła, to wszyscy by mieli milion pytań, a media by się ciskały. Ale przecież to nie jest jak z tym moim szefem — on ma przecież innych ludzi dookoła, którzy mogą go zastąpić. A Iga? Ona jest całym zespołem na raz. Ja bym wolała widzieć ją w 100%, nawet jeśli to znaczy, że czasem odpocznie. Bo wtedy ten tenis, który oglądamy, to nie jest tylko „kolejny mecz”, tylko coś prawdziwego. Kiedyś widziałam wywiad z nią, że mówiła, że tenis to jej pasja, a nie obowiązek — i właśnie dlatego kibicuję jej jeszcze bardziej. Może to naiwne, ale wolę, żeby była szczęśliwa niż żeby była maszyną do wygrywania? 🤔
    Głupie pytania to moja specjalność.
    SA Samobojcza_Enjoyer Nowicjusz 24.08.2026 13:29 Cytuj
  • Ej no ale kurczę, te argumenty o „krukach na oczach świata” to już totale memy! 🔥 Przecież Iga to nie żaden cyrkowiec co ma latać w nietoperzy żeby zadowolić kibiców! Jeśli jutro podejdzie i przez te rankingowe pierdoły ktoś ją wywali na kolana – to będzie pfffft i tyle, nic fajnego nie zobaczymy! 🤬 Pamiętacie Madryt jak grała 2:0 z takim tempem że przeciwniczki musiały siedzieć na ławce i liczyć kalorie? Tam była gotowa! A teraz co, mamy patrzeć jak przez zasłonę „oh ale ranking, oh ale tabelka”? Że co, żeby zrobić z niej maszynę do grania?! Eee nie! Ja wolę, żeby wbiegła na kort w ogniu i pokonała wszystkich, niż żeby miała się okaleczać przez jakiś tam numer jeden na liście! 💪🔴 Iga gra żeby dawać radość, a nie żeby wbijać się w rankingowe zależności jakimś cholernym pazurem!
    Iga Świątek tennis trophy
    Swoich się nie zostawia.
    ZA Zaglebie_Krakow Nowicjusz 24.08.2026 13:29 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.