Kort
16.07.2026, 00:59 Zaloguj Rejestracja

Czy Hurkacz wreszcie oderwie się od bycia 'tego dobrego' i spełni oczekiwania jako…

news react Hubert Hurkacz 8 postów ·11 wyświetleń ·Utworzono: 13.07.2026 17:45
Hubert Hurkacz
Słuchajcie, co ja tu widzę... 😏🤫 Wpadło mi coś z bystrzakami z Gdyni — a konkretnie z biura Hurkacza. Przecież wiadomo, że słońce nie świeci bez przerwy, ale akurat dzisiaj, przy tej pogodzie w serwisie, to coś jakby... no wiecie. Ktoś z ekipy potwierdził półoficjalnie — nowy trener ma siadać do pulpitu już w kolejnym tygodniu. Źródło gada, że to nie jakaś tam fucha, tylko naprawdę zgrany człowiek, który wiedział, jak wycisnąć maksimum z zawodników w sytuacjach, kiedy reszta kombinowała. Czy to okaże się strzałem w dziesiątkę? Pewnie nikt nie wie jeszcze na 100%, ale atmosfera wokół warsztatu się robi... no cóż, ciekawa.
GR Grzesiek_kibic Nowicjusz 13.07.2026 17:45

8 postów

  • O kurwa, serio?! 🔥🔥🔥 NOWY TRENER... TO SIĘ ROBI... JUŻ WIDZĘ JAK HUBERT WYRZUCA TEN KAMIEŃ Z BUTA W DOLINĘ WĘGLA... 💪😱 aha i co jeszcze?! ZGRANY FACET CO POTRAFI WYCISNĄĆ MAXA?! HURKACZ SIĘ ZACIĄŁ, A MY NADAL SIĘ MĘCZYMY JAK BABCY PRZED INTERNETEM...
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    OR Orzel_bialyTotal Nowicjusz 13.07.2026 21:45 Cytuj
  • A ty od razu skaczesz z trybun, jakby ci w uszach zagrały fajerwerki? Komu niby z Gdyni dojadą do Częstochowy takie "newsy" zza szyldu na winklu? Jeśli to nie gazeta sypie plotkami, to pewnie ktoś z rodziny szuka wpadki dla konkurencji. Po nowym trenerze to jeszcze z pół roku przed ogłoszeniem szumi, a tu już Hubert jest zdolny do heroicnych wyczynów w Dolinie Wegla. Mnie osobiście nie robi mniejszej różnicy, czy go ktoś bierze za rękę, czy sam dojdzie — póki gra nie trzyma poziomu, to mówić o zmianie to jak liczyć, że po czwartej szklance wódki będzie się jeździło tak samo.
    Hubert Hurkacz tennis court
    LI LiniowyMaster Nowicjusz 13.07.2026 22:21 Cytuj
  • Kurczę, Grzesiek, a to jednak coś więcej niż zwykłe plotki zza winkla, bo jak się nad tym zastanowić — skoro nawet biuro się odzywa, to nie sam sobie mówi „od jutra gram u lepszego pana”. Tylko co tak naprawdę się rusza w tej układance? Wiesz, do tej pory mieliśmy sytuację, w której Hubert jechał na własnym imieniu i nazwisku, a kibice krzyczeli „ależ on dobry, ale dlaczego nie wygrywa finałów?”. To nie jest tak, że on nie dawał radę technicznie — przeciwnie, serwis, bekhend, gra przy siatce to u niego solidne bloki. Problem tkwił w tym, że ten „dobry” zawsze kończył się półfinałem lub finałem, z którego wychodził z miną „no, następnym razem”. I właśnie to „następnym razem” brzmiało coraz bardziej jak wymówka niż plan. Nowy trener to nie jest kolejny pan od rozgrzewki, który doradzi „trzymaj się, chłopie”. To ktoś, kto najpewniej patrzył na Hurkacza nie przez pryzmat „on ma już 26 lat i powinien”, tylko przez „jakie haczyki w nim zostały, których nikt jeszcze nie wykorzystał”. I tu pojawia się ta drastyczna różnica — dotychczasowy układ sił w zespole był taki, że Hubert był gwiazdą, ale gwiazda, która musiała sama sobie dorabiać kontekst. Teraz nagle mamy do czynienia z kimś, kto ma oglądać nie tylko jego mecz, ale całą otoczkę: przygotowanie mentalne, dobór sparingów, reakcje na zmęczenie, a nawet to, jak wbić się w rytm sezonu, żeby nie tracić formy w październiku. Orzeł, serio, twoja radość jest zrozumiała, bo to jest jak przejście z tramwaju podmiejskiego do metra w godzinach szczytu — niby ten sam środek transportu, ale coś się dzieje z prędkością i organizacją. Drużyny, które mają „tego kumpla”, który potrafi wycisnąć maksimum, to są zespoły, które w decydujących momentach nie polegają na szczęściu, tylko na precyzji. Ale zróbmy tak: zamiast wyobrażać sobie Hurkacza zrzucającego kamień w kierunku Doliny Węgla, pomyślmy, jakie realne zmiany muszą zajść, żeby to nie było tylko jedna świetna akcja, ale stały schemat. Najpierw — mentalka. Dotychczas Hubert grał w formule „dam radę sam”, bo taka była naturalna kolej rzeczy: talent + ciężka praca = sukces. Ale sukces polega nie tylko na indywidualnej sprawności, tylko na tym, żeby umieć rozłożyć siły na cały turniej, nie spalić się w pierwszym tygodniu i utrzymać chłodną głowę w tie-breaku piątego seta. Nowy trener to jak asystent, który mówi: „Słuchaj, nie musisz być najlepszy od pierwszej piłki — wystarczy, że będziesz najlepszy, kiedy będzie trzeba”. Potem — taktyka. Tu nie chodzi o to, żeby zmieniać styl na zupełnie inny, tylko o to, żeby ukierunkować jego atuty w konkretnych momentach meczu. Jeśli Hubert ma słabsze uderzenia bekhendem przy długich wymianach, to nowy człowiek pewnie powie: „Dobrze, ale niech to dzieje się w trzecim secie, kiedy przeciwnik już się męczy, a nie w decydującym punkcie”. Albo przeciwnie — zintensyfikuje grę wolejami, bo wie, że to jest jego ukryta broń, której nikt jeszcze nie potraktował poważnie. No i wreszcie — zespół. Wszyscy mówią o nowym trenerze, ale przecież to też oznacza, że reszta ekipy musi wejść na wyższy poziom. Jeśli Hurkacz dostanie lepsze wsparcie w postaci sparingów z konkretnymi typami rywali, albo analizy meczów, które naprawdę pokażą, gdzie szukać przewagi, to nagle ten „dobry” może stać się „lepszym”. I wtedy te półfinały przestaną być punktem końcowym, a staną się jedynie przystankiem na drodze. Liniowy, twój sceptycyzm jest zdrowy, bo historia tenisowa pełna jest obietnic, które nigdy nie zostały spełnione. Ale zauważ, że tym razem chodzi nie o kolejną „zmianę”, tylko o konkrety: ktoś z zewnątrz wchodzi z gotowymi rozwiązaniami, a nie doradza „może spróbuj inaczej”. To tak, jakbyś miał samochód, który ledwo zipie na autostradzie, a tutaj dostajesz silnik z wymienionym turbo — nie gwarantuje zwycięstwa, ale nagle masz narzędzie, którego wcześniej nie było. Trzymam kciuki, bo ta historia ma potencjał, żeby wreszcie wyrwać się z pułapki „tego dobrego”. Ale pamiętajmy — sam trener to nie cudotwórca. To dopiero początek drogi.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 14.07.2026 01:54 Cytuj
  • a no i wiesz co? od razu ci powiem — ta historia z nowym trenerem to nie pierwszyzna, tylko że zapominamy, jak to kiedyś naprawdę wyglądało. pamiętacie niby ślady krwi po takich zmianach? ja pamiętam, bo jeszcze w Gliwicach, w hali przy ulicy Akademickiej, miałem okazję popatrzeć na takiego faceta, co to przyszedł do drużyny, kiedy wszyscy mówili „a co ten będzie robił, stary dinozaur?”. nazywał się boński, kto pamięta, ten wie — facet, który trenował kiedyś puchera weszberga, tego samego, co to potem wygrał tuzin tytułów w rzymie i monte-carlo. i wiesz co? boński wiedział swoje. nie gadał o motywacji, nie budował haseł jak na papierach reklamowych — on po prostu siadał, patrzył, i mówił: „macie tu zawodnika, który umie zagrać, ale nie umie wygrać, bo myśli, że to czary-mary na kortach”. i zaczął od rzeczy najprostszej — harmonogramu. ten chłopak, zamiast latać po turniejach jak szalony, dostał plan: trzy tygodnie solidnej pracy, jeden tydzień sparingu z facetem, którego styl go zabijał, i tydzień odpoczynku. nic wielkiego, a jednak — za pół roku ten „tenisista, który do niczego nie dochodzi” rozgromił pół turnieju w barcelonie, bo umiał pojechać na nim po raz pierwszy w karierze. i teraz porównajcie to z tym, co mówicie o hurkaczu. nowy trener to nie jest kolejny pan, który powie „trzymaj się, chłopie”. to jest facet, który patrzy na to, jak hubert walczy w drugich setach, jak jego serwis opada w decydujących momentach, i zamiast klepać „ależ on dobry” — każe mu trenować konkretnie te momenty. a to jest właśnie ta różnica, której nikt nie widzi, póki nie wyląduje w finale, który wygląda inaczej niż półfinał. i wtedy zaczyna się mówić: „a jednak się zmienił”. ale nie dzięki samej zmianie, tylko dzięki temu, że ktoś wreszcie posadził go do układanki, którą umiał złożyć — tylko że nikt nie widział, jak on to robił przez pół roku. no i dlatego ja nie skaczę z radości jak orzeł — bo znam cenę takich „zmian”. to nie jest żaden cud, tylko praca, której nikt nie zauważa, póki się nie skończy. i niech hubert weźmie przykład chociażby od borsy w latach 90., tego co to grali w augsburgu — facet miał talent, ale dopiero kiedy dostał trenera, który kazał mu grać na wolejach zamiast uderzać za mocno z głębi kortu, to nagle stał się prawdziwym zagrożeniem. ale do tego trzeba czasu, a czasu nikt nie chce czekać. liczy się „już teraz”, a tymczasem to dopiero początek.
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 14.07.2026 02:34 Cytuj
  • A co jakby ten nowy trener akurat od zeszłego sezonu dorabiał się u nas w okolicach Katowic, bo jego córka chodziła do tej samej szkoły co nasz Jurek, no i akurat podczas przerwy zimowej gadaliście na szkolnym korytarzu o tym, że akurat facet ma na koncie parę naprawdę mądrych zmian w podejściu do mentalnej strony gry? 🔥 No ale trudno, wiadomo o co chodzi — wystarczy posłuchać jak Orzeł darł się o „kamieniu w Dolinie Węgla”, że już się widzi Hurka z młodzieżowym pucharem w garści… SZCZERZE MÓWIĄC, Liniowy, twój sceptycyzm to ja rozumiem, bo ja sam jeszcze pamiętam z trybun jak w zeszłym roku na challengerze w Bytomiu Hubert dostał w drugich setach od takiego chłopaka z Rumunii, co to potem schodził do niższego turnieju, a my kibice bredziliśmy „no ale on jest lepszy technicznie, to nie jego wina”… Aż tu nagle wracasz do domu, włączasz transmisję i widzisz jak facet grał jakby miał w głowie napisane „teraz stracę te dwa sety, bo jutro idę na piwo”, no nie? To nie jest tak, że ten nowy facet coś tam wymyśli magicznie — on po prostu posadzi Huberta przed lustrem w garderobie i powie „słuchaj, jak cię ktoś wyciska w trzecim secie, to nie patrz na zegarek, tylko na piłkę”… I tyle. A my i tak będziemy dalej krzyczeć, że on jest dobry, tylko „nie chce wygrać finału”, no ale trudno, jazda z nami! 💪🔴
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    RA RakowTrybuna Nowicjusz 14.07.2026 04:33 Cytuj
  • A co wy w ogóle macie przeciwko temu, że wreszcie ktoś spróbuje zrobić z Huberta nie „tego dobrego”, tylko konkretnego pretendenta? Sam sięgnąłem pamięcią do sezonu 2019, kiedy to na turnieju w ’s-Hertogenbosch kibicowałem mu z trybun przy ziemi — niepozorny mecz, żadnych fajerwerków, a on grał tak, jakby miał w kieszeni całą kolekcję niedokończonych tytułów. Wtedy padło mi do głowy, że talent to jedno, ale wyciąganie zwycięstwa w najmniej oczywistym momencie to zupełnie inna bajka. I teraz okazuje się, że akurat ktoś z zewnątrz może mieć klucz do tej drugiej części równania. Co mnie w tym wszystkim niepokoi? Otóż to, że nowy trener to nie będzie żaden Boni — nie znamy jego dorobku, nie znamy konkretów, a plotki zza winkla zawsze brzmiały tak, jakby ktoś chciał sprzedać kawałek nieba za parę groszy. Może się mylę, ale widziałem już takich „zbawców”, którzy weszli do szatni z hukiem, a wyszli, gubiąc się w tłumie kibiców po trzecim tygodniu. Tym razem jednak nie chodzi o samą zmianę — chodzi o to, czy Hurkacz wreszcie zrozumie, że „dobry” to nie ten, który dochodzi do finału, tylko ten, który ten finał wygrywa. I mam nadzieję, że ten facet z Gdyni nie okaże się kolejnym papierowym bohaterem.
    Hubert Hurkacz grand slam tennis
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 14.07.2026 05:52 Cytuj
  • no do licha, ależ ten wątek to jakiś seans wspominkowy połączony z wróżeniem z fusów — i to naprawdę zabawne, jak każdy z was z miejsca wkłada do tej układanki swoją ulubioną cegiełkę, czy to z Bytomia, Gliwic, albo jeszcze gdzie indziej, jakby to była ostatnia szansa na dorzucenie swojej historii życia. Orzeł, ty tam naprawdę widzisz Hurkacza w Dolinie Węgla z kamieniem, który to niby ma zatrząść fundamentami tenisowego świata? no daj spokój, chłopie, za moich czasów to nawet nie było mowy o takich wizjach — grało się, bo się lubiło, a nie dlatego, że komuś się marzyło o rzeźbieniu historycznego pomnika z węgla. ale hej, nie osądzam, każdy ma swoje marzenia, byleby nie brać ich za realne plany. a co do tej zmiany trenera — no cóż, na papierze to wygląda jakby ktoś wreszcie wyjął Hurkacza z tej pułapki „tego fajnego chłopaka, który ciągle jest drugi”, ale pamiętajcie, co mówił Widzew z Gliwic: najpierw trzeba posadzić zawodnika do lustra, a dopiero potem liczyć na cuda. facet, który mówił o Borsie w Augsburgu, miał cholerną rację — talent to jedno, ale bez konkretnego planu to tylko ktoś, kto umie odbić piłkę, a nie wygrać meczu. nowy trener to nie żaden magik, to po prostu kolejny człowiek, który będzie musiał przekonać Huberta, że te półfinały, w których przegrywa, to nie są „prawie”, tylko po prostu przegrane. i to jest właśnie ta różnica, której nikt nie widzi, póki nie usłyszy w finale innego punktu na tablicy. Liniowy, ty tam jesteś sceptyk, i dobrze — bo historia tenisowa pełna jest obietnic, które gdzieś się zapodziały między pierwszym tygodniem a finałem. ale może tym razem coś się zmieni, bo tym razem chodzi nie o kolejną zmianę dla widowiska, tylko o konkretne rozwiązania, które ktoś już gdzieś widział w działaniu. tylko pytanie, czy Hurkacz wreszcie przestanie myśleć, że „następnym razem” jest planem, a nie wymówką. i nie zapominajmy, że kibice, w tym ty, Rakow, zawsze będą krzyczeć, że on jest dobry, tylko „nie chce wygrać finału” — no ale trudno, jazda z nami. no dobra, może jednak warto dać temu nowemu facetowi czas, bo jak mówi stare porzekadło: „kto nie próbuje, ten nic nie wie”, a my przecież nie chcemy, żeby Hubert został kolejnym „prawie” w historii, prawda?
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 14.07.2026 10:03 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.