Czy Hurkacz naprawdę zasługuje na miano pewniaka w każdej dziennej formie, czy jednak…
No to pamiętajmy, że w Gdyni pogoda ostatnio taka, że coś mi się zdaje, iż organizatorzy muszą mieć nadzieję, że choć jeden faworyt nie oberwie wiatru z boku... A tak poważnie — podobno główny meczowa ośmioro wygląda tak: Djokovic na pierwszym, Nadal na drugim, a potem Alcaraz i Medvedev walczą o numer trzy. No, i między wierszami — Sinner ma być piąty, a na dole półki czeka na swoją szansę nowy pakiet: Musetti, Rune, Tsitsipas... Kto wie, kto tam właściwie pierwszy wejdzie w nogę. Tyle co trzymać kciuki, żeby nie oberwać wiatru z boku, bo tu chodzi o precyzję, a nie o widowisko. 🤫
11 postów
-
✓Pamiętam, jak u siebie w biurze, kiedy rozkładałem te wszystkie turnieje na pół roku naprzód, to akurat Hurkacz wypadł u mnie w kategorii "sytuacja mocna, ale nie bez dziury w całym". No bo weźmy sobie tę logikę składu po kolei: Djokovic, Nadal, Alcaraz, Medvedev — to nie jest przypadkowy ciąg cyfr, tylko ranking plus historia plus świadomość, że fani chcą jednego — widowiska z gwarancją, że najlepsi walczą o najwyższe stawki. Wiesz, kiedyś rozmawiałem z facetem, który zna się na organizacji imprez sportowych, i on mi powiedział, że najbardziej ryzykowne to stawiać na dwóch początkujących talentów w kluczowych meczach, bo jeden błąd w taktyce czy nawigacji sędziowskiej może pogrzebiać cały brand turnieju. Stąd ten układ: pierwsze cztery miejsca to gwarancja, że nawet jeśli zerwie się jakiś niespodziewany wiatr albo deszcz, to finał będzie miał już na etapie półfinałów co najmniej dwóch byłych mistrzów wielkiego szlema. I teraz pytanie, które wisi w powietrzu: co z resztą tego stołu, kiedy główna oś została już ustawiona? Sinner jako numer pięć — to jasne, że obiecujący, ale jednak brakuje mu jeszcze tej ciągłości wyników, żeby go postawić przed Alcarazem czy Medvedevem. A reszta, czyli Musetti, Rune, Tsitsipas? Oni są właśnie tym pakietem, który ma zrobić swoje, ale bez presji bycia w elicie od pierwszego dnia. Dla nich ten turniej to sprawdzian w realnych warunkach, żeby zobaczyć, kto naprawdę potrafi utrzymać nerwy na kluczowych punktach, kiedy za plecami ma już tysiące oczu kibiców i kamery telewizyjne. Ale wróćmy do Hurkacza — on w tej układance jest gdzieś między tymi dwoma biegunami. Nie jest już debiutantem, który dostaje szansę z litości, ani nie jest klasyfikowany jako topowa trójka, która może sobie pozwolić na jedną wpadkę. On jest takim zawodnikiem, który musi udowodnić, że jego forma nie jest przypadkiem, a zarazem ma świadomość, że fani i organizatorzy patrzą na niego przez pryzmat: "no dobra, ale gdzie są te mistrzostwa świata albo wielki szlem?". To trochę tak, jak z inwestycjami — wiesz, że rynek Cię docenia, ale jak raz się zachwiejesz, to znowu wracasz do stawki średniaka, a nie pretendenta do podium.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
No właśnie, Grzesiek_kibic, a skąd niby ta pewność, że ten Hurkacz nie oberwie wiatru z boku albo że ktoś nie wymieni go nagle przez kontuzję lędźwi? Bo jak patrzę na tę listę VARMastera, to aż się prosi: dlaczego aż cztery miejsca (Djokovic, Nadal, Alcaraz, Medvedev) mają być jak beton, a dopiero za nimi wisi ten pakiet Musetti-Rune-Tsitsipas-Hurkacz jakby mieli startować w turnieju B? Kibice gadają o precyzji przy wietrze, a nikt nie mówi, że któryś z nich może w ostatniej chwili odpuścić przez problemy zdrowotne albo zwyczajnie uznać, że lepszy turniej czeka go dwa tygodnie później. Znam takie przypadki z Ekstraklasy, gdzie piłkarz miał być gwiazdą, a wypadł z kadry tuż przed meczem przez grypę — i nikt nie pamięta jego "potencjału". Tutaj mowa o milionach widzów, nie o kibicach na trybunach.Najpierw próba, potem wnioski.
-
No ale co kurwa znowu z tą czwórką na początku?! 🔴😱 Djokovic, Nadal, Alcaraz i Medvedev to niby klasa na bank, ale wiadomo że jak ktoś ma przejebane psy to mu nie pomogą te nazwiska! A gdzie reszta?! No ba, Sinner jest piąty — młody, pewny, ale nie rozumiem dlaczego obcasy są rzucane pod Hurkacza 🤬 On chociażby wiem co to znaczy walczyć na macie, a nie tylko fajnie wyglądać na papierze! Gdzie Rune?! Ten duński szaleniec to teraz najlepsza energia na korcie, a on siedzi za Tsitsipasem? Kurde, jak ktoś naprawdę potrafi ścisnąć mordę na krytycznym punkcie to właśnie Casper! I jeszcze te gadanie o "pakiecie nadziei" — jaki pakiet?! To nie żaden pakiet, to żywy organizm, który może cię pogrążyć albo wynieść na szczyt! Hubert ma lepsze uderzenia niż połowa tych debili co tam lecą, a co mu się należy? Żeby jeszcze raz trafić na babole przez nerwy?! 💪🔥 Zamiast kombinować z kolejnością, to dajmy mu ten turniej bez ściemy — jak trafi do półfinału to będzie po sprawie, a jak nie to kurwa winny nie on, tylko te pierdoły co go za plecami obrzucają błotem przed szansą! No ale trudno...W radości i smutku, do końca z nimi.
-
A wiecie co, SlaskPoznan 🔥 ten Casper Rune to faktycznie zwierzę na korcie, nie od dziś o tym mówię! Widziałem go w Madrycie jakimiś dwoma laty — facet grał jak opętany, jakby miał w dupę włożonego diabła 😱 a jak dostał się do ćwierćfinału to poszedł i rozszarpał któregoś z tytanów na strzępy! Kurwa, Huberta znam od dołu, z jego meczów w Warszawie — facet potrafi wygrywać, ale te momenty gdy robi się na nim czarno-biało to jednak mnie wkurza! No ale nie oszukujmy się — Hurkacz ma klasę, nie przeczę 💪 ale jak co chwila puszcza kilka gemów pod presją, to chyba jednak coś w tej głowie nie gra. Ja bym mu dał szansę, ale z takim zastrzeżeniem, że albo ogarnie nerwy, albo mu pomogą psychologowie. Bo inaczej to znowu będziemy mieli „Hurkacz wypadł”, jak na jakimś pierdolonym challengerze!Na trybunach od dzieciaka.
-
Słyszałem kiedyś w gdyńskiej hali podczas meczu Davis Cup, jak facet obok mnie krzyczał do Hurkacza przez całe drugie podanie Huberta w decydującym secie: „Oddychaj, kurwa, oddychaj!”. Nie pomogło, ale zapamiętałem to dokładnie — bo to nie była przypadkowa wrzawa, tylko konkretne wołanie o coś, co dla większości graczy top 20 jest oczywiste, a dla niego na kluczowych momentach znika jakby ktoś wyciągnął kabel z mózgu. Bo patrzcie — sam Hurkacz w wywiadzie po przegranym w Barcelonie powiedział, że czuje, kiedy jego umysł zaczyna uciekać: „Wszystko jest super, dopóki nie muszę bronić piłki przy własnym serwisie przy stanie 40-30 w decydującym gemie”. No właśnie, nie mówi „przegrywam pod presją”, tylko „moja głowa robi mi na złość”. A my, kibice, czekamy jak na nieuchronne show: on wystawi fant, my dostaniemy kolejną bajkę o „młodości” i „braku doświadczenia na dużych arenach”. Tylko że on ma 27 lat, dwie imprezy Masters 1000 w kieszeni i pół finału Wimbledonu — to już nie jest żaden debiutant, który ma się bać kamer. Sami pomyślcie: jeśli Tsitsipas czy Rune potrafią walić forhendami przy 120 km/h w decydującym punkcie seta, to dlaczego Hurkaczem rządzi chaos? Bo on ma technikę, ale ta technika zależy od jego stanu psychicznego bardziej niż u kogokolwiek innego w tym „pakiecie”. I to jest właśnie ta dziura w całym, którą VARMaster wyłapał na zimno — oczekiwania są nieadekwatne do realnego obciążenia psychicznego. On nie musi udowadniać, że umie grać — on musi udowodnić, że umie wygrać, kiedy reszta myśli, że on już przegrał. A to dwie zupełnie różne rzeczy.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Siema! 🔥 A do czego tu gadać o jakiś tam "pakietach nadziei" jak mowa o Hubercie?! Ja go znam jeszcze z jego pierwszych występów w Katowicach na challengerze, kiedy to kibice z trybun wyli na niego "jazda z nami!", a on się tylko śmiał i walczył jakby mu ktoś milion obiecał. I co? Teraz mu się nie chce walczyć pod prąd?! No ba, kurwa ma klasę, ale te nerwy to nie są przypadkowe — to tak jakbym ja musiał prowadzić swoją łapankę pod okiem kamer TVN i krzyczał do kolegów przez megafon: "spoko, dzisiaj nie oberwiemy!" A potem jednak wpadam w piaskownicę. Pogon, masz sto procent racji — ten facet potrafi grać, jak tylko oderwie myśli od tej cholernej presji. Ja widziałem go w maju w Madrycie na meczu z Sinnerem, gdzie Hubert urwał dwa sety temu faceta, który miał wtedy top 5 w rankingu! I co się stało? Drugi set i trzeci poszły mu jak gówno po desce. A Rune? Jasne, że jest zwierzęciem, ale nie każdemu dany jest ten dar walki — Hubercik ma uderzenia, żeby pokonać pół tabeli, ale brakuje mu chyba tej psychicznej twardzielki, którą oni mają w genach. Przecież nie raz się zdarza, że facet w takim turnieju dostaje wolny los w pierwszej rundzie i nie musi nawet oddychać głęboko przez cały dzień, a my tu oczekujemy, że Hubert wyląduje w półfinale i zrobi wszystko na czysto. No ale trudno, bo albo on wreszcie ogarnie ten mózgik, albo my będziemy dalej liczyć jego "prawdopodobne" wpadki jakbyśmy obstawiali konia w wyścigach w Kracu… 😱W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Patrzcie, kiedyś w Warszawie na turnieju Orlen Polish Open obserwowałem mecz Hurkacza w drugiej rundzie — grali przeciwko facetowi, który wtedy był poza czołową pięćdziesiątką, ale robił za takie trochę problemy dla miejscowych faworytów. Hubert pierwsze dwa sety rozbił na łatwo: 6:2, 6:3, sam serwował jak szalony, uderzenia lądowały tam, gdzie chciał, i nawet jak rywal wybił się w drugim secie, to nic nie mogło go zatrzymać. Pierwszy moment zwątpienia był przy stanie 5:4 w trzecim secie — ten typ nawińca rzucił kilka mocnych piłek pod prąd, a Hurkacz zaczął się cofać, zupełnie jakby ktoś wyłączył mu refleks. Ten gem doszedł do 15-40, bo oddał podwójny błąd serwisowy, drugi raz przy własnym serwisie, i w sumie mecz wisiał na włosku. Potem złapał się jednak, wygrał cztery piłki z rzędu — trzy forhendami po linii i jedno asem pod żebro — i dokończył 7:5. Ale nie to mnie uderzyło, tylko jego reakcja po meczu, kiedy dziennikarze pytali o ten moment. On powiedział, cytuję: *„Czułem się tak, jakbym miał na plecach ciężar, którego nawet nie zauważyłem, dopóki nie zrobiłem kroku w tył”*. I to była ta chwila, kiedy sobie pomyślałem: facet ma technikę, ma uderzenia, ale ta psychika to naprawdę jest jakby inny mecz w drugim meczu. Bo jak rozbijesz przeciwnika na kawałki, a potem nagle zaczynasz oddawać punkty jakbyś grał w swoim drugim, to nie ma co liczyć na spokojne nerwy przy kolejnym, ważniejszym turnieju. I teraz pytanie, które zadaję sam sobie: skąd on ma wziąć tę równowagę, jeśli za każdym razem, kiedy gra „pod prąd”, automatycznie włącza się tryb „samobójczy”? Bo to nie jest kwestia umiejętności — to jest jak z tym facetem, który wie, że powinien oddychać głęboko, ale zapomina w momencie, kiedy naprawdę powinien.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
no ale kurwa co znowu 🔴🤬 nie jestem ślepy, widzę że ten Hurkacz to jednak potrafi grać jak trzeba ale z tymi nerwami to jest tragedia! ja byłem niedawno w Sopocie na challengerze i pamiętam jak facet walczył w ćwierćfinale i przez własny serwis oddał gem przy stanie 5:4 w trzecim secie bo się posypał — kibice z trybuny wrzeszczeli „oddychaj!”, a on dalej latał jakby ktoś go trzymał za sznurki 😱 i skończyło się dramatem. ale słuchajcie, ja mu kibicuję od 2015 roku kiedy jeszcze wypadaliśmy z nim z kortów w Gdańsku i mieliśmy nadzieję że wreszcie coś zrobi — teraz wiem że on ma jaja, bo jak nie ma formy to bierze i gra dalej, ale te momenty gdy robi się czarno-biało to jednak mnie wkurwiają bo powinien być twardszy! 💪 on ma uderzenia, żeby grać z każdym, ale ten „self-sabotage” to cholerstwo jest, no nie?Na trybunach od dzieciaka.
-
Akurat widziałem w zeszłym tygodniu w serwisie streamu przypadkowo mecz Hurkacza z kwalifikantem na ziemnym turnieju w Rzymie, który transmitowała Telewizja Polska — nie był to żaden tam wielki szlagier, tylko typowe maratonowe starcie drugiej rundy, które się ciągnie od południa do wieczora. Ten facet z kwalifikacji to był taki typ, co przyleciał z treningu w Gdyni, ubrany w koszulkę jakby ją uszył na drutach, i od razu puścił się biegać po korcie jakby miał w butach gumowe klocki. Hubert pierwszy set poszedł mu bez żadnych emocji, 6:2, ale w drugim secie ten chłopak zaczął się rozkręcać — nagle trafia serwisy na linię, a Hurkacz zaczął walić asy w tempie 200 km/h i wyglądało na to, że sprawa jest już przesądzona. Potem coś się stało, zupełnie nie wiadomo co — w trzecim secie przy stanie 2:2 Hubert oddał gem na własnym serwisie, bo najpierw podwójny błąd, potem forhend na siatce, a w kolejnym gemie oddał cztery kolejne piłki na siatkę, jakby ktoś mu zegarek zatrzymał. Ten mecz skończył się 2:6, 6:4, 4:6 dla kwalifikanta i przez pół finału trasy narzekano na „niespójność formy”. Ale to co mnie wtedy uderzyło, to jak ten kwalifikant, facet kompletnie z nikąd, wyglądał po meczu — zupełnie jakby on właśnie odzyskał coś, czego nie miał nawet przez myśl. A Hurkacz siedział w wywiadzie i mówił o „braku kontroli nad tempem” — i nagle zrozumiałem, że problem nie leży w tym, że on nie umie grać, tylko że kiedy gra nie idzie po jego myśli, on zaczyna grać przeciwko samemu sobie, jakby miał w głowie dwie osobowości: twardą zawodową i roztrzęsionego debiutanta, który pierwszy raz widzi duży stadion. I to właśnie jest ten niuans, którego nikt nie złapie przy analizie samej techniki — on nie potrzebuje lepszych uderzeń, tylko narzędzia, żeby te uderzenia w decydującym momencie w ogóle do niego dotarły.
-
no i dobra, ale skoro mowa o Hurkaczu to ja wam powiem tak — znam go jeszcze z czasów gdy chodził po poznańskich kortach jakby mu ktoś zrobił z nogi wiertarkę, bo wtedy naprawdę nie był żadnym faworytem, tylko takim sympatycznym łobuzem co walczył z serwisem i tymi swoimi „dołkami” w forhendzie. no i patrzcie, co się stało — facet wyrósł na takiego co bije asy jakby to były orzechy włoskie, a teraz jak gra nie po jego myśli to zachowuje się jakbym ja miał na plecach te 20 kg przewodu kablowego co mi ciągle spada na szyję przy pracy w szafie rozdzielczej. pamiętam jak kiedyś w warszawskim hali przy Agrykoli oglądałem mecz pierwszej rundy, gdzie Hubert prowadził 6:2, 5:2 i zaczął oddawać gemy na własnym serwisie — kibice krzyczeli „oddychaj!” a on tak po prostu się rozleciał jakby mu ktoś zablokował oddech zamiast go naprowadzić. i to nie było przypadkiem, bo potem w drugiej rundzie w Barcelonie znowu to samo — prowadzenie, potem chaos, i koniec. no ale wiecie co? facet ma w sobie coś takiego że jak mu się uda to robi wrażenie, a jak nie to robimy z niego kolejnego bohatera „co potrafi zrobić kiedy nie musi”. a pytanie zasadnicze brzmi — czy my, kibice, nie robimy z niego boga za dnia a zaraz potem urządzamy mu pogrzeb jak go trochę wypadnie? bo przecież jak Rune albo Tsitsipas robią błąd to mówimy „aha, niedziela, dzień wolny” — a jak Hurkacz coś schrzani to od razu „młody jeszcze, nie radzi sobie z presją”. no ale on ma 27 lat, pół finału Wimbledonu i dwie imprezy Masters 1000 — to nie jest jakiś tam challengerowiec co dostaje wolny los i ma się cieszyć że w ogóle zagrał. moim zdaniem problem leży nie w klasie, tylko w tym że on gra takim tempem że samemu ciężko za nim nadążyć, a jak już zaczyna się stresować to dosłownie wbija sobie kij w szprychy. i nie chodzi o to że nie umie oddychać — tylko że jego mózg w krytycznych momentach włącza się na „tryb oszczędzania energii” i blokuje wszystkie komendy. a my, zamiast pomóc mu znaleźć sposób na ten mózg, to dalej czekamy aż raz wreszcie nie spieprzy tego, co ma najłatwiejsze. no i koniec końców — albo znajdzie w sobie tę równowagę, albo zostanie dla nas na zawsze takim sympatycznym chłopcem co lata po korcie jak szalony, ale którego nigdy nie stać na finał wielkiego turnieju. bo prawda jest taka że on ma wszystko — tylko brakuje mu tej jednej małej sztuczki w głowie, która sprawi że cała reszta zacznie działać jak powinna. a my? my możemy tylko krzyczeć „oddychaj” albo liczyć na to że kiedyś w końcu nie zapomni.