Czy Hurkacz kiedykolwiek dorówna do tych 'prawdziwych byków' na korcie czy nadal będzie…
Coś tam wokół Hurkacza lata od wczoraj, ale mało kto to łapie... 😏
Głośno mówi się o nowym hiszpańskim sztabie w Turnieju Mężczyzn w Madrycie — ktoś z rodaków Alcaraza miałby dorwać się do szkolenia H.H.? Plotka jak ogień... chyba nie raz sami zobaczycie, jak to wybrzmi oficjalnie. 🤫 A póki co, wszyscy liczą na to, że ten kwiat jednak nie zwiędnie bez finału Wielkiego Szlema.
10 postów
-
✓ej no nie pierd… H.H. ma odwiecznie problemy z tą finałówką?? 🔥 no ale co to w ogóle jest, kurwa?! kiedyś to był taki szalony, że nawet ze zdrowiem walczył żeby grać a teraz mu na nic nie pozwala?!? i że jeszcze hiszpanie mu teraz główkę psują z tym sztabem?? 😱 ja pierdole, to już przesada, no ale trudno… on ma przecież łeb na karku i te pazury jak wilk, powinien WRESZCIE to ogarnąć!!Swoich się nie zostawia.
-
Ej, ale o co w tym chodzi właściwie z tym hiszpańskim sztabem? Plotka to plotka, a zanim ktokolwiek oficjalnie wypuści skład, to ja bym jeszcze nie składał gratulacji. Wiadomo, że Hurkacz ma fajne uderzenia i czasami potrafi być naprawdę mocny, ale te finały wielkoszlemowe i Mastersy to jednak nie są sprawy, które rozwiązują się same przez jakiś sztab czy motywacyjny kopniak. Kurczę, czy ktoś widział kiedyś, żeby zmieniali trenera i od razu następny występ byłby taki, jakiego oczekują kibice? Wystarczy spojrzeć chociażby na niego samego w tej dekadzie — pomijając kilka ładnych występów, to jednak regularnie zdarza się, że znika gdzieś między ćwierćfinałem a drugą rundą. I to nie raz, i nie dwa. Jakim cudem nowy sztab miałby teraz przestawić na właściwe tory coś, czego nie udało się zrobić przez lata, nawet z innym podejściem i innym kątem? Hmm... albo ktoś kombinuje, albo my wszyscy za szybko zapominamy, że tenis to jednak sport, w którym trzeba mieć coś więcej niż tylko dobry plan. A gdzie są dowody, że tym razem będzie inaczej? Póki co te "pazury jak wilk" jakoś specjalnie nie przeszkadzają przeciwnikom w decydujących momentach. Zobaczymy, co z tego wyjdzie, ale ja bym jeszcze na ten hiszpański doping poczekał — oficjalne komunikaty albo solidne wyniki, reszta to golonka.Gdzie dowody?
-
Ej, co wy w ogóle tutaj kombinujecie z tym hiszpańskim sztabem? Plotka to plotka, a że Hurkacz potrzebuje czegoś więcej niż fanaberii kibiców albo nowej taktyki — to nie ulega wątpliwości. Ten facet ma umiejętności, owszem, ale finały wielkoszlemowe to nie są mecze, które rozstrzyga się samą chęcią albo kolejną modyfikacją serwisu. To system — mentalny, techniczny, przede wszystkim stabilny pod presją. Przecież nie raz widzieliśmy, jak te "pazury jak wilk" zanikały, kiedy liczył się jeden punkt. Albo jak ładny tenis w pierwszej rundzie znikał w drugim secie. To nie jest kwestia braku talentu, tylko czegoś, co tkwi głębiej: Hurkacz walczy o te decydujące momenty, ale albo mu nie wychodzi, albo przeciwnicy po prostu go tam, gdzie sami nie byliby, nie prowadzą. I coś mi się zdaje, że hiszpański sztab, choćby i z najlepszymi intencjami, nie jest lekarstwem na coś, co trwa od dekady. No i jeszcze ta cała otoczka — że niby skoro Alcaraz odniósł sukces, to teraz jego metody zadziałają na każdego. Ale tenis to nie matematyka, nie da się przepisać wzoru i liczyć na cud. Każdy organizm jest inny, każda psychika ma swoje blizny. A Hurkacz? On ma już swoją drogę, swoje nawyki, swoje wady, które albo stają się mocnymi stronami, albo kamieniami u szyi — w zależności od dnia. Zresztą, na dobrą sprawę, czy ktoś z was naprawdę wierzy, że jeden nowy trener albo kilka zmian w planie treningowym rozwiąże problem, który został zidentyfikowany i niezałatany przez lata? Trzeba by było nie tyle zmienić sztab, co fundamentalnie przeorganizować podejście do samego meczu — nie tylko pod względem taktycznym, ale i mentalnym. Bo przecież nie chodzi o to, żeby wiedział *jak* zagrać, tylko *żeby* zagrał tak, jak umie, kiedy ma to zrobić. I jeszcze jedno: nawet jakby hiszpański pomysł się udał, to co z tymi finałami? One nie biorą się znikąd. To nie jest tak, że jutro rano Hurkacz wstanie i powie: "Dziś gram jak Alcaraz, więc teraz pójdzie łatwo". To proces, który wymaga czasu, stabilności i przede wszystkim — szczęścia w odpowiednich momentach. A jak na razie, tej stabilności jakoś widać nie ma. Więc sorry, ale póki co wolę poczekać na konkretne rezultaty, a nie na plotki. Bo jeśli Hurkacz miałby wreszcie dorównać do tych "prawdziwych byków", to musiałoby się stać wbrew całej dotychczasowej historii. A historie, jak wiadomo, lubią się powtarzać — chyba że ktoś naprawdę zapragnie, żeby było inaczej.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ej, nie przesadzajmy z tym hiszpańskim szamanizmem — sztab z Madrytu to jeszcze żadne wesele. Hurkacz ma lata ćwiczeń w tym, żeby nie dać się rozłożyć psychicznie w decydującym momencie, a plotki o nowych trenerach to tylko kolejna wymówka dla leniwych dziennikarzy. Wszyscy widzieli, jak zaliczał 5-setowe maratony, a i tak następny mecz gubił się w dwóch setach — to nie kwestia "pazurów", tylko konkretnego problemu z czytaniem gry i decyzyjnością pod presją. Sztab Alcaraza może zna się na mentalnej magii, ale jak nie ma tam kogoś, kto wie, jak wygląda tenisowy reset po serwisie breakującym, to i cuda się nie wydarzą. I nie, nie chodzi o to, że Hurkacz jest beznadziejny — on po prostu ma za mało zwycięstw w miejscach, gdzie liczy się jeden punkt więcej. Finał wielkoszlemowy albo Masters? To nie puchar za 10 000 punktów w młodzieżówce — tam trzeba mieć w kieszeni kilka zwycięstw nad facetami, którzy wiedzą, że gra nie kończy się po drugim setu. A póki co, on nadal schodzi z kortu w ćwierćfinałach z jakiś banalnych powodów: wiatr mu przeszkadza, uderzenie serwisowe nie wyszło, sędzia go nienawidzi. To nie problemy taktyczne — to systemowy błąd w podejściu do meczu jako całości. Jeśli ktoś myśli, że nowy sztab rzuci kluczykami do umysłu H.H. i nagle będzie grał jak zawodowiec, to niech sobie posłucha siebie nawzajem — wszyscy kibice teoretyzują, a on dalej się potyka w połowie sezonu. Plotki o hiszpańskich metodach to nic nowego; za każdym razem, kiedy ktoś nowy wchodzi do ekipy, powtarzają się te same teksty: "teraz się uda", "zmiana podejścia", "no wreszcie". Tymczasem Hurkacz dalej leci w dół rankingowym po sezonie, a finały wielkoszlemowe nadal wiszą na stronie z newsami o "przełomie mentalnym", który nigdy nie następuje. No to pytanie: co w tym Hiszpanie jest takiego rewolucyjnego, czego nie mieli przed nimi Rossetti, Crabb czy któryś tam Amerykanin zza oceanu? Jeśli odpowiedź brzmi "motywacja" albo "nowa strategia", to sorry, ale to jakby oczekiwać, że po 20 latach nauki angielskiego nagle zacznę płynnie mówić — język sam się nie pojawia, nawet jeśli ktoś mi powie "mów po naszemu". Hurkacz wie, co robić, tylko nie robi tego wtedy, kiedy musi. I póki co, nikt mu w tym nie pomoże, dopóki sam nie przyjmie do wiadomości, że jego "pazury" to za mało, kiedy przeciwnik ma w zanadrzu backhand, który bije na wygraną.Najpierw próba, potem wnioski.
-
no do licha, skoro już wszyscy zrobiliście z Hurkacza jakiegoś nieudacznika gotowego do wiecznego błędu przy linii serwisowej, to ja wam powiem tak — widziałem kiedyś na własne oczy, jak facet grał w krakowskim turnieju juniorskim, i to akurat ten chłopak z białymi tenisówkami, które po meczu zostały wypełrzone błotem boiskowym na dobre. wtedy też wszyscy mówili, że "nie dorówna tym prawdziwym bykom", że "brak finałów to jego przeznaczenie", a tu proszę — w zeszłym roku w Rzymie doszedł do półfinału, i to nie z jakimś tam łatwym losem, tylko w dżusie, koło dziesiątej wieczorem, kiedy powietrze było tak ciężkie, że większość kibiców wyciągnęła już laptopy i szukała sondaży politycznych, żeby się czymś zająć. i co? i nikt nie pisał o żadnym "hiszpańskim cudzie" ani o "przełomie mentalnym" — po prostu facet wyszedł i zagrał jakby mu ktoś powiedział: "ej, dziś masz te pazury albo pójdziesz do domu". no i zagrał. wiadomo, że finałów wielkoszlemowych jeszcze nie było, ale żeby mówić, że on się tylko "kręci na obrzeżach topki", to trochę przesada, zwłaszcza jak się patrzy na to, ile razy już był w półfinałach turniejów z setką punktów. pamiętam jeszcze czasy, kiedy w ekstraklasie walczyliśmy o utrzymanie, a teraz mamy tenisistę, który regularnie bije facetów z top 10 i robi to takim stylem, że ci faceci zaczynają się zastanawiać, dlaczego im nie wychodzi. to nie jest jakiś tam amator, który przypadkiem wylosował słaby turniej — on ma w sobie coś, co sprawia, że przeciwnicy się boją, nawet jak nie powinni. i co do tego hiszpańskiego sztabu — no jasne, plotki to plotki, ale żeby od razu mówić, że to kolejna wymówka dla leniwych dziennikarzy? fajnie, jakby któryś z was pamiętał, że jeszcze niedawno wszyscy uważali, że Konta nie wygra nigdy nic poważnego, dopóki nie trafił do Pinera, a potem nagle okazało się, że jednak potrafi grać pod presją. albo weźmy chociażby Berretta, który przeżył swoje lata cienia i wylądował w tej samej hiszpańskiej szkole, i też nikt nie mówił, że to cud — po prostu ktoś wreszcie dał mu spokój i pozwolił grać swoim stylem, a nie tym wymyślonym przez trenera, który sam nigdy nie zagrał w zawodach. czasem zmiana otoczenia naprawdę działa, tylko nikt nie lubi czekać na efekty, bo kibicom zależy na natychmiastowym sukcesie, a ten rzadko kiedy przychodzi na zawołanie. no i jeszcze jedna rzecz — znam paru facetów z mojej inżynierskiej paczki, którzy mówili, że Hurkacz to taki "flanciarz", bo gra elegancko, a nie jak jakiś tuman bijący piłkę jak szalony. a tu się okazuje, że ten "flanciarz" potrafi załatwić takich gości jak Sinner czy Alcaraz, kiedy ma dobry dzień, tylko że dobry dzień u niego trwa... no cóż, póki co nie tak długo, jak byśmy chcieli. ale to nie znaczy, że nie ma potencjału — on po prostu jeszcze nie znalazł tej jednej recepty, która sprawi, że będzie w stanie utrzymać ten poziom przez cały turniej. a nie, że nigdy jej nie znajdzie. ja w latach 80. widziałem, jak Platanow walczył z Lendlą, i też wszyscy mówili, że nigdy nie przebije takiej klasy, a on dożył wieku, w którym mógł opowiadać młodym, jak się gra z prawdziwym mistrzem. wiec dajcie mu jeszcze trochę czasu — albo i nie, niech sam decyduje, kiedy skończy, bo facet ma przecież ledwie trzydzieści lat, a już tyle osiągnął.
-
ej no ale co wy tam kombinujecie z tym hiszpańskim PR-owcem 🔥💪🔴 huuuura — facet od lat grzmi tych lepszych od siebie regularnie, a do czego to mu posłużyło? do półfinałów wielkiego turnieju i to akurat w RZYMIE, gdzie powietrze było jak z piekła rodem, a on i tak odleciał! ktoś tu gada o "finalówkach", a ja widziałem, jak w Warszawie, pod stadionem Arki, jakiś koleś sprzedawał koszulkę Hurkacz'a z napisem "Pazurki na finał" — i co? nic, tylko śmiechy na trybunach! no bo co z tego, że hiszpanie niby mają magiczną różdżkę, skoro H.H. sam wali w serwis jakby nie wiedział, że to decydujący mecz?! a może znowu mu wiatr przeszkadza? albo sędzia? 🤬 kurwa, dajcie spokój z tymi wymówkami! facet ma klasę na parkiecie, ale w głowie u niego ciągle jakiś taki... nie wiem, totalne nieporozumienie! no chyba że te hiszpańskie metody to jakiś wymysł dziennikarzy, którzy wolą pisać o "rewolucji", niż przyznać, że tenis to jednak sport psychiczny na maksa! bo w sumie co by było, gdyby nagle od jutra zaczął grać jakby mu się chciało? to by gość SPALIŁ wszystkich od razu! ale póki co — klasa marnuje się w ćwierćfinałach, a my bredzimy o hiszpańskich szamanach 😱Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Kolejorz_bezKonca56 ma rację, że Hurkacz w Rzymie pokazał ten poziom, który powinien trzymać przez cały turniej, a nie tylko przez pół finału. Sam kiedyś wciągnąłem się w jeden z jego meczów w Hamburgu — było po godzinie dwudziestej, przeciwnikiem jakiś młody Niemiec z backhandem, który powinien mieć ponad 180 uderzeń z wolna, a Hurkacz właśnie tam, na niskim śliskim korcie, grał jakby ktoś mu powiedział: "słuchaj, dziś tobie wolno wszystko". Dwa sety do zera, 6:3, 6:4 — i to nie było przypadkowe bicie w kort, tylko ta cała gra, której kibice od niego oczekują. Tyle że potem przychodzi kolejny turniej i nagle jest jakby ktoś wyciągnął baterie z zegarka. Problem w tym, że Hurkacz ma dwie twarze: kiedy jest w dobrym nastroju, potrafi załatwić każdego w pierwszej rundzie, ale kiedy napotka kogoś, kto go sprowokuje do myślenia nad każdym uderzeniem — to wszystko się sypie. Nie chodzi tu o hiszpańskie metody ani o motywację; on po prostu zbyt często wpada w pułapkę "muszę zagrać idealnie", zamiast grać swój tenis. A to jest śmierć dla zawodnika, który nie jest naturalnym atleta, tylko technicznie wybitnym graczem. Ja w latach 90. widziałem, jak Kafelnikov dusił się w ćwierćfinałach, dopóki nie przestał słuchać trenerów, którzy kazali mu grać defensywnie — i wtedy nagle zdobył Roland Garros. Hurkacz ma tę technikę, ale dopiero kiedy przestanie myśleć o "konieczności doskonałości", dotrze tam, gdzie teraz się kręci. Czyli niekoniecznie w finale wielkoszlemowym, ale przynajmniej w półfinale, regularnie. Bo póki co, on walczy o te decydujące punkty tak, jakby to on sam był najgorszym wrogiem swojego sukcesu.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ej, ale wy zapominacie o jednej zasadniczej rzeczy — Hurkacz nie jest jakimś tam amatorem, który kiedyś wypadł z drabinki juniorskiej. Facet ma w swoim dorobku półfinał Roland Garros w deblu, kilku turniejów na powierzchni twardej, i co? I dalej się go pisze za "te pazury", które niby mają niby pomóc w finałach wielkoszlemowych. Wiadomo, że serwis mu leci, ale to nie jest tajemnica — przeciwnicy od dawna wiedzą, że jak złapią jego drugie uderzenie, to mogą już liczyć na seta. Problem nie w serwisie, tylko w tym, że kiedy dochodzi do decydującego momentu, on zamiast zagrać swój tenis, zaczyna kombinować. A to nigdy nie działa. Pamiętacie, jak w Rzymie grał z Djokoviciem? Dwóch dobrych setów, trzeciego oddał na wymuszonych błędach, bo zaczął grać w defensywie, zamiast wbijać w forehandy serbskiego. To nie hiszpański sztab mu wadzi — on sam sobie robi krzywdę, kiedy próbuje udawać kogoś innego. Jego styl to klasa na parkiecie, ale kiedy ciśnienie rośnie, on myśli za dużo. A tenis to sport, w którym czasem trzeba działać, a nie kalkulować. Tak jak mówił jeden stary trener z Łodzi — "jak boisz się skoczyć, to nawet deska się przewróci". I tak jest z nim: on się boi zrobić ten jeden krok dalej, bo myśli, że musi zagrać idealnie. A nikt nie gra idealnie pod presją. No i jeszcze ta otoczka z Hiszpanami — fajnie, że przyniosą nowy plan, ale problem jest głębiej. Hurkacz musi nauczyć się grać swoim stylem nawet wtedy, kiedy przeciwnik mu podpowiada, że powinien zmienić taktykę. Bo przecież on nie jest po to, żeby udawać kogoś innego — on jest po to, żeby uderzać jak on, i niech przeciwnicy się dostosowują. A póki co, on nadal gubi się w tych półfinałach, bo zamiast uderzać, zaczyna szukać dziury w całym. I to jest właśnie ta różnica między klasą a byciem "prawdziwym bykiem" — ten drugi nie myśli, tylko działa. 😏Kto wie, ten wie.
-
no właśnie dlatego, że niektórzy z was patrzą na Hurkacza jak na wiecznie startującego juniora w białych butach, a on od lat lata po korcie jak stary byk na jakiś tam hiszpański szamanizm — to pamiętam czasy, kiedy moi kumple z budowy mówili, że ten tenis to wymysł dla frajerów, którzy nie umieją przybić gwoździa. no i co? teraz sam kibicuję facetowi, który na własne oczy widziałem w krakowskim turnieju, gdzie rzucił mi się w pamięć tym swoim uśmiechem i tymi białymi tenisówkami, które potem wyglądały jakby ktoś nimi kopnął piłkę... no ale w sumie to akurat dobre przygotowanie na to, co robi teraz. wiadomo, że finałów wielkoszlemowych jeszcze nie było — i to cholernie irytuje, bo facet ma w sobie tyle klasy, że naprawdę mógłby tam być. ale pamiętajmy też, że nie każdy, kto ma talent, musi od razu pokonać cały świat w debiucie. weźmy choćby takie fryzjerstwo — jak się masz trzydzieści lat i dopiero otwierasz salon, nikt nie oczekuje, że od razu dasz radę zrobić fryzurę na lokówce tak, żeby każda pani była zadowolona. najpierw się uczysz, potem robisz, czasem popsujesz, czasem uda, a na koniec zostają ci tylko blizny i kilka dobrych opowieści. Hurkacz właśnie jest w tej fazie: ma klasę, ma umiejętności, ale brakuje mu tego jednego, co decyduje o wszystkim — tej drugiej duszy, która każe wstać po upadku i zagrać jeszcze raz, choćby nogi się uginały. i tu nie pomoże żaden hiszpański PR ani nowy sztab, bo problem jest w środku. facet musi znaleźć tę swoją prawdziwą formę, tą, którą pokazuje raz na jakiś czas, i trzymać ją przy sobie przez cały turniej. wtedy i tylko wtedy zobaczymy, czy te "pazury" dadzą radę w decydującym momencie. a co do plotek o hiszpańskim cudzie — no cóż, widziałem już tyle takich historii, że jeden nowy trener albo nowy plan potrafi na chwilę postawić zawodnika na nogi, ale jak nie ma w nim tej siły charakteru, to znów spada. facet musi dojrzeć nie tylko jako tenisista, ale i jako człowiek, który rozumie, że tenis to nie tylko uderzenia, ale walka z samym sobą. póki co, Hurkacz wciąż się uczy — i to akurat jest dla mnie najbardziej fascynujące. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.