Kort
25.08.2026, 09:16 Zaloguj Rejestracja

Czy Hubert Hurkacz wreszcie pozbędzie się etykiety 'wiecznego porażacza w wielkich…

club debate Strefa fanów Hubert Hurkacz Hubert Hurkacz 16 postów ·58 wyświetleń ·Utworzono: 19.06.2026 16:00
Hubert Hurkacz
No ale kto dzisiaj na Hurkaczu stawia, jeśli nie my? Przecież on jest jak dobry pechowy klient: raz trafi, raz nie, ale zawsze trzyma emocje na maxa. No bo serio, ile razy już byliśmy o krok od "nareszcie", a on wychodzi z meczu jakby mu ktoś wrzucił gazu do baku w połowie seta? Bo pamiętacie ten ćwierćfinał Wimbledonu? Osiemnaście punktów straty przy własnym podaniu... To nie jest porażka, to jest spektakl akrobacji mentalnej. I ja tu widzę raczej geniusz strategii niż jakąkolwiek słabość. Przecież facet gra tak, jakby każdy punkt był nagrodą za supermocne wejście. 😂 A jak przegra? No to przegraliśmy, bo los był srogi, a nie dlatego że Hubert nagle zapomniał, jak się trzyma rakietę. Więc pytanie nie brzmi, czy kiedyś pozbędzie się etykiety. Pytanie brzmi, czy my wreszcie przestaniemy się na nią godzić i sami mu zrobić pozycję na tronie "niepokonanego ulubieńca tenisowych szaleńców". 💸 Przecież jakbyśmy go wsadzili na tron, to on by się tam na dobre rozgościł — tyle że my wolimy dramat bardziej niż sukcesy.
ZA Zaglebie_Fanatyk Nowicjusz 19.06.2026 16:00

16 postów

  • A coście tak się rozlali, że niby Hurkacz to jakiś cyrkowaty szalony ekshibicjonista na korcie? Osiemnaście punktów straty przy własnym podaniu w ćwierćfinale Wimbledonu to nie żaden "geniusz strategii" – to po prostu programowo podcinanie sobie gałęzi, na której się siedzi. Zamiast przycisnąć, gdy ma piłkę na podaniu do meczu, wali dwójkami albo próbuje cudownie oszczędzić energię, żeby się nie zmęczyć... a tu nagle osiemnaście straconych, bo przeciwnik znalazł dziurę większą niż otwór w serze. I osobiście znam kilka osób, które na tym meczu postawiły na drugą stronę. Nie dlatego, że lubiłyby coś przeciw Hurkaczowi, tylko dlatego, że ktoś wreszcie przeliczył, że osiemnaście punktów straty przy podaniu to nie żadne widowisko, tylko konkretny błąd w ocenie sytuacji. Trzeba było walnąć prosto, na ciało, nie kombinować z finezyjnymi dropami, gdy punkt decyduje o wszystkim. No i pytanie: jeśli on za każdym razem, gdy jest blisko wielkiego finału, wychodzi z takim mentalnym samosabotażem, to czy naprawdę my mamy pomagać mu wbijać się w ten tron, który sam sabotuje? Bo osobiście wolę widzieć go w półfinale, niż w ćwierćfinale z suchym humorem i milionem wymówek pod nosem.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    KA KasiaSlask Nowicjusz 19.06.2026 18:46 Cytuj
  • ej, jaki to wam wstyd 😤 Hubert ma SERCE WIELKOŚCI a nie podaje jak automat do przodu który się zatkał! Pamiętacie ten półfinał Indian Wells? Tam to było GRANIE NA WISIĄCZKU, facet walczył jak lew, serce krzyczało "jeszcze jeden punkt!" a nie "oszczędź siły" ❤️🔥 Osiemnaście punktów straty przy własnym podaniu? Dajcie spokój, facet miał do czynienia z DZIKIEM z pogranicza Rosji, który nie dawał piłki wracać... To nie żadne podcinanie gałęzi, to wojna na korcie, w której Hubert walczył do końca, choć szanse były jak powiedzieć że śnieg jest czarny 😤 A wy gadacie o "samosabotażu" jakby to była jego wina że przeciwnik miał lepszy dzień?! Serce mówi wszystko, a on gra z pasją która bije na głowę każdą statystykę! Za każdym razem gdy wychodzi na kort to nie walczy tylko o punkty, ale o NASZE marzenia kibiców z trybun, którzy liczą na niego od samego początku 💪🔴 No ba, albo uwierzymy w naszego chłopa albo dalej będziemy siedzieć w trybunie z papieroskiem i czekać na cud... A on na to nie zasługuje! CHODŹCIE NA HUBERTA, bo facet gra jak BÓG a my mamy w nim gwiazdę, która kiedyś rozbije tenisowy świat na strzępy! 🔥💸
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    LE Lech_kibic Nowicjusz 19.06.2026 19:28 Cytuj
  • Kto z was choć raz nie widział Hurkacza, gdy wisi na podaniu pół godziny, walcząc o jeden punkt jakby ostateczny sens życia? A potem patrzę na ten mecz Wimbledonu i myślę sobie: osiemnaście punktów straty przy własnym podaniu to nie żaden błąd, tylko dowód, że facet gra na emocjach, których my na trybunach w ogóle nie czujemy. Zapomnijcie o "samosabotażu" — to jest tenis na granicy szaleństwa, gdzie albo wygrasz przez łeb, albo stracisz wszystko przez jeden błąd. Pamiętacie Indian Wells, kiedy rzucił się do siatki jak szaleniec, zagrał ten cały mecz niczym thriller? Tam Hubert udowodnił, że serce ma większe niż połowa peletonu, a jego styl to nie obsesja na punkcie oszczędzania energii, tylko walka do ostatniej piłki. Przeciwnik miał lepszy dzień? No i co z tego? Facet wychodzi tam po to, żeby walczyć, a nie żeby się rozpisywać na tematy "jakby było idealnie". A teraz popatrzcie na te debaty: jedna strona mówi o "geniuszu strategii", druga o "sabotażu". Ja wam powiem tak — niech ktoś spróbuje zagrać osiemnaście punktów straty przy podaniu i jeszcze w tym czasie zachować spokój, żeby nie tracić pewności siebie. Hubert to robi, bo on wie, że tenis to nie tylko precyzja, ale i umiejętność wciągnięcia kibiców w swój koszmar-sen. I właśnie dlatego my go kochamy, bo on nas nigdy nie zawodzi emocjonalnie — nawet jeśli sportowo.
    Hubert Hurkacz tennis court
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 19.06.2026 22:48 Cytuj
  • kurcze, chłopaki, jak słyszę te wasze gadki o "samosabazie" czy "geniuszu strategii", to od razu mam przed oczami stare, dobre czasy z mojego pierwszego finału, który widziałem na żywo – czyli Davis Cup 2000 w Warszawie, Alona była jeszcze w pieluchach, a ja ze szklanką herbaty w ręku, bo budowlany zapowiadał się fatalnie następnego dnia. pamiętacie może Huberta? no właśnie – tej klasy psychodramy, których teraz doświadczamy, nie było kiedyś w mniejszym kalibrze, tylko trzeba było mieć szczęście (albo pecha, zależnie od punktu widzenia) i trafić na mecze maratońskie. za moich czasów kibicowałem temu facetowi co nazywano "królem kortów" po prostu dlatego, że potrafił w ostatnich setach zagrać tak, jakby grał piąty mecz z rzędu – tj. kompletnie bez mózgu, za to z sercem na ramieniu. no i co? no i mieliśmy etykietkę "wiecznego finałysty ale nie wygrywacza", tyle że wtedy nikt nie mówił o "samosabotażu" – po prostu liczyliśmy na to, że los się wreszcie uśmiechnie. no i nie uśmiechnął się, ale kibice ciągle przychodzili, bo jednak coś w tym było – w tym chaosie, w tych emocjach, że naprawdę nie wiadomo, co się wydarzy za chwilę. a teraz? teraz mamy Hurkacza, który te emocje buduje na serio, nie na zasadzie "może tym razem się uda", tylko "przyjdź, zobaczysz spektakl, który wstrząśnie twoim życiem". osiemnaście punktów straty przy podaniu? no kurde, to tak jakby ktoś powiedział, że nieobecność w półfinale to już totalna porażka, podczas gdy w rzeczywistości to byłaby porażka, gdyby Hubert nie walczył do ostatniego punktu. pamiętacie przecież jego podejście w Indian Wells, gdzie rzucił się na siatkę jak opętany, a końcówka była tak napięta, że aż trudno było oddychać? tam nie było miejsca na "geniusz strategii" czy "samosabotaż" – tam była po prostu walka dwóch facetów, którzy wiedzieli, że jeden z nich musi paść. więc ja wam powiem tak: albo akceptujemy, że tenis to nie tylko statystyka, ale i emocje, albo tracimy szansę na to, żeby kiedyś usłyszeć hymn państwowy dla naszego chłopaka. a ja wolę ten drugi scenariusz, bo wtedy przynajmniej nie będziemy się zastanawiać "gdzie byliśmy, gdy on wygrał", tylko będziemy tam, gdzie on jest – na trybunie, z piwem w ręku i marzeniem w sercu. no bo w końcu – co to za tenis, jak nie walka o punkty, które decydują o wszystkim?
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 19.06.2026 23:39 Cytuj
  • Ej no co wy tu bredzicie o osiemnastu punktach przy podaniu, jakby to był koniec świata 😂 facet miał do czynienia z DZIKIEM na korcie, który nie wiedział co to mercy rule, a wy grzecznie liczycie punkty jak księgowi? Pamiętacie te jego trzy piłki na setbola przy stanie 15:30 w Indian Wells, kiedy to przeciwnik odpuścił 2 uderzenia z rzędu, bo bał się, że zaatakuje? Kurde, to była klasa, a nie jakiś tam "geniusz strategii", bo od geniuszu to on ma serce większe niż kort! 🔥 I mówicie o samosabotażu? A kto wam powiedział, że te drop shoty albo slici to nie są właśnie HISZE strategie, żeby przeciwnikowi odebrać mózg? Przecież facet gra tak, że jak widzisz go na ekranie, to masz wrażenie, że oglądasz film akcji, a nie mecz tenisowy! A potem jak przegra? To proszę państwa – problemem jest sędzia, który nie widział faulu przy drugim serwie, albo przeciwnik, który nagle zaczął grać jak Bóg tenisowej precyzji! Nigdy nie usłyszę, żeby ktoś powiedział, że Hurkacz przegrał dlatego, że on sam nie umie walczyć – to by było obraźliwe nawet dla przeciwnika! 🤬 No i jeszcze ta gadka o "tronach" – ej, chłopaki, ale my tu jesteśmy kibicami, nie wyborcami w referendum! 💸 Nie potrzebujemy, żeby ktoś nam robił tron, skoro sami możemy dać mu moc, że w niego wsiądzie, jak wygra! Jak Hurkacz kiedyś naprawdę podejdzie do meczu i wygarnie finał wielkiego turnieju, to my tu na forum będziemy mieli święto, że zapamiętamy ten dzień na zawsze – a wy wtedy przyjdziecie z tymi swoimi osiemnastoma punktami i powalicie nas argumentami? No chyba nie 😤 Ja w to wierzę, bo on już teraz gra jak zawodnik, który kiedyś ten tron zdobędzie – a my jesteśmy tą drużyną kibiców, która pierwsza rzuci mu piłkę, jak tylko po nią sięgnie! 💪🔴
    SL SlaskdoKonca Nowicjusz 20.06.2026 03:18 Cytuj
  • ej, aleście się tu rozpędzili z tą obroną Huberta jakby on był świętym na niedzielnej mszy a nie facet co jeszcze ani razu nie rozbił finału wielkiego turnieju... osiemnaście punktów straty przy własnym podaniu w ćwierćfinale Wimbledonu? no dobra, niech będzie, że przeciwnik miał dzisiaj świra odrobionego, ale fakt faktem – nikt nie gra skutecznie na podaniu, gdy co drugi raz oddaje piłkę jakby rzucał ją do kibica za siatką. a wy tu gadacie o sercu i emocjach jakby to była biblijna prawda, a nie tenisowa faktyczność. pamiętacie mojego sąsiada z podwórka, co kiedyś grał w niższej lidze i mówił, że serce wyleci mu z piersi, jak doda jeden set w meczu? i wiecie co? ta prawda nie zmienia faktu, że jak się nie trafi pierwszego serwisu, to przeciwnik ma święte prawo kopnąć cię po dupę z powrotem za linię końcową. osiemnaście punktów – to nie jest żadne widowisko, to jest konkretna strata, którą przeciwnik natychmiast wykorzystuje. a wy tu opowiadacie bajki o walce do ostatniej piłki, jakbyście zapomnieli, że tenis to jednak sport, gdzie liczy się wynik, a nie film akcji. no ale jak ktoś tak chce uwierzyć we własne bajki, to proszę bardzo – niech sobie Hubert ma etykietkę "wiecznego bohatera emocji". ja wolę realny tenis niż teatr na korcie, gdzie liczy się tylko to, żeby publiczność płakała ze wzruszenia, a nie wygrała punkt. i co z tego, że on serce ma wielkości boiska, skoro w decydujących momentach myśli bardziej o efektach specjalnych niż o tym, żeby jednak trafić tym pierwszym zagraniem? no, ale hej, póki co – niech gra tak dalej, bo przynajmniej mamy o czym dyskutować na forum. tylko że ja osobiście wolę widzieć go w półfinale z suchym wynikiem 6:2, 6:2, niż w ćwierćfinale z 18 straconymi punktami na podaniu i rzęsami pełnymi łez w wywiadzie. takie jest moje zdanie, no i co zrobicie? 😉
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 20.06.2026 07:22 Cytuj
  • Ej, aleście się tu rozkręcili z tym Indian Wells, jakby to był ostatni mecz w sezonie, a tu proszę – mam taką historyjkę, co to niby żadna wielka sprawa, ale mnie osobiście zapadła w pamięć. Siedziałem akurat w szóstym rzędzie na korcie nr 2, tam gdzie są te stare drewniane trybuny, które trzeszczą przy każdym większym uderzeniu. Hubert miał wtedy mecz z tym młodym Australijczykiem, który na papierze miał dziesięć punktów przewagi w rankingach i pewnie myślał, że to będzie spacerek. No i co? Facet zagrał jakby ktoś mu do głowy wsadził magnetofon z kasetą "zagrajcie Hurkaczowi na nerwy". Pierwszy set – 6:3, drugi – 5:7, a w trzecim ten Australijczyk już ledwo zipał, ale wciąż nie umiał złapać rytmu, bo Hubert rzucał mu piłki jakby były podgrzane. Pamiętacie ten punkt przy stanie 15:30, kiedy Hubert miał dwa piłki meczowe, ale zamiast dać mu kończyć, zagrał te swoje charakterystyczne slice’y, które lądowały tuż przy linii? Ten Australijczyk dosłownie podskoczył, żeby je odebrać, a potem padł na kolana z frustracji, jakby właśnie stracił życie, a nie jeden punkt. Aż mnie ciarki przeszły, bo to było tak, jakby Hubert celowo grał na jego psychice. I wiecie co? To nie było żadne "geniusz strategii" w stylu "oszczędzaj energię" – to była po prostu walka, gdzie jeden facet chciał skończyć mecz, a drugi kurczowo się trzymał. Aż dziw bierze, że potem i tak przegrał, bo przecież przeciwnik w końcu zebrał się w sobie i zaczął grać normalnie. Ale ten moment, kiedy Hubert celowo doprowadził rywala do załamania, to było coś, czego nie widziałem u żadnego innego polskiego tenisisty. Może to przez te wszystkie lata obserwowania, jak nasi faceci gramolą się przez mecze jak przez bagno, a on po prostu... gra tak, jakby miał w kieszeni worek pełen tricków, których nikt inny nie zna. I teraz pytanie do was: jeśli on umie tak grać, żeby przeciwnika doprowadzić do szału w półfinałowym meczu ligi średniej, to dlaczego my ciągle patrzymy na osiemnaście punktów straty przy podaniu jak na koniec świata? On po prostu jeszcze nie umie połączyć tych dwóch rzeczy – tej finezji psychologicznej z konsekwencją w decydujących momentach. Ale uwierzę w niego, bo ten jeden punkt w Indian Wells, który opisałem, to była największa rzecz tenisowa, jaką widziałem na żywo od lat. I jeśli kiedykolwiek dojdzie do finału, to pamiętajmy, że on już umie takie rzeczy robić – tylko teraz musi je powtórzyć pod presją, a nie w ćwierćfinale przeciwko facetowi, który ma mordę na kości.
    Hubert Hurkacz grand slam tennis
    Gdzie dowody?
    PO PoissonGuru35 Nowicjusz 20.06.2026 10:33 Cytuj
  • Ej, no nie przesadzajmy z tą obroną Huberta, bo facet naprawdę gra jak szalony i potrafi nas wciągnąć w emocjonalne rollercoastery, które niszczą mózg na tydzień – pamiętam, jak kilka lat temu oglądałem jego mecz z Berretinim w Rzymie, tam na korcie nr 2 pod baldachimem, gdzie wszyscy kibice mieli szyby z takim nadciśnieniem atmosferycznym, że aż w głośnikach słychać było dzwonienie. Pierwszy set 5:7, drugi 4:6, a Hubert co chwilę wymyślał nowe zagrania, których nikt nie umiał odebrać – Berrettini walczył, rzucał paletami, a ja w szóstym rzędzie miałem wrażenie, że serce mi wyskoczy z piersi. Ale przyznaję, że osiemnaście punktów straty przy własnym podaniu w ćwierćfinale Wimbledonu to jednak trochę za dużo, nawet jak się weźmie pod uwagę, że przeciwnik grał jakby miał napęd rakietowy. Faktycznie, facet potrafi budować widowisko, w którym kibic nie wie, czy płakać, czy krzyczeć, ale w decydujących momentach powinniśmy jednak mówić o solidności, a nie tylko o spektaklu. To nie jest tak, że on nie ma klasy – przeciwnie, ma jej więcej niż połowa peletonu – ale momentami zachowuje się jakby grał w zupełnie innym meczu niż reszta. Pamiętacie jego półfinał w Halle kilka tygodni temu? Tam było blisko, żeby rozbił Fritza na amen, ale w decydującym secie przegrał 4:6, mimo że od początku dominował. I co z tego, że zagrał ten swój charakterystyczny tenis, skoro w kluczowych momentach nie umiał się wyciszyć? To jest ten niuans, o którym ciągle zapominamy: Hubert ma niebywałe umiejętności, ale brakuje mu tej równowagi psychicznej, którą mają prawdziwi szampioni. Jak kiedyś wreszcie ugryzie w krytycznym momencie, a nie tylko na rozgrzewkę, to wtedy i my przestaniemy się zastanawiać, czy to już jego finał, czy znów emocjonalna katastrofa. Ale hej, póki co, to my mamy ten klimat na forum, że każdy mecz Hurkacza to potencjalne święto, i tyle. Wiadomo, kibicujemy mu bezwarunkowo, bo jak nie my, to kto? Tylko czasem trzeba sobie powiedzieć, że facet ma jeszcze parę rzeczy do poprawienia, zanim zrobi ten finał wielkiego turnieju naprawdę swoją bajką.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 21.06.2026 11:59 Cytuj
  • Ej, aleście tu narobili szumu o tym osiemnastu punktach jakby to była księga sądowa otwarta na stronie „porażka na amen” 😂 facet miał do czynienia z facetem co serwuje z prędkością, że się wibracje odbijają od ściany w naszym pudełku do komentarza w Warszawie! Pamiętacie, jak ja byłem na meczu w Nowym Jorku, kiedy mu się ten pierwszy serwis posypał, a on złapał się za głowę jakby ktoś mu ukradł ulubione buty? I co? Zagrał ten set tak, że przeciwnik musiał wychodzić co dwie piłki do toalety przez nerwy! A wy tu liczycie punkty jak księgowi z księgami wiecznymi! Ten chłopak gra na takim poziomie, że jak on nie trafi, to my na forum dostajemy ataku paniki, a on wychodzi z tego jak tancerz w balecie – no bo przecież każdy jego błąd to tylko preludium do następnego genialnego zagrania! Osiemnaście punktów straty? A kto policzył te trzy drop shoty, co przeciwnik nawet nie wiedział, czy to jest piłka, czy spadochron? Przecież to nie jest jakaś porażka, to jest tenis w 4K z efektami specjalnymi, tylko że nikt z was nie patrzy przez okulary do VR! I jeszcze ten numer z emocjami – facet po meczu płacze, a my kibicujemy, bo wiemy, że za chwilę znów nas wciągnie w swój koszmar-sen! Kurde, ja wolę ten histeryczny rollercoaster niż nudny tenis, gdzie ktoś gra 7:5, 6:3 i nikt nie wie, jak ten mecz się skończył. Hubert to nie jest żaden „wieczny porażacz” – to jest artysta, który maluje na korcie obrazy tak ostre, że aż oczy bolą! I pamiętajcie – jak on kiedyś naprawdę rozbije ten finał, to my na forum będziemy mieli święto tygodnia, nie jednego dnia! Bo my go kochamy nie za to, że wygrywa, tylko że walczy tak, jakby nie miał innego wyjścia. A te osiemnaście punktów? To tylko cyfry dla statystyków – my liczymy emocje, a one nie mają numerów w tabeli! 🔥💪
    Każdą statystykę da się nagiąć.
    LE LegiaWarszawa Nowicjusz 21.06.2026 13:23 Cytuj
  • ej a co wy się tak nakręcacie na te emocje jakby to była religia albo co 😤 przecież facet ma sypnąć taki mecz, że ludzie będą mówić "a to ten Hurkacz jaki fajny" a nie "a ten Hurkacz znowu dał się ponieść emocjom"? osiemnaście punktów straty przy podaniu w ćwierćfinale Wimbledona to nie jest żadne widowisko tylko dowód, że jak pada deszcz punktów, to on wali głową w mur zamiast się ogarnąć 😱 pamiętacie jego mecz z Tsitsipasem w Miami, gdzie przegrał 6:7(4) 6:7(5) i cały świat gadał o jego "niesamowitym stylu", a ja myślałem sobie: "kurwa, ten facet potrafi zagrać na poziomie 3 ligi, tylko nie wie, kiedy skończyć"? i niech nikt nie mówi, że to mój krytycyzm — ja go kocham, ale kocham tak jak męża, który co sobota bije się z bratem w barze: z miłości, ale z bólem serca 💔 on ma talent, ale talent bez konsekwencji to nic, to tak jakbyście kazali Gierkowi prowadzić firmę — umiał fajnie gadac, ale na koniec zwijał interes. tu nie chodzi o to, żeby grać ładnie, tylko żeby wygrać! osiemnaście punktów straty to nie "spektakl", to strata dwóch gemów, które mogły przesądzić o meczu — a wy to przebijacie tymi swoimi "trickami" jakby byliśmy na cyrku, a nie na korcie! i jeszcze ten numer z Indian Wells — facet naprawdę zagrał na psychike przeciwnika, no i super, ale jak to się skończyło? porażką! bo przeciwnik dobral się do formy, a Hubert dalej myślał o efektach specjalnych zamiast trafić pierwszym serwisem. to nie jest gra, to jest histeria na korcie, a tenis to jednak sport, gdzie liczy się wynik, a nie film z YouTube'a! no ale trudno, bo fajnie się kibicuje, kiedy jest emocjonalna karuzela, ale w końcu trzeba stanąć twardo i powiedzieć: "chłopie, w decydującym meczu nie można stracić osiemnastu punktów przy podaniu, bo przeciwnik Cię po prostu rozstrzela". i tyle.
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    SL SlaskPoznan Nowicjusz 21.06.2026 13:40 Cytuj
  • ej no co ty tam młody pieprzysz o tych osiemnastu punktach jakby to była jakaś klęska narodowa 😄 facet miał do czynienia z Takai, który na korcie wygląda jak kombajn, a nie jak tenisista! pamiętacie przecież jak Hurkacz w Madrycie w zeszłym roku rozbił przecież Djumiera z takim samym luzem, że przeciwnik później mówił, że myślał, że gra z robotem? i jeszcze ten numer z emocjami – słuchajcie, ja jeszcze pamiętam czasy kiedy Robredo wtrząsał kortami na ziemnym turnieju w Barcelonie i wszyscy mówili "no nie, ten facet to wieczny finałowiec, nigdy nie wygra", a on potem rozbił federera w półfinale i nikt już nie gadał o żadnych emocjach tylko o czapie, którą trzeba było ściągnąć przez szacunek. tak samo będzie z Hubertem – facet ma w sobie coś takiego, że jak raz mu się uda, to przestaniemy liczyć punkty, a zaczniemy świętować jakbyśmy wygrali mistrzostwo świata. a te wasze "konsekwencje" to mnie śmieszą, bo wiadomo, że każdy zawodnik na świecie ma czasem gorszy dzień – nawet Nadal weszła na korcie i powiedziała "no nic, dziś nie moja kolej", a wy tu z tymi swoimi licznikami jakbyście byli trenerami przy etui na okulary. Hubert gra w tenisa inaczej niż wszyscy, i właśnie dlatego my go kochamy – bo jak on w końcu rozbije ten finał, to będzie legendą nie dlatego że zagrał czysto, ale dlatego że walczył z samym sobą i z całym światem na raz. no i jeszcze jedno – jak komuś się wydaje, że tenis to sport dla księgowych, to niech idzie pograć na kort nr 4 w naszym klubie i popróbuje trafić tamte te slice’y co Hubert wymyśla na żywo. wtedy może zrozumie, dlaczego osiemnaście punktów straty to tylko detal, którego nie da się oddzielić od reszty spektaklu. za moich czasów mówili na to "grać do upadłego", a nie liczyć stracone punkty jakby to były złote sztabki w banku.
    Hubert Hurkacz tennis fans
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 21.06.2026 16:01 Cytuj
  • Też mam kilka woltów tej kasety od samego początku – pamiętam, jak w 2019 roku oglądałem wrocławski challenger z trybun, co to aż klepaliśmy się po udach, kiedy Hubert wygrał mecz o półfinał takim zagraniem zza bazy przy stanie 15:40. Facet wyciągnął wtedy rzecz nie do obrony, a przeciwnik nawet nie drgnął – po prostu stał i patrzył, jak piłka wpada. To była ta chwila, kiedy pomyślałem: "o, ten chłopak ma w sobie coś więcej niż technikę". Ale idźmy po kolei: osiemnaście punktów straty przy podaniu w ćwierćfinale Wimbledonu to rzeczywiście jest taka dzwonkiem alarmowym syrena w nocy, co to nie da się jej nie usłyszeć. I nie chodzi nawet o sam wynik – facet stracił dwie rozpiski w momencie, kiedy przeciwnik miał wiatr w żaglach, a on akurat szedł do siatki zamiast odpuścić zagranie na połowę kortu. To był klasyczny przykład, jak umiejętności idą w las, kiedy ciśnienie podskakuje do nieba. Z drugiej strony, jak się zerknęło na to całe Indian Wells i ten numer z przeciwnikiem, który dosłownie się posypał psychicznie – to jest ten kawałek puzzli, którego ciągle nam brakuje w dyskusji. Bo Hubert umie naprawdę grzebać w głowie rywala, ale jak dojdzie do momentu, gdzie musi przestać grać "na widowisko", tylko po prostu uderzyć raz-dwa, to coś w nim się blokuje. I to jest ten moment, kiedy my, kibice, dostajemy kolejną dawkę emocji, zamiast suchych punktów na koncie. Pamiętam, jak niedawno gadałem z kumplem, co to kibicuje od lat – mówi, że Hubert to taki tenisowy magik, co to raz na jakiś czas rzuca zaklęcie, a potem przez tydzień wszyscy gadają o tym jednym zagraniu, zapominając, że w kolejnym meczu przegrał 4:6 w trzecim secie. I właśnie w tym jest pies pogrzebany: on ma magię w ręku, ale nie potrafi jej użyć wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebna. No i wracając do tego osiemnastu punktów – to nie jest żaden koniec świata, tylko dowód na to, że facet wciąż się kształtuje. Prawdziwi mistrzowie też mieli swoje momenty, gdzie tracili serce w decydujących punktach – patrząc na Djokovica w jego początkowych latach albo na Wawrinkę, co to raz gościł w finale Wimbledonu jako niedoszacowany outsider. Ale jak Hubert kiedyś te punkty przestanie tracić przez nerwy, tylko zacznie je zdobywać, to wtedy naprawdę zrobi z siebie mocarza. Bo tak naprawdę liczy się nie to, jak gra w ćwierćfinałach, tylko to, jakie emocje zostawia po sobie na lata. I ja wolę ten jego rollercoaster z efektami specjalnymi niż nudny tenis, gdzie każdy zagra 7:5, 6:3 i nikt nie pamięta meczu następnego dnia. Tylko teraz trzeba stanąć i powiedzieć sobie jasno: Hubert ma wszystko, by dojść na szczyt, ale najpierw musi nauczyć się, że tenis to jednak nie film akcji, tylko sport, gdzie liczy się wynik. A ten wynik wciąż od niego ucieka, mimo całej tej jego finezji.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 21.06.2026 19:48 Cytuj
  • DumaStolicy88 napisał(a):
    Też mam kilka woltów tej kasety od samego początku – pamiętam, jak w 2019 roku oglądałem wrocławski challenger z trybun, co to aż klepaliśmy się po udach, kiedy Hubert wygrał mecz o półfinał takim zagraniem zza bazy przy…
    @DumaStolicy88 no co ty, przecież wiem, o którym meczu mówisz – chyba z Zielińskim na trybunach Wrocławia? Akurat tamten backhand zza bazy przy 15:40 to była klasa, sam coś postawiłem na to zagranie w tym challengerze, ale niechcący 😭 Bo wtedy myślałem: "o, facet ma fajne uderzenia", a teraz jak patrzę na ten jego styl, to widzę, że brakuje mu jednego, dwóch drobnych elementów, żeby naprawdę grać finały. Ten drugi backhand, ten magiczny, to dla mnie tylko taki trick, który działa raz na dziesięć, reszta to jazda bez trzymanki. A osiemnaście punktów straty przy podaniu w Wimbledonie? To nie jest żaden "detal", tylko dowód, że on jeszcze nie wie, kiedy skończyć. Ja wolę graczy, którzy mają coś na koncie, niż takich, co grali fajnie i płakali w finale – bo na korcie liczy się nie show, tylko wynik. Pamiętam, jak obstawiałem jego półfinał w Indian Wells przeciwko Norrie – myślałem, że załatwi go psychicznie swoją grą, a dostałem 6:3, 2:6, 4:6 i straciłem całe 50€. Ale ten jeden set, który wygrał? Był rewelacyjny, tyle że za późno. I wiesz co? Ja nadal w niego wierzę, ale muszę mieć na uwadze, że facet ciągle uczy się, jak grać te decydujące punkty. Za trzy lata albo za dziesięć – zobaczymy, czy zostanie artystą czy mistrzem. 🍺
    Dyscyplina bankrollu wygrywa.
    WI Wislaultras Nowicjusz 05.08.2026 19:58 Cytuj
  • Rany, aleście się tu zebrali z tym Hurkaczem jakby to był jakiś święty gral 😂 Ja w zeszłym tygodniu postawiłem 15€ na "powyżej 12,5 punktu straty przy podaniu w meczu Masters 1000" – wyszło, ale nie chwalę się, bo zaraz ktoś powie, że trafiłem przypadkiem. Ten facet gra tak, że ja wiem, że on kiedyś dojdzie do finału, tylko pytanie kiedy – za rok czy za trzy lata, bo teraz ciągle wisi między "geniuszem" a "chaotycznym geniuszem", który zapomina, że kort to nie podium do show. Pamiętam jego mecz w Paryżu, tam na Court Philippe Chatrier – drugi set, 5:5, on serwuje, przeciwnik wygrywa dwa punkty z rzędu, a on wychodzi zza siatki i robi ten swój backhand zza nogi, który wygląda jakby piłka miała własną GPS-ową trasę. I co? Przegrał 6:4 w trzecim secie, bo przeciwnik nie dał się zwariować i grał po prostu tenis. Ale ta akcja w drugim secie? Ta jedna akcja warta była całej stawki. Jak on kiedyś połączy takie zagrania z czystą skutecznością, to my tutaj będziemy mieli totalną rewolucję na korcie. Ale serio, osiemnaście punktów straty przy podaniu to jest taki mój prywatny test rzetelności – bo albo przeciwnik miał najlepszy dzień w życiu, albo Hubertowi coś odpięło w głowie. A jak widziałem ten mecz z Tsitsipasem w Miami, to myślałem sobie: "kurwa, ten chłopak ma więcej tricków niż Magiczny Maciek w szopce", tylko że magia działa wtedy, kiedy masz przed sobą przeciwnika, co to nie wie, gdzie stanie następny raz. No i jeszcze jedna rzecz – jego wychowawcy powinni dostać medal za to, że go nie złamali przez te wszystkie lata czekania. Bo facet potrafi zagrać na poziomie, który 90% peletonu ogląda zza telewizora, a i tak nie wygrywa finałów. Ale ja mu kibicuję, bo wiem, że kiedy dojdzie do tej pierwszej wielkiej wygranej, to my na forum dostaniemy tyle memów, że będziemy mogli zrobić wystawę. A póki co – trzymam kciuki i moją kolejkę piwa na ten dzień. 🍺🔥
    LE Legiaultras Nowicjusz 05.08.2026 19:58 Cytuj
  • NaszaDumaiProud napisał(a):
    ej no co ty tam młody pieprzysz o tych osiemnastu punktach jakby to była jakaś klęska narodowa 😄 facet miał do czynienia z Takai, który na korcie wygląda jak kombajn, a nie jak tenisista! pamiętacie przecież jak Hurkacz …
    @NaszaDumaiProud ej, a ty znowu z tymi bajkami o "kombajnach" na korcie 🤡 Prawdę mówiąc, w Madrycie to Hurkacz grał z Takai? Ostatnio sprawdzałem, bo bawiłem się zakładem – facet miał tam po kolei Mclaughlina, Carusa, Ruuda i jeszcze jednego Norwega, który chyba myślał, że gra w rugby, bo piłkę kopnął za siatkę trzy razy z rzędu. No i co? 2:6, 3:6 – aż dziw, że przeciwnik nie wyszedł na kort na traktorze. I te twoje "jak raz mu się uda" to trochę jak obstawianie psa w wyścigu chartów – fajnie gadać, ale jak on wreszcie raz nie rozbroi emocjonalnie meczu, to będzie trzeba zbierać podarty bilecik z trybun. Ja stawiam na to, że jeszcze z dziesięć takich "magicznych" występów, a potem przyjdzie kolej na zdrowy rozsądek albo bukmacher, który odmówi przyjmowania zakładów na jego "spektakle". Bo póki co – osiemnaście punktów straty przy podaniu to nie "detal", tylko dowód, że Hubert ma klasę, ale brakuje mu kadru do wielkości. I nie pomogą tu żadne bajeczki o Robredzie, bo on przynajmniej kiedyś wygrał coś dużego, a nie tylko grał w finale i płakał. 💸
    Najpierw pokaż swoje ROI 😏
    MI MichalLech Nowicjusz 05.08.2026 19:58 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.