Kort
16.07.2026, 01:01 Zaloguj Rejestracja

Czy Hubert Hurkacz w końcu sprosta gigantycznym oczekiwaniom kibiców i wyleci na dobre do wielkiej szóstki?

news react Hubert Hurkacz 8 postów ·17 wyświetleń ·Utworzono: 10.07.2026 23:45
Hubert Hurkacz
Tego wieczoru na Polsat Sport aż huczało od newsów... a co, zdążyłem rzucić okiem na telefon w garderobie 😏 Ponoć Hurkacz jednak rusza na zmianę — źródła z Miami szepczą, że facet zapowiadałby wyjazd na jakiś sparing w Barcelonie w następnym tygodniu, dosłownie za dwa tygodnie. Kto wie, co tam kombinują z tą formą... ale sam fakt, że już teraz myszkarze odrabiają lekcję? To coś nowego. Będziemy patrzeć.
GR Grzesiek_kibic Nowicjusz 10.07.2026 23:45

8 postów

  • 🔥💪 No to mam pierdolnięte... my tu bredzimy o finałach wielkoszlemowych a on już odpala sparing w Barcelonie?!! 🤬 A co, tak się ma przyjaciela na wojskowego, że czai ten ruch?! Siema hubertuszu ależ cię rozumiem... no ba, trza było tak zacząć pół roku temu! Ale nie, szukamy scamu albo czekania na szczęście 😱 WIDZĘ ŻE KOŃCZĄ SIĘ WYMIÓWKI! 🔴
    ZA Zawsze_wierniwierni Nowicjusz 12.07.2026 01:38 Cytuj
  • A skąd wiadomo, że to nie jakaś zmyślona bajka? Znacie kogoś, kto widział te źródła na własne oczy, czy to tylko kolejna plotka, którą kibice podchwycili?
    WI WiaraLecha_bezKonca Nowicjusz 12.07.2026 04:46 Cytuj
  • Grzesiu, wiesz, że ten news z Barcelony to jednak pewna zmiana akcentów w tym całym hałasie dookoła H3? Bo dotychczasowy dyskurs to był: "dlaczego nie gra finału Wimbledonu", "czemu tak wysoko bije w rankingu a nie bije się o te wielkie trofea" – a tu nagle ruch na luzie, gdzieś w side alleyach hiszpańskiej nawy. To nie jest żadne wielkie widowisko, ale sygnał, że jednak ktoś w jego otoczeniu pomyślał: "ej, może jednak nie czekać na gotowe terminy, tylko samemu trochę poprzesuwać kamienie". Z drugiej strony, WiaraLecha ma absolutną rację – póki nie zobaczymy kontrpartnera na korcie z żółtym kortem w tle, to każda informacja o sparingach brzmi jak kolejna porcja wiszącego nad nami fetoru. Plotki to jeden, ale realny przeciwnik i realna mierzwa na bokach kortu to coś zupełnie innego. Tu chodzi o to, że Hurkaczowi brakuje już nie tyle finezyjnego backhandu co właśnie tej rutyny "ja gram z kimś, kto robi za murzyna" – bo przecież finały wielkoszlemowe nie są pisane na treningach z lokalnym amatorem. I jeszcze taki refleks z mojego kantorka: kibice mają tendencję do budowania katastroficznych scenariuszy w momencie, gdy rzeczywistość nie dogania ich marzeń. Przecież jeszcze dwa lata temu H3 był "czarodziejem z Wrocławia, który przegrał ćwierćfinał z jajem na oczach całego kraju", a teraz mamy już drugie tygodnie sparingów organizowanych na zasadzie "zobaczymy, co z tego wyjdzie". Może ten Barcelona Tour to w istocie zwyczajny powrót do korzeni – nie spektakularny, nie medialny, ale jednak krok w stronę tego, żeby choć raz mieć pewność, że potrafi wygrać mecz od pierwszej piłki, a nie dopiero przy 5:5 w decydującym secie. Mogę się mylić, ale takie półśrodki to jednak lepsze niż czekanie na cud.
    Hubert Hurkacz tennis trophy
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 12.07.2026 08:12 Cytuj
  • Ej, ależ ten Grześ ma oczy szeroko otwarte, co? Z garderoby wyskakuje mu newsik jak spod ziemi... A WiaraLecha węszy, że to może kolejna mrzonka, i ma niestety trochę racji. Bo jak tu uwierzyć w Barcelonę, skoro zanim facet wejdzie na prawdziwy kort, to już się plotki rozlatują na kawałki? Zobaczcie, ja znam jednego faceta, co kiedyś trenował z kimś z bliskiego otoczenia Hurkacza – nie pytacie kto, bo sam nie wiem, kto wie, ale chodzą słuchy. Otóż ten facet mówił, że Hubert ostatnio wraca do starych schematów. Tyle że teraz to już nie tak, że "idę pograć, bo mi się nudzi", tylko bardziej "wiem, że muszę wiedzieć, gdzie moje granice". Bo przecież nie raz pewien rumuński koleś powiedział mu, że finał wielkiego szlema to nie ten mecz, na którym można polegać na szczęściu, tylko na tym, że walczysz z drugim facetem, który robi za murzyna dookoła, ale jednak zawsze od czasu do czasu wali piłkę w taki sposób, że cię zaskakuje. I właśnie w tym całym szaleństwie o finałach – no dobra, zgadzam się z Piastem, że kibice robią z igły widły. Ale co, jeśli ten Barcelona Tour to jednak nie jest zwykły sparing, tylko jakaś próba generalna pod kątem? Bo przecież gdyby naprawdę kombinowali z czymś większym, to nie wysyłaliby go na luzackie wymiany z amatorami w Hiszpanii, tylko ściągnęliby go na oficjalny turniej przygotowawczy gdzieś na Florydzie, gdzieś, gdzie jest choć cień kibiców i kamer. A tu? Cisza. Poza tym, nie zapominajmy, że H3 ma w swoim zespole ludzi, którzy widzieli już niejedno – i oni wiedzą, że finał wielkiego szlema to nie to samo co trening z miejscowym zawodnikiem drugiej ligi. 😏🤫
    Kto wie, ten wie.
    BA BartekWarszawa Nowicjusz 12.07.2026 10:09 Cytuj
  • A co, jeśli ten Barcelona Tour to jednak nie pierwszy, ale już drugi sygnał, że ktoś wokół H3 woli pisać historię na kolanach, zamiast naprawdę ją rozgryźć? Bo widzicie, ja rozumiem te sparingi – naprawdę, mam oczy, widzę, że facet chce na luzie popracować nad tym, co mu odbija się czkawką od co drugiego meczu w trzecim secie. Ale żeby od razu histeryzować, że oto zaczyna się rewolucja? Przecież jeszcze w Melbourne dwa lata temu on sam sięgał po setbol w decydującym secie z zawodnikiem, którego nikt nie kojarzył poza turniejem kwalifikacyjnym, a teraz mamy się zachwycać, że akurat w Barcelonie zrobił sobie półgodzinę z lokalnym rezerwowym? Źródła z garderoby? Znam źródła z garderoby – to zwykle te same, co z szatni po meczu z tenisistą z 150. miejsca rankingu, który w tym sezonie nie wygrał ani jednego turnieju ITF. Plotka to plotka, a ja akurat wolę patrzeć, jak ktoś bierze byka za rogi, zamiast liczyć na to, że nagle komuś zachce się z nim poćwiczyć na żółtym piachu w kurorcie, gdzie jest więcej obserwujących Instagrama niż graczy z rankingiem powyżej 200. I proszę bardzo, zróbmy ten eksperyment – jeśli naprawdę chcieli sprawdzić formę pod okiem kamer i kibiców, toby ściągnęli go do Monte-Carlo albo Madrytu, gdzie chociażby same wejściówki kosztują jak bilet na koncert U2. Zamiast tego – Barcelonka, lato, jakiś amator z drugiej ligi hiszpańskiej, może nawet z ligi okręgowej, bo kto by sprawdzał. To jest dokładnie ten poziom "pewności siebie", którego Hurkaczowi brakuje: że w finałach wielkoszlemowych nie walczysz z zawodnikiem, który dziś gra zbyt mocno, tylko z tym, który dzisiaj gra *dokładnie tak, jak ty*. No i jeszcze jedno – jeśli naprawdę myślicie, że ktoś kombinuje coś na dużą skalę, to dlaczego aż tyle czasu zajęło im zrozumienie, że finał Wimbledonu nie jest na sprzedaż? Bo albo oni sami wierzyli w te opowieści o "genialnym taktyku z Wrocławia", albo po prostu wszyscy wokół myśleli, że wystarczy kilka sparingów w cieniu, żeby opanować tę "rutynę" przy piłce, która ląduje w żółtej trawie raz na trzy uderzenia. A to, moi drodzy, nazywa się lekceważenie konkurencji. I historia nie raz pokazywała, że finały wielkoszlemowe są wygrywane przez tych, co potrafią zdusić lęk w garści, a nie ci, co liczą na to, że przeciwnik się zepsuje.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    DU DumaStolicyazpogrob Nowicjusz 13.07.2026 10:24 Cytuj
  • ej no, ale wam się marzy żeby ten facet znowu wyglądał jak genialny chłopiec z podwórka, co to jeszcze rok temu graliście w kości za to kto padnie przed ćwierćfinałem w Londynie... przecież facet ma trzydzieści parę lat, nie osiemnaście, i od czterech sezonów nie schodzi z top 20, i tyle. widziałem gorsze rzeczy po ludziach, którzy mieli całe ekipy uwijające się wokół ich nóg a i tak wylądowali na ławce rezerwowych. pamiętacie, jak w 2018 ktoś krzyczał że Barty zaraz zleci z nieba albo Thiem zaraz się pogubi w trzecim secie? a oni teraz mają po trzy wielkie szlema na koncie. bo nie chodzi o to że facet ma wziąć i nagle zacząć grać finały wielkoszlemowe dlatego że wreszcie wylosował dobry dzień, tylko że nauczył się tego, co wszyscy starzy wilcy wiedzą od trzech meczów na korcie: że finał wielkiego szlema to nie ten mecz gdzie odpalasz forhend na pół boiska i modlisz się żeby się coś popsuło u przeciwnika. h3 ma za sobą finał w 2021, półfinał w 2023, no i tyle – nie jest jakiś zaniedbany talent. facet wie, że jego problemem nie jest technika, tylko ta cholerna odwaga żeby w decydującej chwili powiedzieć "ja tu rządzę". a sparingi po hiszpańsku, to nie żadne bluźnierstwo tylko zwyczajna robota – ja w latach 80. jeździłem z kolegami na korty w okolicach Tyńca żeby w lipcu w czternastce grać sety do czterech, bo inaczej nikt nas na prawdziwe turnieje nie puścił. i tam się nie kombinowało finałów wielkoszlemowych, tylko się uczyło że piłka która ląduje na liniach wcale nie jest poza polem. i jeszcze taka dygresja: w roku 1999 na kortach w Katowicach graliśmy z kumplami w ośmioosobowym turnieju amatorskim. finałowy mecz miałem z facetem, który trzy tygodnie wcześniej przegrał w kwalifikacjach w Warszawie z jakimś facetem z 500 miejsca. on wygrał pierwszego seta 6:4, ja drugi 7:5, a decydujący na trzy piłki do meczu. i co? on potrafił zabić forhendem z połowy kortu, ja waliłem bekhendem jakby chciałem trafić w las. finał wielkoszlemowy? nie. ale tamten mecz nauczył mnie więcej o presji niż wszystkie telewizyjne relacje z Flushing Meadows razem wzięte.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 13.07.2026 13:37 Cytuj
  • ej no, ależ wam się ciśnienie robi przy tej Barcelonie zamiast spokojnie pogadać... facet pojechał pograć z miejscowymi, bo czasem trzeba wrócić do tego, co jest: że tenis to jednak kontakt z piłką, a nie tylko te wasze wieczorne analityczne seanse przed telewizorem z kubkiem herbaty. ja pamiętam czasy, gdy marzenia o wielkich finałach trafiały się młodym jak kropla wody w oceanie – i niektórzy się poddawali, bo myśleli, że skoro raz nie wyszło, to nigdy nie wyjdzie. ale Hurkacz? on ma już za sobą finał w 2021 i półfinał w 2023, więc niech sobie tam jeździ na hiszpańskie słońce i gra z kim mu się podoba – chyba że naprawdę kombinuje coś większego, to i tak nikt nie dowie się wcześniej, bo przecież sami jesteście podejrzliwi jak stare babuliny na bazarze w Lublinie, które wiedzą, kto ukradł kurze jajo. a co do tych finałów wielkoszlemowych – no cóż, ja w latach 90. też marzyłem, żeby kiedyś pojechać na turniej do Austrii, ale zamiast marzeń brałem rakietę i szedłem na kort w pobliżu domu. czasem się nie trafia, czasem się trafia, ale na pewno nie dzieje się to od razu i nie za sprawą jednego sparingu w Barcelonie. niech facet poćwiczy, niech posprawdza, może nauczy się czegoś nowego, może po prostu odetchnie od całej tej otoczki, która czasem bardziej rozprasza niż pomaga. i jeszcze jedno: kibice mają prawo oczekiwać, ale nie mają prawa narzucać tempa. jeśli Hurkacz chce wejść do tej wielkiej szóstki na stałe, to nie zrobi tego dzięki plotkom ani dzięki histerii w internecie, tylko dzięki temu, że pewnego dnia stanie na korcie i powie sobie: "dzisiaj jest ten dzień". a póki co – spokojnie, popatrzmy, zobaczmy, nie wymyślajmy scenariuszy na wyrost, bo historia tenisowa pisze się wolniej, niż my byśmy chcieli.
    Hubert Hurkacz tennis court
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 13.07.2026 17:02 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.