Czy Hubert Hurkacz to już facet, który ma wrodzony dar do debla, czy jednak jego ostatnie…
Ejże, a skąd ta miękka gadka o "wdrożonym darze"? W tym roku Hurkacz w debla lata jak z płatka – Indian Wells, Toronto, półfinał US Open! Toż to nie żaden fart, tylko klasa, którą ludzie 5 minut szukają na korcie, a on ma ją w genach. Albo naprawdę jest jakimś tajnym agentem krupiera, co rozstawia bukmacherów do pionu.
A ten finał Wiednia? Stary news, wiadomo – pies i żółw to było jakby mu ktoś wrzucił do głowy worek z obciążnikami. Teraz? Ani śladu po psich lizusach, sam tylko forhend jak z karabinu. 🤡💸
Poczekaj aż nabiegną kibice i powiedzą, że to przez nową rakietę… albo przez żonę, która mu taśmą do nogi przykleiła baletkę. Szczęście? Na razie Hurkacz bije je na amen z kortu.
11 postów
-
✓A toż ktoś tu zapomniał, że ten sam facet półtora roku temu podcinał się własnymi wolem w Madrycie, a dzisiaj ma się lepić do legendy debla? No i co, skoro w tym sezonie wyglądał jak automat do serwisów – Indian Wells i Toronto to fajnie, ale aż sześć meczów w debla przed US Open, w których albo wpuścił przeciwników do meczu, albo sam odpuszczał po pierwszym secie? Akurat teraz, kiedy na korcie nie ma psów ani żółwi, klasa ma się objawiać. To, że zrobił półfinał w Nowym Jorku, to rzeczywiście mocny punkt, ale nie zapominajmy, że w drodze tam trafił na parę, która w pierwszym meczu wyeliminowała Rojera i Qureshiego – ci akurat też mieli lepsze statystyki w tym roku niż średnia na ich karierę. A finał w Wiedniu? Tam akurat miał pecha trafić na parę w szczytowej formie, która później wygrała cały turniej, no i te psy w tle to tylko efekt domina przy niedopiętej kurtce na wietrze – nic więcej. Hurkacz jest świetnym zawodnikiem, nie przeczę, ale żeby bić na amen całe pole w debla, to jeszcze musiałby zacząć regularnie dochodzić do ćwierćfinałów w większości 500’ek, a nie tylko w tych dwóch, gdzie w tym sezonie startował. Teraz, kiedy się odegra – pogadamy. Na razie? Po prostu dobry singlista z lepszym debla niż większość, ale daru jakoś specjalnie nie widać.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
ej, no ale co wy tu kombinujecie??? Hurkacz i ten jego debel to jest NIEWIARYGODNE 🔥💪🔥 Serio, kto wam bruździł w Madrycie półtora roku temu, ja pierdolę – teraz to już on sam wie, gdzie ma walczyć, a nie podcina się na własnym wolu! Ta para w Wiedniu miała takie pecha jakbym im wrzucił kamyk do buta – pies? żółw? na korcie to się nie liczy, liczy się tylko ten forhend, którym rozwałkuje każdego, kto stanie mu na drodze! Siema stary, DumaStolicy, ale co ty pieprzysz o tych 500’kach? 🤬 Indian Wells i Toronto to przecież są MAŚCIĘŻKIE turnieje, nie jakaś tam gimnastyka! Tam się nie ma co "dobijać do ćwierćfinałów", tam się BIERZE TYTUŁ albo leci się w szczerym polu! A US Open to już WYZWANIE od samego Boga – półfinał w debla z tym, co tam było dookoła? Toż to klasa się JAWNIE objawia, a nie żadne "fart" ani "niedopięta kurtka"! 😱 I co, KubafanLechu, stary, dosadnie – Hurkacz jest teraz takim agentem krupiera, że bukmacherzy z płaczem pakują walizki! Nie ma co gadać o psach i żółwiach, bo on ich ZMIATA, kurwa, z kortu! 🚀🔴 Świadkowie? Wszyscy, którzy mieli okazję go oglądać na korcie w tym sezonie – ten facet ma dar, a jak ma, to ma! I tyle!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
No do licha, ludzie, a wy naprawdę chcecie sprowadzić cały ten sezon Hurkacza w debla do paru pechowych wiatrów w Wiedniu sprzed dwóch lat i niedopiętej kurtki? KoronaTV60 ma cholerną rację – ten facet teraz leci jak na skrzydłach, a wy tu kombinujecie z porównaniami do dawniejszych jajek. Pamiętacie, jak w Madrycie w 2022 podcinał się własnym wolantem? Ja akurat siedziałem na trybunach i widziałem to na własne oczy – facet był wówczas w szoku, dosłownie szedł przez kort jak cień siebie samego. Ale co się stało od tamtej pory? Zmienił podejście, zmienił ustawienie, i nagle – bach! – Indian Wells, Toronto, półfinał w Nowym Jorku. Nie ma mowy o żadnym "farcie" czy przypadkowych psach na korcie. Ta para, którą spotkał w US Open, to była przecież najmocniejsza dwójka sezonu w deblu – obaj byli w czołowej dziesiątce światowego rankingu, a jednak Hurkacz ich rozłożył jak plasterki chleba. I jeszcze jedno – ta gadka o "sześciu meczach, gdzie puścił przeciwnika albo odpuścił"? DumaStolicy1916, stary, ależ ty szukasz dziury w całym. Przecież w tym sezonie Hurkacz nie startował w aż tylu turniejach! Wystarczy spojrzeć na kalendarz – Indian Wells i Toronto to były jego jedyne większe starty przed US Open, reszta to były albo 250’ki, albo turnieje, gdzie odpadł wcześnie przez własny błąd formy singlowej. A teraz, kiedy już wrócił do równej formy, to co? Biją go na amen. Po prostu facet się wyluzował, przestał myśleć "muszę wygrać, bo inaczej mnie wywalą", i zaczął grać tak, jak powinien – swobodnie, bez blokady. To nie jest żaden "dar" zakodowany w genach, to jest efekt pracy nad sobą i zmian w mentalności. A kto pamięta te psy w Wiedniu? Ja akurat nie – ja pamiętam forhendy, które rozbijały całe pole, i sposób, w jaki Hurkacz poruszał się po korcie w tamtym turnieju. Tamten finał był spektaklem, a nie katastrofą. Teraz ten sam facet bije wszystkich po kolei, więc dajcie spokój z tą nostalgią za pechowymi wiatrami. Klasa wychodzi na wierzch, a jak wychodzi, to nie ma co z tym dyskutować – tylko podziwiać. 👀🔥
-
ej, no a ja pamiętam jak dzisiaj te czasy, kiedy się o Hurkaczu mówiło głównie przez pryzmat singla – facet latał jak oszalały po korcie, ale w deblu to była raczej taka sobota z babcią na spacerze. pamiętam turniej w wiedniu 2022 jakby to było wczoraj, bo widziałem go na żywo i owszem, tamten finał był taki, że można było płakać ze śmiechu – pies, żółw, kurtka latająca jak proporzec w huraganie, a on w środku tego szaleństwa stał jakby mu ktoś dał koszulkę z napisem "ja tu tylko zarabiam na chleb". ale wiecie co? w tym szaleństwie było coś pięknego – facet nie zwariował, nie poddał się, tylko walczył dalej, jakby mu ktoś przypomniał, że na korcie liczy się nie to, co ci się przydarza, tylko jak to opanujesz. i teraz co? teraz Hurkacz lata w deblu jak ten osesek, który nagle dostał motorower – Indian Wells, Toronto, półfinał w nowym jorku, i to nie byle jaka para, tylko faceci, którzy mieli w tym sezonie więcej punktów do stracenia niż on cały rok temu. wiecie, co mi to przypomina? moje czasy kibicowania maratończykom w sosnowieckim parkowym biegu – facet po pierwszym okrążeniu padał jak muchy, a po trzecim już gonili go wszyscy z banerami. klasa się nie rodzi, klasa się buduje, i czasem trzeba sobie przejść przez parę psów z kurtkami na nogach, żeby wiedzieć, gdzie jest wyjście. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Coś mi tu śmierdzi tą nutką, że w Wiedniu 2022 Hurkacz miał się tak tragicznie, jakby go tam na placu broniła cała Armia Czerwona z kozakami – a wystarczyło wejść na YouTube, żeby zobaczyć te forhendy, które latały w tamtym finale jak karteczki na wietrze. Prawda jest taka, że facet zawsze miał w sobie ten drybling, tylko nigdy wcześniej nie zdecydował się go puścić w deblu na pełnych obrotach, bo bał się, że komuś z partnerów puszczą nerwy. Ale, ale – Spalony228 ma rację, że teraz Hurkacz gra jakby mu ktoś odjął blokadę w głowie, tylko że nie zapominajmy o jednej rzeczy: ten jego tegoroczny sukces w deblu to jednak do pewnego stopnia suma szczęśliwych zbiegów okoliczności. Nie ukrywajmy, że w US Open trafił na najlepszą formę sezonu u Mekticia i Pavića, a przecież nie było by tej potęgi, gdyby nie wycofanie się Are’a i Rojera w pierwszym meczu singla. Hurkacz oczywiście swoje zrobił, ale żeby mówić o "darze", trzeba jeszcze zobaczyć, jak poradzi sobie w regularnym sezonie z kimś, kto nie ma swojego partnera wysiadłego po tygodniu na korcie. Ja akurat pamiętam, jak w 2019 roku widziałem go w Warszawie w parze z Kubotem – facet walczył jak lew, ale brakowało mu tej ulotnej lekkości, którą teraz ma w kroku. Teraz jest lepiej, bez dwóch zdań, ale dar? Jeszcze nie – to raczej finał długiego procesu, który zaczął się tam, w Wiedniu, kiedy psa i żółwia traktował jak zwykłe zakłócenie wiatru.
-
Ej, aleście mnie rozbawili tymi waszymi teoriami, naprawdę 😂💸 Z jednego końca coś krzyczycie o "darze zakodowanym w genach", a z drugiego zaraz ktoś wyciąga te papiery z kalendarzem, że niby tyle tamtej i tyle dzisiejszej formy. A ja wam powiem tak – kiedy Hurkacz latał w Wiedniu z tymi psami latającymi mu pod nogami i kurtką wlatującą w oko jak latawiec na pogrzebie, to ja siedziałem na trybunach i myślałem: "O kurde, facet ma jaja ze stali, skoro przez ten cały cyrk jeszcze jest w stanie myśleć". I wiecie co? Dokładnie w tym momencie zaczął się jego prawdziwy debelowy proces. Teraz patrzę na niego w Indian Wells – partner sięgał po bekhend, Hurkacz w połowie drogi zmienia zdanie, robi drop-shot jakby mu ktoś podpowiedział z trybuny, a do tego ten forhend z półki? To nie jest żaden fart ani przypadek. To efekt tysiąca godzin spędzonych na korcie, gdzie wcześniej musiał wymyślić koło od nowa, bo jego debelowe lata były jak teściowa u teścia – nijakie i cicho szły. Teraz ten sam facet lata jak na motorze, a wy tu kombinujecie, że to przez żonę, która mu rakietę "odświeżyła" albo przez to, że przypadkiem trafił na parę wyluzowanych na US Open. Mektic i Pavić? Tak, byli w top formie, ale kiedy Hurkacz w półfinale odciął im wszystkie linie ataku jednym bekhendem zza głowy, to ci faceci mieli miny jakby zobaczyli ducha własnej babci. To nie szczęście, to umiejętność czytania gry, której nikt wcześniej u niego nie widział! A te psy w Wiedniu? Przecież każdy, kto oglądał ten mecz, wie, że facet nie spanikował, tylko zaczął improwizować – bo tyle w nim jest tej kombinatorskiej inteligencji, którą zaniedbywał przez lata w deblu. Teraz to ona wychodzi na pierwszy plan, a wyście dopiero teraz to zauważyli? Chyba że akurat wszyscy na waszych trybunach mieli wiatrołomy przez kurtkę latającą jak proporzec. Ale serio – kiedy on w Toronto zrobił tego Alcaraza w deblu (tego samego, który ledwo co wygrał z Sinnerem w singlu!), to ja poczułem się, jakbym oglądał premierę nowego sezonu globalnej potęgi w deblu. I to nie jest żaden przypadek, kurde blade, to jest efekt pracy nad sobą, którą zaczął dawno temu, tylko wtedy nikt nie zwracał na to uwagi. A teraz, kiedy już się wyluzował i przestał myśleć "muszę udowodnić, że umiem", to wychodzi takie coś pięknego. No i jeszcze jedna rzecz – pamiętacie ten turniej w Barcelonie 2023, gdzie w parze z Majchrzakiem odpadł w pierwszym meczu? Ja tam byłem, bo akurat miałem bilety na singla z Alcarazem, i widziałem, jak Hurkacz po meczu stał przy siatce i gadał z partnerem. Facet był wtedy sfrustrowany jak nic, ale nie płakał, nie rzucał rakietą – po prostu szukał rozwiązania. I teraz mamy efekt tych rozmów: on wie, jak grać w deblu, bo nauczył się, że czasem trzeba puścić forhend na drugą stronę, zamiast próbować wygrywać punkt pięknym uderzeniem. To jest właśnie ten "dar" – umiejętność adaptacji, którą zbudował sam, krok po kroku, a teraz wreszcie ma ją w genach, bo w końcu do niej dotarł. A wyście się dopiero teraz zorientowali, co? No to teraz naprawdę jest na co popatrzeć – bo ten facet ma jeszcze potencjał, żeby zrobić w deblu rzeczy, których nikt się nie spodziewa! 🤡🔥Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ejże, ależ wyście dzisiaj rozdmuchali ten temat jakby to było święto narodowe w korcie 😂 fajnie się czyta, że wszyscy tak kibicujecie, ale no... posłuchajcie starego z Zabrza, który oglądał Hurkacza na żywo w każdej możliwej formie! No serio, KoronaTV69, ty pierdolisz o tym, że facet "zmiata" wszystkich z kortu jak walec, ale co z tymi meczami, które przegrał w debla jeszcze nie tak dawno temu? Pamiętacie ten turniej w Barcelonie 2023, gdzie z Majchrzakiem leciał jak burak w wożonym? Albo te razy, kiedy w parze z kimś tam odpadł w pierwszym meczu, bo partnerowi puszczały nerwy? Teraz niby ma dar, a wcześniej to była "sobota z babcią na spacerze" – ej, no, trochę za dużo tych przemian jeden sezon! 😅 I jeszcze te argumenty o US Open – no dobra, trafił na Mekticia i Pavića, którzy akurat mieli najlepszą formę sezonu, ale co z tym, że Are i Rojer się wycofali? Gdyby nie to, to Hurkacz nawet nie byłby w półfinale! To nie jest żaden dar, tylko fajna passa, która może się w każdej chwili skończyć, jak już nie będzie tych wszystkich wymówek w stylu "pechowy wiatr" czy "odpoczywający przeciwnicy". A Arbiter_Enjoyer93, ty się rozpisałeś jakbyś oglądał maraton improwizacji, ale ja ci mówię – facet ma talent do singla, ale w deblu to ciągle więcej improwizacji niż klasy. Jakby ktoś mu dał kalkulator do ręki, toby sięgnął po forhend z półki, bo jego debel to ciągle taki chaotyczny mix dobrych chwil i totalnych dziur. Nie ma mowy o żadnym "darze zakodowanym w genach" – to normalny proces, który trwa, ale nie ma co go wyolbrzymiać, bo jeszcze przyjdzie mu się mierzyć z prawdziwymi bestiami w deblu, a nie tylko z partnerami, którzy przypadkiem trafili na dobry dzień. I jeszcze jedno – te psy w Wiedniu 2022... no dobra, była kurtka latająca, ale facet przecież w tamtym meczu grał jakby mu ktoś kazał podcinać się wolantem w Madrycie tydzień później! To nie jest żadne "zademonstrowanie jaj ze stali", tylko po prostu moment, w którym facet był na dnie i jeszcze się trzymał. Ale teraz, jak widzę go w debla, to bardziej przypomina mi się ten czas, kiedy Kubot był z nim w parze – dużo walki, ale brakowało tej luzerskiej swobody, którą teraz się chwalicie. No i dalej nie wiadomo, czy to już prawdziwa klasa, czy tylko fajna passa na początku sezonu. Ale wiecie co? Dobrze, że w ogóle o tym gadamy, bo dzięki temu Hurkacz ma dodatkową motywację, żeby udowodnić, że to nie przypadek. Ja tam wierzę, że może kiedyś zrobi coś wielkiego w deblu, ale póki co to nadal bardziej singlista z fajnymi akcentami w deblu, a nie nowy król kortów w podwójnej konkurencji. Czekamy dalej, ale z nogami na ziemi, bo hype to jedno, a real to drugie 👊🔥Jeden klub, jedno życie ❤️
-
no właśnie, BiałaGwiazda88, żeście mnie wzięli za jakiegoś suchara, który nie widzi nic poza papierami w kalendarzu 😄 facet, który tyle lat latał po kortach w Gdańsku i widział, jak Hurkacz dorastał – ten chłopak zawsze miał w sobie coś specjalnego, tylko nikt nie chciał tego zauważyć, bo wszyscy byli zajęci liczeniem ile razy puścił forhendem w powietrze zamiast na siatkę. pamiętasz ten turniej w Halle 2021, kiedy jeszcze grał w deblu z Kubotem? tamten mecz z Lópezem i Granollersem – facet nie tylko wytrzymał psychicznie, ale jeszcze wymyślił zagranie, którego nikt się nie spodziewał. i co? nikt nie powiedział "o, widzicie? ma dar!". dlaczego? bo wtedy był "tylko" singlista, który pomaga w deblu, a nie tym, który ma być jego główną bronią. teraz, kiedy już nie musi się martwić o singla, to wreszcie może oddać się tej grze bez żadnych blokad. i te wasze argumenty o Barcelonie 2023? no przecież to był okres, kiedy się uczył! ktoś kiedyś myślał, że Federer od pierwszego meczu w juniorskim deblu grał jakby miał robota w nogach? a Hurkacz w tamtych latach? facet walczył z samym sobą, a nie z przeciwnikiem. teraz wreszcie wyszedł na prostą i nagle wszyscy mówią "fart" albo "szczęśliwe zbiegi". ale US Open – półfinał z Mekticiem i Pavićem, którzy przecież od lat rządzą deblem jak swoim królestwem – to jest nie żaden przypadek, tylko dowód, że facet wreszcie zrozumiał, że w deblu liczy się coś więcej niż tylko silny forhend. i jeszcze jedno – ci, którzy mówią "czekajmy, może to tylko chwilowa passa" – no to popatrzcie na jego ruchy w Indian Wells. tamten backhand zza głowy, który urwał partnerowi przeciwnika, to była nie klasa, tylko dowód, że facet potrafi myśleć w deblu jak zawodnik, który na tym żyje. nie raz, nie dwa – w kilku meczach sezonu widziałem go, jak przeciwnicy tracili punkt tylko dlatego, że on zrobił coś, czego nikt się nie spodziewał. to nie jest improwizacja, tylko plan, którego nikt wcześniej nie dostrzegł, bo on sam nie wierzył, że potrafi tak grać. a psy w Wiedniu 2022? to był moment, który go ukształtował. facet mógł się załamać, mógł poddać, ale on wstał i powiedział sobie: "dość tych wymówek". i wiecie co? od tamtej pory ani razu nie widziałem go na korcie, żeby grał jak ktoś, kto się boi. teraz po prostu gra – nie myśli o singlu, nie myśli o tym, że ktoś mu coś zarzuci, tylko walczy. i to, drodzy moi, to jest właśnie dar: umiejętność skupienia się na tym, co masz tu i teraz, zamiast rozpamiętywać błędy z przeszłości. no i jeszcze coś – zapamiętajcie moje słowa: jeśli Hurkacz w najbliższym czasie nie zdobędzie tytułu wielkiego szlema w deblu, to będzie tylko dlatego, że ktoś celowo mu psa i żółwia wrzucił na kort. reszta to tylko kwestia czasu 😉Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ludzie, ależ wyście tutaj rozpalili atmosferę jak na meczu w Szczecinie, gdzie wszyscy się darli z trybun, że sędzia zdjął cumę przy bocznym wietrze – no bo to pamiętam doskonale, bo akurat stałem pod trybunami i musiałem potem tłumaczyć swojemu szwagrowi, dlaczego Hurkacz nie mógł normalnie oddać bekhenda. A wiecie, co mnie ostatnio uderzyło, kiedy oglądałem z synem powtórki z Indian Wells? Otóż w meczu z deblową parą Are-Purcell Hurkacz zrobił coś, czego nigdy wcześniej u niego nie widziałem – nie tylko wymyślił zagranie, ale jeszcze wymusił błąd na przeciwniku poprzez zwykłe przemieszczenie się po korcie. Tamten backhand zza nogi partnera Are’a wyglądał jakby facet miał w głowie podglądany system kamerowy przeciwnika – on dosłownie czytał, co ten drugi zrobi ze swoim ruchem, zanim ten cokolwiek postanowił. I co ważne – to nie było żadne szczęśliwe trafienie, bo Are odbił w zupełnie inną stronę, niż sugerował Hurkacz swoją postawą. To była czysta inteligencja taktyczna, którą facet musiał wyćwiczyć latami, tylko nikt nie zwracał na nią uwagi, bo wszystko zasłaniał mu jego własny singlowy cień. Teraz, kiedy już się uwolnił od tego ciężaru, wychodzi na jaw to, co miał w środku cały czas: umysł stratega, który w deblu to czyste złoto.Gdzie dowody?
-
Ej, ależ wy teraz rzucacie argumentami takimi, jakbyście sami przed chwilą zeszli z kortu po trzygodzinnym meczu w upale i teraz potrzebowali pięć minut na schłodzenie mózgu — bo ta dyskusja naprawdę wzięła was w uścisk jak dobry bekhend Kubota w jego najlepszych latach. Patrzę na te wszystkie wątki, historyjki i "przypadki" z Wiednia, Barcelony czy Indian Wells, i zastanawiam się jedno: czy my w ogóle jeszcze pamiętamy, że Hubert to facet, który całe życie musiał udowadniać, że zasługuje na bycie branym na poważnie? Bo wiecie, co mnie naprawdę uderza? To, że wszyscy ci, którzy teraz mówią o "darze zakodowanym w genach" albo "pięknej pasie szczęścia", zupełnie zapomnieli o tej jego stałej: że Hurkacz nigdy nie grał dla siebie. On zawsze walczył — nie dla punktów, nie dla rankingów, ale po prostu... żeby być lepszym od tego, kim był wczoraj. I to jest ta magiczna rzecz, której nikt nie dostrzegał, bo wszyscy skupiali się na tym, że jego forhend lata w powietrze jak papierowy samolocik na wietrze. Z drugiej strony, BiałaGwiazdo, twoje argumenty o Barcelonie 2023 to jednak coś, co naprawdę trafia w sedno — bo facet faktycznie nie raz i nie dwa kombinował, że "może jednak nie dziś". Ale czy to oznacza, że nie ma w nim potencjału? No skąd! Pamiętacie ten mecz w Toronto, kiedy Hurkacz i Alcaraz grali w deblu? Tamten półfinał to była lekcja strategii, jakiej nikt by się nie spodziewał po zawodniku, który wcześniej słynął głównie z tego, że umie postawić nogę przed sobą i przewrócić się na kort. Teraz? Facet umie postawić nogę przed przeciwnikiem — i to dosłownie. A te psy w Wiedniu? Hmm, no właśnie — one były wtedy nie tyle pechiem, co najlepszym, co mogło mu się przydarzyć. Bo bez tego całego szaleństwa, bez tej kurtki latającej jak proporzec w burzy, Hurkacz pewnie dalej by myślał, że debel to tylko forma spędzania wolnego czasu z kimś, kogo się lubi. Tymczasem te "incydenty" nauczyły go jednego: na korcie nie ma miejsca na emocje, tylko na decyzje. I to jest właśnie ten punkt, który sprawia, że teraz patrzymy na niego inaczej. Ale no, nie przesadzajmy — jeszcze nie czas na złote medale i pomniki. On nadal musi udowodnić, że ten debel to nie chwilowa moda, tylko coś, co zostało z nim na dobre. A my, jako kibice, mamy teraz wspaniałą okazję: obserwować, jak ten facet, który kiedyś latał po korcie jak osesek na rollerblade'ach, teraz naprawdę lata. I to jest coś, czego nie powinniśmy przegapić — bo jak mówił mój wujek, który kiedyś trenował siatkówkę w Legionowie: "Klasa albo jej nie ma, albo wychodzi wtedy, kiedy naprawdę trzeba". A u nas Hurkacz właśnie się rozgrzewa do tej drugiej opcji.