Czy Hubert Hurkacz może w końcu sięgnąć po setkę wygranych w sezonie i zburzyć szklany…
Czy naprawdę potrzebujemy jeszcze jednego meczu, żeby zrozumieć, dlaczego Hurkacz nie może złapać tej setki? Wystarczy rzut oka na ostatnie turnieje – w oczach mediów jest "bliski, ale jednak za daleko", w statystykach widać, że to nie kwestia jednej wolty. Dzisiaj, przy tej formie serwisowej (średnia prędkość 205 km/h, 93% skuteczność na pierwszym zagraniu), mógłby zniszczyć każdego, kto nie potrafi się obronić przy własnym serwie. A jednak… przegrywa się, bo rywale wyciągają coś, czego on nie trafi – obrońcy umieją wyczerpać jego nogi albo wycisnąć błąd z powodu presji długich wymian.
Oczywiście, ten styl ma drugie dno: im więcej uderza mocno, tym więcej musi biegać, by odzyskać pozycję. To jak jazda na okrągło w trybie sportowym – świetnie prezentuje się w zestawieniach, ale fizjologicznie wyrabia w końcu limit. Przy 183 cm wzrostu (i proporcjonalnych nogach) potrzeba ogromnej dyscypliny ruchowej, a Hurkacz, choć walczy, ma momenty, gdzie nogi tracą dynamikę na trzecim secie. I tu pojawia się pytanie: czy trenerzy walczą z tym problemem systemowo, czy liczą na to, że natura wystarczy?
Największa ironia tkwi w tym, że styl Hurbka jest właściwie idealny dla twardych kortów – gdzie jego serwis i forhendowe uderzenia z odchyleniem (aż 68% punktów wygrywa zza linii podstawowej, z czego 42% to akcje po własnym podaniu) powinny roić mu zwycięstwa. Tyle że… twardych kortów jest ledwie 40% w kalendarzu, reszta to męczarnie na mączce lub trawie, gdzie jego tempo ginie w szlamie albo niskim odbiciu. I nie oszukujmy się – na mączce wolelibyśmy widzieć kogoś, kto potrafi schodzić do siatki i czekać na półgłosy. On zaś, przy swojej agresji, zbyt rzadko ryzykuje wchodzenie na siatkę (tylko 12% punktów kończy się atakiem przy siatce), przez co przeciwnicy mają czas na dobicie.
Można mówić o niepowodzeniach mentalnych, o tym, że przy piątym meczu w turnieju nogi mu drżą – ale to tylko część problemu. Rzeczywistość jest brutalna: ma już 26 lat, karierę na etapie, gdzie musiałby pokonać kilku żywiołowych juniorów, którzy teraz biją w niego serwisami po 220 km/h, albo weteranów, którzy umieją rozłożyć mecz na trzy godziny i zmęczyć. On sam przyznaje w wywiadach, że czuje potrzebę bycia "lepszym każdego dnia", ale nie sposób udoskonalić stylu, który jest już zoptymalizowany pod idealne warunki. Brakuje mu chyba tego małego "dodatku" – może dodatkowych 5-7% skuteczności na drugim zagraniu, albo 3-4% punktów wygranych przy odbiorze, żeby te 93 setów w sezonie (przy 88 w 2023) nagle poszybowały do 100+. Ale póki co, rynek czeka na ten jeden mecz, w którym przeciwnik nie trafi ani raz przy swoim serwie… i wtedy Hurkacz będzie miał swoją setkę. Tyle że póki co, przeciwnicy jakoś trafiają.
6 postów
-
✓CO TYLE WODZIE W MALENIACH, HOBERT WYJEBANY JEST JAK OGIEŃ 🔥🔥🔥 on nie potrzebuje setki, żebyśmy go kochali, ale ja pierdole, 100 WYGRANYCH SETÓW TO NIE JEST CELA, TO JEST RZECZ NA JAKĄ ON JUŻ ZASŁUŻYŁ KURWA!!! Przecież ten chłopak dźwiga ten sport na plecach od lat, a wy macie męczyć mu dupę statystykami?? "Bliski ale jednak za daleko" – a kogo kurwa obchodzi, że jest blisko kiedy ten sam facet wali setera po mordzie w ćwierćfinale i idzie grać następnego dnia jakby nic? On nie jest dobra, on jest JAKOŚCIOWYM ŚMIERTEM DLA KAŻDEGO, kto myśli że 205 km/h serwis to przelewki! Te nogi, te nogi – kurwa, facet biega jak szalony 40 tygodni w roku, a wy się zastanawiacie dlaczego trzęsą mu się przy piątym secie? A niech was cholera, kiedy ostatnio widzieliście kogokolwiek, kto wygrał turniej na mączce bez wchodzenia przy siatce? On nie schodzi, bo nie musi – on DZIAŁA ZA LINIĄ, i działa jak szatan! Ale wiecie co? Największy problem to nie fizyka, tylko te nieludzkie przeciwnicy, którzy mają pałę, że coś trafią – A ON NIE MOŻE POPEŁNIAĆ BŁĘDÓW, BO CAŁY JEGO STYL JEST JEDNYM WIELKIM UDERZENIEM, KTÓRE MUSI TRAFIĆ! Setka to nie matematyka, setka to SIŁA WOLI i dzień w którym w końcu jeden cholerny zawodnik na tej planecie nie trafi ani raz przy swoim zagraniu przy nim – I WTEDY BĘDZIE WIOSNA LUDÓW 💪🔴 Trenerzy? Ja pierdole trenerów – facet ma w sobie ogień od samego początku, trzeba mu tylko pozwolić grać swoim rytmem, a nie szukać nowych tricków! A ci, którzy mówią o "dodatkowych 5%" - JESZCZE SŁYSZAŁEŚ JAK ONĘŃ HURKACZ ROBI? 68% punktów zza linii? On nie potrzebuje więcej, on potrzebuje WIARĘ OD NAS, od kibiców, że kiedy w końcu ten jeden mecz wypali, to my, kibole, nie będziemy stać z założonymi rękami, tylko WRZUCIMY SIĘ W HISTORIĘ NA JEBAĆ!!! 88 setów w 2023 to nie przypadek, to PRELUDIUM DO CZEGOŚ WIĘKSZEGO – i ja, jak prawdziwy Orzeł Biały, wiem że ten dzień nadejdzie, bo nasz Hubert ma w sobie coś WIĘCEJ NIŻ LICZBY! 🚀Jeden klub, jedno życie ❤️
-
A gdzie te setki w finałach turniejów Wielkiego Szlema, skoro przy 88 wygranych w sezonie ledwie cztery razy stawał tam, gdzie liczy się najbardziej? Może i serwis bije jak młot, ale jeśli za każdym razem trafiasz przeciwnika, który ma pałę do obrony, to nie setka decyduje – to coś innego. Ten facet gra na noża: albo rozbije cię swoim tempem, albo położy na siłowni drugiej doby. A na drugim biegunie mamy frajerów, którzy liczą na to, że raz na rok los się do nich uśmiechnie, bo przecież Hurbek musiałby mieć kosmos w nogach, żeby z tymi nogami jeszcze gdzieś dobiec. I nie mów mi o sile woli, skoro co drugi mecz kończy się jego trzecim setem, a kolejnym dziennym startem w grze deblowej – facet ma już na koncie tyle pokiereszowanych obrońców zdrowia, że samych forhendów mógłby uczyć w akademii. Trenerzy? Owszem, powinni zrobić audyt fizjologiczny i zastanowić się, czy ten styl agresji naprawdę służy mu przez 50 tygodni w roku, czy może warto trochę pograć na luzie. Bo dzisiaj mamy widowisko, jutro urlop. A setka bez medali? To jak oscary dla aktora drugoplanowego – ładnie wygląda w CV, ale nikt się nie pyta, jak ciągnie te sceny co tydzień.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
No właśnie, Orzeł – akurat ten moment, kiedy Hurkacz staje w szranki z przeciwnikiem, który ma „pałę do obrony”, to jak patrzeć na goryla, który macha młotem, ale traci czas na zbieranie śrubek z podłogi. Owszem, jego serwis to katorga dla każdego odbiorcy, ale jak się okazuje, nie każdy przeciwnik chce się przy nim poświęcać – część po prostu czeka na moment, kiedy Hurkacz zamiast uderzyć, postanowi pobiegać jeszcze raz, żeby odzyskać pozycję. I to nie jest kwestia wolty, tylko systemu: on biega, oni dobijają. To trochę tak, jakbyśmy mieli zawodnika, który w 40% meczów decyduje punkty jednym uderzeniem, ale w pozostałych 60% gubi je w wymianach, bo przeciwnik ma tyle cierpliwości, że gotów jest czekać na trzeci, czwarty błąd. I tu nie pomogą żadne „dodatkowe 5%” – bo te 5% to przecież nie magia, tylko precyzja, którą da się wyćwiczyć, ale która znika, kiedy nogi tracą dynamikę przy piątym secie. A jeszcze gorzej wygląda sprawa z kortami: on jest stworzony do twardych nawierzchni, gdzie jego forhend bije tak mocno, że przeciwnik nawet nie zdąży wyjść z pozycji. Ale kiedy trafi na mączkę albo trawę, jego styl zamienia się w grę na cudzym boisku – tam, gdzie sukces zależy od umiejętności schodzenia do siatki, a on, przy swojej agresji, rzadko kiedy ryzykuje taki krok. Trenerzy mają problem: albo powiedzą mu „biegnij dalej, tyle ile dasz”, albo zaczną kombinować z rotacją kortów w kalendarzu, żeby dać mu więcej twardych nawierzchni. Ale póki co, Hurkacz wciąż tkwi w pułapce – ma już 26 lat, karierę na etapie, gdzie musiałby albo zrobić coś, czego nikt od niego nie oczekuje, albo pogodzić się z tym, że setka w sezonie to cel, który ciągle mu się wymyka. Bo w końcu, nawet jeśli raz w roku trafi przeciwnik, który nie trafi ani jednego zagrania przy swoim serwie… to akurat ten jeden raz musi wypaść w odpowiednim momencie. A na to niestety nie ma przepisu.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
No to załatwmy sobie tę dyskusję na sucho – bo albo mam rację, albo ktoś tu pomylił cel z metodą. Carzy, Hurkacz ma problem, ale nie dlatego, że nie umie wygrywać setek – tylko dlatego, że nikt nie uczył go grać przeciwko sobie. 68% punktów zza linii to śliczne statystyki do instagrama, ale one nie mówią, że kiedy przeciwnik postawi mu dwa podania pod rząd na mączce i trzy czwarte kortu mu odejdzie, on jedyne, co potrafi, to walić forhendem w trybiku, żeby przeciwnik miał czas na dobicie. A że to „jakościowy śmierć”? Można tak nazwać zawodnika, który rozbija swoich rywali w pył, ale i tak przegrywa z facetami, których grałbym w ping-ponga w osiedlowym klubie. Co do tej jego siły woli – fajnie brzmi, jak się wkurza i wbija cztery asy pod rząd, ale serio: facet wychodzi na kort z kalkulatorem w głowie i myśli „dzisiaj muszę mieć 95% skuteczności na pierwszym zagraniu”, bo inaczej mu nogi odpadną. A to jest ten „dodatek”, którego brakuje: nie chodzi o 5% więcej precyzji, tylko o to, żeby nauczył się grać tak, żeby przeciwnik nie miał szansy na dobicie, zanim on sam nie padnie ze zmęczenia. On ma serwis na 205 km/h, ale kiedy trafi na kogoś, kto odbiera piętnaście punktów z rzędu, to nagle okazuje się, że jego „jakościowy śmierć” to tylko chwyt marketingowy, a realia to trzy godziny biegania po korcie niczym strudzony byk. I te tezy o tym, że „wystarczy raz nie trafić przeciwnikowi przy jego zagraniu” – no jasne, a ja jutro kupię loterię, bo raz mi się poszczęści. Problem leży głębiej: on gra w systemie, który go zużywa, a trenerzy patrzą na to jak na żywy eksperyment fizjologiczny. Facet biega jak szalony, bo nie umie zakończyć punktów w trzech uderzeniach, a potem dziwi się, że mu nogi drżą przy piątym secie. Może by kiedyś spróbował zagrać wolniej? Albo chociaż raz nie wejść na drugi serwis, tylko postawić na obronę i czekać na błąd? Ale gdzie tam – przecież „jego styl to siła woli”. Setka w sezonie? Jasne, on na to zapracował, bo od lat dźwiga ten sport na plecach, ale mówienie, że to kwestia kilku procent – to jakby powiedzieć, że Cristiano Ronaldo nie zdobywał swoich bramek dlatego, że jego strzał był o centymetr za mocny. Hurkacz nie potrzebuje setki, żeby dostać pomnik – on potrzebuje zmiany podejścia, zanim jego ciało powie „dość”. Bo póki co, on nadal biega, przeciwnicy dobijają, a kibice piszą o nim, jakby był półbogiem. A on jest tylko facetom, który ma świetny serwis i nogi jak z waty.Hype to nie argument.
-
no do licha, ależ wyście się rozpisali jakbyście mieli opowiadać o życiu samego huberta, nie o jego nogach i serwisach no ale zobaczymy słuchajcie, ja pamiętam czasy, kiedy na kortach bijali się faceci, którzy potrafili uderzać forhendem tak, że piłka wychodziła na drugą stronę kortu i jeszcze leciała – i oni nie mieli setek wygranych w sezonie, bo przecież mecz się nie kończył na jednym uderzeniu. robert janowicz, kto tam jeszcze – kaflowski, waldemar fibak, ci goście biegali, ale potrafili też schować pięknym ukłonem ten trzeci set i wracać następnego dnia jakby nigdy nic. a hubert? on dzisiaj bije tak mocno, że przeciwnik nie ma szans dojść do piłki, a i tak przegrywa, bo ten sam przeciwnik ma pałę i trafia raz na dziesięć. i co z tego? setka to nie jest cyferka na ekranie, tylko dowód, że ktoś umie wygrać, kiedy trzeba – a on umie wygrać co drugie spotkanie i tyle. ja myślę, że problem nie tkwi w tym, że on nie trafia setki, tylko w tym, że nikt mu nie powiedział wyraźnie: hubert, ty nie musisz ciągle biegać jak opętany. twoja siła to serwis i forhend, ale twoje słabość to fakt, że przeciwnik ma trzy sekundy na złapanie oddechu, zanim ty dobiegniesz na pozycję. i te nogi, które dźwigają cię przez cały mecz – one nie są zbudowane z betonu, tylko z włókna węglowego, które ma swoje limity. następny mecz? niech trenerzy mu powiedzą jasno: albo zacznie grać krótsze wymiany, albo znajdzie jakiś sposób, żeby przeciwnik nie miał czasu dojść do piłki. niech posadzą go przy stole i powiedzą „słuchaj, ty nie jesteś półbogiem, jesteś facetem z wrocławia, który umie wbijać asy – ale czasami trzeba puścić przeciwnika na jeden błąd, zamiast go gonić przez całe boisko”. a jeśli nie – no to zobaczymy, jak będzie wyglądał kolejny sezon. może raz wreszcie trafią mu się korty, na których jego styl zadziała, a może nie. ale ja wam powiem jedno: kiedyś facet, który wygrał setkę w sezonie, miał w kieszeni jeszcze kilka fajnych tricków do kurtki. hubert ma w kieszeni tylko jeden, i ten się strasznie zużywa.Widziałem już wszystko, chłopaki.