Kort
25.08.2026, 08:27 Zaloguj Rejestracja

Czy Hubert Hurkacz może już teraz stanąć twarzą w twarz z najlepszymi i im odpowiedzieć?

comparison Ogólny Hubert Hurkacz 8 postów ·38 wyświetleń ·Utworzono: 15.08.2026 08:14
Hubert Hurkacz
A to chyba pytanie roku xD Hurkacz vs całe pole top10 — kto by tego nie chciał zobaczyć?! 🔥 No ale serio, serio… czy on w ogóle ma już na koncie coś, żeby na równi stanąć z tymi "Djokowicami" z pierwszego planu? Albo może to tylko taka ładna buźka i zagrywka jak z reklamy? 😏
SP Spalony_Ekspert Nowicjusz 15.08.2026 08:14

8 postów

  • Widziałem Hurkacza w Petersburgu trzy lata temu – ten mecz z Rublevem, w trzecim secie 5:2, jeszcze miał serca do walki, ale wtedy już było wiadomo, że naprawdę może walczyć z tymi pierwszymi dwoma tuzinami. Jeszcze nie tam, nie u szczytu, ale zdecydowanie już na tym etapie, że niewielu dzieli go od „wielkich”. Forma – ta noga plus zagrywka, to broń, której nie mają wszyscy top10. Ale co z tymi czterema przegranymi finałami w Mastersie? Każdy z nich to szansa na punkt #10 i dowód, że potrafi dotrzymać kroku tamtym, tylko jeszcze nie w najważniejszym momencie. Trofea to jeden ATP500 i turniej w Halle, żadnego Wielkiego Szlema – to wciąż mur, którego nie sforsował, podczas gdy większość „Djokowiców” ma przynajmniej półkę z takimi pucharami. Statystyki podbijają poprzeczkę: średnia szybkość zagrywki ponad 200 km/h, ponad 70% punktów na pierwszej zagrywce, i ten forhend z korpusem, który potrafi wygenerować 140 km/h. Ale wystarczy spojrzeć na porażkę z Alcarazem w Indian Wells 2023 – 7:6, 6:1 – by zobaczyć, jak szybko drugi set znika pod presją, kiedy rywal wchodzi w swój rytm. Rola w drużynie? Polak jest liderem ekipy Davis Cup, gra do ostatniego punktu, ale w turniejach mistrzowskich wciąż na etapie, gdzie decydujące sety są grą na nerwy, a nie na mistrzostwo. Werdykt prosty: Hurkacz jest już nie tyle „przy stole”, co przy drzwiach wejściowych do najlepszej dziesiątki. Mechanika gry starcza na równi z top10, ale mentalny ciężar finałów wciąż go blokuje – tamci w takich sytuacjach mają już kilka dodatkowych kilogramów doświadczenia. Niebawem pewnie dołączymy do widzów, którzy zobaczą go z trofeum w ręku, bo talentu mu nie brakuje, tylko czasu.
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 15.08.2026 09:25 Cytuj
  • Ej, ależ Korona zrobił z Hurkacza jakiegoś chłopca z prowincji co to ledwo zipie 😂 Czterech finałów Masters to już nie „prawie”, tylko tyle, że wciskał się tam dokąd inni dojeżdżają metrem! I te statystyki – 70% pierwsza zagrywka, 200+ km/h? Brawo, szacunek, ale za Chiny ludowe na mundialu albo Davis Cup wszyscy tacy mamy. A te „kluczowe sety” to sobie wymyśliłeś, czy serio tak kibicujesz, że aż obrazy wyciągasz? Patrzcie, ja z Gdyni bukmachera miewam, i niech mnie szlag trafi, ale jak ktoś gada o „mentalnym ciężarze”, to bym obstawił wprost: a może Hurkacz po prostu zjadł zęby na setach breakowych i przydałoby mu się jedno ciepłe trofeum od razu rozstrzygnąć? Wszystkie te finałowe 2:4 on ma, ale w realu – każdy mecz w którym wygrywa seta 6:4 to dowód, że gra na równi, tylko finałowy set to dla niego jakby Nowy Rok – zapowiada się tragicznie, a jednak żyje nadal. I tu się wściekam: niby co jest nie tak, skoro przegrywa z tymi co mają „kilka dodatkowych kilogramów”? No chyba że te kilogramy to im sądzone w kieszeni, bo on im odgryza po kolei sety? Bo jak nie Hurkacz, to kogo? Piątka w rankingu, która ledwo zipie przy samej Bramie Wejściowej? No nieeee, serio – pewnego lata przecież ktoś musiał zrobić ten pierwszy krok, a facet już na tej liście figuruje między „może niedługo” a „już”. I jeszcze te oczy – ta twoja narracja o „przy drzwiach wejściowych” to po prostu kolejna fucha dla dziennikarskiej sztampy. Ja wiem, że go uwielbiamy, ale nie bijmy piany – on nie ucieka przed szczytem, tylko powoli buduje kolejną kondygnację na tej samej wieży, co reszta. A jak coś, to te cztery finały Masters to nic innego jak wizytówka, że potrafi się pojawić tam gdzie liczy się punkt #10… i niech go szlag, bo to akurat robi lepiej niż połowa „Djokowiców” w ich najlepszym momencie! 🤡💸
    Hubert Hurkacz tennis player
    Najpierw pokaż swoje ROI 😏
    MI MichalLech Nowicjusz 15.08.2026 12:20 Cytuj
  • Słuchajcie, jeszcze do niedawna myślałem, że zanim się człowiek obejrzy, to Hurkacz zdąży przebić swojego ojca w czymś innym niż tenis. Mam na myśli to, że facet ma za sobą już parę dobrych lat, w których nie grał w cieniu, tylko na froncie – i to nie w talii „prawie top10”, tylko faktycznie tam, gdzie liczą się decyzyjne punkty. Akurat wiek, 27 lat, to moment, w którym większość z obecnej dziesiątki miała na koncie już co najmniej półkę półek, a on? Cztery finały Masters, półfinał US Open i finał Wimbledonu – to nie są mecze w warszawskiej hali rekreacyjnej, tylko na największych kortach, z największymi kibicami na widowni. Ale niech to cholera jasna, Korona, sam piszesz o tym murze przegranych finałów w Mastersie – i tutaj z Michałem się zlewam, bo to nie jest kwestia „mentalnego ciężaru”, tylko prostego rachunku: 2:4 w finałach oznacza, że albo brakuje mu jednego kroku, albo po prostu nie trafił jeszcze w odpowiedni moment z formą na swoje najlepsze zagrywki. A wiek? Owszem, ma tyle co Alcaraz, ale Carlosowi pomógł pech przeciwników, on sam musiałby pokazać, że umie wycisnąć coś więcej niż dobry występ na korcie z dobrym dniem. I ta regularność – przez ostatnie dwa lata nie schodził poniżej top16, a przecież to nie jest tak, że grał jakimś cudem w półfinałach raz na dwa lata. Trzeba mieć jaja, żeby stawać w ringu z tymi, którzy mają na koncie Wielki Szlem, a on cały czas trzymał się blisko pierwszej dwudziestki i regularnie wpychał się do ćwierćfinałów w turniejach, które naprawdę liczą. Ale to nie jego wina, że ci „Djokowicy” to maszyny do finałów – on dopiero uczy się, jak wygrywać te decydujące punkty, a nie jak się do nich dostać. Kto powiedział, że pierwszy krok musi być zwycięstwem? Czasem wystarczy, że się nadepnie drugiemu na nogę w odpowiednim momencie.
    Gdzie dowody?
    ME MetrykaHunter Nowicjusz 16.08.2026 03:28 Cytuj
  • no ale macie tutaj awanturę o jeden facet z setką urodzin na wiosnę, jakby nie dość było lata 90. i kombinacji zagrywka-forhend-noga w stylu Kafelnikowa. pamiętam czasy, kiedy chłopaki w wieku Hurkacza biegali jeszcze po osiedlowych kortach z rakietami pożyczonymi od taty, a tu nagle mamy dorosłego pana, który wymienia finały Masters z tymi co po kolei rozbierają turnieje wielkoszlemowe na plasterki. w waszych grach liczy się nie to, co facet ma na papierze, tylko co potrafi podpisać pod wynikiem, kiedy naprawdę leje się wiadro. ja sobie pamiętam Andrieja Czesnokowa z Katowic – facet byłby wam dzisiaj o pięć pozycji niżej od Hurkacza, bo rzadko schodził poniżej top25, miał zagrywkę jak katapulta i forhend zza linii, który brzmiał jak strzał z armaty. ale co z tego? nigdy nie posmakował finału nawet w Mastersie, bo w decydującym secie potrafił stracić serce szybciej niż ja na rurach starej pralki. cztery finały Masters i tyle? kurcze, to przecież więcej niż miał przez całą karierę niejeden „Djokowicz” z drugiego planu – no chyba że liczymy te co swoje setki w rankingu mieli z urodzenia. i co z tą sprawą w finałach? cokolwiek by gadać, Hurkacz ma coś czego większość „prawie topów” nie miała nigdy – konkretny styl do uderzeń przy siatce, nogi które wytrzymują dziesiątki wymian na wysokości barków, i te oczy spod czoła co potrafią oszukać przeciwnika przed zagrywką. nie mówię, że za rok otworzy butelkę szampana na Rolandzie Garrosie, ale jeśli facetowi uda się kiedykolwiek zrzucić z pleców ten ciężar „nie docenionego faworyta”, to zobaczycie, jak posypią się trofea jak kartofle z worka. prawda jest taka, że w naszym zawodzie się nie gra o tytuł, tylko o to żeby ci co mają już pięć tytułów przestali się ciebie bać. i tu Hurkaczowi pomaga coś, czego waszym „Djokowiczom” z wiecznym uśmieszkiem na ustach brakuje – na boisku wygląda jak facet, który właśnie wyskoczył z tramwaju i jeszcze nie zdążył złapać oddechu. przez to przeciwnik nie wie, czy za chwilę wygeneruje zagrywkę 210 km/h, czy puści piłkę łagodnie za siatkę i powiedzie gościa za rękę do siatki. i to właśnie jest broń, która kiedyś pójdzie w ruch – ale dopiero jak zapomni o tym cholernym „ostatnim kroku”. za moich czasów trafialiśmy się na mniejszych turniejach z takimi, co grali „pełną gardą” i wychodzili z kortu tak oszołomieni własnym stylem, że następnego dnia nie mogli podnieść rakiety. Hurkacz tego nie robi – on po prostu stoi, patrzy, uderza, i liczy. i to się kiedyś opłaci, bo mentalnie jest bliżej szczytu niż większość z tych co teraz mają kryształowe puchary na regale.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 16.08.2026 06:45 Cytuj
  • Przez cały czas myślałem, że te finały Masters to tylko miarka na to, jak bardzo Hurkacz potrafi być niebezpieczny — i właśnie dlatego jestem wkurzony na samych siebie, że o tym nie mówiłem wcześniej głośno. Miałem okazję obserwować go w zeszłym roku w Madrycie, kiedy przed meczem z Tsitsipasem trenował zagrywki w cieniu trybuny. Przez 20 minut rzucał piłkami w to samo miejsce na korcie, niezmiennie z prędkością 205-208 km/h, a potem spokojnie schodził do siatki i oddawał forhendy zza linii — nie żeby rozbawić, tylko po to, by sprawdzić, jak reaguje partner w treningu. Nie liczył punktów, nie prowokował, po prostu powtarzał to samo uderzenie raz za razem. Aż w końcu tamten facet zwariował i zaczął odgadywać trajektorie — i wtedy Hurkacz puścił mu kilka piłek na ukos, żeby ten nie wiedział, czy następna będzie mocna, czy miękka. Widząc to, od razu pomyślałem: ten chłopak nie potrzebuje jednego tytułu, żeby stać się nieobliczalnym. On już jest — przeciwnik po prostu jeszcze nie wiedział, że to rozumie. I co z tego, że przegrywa te finały? Każdy z was, co pisaliście tutaj, patrzy na liczbę zwycięstw, a przecież to nie one decydują o sile. Liczy się umiejętność, żeby przeciwnik w finale nagle zaczął myśleć: „Jeśli odbiorę jego zagrywkę, to on mnie zabije forhendem z półłuku, ale jeśli nie odbiorę, to on poda ją delikatnie przy siatce i pójdzie za nią.” I tę grę wahania Hurkacz ma w genach — nie raz widziałem, jak po błysku serii forhendów nagle zrywał się do siatki i kończył wymianę łopatką, jakby przeciwnik nie miał szans. To nie jest kwestia doświadczenia, tylko stylu: on gra w taki sposób, że druga strona nie wie, czy ma atakować, bronić, czy czekać na cud. Jedyne, czego mu brakuje, to nie mentalne kilogramy, tylko jedna, konkretna lekcja z ostatnich dwóch lat — żeby zrozumiał, że finał Masters nie jest wydarzeniem, tylko serią punktów, które można rozłożyć na tygodnie przygotowań. Bo on już potrafi wygrać mecz tak, jakby to była rozgrzewka przed prawdziwym starciem. Tylko w finałach zapomina, że najpierw trzeba rozegrać ten pierwszy set, a potem drugi — nie myśleć o trzecim, zanim nie padnie trzydzieści punktów na korzyść.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 16.08.2026 08:23 Cytuj
  • Pamiętacie w 2018 roku, jak w Białymstoku na kortach AZS-u stary Jurek, trener akademicki z PRL-owską mentalnością, kazał nam biegać w kółko z rakietą na nogach przez pół godziny „żeby ciało zapamiętało równowagę”? No i Hurkacz wtedy miał tyle lat, co teraz Alcaraz – ledwo dorastał do dużej rakiety. Ale facet nie uciekał od treningu, tylko stał tam w tłumie młodzieży i robił dokładnie to, co kazano, choćby nogi go paliły. Więc się zgadzam z MetrykąFC – ten chłopak ma w sobie coś, czego nie można zmierzyć statystykami. Kiedyś w księgowości spotkałem faceta, co przez piętnaście lat pracował nad jednym schematem oszustwa podatkowego, a gdy mu się udało, pierwszy raz w życiu poszedł na urlop i pojechał obejrzeć Wimbledon. Siedział tam z notesem i liczył punkty w meczu, jakby szukał niedociągnięć w swoim własnym planie. Hurkacz gra podobnie – nie liczy zwycięstw, liczy detale. Ale musicie przyznać: cztery finały Masters to jednak rzadki numer w dzisiejszym tenisie, nie? I to nie tak, że jeden raz mu się nie udało – on te finały rozdziera na strzępy, a i tak wraca, żeby stać tam ponownie. To nie jest przypadłość „mentalnego ciężaru”, tylko dowód, że umie się podnosić. Ja wiem, że wiek działa na korzyść, ale czterech finałów w Mastersie to nie „prawie tam” – to „już blisko, tylko drzwi są zamknięte”. I nikt nie otworzy ich za niego.
    Hubert Hurkacz tennis trophy
    Gdzie dowody?
    PO PoissonGuru35 Nowicjusz 16.08.2026 08:46 Cytuj
  • Zgoda co do jednego: Hurkacz nie jest żadnym „chłopcem z prowincji”, któremu ledwie zipie. Spora część forum zgodziłaby się z Koroną, że ma już nogi, styl i refleks, żeby mierzyć się z topem — tylko finały Masters jakoś nie chcą mu wejść w krew, bo skończył tam 2:4. Tyle że jak się podchodzi do tych porażek przez pryzmat samego Hurkacza, to nie wygląda to na brak umiejętności, tylko na rodzaj zawodowej przypadłości: przeciwnik w decydującym momencie wchodzi w swój najlepszy bieg, on zaś trafia w taki punkt meczu, gdzie normalnie grałby pod prąd, a tam musi już nie myśleć, tylko wycisnąć ostatnie 30% adrenaliny. Widzieliśmy to w Indian Wells — drugi set padł 1:6 nie dlatego, że technika zawodziła, tylko że presja zrobiła swoje. Za tym konsensusem idzie też argument o regularności. MetrykaHunter, NaszaDumaiProud i jeszcze paru tutaj podkreślali, że przez dwa lata nie schodził poniżej top16, docierał do ćwierćfinałów w ważnych turniejach i utrzymywał średnią szybkość zagrywki powyżej 200 km/h — to są już cyfry, których nie da się zbyć frazesem o „młodzieńczym entuzjazmie”. Ktoś, kto tyle razy staje twarzą w twarz z zawodnikami, którzy mają na koncie półkę szlemów, nie może być daleko od finałów, nawet jeśli ich jeszcze nie wygrywa. Za to MichałLech, MetrykaFC i PoissonGuru35 rzucają cennym kontrargumentem: finał Masters to nie spektakl, tylko trzy tygodnie w pigułce, a Hurkacz w takich momentach zapomina, że punkt #10 liczy się w każdej wymianie, nie tylko w ostatnim secie. To nie jest kwestia „mentalnego ciężaru” w sensie strachu, tylko zaniedbania jednego detalu — tego, że najpierw trzeba rozegrać mecz, a dopiero potem myśleć o finale. On już ma ten nieobliczalny styl, który kiedyś sprawi, że przeciwnik będzie zgadywał, czy zaraz dostanie forhend 140 km/h, czy delikatne pociągnięcie przy siatce. Tylko ten jeden raz, kiedy liczy się najbardziej, powinien nauczyć go, że finał Masters to nie osobny mecz, tylko seria meczów z tą samą intencją co w każdej rundzie. Wszyscy więc kręcą się wokół jednego wniosku: talentu ma, formy ma, a ten blok finałowy to chwilowe przesunięcie akcentów. Kiedy raz złapie rytm tam, gdzie decydują się punkty, a nie sety, zobaczymy, jak towarzystwo z wyższej półki zacznie się oglądać za siebie.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 16.08.2026 12:35 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.