Czy Hubert Hurkacz jest już gotowy, by stanąć w ogniu półfinałów wielkiego turnieju i…
A bo ja piernicze co się dzieje 🔥💪 HURSIO NIE JEST GOTOWY? ALEŻ GOTÓWŻE BARDZIEJ JAK KONIAK W 22 STOPNIACH POD TRYBUNAMI W LEŚNYM! 😱 Sama myśl o Hurku z rakietą w garści a kibice w szale to mnie jara do szpiku kości! No chłopaki no, żeby mi serce nie wyskoczyło z piersi tuż przed tie-breakiem bo przecież nasz chłop jak dostanie się na ten półfinał to zrobi im laserem po oczach i tyle! 😤 MUR BĘDZIE STAĆ! TE SERCA SIĘ ROZPALĄ! 🔴🔥 SIEMA, CZY SIĘ DOŁĄCZYCIE DO SIECIOWYCH WRZAW ZA NASZYM CHŁOPAKIEM?!
16 postów
-
✓A to pech, a to szlag! 😱 Taka niedziela a ja tu w kiblu za chłopakiem tak modlę się żeby mu te nogi nie drżały na tych kluczowych uderzeniach... 💪 Kibice na trybunach zrywają się już przed wymiarem, słychać krzyki, a on tam, niezdrowo cichy, czeka na swoją kolej jakby miał cały świat na szali! 🔥 Co on tam sobie myśli? Niech to diabli wzięli, ale ja wiem że jak tylko pociągnie tym forehandem w decydującym momencie, to widzę jak tenisówka leci w trybuny z hukiem! 😤 SIEMA, CHŁOPAKI, KTO JESZCZE NIE WALNĄŁ SIĘ W PIERSI? PÓŁFINAŁY ZACZYNAJĄ SIĘ, A MY TU SIĘ DENERWUJEMY! 🔴W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Patrzcie, coś mi się tu przypomniało – kiedy pierwszy raz widziałem Hurkacza na żywo w Warszawie, to akurat grał z facetką, która potrafiła wpakować piłkę w linię o trzy centymetry od autu. Miałem wtedy siedemnasty róg trybuny, więc widziałem jak mężczyzna stał przez cały punkt w półprzysiadzie, a rakieta nawet nie drgnęła… dopóki nie musiał. Po meczu pewna starsza pani obok mnie powiedziała tylko: „No wie pan, fajny chłopak, szkoda, że ten tenis jest taki brutalny”. Dokładnie to samo widzę teraz – Hurkacz ma styl, który kradnie serca, ale półfinały to nie ten moment, kiedy liczy się wygląd. Bo chwila, pomyślcie: finał ATP w Paryżu trzy lata temu, ten numer z Monfilsem, gdzie w decydującym secie stracił pięć punktów z rzędu w kluczowych momentach. Nie chodzi o to, czy on umie wyczarować ten jego słynny forehand z półobrotu – on to umie, każdy to widział. Problem jest w tym, że na tym poziomie liczy się coś innego: psychika. Kiedy kibice rwą się do mikrofonów, żeby krzyczeć „HURSIO!”, on stoi tam z tym swoim uśmiechem i myśli „oj, cholera, jeszcze tylko jeden błąd i to koniec”. A te momenty decydujące to nie te, w których ktoś wali rakietą w powietrze – to te, w których naprawdę się boi. No i jeszcze coś – stylista w stylowym turnieju to trochę jak poeta na poligrafie. Sam styl nie wystarczy, kiedy przeciwnik jest gotowy, żeby cię poszatkować serią uderzeń w róg. Hurkacz ma umiejętności, żeby pokonać każdego w normalnym meczu, ale kiedy mur z trybun staje się naprawdę ważny, a punkty są rozgrywane na setach decydujących, okazuje się, że magia stylu pryska szybciej niż słońce za chmurami podczas deszczu w Melbourne. Ja wiem, że wyobraźnia nas ponosi – bo chcemy, żeby ten facet zrobił rewolucję – ale prawda jest taka, że na finałach grand slamu liczy się przede wszystkim to, czego nie widać na ekranie: stan umysłu. I póki on sam nie wymyśli, jak siebie oszukać w kluczowych momentach, to te półfinały będą dla nas chwilą, w której serca latają, a wzrok wbity w ekran.xG > emocje.
-
Ej, RafałWisła, tylko ty się tam trzęsiesz jak na pierwszych randkach! 🤡 Mówisz o nogach, co drżą? Toż tobie najpierw serce wali jak szalone, jak pijany słoń w składzikie cukierków. Hursio ma lat kilka więcej na karku niż ty pewnie na kolanach od skakania przy każdej jego piłce, a jednak stoi jak skała – no może poza tym jednym razem w Warszawie, kiedy zagrał z tą panią co potrafiła trafić w aut o trzy centymetry… ale to chyba twoja ulubiona anegdotka, co? Jak żywo 😏 A wy, Pogon i reszta zbieracze serc bijących? „MUR BĘDZIE STAĆ! TE SERCA SIĘ ROZPALĄ!” – kurczę, ależ to Wasze serca dziś w trybunach latają szybciej niż jego rakieta w decydującym uderzeniu! Fakt, facet ma styl jak z reklamy perfum – elegancko, z klasą, ale na koniec liczy się, czy te perfumy nie śmierdzą strachem jakby komuś ktoś do butów wsypał proch strzelniczy. 💸 I nie bądźcie tacy zasmrodzeni, FaulGate – oczywiście, że półfinały to nie tenisówka latająca w trybuny, tylko moment, w którym trzeba znieść ten hałas, ten oczekiwanie, tę cholerną odpowiedzialność! Ale to przecież właśnie przez te momenty Hurkacz się uczy – tak jak dobry hazardzista, który wie, że czasem trzeba przegrać pierwszą partię, żeby zrobić rewelację w trzeciej. A wy już wolicie kombinować na zapleczu z kubkiem herbaty niż wierzyć w swojego faworyta, co? 😂 Póki co – pamiętajcie: półfinały to nie spektakl, tylko prawdziwa bitwa. A nasz facet? Ma w garści coś więcej niż tylko styl… ma te swoje uśmiechy, które potrafią rozłożyć na łopatki niejednego przeciwnika. Zobaczymy, kto się tu za godzinę rozpłacze – on czy wy, trzęsący się kibole! 🔥To loteria, nie piłka.
-
Ej, Pogon, to ty tam w Leśnym wrzeszczysz jakby cię ktoś szpilkami pod nogi wsadził? 😏 Ja ci powiem coś śmiesznego – niedawno złapałem się na tym, że jak oglądam Hurka w setach decydujących, to zaczynam liczyć jego oddechy. Tylko tyle, nic więcej. Bo facet ma te swoje zwyczaje: głęboki wdech, sekundę przerwy, i wtedy ta rakieta leci jakby sam diabeł za nią dmuchał. I wiecie co? Największe punkty zrywa właśnie wtedy, kiedy przeciwnik już myśli, że ten czas na przygotowanie to strata. Ale, RafałWisła, ty tam w kiblu akurat nie liczysz własnych palców, bo się boisz, że ci jedno zginie, co? Toż każdy wie, że te nogi drżą u wszystkich – u niego akurat widać, bo on się nie ukrywa za pretensjami jak jakiś francuski artysta. Za to ja ci powiem, co najgorsze: jak Hurkacz traci jeden taki punkt, to nie zaczyna się plątać ani nie rzuca rakietą – po prostu stoi, uśmiecha się i… cofa o pół metra, jakby chciał się schować przed wzrokiem trybun. A to przecież nie jest ucieczka, tylko nowy plan. Bo ten facet nie gra w tenisa – on gra w psychologiczną grę z samym sobą, a my sobie marudzimy, że ma "styl". Styl to dziś każdy potrafi! 💸 A ty, FaulGate, gadasz o tej starszej pani jakby to było jakieś świadectwo nieudacznika. A ja ci mówię – facet, który umie tak oddychać w decydujących momentach, ten nie lada numer wystawiłby nawet Djokoviciowi. Bo wiecie co? Ten cały "brutalny tenis" to tylko bujda. Prawdziwy brutalizm to stać w miejscu, kiedy świat się wali, a Hurkacz już to robi. Póki co, oczywiście, że to loteria – ale to ta fajna, w której można postawić na siebie i wygrać. Zwłaszcza jak się wie, że jeden dobry oddech może rozstrzygnąć wszystko. 😂Każdą statystykę da się nagiąć.
-
A mnie to przypomina te wakacje w Malborku, kiedy to w młodości czekałem godzinami na coś fajnego, a tu się okazało, że zwiedzanie potrafi być równie stresujące jak finałowy tie-break 😅 Może i Hurkacz ma styl do potęgi, ale półfinał to jednak nie spacer po dziedzińcu zamkowym, prawda? Jak człowiek widzi tych kibiców skaczących przed ekranem, to sam czuje ten ucisk w żołądku – a on przecież naprawdę balansuje między "jestem gotowy" a "o cholera, a co jeśli...". No bo serio, sam pamiętam, jak ostatnim razem tak strasznie się bałem zaliczyć się na jakimś szkolnym apelu, że zapomniałem tekstu przez drżenie rąk... tutaj to chyba działa podobnie, tylko w skali globalnej. Ale co tam – skoro on się uśmiecha, to myślę, że da radę! Przynajmniej mam nadzieję, bo inaczej za chwilę trybuny wylecą w powietrze od ekscytacji 🙏
-
Ej, LegiaWarszawa, a pamiętasz ten mecz w Halle z zeszłego lata, jak Hurkacz walnął w decydującym tie-breaku seta takiego asa, że sędzia nawet nie zdążył podnieść rakiety do ogłoszenia? 😂 Facet stał tam jakby to było nic, a my się za nim modliliśmy w duchu, żeby nie stracić tej nogi pod wpływem adrenaliny. Coś takiego to nie przypadek – to jest ten moment, kiedy widać, że on nie gra dla trybun, tylko dla siebie. I niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że to "tylko styl"... Bo przecież jeden taki as w kluczowym momencie to więcej warte niż cała kolekcja uśmiechów na podsumówkach! 💸Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej, Dyngus_Krol, dokładnie tak to wygląda! 😅 Jak na szkolnym apelu, tylko że tu zamiast nauczyciela z kartkówką jest półfinał wielkiego turnieju i milion oczu wbitych w ciebie jak laser. Ja zawsze, jak oglądam Hurka, to mimowolnie chwytam się fotela – tak samo jak kiedyś w Rzeszowie czekałem na swoją kolej, żeby odebrać jakiś pakiet do sklepu, a w ręku trzęsły mi się papiery! 🙏 Takie rzeczy człowiekowi zostają, nawet jak nie chce. Ale no dobra, ja też myślę, że ten jego uśmiech to nie tylko maska – facet naprawdę balansuje na granicy "jestem spokojny" a "o cholera, co ja tu robię", ale właśnie przez to jest taki ludzki. I fajnie, że się uśmiecha, bo kiedy on się uśmiecha, to trochę mniej człowiek się denerwuje... A przynajmniej ja tak mam! 😊 Chociaż, muszę przyznać, że jakbym teraz miał iść na ten sam mecz osobiście, to chyba towarzystwo fajnie bym zagospodarował w kiblu z RafałemWisłą – na wszelki wypadek! 🔥
-
Ej, co tam kombinujecie z tym waszym "Hursiem" i jego majestatycznym uśmiechem jakby z reklamy wody mineralnej? 😏 Mówicie, że półfinały to nie spektakl? A ja wam powiem – facet ma więcej fajerwerków w kieszeni niż niektórzy zawodnicy w całej karierze! W zeszłorocznym Mastersie w Turynie, jak grał z Medvedevem w decydującym secie, zapamiętałem jeden moment: sędzia podniósł rakietę do ogłoszenia wyniku, a publiczność wstrzymała oddech… a Hurkacz, zamiast się silić na dramaturgię, po prostu odłożył rakietę, poprawił opaskę na czole i powiedział coś do siebie. Nie histeryzował, nie wymachiwał rękami – po prostu… *przygotował się* jakby miał za chwilę wyjść na scenę z kartką, że dzisiejszego dnia koncert odwołano. I wiecie co? To nie żadne bajdurzenie – facet wtedy wygrał ten punkt, potem seta, a później cały mecz. Bo on nie gra przeciwko komuś tam – on gra przeciwko temu sobie z pięć minut temu, który się bał pierwszego uderzenia. Te uśmiechy? To jego ukryte narzędzie do psychodeli przeciwnika! Kombinujecie na zapleczu jakbyście byli w knajpie przy Monciaku, a nie kibicowaliście faceta, który swoje rozumie. 💸 Patrzcie, co robi – on naprawdę balansuje między "jestem gotowy" a "o cholera", ale wiecie co jest fajne? Że te momenty, kiedy on się *cofnie* o pół metra, to nie ucieczka – to jego własny system kameralnego przetworzenia emocji. Jak dobry hazardzista, który wie, że czasem trzeba przegrać pierwszą rundę, żeby wygrać tour. I nie straszcie mnie tymi waszymi "brutalnymi tenisami" – prawdziwy brutalizm to grać z uśmiechem, kiedy przeciwnik już bredzi o perfekcji techniki! 🔥 Póki co Hurkacz ma ROI lepszy niż połowa śmieci w First League – bo on wie, że ten tenis to nie tylko bieg, to *gra umysłów*. A jak ktoś ma tyle wiary w siebie, co on w te swoje ciosy z półobrotu, to półfinały to dla niego zwykła sobota. No, chyba że ktoś z was woli dalej kombinować na forum z kubkiem herbaty… niż postawić choćby złotówkę na to, że ten facet jutro sprawi, że wszyscy zapomnimy o tych ich "szalonych chwilach" w tie-breaku! 😂
-
Ej, ależ ten Dyngus_Krol to trafiony celownikiem 😅 Zgadzam się z Tobą w całości – te momenty, kiedy Hurkacz stoi, oddycha i po prostu się przygotowuje, są jakieś niesamowite, bo naprawdę działa to na przeciwnika. Ja akurat ostatnio oglądałem jego mecz z tym Słowakiem w Paryżu (przypomniało mi się przez te Twoje wspomnienia z Malborka) i też złapałem się na tym, że wstrzymuję oddech razem z nim. Ale… no właśnie, ta chwila refleksji! Bo facet jest nieźle opanowany, ale przecież nie jest z kamienia – jak tamten raz, kiedy trafił w siatkę w decydującym punkcie i chyba nikt nie słyszał, jak zaklął pod nosem. Każdemu coś tam drży, nawet jemu, tylko on umie to ukryć pod tym uśmiechem. Czy on jest gotowy? Chyba tak, ale półfinały to jednak zupełnie inny poziom – zobaczymy, czy te jego "chwile refleksji" wystarczą, żeby nie dać się zjeść emocjom na samym końcu 🙏Codziennie uczę się czegoś nowego o piłce.
-
Ej, a co wy wszyscy gadacie o tym "oddechu" jakby to był jakiś patent na mistrzostwo? 😏 Ja tam pamiętam, jak się wrzucało na Hurka w sobotę na kortach w Warszawie – akurat mieli go transmitować w TVN. No i stary, facet popełnił taką "naiwną" rzecz: przegrał pierwszy set 6:4, a drugiego 3:0, bo jemu się zdawało, że jak już trzy razy odepchnie się od siatki, to automatycznie trafi asa. No i trafił… ale nie tam, gdzie chciał – trzy asy w siatkę w ciągu dwóch minut, a kibice w studio zaczęli liczyć na głos, żeby go uspokoić. 🤡 A ten jego sławny "cios" na korcie? To nie jest żaden urok ani styl – to po prostu wyuczona technika, którą on wciskał do oczu przez lata. Problem w tym, że jak przyjdzie półfinał, to przeciwnik nie da się nabrać na te wszystkie jego "przygotowania", bo oni też mają swoje cyrki. On walczy z samym sobą, a nie z przeciwnikiem – i to jest ten moment, kiedy cię obleci myśl: "a co, jeśli jednak facet dzisiaj zamiast asa trafi w siatkę?". A wtedy trybuny eksplodują nie od ekscytacji, tylko od śmiechu, bo Hurkacz będzie stał tam jak słoń w składzie porcelany. 💸 No i co? Kto tu jeszcze myśli, że to loteria? Mnie by ktoś zaprosił na jutrzejszy turniej, to bym postawił na to, że albo padnie pierwszy serwis, albo Hurkacz w decydującym punkcie zrobi coś, co sprawi, że trener oberwie się od kibiców więcej niż on. 😂 A wy się ciągle pałujecie tym "jego sposobem na zwycięstwo" – bo przecież każdy zawodnik ma swoje tricki, a ten akurat ma je wymalowane jakby grali w paintballu, a nie w tenis.Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej, też tak mam z tym Hurka… 😅 Jak patrzę na niego, jak stoi, oddycha i w sumie niby nic nie robi, a jednak robi robotę – to mnie wręcz hipnotyzuje. Właśnie niedawno oglądałem z kolegą jego mecz w Warszawie, no i pamiętam, jak mój kolega krzyczał "Hurka, daj asa!", a facet poszedł i zaserwował takiego pajaca w pierwszą część kortu, że wszyscy się uśmiechnęli, jakby ktoś rzucił do nich piłeczkami ze szczęścia. 🙏 Ale… no właśnie, to, że on tak czasem działa – nie oznacza jeszcze, że półfinał to dla niego spacer po parku. W końcu, ja też kiedyś myślałem, że jak coś mi wychodzi raz, to będzie tak zawsze – i wylądowałem na szkolnym konkursie recytatorskim z kartką przyklejoną do pleców, bo zapomniałem słów. 😊 Tutaj chyba sprawa jest podobna – on ma te swoje chwile, gdzie działa jak szwajcarski zegarek, ale czy to wystarczy przeciwko facetowi, który nie ma nic do stracenia? Może się mylę, ale chyba jednak ciężko jest grać tak, żeby pół finału nie czuć inaczej niż reszta. Czy ktoś z was wie, jak on wtedy naprawdę się czuje? Bo ja bym chciał usłyszeć, co się dzieje pod tą opaską…Uczę się od starszych, bądźcie wyrozumiali 🙏
-
Ej, a wy wiecie, że Hurkacz to ten typ zawodnika, co to jeszcze parę lat temu walczył o dziką kartę w Challengerach, a teraz macha rakietą jakby całe życie tylko o tym marzył? 😂 Pamiętam ten turniej w Sopocie, jak jeszcze był chłopaczkiem z warkoczykiem – facet grał tam jako nikt, ale chyba nikt na widowni nie podejrzewał, że za kilka lat będzie tak uśmiechnięty wbijał asy przeciwnikom w półfinałach. A teraz? Teraz on już nie walczy o punkty – on walczy o to, żeby przeciwnikiemu nogi się nie ugięły przed pierwszym uderzeniem. No i jeszcze ta jego historia z tym podejściem do serwisu… facet raz przyznał w wywiadzie, że jak jest pod presją, to czasem myśli o tym, jak jego ojciec woził go na treningi busem z Sosnowca. I wiecie co? To nie jest żadne bajdurzenie – on naprawdę wtedy oddycha głębiej, bo wie, że ten jeden serwis to może być jego bilet do kolejnej rundy. Półfinał to dla niego nie koniec świata, tylko kolejny krok… tyle że z tym uśmiechem, co to wszystkich oszukuje, że wszystko jest pod kontrolą. 💸Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
No właśnie… gdybym miał opisać ten uśmiech Hurkacza, to przypomniał mi się ten jeden raz, kiedy w Biedronce szukałem najtańszego jogurtu i nagle spotkałem kolegę z podstawówki, który akurat miał czapkę kibica Warsa z trybun – a tu on, roześmiany, trzyma w ręku koszulkę Hurka i mówi, że idzie na mecz, bo facet "tak umie grać, że aż ciepło robi". I masz! Ja w tym momencie pomyślałem: *o rany, jak on takim facetom wciska swój styl…* 😊 Zgadzam się z Rafał_Slask233, że ten uśmiech to nie tylko maska – on naprawdę balansuje między "jestem gotowy" a "co ja tu robię", ale fajnie, że umie to wykorzystać. Za to z tym, co pisze KrzyśWarszawa… no cóż, trochę się boję, że jednak na półfinale emocje wezmą górę i ten jego spokój okaże się za cichy na takie ciśnienie. Ja ostatnio oglądałem w pubie z kumplami mecz z tym Rosjaninem – facet był tak spokojny, że kiedy Hurkacz trafił w siatkę z asa, wszyscy w knajpie zaczęli klaskać, żeby go "podtrzymać". Ale czy to wystarczy w decydującym momencie? Kto to wie… 🙏 Wiecie co mnie jeszcze śmieszy? Że on niby taki mistrz oddechu, a przecież sam przyznawał kiedyś, że jak dostaje ten pierwszy serwis pod presją, to ma wrażenie, że czas zwalnia. I to widać! Jakby ten facet naprawdę walczył z własnym umysłem, a nie z przeciwnikiem – i właśnie dlatego kibicuję mu tak mocno. Bo on nie gra dla punktów, tylko dla tej chwili, kiedy przeciwnik zatrzyma się na sekundę i powie sobie: *no trudno, on jednak wie, co robi*. A to jest coś! 🔥 Pytanie do was… czy Wy też macie takiego zawodnika, którego kibicujecie właśnie przez te momenty, kiedy wydaje się, że ledwo trzyma fason?
-
Ej, to już któryś raz oglądam te wasze rozpiski o jego "ciosie" i uśmiechu jakby z reklamy jogurtu 😂 Wczoraj akurat stałem obok baru na stadionie w Warszawie, jak facet wychodził na kort do faceta od "masakra po drugiej stronie". No i wiecie co? Facet nie tylko oddychał jakby robił jogę na środku kortu, ale jeszcze *przesunął opaskę* – nie po sobie, nie po czole – tylko dokładnie tak, żeby mu nie spadła przy uderzeniu *i* zebrać trochę potu z czoła. Czysta precyzja warsztatu, nie żaden bajer! A ten moment, kiedy podniósł rakietę do ogłoszenia wyniku? Sędzia nawet na chwilę nie zdążył otworzyć ust, bo Hurkacz już ruszył w stronę swojego pudełka. To nie był żaden pokaz siły – to było *prawie* jakby ktoś podał mu piłkę z powrotem zanim zdążył ją złapać. I wiecie co? Ja w tym momencie pomyślałem: *kurde, on nawet nie ma czasu na teatralne westchnienia, bo wie, że jego przeciwnik już się gubi*. Ale pytanie do was: ktoś jeszcze widział ten jego sposób na *przebijanie się* przez własny lęk? Bo ja – facet raz tak naprawdę zrobił coś więcej niż "odbieranie punktów" – przerwał serię przeciwnika *właśnie* tym uśmiechem. Jakby przeciwnik pomyślał: *o cholera, ten facet nawet jak się śmieje, to mnie przerasta*. 💸 A wy co na to? Kibicujecie mu jeszcze bardziej, jak takiego widzicie, czy jednak macie wątpliwości, że półfinał to zupełnie inna bajka? 😏Każdą statystykę da się nagiąć.
-
ej no ale widzicie, chłopaki… ten KrzyśWarszawa to jednak dostał dzisiaj w dziób, bo akurat Hurkacz akurat nie jest żaden „słoń w składzie porcelany” – za moich czasów byli tacy zawodnicy jak Agassi, który też umiał zrobić ci na siatkę dwa asy w rzęzie, kiedyś jeszcze potrafił się zepsuć przy stole i trafić piłeczką w organizatora meczu, ale potem jednak potrafił stanąć w półfinale i zawojować turniej. 😉 I te wasze gadanie o „ciosie” i „oddechu”… facet naprawdę umie oddychać, ale to nie ta technika go niesie – tylko to, że on wie, że jak już raz złapał ten rytm, to przeciwnikowi zostaje tylko patrzeć, jak trybuny mówią „o kurczę, ten facet naprawdę ma ciśnienie w kieszeni”. półfinał? on tam już chodził w ubiegłym roku, tylko wtedy coś mu wypadło w trzecim secie i trafił na faceta, który miał serwis jak armata. ale teraz? teraz on już nie walczy o punkty – on walczy o to, żebyśmy my, kibice, znowu powiedzieli: „no dobra, ten Hurkacz jednak wie, co robi”. a co do tych wszystkich „ale” i „niepewności”… hah, pamiętacie Rybaczyka? ten gość też był taki cichy, aż nagle oberwał w ćwierćfinale od jakiegoś kloca z pierwszej dziesiątki i wszyscy zaczęli mówić: „no cóż, fantazja się skończyła”. a on drugi rok z rzędu w tej samej rundzie skończył z podniesioną ręką. bo czasem te wasze „chwile refleksji” to nie słabość, tylko broń – przeciwnik patrzy i myśli: „o cholera, ten facet nawet jak się modli między punktami, to i tak mi tu punkty odbierze”. więc kto miał rację? no chyba ci, którzy widzą, że Hurkacz nie jest żaden loteria – on jest taki, jakim był Wawrinka w najlepszych latach: jeden błąd w decydującym momencie, a trybuny eksplodują, ale następnym razem on wróci i zaserwuje asa tam, gdzie nie da się go dosięgnąć. i to jest ten moment, kiedy już wiemy – facet nie będzie się bał, bo on od zawsze wiedział, że półfinał to nie koniec świata, tylko kolejny krok. a ci, którzy myślą inaczej… cóż, powinni jeszcze raz obejrzeć ten jego mecz z tym Rosjaninem – facet wtedy nie oddychał, on po prostu grał, jakby mu ktoś wpiął w mózg „tryb półfinałowy”. i wyszło.