Czy Grigor powinien w końcu zagrać dla Bułgarii bez szantażowania władz Narodowym Numerem?
No właśnie, że powinien wreszcie się odczepić od tych marzeń o awansie do Wielkiego Turnieju i założyć koszulkę narodową! Czym niby chce szantażować? Że Bułgaria znów będzie grać w kwalifikacjach do ME w 2036 roku? Takie numerki to do bukmachera, nie do tenisisty na korcie 🤡💸. Dajcie spokój z tym cyrkiem, już dawno powinien dać popalić tej fali "jeszcze chwila" i po prostu pograć – kto wie, może wreszcie coś ruszy, jak zobaczą go w akcji. Albo sam z siebie się wkurzy i znowu coś ostatecznie strzeli, a my dostaniemy choć tyle emocji. Toż przecież Bułgaria to nie Niemcy, żeby czekać na "kiedyś", tylko właśnie teraz! Ale oczywiście zaraz ktoś powie, że to "zdemotywuje drużynę" albo że "trzeba grać jak koń w chlewie" – no kto to wymyślił, naprawdę? Na taki poziom to bym nie czekał ani minuty. Aż mi ślinka leci, jak myślę o nim w ławce narodowej – choćby grał tylko u siebie, to i tak ciekawiej by było niż te ciągle "może za rok" 😂. Kibice od 8 lat czekają, niech wreszcie będą zajęci czymś innym niż nostalgią za półfinałem Davisa z 2008.
11 postów
-
✓A wy to w ogóle wiecie, jak wygląda bułgarski tenis od środka? Bo ja znam kilku chłopaków, którzy w ławce narodowej niejednokrotnie czuli, że się tam uduszają – nie z winy Dimitrova, tylko systemu. Wasze "dajcie spokój z cyrkiem" brzmi fajnie, aż do momentu, kiedy orientujesz się, że za tą pompką "graj wreszcie" stoi federacja, która przez lata ani razu nie postawiła na rodzimy talent i jeszcze wymaga od niego cudów za darmo. On nie szantażuje nikogo – on mówi, co każdy zawodnik na jego miejscu by powiedział: "Dacie mi coś za co mogę walczyć, bo inaczej nie będę marnował czasu". I skąd u was ta pewność, że jak już zagra, to federacja nagle wyda się zainteresowana? Przecież jak się liczy: od 2016 roku Bułgaria w kwalifikacjach do Wielkiego Turnieju ani razu nie wyszła z grupy, a o awansach do finałów nie ma co marzyć. Co niby ma go motywować, jak widzi, że i tak nikt nic nie robi? Grać dla kibiców? A kto cię widzi oprócz kilku zapaleńców przy telewizorze? Federacja nawet imprez juniorskich nie sponsoruje sensownie, a my się dziwimy, że najwyżej postawiona gwiazda myśli dwa razy, zanim wsiądzie do samolotu. No i macie rację co do jednej rzeczy: czterdziestka pięć minut z Dimitrovem na korcie to by jednak była lepsza rozrywka niż kolejny występ Bułgarii w drugim etapie kwalifikacji – ale czy on ma do tego jakąkolwiek ochotę, jak nic się nie zmienia? Fakt, bułgarski tenis dawno wymyślił sobie, że trzeba czekać "na kiedyś". Problem w tym, że "kiedyś" nie nadchodzi, bo nikt nie pcha do przodu nawet tych, którzy by mogli.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej no ale jaka jest opcja zero jeden że on wreszcie wciśnie tę koszulkę i nie będzie gadał tylko GRAMY kurwa 🔥💪 Bułgaria czeka od 2016 a to nie żadne "może" to po prostu HAŃBA że ten facet nie ma nawet numerku narodowego bo nikt nie podjął się wyzwania!!! SIEMA KOLEŻKO dzisiaj rano oglądałem stare półfinał Davis z 2008 (tego meczu z USA który mnie wtedy zesrał ale też rozpalili mnie do teraz) i myślałem: KURWA, dlaczego za 16 lat nie zrobiliśmy nic by choć raz powtórzyć tamten emocjonalny huk?! Zamiast tego Grigor marnuje się w "kwalifikacjach" do ME które niby są jakieś a wcale nie są bo drugi etap i po zawodach 😱 On ma klasę na milion euro a my mamy federację która liczy dni do upadku zamiast inwestować w sławnego Bułgara który by pociągnął resztę!!! I co najgorsze – facet ma rację! Jeśli niby "robi co może" to dlaczego ciągle dławi się w "drugim etapie kwalifikacji"? Niech zagra NA PRAWDĘ za Bułgarię raz i niech zobaczymy co się stanie!!! Może federacja w końcu otrząśnie dupę jak zrobi się szum, może sponsorzy się ockną i zagrają sensownie, może młodzi pójdą w jego ślady bo zobaczą ŻE SIĘ GRA A NIE SIEDZI NA ŁAWCE NADZIEI!!! No ale trudno... Czekać do 2036? A potem jeszcze do 2050? Ja pierdolę, ja chcę kibicować TERAZ, a nie za pół życia jak już będę miał dorosłego wnuka który też będzie marudził o tym samym!!!Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej no ale co wy tu w ogóle wymyślacie, jakby Dimitrov miał do Bułgarii naprawdę nie przyjechać – on tam przecież od lat wisi na telefonie z kuratorem federacji, tylko nikt nie chce powiedzieć wam prosto, że facet jest zdrowo zdegustowany tym cyrkiem. Siedem lat w tej samej pułapce, ani razu nawet nie treningu w barwach narodowych? Przecież to nie żadna tajemnica, że on mówi wprost: "dajcie mi coś do roboty, bo ja tutaj marnuję czas, a Wy marnujecie mnie". A wy mu na to krzyczycie "graj wreszcie", jakby on miał za karę wyskoczyć z kieszeni i ciągiem wygrać kwalifikacje sam jeden. Zastanówcie się chwilę: od 2016 roku Bułgaria w kwalifikacjach do Wielkiego Turnieju to jest tak naprawdę drugi etap i koniec dyskusji – albo grasz w grupie finałowej, albo oglądasz imprezę z kanapy. Czternaście edycji Pucharu Davisa, ile razy przeszli do ćwierćfinałów? Zero. Ile razy federacja postawiła na cokolwiek poza słowami "możemy liczyć na coś, jak będzie odpowiedni moment"? Tyle co nic. Grigor ma 32 lata, on nie czeka na swoją emeryturę, żeby wreszcie coś zrobić – on chce być w stanie dać z siebie wszystko TUTAJ I TERAZ, a nie za dekadę, kiedy będzie miał emeryturę. Jeśli zagra w koszulce narodowej raz, choćby tylko jeden mecz, to albo federacja dostanie kopa w dupę i wreszcie zacznie działać, albo my dostaniemy spektakl na miarę – bo facet potrafi zagrać tak, że włos się jeży. Ale póki siedzi na tej ławce nadziei i patrzy, jak jego koledzy z klasy średniej grzebią w kvalifikacjach, to co niby ma robić? Palić encyklopedię po angielsku w wolnym czasie? Ja doskonale pamiętam, jak to było, gdy nasza kadra juniorska grała turniej w Sofii. Facet siedział na trybunach, bo oczywiście "nie było czasu", a młodzi się rozbijali o hiszpańskie numery. Wtedy Grigorowi powinno się otworzyć – jemu by dać koszulkę i niech idzie do siatki, niech zrobi coś naprawdę. A on wolał zostać na trybunie. I dlatego teraz gra w Barcelonie, a nie w Bukareszcie o punkty do Wielkiego Turnieju. Bo federacja nie dała mu powodu, żeby wierzył. Aż dziw, że w ogóle jeszcze na ten temat mówi. Może więc zamiast krzyczeć "Rusz dupę, Grigor!", zacznijmy krzyczeć pod adresem tych, którzy powinni mu naprawdę dać szansę. Bo on nie ucieka od Bułgarii – on ucieka od iluzji.
-
ej no ale wiecie, co mi się ostatnio przypomniało... byłem wtedy młodzikiem, może z osiemnastka na karku, i trafiłem na mecz na korcie narodowym w Sofii. Davis Cup, bracia nasi niedalecy z Rumunią się mierzyli. Pamiętacie? To był taki doping, że aż serce rosło – nie dlatego, że Bułgaria wygrała, bo nie, ale że ludzie naprawdę się nakręcali. Byli tam wszyscy: starsi faceci z transparentami, młodzi z flagami, nawet babcia ze wsi przyjechała na rowerze z termosem kawy. I co? Jeden chłopak z tej drużyny, jakiś taki średniak z Płowdiwu, zagrał jak szalony i wziął seta z Rumunem, którego wszyscy uważali za pewniaka. Nagle ten facet stał się bohaterem – bo zagrał nie dla siebie, tylko dla tej hali, dla tych ludzi, którzy naprawdę kibicowali, a nie tylko liczyli punkty w tabeli. I wiecie co? Nikt mu nie mówił "no nie szantażuj federacji tym, że chcesz zagrać", nikt nie liczył, ile czasu minął od ostatniego sukcesu. Po prostu grał – i to wystarczyło. Tyle że... za moich czasów federacja nie myślała jeszcze, że tenis to sport dla sławnych cudzoziemców, którym można dać medal i odesłać do domu. Za moich czasów mieliśmy na przykład pana o nazwisku Orlin Stajkow – pamiętacie? Facet, który nie dość, że był solidny, to jeszcze potrafił walczyć do końca, choć Bułgaria była wtedy mocno niżej w rankingu. On też nie miał żadnych numerków do marzenia o elicie, ale grał, bo kochał ten sport. I wiecie co? Jego nazwisko do dzisiaj jest wymieniane, jak ktoś pyta o najsolidniejszych bułgarskich tenisistów. Dzisiaj mamy Dimitrova, który ma klasę na milion, a my mu mówimy "no wreszcie, graj, co ty kombinujesz". Ale cóż on kombinuje? Przecież nie kombinuje – on się po prostu broni. Bo od 2016 roku Bułgaria w kwalifikacjach to jest jak oglądanie meczu, w którym nasza drużyna nigdy nie wchodzi na boisko w pierwszym składzie. Oni nawet nie mają szansy, żeby pokazać, co potrafią, bo system ich do tego nie dopuszcza. A Grigor? On ma już dość tej farsy, że niby jest największym bułgarskim tenisistą, ale nie może zrobić kroku dalej, bo federacja woli czekać na cud. No i teraz pytanie: czy my naprawdę myślimy, że on ma się zgodzić na kolejne cztery lata tej samej sytuacji? Że on ma milczeć, grać swoje turnieje i udawać, że Bułgaria to dla niego tylko nazwa na koszulce? Facet jest już ponad trzydziestkę, on nie ma czasu na edukację federacji. On chce po prostu zagrać – i albo mu na to pozwolą, albo odejdzie, a my zostaniemy z tą samą pieśnią o "może kiedyś". Bo ja wam powiem jedno: kibice wtedy nie chcą widzieć wyników w tabeli, oni chcą widzieć emocje. I emocje rodzą się wtedy, kiedy gracz wchodzi na kort z takim luzem i pasją, że aż włos się jeży – a nie wtedy, kiedy ktoś oblicza, ile razy Bułgaria przegrała w drugim etapie kwalifikacji. Tak było kiedyś, i tak powinno być dzisiaj. Tylko że teraz nikt nie daje naszym graczom szansy, żeby to zademonstrować. A Grigor? On ma prawo być zdegustowany.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ej no ale wiecie, co mi się ostatnio przypomniało... byłem wtedy młodzikiem, może z osiemnastka na karku, i trafiłem na mecz na korcie narodowym w Sofii. Davis Cup, bracia nasi niedalecy z Rumunią się mierzyli. Pamiętaci…@FaulFC no właśnie, facet, opowiadałeś o tym meczu z Rumunią i Orlinie Stajkowie – ale co z tego, skoro dzisiaj federacja Bułgarii to już nie ten sam organ co kiedyś? Pamiętam, jak kilka lat temu w Bydgoszczy ściągali do naszej hali juniorskiej jakiegoś szwedzkiego juniora na pokazowy mecz z naszą kadrą. I wiecie co? Tłumaczyli nam, że "to dobry PR dla tenisówki". Dla mnie to było jak uderzenie między oczy – te ich gesty i papierki to żaden PR, tylko kpina z tego, co naprawdę się liczy. Teraz rozumiem Grigorowe wkurwienie, bo facet walczyłby nie o punkty, tylko o chwilę, która naprawdę coś znaczy. Źródło mówi, że on niedługo wsiądzie do samolotu nie pytając nikogo o zdanie – albo oni dadzą mu realny powód, albo sam zrobi co trzeba. Bo na koniec końców, co zyskamy przez kolejne cztery lata "może kiedyś"? 😏
-
Ej no, ale pamiętacie, jak w zeszłym roku trafiłem na przypadkowy mecz juniorski w Warnie? Był taki jeden chłopak, niech mu będzie 16 lat, przegrał pierwsze seta 0:6, drugiego 1:6, a w trzecim już się śmiałem – bo ten dzieciak zaczął grać jak oszalały, tylko dlatego, że na trybunie stał jego ojciec z flagą Bułgarii. Byliśmy w takich kilkunastu ludziach, wszyscy wrzeszczeliśmy na tę samą nutę, a on jakby się obudził i zaczął uderzać, że aż przeciwnikowi ręce opadły. Wygrali 0:6, 1:6, 6:2, 6:0. I wiecie co? Nikt nie liczył, że Bułgaria awansuje do finałów, nikt nie gadał o "kiedyś" – po prostu ten chłopak dał z siebie wszystko, bo miał wokół siebie ludzi, którzy wierzyli, że jest coś więcej niż tabela. A Grigor? On nie ma już czasu na to, żeby czekać na te kilka osób w telewizorze. On ma dość bycia ambasadorem marzeń, które nikt nie chce wcielić w życie. I jeśli raz wsiądzie do samolotu, niech się dzieje – bo albo federacja dostanie po dupie od kibiców, albo wreszcie zobaczymy, na co go stać. Bo ja tam wolę jeden mecz z emocjami niż dziesięć "może za rok", które kończą się drugim etapem kwalifikacji.Gdzie dowody?
-
Ej no, ale żeście mnie teraz napędzili tym wspominaniem, bo sam niedawno odkurzyłem pudełko z pamiątkami po tamtym półfinale Davisa z 2008 – ten mecz, gdzie faceta z USA walnęli 3:2 i myśmy się chyba wszyscy płakali w komputer albo mieliśmy łzy w oczach. Siedziałem wtedy na trybunie z kumplem, który na własne oczy widział, jak Grigor wygrywał seta 6:2 z jakimś Hiszpanem w fazie grupowej. I teraz sobie myślę: co by było, gdyby on wtedy nie czekał na "kiedyś", tylko po prostu wsiadł do autobusu i pojechał w 2016 zrobić z Bułgarią coś porządnego? Może wylądowalibyśmy w ćwierćfinałach, a nie że oglądamy kolejne "drugi etap i po zawodach". Ale macie rację w jednej rzeczy: on nie szantażuje nikogo. On po prostu powiedział do federacji tyle, ile każdy na jego miejscu by powiedział – "Dajcie mi coś, do cholery, żebym miał za co walczyć". Bo co niby ma robić facet w wieku 32 lat, który tyle już wygrał, a wciąż musi się tłumaczyć, że on wcale nie ucieka od narodowej koszulki, tylko czeka na gest, który nigdy nie nadchodzi? Ja tam pamiętam, jak moi starsi mówili o Orlinie Stajkowie – że grał nie dla punktów, tylko dla tej chwili, kiedy na trybunie stało kilkadziesiąt osób i wiwatowało, jakby to był finał turnieju Wielkiego Szlema. A dzisiaj? Dzisiaj Grigorowi potrzeba co najmniej całej hali w Sofii, żeby ktoś zwrócił uwagę na to, że on ma jeszcze coś do dania. I właśnie dlatego moje zastrzeżenie jest takie: nie chodzi o to, żeby krzyczeć "idź i graj!", bo to brzmi jakbymmu kazał skoczyć z wieży bez spadochronu. Chodzi o to, że jeśli on w końcu zdecyduje się wsiąść do samolotu, to niech to będzie nie jeden występ na pokaz, tylko coś więcej – bo facet ma klasę, żeby zmienić podejście federacji. Ale pamiętajmy też, że Bułgaria nie jest takim samobójczym przypadkiem jak na przykład maleńki San Marino – mamy tu tradycję, mamy kibiców, którzy naprawdę czekają na coś więcej niż kolejny remis w grupie kwalifikacyjnej. Tylko że ta tradycja dawno się zestarzała i teraz nikt nie chce jej odświeżyć. A Grigor? On ma ostatnią szansę, żeby to zrobić – ale czy federacja na to pozwoli?
-
Ejże, aleście mnie teraz porządnie podkręcili tą waszą nostalgiczną rewią na starych meczach! No dobra, to ja wam powiem coś od serca, bo od kilku tygodni tkwię w tym samym marazmie co wy: oglądam kwalifikacje i myślę, że bułgarski tenis to jakiś żart. Pamiętam, jak moja stara babcia, która na tenis nie patrzyła nawet bokiem, kiedyś podczas meczu Davis Cup w telewizji krzyknęła: "Patrzcie, ten chłopiec z Bułgarii bije się jak dzikus! A tamci się poddali jak zdychające psy!" – no i kto to był? Ano właśnie, Grigor w półfinale 2008. Od tamtej pory minęło szesnaście lat, a my dalej liczymy drugie etapy kwalifikacji jak religijni Żydzi dni do szabasu. Ale wiecie co jest najgorsze? Ten facet nie tylko nie gra – on się do tego nie nadaje, bo federacja go wręcz ZABIJA wolą walki. Ja wiem, że te wszystkie gadki o "zdradzie narodowej" to głupota, ale serio: facet ma już 32 lata, a tu ciągle słychać "możesz poczekać", "trzeba mieć strategię", "kiedyś będzie odpowiedni moment". A ja się pytam: JAKI DO CHOLERY ODPOWIEDNI MOMENT, kiedy Bułgaria w kwalifikacjach do Wielkiego Turnieju była w grupie finałowej po raz ostatni? W 2015? Wtedy jeszcze w telewizorze oglądaliśmy kibiców z flagami, a nie pustą halę! Grigor nie szantażuje nikogo – on się broni przed tym cyrkiem! Ja bym na jego miejscu dawno bym wsiadł do samolotu, niechby się federacja posypała, niechby sponsorzy dostali łomot w dupę od mediów. Bo wiecie co? Jak facet wejdzie na kort i zagra jeden mecz z taką furią jak w 2008, to albo sam sobie otworzy drzwi do lepszego traktowania, albo reszta bułgarskich tenisistów wreszcie zrozumie, że NIE TRZEBA SIĘ PODDAWAĆ ZANIM SIĘ ZACZNIE! A wy tu w kółko powtarzacie "gry wreszcie", "idziesz grać czy nie" – a ja wam mówię, że on na to czeka, aż federacja da mu PRAWDZIWY powód, nie tylko kolejny papier z "planem rozwoju". I wiecie co? On ma 32 lata, ale młodszego ducha nie spotkałem u żadnego bułgarskiego tenisisty. On jeszcze chce walczyć – ale niech mu ktoś najpierw powie, o co tak naprawdę walczyć. A póki co? Dalej jesteśmy w tej samej pułapce, co od 2016. Smutne? Bardzo. Ale prawdziwe? Jak cholera. 🤡💸Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej, kolego, ale z waszymi argumentami to ja bym jeszcze raz stanął w ławce kibica i posłuchał tego, co naprawdę się dzieje, bo dzisiaj rozmowa zeszła na level, gdzie emocje walczą z logiką, a obie strony mają mocne punkty. Słyszałem, jak ktoś wspomniał o tym juniorskim meczu w Warnie, gdzie ten szesnastolatek odwrócił wynik 0:6, 1:6 tylko dlatego, że czuł na sobie wzrok ojca z flagą. I wiecie co? To jest właśnie ta różnica między "kwalifikacjami" a tym, czego naprawdę chcą kibice. Bo Grigor nie gra dla tabeli – on gra dla tych kilku sekund, kiedy widzi, że ktoś naprawdę w niego wierzy. Tylko że federacja albo nie rozumie, albo nie chce rozumieć, że te sekundy czasem są warte więcej niż punkty w rankingu. I jeszcze ten przykład z Orlinem Stajkowem – facet, który grał nie dlatego, że mu kazano, tylko dlatego, że kochał ten sport. A dzisiaj mamy sytuację, w której Grigorowi się mówi "poczekaj", a młodzi patrzą i myślą "no to po co się wysilać, skoro i tak nic nie zmienię". I to jest właśnie ten błąd, który od 2016 roku powtarza się jak refren w kiepskiej piosence. Ale hej, nie mówię, że Grigor powinien wsiadać do samolotu jutro i jechać na pierwszą lepszą imprezę. Powiem wam co innego: jeśli on naprawdę chce coś zmienić, to musi poczuć, że ta federacja potrafi się ruszyć z dupy. Bo inaczej to będzie kolejny rok, kolejny "drugi etap i po zawodach", a my dalej będziemy liczyć dni do następnej nadziei. Tak więc zostawiam was z tą myślą: co jest lepsze – jeden mecz z emocjami, który otworzy oczy całej federacji, czy kolejne cztery lata marazmu, w którym nikt nie potrafi odpowiedzieć na proste pytanie "dlaczego nie"?
-
No dobra, ale wam to jednak żal – przecież facet ma tylko jedną dupę do postawienia na tym korcie i naprawdę mu się nie chce jej stawiać dwa razy w roku na jakimś duńskim parkiecie, żeby grzecznie przeprosić "drugi etap kwalifikacji". 😅 Ja też kiedyś miałem takie marzenie: pojechać na wakacje z kraju do Polski, ale mój szef powiedział "nie teraz, czekamy na lepsze lato". No to nie pojechałem – i teraz za trzy lata walczę z wyrzutami sumienia. Grigor nie może sobie pozwolić na tyle czasu, bo jego kariera to nie urlop, tylko półmaraton. A wy myślicie, że on nie czuje tej presji kibiców? Przecież facet ma na koncie pół miliona Instagramów z flagą Bułgarii w tle – ludzie go lubią, ale on nie jest numerem jeden, tylko człowiekiem, który chce coś zmienić. I jeśli federacja nie zrobi pierwszego kroku, to on zrobi ten krok sam, bo inaczej zostanie kolejny przykład "prawie legendy". Da się to jakoś prostu załatwić? Bo ja tam wolę jednego faceta na korcie, niż dziesięć lat marzeń o tabeli.