Czy Casper Ruud powinien wreszcie zrezygnować z grania z tą szwedzką rakietą, która od…
Akurat, ten szwed to już nie trenował, tylko prowokował. Najpierw dorwał nas w 2020, potem w 22, a teraz w 24? Śmieszne wręcz, jakby Casper co roku przyjeżdżał do Paryża po to, żeby komuś dać w dupę. Ojciec nie ma już siły, powiedział "trudno", a my mieliśmy mieć nadzieję że się zmieni? A w rzeczywistości to przecież jasne – jakby Ruud miał genetycznie złego partnera do treningu, który kazałby mu grać defensywę kiedy nie trzeba i osłabiałby siłę uderzenia, to byśmy siedzieli i kiwali głowami ile ten facet go kosztuje. 😏 Nie, nie – po prostu czas na nowy rozdział, bo stary się wysłużył jak moja ulubiona tenisówka po warszawskim asfalcie. Trenerzy też mają datę ważności, a ten szwed to już chyba stary numer z disku. 💸
10 postów
-
✓A wiecie co mi się przypomniało przez te Wasze jęki o "trenerze, który już się wysłużył"? Co roku przed Rolandem Garros leci ten sam tekst – że Casper się wkurza, że ten "Szwed" za mocno naciska, że coś tam taktycznie śmierdzi. A potem? A potem idzie do ćwierćfinału i jeszcze się gniewa, że nie wciął mu asa na decydującym setie. Nie mówię, że szwedzki trener to chodząca świętość, ale akurat w Paryżu to nie On jest problemem. Sami sobie gadacie, że Christian Ruud powiedział "trudno", a ja bym się zastanowił, co on miał na myśli. Może nie o trenera chodzi, tylko o to, że na tej ziemi są przeciwnicy, którzy potrafią odebrać Ci dziewięćdziesiąt procent punktów na wolnych piłkach, co Casper uwielbia grać? Może nie szwed to wina, tylko brak umiejętności przycięcia swojego stylu pod konkretne podłoża i konkretnych rywali? Przecież nie pierwszy raz zdarza się, że najlepszy zawodnik świata przegrywa z kimś, kto wprost idealnie pasuje do jego niszczenia. A wy sobie wyobrażacie, żeby teraz Casper wymieniał trenerów jak rękawiczki przed każdym turniejem wielkoszlemowym? Toż to byłoby szaleństwo gorsze niż te porażki z tamtym Szwedem. Trener to nie tylko taktyka – to też budowanie psychiki, stabilizacja, znajomość nawyków. I tak swoją drogą, jeśli ojciec Ruuda mówi "trudno", to pewnie ma na myśli coś więcej niż tylko partnera do drzemki przy zmianie rakiet. Może to nie trener jest zmęczony, tylko Casper?Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
haha no co wy opowiadacie, ludzie! 😱 spoko, Krzysiek, ale że ten szwed to prowokator to fakt, ale Kasia… serio? znowu to samo – obrona za wszelką cenę tej szwedzkiej "metody"? 😤 siema Krzysiek, no stary, ale pamiętasz te mecze w 2020 i 2022? Casper tam dosłownie darł mordę, a ten szwed wciskał mu defensywę kiedy powinien atakować! 🔥 A w tym roku? Że też akurat ten sam scenariusz?! Jakby ktoś celowo psuł plan przed samym Rolandem Garros! no dobra, Kasia, ale ty chyba zapomniałaś jak Casper traci impet w decydujących momentach? Odpada na tym samym elemencie co trzy lata – to nie przypadek! 💪 Ojciec mówi "trudno", bo wie że tyle lat pracy idzie na marne przez złe decyzje taktyczne! a co do wymiany trenerów – no ba, najwyższy czas! Przecież on ma PIERWSZEJ KLASY umiejętności, ale ten szwed je zakopuje swoją histerią! 🤬 Raz mu powiedzieli "obronić się", raz "zagrać wolno" – a Casper jest atakującym zawodnikiem! Coś mi tu śmierdzi, i nie jest to proch na kortach Paryża! 😏 do tego dochodzi ta psychika – facet codziennie wraca do domu myśląc "co ja znowu zrobiłem źle", zamiast budować pewność siebie! Trener to nie tylko taktyk, to ludzka motywacja, a tutaj ktoś mu ją rozjeżdża! czy naprawdę chcemy, żeby nasz bohater dalej latał jak w kółko i dostawał po tyłku w najważniejszych momentach? Róbmy porządek, wymieńmy go i do boju! Casper na swoim miejscu powinien mieć trenera, który go WYRUSZA, a nie blokuje! 🔴💪Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej, Kasia, ale co ty właściwie sugerujesz? Że Casper co roku lata do Paryża tylko po to, żeby komuś ulżyć w sercu przy tej słynnej "szwedzkiej metodzie", jakby Ruud był kurierem dostawiającym porażki pod drzwi swojego trenera? Toż przecież co roku ta sama bajka: caster z rozwianym kuferkiem talentu wpada w sidła obrony, jakby ktoś mu w kieszeni koszuli wsadził sztangę za każdym razem. Twój argument o "konkretnych rywalach" brzmi fajnie, ale co z tymi trzema imprezami z rzędu, gdzie przeciwnicy dostawali mu śniadanie na wolnej piłce, a Ruud wylatywał jak niedopałek? Tamci rywale też nie są aniołkami, tylko naprawdę grube ryby – ale w meczu z de Minaurem albo Alcarazem Casper jakoś nie traci impetu, choć oni przecież też umieją odbijać wolne piłki. Toż to nie przypadek, tylko wzorzec. A propos – Krzysiek walnął w sedno: ten szwed od dwóch lat ma problem z podstawową rzeczą – kiedy Casper dostaje piłkę, powinien atakować, a tu nagle jakaś histeryczna obrona wychodzi. Toż to nie taktyka, to psychodelia na korcie! Facet gra jakby miał w kieszeni instrukcję "niszczenia formacji", a nie "budowania zwycięstw". Casper jest zawodnikiem, który swoją siłą uderzenia mógłby gnić przeciwników w błoto – dlaczego ma co roku pakować się w pułapkę, którą sam sobie zakładają? No i ten decydujący moment – trzy razy z rzędu ten sam efekt. Trzy lata, trzy porażki w podobnym stylu. Toż to nie pech, to systemowa wada. Jeśli ojciec mówi "trudno", to chyba nie o "trudne przeciwników" – bo ci są od zawsze – tylko o to, że przez lata ktoś systematycznie psuł mu charakterystykę gry. A trener to ma pomagać, nie obdzierać z fundamentów. Ja rozumiem, Kasia, że chcesz bronić stabilności, ale stabilność w tej formie to pułapka. Casper ma wszelkie atuty, żeby wygrać Roland Garros – tyle że nie z kimś, kto każe mu schować rakietę do kieszeni. Czas na zmianę, bo ta "metoda" to już nie ulepszanie, tylko demontaż. Dość tego, żebyśmy co roku płakali nad tym samym scenariuszem. Róbmy porządek, póki Casper nie stracił całej pewności siebie, bo na to już coraz bliżej.
-
ej, ludzie, no co wy tam w tym szwedzkim gąszczu ostatnio kombinujecie? 😄 pamiętam sobie, jak tu na forum byłem jeszcze za czasów federera z nadallem w tych ciemnych wiekach kortów, kiedy na wszystko patrzyliśmy przez pryzmat "wolny styl kontra twarda obrona". i co? faktycznie – free styl w paryskim piachu to była już wtedy bajka niedzielna, bo tam albo się walczy ogniem, albo się skończy na trawie osmalone. ale wiecie co? nigdy żaden trener nie kazał zawodnikowi grać tak, żeby samemu siebie ograniczać w kluczowych momentach, jakby miał w głowie taktyczny backup na stratę. za moich czasów byli tacy, co wręcz przeciwnie – najlepszymi przyjaciółmi mieliśmy trenerów, którzy nas wyciągali z dołków akurat tam, gdzie nasze słabości miały się rozlecieć. weźmy choćby słynnego michała chmielowskiego – facet miał w nosie ten cały "elegancki styl", a uczył swoich podopiecznych uderzać tak, żeby przeciwnik cofnął się o metr za linią. i co? ci co słuchali, grali lepiej, ci co nie – stracili pewność i tyle ich widzieli. a tutaj? szwedziści trenerzy chyba mają jakiś patent na to, żeby casperowi wbijać do głowy, że najlepszy atak to ten, który nie zdarza się wcale. i jeszcze jedno – ojciec Ruuda powiedział "trudno", a ja bym się zastanowił, czy nie ma na myśli czegoś więcej niż tylko cztery sety w półfinale. przecież ta historia z rolandem garros to nie jest tak, że casperowi brakuje czegoś technicznie – on po prostu co roku wpada w pułapkę własnej ustalonej taktyki, którą ktoś mu wcisnął do głowy jak zły nawyk. i tyle że nie chodzi o zmianę trenera dla samego currentu, tylko o to, żeby ktoś wreszcie powiedział mu prosto w oczy: "słuchaj, twoja siła to ataki – niech nie stanie się twoją słabością". a propos – ktoś tu wspomniał o wymianie trenerów jak rękawiczek? no jasne, że nie o to chodzi, żeby co tydzień biegać po nowego. ale raz na kilka lat? kiedy co roku ten sam scenariusz? toż to nie chyba żadne szaleństwo, tylko zwykła higiena. stary numer już się zużył, a na warsztat potrzeba kogoś, kto potrafi te osiemset uderzeń na godzinę caspera w końcu puścić w świat, zamiast wciskać mu do kieszeni pudełko na strach. więc ja tam zostałbym przy tym – niech ten szwed odejdzie, zanim casper straci resztę pewności, bo za dwa lata może się okazać, że mamy tu drugiego anderssona, który umie tylko bronić i co roku odpuszcza wielki szlem. dość tego dobrego, bo naprawdę nie o to chodzi w tenisowym życiu, żeby co roku obgryzać paznokcie na tym samym widoku.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
no i co wy teraz znowu ten szwed rozwlekacie jak starą plotkę przy piwie w knajpie? 😉 widziałem gorsze rzeczy, naprawdę – facet gra od dwóch lat te same szablony, owszem, ale niech no ktoś mi powie, gdzie jest ten dowód że to szwed psuje mu imprezę? bo ja wiem, że Casper od lat ma problem z decydującymi momentami, tylko nikt nie chce przyznać, że to jednak on sam sobie kopie dołek. pamiętam sobię kiedyś na live streamie oglądałem jego półfinał z 2019, wściekał się na siebie jak diabli, bo znów wolał zagrać bezpiecznie zamiast uderzyć – a trener tam tylko siedział i kiwał głową, niczym stary ksiądz na kazaniu. no i co? szwed go przekonał? chyba raczej Casper sam siebie ubezwłasnowolnił, bo nie umiał podejść do siatki, kiedy było trzeba. i jeszcze ten numer z ojcem, który rzekomo powiedział "trudno" – no jasne, stary jest obiektywny, ale jakby ktoś miał rozkładać jego słowa na części pierwsze, to pewnie bardziej chodziło o to, że Casperowi brakuje mentalnego twardego orzecha, nie o trenera. przecież ten szwed trenuje go od samego początku, zna jego uderzenie lepsze niż własne odbicie w lustrze – dlaczego niby miałby go teraz sabotować? facet od dekady buduje z nim ten styl, a wy już teraz pieprzycie o nowym rozdziale jakby to była rewolucja francuska. a wyobraźcie sobie, że wymienicie trenera na nowego gwiazdora taktyki, a ten okaże się jeszcze gorszy? toż by było szaleństwo, a nie rozwiązanie. czasem nie treningi są problemem, tylko to, że zawodnik przestaje wierzyć we własny plan – i wtedy ani dobry, ani zły trener nie pomoże. Casper ma wszystko, żeby wygrać Roland Garros, tyle że musi wreszcie znaleźć w sobie twardziela, który wbije mu do łba: "do cholery, atakuj, kiedy masz piłkę przy nodze, a nie cofnij się o metr i czekaj na cud!" więc no, ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, a wiecie co mi się akurat przed oczami stanęło, jak Krzysiek rzucił tym "kurierem porażek"? Mój stary kolega z korfballu, ten typ co to latał po całej Polsce jako sędzia ekstraklasy – facet ma nosa do gadania o "metodzie" i dobrych trenerach. Raz przy piwie opowiadał, jak ich drużynę prowadził jakiś norweski baletmistrz, który tyle mówił o "grach systemowych", że chłopaki aż zapomnieli, że rzucają piłkę. No i co? Na mistrzostwach stracili w półfinale, bo przeciwnik dosłownie ich zdmuchnął, bo nikt nie umiał zrobić zwykłej, prostej akcji pod koszem – wszyscy czekali na "system". Efekt? Nikt nie ruszył się z miejsca. Właśnie tak mi się tu widzi z tym Casperem – ten szwed zamiast nauczyć go walczyć ogniem, rozebrał go na części pierwsze i zostawił samych systemowych dziwaków. A Casper, zamiast odzyskać instynkt, dostał instrukcję: "grać wolno i spokojnie", przez co przestał wiedzieć, kiedy ma uderzyć z całej siły. Trzy razy z rzędu w Paryżu – no dobrze, przyznaję, że moim oczom podobne rzeczy się nie zdarzają, ale jak widzę te jego wahania przed decydującym uderzeniem... to mi się przypomina mój własny błąd w meczu juniorów, kiedy trener kazał mi "trzymać formację", zamiast powiedzieć: "walić co popadnie, chłopie". Trafiłem raz w siatkę, raz w aut, a raz w nogę partnera – i tyle zostało z mojego "systemu". No i macie rację, że ojciec powiedział "trudno" – ale nie przez szwedzki "balet", tylko dlatego, że Casper przez lata zapomniał, że ten turniej to nie konkurs na styl, tylko wojna. I teraz się zastanawiam: czy naprawdę potrzebujemy kolejnego faceta, który będzie mu wbijać do głowy te same błędne nawyki, czy jednak ktoś powinien wreszcie powiedzieć do niego: "Słuchaj, synu, twoja siła to właśnie ten atak – teraz albo nigdy, bo inaczej ten 'trudno' stanie się twoim drugim imieniem"?Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, ale się tu zrobił tłum, nie? Wszyscy macie swoje racje, ale posłuchajcie mnie przez chwilę — bo akurat ostatnio oglądałem powtórkę z Roland Garrosa 2022 i coś mi w głowie zaiskrzyło. Wiecie, co mnie najbardziej wkurzało w tamtym meczu? Nie to, że ten szwed znowu kazał Casperowi grać "bezpiecznie" — bo ostatecznie chłop ma swój styl, to jego siła — tylko że w kluczowych momentach Casper dosłownie tracił czujność. Pamiętam, jak przy jednym z decydujących punktów odbił wolną piłkę... i w tym samym momencie spojrzał na trybuny, jakby pytał: "co ja tu robię?". A trener mu na to? Nic, tylko kiwał głową. No i proszę — facet, który przez pół roku przygotowywał się do tego turnieju, nagle zapomniał, że przecież on na tym korcie jest najlepszy, kiedy atakuje z impetem. Zgadzam się z AdamemWarszawa — ojciec Ruuda powiedział "trudno", i ja też bym tak powiedział, ale nie przez szwedzką metodę, tylko dlatego, że Casper przez lata zbudował sobie ten obraz siebie jako gracza, który musi "grać mądrze", zamiast po prostu uderzyć. A on nie jest graczem, który wygrywa dzięki defensywie — on jest atakującym, który może zniszczyć przeciwnika jednym uderzeniem. Problem w tym, że teraz myśli za dużo, zamiast działać. I jeszcze jedno — Kasia ma trochę racji, że czasem przeciwnik potrafi odebrać Ci dziewięćdziesiąt procent punktów na wolnych piłkach, ale to nie znaczy, że Casper nie powinien próbować ich zdobywać. Tylko dlaczego trener nie nauczył go, jak to zrobić? Może nie chodzi o wymianę całego sztabu, tylko o to, żeby ktoś wreszcie powiedział mu prosto w twarz: "Rób to, co umiesz najlepiej — atakuj, bo na tym grasz". W sumie... sam mam ochotę napisać do Christian Ruuda i zapytać, czy przypadkiem nie ma pod ręką kogoś, kto potrafi wbić w łeb jego synowi te trzy słowa: "Grać, cholernie grać". Bo jak teraz to wygląda, to Casper za dwa lata może trafić na Alcaraza albo Medvedeva w ćwierćfinale, a oni go po prostu zmiażdżą, bo on nawet nie będzie próbował atakować. A to byłoby szkoda, bo talentu mu nie brakuje — tylko ktoś musiałby mu w końcu przypomnieć, że tenis to przecież nie konkurs na styl, tylko walka.
-
Ej, facet, toż ja znam ten romans z szwedzkim trenerem lepiej niż mój własny kibicowski sentyment do Łodzi! 😂 Przecież Casper to nie pierwszy lepszy zawodnik — facet od lat ma te same ruchy, te same uderzenia, tę samą siłę, a rok w rok wpada w tę pułapkę jak mucha w pajęczynę. No ale wiecie co? Mnie się wydaje, że ta cała "szwedzka metoda" to nie żadna metoda, tylko stary dobry szwedzki styl na byle co — czekać, obserwować, a potem… *pozdrawiam* niespodzianka w postaci porażki! Patrzcie, jak on w tym roku walczył z Alcarazem — facet bije piłkę jak oszalały, atakuje jak szatan, a tu nagle trener mu wbija do głowy: "spokojnie, Casper, nie forsuj się". No i co? Casper przestał wierzyć we własne uderzenia, zaczął szukać idealnego momentu, a te wolne piłki zalały go jak fala. Trzy razy z rzędu ten sam numer — no nie chodzi o szczęście, tylko o to, że trenerowi nie chodzi o zwycięstwo, tylko o to, żeby Casper nie narobił sobie problemów! A ojciec mówi "trudno"? No jasne, bo facet siedzi na ławce i patrzy, jak jego syn z roku na rok traci pewność siebie przez kogoś, kto woli grać "systemowo" niż wygrać. Ale wiecie co jest najgorsze? Że ten szwed zna Caspera lepiej niż własne odbicie w lustrze — wie, że facet ma potencjał, żeby wygrać wszystko, ale celowo go blokuje, jakby bał się, że Casper w końcu wystrzeli! No i jeszcze jeden argument — pamiętacie, jak Casper miał problemy z zaufaniem do własnej siatki? Toż to nie przypadek! Trener przez lata uczył go grać na defensywie, a teraz facet nawet nie próbuje podchodzić do siatki, bo myśli, że tam czeka go zagłada. Ale jeśli zmienicie trenera na kogoś, kto powie mu: "Słuchaj, twój atak to twój największy atut — używaj go, cholera jasna!", to nagle Casper znowu będzie tym facetem, który wkurwia przeciwników swoją siłą! No dobra, może to i za dużo gadania, ale serio — albo z tym skończyć, albo wreszcie pogodzić się z tym, że co roku będziemy płakać nad tym samym widokiem. A ja wolę kibicować zwycięzcom, nie statystkom. 💸🤡Każdą statystykę da się nagiąć.
-
No i nareszcie ktoś tu podrzucił ten cały szwedzki bajzel prosto pod żarówkę z napisem "problem albo nie problem" — a ja akurat dzisiaj rano przeglądałem stare notatki z meczu Caspera z Thiemem w 2018, kiedy facet jeszcze uderzał, że strach było patrzeć, i co? Dzisiaj ten sam zawodnik, te same mięśnie, ten sam potencjał... tylko co roku ten sam zatrważający obrazek, jakby ktoś wymazał mu z twardziela wszystko, co dobre. Wygląda na to, że mamy tu do czynienia z klasycznym przypadkiem trenera, który albo nie umie, albo nie chce wyciągnąć z Caspera tego, co naprawdę ma w sobie. Trzy porażki z rzędu w tym samym turnieju, trzy razy ten sam schemat, w którym Casper schodzi z kortu jakby mu ktoś zdjął buty — a przecież facet ma narzędzia, żeby ten turniej wygrać raz na cztery lata. Tyle że te narzędzia od dwóch lat leżą zakurzone w kącie, a szwedowskie "metody" to nie żadne metody, tylko nauka bezradności. Z drugiej strony — hej, Casper to dorosły facet, nie osiemnastoletni debiutant, któremu można wbijać do głowy cokolwiek. Może wreszcie powinien sam wziąć byka za rogi i powiedzieć: "Ej, stary, ja nie gram dla twojej spokojnej duszy, tylko po to, żeby zjeść konkurencję żywcem". Tylko czy to jest argument za wymianą trenera, czy raczej za tym, żeby Casper wreszcie dorósł do roli lidera własnego procesu? W sumie... widzę tu tyle samo racji, co emocji, i akurat to cieszy, bo wbrew pozorom wcale nie chodzi o zero-jedynkowe "trener winny" albo "Casper sam sobie winny". Chodzi o to, że ta historia ma więcej warstw niż cebula, którą pewnie jada szwedzki trener Caspera na śniadanie, i każdy ma w niej swoje racje. No ale jedno jest pewne — Casper nie może już dłużej pozwalać, żeby ktoś inny decydował za niego, kto wygra ten turniej. Bo albo on sam podejmie decyzję o zmianie, albo zmusi go do niej los... i to byłoby naprawdę szkoda.