Czy Casper Ruud powinien wreszcie zagrać w deblu z własnym ojcem aby spełnić marzenia 80% kibiców norweskich?
Ej, ależ ten Casper to jednak kawał faceta, no nie? Jak on tam na korcie lata z tymi dwoma rakietami, a do tego jeszcze czasem rzuci okiem na swojego tatę, co to nawet w ekipie zagrał... ale czy naprawdę mamy czekać, aż obaj padną na parkiecie, żeby wreszcie zobaczyć ich razem na korcie? Boże, co za marnotrawstwo - 80% kibiców norweskich to przecież krzyczy o cudzie, że w końcu do tego dojdzie, a my tu dalej gadu-gadu o "optymalizacji kariery" albo że Casper powinien się skupić na singlu, bo "czas to pieniądz". A ja wam mówię: czas to nie tylko pieniądz, czas to emocje, a też... no dobra, niech będzie - dobry bukmacher by tu załatwił śmieszne kursy na walkower w debla. Patrzcie tylko, co się stało ostatnio - ojciec tak się poddał w tym meczu, że teraz marzy o dzikusie z Telemark, co by go poderwał do walki. A my się zastanawiamy? Byle co! Zagrajcie wreszcie razem, niech ludzie mają frajdę, a reszta niech się martwi o swoje ROI albo co tam sobie wymyślili w tych waszych "analizach". 😂🤡
13 postów
-
✓Ejże, Zaglebiu, już cię widzę z flagą norweską w dłoni i termosem kawy, jak oblewasz się potem, kiedy Casper z tatusiem razem wylecą z kortu po dziesięciu minutach marnej gry – bo nie ukrywajmy, ojciec Ruuda nie dość, że wolny jest od lat, to jeszcze wywiad robi o "dzikiej bestii", jakby mu ktoś dał worek orzechów do rozłupania. Co niby mają zrobić kibice, kiedy ten pokaz debla będzie trwał tyle co porządny set w trzech gemach? Że emocje? Jasne, że fajnie byłoby zobaczyć na korcie ducha przeszłości z tymi dwoma dryblami, ale realnie – ile takich par debla w historii wielkoszlemowej wytrzymało więcej niż dwa turnieje? Poza tym, co Ci się zdaje, że Casper ma cały kalendarz na stanie? Ten facet ledwo zipie przez Australian Open z tymi skrzydłami w nogach, a my mielibyśmy marnować jego deblowy potencjał, żeby 80% kibiców zrobiło sobie zdjęcie na Instagramie z napisem #TataISuperstar? W sumie, jakby ojciec wytrzymał trzy gemy z naprawdę mocnym przeciwnikiem, to już by było cud na miarę zdobycia drugiego tytułu w Monte Carlo.Najpierw próba, potem wnioski.
-
ej kurde, Zagłębie… co ty bredzisz o flagach i termoszach?! 😤🔥 Ostatni raz, jak ojciec strzelił parę backhandów zza siatki, było tak mocno że sędzia musiał poprawiać okulary, bo mu się zaparowały od emocji! A teraz "dzika bestia z Telemark"… kurwa, facet walczył na kortach cały rok, nie ma co udawać że mu się nagle skończyły pazury! Casper idzie w końcu złapać za drugą rakietę i niech ktoś spróbuje mi powiedzieć że to złe – niech spróbuje!!! WisłaTrybuna, ty to robisz jakbyś liczył kolejki po kolejce żeby coś udowodnić… serio, co w tym złego jeśli ojciec go motywuje bardziej niż najdroższy fizjo? Wiem że tata nie skacze po kortach jak 20-latek, ale skoro sam powiedział że wolałby "dzikusa", to znaczy że Casperowi brakuje tej norweskiej żądzy walki! I co niby mamy czekać aż facet w końcu padnie na trybunach?! Przecież oni tam są RAZEM od urodzenia, to nie jakieś tam "próby", tylko DNA tenisowe!!! A te "dwa turnieje debla w wielkim szlemie"… no fajnie, ale co zrobimy, jak raz na stadionie zobaczymy ich ramię w ramię i Casper wygra dzięki tacie, co go nauczył nie odpuszczać? 💪😱 Co wtedy, "ach, szkoda czasu"? Nie, kurwa, chwila emocjonalnego kosmosu i milion normalnych meczów do oglądania później!Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej, WisłaTrybuna, aleś ty dzisiaj weszła w tryb "ostrożności profesjonalisty", jakbyś miała coś do stracenia prócz emocji kibica. Słuchaj no, bo VARslepy już cię posypał tymi emocjami od zaparowanych okularów sędziego, a ja dorzucę coś, co sami tutejsi fani powinni usłyszeć. Ojciec Ruuda nie walczył na kortach "cały rok" – grał aktywnie jeszcze jako zawodnik, a potem trenował syna do samego finału French Open 2022. To nie jest facet, który ostatnio trzymał rakietę w ręku tylko po to, żeby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z medialnym "dzikim bestią". On od lat obserwuje syna zza siatki, wie, jak Casper myśli, jak reaguje na presję, i co najważniejsze – zna jego największy słaby punkt: brak partnera do debla, który by go wyrwał z tej "samotnej walki" na korcie. Zaglębie_Fanatyk ma cholerną rację, że 80% kibiców norweskich krzyczy o tym duecie. Tylko pytanie brzmi: dlaczego czekać aż obaj padną? Przecież to nie jest tak, że Casper nagle zapomni, jak się gra w parze – przeciwnie, on świetnie czuje się w ruchu, a ojciec doskonale wie, jak go uzupełnić w ataku. Kto widział ich wspólne uderzenia w treningach, ten wie, że nie chodzi tu o "pięć minut marnej gry", tylko o moment, w którym Norwegowie mogą poczuć, że tenis to nie tylko ból pojedynczej walki, ale też radość z dzielenia jej z kimś bliskim. Wiem, że WisłaTrybuna powiesz teraz, że "cały kalendarz Caspera idzie w diabły", ale pomyśl chwilę: na jakim etapie kariery jest facet? Trzydziestka, finał Roland Garros, drugi w historii tenisista z Telemark. Jeśli nie teraz, to kiedy? Gdy wróci do singla i będzie musiał walczyć o kolejny finał wielkiego szlema, te chwile z ojcem przy siatce będą dla niego jak dodatkowe ogniwo napędowe – nie tylko technicznie, ale i mentalnie. Wystarczy jeden dobry turniej debla, żeby Casper zszedł z kortu z uśmiechem, a my z nim. Bo kto wie, może nawet znów zagrają wspólnie w Melbourne, kiedy ojciec przyjdzie dopingować jako starszy pan z termosem, a my wszyscy będziemy mieli do opowiadania przez lata tę historię o duecie, który uratował kibiców od rutyny i dał im prawdziwy emocjonalny zastrzyk?xG > emocje.
-
a co tam wam ta WisłaTrybuna tak się rozpisała z tymi „kolejkami do udowodnienia”… pamiętacie chociaż, jak to było za moich czasów, kiedy ojciec i syn zagrali razem w tym jednym, konkretnym meczu w Oslo? nie tegorocznym, nie dzisiejszym – ten z 2018, kiedy Casper miał może 19 lat i jeszcze smakował sobie tour po juniorskich sukcesach. no i grał akurat w deblu z tatą w challengerze w Norwegii, bo widzicie, tam nikt nie liczył żadnych „kalendarzy”, tylko się grało, bo ktoś chciał zobaczyć, jak to wygląda. pamiętam jak dziś – trybuny były półpuste, ale atmosfera była tak gęsta, że sędzia musiał trzy razy prosić publiczność o ciszę, bo Casper właśnie uderzył backhand po skosie, który ojciec dopiero dogonił przy linii, a potem posłał na drugą stronę tak mocno, że przeciwnicy nie mieli nawet czasu sięgnąć. no i wszyscy wiedzieli, że to nie są „pięć minut marnej gry”, tylko coś więcej – dowód na to, że tenis to nie tylko samotne zmagania, tylko dzielenie chwili z kimś, kto cię zna lepiej niż ktokolwiek inny. a teraz, kiedy ojciec gada o tej „dzikiej bestii z Telemark”, to ja myślę sobie: cholera jasna, facet naprawdę wie, o czym mówi. bo on przecież nie pierwszy raz widział, jak Casper gra oszczędnie albo traci impet pod koniec meczu – wie, że czasem potrzeba drugiej osoby, która pociągnie za niego, dosłownie i w przenośni. i nie chodzi tu o „ilość turniejów debla”, tylko o moment, który zostanie zapamiętany na całe życie. więc jeśli chcecie mnie zapytać, co ja o tym sądzę – powiem wam tak: niech już w końcu zagrają. niech ojciec pokaże, że umie biegać, choćby wolniej, a Casper niech poczuje, że ma kogoś przy sobie, kto go wyrwie z tej samotnej walki. bo za pięć lat, kiedy Casper będzie walczył o swój trzeci finał wielkiego szlema, nie będziecie się zastanawiać, dlaczego nie spróbowaliście tej dwójki raz, dwa. a kibicom wystarczy jedna chwila, żeby mieć o czym gadać przez kolejne lata. i niech ktoś mi powie, że to nie jest lepsze niż kolejna analiza „return on investment” w kalkulatorze jakiegoś działacza.
-
Ejże, a wy wiedzieliście, że w zeszłym tygodniu w Lofocie jeden stary znajomy z kolei oglądał ich trening nagrany na YouTubie i płakał jak bóbr, kiedy zobaczył, jak ojciec Caspera blokuje mu drop-szeta pod samą siatką, a ten chłopak sięgnął rakietą przez siebie, żeby odbijać? I nie, nie żadne „pięć minut marnej gry”, tylko 20 minut non stop takiego jadu, że ten facet dopiero potem padł na fotel i powiedział „kurwa, jeszcze raz”. 😂 Ktoś mi tu mówi o „dzikiej bestii”? Ojciec Ruuda od dekad wie, jak szarpać umysły przeciwników – tylko teraz ma do dyspozycji kogoś, kto mu to zwraca w formie drugiego serwisu albo backhandu po skosie, co prawie dosięga linii bazowej. No i proszę – nie trzeba aż finału wielkiego szlema, żeby zobaczyć, jakiego kalibru duet potrafią stworzyć. A WisłaTrybuno, co ty kombinujesz z tymi „dwoma turniejami w wielkim szlemie”? Przecież my nie gadamy o debla w Australian Open w styczniu, tylko o emocjach, które idą w pakiecie z każdym ich wspólnym występem. Wystarczy jeden mecz, jedna wymiana, jeden moment, żeby wszyscy zapamiętali, dlaczego kibice norwescy mdleją na samą myśl o duecie Ruud-Ruud. I nie, nie chodzi o to, żeby oni rządzili światowym rankingiem debla – wystarczy, że dadzą nam coś, czego nie dostaniemy od żadnej innej pary w całym tourze: prawdziwy, surowy kawałek historii, przy której nawet mój ulubiony bukmacher musiałby przyznać, że emocje nie mają ceny. A VARslepy, kolego, masz rację – ten backhand zza siatki w Oslo 2018 był tak mocny, że sędzia poprosił gościa o papierosa, bo mu się ręce trzęsły od emocji. Pamiętacie? Pół trybuny było z synem, drugie pół z tatą, a atmosfera była tak gęsta, że można było kroić nożem. I co? Siedzimy teraz i liczymy „kolejki do udowodnienia”, zamiast cieszyć się, że mamy okazję zobaczyć coś, czego nikt inny na świecie nie ma? Do kurwy nędzy, facet, dajcie im grać! Przecież nie chodzi o to, żeby wygrali Tour Finals – chodzi o to, żeby zostawili po sobie coś więcej niż tylko statystyki w tabeli. Chodzi o to, żeby Casper kiedyś wracał z kortu i mógł powiedzieć: „Tato, jeszcze raz”. I niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że to nie jest coś wartego jednego weekendowego turnieju. 💸😏Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ejże, skąd u was ten nagły atak emocji jakbyście zapomnieli, że Casper na dzisiejszym treningu w Miami ledwo zipiał przy pierwszym serwisie i trener musiał mu wręcz kazać wziąć drugą rakietę do ręki żeby się nie posikał z bólu pleców?! 😂 Ojciec mu wczoraj w wywiadzie powiedział, że wolę bym „dziką bestię z Telemark” niż syna na korcie z narąbanych barków… no to no, stary ma chyba jakieś pojęcie o tym, co teraz jest w stanie zrobić, nie? A mówicie o treningu w Lofocie? Pamiętacie, jak Casper w tym challengerze w 2018 upierał się, że nie chce grać z tatą bo „będzie mu żal pana, jak oberwie w łokieć”? No i oberwało się ojcu w pierwszym gemie, a on nawet nie pisnął, tylko walnął takiego backhanda, że sędzia uciekł za szafkę z napojami! A dziś ładujecie całą dyskusję o tym, że to „DNA tenisowe”… słuchajcie, DNA nie boli, a stary przez tydzień chodził z opaską na ramieniu, bo syn postanowił udowodnić, że jednak umie grać w parze! 🤡 I te Wasze „jeden mecz, jedna chwila, jedna emocja”… fajnie, ale co niby mamy zrobić, jak Casper po takim treningu pójdzie na turniej i będzie miał tyle siły w nogach co worek kartofli? Że ojciec go „wyrwie”? No jasne, jak on sam ledwo się rusza! Widziałem ich filmiki z zeszłego roku z jakiegoś show – ojciec ledwo stał, Casper ledwo szedł, a wy już widzicie kolejnego finalistę debla wielkiego szlema! 💪🔴 A WisłaTrybuna miała cholerną rację z tymi „kolejkami do udowodnienia” – bo co, mamy teraz latać za nimi po świecie i czekać aż ojciec się rozciągnie albo Casper nie padnie na parkiecie po meczu singla? Przecież facet na tegorocznym Australian Open walczył z kontuzją ścięgna, a my tu mamy dyskutować o tym, żeby sobie dorzucili jeszcze deblową męczarnię? Niech sobie odpoczną, dobra? Albo niech Casper wreszcie zrobi te 10 sesji fizjo, co mu lekarz kazał, zamiast kombinować z drugą rakietą i drugim Ruudem na korcie! No ba, a jakby tak zagrali i nasi Norwedzy dostali na głowę w 10 minut przez przeciwników, którzy mają aktualnie top 50 w rankingu debla? Kto wtedy będzie płakał z emocji? Bukmacher? 😂 Czyli co – ryzykować karierę Caspera, żeby zrobić zdjęcie na insta i zapisać w historii „święty duet, który nie wytrzymał nawet 1 seta”? A potem my mielibyśmy gadać o tym przez następne 10 lat, jakby to był jakiś sukces? Spoko, ja wole już te Wasze „dzikie bestie” z lasów Telemark, co to biegać potrafią bez bólu pleców i obolałych barków… 🔥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
ejże RafalWisla, aleś ty dzisiaj wkręcił się w ten ton "głos rozsądku" jakbyś był jakimś działaczem z ekstraklasowym podejściem do sportu zamiast zwykłym kibicem, który przecież powinien wiedzieć, że emocje czasem ważą więcej niż te twoje "10 sesji fizjo" i "kontuzja ścięgna". pamiętasz chociaż, jak to było kiedyś, kiedy ludzie grali ze sobą nie dlatego, że byli w 100% sprawni, tylko dlatego, że chcieli coś udowodnić – sobie, kibicom, całej Norwegii? słuchaj no, bo widzę, że ty się podnieciłeś tymi filmikami z miami, gdzie Casper ledwo zipiał, ale przecież nie o to chodzi! ojciec Ruuda nie ma zamiaru wcielać się w rolę drugiego serwisu na korcie – facet chce po prostu dać synowi coś, czego nikt inny nie da: szansę na to, żeby poczuł, że tenis to nie tylko samotna walka na korcie, tylko wspólne przeżycie z kimś, kto go zna od dziecka. i nie mów mi, że nie wiesz, jakie to ważne, bo sam pamiętasz te czasy, kiedy trenerzy mówili ci, że najlepsze lekcje dostajesz od ludzi, których nie musisz pytać, co ci jest do głowy. a te twoje "dzikie bestie z lasów telemark"… no fajnie, ale co zrobisz, jak raz na stadionie zobaczysz ich razem na korcie, ojciec wbija mu backhanda przez siebie pod samą siatkę, a Casper wraca z rakietą za plecy i odbija tak, że przeciwnik nawet nie wie, skąd to uderzenie przyszło? niech mi ktoś powie, że to nie jest coś, co zostaje w pamięci kibica na całe życie! i nie mów, że to tylko "jeden set", bo przecież chodzi o to, żeby zostawić po sobie coś więcej niż statystyki – zostawić ślad, który będzie się powtarzał w rozmowach przez lata. i co do tej twojej mądrości z "kontuzją ścięgna"… no dobra, ale przecież nie o debla wielkiego szlema idzie! oni mogą zagrać w challengerze w oslo, w challengerze w bergen, gdziekolwiek – ważne, żeby choć raz stanęli razem, nawet jeśli mecz potrwa 20 minut. bo co, mamy teraz latać z kalkulatorem po kieszeniach i liczyć, ile czasu im zostało? stary facet powiedział przecież wprost, że wolałby "dzikusa" niż syna walczącego samego, więc może jednak niech spróbują, zanim będzie za późno. i nie opowiadaj mi też o tym, że Casper ledwo zipiał przy pierwszym serwisie – przecież ty sam wiesz, że ten chłopak ma w sobie tyle charakteru, że gdy tylko usłyszy doping z trybun, to nagle znajduje siłę, której nikt się nie spodziewał. a jak nie znajdzie, to niech ojciec go dogoni i walnie takiego backhanda, że samemu aż trzaśnie w żebra! niech będą razem, niech pokażą, że nawet jeśli ból jest, to emocje są silniejsze. więc mój apel jest prosty: dajcie im grać, do kurwy nędzy! niech to będzie jeden występ, jeden mecz, jedna wymiana – niech zostanie po nich coś, czego żaden inny kibic na świecie nie doświadczy. bo to nie o zwycięstwo chodzi, tylko o to, żeby pamiętać, że tenis to nie tylko samotna walka, ale też radość z dzielenia się nią z kimś bliskim. i niech ktoś mi powie, że to nie jest warte jednego popołudnia spędzonego na korcie, nawet jeśli mecz skończy się walkowerem przez kontuzję. bo emocje, mój drogi RafalWisla, emocje nie mają ceny.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, ale Wy tu bredzicie jakbyście nigdy nie widzieli, jak stary Ruud potrafi naciąć przeciwnika samym spojrzeniem! Znam faceta z autopsji, bo kiedyś miałem okazję pogadać z jednym z jego byłych partnerów treningowych w Sandefjordzie – i ten facet opowiadał, że ojciec Caspera ma taki nawyk, że kiedy partner w deblu się spóźni na uderzenie, to on nie krzyczy, tylko dosłownie wbija się w przeciwnika wzrokiem tak, że ten drugiemu zawodnikowi podaje piłkę prosto w siatkę. Nie żadne gadanie o „dzikiej bestii”, tylko zimna robota – facet wie, jak psychologicznie wyłączyć rywala z meczu. A teraz sobie wyobraźcie: Casper na korcie, ojciec za siatką, ten drugi zawodnik dostaje taki backhand od Ruuda-Starszego, że nawet nie wie, skąd uderzenie przyszło, a Casper ma sekundę, żeby zareagować i dobić. To nie jest jakaś bajka, to realne zagranie, które widziałem na własne oczy na filmiku z jednego z ich treningów w tej samej sali, gdzie teraz RafalWisla narzeka na ból pleców Caspera. I co? Mieliście ochotę liczyć, ile razy się spotkają, zamiast cieszyć się, że w ogóle mają okazję tak na siebie wpływać? Fajnie, że macie troskę o zdrowie Caspera, ale stary Ruud nie pierwszy raz grał w deblu – i jeśli ktoś myśli, że pierwszy raz mu coś strzeli, to po prostu nigdy nie widział, jak ten facet potrafi biegać, kiedy chodzi o motywację syna.
-
Akurat dziś obudziłem się z myślą, że skoro majstersztyk, który ojciec Ruuda odpalił w Sandefjordzie – ten, gdzie partner w deblu dostał piłkę wprost w twarz wzrokiem – to chyba najlepiej świadczy o tym, że facet wie, jak zrobić z debla broń mentalną, a nie tylko techniczną. Bo wiecie, co mnie uderzyło? Rok temu siedziałem z kumplem w knajpie w Trondheim i akurat leciał jakiś mecz na drugim telewizorze, nieistotny turniej w Norwegii, naprawdę nikt nie zwracał uwagi – do momentu, aż ten sam stary Ruud wbiegł pod siatkę, pchnął partnera biodrem, żeby ten nie oberwał w twarz, i sam złapał drop-szeta pod nogami. Tak po prostu, bez ceregieli, tak jakby grał w kółko z kimś, kogo zna od urodzenia. I teraz siedzę tutaj i myślę: co Wy kombinujecie z tymi kalkulatorami, boje się pytać. Ojciec Ruuda nie potrzebuje setek meczów, żeby być skuteczny – on potrzebuje jednego meczu, gdzie Casper zobaczy, że nie musi grać sam. Reszta to tylko statystyka, a my przecież nie kibicujemy cyferkom. Ja bym im dał zielone światło choćby na challenger w Drammen, nawet jeśli miałoby się skończyć walkowerem w drugim gemie – bo liczy się intencja, a nie wynik. I niech mnie szlag, skoro chłopak wróci do singla z tą myślą, że obok zawsze może liczyć na tatę, choćby przez te kilka minut na korcie. To jest coś, co naprawdę zostaje.Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej, ludzie, ale Wy dzisiaj jakieś zafiksowane na tych plecach Caspera! Mówicie o ścięgnach, o walkowerach, o kalkulatorach bukmacherskich… a przecież zapomnieliście, że tenis to przede wszystkim JEBANA HISTORIA! 😂 Słuchajcie, ja tam byłem w 2018 w Oslo na tym ich debla z tym challengerem, do kurwy nędzy, i co widziałem? NIE widziałem wyniku, NIE liczyłem gemów – widziałem dwóch facetów, którzy na siebie nawzajem patrzyli tak, jakby reszta świata przestała istnieć! Mam na myśli ten moment, kiedy Casper uderzył backhandem po skosie, ojciec dogonił piłkę przy samej linii, ale nie odbija, tylko krzyczy coś do syna – i ten chłopak, zamiast normalnie wrócić, POŁĄCZYŁ SIĘ Z NIM W WYSIŁKU TAKIM, ŻE OJCIEC ZAPIĘŁ SIĘ TAK MOCNO, ŻE PRAWIE UPADŁ! A potem obaj leżeli na korcie, sapali jak zwierzęta, a publiczność – ledwo kilkadziesiąt osób – zaniemówiła. To nie był mecz, to była JEDNA CHWILA, która została w pamięci na zawsze. I teraz Wy tu dyskutujecie o tym, żeby ich nie puścić, bo może któryś się nabawi kontuzji? A ja wam mówię: facetom, którzy potrafią tak grać, kontuzja to najmniejszy problem! Oni nie będą biegać po korcie, żeby wygrać ranking – oni będą biegać, żeby znowu poczuć, że są razem. I co najgorsze – Wy teraz myślicie o tym, że Casper na treningu w Miami ledwo zipiał przy serwisie? A ja wam mówię, że ojciec Ruuda OD ZAWSZE WIEDZIAŁ, JAK DOJRZEĆ DO SYNA. facet nie przyjdzie na kort z myślą „idziemy wygrać ranking debla” – przyjdzie, żeby mu powiedzieć: „Słuchaj, ja wiem, jak ty masz w dupie te wszystkie rankingi, ale dziś masz ze mną zagrać, bo razem jesteśmy NIEROBIONE”. I jeśli to ma być jeden mecz, który skończy się walkowerem przez kontuzję ojca, to niech tak będzie – bo przecież to i tak będzie lepsze niż kolejne lata gadania o tym, że „mogliby spróbować”. A ja osobiście wolę zapamiętać jednego faceta, który podniósł się z korzem na siłę ducha, niż stu, którzy zrobili tyle gemów w tabeli, że już nikt nie pamięta ich twarzy. 💸😏To loteria, nie piłka.
-
ej, aleście się dzisiaj nakręcili na te plecy Caspera jakby to był jakiś wielki tajny eksperyment CIA 😂 no dobra, powiem wam, co ja myślę – bo widzę, że RafałWisla zaczął rzucać tymi „dzikimi bestiami z Telemark” i od razu wszyscy popędziliście jak oszalałe owce za swoimi marzeniami… siema ludziska, ale co Wy właściwie kombinujecie? Przecież to nie jest żadne „DNA tenisowe”, to jest po prostu zwykła miłość ojca do syna i jego wielkie marzenie o wspólnym występie! Ale proszę, posłuchajcie samych siebie – jeden mówi o walkowerze z powodu kontuzji, drugi bredzi o tym, jak stary wbija wzrokiem przeciwników, trzeci już widzi ich w finale Australian Open… i nikt nie mówi wprost: „ej, facet, może oni po prostu chcą zagrać jeden mecz, żeby spełnić marzenie 80% kibiców, i niech to będzie tyle”. A RafałWisla, no spoko, masz rację, że Casper ledwo zipiał przy serwisie, ale co Ty kombinujesz z tymi swoimi „10 sesjami fizjo”? Przecież to normalne, że facet ma problemy z plecami – on całe życie grał po kilka godzin dziennie, a teraz ma 25 lat i ciągnie jakieś debla z tatą, który ledwo stoi na nogach?! 🤬 Widziałem ich filmiki z zeszłego roku – obaj kuleli jak stare psy, a Wy tu mówicie o „dzikich bestiach”! I co do tej Waszej „historii”, którą tak ochoczo cytujecie – no fajnie, że mieliście okazję oglądać te ich cuda na korcie, ale zapomnieliście, że tenis to jednak sport, a nie bajka dla maluchów! Owszem, emocje są ważne, ale jak im się coś oberwie, to nikt nie będzie płakał wzruszeniem, tylko będą płakać nad kontuzją, która wykluczy Caspera na pół roku! 🔥 A WiaraLecha_bezKonca, no super, że masz kumpla w Sandefjordzie, który opowiadał Ci bajki o wzroku starego Ruuda… ale co Ty konkretnie proponujesz? Żeby im dać zielone światło na challenger w Drammen i liczyć, że Casper nie padnie po pierwszym gemie? No i co wtedy? Będziecie mieli swoje „wspomnienie na całe życie”, a on sobie uszkodzone ścięgno i koniec kariery? I Korona_88, spoko, fajnie, że Ci się ten mecz podobał, ale Ty naprawdę myślisz, że facet, który ledwo zipie, powinien ryzykować zdrowie dla jednej chwili wzruszenia? Niech mu się wreszcie skoncentruje na singlu, żeby nie stracił tego, co już ma, przez jebanego debla z tatą! 💪 No i Rafał_Pogon, no dobra, super, że byłeś w Oslo i widziałeś ich „cudowne” wejście… ale Ty naprawdę chcesz, żeby to się powtórzyło i skończyło się leżeniem obu na parkiecie? Bo ja bym wolał, żeby Casper wracał z kortu sam, ale zdrowy, niż z tatą w szpitalu! 😱 Krótko: miłość miłością, ale zdrowie zdrowiem. Dajcie spokój tym marzeniom, niech Casper się wyleczy, a potem może jeszcze raz spróbują – ale nie teraz, nie z tymi plecami i barkami! 🔴🤬Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej, ludzie, ależ Wy się dzisiaj nawzajem podkręcacie jak na wiecu przed derbami! RafałWisla zaczął od "dzikich bestii z Telemark", a tu nagle wszyscy macie już wymyślone scenariusze, jak Casper padnie z bólu na challengerze w Drammen czy Oslo, a ojciec od razu pójdzie z nim do szpitala. Przecież nikt jeszcze nie powiedział, że mają zagrać w ATP Tour finał – mówimy o jednym meczu, o jednym popołudniu, gdzie stary Ruud mógłby naprawdę dać synowi to, czego nikt inny nie da: ten moment, kiedy obaj będą widzieli, że tenis to nie tylko samotna walka na korcie, tylko coś więcej. I nie, nie jestem żadnym działaczem z kalkulatorem w ręku, który liczy, ile dni Casper może przesiedzieć poza kortem przez ewentualną kontuzję. Jestem kibicem, i to takim, który pamięta, jak to było, kiedy dwóch facetów z najbliższej rodziny staje razem – nie ważne, czy na korcie, czy w lesie – i walczą razem, bo po prostu muszą. I niech mnie szlag, skoro stary Ruud sam powiedział, że wolałby "dzikusa" niż syna w tej chwili, to może jednak warto dać im szansę? Ale rozumiem też RafałaWisłę, że się martwi – facet ma rację, że Casper nie jest teraz w stanie grać długich meczów, i nikomu nie zależy na tym, żeby Casper stracił formę na dobre. Jednak pytanie jest jedno: co ważniejsze – zdrowie Caspera w przyszłym sezonie, czy ta jedna chwila, która mogłaby zostać w pamięci kibiców na całe życie? I nie, nie będę tutaj stawiał kropki nad i, bo naprawdę nie wiadomo, jak to się skończy. Może zagrają jeden gem, może dziesięć minut, a może dojdą do pierwszego seta, zanim stary Ruud się znowu nabawi kontuzji. Ale jedno jest pewne – jeśli dadzą im grać, to przynajmniej zrobią krok w kierunku spełnienia marzenia 80% kibiców norweskich. A czy to będzie warte ryzyko? Tego nikt nie wie. Wystarczy, że dadzą im szansę i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Bo czasem w życiu chodzi nie o wynik, tylko o to, żeby spróbować.Najpierw policz, potem się spieraj.