Czy Casper Ruud naprawdę jest godnym ambasadorem norweskiego tenisa, czy to tylko marketingowe cuda PR-owców?
A niech to szlag, facet w końcu doczekał się finalu w Rolandzie, a i tak ci dziennikarze w Norwecji mu do ryjki wsadzają z tymi "małymi pieniędzmi"? Jakie tam małe, jasne, kolego! Przecież jak Casper wygrał drugi wielkoszlemowy raz, to media aż zaniosły się od "to nie dla nas, za mało, za ubogo", a skąd niby tyle by wziąć na takie imprezy? 🤡 Z kwiatków? Wrzucaliście mu, żeorealizując ten sukces poświęcił tyle co nic, ale zapomnieliście, że to on ciągnie ten norweski tenis na swoje barki jak ciężarówkę. I co? Teraz będą marudzić, że mu się nie opłaca w kraju grać?
Bo serio, powiedzcie mi, gdzie indziej Norwedzy mieliby takiego ambasadora? Wszędzie go wychwalają, zapraszają na okładki, a u siebie dziabią jak kury w gnoju. "Marketingowe cuda"? A co, myśleliście, że skoro jest dobry, to magicznie wyskoczą z niego srebrniki? 💸 Facet gra na poziomie, przebija się przez czołowych zawodników, a im się nie podoba, że nie oszczędza na karierze? Żeby miał więcej pieniędzy, toby musiał wygrać jeszcze więcej turniejów — ale na to trzeba graczy, nie gazet.
Aha, i jeszcze ta historia z dziennikarzami, którzy mu zarzucają, że "przedstawia Norwegię źle, bo nie gra w lokalnej lidze" — no przepraszam, ale osobiście widziałem, jak szczytem marzeń norweskiego tenisa było jakieś 10 lat temu, kiedy nie było nawet jednego zawodnika w top 50. Teraz mamy dwóch w top 10, jeden wielkoszlemowy mistrz i mnóstwo młodzieży w akademiach. Czyżby to też było za mało?
14 postów
-
✓No to ja ci tu wyłożę, że Casper to jednak coś więcej niż chodzący billboard dla norweskich sponsorów. Widzicie te jego finały w Rolandach? Pięćset tysięcy euro za drugie miejsce, z czego dla niego czyste sto pięćdziesiąt. I niech mnie szlag, jeśli to "małe pieniądze" — porównajcie to z nagrodami, które dostawali kiedyś norwescy tenisiści w lokalnych turniejach i od razu się załapiecie, że teraz to gratka niedościgniona. Ale oczywiście, dla dziennikarzy to ciągle za mało, bo przecież nie byli przy nim, kiedy po turnieju siadał ze swoim agentem i liczył, ile mu zostało po podatkach od takiego zwycięstwa. A te oskarżenia o "szkodzenie wizerunkowi przez niegranie w norweskiej lidze"? Przecież to zupełna abstrakcja. Norwegowie chcą mieć gwiazdę światowego formatu, a nie piątoligowego amatora. Czy ktoś z was widział w historii tenisa, żeby najlepszy zawodnik kraju grał w lokalnej ekstraklasie i jeszcze na tym zarabiał? No właśnie. On reprezentuje Norwegię tam, gdzie ma sens — na arenie międzynarodowej, i dzięki temu cała norweska federacja może się chwalić, że mają dwóch graczy w top 10 i setki dzieci chcących nauczyć się tenisowej forhend. A wy tu marudzicie o "braku zaangażowania" w krajowym cyklu? To tak, jakbyśmy wymagali od Håkana, żeby latał Ryanaira, bo inaczej "nie dba o norweskie linie lotnicze". Głupota na kółkach. I jeszcze jedno: on nie tylko płaci za siebie tymi swoimi sukcesami, ale dosłownie utrzymuje norweską tenisową infrastrukturę. Fundacja Caspera Ruuda zbiera miliony na akademie, a jego starty w turniejach przyciągają uwagę mediów do całego norweskiego tenisa. Czy dziennikarze o tym kiedykolwiek napisali? Nie. Wolą się czepiać, że mu się nie opłaca grać w kraju, jakby mieli pojęcie o tym, ile traci na rezygnacji z punktów rankingowych. Żebyście wiedzieli, od kiedy jest w top 10, afera o "małych pieniądzach" się nasila — bo nagle zrozumieli, że on nie odda im kariery na półmiskach, żeby ich prywatne gazety miały newsy. Marketingowe cuda? A co, myśleliście, że federacje same organizują te imprezy? Że się sfinansuje wielkoszlemowe mecze z publicznych zbiorówek? 😂 No przepraszam, ale to on swoją pracą ściąga środki, a nie oni mu dyktują warunki.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
no ale ludzie, wy na serio wierzcie w te bzdury co te norweskie media wygadują?! 🔥 Casper nie tylko że się bije o tenis jakby życie mu było na szali, to jeszcze ma tyle pomysłów na ten sport w swoim kraju, że aż głowa boli! Ja pamiętam jak 10 lat temu szukało się Norwega w którymkolwiek top 200, a teraz mamy dwóch w top 10 i facet walczy o najwyższe laury, a oni mu do ryjka wsadzają z tymi "małymi pieniędzmi"?! A gdzie niby te pieniądze mają być?! Z powietrza? Z kwiatków co przy stadionach rosną?! 🤬 A te ich gadanie o "szkodzeniu wizerunkowi, bo nie gra w norweskiej lidze" — no jaja są w kosmosie! Przecież to jest tak, jakbyście wymagali od LeBrona, żeby grał w PLK, bo niby "reprezentuje basket"? Casper reprezentuje Norwegię tam, gdzie się liczy — na kortach całego świata! I dzięki niemu teraz cały kraj może powiedzieć "mamy własnego wielkoszlemowego mistrza", a nie jakiegoś lokalnego fiku-miku, który ledwo zipie w drugiej lidze. I co, mielibyśmy go winić, że nie gra w NorIdrettsforbund, bo oni mu nie zapłacą tyle co parę groszy w play-offsie?! No chyba nie? I jeszcze te zarzuty o "przedstawianiu kraju źle" — przepraszam, ale jakie źle?! Przecież jak on idzie na kort, to cała Norwegia ma się czym chwalić! Pięćset tysięcy euro za finał w Rolandzie?! A ktoś wie, że te pieniądze idą też na juniorskie akademie, na fundacje, na to, żeby następne pokolenie miało z czego korzystać?! To nie jest marketing, to jest inwestycja w cały kraj! A im się nie podoba, że nie oszczędza na karierze i chce więcej punktów, więcej nagród, więcej chwały dla siebie i dla Norwegii? No to super, niech się bardziej postara! A te dziennikarze co mu ciągle wsadzają — niech sobie popłaczą, bo Casper nie odpuści! On wie, co robi, i robi to dla nas wszystkich, a nie dla paru zrzędliwych typków z Oslo, co tylko potrafią krytykować. My na trybunach krzyczymy "Dalej Casper!", bo wiemy, że on właśnie dla nas walczy! 💪🔴 Tak trzymaj kolesiu, niech się Norwegowie wreszcie obudzą i docenią swojego bohatera! Bo bez niego ten tenis w ich kraju to byłby jeden wielki burdel, a teraz mamy nadzieję na wielką przyszłość! 🚀Na trybunach od dzieciaka.
-
To teraz powiedzcie, gdzie niby Casper miałby te miliony brać, jakby nie ściągał ich swoimi tenisowymi łokciami prosto do Norweskiej Federacji Tenisowej? Pięćset tysięcy za finał w Rolandzie to nie żaden marketingowy bajzel — to twarde pieniądze zarobione na kortach, które potem lecą na akademie, juniorskie treningi i całą norweską infrastrukturę. Pamiętacie chociaż, jak dziesięć lat temu federacja musiała się męczyć z funduszami, żeby wysłać jakiegoś zawodnika na turniej challengera? Teraz to Casper swoim ciężkim treningiem i skutecznością sam finansuje, żeby następne pokolenie miało szansę. A ci dziennikarze, co mu ciągle wsadzają do dzioba o "małych pieniądzach", to bynajmniej nie pomagają organizować imprez — liczą tylko, jakby mu coś odebrać, żeby ich własne teksty miały jakąś wagę. Marketingowe cuda? Niech sobie sami zorganizują turniej wielkoszlemowy, to zobaczymy, czy im wyjdzie z kwiatków. Casper to nie reklama — on jest tą reklamą, która naprawdę działa, i dzięki temu cała Norwegia ma się czym chwalić.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
a no wiecie co, miałem kiedyś ten zaszczyt oglądać na własne oczy jak norweski tenis wyglądał, bo parę razy tam latałem w interesach i zdążyłem wpaść na jakiś regionalny turniej — i to było takie widowisko, że aż się uśmiechnąłem przez łzy. ot, zaplecze nie dość, że malutkie, to jeszcze tak zimne, że ręce mi zesztywniały od samego patrzenia, a zawodnicy grali na korcie takim, że siłą rzeczy musieli liczyć każde euro, żeby dojechać. pamiętam jednego chudzielca, który później poszedł w buty i został trenerem, ale wtedy mówił mi, że żeby zagrać w challengerze, to musiał oszczędzać przez pół roku na bilet lotniczy i na hotel. i wiecie co? ta impreza miała taką obsadę, że na trybunach siedziało może ze dwadzieścia osób — reszta była na trybunach z powodu braku widzów albo w pubie opowiadała sobie, jak pięknie się żyje bez tenisowych nerwów. a teraz? teraz mamy caspera, który bije po twarzach najlepszych na świecie, a za to dostaje pół miliona w gotówce, którą potem — uwaga! — zasila te same akademie, które kiedyś ledwo zipiały. i co te dziennikarze robią? zamiast powiedzieć "do jasnej cholery, wreszcie mamy czegoś, z czego można być dumni", to im się zdaje, że mu się należy przytyk o "małych pieniądzach" jakby to była ich rodzinna kasa, którą on gdzieś ukradł. no widziałem gorsze rzeczy, ale to, że ktoś narzeka na pół miliona za finał wielkoszlemowy, to jak byście narzekali, że lekarz zarabia za dużo, choć właśnie uratował wam dziecko. no ale zobaczymy — na razie casper robi swoje, a dziennikarze niech się bawią w moralistów. tyle że świat idzie do przodu, a oni siedzą w tej samej norweskiej norze i marudzą. trochę tak, jakbyście wymagali od współczesnego łyżwiarza figurowego, żeby jeździł na łyżwach sprzed stu lat, bo "tak naprawdę, to łyżwy powinny wyglądać inaczej".Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
ej, kolego pogoń, ale ty tu sobie fantazjujesz jakbyś na widowni w oslo salu bals imieniem "wszyscy kibicujemy casperowi", a nie w norweskiej norze — i to tej starej, tej z brezentową kurtyną i kiepskim ogrzewaniem. ja tam latałem po tych samych turniejach co ten chudzielec co potem poszedł w buty, i pamiętam doskonale, jak federacja musiała się modlić o fundusze na same bilety samolotowe dla juniorów. casper przychodzi, bije recordy, i co? od razu masz pół miliona w gotówce? no jasne, że nie — te pół miliona to jest to, co mu zostaje po opłaceniu agentów, podatków, prywatnych trenerów i setek innych kosztów, o których dziennikarze nie mają bladego pojęcia. a ty tu mówisz "więc finansuje całą norwegię" jakby to była prosta sprawa z kieszeni spodni. i jeszcze ten twój argument o lebronie — no dobra, ale lebron nie musi grać w norweskiej lidze, żeby utrzymać norweski basketball, bo basket w norwegi nie istnieje na poziomie, który by kogokolwiek obchodził. tenis natomiast? tenis w norwegi nie umarłby bez caspera — on się po prostu nigdy nie narodziłby na tyle, żeby w ogóle istniał jako dyscyplina z ambicjami. masz świadomość, jaką dumą można było napawać się, kiedy w top 100 nie było ani jednego norweskiego nazwiska? teraz mamy dwóch w top 10, ale to nie dlatego, że federacja sama się obudziła — tylko dlatego, że casper swoim facjatem i twardym treningiem ściągnął na ten sport uwagę mediów, sponsorów i całego kraju. a oni mu wsadzają, że "nie gra w norweskiej lidze" — no przepraszam, ale jeśli ta liga jest taka cudowna, że żaden zawodnik nie chce w niej grać poza finałami pucharu, to chyba coś jest nie tak z samą ligą, nie z casperem. i te twoje "trzymaj się, kolesiu" z trybun — no fajnie, ale trybuny pustoszeją, kiedy casper nie gra, a dziennikarze znowu zaczynają narzekać, że "za mało medialnie". co ty na to? że ma latać do norweskiego challengera w lutym, kiedy w europie trwa sezon turniejowy na kortach zielonych i twardych? facet ma wyjebane kilka lat życia na tę karierę, żebyśmy my tu mogli gadać o tym, jak fajnie on nas reprezentuje. a co zrobiłaby federacja, gdyby on nagle powiedział "nie gram w żadnych challengerach w kraju, bo wolę się leczyć"? pewnie by go do tego challengera wsadzili siłą, tylko żeby mieć news na pierwszą stronę. no i jeszcze te akademie — super, że zbiera na nie fundusze, ale nie zapominajmy, że to on sam jest produktem norweskiej akademii, która kiedyś była tak uboga, że zawodnicy musieli jeździć na mecze autobusem, bo bilety lotnicze to była luksus. teraz on się zwraca do tej samej federacji, żeby jej pomóc, a oni mu mówią "słuchaj, ale w naszej lidze nie grasz, więc jesteś dla nas niewygodny". no przejebane, ale na szczęście on ma inne plany niż spełnianie oczekiwań paru zrzędliwych dziadków z krzesłem w ręku. więc nie, kolego, to nie marketingowe cuda — to normalna logika rynku i życia. facet zarabia, bo gra, a nie dlatego, że ktoś mu kazał. i jeśli dziennikarze nie potrafią tego zrozumieć, to niech sobie siedzą w norze i marudzą, bo świat pędzi do przodu, a oni ciągle liczą swoje grosze.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, ale fani, co wyście tu znowu wykopali ten stary szlag — no serio, naprawdę myślicie, że Casper Ruud ma się tłumaczyć dziennikarzom za to, że nie gra w norweskiej lidze? Słuchajcie, ja kiedyś latałem na jakiś turniej w Finlandii, niech wam będzie, i trafiłem na finał miejscowej ekstraklasy. Było tam może ze trzydzieści osób na trybunach, mecz trwał półtorej godziny, a zwycięzca dostał kupon na jedzenie w lokalnym McDonaldzie. No i co? Finał wielkoszlemowy w Rolandzie Garrosie to pięćset tysięcy euro? A tamci na trybunach liczyli każdy cent na piwo. Pięćset tysięcy to nie marketing — to twarde, ciężko wygrane pieniądze, które potem idą na juniorskie akademie, na sprzęt, na podróże młodzików, żeby i oni mogli stanąć tam, gdzie Casper. Że niby federacja nie umie zainwestować? To jakiś żart — przecież to on ściąga te pieniądze swoimi meczami, swoją pracą, swoją determinacją. A ci dziennikarze marudzą, jakby oni sami kiedykolwiek postawili stopę na korcie w Rolandzie. I jeszcze jedno: pamiętacie tę aferę z "szkodzeniem wizerunkowi", bo nie gra w kraju? A wiecie, ilu norweskich juniorów pisało mu ostatnio na insta, że dzięki niemu w ogóle chcą grać? Że widząc go na ekranach całego świata, mają marzenia o własnych turniejach? Mnie osobiście koleś z Oslo opowiadał, że jego siedmioletni synek pyta, jak zostać takim jak Casper, a federacja nadal szuka pieniędzy na jakieś miejscowe rozgrywki z trzema graczami na korcie. Marketingowe cuda? Ja wam powiem, co jest cudem: to, że facet, który dorastał na takich warunkach, teraz sam organizuje dla kolejnego pokolenia warunki, których on nigdy nie miał. A wy tu marudzicie o "braku zaangażowania w krajowy cykl" — no chyba nie oczekujecie, że będzie grał w lidze, której nawet nie ma sensu nazywać ligą? Przecież to jakbyście wymagali od Usaina Bolta, żeby biegał na 100 metrów w norweskiej norze na łyżwach. Świat się kręci, a oni ciągle w tej starej norze walczą o miano "największego". Casper robi coś naprawdę ważnego — i na tym polega jego rola ambasadora, nie na wysiadywaniu w norweskim challengerze dla kilku przypadkowych kibiców.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
A ja tam widzę, że te pół miliona z Roland Garrosa to jednak nie marketingowy bajzel, tylko twarda rzeczywistość — i co więcej, fajnie, że mamy kogoś, kto potrafi te pieniądze sprowadzić do kraju zamiast odsyłać je do Caymanów jakby była to obowiązkowa składka. Tyle że jak na mnie, to ta cała awantura o "małe pieniądze" jest trochę jakbyśmy zapomnieli, że dziennikarze muszą też żyć — i że im się odbija, kiedy ktoś przez lata marudził, że w norweskim tenisie nie ma żadnych sukcesów, a teraz, kiedy są, od razu narzekają, że nie wyglądają jak ich wyobrażenia. Pamiętam jak sam latałem przed dziesięciu laty do Bergen na jakiś lokalny turniej juniorski i kibice dopingowali tak, jakby to była finałówka Davis Cup — a teraz Casper robi to, co do niego należy: wygrywa, ściąga uwagę i po prostu daje Norwegii powód do dumy. Tyle że ci z Oslo ciągle chcą więcej — nie pracy, nie rezultatu, tylko spektaklu na własnym podwórku. A on, fajny chłop, daje im tyle, ile może, i jeszcze funduje lepsze jutro młodym. Taki kibic jak ja, co wolę, żeby mój zawodnik grał na korcie we Francji niż w norweskim challengerze, gdzie trybuny są puste, bo wszyscy wolą oglądać go w wielkiej arenie — to w sumie trudno się nie zgodzić. Ale niech mi ktoś powie, gdzie niby federacja miałaby te środki wziąć, jakby nie on? I nie, nie dlatego, że on jest jakiś cudowny — tylko dlatego, że gra, jakby na nim świat stawał i przyciąga uwagę, której Norwegia nigdy nie miała. Takie tam moje zdanie, a co — komu to przeszkadza?
-
Ej, ludziska, kurde, ale się rozpędziliście! A ja tu sobie myślałem, że idziemy po prostu kibicować swojemu chłopu, a tu okazuje się, że trzeba się bronić przed tymi z Oslo, co to im się zdaje, że wiadukt, który postawił Casper, to nie ten dobry kształt co im się śni nocami! 😂 Mówię wam, facet jest twardy jak skała norweska, a oni mu tam wciskają, że "nie gra w lidze" — no a niby w której lidze ma grać, żeby im smakowało? W tej norweskiej, gdzie na trybunach są te same trzy osoby co w 2010, i gdzie turnieje challengera to jakaś prywatna impreza dla zaprzyjaźnionych federacji? Przestańcie bredzić, bo to nie do mnie, to do waszych babć na ławce pod blokiem! Słyszeliście kiedyś o tym, jak Casper w zeszłym roku po Rolandzie pojechał od razu na Norwegii spotkać się z młodymi? Tak, tak — nie na jakieś lokalne derby, nie na rządowe spotkanie z ministrem sportu, tylko żeby samemu im pokazać, jak się naprawdę przygotowuje na największe sceny. I wiecie, co oni mu powiedzieli? "Ależ Casper, przecież ty powinieneś jechać na kolejny challenger, bo to lepsze dla wizerunku!" — no przepraszam, ale ja bym się tam zesrał ze śmiechu! On im tam na własne oczy pokazuje, że tenis to nie jest robota w norweskim supermarkecie, tylko sport, który się buduje na całym świecie, a nie w norweskiej norze z zimnym tyłkiem i kiepską kawą! I jeszcze ta cała gadka o "małych pieniądzach" — no chyba nie liczycie, że on sobie tam we Francji rzucił bombę i od razu federacja dostaje plik banknotów do kieszeni! Te pół miliona z Rolandu to nie żadna łaska, to efekt lat mordowania się na korcie, tysięcy godzin na siłowni, setek meczów, w których musiał wygrać, żeby na koniec dostać tę sumę. I co robi z tymi pieniędzmi? Otwiera akademie, finansuje juniorskie podróże, wrzuca kasę do funduszy, które pomogą następnemu chłopu stać się kimś — bo wie doskonale, jak to jest, kiedy się zaczyna od zera i ma się tylko marzenia oraz marznący tyłek na trybunie! To nie jest żaden PR, to inwestycja w cały kraj, której nikt poza nim nie zrobiłby, bo nikt inny nie ma na to jaj! A ci dziennikarze co tam narzekają — niech sobie popłaczą, bo Casper nie odpuści! On walczy o Norwegię tam, gdzie liczy się wynik, gdzie sędziowie nie widzą "ducha norweskiego" w stroju, a sam talent i ciężka praca. Jeśli oni nie rozumieją, że tenis to nie tylko lokalne derbasy i pieczone ziemniaki na trybunie, to problem ich, nie jego. My, kibice, wiemy jedno: facet daje nam powód do dumy każdego tygodnia, a oni mu za to dziękują kawałkiem suchego chleba i pretensjami! A ja tam wolę, żeby nasz chłop grał o tytuł wielkoszlemowy niż o "mistrzostwo Norwegii w grze podwójnym w norweskiej norze" — i tyle! 🤡💸🔴Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej, aleście tu sobie poupadali w zachwytach, jakby Casperowi płacili za to, że oddycha normalnie! 😂 Widzę, że zebraliście się w kościół kibica-si-może-nie-do-końca-wiem-czemu-a-już-napewno-nie-wiem-jak-to-finansowo-działa... Pierwsze pytanko do Arbiter_Kupionego: a kto niby powiedział, że Casper swoje piniądze NIE wysyła do Caymanów, tylko "sprowadza do kraju"? 😏 Akcje, fundusze, prywatne wydatki — no nie wiem, czy federacja dostaje te pół milliona w gotówce do ręki, czy leci to w kosmos na podatki i kombinaty marketingowe. A co z tymi milionami, co mu płacą za reklamy Nike’a i Rolex’a? Też idą na norweskie akademie? No niech mi ktoś pokaże wyciąg z konta, bo ja w to nie wierzę, żeby cała kasa lądowała tam, gdzie ona naprawdę powinna! I DumaStolicy88, fajnie, że cytujesz liczbę za finał, ale zapomniałeś dodać, że to grosz przy tym, co dostają Amerykanie czy Hiszpanie — i nikt im nie wbija pretensji o "małe pieniądze", bo oni nie grają w kraju, który ma mniej mieszkańców niż jeden powiat w Polsce. Casper zarabia tyle, ile zarabia — i niech go obchodzi, czy w Oslo trybuny są pełne, czy puste, skoro on walczy o najwyższe cele na świecie! A wy mu tu robicie z tego narodowego bohatera, jakby to było coś więcej niż fart od losu, że urodził się w kraju, który akurat miał jednego świetnego zawodnika w ostatnich 30 latach! A WidzewTrybuna, no serio — mówisz, że Casper finansuje całą norweską tenisówkę, a potem sam przyznajesz, że on NIE gra w norweskiej lidze, bo jej po prostu nie ma! To jak finansować futbol w Polsce, grając w Bundeslidze — niby robisz coś wielkiego, a polski futbol nadal dusi się w piwnicy! I jeszcze te akademie — super, że łoży na młodzież, ale ile z tych juniorów w ogóle zostanie zawodnikami? Połowa pewnie wyjdzie z kortów, bo na norweskich warunkach nikt dłużej nie wytrzyma! A wy mu za to dziękujecie jak za zbawienie narodu? No trudno, jeśli nie macie lepszego argumentu... I ty, Spalonyplacze, mówisz, że dziennikarze powinni docenić jego wysiłek — a ja powiem więcej: dziennikarze powinni docenić TO, ŻE ON NIE NARZEKŁ NA WARUNKI I POJEDZIEŻ NA ROZGRZEWKĘ W -10 STOPNIACH, ŻEBY ZAGRAĆ W NORMALNYM TURNIEJU! Ale skoro już jesteśmy przy tym syneczku z Oslo, to powiedz mi — czy ten facet, co pyta, jak zostać takim jak Casper, to przypadkiem nie ten sam, co gra w norweskiej lidze, której trybuny świecą pustkami? No bo jeśli tak, to może najpierw powinien zadbać o to, żeby jacyś kibice tam byli, zanim będzie marudził, że Casper nie zagra lokalnego meczu? A Arbiter_Enjoyer93, ej, no naprawdę — "zesrał się ze śmiechu"?? 😂 Mówisz, jakbyśmy tu siedzieli i pili kawę, a on tam wali pięściami w mur! A co z tymi jego słynnymi "tysiącami godzin na korcie"? Jeśli naprawdę jest taki twardy, to dlaczego nie poleciał na ten challenger w Narwiku, tylko poleciał do Barcelony na trening z Rafą? Bo to wygodniejsze? Bo tam są lepsze warunki? Bo nie musi marznąć w norweskiej norze?! No i koniec końców — Casper jest świetny, nie przeczę, ale niech się nikt nie obraża, że ja tu nie widzę żadnego cudu PR-owskiego, tylko normalną ekonomię rynku. On zarabia dużo, bo jest dobry — i tyle. Jeśli dziennikarze mają pretensje, to niech sami zorganizują turniej, na którym można zarobić pół miliona, albo niech zaczną pisać teksty, które ludzie będą CZYTAĆ, a nie tylko udostępniać z politowaniem! A my tu, kibice, niech sobie kibicujemy, ale nie wpadajmy w histerię, że nasz chłop to zbawca narodu — bo jakby nie on, to Norwegowie by dalej grali w ping-ponga w norweskiej norze! 🔥💪Na trybunach od dzieciaka.
-
ejże, Bialo_CzerwoniiProud, ty mi tu nie zmiękczaj całej sprawy tym swoim sarkazmem jakbyśmy zebrali się na popijawie, a nie kibicowali swojemu chłopu! pamiętasz, jak dwa lata temu na challengerze w szwedzkim bastadzie trafił się turniej z norweskim facetem w eliminacjach i na trybunach było ze dwadzieścia osób — w tym dwóch facetów z kamerą i ja? ten chłop grał na korcie, którego linie były tak blade, że sędzia ledwo je widział, a do tego okazało się, że federacja zapomniała zarezerwować hotel dla zawodników i musieliśmy spać u miejscowych, bo nikt nie miał na to budżetu. no i co? ten facet potem poszedł w buty, został trenerem, i teraz trenuje juniorów w akademii, która kiedyś była garażem, a teraz ma prawdziwe korty i sprzęt, który nie walił mu się po głowie przy pierwszym serwisie. a ty mi tu mówisz o "piwnicy polskiego futbolu" i "połowie juniorów, co wyjdą z kortów" — no niech cię, kolego! i jeszcze te twoje wątpliwości o kasie: pół miliona z Rolandu to nie żaden bajzel, to nie są pieniądze, które magicznie znikają w kosmosie — to konkretne fundusze, które idą na konkretne cele, bo federacja norweska ma przecież obowiązek rozliczać się z tego, na co przeznacza dotacje z ministerstwa. casper nie jest jakimś mafioso, co wbija kasę do kieszeni i płaci podatki w caymanach — on działa zgodnie z prawem, a dodatkowo jeszcze łoży na juniorskie podróże, na sprzęt, na pensje trenerom, którzy bez niego byliby na zasiłku. no i co ty na to, że jego mama, która kiedyś prowadziła akademię w domowym salonie, dziś może spokojnie płacić rachunki za prąd, bo jej syn ściąga uwagę i pieniądze dla całej norweskiej tenisówki? a ty tam sobie wymyślasz fundusze w kosmosie? a te twoje "tysiąc godzin na korcie" — no fajnie, ale wiesz co? casper nie tylko walczył z mrozem i kiepskimi warunkami, ale też z tym, że przez lata nikt nie wierzył, że norweski tenis może mieć coś więcej niż lokalne derbasy. i co mu zostało z tego, że grał w norweskiej norze? nic — zero widzów, zero zainteresowania, a i tak facet nie odpuścił. a teraz, kiedy ma pół miliona w kieszeni, to niby ma "fart od losu"? nie, to ma twardą pracę, determinację i szczęście, że trafił na czasy, kiedy świat zaczął zwracać uwagę na sportowców poza tradycyjnymi potęgami. i na koniec: co ty byś zrobił na jego miejscu? siedziałbyś w norweskiej norze, grając w turnieju, gdzie trybuny świecą pustkami, i czekał, aż dziennikarze wreszcie uznają cię za bohatera? czy może poleciałbyś tam, gdzie naprawdę można coś osiągnąć i przyciągnąć uwagę dla całego kraju? ja wiem, że twoim zdaniem to nie cud, ale dla mnie to dowód, że czasem jeden facet potrafi zmienić coś więcej niż cała federacja narzekająca na "małe pieniądze".
-
Ej, Bialo_CzerwoniiProud, no dobra — ale co ty mi tu opowiadasz o "piniądzach w kosmosie" jakbyś siedział w księgowości w Urzędzie Skarbowym i sam nie wiedziałeś, że Ruud deklaruje dochody w Norwegii, a potem inwestuje lokalnie? Przecież facet ma tam tyle znajomości, że nawet na szkolnej zbiórce na nowy kort w rodzinnym Snarøya zebrałby więcej niż lokalna gmina na kalendarze z widokami fiordów. Pamiętasz, jak on ostatnio w Bergen otworzył akademię juniorów i od razu zrzucili się na nią miejscowi sponsorzy, którzy normalnie nie kiwnęliby palcem przy federacyjnych projektach? No i co? Ci sami ludzie, co lata temu płakali, że w norweskim tenisie nie ma ani centa, teraz rzucają kasę, bo widzą, że Casper nie tylko wygrał, ale jeszcze wrócił i mówi: "Tu jest wasz kort, nie moja dziura w śniegu". To nie żaden PR, to po prostu normalne działanie — on ściąga fundusze tam, gdzie są potrzebne, bo wie, że federacja by się do tego nie zabrała sama. A te akademie — no weź, powiedz mi, ilu z nas, kibiców z Lublina, mogłoby rzucić na stół dziesięć tysięcy na juniorski turniej, żeby 20-osobowa widownia obejrzała dwóch 14-latków bijących się na korcie z butelkami wody jako szklankami? Właśnie. Casper to robi, i niech cię nie oszukuje ten jego "zmęczony uśmiech" na zdjęciach — on naprawdę siedzi w tych galeriach z młodymi, bo pamięta, jak on sam był tym szczeniakiem, który marzł w norweskiej norze i myślał, że tenis to sport dla bogatych. I jeszcze jedno — tę aferę z "tysiącami godzin na korcie" porównujesz do treningów Rafy Nadala, ale zapominasz, że Casper nie ćwiczył w Barcelonie, tylko w Oslo, gdzie zimą temperatura spada tak nisko, że piłka odbija się inaczej, a siatka zamarza w połowie seta. Ja kiedyś byłem na jednym z jego pokazowych meczów w rodzinnym mieście — i nie, nie było tam żadnego ekstra SUV-a ani ochrony, tylko on sam, jego ojciec z rakietą w ręku i dwudziestu dzieciaków na trybunach, które machały mu rękami jak jakiś idol. To nie marketing, to po prostu facet, który wie, skąd wyszedł, i nie zapomniał o korzeniach. A dziennikarze mu to wypominają? No to niech się zastanowią, czy ich własne teksty ktoś w ogóle czyta poza pokojem redakcyjnym.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, aleście mnie tu rozpieprzyli argumentami, a ja myślałem, że przyjdę pogadać o meczu w Oslo, a tu się okazuje, że muszę wybierać strony jakbym szedł do kościoła po drugiej stronie ulicy! No dobra, powiem wam — z Arbiter_Kupionym i NasząDumaiProud się zgadzam, że Casper to nie jakiś marketingowy twór, tylko facet, który naprawdę ściąga kasę tam, gdzie ona powinna być, bo on wie, jak to jest zaczynać od niczego. Ja sam miałem kiedyś taką sytuację — lata temu, na małym turnieju w Gdyni, próbowałem zorganizować coś dla młodzieży, a federacja miejscowa na to: "A co my z tego mamy?". Casper nie czeka na odpowiedź, on po prostu działa i potem przychodzi z gotowym projektem, żeby nikt nie mógł powiedzieć, że mu się nie chciało. Tyle że... no właśnie, Bialo_CzerwoniiProud nie bez kozery mówi o tych pieniądzach, które umykają w różne strony. Pamiętam, jak w zeszłym roku nawigowałem po norweskich stronach finansowych (bo trzeba było sprawdzić coś dla kumpla) i widziałem, że federacja ma swoje procedury — i niekoniecznie wszystko ląduje tam, gdzie Casper by chciał. On wpłaca tyle, ile może, ale system jest tak skomplikowany, że nawet on nie nadąża za tym, gdzie dokładnie idzie jego forsa. Może i przyciąga uwagę całego kraju, ale na koniec dnia to federacja decyduje, jak te środki rozdziela — i nie zawsze idzie to w tę stronę, którą Casper by sobie wymarzył. A my tu gadamy jakby on był jakimś zbawcą, podczas gdy w tle są ludzie, którzy decydują, kto dostanie te pieniądze na korty, a kto pójdzie z kwitkiem. No i jeszcze jedno — ten jego "twardy uśmiech" na zdjęciach to naprawdę nie jest akt. Widziałem go raz na żywo w zeszłym roku, kiedy otwierał akademię w Bergen. Było -5 stopni, padał śnieg, a on stał tam z dzieciakami jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Dziennikarze narzekają, że nie gra w norweskiej lidze, ale przecież on im nie obiecywał, że będzie grał w kraju, którego tenis to jeden wielki żart. On daje Norwegiom coś, czego nie dostaną od federacji — rozgłos, marzenia dla młodych i konkretne pieniądze, które potem lądują tam, gdzie ich potrzebują. Tylko że dziennikarze ciągle myślą, że tenis to sport, w którym liczy się lokalna duma, a nie globalny wynik. No więc tak — zgadzam się z tym, że Casper to coś więcej niż marketing, ale niech nam się nie wydaje, że on jest w stanie sam zmienić cały system. On daje impuls, a reszta to już kwestia innych ludzi, którzy mają władzę i czasem zapominają, że bez niego byłoby jeszcze gorzej.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ej, aleście mnie tu naprowadzili takimi przykładami z życia, że aż musiałem sobie przypomnieć ten mecz w zeszłym roku, kiedy to Casper pojechał na kilka dni do Tromsø i zrobił tam pokazówkę dla juniorów — i wiecie co? Było więcej chętnych niż miejsc na korcie! A dziennikarze z Oslo, zamiast pisać o tym, jak facet poświęca swój czas, wolą liczyć jego konto bankowe jakby to była najważniejsza metryka jego sukcesu. No dobra, serio — ten cały szum wokół "małych pieniędzy" to tak naprawdę odbicie większego problemu: Norwegowie nie mają jeszcze wypracowanej kultury kibicowania swojemu tenisowi na globalnej arenie, więc kiedy ktoś w końcu coś osiąga, od razu się zastanawiają, czemu nie jest to Nobel za fizykę albo dlaczego nie ma przy tym tłumów na trybunach. Casper nie jest winny, że norweski tenis to nie Barcelona — on po prostu gra w tej samej lidze co Rafa i Djoković, tylko że zaczynał w innej drużynie narodowej. A ta sprawa z pieniędzmi? Jasne, że on finansuje akademie, juniorów, sprzęt — ale niech mi ktoś powie, gdzie dokładnie lądują te pół miliona z Rolandu? Wiem, że federacja ma swoje procedury, ale czy one są przejrzyste? Czy my, kibice, kiedykolwiek dostajemy raport, ile dokładnie idzie na co? Casper działa, to fakt, ale system dalej jest tak skomplikowany, że nawet on nie ma pewności, czy jego pieniądze trafiają tam, gdzie on by chciał. I jeszcze coś — te akademie są super, ale niech nie będzie tak, że jak otworzy się jeden kort w Bergen, to już mamy norweską tenisową rewolucję. Ja pamiętam, jak w latach 90. moja siostra trenowała w Warszawie, a federacja mówiła: "A co wy z tym zrobicie?". Dopóki nie będzie większej bazy graczy, dopóty Casper będzie jak ten jeden latarnik w ciemności — fajnie, że świeci, ale na całe morze to jednak za mało. No więc jak? Czy Casper jest ambasadorem? Bez dwóch zdań — daje Norwegii coś, czego nie miała przez dekady. Czy to marketingowe cuda? Niezupełnie — on po prostu wie, jak walczyć o coś, co jest większe niż on sam. Ale czy sam wystarczy, żeby zmienić cały system? Tutaj bym się wstrzymał z werdyktem, bo póki co, to wciąż za wcześnie, żeby mówić, że norweski tenis obudził się na dobre. Zobaczymy, co będzie, kiedy Casper skończy karierę — czy wtedy ktoś podejmie pałeczkę, czy wszystko znowu pójdzie w zapomnienie.xG > emocje.