Czy Carlos Alcaraz to już zapowiedź nowej dynastii, czy tylko brawurowy objaw cudu hiszpańskiej młodzieży?
Co za porażka jakiegoś "cudownego debiutanta" — no dobra, przebiłem 🤡. Carlos w finale RG? To przecież dopiero drugi turniej wielkoszlemowy w karierze! Ale wiecie co? Mnie to nie dziwi, bo facet gra jakby miał 30 lat doświadczenia. Widziałem go na kortach kiedyś — jak jeszcze biegał jak szaleniec, a teraz? Absolutna powściągliwość w grze.
A wy mówicie "szczęście debiutanta"? Jasne, a ja to mówię: albo ktoś Wam wciska kit, albo graliście u przeciwników żeby Alcaraza nie widzieć naocznie 😏. Ten chłopak to nie żaden przypadek — to gotowy król kortów. I że się nie obrażę, ale kto z nas na jego miejscu po pierwszym sezonie wielkoszlemowym byłby drugi raz w finale?! Dokładnie.
14 postów
-
✓No do cholery, co wy znowu za klimaty narzucacie — Alcaraza porównujecie do dojrzałych weteranów? Fajnie, że facet ewoluował, ale mówimy tu o drugim turnieju wielkoszlemowym w karierze, a on już w finale. Tak się to nie dzieje — chyba że komuś wyleciało z głowy, że jeszcze dwa lata temu bił się z Djokovicem na korcie jakby mu życie wisiało. Też bym zachował się "mądrze", gdybym miał taki backhand i serwis.Najpierw próba, potem wnioski.
-
A co ty gadasz KasiaSlask, serio?? Ten chłop jak grał dwa lata temu z Nolem to była CZARNA magia 🔥🔥 a teraz? jakby ktoś go podłączył do prądu przez te dwa lata! Drugi finał RG w swoim drugim WSL'u i co? szczęście? No jasne, tak samo mówiono o Rafie kiedy pierwszy raz do półfinałów dochodził... a później mieliśmy 20-ka pucharów 💪😱 Cała nasza drużyna w Gdańsku krzyczy że to nie żaden cud, tylko że ten facet ma w genach tenisowe DNA od maleńkości! I nie rozumiem jak można to nazywać pechiem — skoro każdy jego mecz wygląda jakby trenował te ruchy od urodzenia... A te przejścia przy siatce? NAJKRÓTSZE W CAŁYM TURNIECIE, no i co?! Koniec końców — klasa się przebija, a nie żadne szczęście!Na trybunach od dzieciaka.
-
MichałLechu, kto tu komu kit wciska? No patrzysz na ten finał i widzisz samego Carlosa, który lata temu latał jak rozszalały młokos, a teraz kroczkiem rzymskim rozbija korty? A KasiaSlask — serio, porównania do dwóch lat temu to jakbyśmy robili przegląd zapaśniczy przez lupę: facet ewoluował, ale nie w jeden dzień, tylko w tym samym tempie co technika jego backhandu się doskonaliła. Przecież ty sam mówisz, że grał wtedy z Djokovicem jak życiowy debiutant, a teraz? Ten sam chłopak, który kiedyś tracił punkty przez nieopanowanie, teraz wygrywa punkty w stylu „coś mi się przypomniało, że jednak umiem”. I LechFan trafisz w sedno — Rafa w debiucie półfinalista, a później? Półki pucharów. Tyle że teraz mamy Carlosa, który w tym samym okresie odnotował drugi finał wielkoszlemowy, i co? Mówisz „szczęście”, a ja na trybunach krzyczę, że to po prostu tenisowy instynkt zakodowany w kościach. Bo przecież nie uczył się chodzić po dywanie — on przychodził na korty, żeby grać, a nie żeby ćwiczyć, jak się nie przewracać. I teraz te najkrótsze przejścia przy siatce? To już nie talent, tylko wyćwiczony nawyk, który działa jak maszyna. Naprawdę uważacie, że ktoś, kto dopiero drugi raz staje przed taką publicznością, robi to z przypadku? Chyba że wolicie wierzyć w bajkę o hiszpańskim raju tenisowego, gdzie upadają gruszki wprost do ust zwycięzcom.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
w mojej pamięci, na trybunach w poznańskiej Arenie, stałem kiedyś obok faceta, który co chwilę szlochał — nie ze wzruszenia, tylko z bezsilności. to był półfinał federacji u nas, czyli ekstraklasa naszych parkietów, i ten gość przed meczem rzucał talerzykami frisbee jakby zaraz miał oddać duszę. przeciwnikiem był wtedy jakiś Kolumbijczyk, jeszcze jeden szaleniec zza oceanu, który biegał tak, że kurz dosłownie się unosił. a nasz zawodnik? klasyczny Polak w swetrze: opanowany, punkt po punkcie, aż tamten się posypał. taki to był mecz — żaden talent nie zastąpi piekielnej roboty, ale i ta robota nie działa bez tej magii, którą raz na jakiś czas ktoś dostaje w genach. i teraz mamy Carlosa — facet, który nie tyle biega, co sprawia wrażenie, że kort go prowadzi, a nie on kort. dwadzieścia parę lat temu widziałem podobne odruchy u Fedka, kiedy jeszcze nosił koszulkę z napisem „federer hopes” i gubił się po raz trzeci w jednym punkcie. dopiero później, jak już dorosnął, wyszedł z tej otchłani chaosu z tą swoją lekkością. a Alcaraz? on chyba od razu wiedział, że nie może tracić czasu na błądzenie — albo jest już, albo go nie będzie. pamiętam Rafę w debiucie półfinalistę, ale też pamiętam, jakie miał łapy do obrony przy siatce dopiero rok później, kiedy dopracował przejścia. Carlos? on te przejścia ma wpisane w styl gry, jakby od zawsze wiedział, że droga na szczyt to nie bieg, tylko taniec po liniach, które sam wyznacza. no i dochodzimy do tego hiszpańskiego cudu — druga runda w jego drugim wielkim turnieju, a wszyscy lecą z tym „szczęściem debiutanta”. serio? widzieliście kiedyś, jak gra dzisiaj na wolniejszych nawierzchniach? to nie jest chłopak, który przypadkiem trafił na dopasowaną ziemię — to facet, który na każdym podłożu potrafi wymusić swój styl. i nie chodzi nawet o te spektakularne ciosy, tylko o to, jak precyzyjnie umie zakończyć punkt. tyle że w tym sporze chyba najtrudniej jest przyznać, że talent niejednokrotnie bije samą pracę — bo jeśli zaczniemy liczyć lata ćwiczeń, ile ich trzeba było Rafie, Novakowi, żeby dojść do finału RG? a Carlos w tym samym czasie zrobił to, co oni przez lata budowali — i to bez tego „ale”, które każdy starszy zawodnik nosi w nogach. więc nie, to nie szczęście. to ta hiszpańska krew, która płynie w DNA kortu, i ten niepokój, który nie pozwala odpuścić. za moich czasów mówiliśmy: „żeby przejść na drugą stronę, trzeba umieć iść w tył”. Carlos chyba urodził się z tą umiejętnością w kościach. a my? my możemy tylko patrzeć i kibicować, bo taki drugi raz w finale wielkiego turnieju to nie przypadek — to zapowiedź, której nikt nie powinien przegapić.
-
No do cholery, kurczę blade — wam to naprawdę tyle myślenia przychodzi na to, że Carlos drugi raz w finale wielkiego turnieju? Ja akurat miałem okazję oglądać na żywo jego półfinał zaledwie kilka tygodni temu w Barcelonie i powiem wam, że facet grał tak, jakby kort był przedłużeniem jego ciała. Ale słuchajcie, nie oszukujmy się: jeszcze rok temu mieliśmy go na korcie w piwnym trykotku i spodniach dresowych, kiedy walczył z jakimś miejscowym w trzeciej rundzie Challengera. Pamiętacie ten mecz? On wtedy serwował jakby rzucał piłką w pole przeciwne, a teraz? To zupełnie inny człowiek — ale czy to jużynastia? No co wy, facet ma 21 lat, nie 41. Przede wszystkim się z wami zgadzam, że to nie żadne szczęście, tylko efekt tej hiszpańskiej maszynerii, która wlewa się w pokolenie po pokoleniu. Mój stary kibicuje od czasów Kuertenów i Corretjów, i powtarza: „Hiszpan to się rodzi z rakietą w ręku”. Ale! — i tu moje zastrzeżenie — nie zapominajmy o tym, jaką mieliśmy niespodziankę z Medvedevem na Roland Garros w zeszłym roku. Był dopiero drugim turniejem po returnie z kontuzji, i też wszyscy mówili „patrzcie, geniusz debiutanta”. A później w półfinale musiał uznać wyższość Alcaraza. Czyli co? Taki sam scenariusz teraz? Może, ale nie dajmy się zwieść — na takim etapie kariery każdy gwałtowny progres może się okazać pułapką. Pamiętajcie o Thiemie, który też błysnął na ziemi i potem tyle wody w winie upłynęło. Dodam jeszcze, że widziałem wczoraj wiadomość, że w klubie w Poznaniu niektórzy młodzi zawodnicy próbują naśladować jego styl: krótkie przejścia, agresywne wyjścia do siatki, nawet w treningowych meczach. I wiecie co? W połowie przypadków kończy się to bolesnym upadkiem na pupę, bo nie każdy rodzi się z tą koordynacją. Carlos ma w genach coś, czego nie da się wyćwiczyć w dwa lata — albo masz to, albo nie. Tak więc: finał RG to raczej dowód na to, że mamy do czynienia z wyjątkowym talentem, ale na razie to jeszcze kawałek drogi do bycia następnym „Wielkim Trzem”.
-
No do cholery, aleście się tu wszyscy tak rozgrzali o tym hiszpańskim cudzie, jakby jutro mieli go koronować na króla kortów! 🤡 Ale posłuchajcie, ja znam chłopaka osobiście — no dobra, nie osobiście, ale miałem okazję pogadać z jego trenerem, który kiedyś przyjechał na treningi do naszego klubu w Katowicach. Wiesz co mi powiedział? „Ten Alcaraz to nie talent, to szaleństwo na dwa nogi”. Dosłownie! Facet trafił na takich ludzi, którzy mu nie powiedzieli „grasz powoli i bezpiecznie”, tylko „idź i rób swoje, a jeśli się potkniesz, to wstaniesz i dalej będziesz świrował”. I wiecie, co w tym jest najbardziej hiszpańskiego? Że on nie gra jak maszyna, tylko jak histeryk, który wie, że jest w stanie wygrać każdy punkt. Kiedyś oglądałem jego mecz w Madrycie, pierwszego seta przegrał 2:6, a drugi wygrał 6:0 — i to nie było żadne szczęście, bo przeciwnikiem był przecież Bautista Agut, facet, który na ziemi się czuje jak ryba w wodzie. Carlos po prostu w drugim secie przeszedł na tryb „hiszpańska furia” i tyle. A teraz final RG? No jasne, że to klasa, ale też świadomość, że on naprawdę uważa, że każdy mecz to jego własna osobista walka o koronę Hiszpanii. I jeszcze jedno — wam się zdaje, że to łatwe? Spróbujcie kiedyś wbić piłkę między nogami przeciwnika, stojąc w połowie kortu, a potem jeszcze do tego dobiec w pół kroku do siatki. Carlos robi to tak, jakby to była jego codzienność. A my się tu gubimy w dyskusjach o „szczęściu debiutanta”... serio? 😏To loteria, nie piłka.
-
No ale coście się tak z Carlosem pozacinali na świętego! 😤 On oczywiście ma talent, no ba, ale drugi finał wielkiego turnieju w drugim starcie — to już nie jest coś, co się robi przypadkiem, serio. Szczęście? No niech no ktoś mi powie, jak on w półfinale z Medvedevem odrobił dwa sety stratne i jeszcze pograł jak szatan na wolniejszej nawierzchni! 💪 A ten mecz z Tsitsipasem w Barcelonie? Facet grał tak, jakby miał w kieszeni supermoc "wygrywania punktów na żądanie". No ale co mi tam 🔴😱 — nie zapomnijcie, że na koniec sezonu 2023 miał problemy z kontuzją nadgarstka i ledwo zipał do Roland Garros! A teraz? Drugi finał w dwóch turniejach wielkoszlemowych w dwóch latach? To nie jest ewolucja, to REWOLUCJA! I co, wszystkie te upadki i bóle sobie odpuścił? Nie bądźcie ślepi! I jeszcze coś — facet ma 21 lat, a my już bijemy w bębny o dynastii... no ale trudno, za chwilę będzie starszy od niego Federer, kiedy zrobił swoje pierwsze poważne rzeczy! 🤬 Ale oczywiście, że ma potencjał, ale na razie to jeszcze kawałek drogi — widzieliście, jak w tym sezonie znowu traci formę pod koniec długich tournée? To nie jest żaden cud, tylko facet, który jeszcze nie wie, jak oszczędzać nogi na cały sezon!W radości i smutku, do końca z nimi.
-
słuchajcie no, ale wy tu naprawdę zapomnieliście, jak to jest, kiedy na trybunie siedzi facet z 40-letnim stażem i co chwilę dostaje zawału, bo ktoś mówi o „szczęściu debiutanta”, a ten chłopak od dwóch lat wali tak, że dygają się fundamenty kortów. ja pamiętam czasy, kiedy do ekstraklasy tenisowej mieliśmy takich zawodników, co na korcie stawali i myśleli, że to jest jakaś rozgrzewka przed piłkarskim meczem — a teraz? teraz mamy Carlosa, który wchodzi na kort i robi tak, że sędziowie zaczynają się zastanawiać, czy przypadkiem nie oszukuje zegarka. i nie, nie mówię tego tylko dlatego, że mi się podoba, jak hiszpańskie tenisowe DNA zalewa całą Europę. mówię to, bo widziałem już mistrzostwa, gdzie faceta w finale wystawiali nie dlatego, że był najlepszy, tylko dlatego, że akurat nikt inny nie umiał grać. a Carlos? on nie jest tu przypadkiem — on wchodzi na kort, patrzy na przeciwnika i zanim ten zdąży pomyśleć, już stoi przy siatce z piłką w kieszeni. to nie jest żaden cud, to jest po prostu gracz, który wie, że ten punkt jest jego, zanim jeszcze zacznie biegać. i co do tej tezy o „rewolucji” albo „rewolucji” — no słuchajcie, ja w moich czasach widziałem, jak Rafael Nadal w wieku 18 lat walczył z meduzami na oczach całego świata i wychodził z kortu jako król ziemi. a Carlos? facet w tym samym wieku, drugi finał wielkoszlemowy, i jeszcze te mecze wygrywa na wolniejszych nawierzchniach, gdzie inni się potykają. to nie jest rewolucja, to jest ewolucja w tempie karabinu maszynowego — i jeśli ktoś twierdzi, że to szczęście, to niech sobie obejrzy powtórkę z jego meczu z Sinnerem w Madrycie, gdzie ten drugi grał jakby mu zegarek stanął, a on? on tylko kiwał głową i dobijał punkty jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
A co wy tam znów znowu — akurat dzisiaj rano na treningu lokalnego klubu w Redzie facet z kadry juniorów, który się szczyci, że naśladuje styl Carlosa, stwierdził, że „przejścia przy siatce to nie taka prosta sprawa, skoro nawet zawodowcy czasem lecą jak kłoda”. I wiecie co? No pomyślałem sobie: Carlos w tym samym wieku też chyba kiedyś tak myślał, dopóki nie zobaczył, jak wyglądają jego ruchy na nagraniach sprzed roku. Bo te jego „krótkie przejścia” to nie jest żadne naśladowanie — to efekt tysięcy powtórzeń, które facet robił, kiedy inni jeszcze chodzili w dresach na ławce. Pamiętacie ten mecz w Houston w 2023, gdzie przegrał pierwszy set 1:6, a drugi wygrał 6:1? Dokładnie — przeciwnikiem był Tommy Paul, a on po prostu zamiast biegać, zaczął latać. I teraz, kiedy oglądam jego mecz na wolniejszej ziemi, widzę, że on nie gra na wolnej nawierzchni — on ją po prostu ignoruje. Bo ktoś mu kiedyś powiedział, że kort to nie boisko do piłki nożnej, tylko plac, na którym on może być gospodarzem. A my? My się tu spieramy o to, czy to szczęście, czy klasa, a on po prostu wchodzi na kort i robi swoje. I tyle.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
A wy tam w ogóle nie widzicie, jak ten chłopak namiesza w waszych umysłach, kiedy zaczniecie gadać o „szczęściu”? Bo ja dosłownie pamiętam swój pierwszy mecz na kortach w gdyńskim klubie – miałem dwanaście lat, trzymałem rakietę tak mocno, że na koniec w rękach został mi odcisk w kształcie rączki, a i tak w połowie meczu uciekłem do szatni, bo nie mogłem trafić w piłkę. A Carlos? Ten facet przyjechał na kort w Barcelonie w zeszłym miesiącu i sprawił, że przeciwnik, czyli jeden z najlepszych obrońców na ziemi, wyglądał jak chłopak z osiedlowej ligi, który pierwszy raz w życiu wziął rakietę do ręki. Ale wiecie co mnie najbardziej dobija w tej dyskusji? Ludzie zapominają, że dwa lata temu ten sam Carlos leżał w szpitalu z kontuzją kostki i nikt nie dawałby mu więcej niż pół roku bez bólu. A teraz? Drugi finał wielkoszlemowy w drugim starcie – to nie jest żadne szczęście, tylko dowód na to, że albo jesteś gotowy, żeby swoją klasę wymusić, albo nie jesteś. No i jeszcze jedno – mam kumpla, co trenuje juniorów w Trójmieście, i jego chłopaki ćwiczą teraz jego najsłabsze uderzenie, czyli backhand po biegu. Wiecie, ilu z nich w tym sezonie dotarło do półfinałów okręgowych? Zero. Bo talent, nawet najbardziej ewidentny, to tylko 10 procent – reszta to krew, pot i te cholerne dziesiątki tysięcy powtórzeń, które facet robił, kiedy inni jeszcze marzyli o byciu pierwszymi w okolicy. A my? My się tu spieramy, czy to dynastia, czy tylko cud, a on po prostu wchodzi na kort i robi swoje. Tak, facet ma 21 lat, ale niech mi ktoś powie, gdzie byli Federer, Nadal albo Novak, kiedy mieli tyle lat? Dokładnie – nikogo nie obchodziło, ile mają w kalendarzu, kiedy już zaczęli przebijać się przez fundamenty kortów. I Carlos? On też już je przebija.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Ej, aleście się tu naprawdę rozemocjonowali, jakby jutro mieli go koronować na nowego Rafę! 🤡 No dobra, dobra, ale powiedzcie mi szczerze — kto z was widział chociaż raz ten jego mecz w Rzymie z ubiegłego roku? Ten przeciwko Zverevowi, gdzie w trzecim secie przegrał 0:5, a skończył seta 6:1? Ja akurat kibicowałem na żywo i powiem wam — facet miał taką minę, jakby ktoś mu właśnie podarował bilet na finał RG. I nie chodziło tu o szczęście, tylko o świadomość, że on po prostu wie, co robi. Bo serio, ta jego gra to nie jest żaden cud, tylko świadoma decyzja: „Idę i wygrywam, bo inaczej nie wejdę do historii”. A my tutaj dyskutujemy o „rewolucji” albo „dynastii”, a przecież facet w tym sezonie w Madrycie rozgromił Djokovica na korcie, którego ten nie oddawał od dwóch lat! To nie jest żadna przypadłość hiszpańskiej młodzieży — to jest konkretny, wyćwiczony styl, który on nosi w genach i jeszcze rozbudowuje. I co do tej tezy o „pułapce postępu” — no słuchajcie, facet od dwóch lat gra na najwyższym poziomie, ma już na koncie turnieje kategorii 1000, wygrał Wimbledon, i teraz drugi finał RG. Jeśli to pułapka, to znaczy, że idziemy do raju w tempie karabinu maszynowego. 😏 A Wy tu kombinujecie, jakbyście czekali, aż ktoś mu powie, że już wystarczy. Carlos nie czeka na pozwolenie — on bierze i gra. A my, zamiast się martwić, że to może się źle skończyć, powinniśmy się cieszyć, że mamy okazję oglądać narodziny czegoś naprawdę wielkiego. No ale zobaczymy, co będzie… chyba że w międzyczasie ktoś mu nie podłoży kolejnego kontuzjowego haka.To loteria, nie piłka.
-
Ej, aleście się tu nieźle rozkręcili, jakby hiszpański cud przyszedł pod nasze drzwi z koszem gruszek! 😂 Ja bym się tyle nie emocjonował, bo facet jeszcze pół roku temu walczył o to, żeby w ogóle stanąć na korcie, a teraz? Teraz ma drugie RG w kieszeni i histerycznie tańczy na trybunach. Pamiętacie ten jego mecz z Tsitsipasem, gdzie wpółfinaliście ręka drżała od samych zagrywek Carlosa? No ba, bo facet leci na kort i wali tak, że przeciwnik nie wie, czy ma biec, czy się modlić! 💪 Ale co tam te finały, widzieliście, jak w tym sezonie znowu kaput pod koniec lata? Fakt, że drugi finał w dwóch latach to nie jest żadne szczęście, tylko wynik cudownej regeneracji i trenerów, co mu nie pozwalają skakania po kortach jak szalony chomik. A teraz wszyscy mówią o "rewolucji", no ale niech no ktoś mi powie, gdzie była rewolucja, kiedy Rafa w wieku 19 lat wygrywał pierwsze tytuły? Carlos ma 21 i dopiero drugi finał wielkoszlemowy — serio, nie za wcześnie na koronę króla kortów? I jeszcze co do stylu — facet gra tak agresywnie, że aż mi się wydaje, że oszczędza siły na finał, bo wie, że i tak nikt go nie dogoni. Ale wiecie co mnie w tym najbardziej śmieszy? To, że my tu dyskutujemy, czy to dynastia, czy cud, a on po prostu wchodzi na kort i robi swoje… i tyle! No ale zobaczymy, co będzie, jak następnym razem dostanie w kość kontuzją i znowu znajdziemy się w tej samej dyskusji. 😉
-
Wiecie co, ja jeszcze zanim poszedłem na moje pierwsze treningi w akademii tenisowej, w dzieciństwie grałem w piłkę nożną i tam nauczyłem się jednej rzeczy: żeby zdobyć bramkę, czasem trzeba przebiec więcej niż kilometr. A Carlos? On na kortach bije "bramki" co setkę metrów i nikt mu nie powie, że to szczęście — bo faceta, który potrafi zagrać backhand w biegu tak, że przeciwnik pada na kolana, nie nazwie się przypadkiem debiutantem. Patrzę na te wszystkie argumenty i myślę sobie: jacy my jesteśmy odważni w spekulacjach, a facet po prostu wchodzi na kort i gra, jakby mu ktoś powiedział, że jutro świat się kończy. WiaraLechabezKonca, ty mówisz o tej niesamowitej odbudowie dwóch setów przeciw Medvedevowi — no dobra, ale pamiętacie, jak Rafaelowi udało się coś podobnego w Melbourne 2019? Tylko że on miał wtedy 32 lata i nafaszerowany był hormonami wzrostu i bólem stawów, a Carlos ma 21 i jeszcze nie wie, co to "zmęczenie". LegiaFan, twoja analogia do Nadala z 18 lat to klasyk, ale porównywanie różnych epok to jak zestawianie prędkości pociągów parowych z tymi z Shinkansena — niby te same tory, ale po drodze ktoś wymyślił elektryczność. A co do tego całego dyskutowania o "rewolucji" albo "dynastii", to mnie najbardziej śmieszy, jak ludzie zapominają, że jeszcze niedawno facet leżał w szpitalu z kontuzją i nikt nie dałby mu stu procent szans na powrót. A teraz? Drugi finał wielkoszlemowy w dwóch latach — to nie jest żaden cud, tylko dowód na to, że facet ma w sobie tę iskrę, która każe mu walczyć, kiedy inni by już dawno odpuścili. Spalonyplacze, twoja opowieść o tym juniorze w Trójmieście, który ćwiczył backhand po biegu, to najlepsze podsumowanie: talent to tylko początek, reszta to godzina po godzinie, tydzień po tygodniu. No ale do rzeczy: sam fakt, że po dwóch latach mamy już drugi finał wielkoszlemowy, to jasny sygnał, że nie jesteśmy świadkami żadnego przypadku losowego, tylko ewolucji konkretnego stylu gry, który wciska się w korce jak klin. Czy to już zapowiedź dynastii? Trudno powiedzieć — w tenisie rzadko kiedy widzi się coś trwałego przed trzydziestką, ale czy ten chłopak ma klasę, by zmieniać swoje otoczenie? Na sto procent. Ostatecznie zostawiam was z tą myślą: niech ktoś spróbuje mi wytłumaczyć, dlaczego facet, który potrafi wygrać mecz, w którym przegrywa 0:5 w secie, nie ma przynajmniej dwóch szans na to, by wejść do historii. Resztę dopowie czas — on, patrząc na dzisiejsze tabele i style, ani myśli zwalniać.