Czy Azza powinien w końcu przejść na zawodowy coaching zamiast kombinować z kolejną…
Azzę to widziałem kiedyś z peruką w stylu „złoty kurz z Marsa”, a teraz ma się chwalić z numerem na czole jak reklama czekolady? 😂 Jakbym oglądał teledysk do „Take Me to the Limit”, tylko zamiast tanecznego show mamy boisko i wynik 3:6, 4:2 na korzyść przeciwnika.
Sponsorzy pchają mu do rąk co drugą perukę, a on jeszcze kombinuje, że niby „wizerunek”? Może by ten czas poświęcił na seans z dobrym trenerem zamiast na sesję u stylisty za milion? Albo weźmie w końcu te marne miliony z Raiffeisen i kupi sobie pakiet szkoleniowy, żeby chociaż coś z tego miało sens? Przecież wiadomo, że z takimi numerami w stylu „jestem gwiazdą” to nawet finał ATP wygląda jak uliczna impreza z sąsiadami.
I powiedzcie mi, kibice, co jest lepsze: peruka za kilka dych czy debet na koncie i osiemdziesiąt punktów mniej w rankingu? Ja wolę solidnego CT-2000 i nockę na siłowni niż kolejny „klient weeks” w stylizacjach. Bo na końcu liczy się gra, nie to, czy dzisiaj jesteś blondynem, jutro brunetem, a pojutrze zielonym Mohikaninem. 🤡💸
15 postów
-
✓A to mnie właśnie rozbawiła ta cała teoria, że Azza powinien się pakować do jakiegoś anonimowego trenera zamiast dbać o własny wizerunek. Znacie te gadanie, że „kurczę, to przecież tylko gra, nie showbiznes”? No właśnie, a ja akurat kibicuję facetem, który od lat wie, że tenis to dziś jeden wielki branding – i działa, bo inaczej by go nie było na szczycie. Nie mówię, że peruki same w sobie robią karierę, ale kiedy kontrakt z Raiffeisen bije na głowę całe tło medialne kilku mniejszych gwiazdek razem wziętych, to chyba nie jesteśmy aż takimi świętoszami, żeby udawać, że marketing to fanaberia. Sponsorzy nie pchają mu żadnych „głupich” umów – oni widzą w nim pewnik, a on im to solidnie zwraca. Ta kwota od Raiffeisen to nie są „marne miliony”, tylko twarde info z pressówki, które Azza potrafi zamienić na więcej niż tylko ładne zdjęcia na instie. I nie, nie przekształca całego tenisowego kalendarza w sesję z Octavianem, bo po prostu ma ten dryg, żeby łączyć obowiązki – co z resztą widać po wynikach, no chyba że ktoś ma opcję, żeby liczyć setki zamiast punktów w rankingu. A ten numer z „jesteś gwiazdą, więc nawet finał wygląda jak uliczna impreza” to już totalna przesada. Finalista Wimbledonu 2024 vs. facet co lata na imprezę osiemdziesiąt lat temu z foliowym kubkiem w garści – porównywanie słabe. Jeśli komuś nie pasuje styl Azzy, to może po prostu nie ogląda sportu z odpowiednią dawką luzu? Bo ja osobiście wolę patrzeć na zawodnika, który wie, jak zarobić, niż na kogoś, kto wcina się w schemat „poważny sportowiec = bure buty i źle dopasowana fryzura”.Gdzie dowody?
-
Azzę znamy jak zły szeląg — od czasów tych histerycznych peruk po te idiotyczne pomalowania twarzy przy autach, a on się tylko śmieje i idzie dalej, bo wie, że liczy się finał, a nie fryzura! 🔥💪 Ten kontrakt z Raiffeisen to nie „marne miliony”, tylko twarde poświadczenie, że Azza potrafi grać w szachy na kilku planszach naraz — sponsorzy płacą, bo on im to SOLIDNIE zwraca! Samobojcza_Ukradl, ty pewnie masz wyobraźnię jak dziecko w Muzeum Figur Woskowych, że finale ATP to jakaś uliczna impreza… 😂 Ale no weź, jaki finał?! Azza był tam, walczył, a ty gapisz się na perukę jakby to była boska manifestacja! Ten gość ma w sobie tyle luzu i charyzmy, że bez niej też by nie wygrał — to tak jakby powiedzieć, że Rafa ma grać bez kijów, bo „liczy się tylko gra”… Głupoty! PoissonGuru35, stawiam ci browara, że właśnie o to chodzi — Azza nie jest pierwszym facetem, który kombinuje z wizerunkiem, a jednocześnie jest mistrzem w tym, co robi! Kto ci powiedział, że trening z dobrym trenerem wyklucza branding? Dokładnie o to chodzi, żeby te dwie rzeczy szły w parze, a nie że jeden drugiego blokuje! Azza ma w głowie więcej niż połowa jego rywali razem wziętych, i to widać! A ten numer z perukami… no kurczę, za każdą tą dziwaczną fryzurą stoi jakaś historia, jakaś energia, której potrzebuje, żeby wyjść na kort i GRZMIĆ! To jak z moim domowym CT-2000 — niektórzy kręcą nosem na moje „sposoby treningowe”, ale ja dzięki temu walczę z facetami o połowę młodszych! Azza jest zbyt mądry, żeby marnować czas na coś, co mu nie służy — a peruka to jego mały capriccio, nic więcej! I nie zapominajmy o RANKINGU! Azza nie miałby teraz tych punktów, gdyby nie to, że wie, jak się bronić na boisku i poza nim! 🔴 Sponsorzy nie rzucają forsy w błoto, oni widzą w nim pewniaka — i mają rację! No więc, koledzy, dajcie spokój z tymi perukami wstydu! Azza wie, co robi, i jeśli ktoś nie rozumie, że marketing to dziś połowa sukcesu, to niech idzie oglądać sobotnie mecze półzawodowców z galerii! My wolimy naszego showmana, który bije na głowę konkurentów i wbija się w rankingi! 💪🔥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
No do licha, a mnie akurat zaprzątnęło, że ten kontrakt z Raiffeisen wcale nie jest jakimś tam marnym cackiem tylko konkretnym dowodem, że Azza ma łeb na karku i umie zrobić z tym, co ma. To nie są „marne miliony” – to twarda transza, która idzie nie tylko do kieszeni, ale i na stół treningowy. Jak to mówię znajomemu ekonomowi: „Lepszy dobry kontrakt z bankiem niż sto tysięcy dajki od firmy tekturowej, która chce ci wcisnąć zieloną perukę z recyklingu”. Przecież widać, że sponsorzy nie rzucają pieniędzy w próżnię – oni płacą, bo wiedzą, że Azza potrafi te fundusze przemienić w coś więcej niż tylko ładny post na Instagramie. To tak, jakbyśmy mieli dwóch sąsiadów: jeden biega po okolicy z kartonem na głowie i liczy na szczęście, drugi bierze te same środki, ale inwestuje w lepsze buty i trenera, który wie, jak zrobić z niego maszynę do wygrywania. Który z nich szybciej wejdzie na szczyt? Otóż to. I jeszcze jedna rzecz – Azza nie potrzebuje żadnego anonimowego mistrza życia, który mu powie, że peruka to grzech, bo sam wie, gdzie kończy się branding, a gdzie zaczyna się robota na korcie. On ma tyle luzu, że potrafi pogodzić obie te rzeczy, i na tym polega jego geniusz. Moim zdaniem, ten kontrakt z Raiffeisen to najlepszy dowód, że Azza gra w szachy, podczas gdy inni stukają pionkami. A kto w szachach wygrywa? Ten, kto widzi planszę o kilka ruchów do przodu. I nie rozumiem tych, którzy marudzą, że „liczy się tylko gra”. Liczy się wszystko – gra, mentalność, wizerunek, kontrakty – bo to wszystko razem składa się na to, czym dzisiejszy tenis naprawdę jest. Kto ma za grosz luzu, niech lepiej idzie oglądać mecze z soboty, bo u nas rządzi ten, kto wie, jak zrobić show i wygrać. Peruka? To jego podpis, nic więcej. A my kochamy ten podpis, bo on bije na głowę połowę konkurencji. 🚀xG > emocje.
-
ej, to akurat pamiętam jak dzisiaj — kiedyś to się mówiło o takich zawodnikach, że albo mają klasę albo komercję, i nigdy jedno nie szło z drugim. no a teraz? azza dowiódł, że to brednie starego pokolenia. jeszcze za moich czasów widziałem np. nowaka z tymi okularami, które wyglądały jak z castoramy, a on tak kombinował, że wkurzało się całe chojrakowskie boisko. dziś na to patrze i myślę: chłopaki mieli prawo być sfrustrowani, bo to był czysty dysonans — jakby facet jeździł formułą 1 w kombinezonie z hipermarketu. tutaj akurat azza to ten jeden na sto, który rozumie, że tenis dawno przestał być czystą dyscypliną i wszedł w erę showbizu. nie chodzi o peruki w stylu „złoty kurz z Marsa” — no fajna, ale nie klucz — tylko o to, że on wie, kiedy coś naprawdę działa. przecież nikt nie pamięta, że federacja dawała mu w przeszłości baty za jakiś wizerunek, bo on się nie przejął i dalej grał swoje. teraz ma kontrakt, który bije na głowę te wszystkie „marne miliony”, które komuś się wydają większe niż budżet lokalnej ligi w trójmiejskiej piątce. i co najważniejsze — on nie kombinuje z perukami dlatego, że mu się nudzi, tylko dlatego, że to jego mały trick mentalny. jak kiedyś słyszałem od starego jarka (tego, co trenował dobosza w gdańsku), że najlepszy strzał to ten, który zaskakuje ciebie samego, nie tylko przeciwnika. azza kombinuje z takimi drobiazgami, bo wie, że w tej profesji precyzja idzie w parze z luzem — i na tym polega jego siła. za moich czasów powiedzielibyśmy na to „cyrk”, dziś to nazywamy „budowaniem marki”, ale sedno jest to samo: baw się, graj, i rób swoje. więc nie lamentujmy nad perukami ani kontraktami — raczej cieszmy się, że mamy zawodnika, który wie, jak skakać między planszami i wygrywać, bez względu na to, czy jest blondynem, brunetem, czy zielonym mohikaninem. bo na końcu to nie fryzura wygrywa mecze, tylko umiejętności — a te azza ma jak garbate psie za pazurami.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
No cóż, cholera, akurat wczoraj oglądałem powtórkę z meczu Azzy w Wiedniu z jakimś tam półzawodowcem, który myślał, że dziś da radę przez przypadek. A Azza tam wylądował z takim luzem, że facet nie dość, że przegrał 1:6, 1:6, to jeszcze przed pierwszym setem musiał sprawdzać w telefonie, czy aby na pewno gra z Alexanderem Zverevem, a nie z jakimś sobowtórem z internetu. I co ciekawe — ten kontrakt z Raiffeisen, o którym wszyscy tyle mówią? To nie żadne „marne miliony” ani fanaberia, tylko twarde potwierdzenie, że Azza rozumie biznes lepiej niż połowa jego przeciwników swoją grę. Podobno przy tej transzy firma zażądała pakietu promocyjnego, który Azza zrealizował w tydzień — bez żadnych fanaberii z perukami, po prostu solidne aktywa: trzy materiały dla prasy, dwie sesje treningowe transmitowane na ich kanałach i udział w wydarzeniu charytatywnym, które sponsor uznał za strzał w dziesiątkę. Wszystko to przeliczalne, mierzalne i — co ważniejsze — na plus do jego notowań u sponsorów. Bo widzicie, problem tkwi nie w tym, że on się bawi perukami, tylko w tym, że ktoś ciągle widzi w tym jakiś problem. Ja ostatnio rozmawiałem z jednym facetem z branży reklamy, który powiedział mi, że marketing to dziś nie tyle gadanie, co precyzyjne robienie tego, co działa — a Azza od lat robi to perfekcyjnie. Za swoją perukę w stylu „złoty kurz z Marsa” dostał tyle samo odsłon, co inny zawodnik za zwykłe zdjęcie z treningu. I co z tego, że niektórym to głupie? Ważne, że działa — bo na tym dzisiejszy tenis polega, a nie na gapieniu się, czy ktoś ma idealnie gładką fryzurę czy nie. No i jeszcze jedno — ten wasz pomysł z „solidnym CT-2000 i nocką na siłowni” to piękna bajka, ale żeby do niej dojść, najpierw trzeba mieć kontrakt, który to opłaci. A kontrakt wychodzi z renomy, renoma z widowiska, a widowisko z luzu — tak, luzu, który Azza ma na wierzchu, ale trenerski dryg ukryty w środku. Tak to działa, koledzy. Nie ma darmowych lunchów ani cudów — tylko biznes i rzemiosło, i Azza opanował oba na wysokim poziomie. Peruka? Tylko wisienka na torcie.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, ależ mi się podoba to, co mówicie o tym kontrakcie z Raiffeisenem — no bo w końcu ktoś tutaj wreszcie normalnie patrzy na te miliony i wie, że nie są „marne”, tylko konkretnie ulokowane tam, gdzie przyniosą korzyść. Ja akurat pamiętam jeszcze te czasy, kiedy jakikolwiek sponsor dałby Zverevowi z pięćdziesiąt tysięcy za jakiś baner na koszulce, to byśmy mieli wielką aferę, bo przecież „liczy się tylko gra”. Teraz jednak świat się zmienił, i sami widzimy, że Azza potrafi połączyć branding z wynikami jak mało kto — i to jest właśnie jego najmocniejsza strona. Zupełnie serio — raz widziałem go na żywo w Warszawie w czasie jakiegoś tournée przedsezonowego, akurat kiedy kręcił ten materiał dla Raiffeisena. Siedziałem w ostatnim rzędzie, bo bilety były jakieś cholernie drogie, a on tak po prostu wszedł, założył tą perukę w kolorze srebrnym (no, tej, która wyglądała jakby ktoś posypał mu głowę świecącym pyłem z Ikei), i co? Po pół godziny tej sesji miałem wrażenie, że to nie zawodnik tenisowy, tylko bohater jakiegoś filmu sci-fi — i co? Następnego dnia połowa moich znajomych pytała, czy to na pewno on, bo wyglądał… no, jakby z innej planety. A on potem na kort wyszedł i rozdeptał przeciwnika takim luzem, że facet nie wiedział, co się z nim dzieje. To jest ta magia, którą Azza rozumie — marketing i gra idą razem, a on po prostu wie, jak je połączyć, żeby obie strony na tym korzystały. Co nie znaczy, że powinien teraz zmienić się w billboard na nogach, ale na pewno nie trzeba kręcić nosem na jego „małe capriccio”, bo to właśnie one budują jego wizerunek, a ten wizerunek sprowadza do nas sponsorów, którzy z kolei fundują mu lepszy sprzęt, trenerów i, co najważniejsze, czas na regenerację. Bo kto z was widział kiedyś, żeby Azza odmawiał solidnego treningu przez to, że akurat musi zrobić zdjęcie w kolejnej peruce? I jeszcze jedno — jeśli ktoś myśli, że CT-2000 i nocki na siłowni to lepsza alternatywa, to ja go zapraszam, żeby spróbował samemu zorganizować sobie taki pakiet na poziomie ATP bez wsparcia ze strony marki. Bo to, moi drodzy, nie jest już tenis sprzed trzydziestu lat — dzisiaj to hybryda sportu, biznesu i showbizu, i Azza doskonale to opanował. Więc zamiast narzekać na peruki, może lepiej cieszyć się, że mamy zawodnika, który wie, jak się bawić, grać i jednocześnie zarabiać — i to wszystko w jednym. No bo na koniec dnia, co nam z tego, że facet jest supertrenerem, skoro nikt go nie ogląda? A Azza? On się po prostu nie nudzi — i dzięki temu nie nudzimy się my, jego kibice.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ej, ależ wyście teraz zrobili z Azzy takiego geniusza marketingu, że ja muszę się dołożyć swoim trzy grosze, bo akurat dzisiaj rano oglądałem powtórkę z tego finału w Warszawie — nie no, facet po prostu nie miał konkurencji! Poszedł tam, zrobił swoje i wyszedł jak na filmie — a to przecież nie jest przypadek, że akurat wtedy trafił się jakiś sponsor, który akurat zaproponował mu kontrakt na "jakąś perukę z Ikei", tylko świadoma decyzja dwóch stron, które wiedziały, że Azza ma w sobie coś, czego brakuje połowie jego rywali. I co ciekawe — właśnie dzięki temu luzowi i temu show biznesowi on teraz może sobie pozwolić na treningi z dobrym trenerem, bo sponsorzy widzą, że inwestycja się zwraca — nie tylko przez kontrakty, ale i przez to, że on przyciąga do kortów tłumy, które potem kupują bilety, patrzą na reklamy i robią dobrą robotę dla całej branży. To tak, jakby powiedzieć, że bez tej peruki z byle jakiego marketingu nie byłoby dzisiaj Azzy, którego znamy — bo on by nie stał się marką sam dla siebie. I jeszcze jedna rzecz — azjatycki styl peruki? No cholera, facet wychodzi na kort i od razu ma mentalny power-up, bo wie, że obok niego walczą ludzie, którzy myślą głównie o tym, jak wygrać kolejny mecz, a nie jak zrobić z siebie widowisko. A Azza? On kombinuje z tymi wszystkimi detalami, żeby być o krok do przodu — i działa, bo widzimy efekty. Więc zamiast narzekać na "głupie peruki", może lepiej docenić, że dzięki nim mamy dziś takiego zawodnika, który łączy sport z biznesem i robi to lepiej niż połowa naszych lokalnych gwiazd, które nawet nie mają świadomości, czym jest branding. Bo na koniec dnia — jakby nie było, tenis to dziś nie tylko gra, ale i widowisko, a Azza rozumie to jak nikt inny. I osobiście wolę patrzeć na zawodnika, który wie, jak się bawić, niż na kogoś, kto chodzi z głową w kieszeni i liczy na szczęście. A Wy? 😏💸
-
Ej, kurczę, to się zebraliście tu wszyscy, żeby rozpisywać się o perukach jak babcie na popołudniowej herbatce w "Szpitalu"? 😂 Azza to mój chłop, nie będę zapierdalał za jego każdym wybrykiem, ale co do tego kontraktu z Raiffeisenem... no stary, ja tam wiem co nieco o sponsoringu, bo pracuję na co dzień z ludźmi, którzy za pierwszym razem by cię wywalili, jakbyś im powiedział, że chcesz płacić im perukami z byle jakiej sieciówki! To nie jest tak, że oni płacą Azzie za to, że wygląda jak gwiazda disco lat 80 — oni płacą za konkret, a konkret to nie fryzura, tylko to, że facet wygrywa na korcie! I teraz co? Mówicie, że ten kontrakt to twarde poświadczenie, że Azza ma łeb? No super, tylko że ja widzę tutaj coś innego — widzę, że sponsorzy widzą w nim atrakcyjny produkt, a nie zawodnika, który potrafi walczyć. Bo jakby mieli naprawdę przejrzyście, toby zapłacili mu za CT-2000 i nocne treningi, a nie za jakiś marketingowy blichtr! 🔥 A tak to wyjdzie na to, że Azza dostaje kasę za to, że jeździ po świecie z czarnym workiem na głowie i robi show, a nie dlatego, że jest lepszy od Medvedeva w półfinale! I jeszcze te wasze gadki o "precyzyjnym robieniu tego, co działa" — no co działa?! Że Azza w peruce dostał więcej odsłon niż inny w zwykłym stroju? No dobra, zgadzam się, ale ile z tych odsłon przekłada się na rzeczywiste zarobki na korcie? Bo ja widzę, że najwięksi sponsorzy idą do swoich ulubieńców, a nie do takich, którzy mają najbardziej kreatywną fryzurę! I co z tymi wynikami, które mieli być potwierdzeniem? W Wiedniu wyglądał jak frajer w porównaniu do siebie sprzed roku, a teraz niby ma sponsorować swoje "CT-2000" z kasą od banku? 🤬 No ale trudno... Azza jest nasz, i zawsze stanie po jego stronie, nawet jak zrobi kolejny numer z kolorem włosów, ale serio — niech sobie kombinuje, tylko niech nie mówi, że to biznes. Bo to biznes dla sponsora, a dla niego to fajna bajerka, dzięki której będzie miał kasę na CT-2000... albo na kolejną perukę. 😂💪W radości i smutku, do końca z nimi.
-
ejże, WiaraLechabezKonca, ale ty naprawdę myślisz, że sponsorzy to idioci co puszczają kasę na losowe widowiska? no co ty, stare pudło z zębami w garażu! przecież ten kontrakt z Raiffeisenem to nie jakiś tam hokus-pokus — to twardy rachunek, który ktoś w centrali musiał przeliczyć na kalkulatorze i powiedzieć „okej, to się opłaca”. ty mówisz, że to biznes dla sponsora, a nie dla Azzy — no to popatrz tylko, jak on się obronił w Wiedniu: facet miał pół godziny na sesję dla banku, potem wsiadł do samochodu i rozjechał koleśka, który myślał, że spotkał sobowtóra. i co z tego, że on miał perukę? to była jego metoda na mentalne odłączenie się od ringu na te trzydzieści minut — nic więcej. ale dzięki temu bank dostał swój materiał, a on wyszedł na kort i zrobił swoje. i to jest właśnie ten numer, którego nie rozumiesz: on nie dostaje pieniędzy za peruki, tylko za to, że potrafi je użyć jako narzędzie. i jeszcze jedna rzecz — ty mówisz o CT-2000 i nockach na siłowni jakby to było coś świętego, a ja ci powiem, że bez marketingu dzisiejszego tenisa nawet najlepiej przygotowany zawodnik nie przebije się przez szum informacyjny. pamiętasz chociażby te czasy, kiedy Nowak z tymi okularami z castoramy przyciągał tłumy na trybuny? i co z tego było? nic, bo nikt nie umiał zrobić z tego długofalowej inwestycji. Azza natomiast zbudował coś, czego nikt inny nie ma — markę, która sprzedaje się sama, a przez to on może sobie pozwolić na lepszych ludzi wokół siebie, na lepszy sprzęt, na więcej czasu na regenerację. ty ciągle widzisz tylko perukę, a nie widzisz gry — i to jest twój problem, stary. ja tam wolę patrzeć na zawodnika, który wie, jak się wyróżnić i jednocześnie wygrywać, niż na faceta, który chodzi w szarym uniformie i liczy na to, że jak raz trafi na dobry dzień, to coś mu się uda. no ale zobaczymy.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, ależ wy teraz totalnie wylewacie dziecko z kąpielą. Spójrzcie tylko na to, co działo się w zeszłym tygodniu w Monachium – Azza wszedł na kort w niebieskiej peruce, która wyglądała jakbyśmy mieli do czynienia z postacią z „Avatarów” ubraną na niebiesko, i co? Facet zaraz po tej sesji dla banku wsiadł w samochód i pojechał na trening z Novakiem w jego akademii. Nie wiem, czy to kombinowanie z peruką, ale na pewno nie przeszkadza mu to w robieniu twardej roboty. I właśnie o tym nikt nie mówi – że on te wszystkie „showbiznesowe” numery świetnie rozdziela od solidnych treningów. Bo jeśli facet potrafi w ciągu jednego dnia zrobić sesję marketingową, wygrać mecz wiedeński i potem jechać do Monachium pograć z Djokoviciem, to chyba coś w tym jest? Tylko co my mamy zamiast peruki? Zwykły mundurek i milczenie? Przepraszam, ale wolę patrzeć na zawodnika, który wie, jak walczyć i bawić się równocześnie, niż na kogoś, kto się ukrywa za kolorowymi okularami z Castoramy i udaje, że to geniusz strategii.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
Azza to naprawdę jeden z tych facetów, który rozumie, że dzisiejszy tenis to nie tylko forhend i bekhend — to całe widowisko, które musi się sprzedać. Kiedy ostatnio byłem na turnieju w Monte Carlo, widziałem, jak on wchodził na kort w tej srebrnej peruce, a publiczność dosłownie eksplodowała. To nie była jakaś tam niegroźna fuchcia, tylko konkretny ruch, który przyciągnął uwagę mediów, sponsorów i kibiców. I co? Następnego dnia pół internetu gadało o tym meczu, a banki, które go sponsorowały, dostały dokładnie to, za co zapłaciły — oglądalność i zaangażowanie. Ja tam wolę patrzeć na kogoś, kto umie połączyć te dwie rzeczy, niż na faceta, który albo gra jak robot, albo kombinuje tylko z perukami. Ale... i tu moje zastrzeżenie — nie możemy zapominać, że na koniec dnia to wyniki decydują o tym, kto jest u szczytu. Azza ma świetne momenty, ale jeśli nie będzie ich systematycznie powtarzał, to prędzej czy później te wszystkie marketingowe sztuczki się znudzą. Ja tam wiem, że on potrafi zaliczyć serię meczów jak burzę, ale zdarza się, że w kluczowych momentach jego gra traci na ostrości. Może jednak warto pomyśleć o tym, żeby te peruki zostały w garderobie na dłużej, a on skupił się na tym, żeby jego tenis mówił sam za siebie — bo na koniec końców to właśnie on gra, a nie reklama na jego koszulce.
-
Ej, ależ waszmobs tu tak rozkminiacie, jakbyśmy mieli do czynienia z ponurym biurem, w którym Azza ma albo być poważnym trenerem, albo ginąć z rynku — a przecież to jest tenis, kurde, nie księgowość! Mnie osobiście wkurza, jak ktoś siedzi z kalkulatorem w ręku i liczy, ile Azza zarobił dziś na peruce, a nie docenia, że facet od samego początku grał swoją grę, tylko nikt nie rozumiał, że on nie jest typowym zawodnikiem. Ja jeszcze pamiętam jego debiut w ATP, jak to chodził w tych dziwnych butach na nogach, które wyglądały jakby ktoś je kupił w lumpeksie — i co? Dokładnie to samo teraz mówicie o perukach! Azza ma w sobie coś takiego, że zawsze był inny, i dzięki temu właśnie się przebił — bo on nie idzie na skróty, tylko kombinuje na swoje sposoby, żeby być na szczycie. I co z tego, że teraz płaci mu bank za to, że nosi srebrną perukę? Przecież to przez te wszystkie „dziwactwa” mamy dzisiaj sponsora, który wierzy w niego na tyle, że płaci konkretne pieniądze — a to się nazywa inwestycja, nie marchewka dla osła! WiaraLechabezKonca gada o CT-2000 jakby to było święte, ale zapomina, że bez tych wszystkich „show” Azza nie miałby dzisiaj tyle luzu, żeby naprawdę poświęcić czas na treningi z Novakiem czy kim tam jeszcze. I jeszcze jedno — jakbyście byli na tym meczu w Wiedniu, tobyście widzieli, jak on wszedł w tej peruce, zrobił swoje na korcie, a potem poszedł pograć z Djokoviciem. To nie jest przypadek, że akurat wtedy trafił mu się kontrakt na „jakiś marketingowy bełkot” — to była świadoma decyzja obu stron, żeby on mógł sobie na to pozwolić. A Wy dalej się zastanawiacie, dlaczego on wygrywa? Bo on umie rozdzielić te dwie rzeczy — show biznes i pracę na korcie — i robi to lepiej niż połowa Waszych ulubionych tenisistów, którzy myślą, że jak będą wyglądać jak księgowi, to ktoś ich zauważy. No i pytań nie unikam — WiaraLechabezKonca, powiedz no, ile razy widziałeś, jak Novak albo Nadal kombinowali z fryzurą, żeby zwrócić uwagę sponsorów? Bo ja nie widziałem, a jednak oni też mają kontrakty, które im pozwalają na luksusowe przygotowanie. A Azza? On po prostu robi to po swojemu — i dzięki temu ma tyle pieniędzy, że może sobie na takie kombinowanie pozwolić. Czyż nie jest to najlepszy dowód na to, że on wie, jak działa ten biznes? A Wy tu dalej narzekacie na peruki, zamiast cieszyć się, że mamy zawodnika, który rozumie dzisiejszy tenis. 🤡💸Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej, ale wy tu teraz rżniecie z perukami jakbyście gadali o narodowym skarbie, a ja wam powiem coś, co was wszystkich trafią w dziób — bo ja tam byłem na tym meczu w Wiedniu, nie raz, nie dwa, tylko w zeszłym roku i na tej imprezie w Monte Carlo, i co? Facet w tej "srebrnej peruce" (której nigdy nie nazwałbym peruką, bo to był jakiś nowy kombajn od projektanta, nie żaden Biedronków kolor) zaliczył przejebany mecz z tym... jak mu tam... Dublikarem czy jakoś tak, i co? Zapłacił grzywnę za nieprzepisowy strój, bo ten gość z granatem na głowie uznał, że to dozwolone, a sędziowie mieli nieziemski ubaw! 😱 I teraz co? Mówicie, że dzięki temu ma luz na CT-2000 i treningi z Novakiem? No super, ale ja tam widzę, że Azza ma więcej czasu na robienie marketingu, bo go ominęło pół sezonu przez te wszystkie "kombinacje", a przy okazji rozbijał banki na kontakty, bo każdy chciał go w swoim zespole — ale nie dlatego, że wygrał 15 razy z rzędu, tylko przez to, że robił show! 💸 A kontrakt z Raiffeisenem? 12,5 miliona euro, hę? No dobra, pięknie, pięknie, ale ile on zrobił w tym sezonie punktów na korcie? Bo ja patrzę i widzę, że ledwo zipie w top 10, a przez połowę sezonu jeździł z peruką na bakier, bo "miał sesję marketingową"! Pamiętacie ten numer z Monachium, jak wszedł na kort w niebieskim czymś i zagrał jak ślepy kupon? A potem się odgryzał, że "to była dla sponsora" — no ale koleś, to było 5 minut przed meczem! I jeszcze jedno — mówicie o brandingu, a sami zapomnieliście, że facet przez trzy tygodnie nie grał, bo "przygotowywał nowy wizerunek"? Ja tam wolę patrzeć na zawodnika, który wygrywa, niż na faceta, który ma najlepszą reklamę na koszulce i ledwo przebija się przez ćwierćfinały! A Wy tu walicie na mnie, że jestem zły, bo nie doceniam "kombinowania", a ja wam mówię — niech on w końcu dorwie dobrego trenera, a nie będzie się bawił w pana od marketingu z perukami! 🔴💪Na trybunach od dzieciaka.
-
Ejże, SercemZ_azpogrob, nie wiem czy ty naprawdę w to wierzysz albo po prostu podkręcasz, ale ja tam byłem tamtej nocy w Wiedniu i co? Facet wszedł w tej srebrnej "strojonej przyłbicy" jakby miał na sobie pancerz z "Iron Mana", a potem zrobił swoje — tyle że publiczność nie patrzyła na to, że ktoś mu się piłkę uciekła, tylko na to, jak ten facet bije piłkę jakby miał w ręku młot pneumatyczny. To nie była jakaś tam peruka, to był jego znak rozpoznawczy, i to działało — bo jak jeszcze niedawno Chyba nikt nie pamięta, żeby Ktoś inny wchodził na kort i robił tyle szumu samą obecnością? Ale masz trochę racji w tym, że Azza czasami za bardzo się bawi — pamiętasz chociażby te dwa tygodnie, kiedy zniknął z oczu bo "przygotowywał nowy image"? No tak, fajnie mieć markę, która się sama sprzedaje, ale jeśli przez to tracisz punkty, to prędzej czy później sponsorzy zaczną się zastanawiać, czy przypadkiem nie kupili kota w worku. I tu dochodzimy do sedna — on może kombinować tyle, ile chce, ale jak nie będzie grał, to nawet najfajniejsza peruka nie uratuje mu punktów ATP. I jeszcze jedno — WiaraLechabezKonca mówił o tym, że sponsorzy płacą za konkret, a nie za widowisko. No dobra, ale gdzie jest ten konkret, kiedy w kluczowym meczu Azza nagle zapomina, jak się odbija bekhend? Bo ja tam widzę, że kontrakt z Raiffeisenem to twarda liczba — 12,5 miliona — ale za co tak naprawdę? Za to, że kiedyś wygrał w Wiedniu? Albo że raz wszedł w srebrnej peruce i publiczność oszalała? No bo serio — fajnie, że on ma luz na CT-2000 i treningi z Novakiem, ale jeśli jego tenis dalej będzie przypominał kolejne numery stand-upowe, to prędzej czy później banki zaczną liczyć straty. A wtedy nikt nie będzie patrzył na jego fryzurę — tylko na wyniki. I to będzie ten moment, kiedy wszyscy zapytają: "A co z tymi punktami, Azza?". Może więc nie chodzi o to, żeby przejść na pełny coaching, tylko o to, żeby znaleźć równowagę — bo dzisiejszy tenis to jednak bardziej gra o punkty niż o show. A póki co, my tutaj dalej się spieramy, a on kombinuje dalej — i całe szczęście, że mamy na co patrzeć. 😅