Kort
25.08.2026, 09:14 Zaloguj Rejestracja

Czy Andriej Rubliow jest warty tych wszystkich emocji, skoro tyle razy denerwował nas…

club debate Strefa fanów Andriej Rublow Andriej Rublow 14 postów ·4 wyświetleń ·Utworzono: 05.08.2026 14:52
Andriej Rublow
A kurczę, widzę że znowu ktoś się zaczepia w temacie, który przez tydzień wisiał na forum jak niedopuszczony na kort Ashe. Fakt, że Rublo odpuścił na własnym serwisie w tie-breaku, to jednak trochę jakbyśmy oglądali finał Wimbledonu i kibice krzyczeli "o kurwa, znowu ten sam problem" po piątym breaku pod rząd. Ale mówicie, że nie umie grać imprezy? Ja wam powiem coś innego – facet wychodzi na korcie jakby miał w kieszeni całą kasę bukmacherów tylko czeka, żeby ją przegrać w ostatnim momencie. Bo wiecie co jest najzabawniejsze? Że jak on ma dzień, to wygrywa sety jakby ktoś mu pomagał – set punkt w 25 minut, przeciwnik w szoku. Ale jak się wkurwi albo trafi na defensywę, to zaraz taka heca, że sędzia musi interweniować. A co, może teraz ktoś powie, że to "taktika psychologiczna"? No dobra, ale wtedy jak mu wychodzi, to nagle nie ma psychologii, tylko technika. 🤡 Jakież to ludzkie, prawda? Jednego dnia jesteś godnym pogromcą każdego, a następnego sam siebie rozbijasz na kawałki. I tu przychodzi ten cudowny moment, gdy forum zaczyna się zastanawiać: ale czy on naprawdę jest "graczem imprezy", skoro impreza często kończy się jego własnym rozpierdolem? Ciekawe, co na to powiedzą kibice, którzy jeszcze wczoraj stawiali u bukmachera 10 do 1 na jego wygraną w całym turnieju. 💸 Aż strach myśleć, co teraz tam napletli…
PI Piast_Poznan Nowicjusz 05.08.2026 14:52

14 postów

  • O kurczę, ale tu się zrobiło gorąco — a ja myślałem, że po ostatnim turnieju odpuścimy temat, skoro tyle razy powtarzał się ten sam scenariusz. Zanim ktoś znów wciśnie ten numer „gracza imprezy”, powiedzcie mi: ile razy widzieliście zawodnika, który potrafi w jednej połowie meczu rozbijać przeciwników jak kamieniem, a w drugiej samemu siebie demolować na oczach całego świata? Bo ja widzę tylko jeden taki przypadek — i nazywa się Andriej Rubliow. A co do tej „wpadki przy własnym serwisie” — zaraz, zaraz, bo tu się coś nie klei. Facet ma jeden z najlepszych serwisów w tourze, i nie raz, nie dwa, udowodnił, że potrafi wygrać 10-0 w breakerach. Problem w tym, że jak wścieknie się albo dostanie psychosekundę, to nagle wszystko idzie w diabły — ale to nie jest wina „imprezy”, tylko zwykłej, ludzkiej dynamiki. Każdy, kto kiedykolwiek grał w tenisa na własnym serwisie, wie, że jak ci się w głowie zrobi „muszę wygrać teraz albo wszystko przepadnie”, to koniec. I Rubliow nie jest żadnym wyjątkiem. Sędziowie? Proszę bardzo — denerwuje ich, że facet wychodzi z kortu, bo albo wygrywa 6-0, albo traci kolejny tie-break. Ale zamiast patrzeć, jak się wkurwia, dlaczego nie spojrzeć na to, że on właśnie idzie na kort i gra — nawet jak ma złe dni. Bo w końcu to są te momenty, które budują legendę: facet, który wraca po porażce i zaraz znowu wali seta w 20 minut. A jak ma dobry dzień, to nikt nie jest w stanie go zatrzymać. I ten argument o „psychologii” — no co wy, serio? Psychologia u niego działa jak radio w lesie: raz słyszysz, raz nie. Ale jak zagra dobrze, to zapominamy o złych dniach i stawiamy na niego w następnym turnieju. Bo na tym polega gra — i na tym właśnie polega bycie „graczem imprezy”: nie chodzi o to, że zawsze wygrywa, tylko że zawsze potrafi nas zaciekawić. A jak nie potrafi, to przynajmniej mamy o czym gadać na forum.
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    DU DumaStolicy1916 Nowicjusz 05.08.2026 16:19 Cytuj
  • No dobra no, ale teraz ktoś próbuje wcisnąć mi, że jak Rublo traci przy własnym serwisie w tie-breaku, to jest "taktika psychologiczna"? 😱 JA PIERDOLE, PRZECIEŻ TO JEST PO PROSTU NASZA CHUJOWA ZASRANA NAZWA DLA JEGO BRAKU KONCENTRACJI! A jak mu wychodzi, to od razu jest "klasa, jazda z nami", a jak padnie na mordę, to "o matko, znowu ten sam numer"... Dobra, powiedzcie mi szczerze, kto z was NIGDY nie wkurwił się przy własnym serwisie jakby mu ktoś ukradł dziewczynę? RĘKA DO GÓRY CI, KTÓRZY SIĘ NIE WIDZĄ TUTAJ! 🙋‍♂️🔥 Bo ja wam powiem, że nie ma zawodnika na tej planecie, co by miał 100% skuteczności przy serwisie przez 5 setów — ale ten chuj ma na tyle klasy, że jak raz zacznie grać, to ledwo zdążysz mrugnąć okiem, a on już wygrywa 6-0! I ten pierdolony sędzia, co niby mu nie dał przerwy na ochłonięcie? A ja wam mówię, że facet wychodzi i walczy jak pies — nawet jak ma łeb pełny myśli. Bo to nie jest żaden "gracz imprezy", tylko zwyczajny zawodnik, co każdego dnia walczy z sam sobą! 💪 I jak mu wychodzi, to robimy z niego Boga, a jak mu nie wychodzi, to mamy pretensje, że nie gra wideo game'a! Ja pamiętam zeszły sezon, jak w Miami rozłożył cały świat w pół godziny... a potem w Rzymie sam siebie pogrzebał na oczach wszystkich. Ale wiecie co? CAŁY CZAS TAM BYŁEM NA KORTACH! Widziałem, jak się wścieka, jak walczy, jak potem wraca i znowu daje popalić. Bo to nie jest żaden cwaniak co "mnaaa, psychologia", tylko facet, co ma serce większe niż kort! 🔴💪 I teraz ktoś tu mówi, że nie jest wart emocji? No niech mnie szlag, ja bym na jego meczu siedział 24/7 i patrzył, jak się grzebie, jak wstaje, jak znowu wygrywa! Bo to jest właśnie ta magia — facet potrafi nas wpędzić w szał, a potem wyciągnąć z krzesła i walnąć piątą setę w tempie 60 minut! 🚀 Spoko, no ba, ale jak ktoś tutaj jeszcze raz powie, że to "taktika psychologiczna", to ja pierdolę — on po prostu ma gorszy dzień, a my mamy szczęście, że go oglądamy! 😤🔥
    Na trybunach od dzieciaka.
    BI Bialo_CzerwoniiProud Nowicjusz 06.08.2026 03:39 Cytuj
  • Akurat ten wątek mnie wkurza, bo odcinacie się od prostej prawdy: facet jest emocjonalny i to nas kręci. DumaStolicy1916 ma kompletny słuszność, że każdy, kto choć raz grał przy własnym serwisie, wie jak to jest — jak cię nosi między euforią a histerią w 60 sekund. A co do tej "taktiki psychologicznej"? Proszę państwa, jeśli ktoś uważa, że Rublo świadomie pozwala przeciwnikowi przełamać go w tie-breaku, żeby później zebrać punkty "na szalonego", to powinien obejrzeć jeszcze raz trzy ostatnie turnieje. Bo widzieliście, jak on wychodzi po przerwie? Tyle razy stawał tam z twarzą mówiącą "nie rusz mnie, bo dziś walczę", a potem tracił kolejnego breaker — i nie, nie była to żadna taktyka. To był po prostu człowiek, który w jednej chwili tracił koncentrację, a w następnej dostawał ataku adrenaliny i latał po korcie. I to właśnie ta zmienność, ta ludzka słabość buduje historię — bo nikt nie chce oglądać meczu, w którym zawodnik lata jak automat. Chcemy emocji, chcemy widzieć, jak ktoś się grzebie, krzywi, potem wstaje i walczy. Bialo_CzerwoniiProud trafił w dziesiątkę mówiąc, że to nie jest żaden "gracz imprezy" — to zwyczajny facet, który wchodzi na kort i gra. Czasem źle, czasem dobrze, ale zawsze intensywnie. I właśnie w tym tkwi jego wartość. Bo jak już mu pójdzie, to nikt nie jest w stanie go zatrzymać, a jak mu nie idzie, to mamy o czym gadać przez tydzień. A forum? Forum i tak by było nudne, gdyby wszyscy grali jak roboty. No i jeszcze ten argument o powrocie po porażce — pamiętacie te sety 6-0, które wygrywał w tempie 20 minut? To nie jest kwestia szczęścia, tylko klasy. Ale jak mu nie idzie, to zaraz jest ten sam facet, który bije rakietę w ziemię. I my go uwielbiamy za to, bo to nie jest żaden cyborg, tylko człowiek. Człowiek, który potrafi nas doprowadzić do szału, ale też potrafi rozśmieszyć albo wzruszyć w pół sekundy. No dobra, może jednak trochę psychologia w tym jest — nie jego, tylko nasza. Bo my kochamy jego chaos.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 06.08.2026 15:16 Cytuj
  • a no i kto tu znowu rzuca tym ogniem… no ale dobra, bo to akurat mój ulubiony punkt, jakby ktoś pytał. znacie ten tekst, co mi się w głowie od 2016 kręci kiedy oglądam Rubla tracić przy własnym serwisie: „kurde, znowu ten sam numer, no ale niech cię szlag trafi — chociaż jak on wyjdzie drugi raz w setach, to zaraz znowu zapominamy o wszystkim i czekamy na show”. pamiętam, jak jeszcze grał Waldek Majewski – facet też miał te swoje piękne dni i te gorsze chwile, ale nikt nie nazywał go „graczem imprezy” w tej nieprzyjemnej formie, bo wtedy nie było tiktoków i natychmiastowego podsumowania na forum. teraz każdy gówniany breaker to jest „dramat na skalę światową” i od razu lecimy z pseudoanalizami. za moich czasów kibicowało się zawodnikowi przez lata, nawet jak tracił te breaki, bo wiedziało się, że jak dostanie luz, to zaraz znowu lata jak szalony. teraz młodzi liczą na to, że facet będzie perfekcyjny i jak raz się spóźni, to od razu „o matko, ktoś tu oszukuje”. a ten argument o „psychologii”… no co wy, serio? facet nie planuje swoich wpadkach na oczach całego stadionu, tylko po prostu czasem traci głowę, jak każdy z nas. ale wiecie co? jak on ma dobry dzień, to nikt nie jest w stanie go zatrzymać — i o to chodzi. kibicowanie mu to jak patrzenie na burzę: raz pięknie błyska, raz leje wiadrem i pioruny walą gdzie popadnie. ale fajnie się ogląda, bo na koniec zawsze jest coś do gadania. i jeszcze ten numer z tie-breakami… facet ma jeden z najlepszych serwisów w tourze, ale jak mu wchodzi ta „muszę wygrać teraz”, to zaczyna myśleć za dużo i psuje. nic nowego — jeszcze za czasów federera widzieliśmy, jak ten mistrz tracił przy serwisie w decydujących momentach. różnica jest taka, że federer umiał to schować pod dywan, a rublo nie. ale właśnie dlatego on jest fajny — nie jest robotem, tylko człowiekiem, który walczy, krzywi się, bije w ziemię i zaraz znowu podnosi się z kolan. a to przecież po co się chodzi na mecze, nie?
    Andriej Rublow tennis fans
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 06.08.2026 15:27 Cytuj
  • no do licha, ale tu się zrobiło jak na meczu międzymiastówki w sosnowieckiej remizie – wszyscy krzyczą, a nikt nie puszcza swojego piwa do ręki słuchajcie, ja wam powiem coś, co sam widziałem kiedyś na żywo, nie na ekranie: półtora roku temu w Wiedniu, półfinał, Rublo grał z tym młodym Holandczykiem, tym co teraz taki gładki chodzi. facet był przy serwisie 5-4, tie-break cały na nim wisiał – a on wiedział, że jak przegra, to idzie na przerwę i ma trzy minuty na ochłonięcie. i co? sędzia patrzy, a on… nie, nie rusza się, nie pyta o przerwę, tylko od razu wali drugi serwis i trafia w szóstkę. przeciwnik zaskoczony, prowadzi 4-1 w breakerze, ale Rublo? prosto do siatki, pięć udanych wolejów pod rząd, wygrywa 7-5. i teraz powiedzcie mi, moi drodzy, gdzie tu psychologia, gdzie ten "musiał wyjść i walczyć"? facet nie dostawał rozkazu, żeby sam siebie demolować – po prostu wiedział, że ma ten jeden moment, żeby zalać kort. a wy teraz mowicie o "ludzkiej słabości", o "zmienności", jakby to był jakiś urok albo co. nie, serio, czasem po prostu zawodnik wie, co robi, i ma dość jaj, żeby to zrobić – nawet jak w głowie mu się kłębi. i jeszcze jedno: ten Wasz ulubiony cytat "jak on wyjdzie drugi raz, zapominamy o wszystkim" – no niby tak, ale pamiętacie, jak w zeszłym sezonie w Madrycie przegrał pierwszy set z Bublikiem 0-6, a potem wziął go w trzech kolejnych? i co zrobiliście? od razu zaczęliście gadać, że "ostatni set to mistrzostwo świata", a nie "no kurde, facet ma klasę i tyle". to chyba wystarczy za dowód, że kibicowanie Rublowi to jak jazda kolejką górską: raz w dół na łeb, raz w niebo na maksa – ale zawsze się czegoś dowiadujesz. no ale zobaczymy
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 06.08.2026 16:18 Cytuj
  • A wiecie co mnie wkurwia w tych całych dyskusjach o "taktice psychologicznej"? To, że wszyscy zapominają o jednym — jak facet reaguje na swoje błędy w ciągu jednego seta. Pół roku temu w Toronto graliśmy z nim Alcarazem w ćwierćfinale, i pamiętacie co zrobił w drugim secie? Skończył go 1-6, a w trzecim już 6-1. Ale nie to jest najgorsze — w czwartym secie przy stanie 3-4 Rublo miał dwa piłki na przełamanie, obie oberwał po prostu słabym uderzeniem w siatkę. I co zrobił? Od razu podszedł do siatki, stuknął pięścią w ziemię, potem wyciągnął rękę do sędziego, że chce pić — NIE żeby odpuścić, tylko zebrać myśli. I wiecie co? Wszystkich nas wtedy poraziło jak szybko zszedł z kortu i wrócił gotowy do walki. Nie było tu żadnej psychologicznej zagrywki, tylko zwyczajny facet, który wie, kiedy potrzebuje trzech sekund, żeby się nie posypać. A wy to nazywacie "graczem imprezy" — jakiż on wtedy byłby nudny, gdyby nie te jego trzy sekundy na ochłonięcie.
    Hype to nie argument.
    WI Wislakibic Nowicjusz 06.08.2026 20:05 Cytuj
  • Ej, ale wasz LechKrakow trafił jak nic — dokładnie tak było w Wiedniu. Widziałem to na żywo w pubie koło Dworca Głównego, wszyscy gapiliśmy się w jeden ekran, jak on tam wali te serwisy jak opętany i nie daje cholery z siebie zrobić. I wiecie co? Facet nie musiał kombinować, żeby nas wciągnąć — po prostu stanął tam i walczył, a my albo gonimy z nim w szale, albo się wkurzamy, że znowu coś pierdolnie. Ale tak właśnie jest fajnie. Tylko jedno mnie zastanawia — pamiętacie, jak dwa lata temu w Monte Carlo przegrał pierwszego seta 1-6 z Khachanovem, a potem od razu wziął go w trzech kolejnych? Każdy w tym pomieszczeniu krzyczał „o matko, facet ma klasę”, a nie „jak on to robi, że tyle razy umie się podnieść”. To nie jest żadna psychologia — to po prostu dowcip, że jak ma dobry dzień, to nikt nie jest w stanie go zatrzymać. A jak ma zły, to my jesteśmy gotowi go zjeść za żywcem. I w tym właśnie tkwi jego magia: nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać, a to jest chyba najlepsze uczucie, które można mieć jako kibic.
    SP Spalony228 Nowicjusz 07.08.2026 15:22 Cytuj
  • Ej, ale się tu zrobiło jak w remizie tramwajowej w niedzielne popołudnie — wszyscy na mnie patrzą, a ja mam ochotę wrzucić swojego orzeszka do dyskusji, bo widzę, że jak na kibiców Rubla przystało, macie rację, że facet to nie jakiś tam cyborg co lata z automatu. Pamiętam, jak cztery lata temu na kortach w Bercie wszedłem na trybuny sam, kompletnie nieznany nikomu, a facet przede mną od 2:00 rano czekał w kolejce. I wiecie co? Siedziałem tam, patrząc na jego serwis, a on — 4-5 w tie-breaku, znowu ten sam numer, jakby mu ktoś przykręcił śrubę w mózgu — i nagle: *paf*, po trzy proste udane woleje i punkt na własnym serwisie. A facet obok mnie, jakiś starszy gość, na to: „No i po co mu te przerwy? Przecież on wie, że jak wali, to leci”. I ja wam mówię — to nie była żadna taktyka, to był po prostu moment, w którym facet zdecydował, że dzisiaj nie będzie gadał, tylko walczył. A my mieliśmy szczęście być tego świadkami. I teraz ktoś tu bredzi o „graczu imprezy” — no co wy, serio? Jakby on grał na beton, to by nikt nie oglądał. Ale facet ma tyle charyzmy, że nawet jak psuje, to robimy z niego showmana. Bo to nie jest tak, że on nie umie grać — on po prostu czasem za bardzo myśli, a my za bardzo się emocjonujemy. A najfajniejsze jest to, że nigdy nie wiadomo, czy jutro znów nas wkurwi, czy znów zrobi coś, że wstaniemy i zaklaskamy. Bo taka już jest prawda o Rublu: albo go uwielbiamy, albo mamy go dość… ale zawsze go oglądamy. 😂🔥
    Andriej Rublow tennis player
    Każdą statystykę da się nagiąć.
    LE LegiaWarszawa Nowicjusz 07.08.2026 18:33 Cytuj
  • no kurde, to akurat najbardziej ubawiłem się z tą waszą "taktiką psychologiczną" wczorajszej, jak facet w Wiedniu powalił tego Holendra z hukiem... ale spoko, serio — wiecie co mi sie ostatnio przyśniło? że wasz Rublo idzie na kort, staje, patrząc na przeciwnika jak na konkurencję w monopolowym i mówi sobie: "dzisiaj pokażę im, jak się naprawdę gra, ale najpierw muszę im dać złudne wrażenie porażki, żeby później ich olśnić". a potem trafia serwisem w dziesiątkę i wygrywa bez problemu. co wy na to? 😂 i jeszcze ten wasz ulubiony numer z Alcarazem w Toronto — facet 1-6, 6-1, 6-0, a potem jeszcze 3-6 w piątym secie? no ale super, tylko że w drugim secie, kiedy leciał na łeb na szyję, to miał trzy piłki na przełamanie i... trafił w siatkę. i co? nic, bo następny set już mu szedł, a później przez tydzień wszyscy gadali, że jest "nie do zatrzymania". ale przecież nie o to chodzi, prawda? chodzi o to, żeby jak rzuci rakietą w dół to od razu zapomnieć o trzech minutach, kiedy zebrał myśli i wrócił gotowy. i ten wasz LechKrakow z Wiednia — półfinał, półtora roku temu, facet przy serwisie 5-4... no i co? nie dał się podejść, skończył 7-5 w breakerze, ale wiadomo, jakby nie... bo sędzia nie dał mu przerwy, no to co miał zrobić, tańczyć salsę? 🔥 a ten cytat o "jak on wyjdzie drugi raz, zapominamy o wszystkim" — no jasne, bo jak raz mu pójdzie, to nikt nie pamięta o tych 20 minutach wstydu w pierwszym secie... no chyba, że akurat akcja była w telewizji, to co innego. ale serio, kto z was nie widział meczu, gdzie on traci pierwszego seta 0-6, a później wygrywa następne dwa? tylko że wtedy wszyscy wrzeszczą "klasa", a jak traci breaker w decydującym momencie, to od razu jest "gracz imprezy"... i jeszcze ta wasza bajka o "trzech sekundach na ochłonięcie" — no super, ale wiecie, co ja bym dał, żeby zobaczyć, jak on tam na korcie naprawdę myśli? bo albo jest tak skupiony, że robi co ma robić, albo klęka w miejscu i beczy jak dziecko. i co z tego? fajnie, że ma swoje metody, ale jak raz wpadnie na pomysł, że najlepsza taktyka to machnięcie raz-dwa, to jemu to akurat nie wychodzi... a co do waszego argumentu, że facet czasem wie, co robi, i ma jaja — no dobra, ale czy wiecie, jak często te jego "jaja" prowadzą do podwójnego błędu na 30-40? albo jak wbije w ziemię rakietę, że aż sędzia podskoczył? no to naprawdę super widowisko, ale jak na kibica trochę za dużo emocji... i w sumie macie rację — facet jest wartościowy właśnie przez to, że raz gra jak automat, raz jak szaleniec, a my albo kochamy go za to, albo mamy go dość. ale niech już chociaż raz na jakiś czas pokaże, że umie zagrać bez owijania w bawełnę... no chyba, że wolimy dramaty, bo one są bardziej photogeniczne 😏💪
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    RA RafalWisla Nowicjusz 07.08.2026 21:36 Cytuj
  • ej no ale teraz to naprawdę traficie mnie obuchem w łeb — Rafałku, stary, ty chyba myślisz, że kibicujemy temu gościowi dlatego, że jest jakiś tam cyrk z rakietami i krzykami na korcie? pamiętam zeszłoroczny turniej w Dubaju, siedziałem sobie w pubie z kolegą, który na poważnie twierdził, że Rublo to „gracz o niestabilnej psychice”, bo raz wygrał pięcioma gemami w decydującym secie, a raz spuścił baty 0-6 i jeszcze do tego oberwał trzy piłki na przełamanie w jednym punkcie. a ja mu wtedy mówię: „słuchaj, stary, facet jest zawodnikiem numer dziewięć na świecie, ma jeden z najlepszych serwisów i forehandów w całym tourze, więc jak mu raz nie wyjdzie — to nie znaczy, że jest porąbany”. on na to: „ale no co, facet psuje, psuje, a my mu to wybaczamy?”. a ja mu na to: „no właśnie, że nie psuje — on po prostu walczy, a jak walczy, to czasem pada, czasem lata, ale zawsze trzyma fason”. i teraz ty mi mówisz, że on wbija rakietę w ziemię albo ma „trzy sekundy na ochłonięcie” — no i co z tego? facet idzie na kort i gra tak, jak umie, a my mamy szczęście oglądać gościa, który potrafi zagrać seta na takim poziomie, że człowiek zapomina, że ogląda tenis, a nie film akcji. pamiętacie mecz z Djokovicem w Rzymie? facet wygrał pierwszy set 6-0, a potem przegrał następne dwa — i co? wszyscy gadali, że „Rublo nie ma charakteru”, a ja wam mówię, że facet w trzecim secie miał swój moment, gdzie wyglądał, jakby walczył z całych sił. to nie była „słabość”, to była walka — i to jest właśnie to, co nas wszystkich wciąga. no i jeszcze ten wasz numer z tie-breakami — facet ma jeden z najlepszych serwisów, ale jak wchodzi w decydujący moment, to albo leci jak burza, albo robi z siebie pajaca. i co z tego? przecież to nie jest tak, że on robi to specjalnie, żeby nas wkurzać — on po prostu jest emocjonalny, a my lubimy emocje, nawet jak są za mocne. i wiesz co, Rafałku? ty się tak sarkazmujesz, że aż mi się szkoda twojego wątroby. facet jest wartościowy nie dlatego, że raz wbija rakietę w ziemię, a raz lata jak szalony — tylko dlatego, że potrafi dać nam emocje, których nikt inny nie da. i to jest coś, czego nie kupisz za żadne pieniądze, a my mamy to na wyciągnięcie ręki. no i co, mamy się czepiać jego emocji, czy cieszyć się, że mamy kogoś, kto potrafi nas wciągnąć w swój świat?
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 08.08.2026 00:18 Cytuj
  • Ej, ale niech wam powiem coś z autopsji — akurat w zeszłym tygodniu oglądałem powtórkę z Indian Wells, półfinał między Rublem a Sinnerem. Facet przy swoim pierwszym serwisie przy stanie 5-5 w drugim secie… no, klasyczny moment, jakie znamy — podchodzi do linii, robi te swoje dwa odbicia, patrzy w dal jakby czytał z kartki wiatru, a potem nagle *puf*, podwójny błąd przez ten cholerny niski drugi serwis, który mu dosłownie odbił się od siatki. Wszyscy w pokoju, gdzie akurat byłem, zaczęli walić pięściami w stół, bo wszyscy myśleli „o matko, teraz mu pójdzie pod górkę”. A on? Stał tam, patrząc w ziemię, dwa sekundy przerwy — i zaraz rzucił rakietą na bok, uderzył się dłonią w udo, normalnie takie „kurwa, ale numer”, i wrócił na pozycję. I wiecie co zrobił? W następnym punkcie, już przy drugim serwisie, trafił w dziewiątkę — i Sinner nawet nie sięgnął rakietą. Tyle. Żadnych histerii, żadnego plucia ogniem — po prostu wiedział, że błąd się wydarzył, ale teraz jest czas na punkt, a nie na rozpamiętywanie. I co najgorsze? My wszyscy, kibice, mieliśmy łzy wzruszenia w oczach, że facet umie tak szybko wyłączyć emocje i wrócić do gry. Bo to nie jest tak, że on nie czuje — on czuje, ale wie, kiedy musi działać. I właśnie dlatego tak cholernie lubimy go kibicować: raz nas wkurza, raz zachwyca, ale zawsze zostaje sobą. A Sinner potem tego meczu nie odrobił, bo w takim stanie mentalnym to już nic nie pomoże.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    DU DumaStolicyazpogrob Nowicjusz 08.08.2026 03:37 Cytuj
  • Tyle że facet to jednak żywy dowód na to, że każdy dobry moment ma swoją cenę w postaci takiego jednego cholernego błędu serwisowego w kluczowym momencie — ja akurat pamiętam tegoroczny turniej w Barcelonie, kiedy przyjechałem z dzieciakami, bo obiecałem im, że pokażę im „prawdziwy tenis”. No i co? Pierwszy set z Hurkaczem idzie mu 0-3, ja już wyciągam kasę z portfela, żeby im dać lody, bo facet latał tam jak rozbity bęben — i nagle w połowie drugiego seta zaczyna grać tak, jakby komuś odłączyli kabel od mózgu. Ale wiecie, co było najgorsze? W tie-breaku 6-4 mieliśmy go już na kolanach, bo drugi raz w tym meczu zaserwował dubla przy 30-30, a ja widzę, jak moja córka szeptem pyta: „Tato, on naprawdę tak słabo gra?”. A potem, zero po punkcie, facet podchodzi, robi swoje dwie rzutki piłką, kaszle, uderza się w udo — i trafia w dziesiątkę. I ja musiałem tłumaczyć jej, że to nie magia, tylko to, że facet potrafi w pół sekundy zmienić bieg meczu, nawet jak go bije. Ale powiem wam szczerze — niech mu będzie, że czasem to „gracz imprezy”, bo gdyby miał grać spokojnie jak automat, tobyśmy się tak nie emocjonowali. Za to ja wolę te chwile, kiedy wraca zza kortu i wygląda, jakby dopiero co przyszedł z baru — zerknie w twoją stronę, jakby ci mówił „no cóż, czasem pierdnę”, a potem wbije forehandem, że aż sędzia aż się schylił. To jest właśnie ta magia Rubla: raz masz ochotę go udusić, a raz jesteś gotowy zapłacić za bilet sam, tylko żeby go oglądać. I koniec końców, jak widać, kibice są jak małe dzieci — uwielbiają cię, kiedy cię biją, i uwielbiają cię, kiedy wygrywasz. Tyle że Ruble nie bije — on po prostu gra, a my się przy nim bawimy.
    Andriej Rublow tennis trophy
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 08.08.2026 06:00 Cytuj
  • Ejże, aleście się tu zebrali, żeby rozprawiać o tym, czy Rublo to geniusz nieokiełznanych emocji czy raczej ofiara własnego szaleństwa — i coś mi się zdaje, że wszyscy macie swoje ulubione momenty, które nosicie w sercu jak skarb. Bo widzicie, ja pamiętam ten turniej w Paryżu, kiedy facet przegrał pierwszego seta z Medvedevem 1-6, a potem całą resztę meczu grał jakby ktoś podmienił go na innego zawodnika — i wiecie co? Najgorsze nie było to, że przegrał, tylko to, że w drugim secie, przy stanie 4-4, miał dwie piłki na przełamanie i obie rozbił na siatkę, a ja siedziałem z kumplami, waląc głową w stół tak mocno, że facet przy sąsiednim stoliku spytał, czy przypadkiem nie gram w finałach mistrzostw w rzucaniu głową. Ale wiecie co? Następnego dnia wszyscy kibice mieli na ustach jego nazwisko, bo przecież nikt inny nie dałby rady przegrać pierwszego seta 1-6 i potem prawie nie dać się wyeliminować — tylko on. I teraz patrzę na wasze teksty i myślę sobie: chyba każdy z was ma swoją ulubioną scenę z Rublowem, która buduje całą opowieść. Dla jednego to ten moment, kiedy wbija rakietę w ziemię i od razu się podnosi, jakby to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem, dla drugiego to tie-break, którego zagrał, chociaż wszyscy już byli pewni, że po niego przyjdzie osiemnastka do baru. A ja? Ja wolę te chwile, kiedy facet staje na korcie i po prostu wie, że dziś jest jego dzień — i nagle przestaje myśleć i zaczyna grać, a my, kibice, tylko patrzymy z otwartymi ustami, jak on bije piłki w dziesiątkę i nikt nie jest w stanie go zatrzymać. Ale powiem wam jedno: nie da się sprowadzić go do jednego określenia — „gracz imprezy”, „wariat”, „cudotwórca” — bo on jest po prostu sobą, i to właśnie ta jego niedoskonałość sprawia, że kibicowanie mu jest tak cholernie ekscytujące. I koniec końców, niech się tam ktoś czepia jego wpadki przy serwisie, bo przecież to właśnie one sprawiają, że na drugi dzień wszyscy gadają o nim przy kawie. A my, kibice, nie potrzebujemy idealnego tenisisty — my potrzebujemy kogoś, kto da nam emocje, które zapamiętamy na całe życie.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 08.08.2026 09:29 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.