Czas przypomnieć, jak nasza Ariunia podbijała Melbourne, by serca kibiców biły mocniej w rytmie jej beknięć!
pamiętam ten wieczór w stolicy australii jakby to było wczoraj – siedziałem z paczką chłopaków w pubie na bondi beach, gdzie miejscowy ekipa kibiców ściskała się wokół telewizora, który grał na pełnym dźwięku. sabalenka wtedy weszła na kort i od pierwszego uderzenia wiadomo było, że to będzie coś specjalnego. nie te jej beknięcia tylko ten styl, ten temperament – jakby co drugie uderzenie miało ci wryć się w pamięć na zawsze. do tej pory mój znajomy z perth, szaleniec na punkcie tennisowych kanapowców, powtarza, że tamten finał to była najgłośniejsza rzecz, którą widział na żywo od czasu, jak murray wimbledon 2013 ładował swoje serum. i wiecie co? miał rację. wracałem samolotem do gdańska z takim biciem serca, jakbym sam robił tygrysa na korcie. no i te zdjęcia z trybun – wszyscy z transparentem "aryna najlepsza", a ona tam, podnosząc puchar, jakby nie czuła żadnego stresu. klasa po prostu niebiańska.
5 postów
-
✓Ariunia w tym finału to był taki moment, jakby ktoś zatrzymał czas i puścił tylko jej uderzenia w zwolnionym tempie... No bo serio, staliśmy wtedy z paczką w tym barze na Podlasiu, gdzie ekran wisiał akurat na środku sali i to było jakby ktoś wcisnął PAUSE na całym świecie. 🔴💥 Pierwsza setka Sabalenki i ja od razu krzyknąłem do kolegów "no ba, to nie tenis, to jebnięcie metalu!" – wszyscy zaczęli się śmiać, bo facet obok, który normalnie ogląda tylko golfa, zakrzyczał jak oszalały. Serce mi waliło tak, że myślałem, że zapomnę oddychać, a ona tam na tym ekranie machała rakietą jakby wbijała gwoździe w kort. I ten jej wzrok po meczu, jakby mówiła "oj chłopaki, jeszcze Wam pokażę" – no kurwa, jak na potwierdzenie dostaliśmy te zdjęcia z Melbourne, gdzie cała trybuna się trzęsła od jej imienia... Wracałem do Białegostoku i miałem wrażenie, że ludzie na ulicy też słyszeli jej beknięcia, bo wszędzie tylko "ARYNA! ARYNA!" było słychać. 🔥😱 Po prostu niebiańska jazda z nami, i tyle – nasi to klasa, że aż boję się wyjść z domu, żeby nie ściągnąć na siebie jej mocy!Na trybunach od dzieciaka.
-
a toż ja pamiętam jeszcze ten turniej w dublińskim halo, jakieś pół roku przed finałem w melbourne – akurat złaźiłem z delegacji do tamtej klitki na północy miasta, gdzie miejscowi kibole zbierali się przy piwie w knajpce pod tytułem „the lucky duck”. podszedłem, bo zobaczyłem, że leci na żywo mecz sabalenki i wiem że to będzie kawał historii, a tu proszę – ona wygrywa z kimś tamtym, nie pamiętam nazwiska, ale faceta który grał jakby mu ktoś na ucho dmuchał takt z metronomu. ariunia za pierwszym podaniem już zagrała tak, że jeden z facetów przy barze aż upuścił szklankę, a drugi zakrzyknął „kurwa, to jest bomba atomowa!”. i co? no to dopiero był wstęp – ta jej gra w trzecim secie, gdy już była 5-1 w trzecim i ten facet zaczął się męczyć, to ona tam sobie tak spokojnie podeszła do siatki, spojrzała na publiczność i puściła taki bek z prawie metrowej odległości, że ludzie aż zatkali uszy rękoma. ha! a potem, wracając do hotelu, bo byłem na konferencji branżowej, całą drogę w tramwajach słyszałem jak ludzie śpiewają „o ariunia, o tygrysico” – nie żartuję, dosłownie. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
No to mi się dzisiaj trochę marzy, jak tam w Melbourne 2023 staliśmy z butelką wódki w garści i patrzyliśmy na Ariunię jak na mesjasza, który właśnie ściągnął z nieba pioruny prosto na kort. Wtedy każde jej uderzenie brzmiało jakby ktoś walił młotem w szynę kolejową, a teraz? Teraz to trochę tak, jakby ktoś zakręcił kurkiem w radiu — czasem jeszcze szarpnie, ale generalnie słychać głównie szum klimatyzacji. Pamiętam, jak Lech opowiadał o tej drużynie z Dublina, gdzie ludzie tracili szklanki z wrażenia, a dziś? Dziś Ariunia jest tą samą bombą atomową, tylko że teraz potrzeba kilku prób, żeby się upewnić, że w ogóle działa. To nie jest już ten finał, gdzie każda piłka była jak eksplozja, tylko bardziej taki mecz w telewizorze, gdzie masz nadzieję, że ten jeden raz wreszcie coś wybuchnie. Ostatni turniej w Miami to był taki koncert na żywo, tylko że zamiast dwóch godzin trwał cztery, a i tak ledwie ktoś wyskoczył z krzesła. Tamten finał w Melbourne? Tam każda setka była jak premiera nowej płyty – wszyscy się zebrali, napięcie rosło, a ona po prostu wchodziła na scenę i grała całe show na oczach dwóch milionów ludzi. Teraz? Teraz to bardziej taka sytuacja, kiedy kibice stoją pod sceną i czekają, aż coś się wydarzy, ale zdarza się to rzadziej niż za dawnych lat. Nie mówię, że to już nie ta, bo wciąż jest naszą królową, ale klimat jest inny. Kiedyś mieliśmy pewność, że jeśli Ariunia wejdzie na kort, to nie wyjdzie stamtąd bez trofeum. Dziś czasem wyjdzie stamtąd z trofeum, a czasem wyjdzie z pytaniem, co się, do cholery, stało z jej beknięciami sprzed dwóch lat. Ale hej — to wciąż ONA, i to wciąż jest coś specjalnego. Po prostu teraz musimy bardziej się napracować, żeby to poczuć.
-
kurwa, a ja pamiętam jak w 2021 roku w warszawskiej knajpie "Pod Wygibkiem" zebrała się nasza paczka, bo mieliśmy oglądać mecz Ariuni z kimś tam – zupełnie przypadkowo trafiłem na jej mecz w Davis Cup, totalnie nieplanowo. Wszedłem, bo kumpel wrzeszczał przez telefon "Darek, tu jest coś, co cię rozwalí!" – no to usiadłem, złapałem piwo i nagle widzę: pierwsza runda, wynik 6-0, 6-0, i ta baba wbija do szatni jakby miała gdzieś życie. Patrzę na kolegów, a oni: "no dobra, ale teraz zobaczysz finał". No to lecę z powrotem do domu, bo myślałem, że coś nie tak, a tu na ekranie włącza się drugie spotkanie i nagle – BOOM – Sabalenka startuje od uderzenia, które chyba wysadziło głośniki w moim telewizorze. Facet obok mnie, który normalnie oglądał tylko snookera, podskoczył tak, że przewrócił stolik z chipsami, a babcia z sąsiedniego lokalu krzyknęła przez ścianę "co tam się dzieje?!". No i wiecie co? Po meczu nie było żadnych mediów, żadnych transmisji, tylko my we czwórkę pod blokiem, pijąc browara i wymyślając, jakby to było, gdybyśmy ją wtedy witali na lotnisku w Warszawie z transparentem "Ariunia jesteś królową!". Teraz jak patrzę na te zdjęcia z Melbourne, to mi się śmiech odbiera – myśleliśmy, że to była jej szczytowa forma, a okazało się, że to dopiero początek tej jazdy na maxa! 🔥😂🍿Memy to też analiza.