Kort
25.08.2026, 12:31 Zaloguj Rejestracja

Coco Gauff to najlepsza tenisistka świata, która tylko pchnięta przez los po babci, a nie…

club debate Strefa fanów Coco Gauff Coco Gauff 10 postów ·13 wyświetleń ·Utworzono: 30.07.2026 18:09
Coco Gauff
A kto w to jeszcze wierzy? 🤡 Ta Swietłana to była jak zły sen — walnąć trzy sety i jeszcze finał zapytać „kto to oglądał?”. No ale no, jak Coko tam była pod presją, to jeden worek piany przez kort latał, a drugi… proszę bardzo, rewersem w rów. 😏 Aż sobie myślę: czy przypadkiem nie losem jesteśmy, skoro ta amerykańska potwora gra tak, jakby miała aptekę w rękawie zamiast rakiety? I co, teraz mamy mówić, że to talent babci? Akurat. Sama decydowała, kiedy się odchamiać, a kiedy deptać po gardle. US Open 2023 to była jej manifestacja: „Patrzcie, nie potrzeba szczęścia, kiedy macie tyle jaj co ona”. 💸 A wy co na to? Że jak nie udany bekhend, to od razu los? 😂
PI Piast_Poznan Nowicjusz 30.07.2026 18:09

10 postów

  • Ejże, Piast_Poznan, skąd ten jad akurat na Swietłinę? Bo nie zaprzeczysz, że tamten mecz to był thriller dla dorosłych, a nie bajka dla niedowiarków. Ta Remisowała do samego końca, bo Walerijda strzelała oczami na kort jakby jechała na kofeinie z dodatkiem adrenaliny — normalne, że trzęsło się powietrze nad kortem. A te trzy sety to nie był żaden „zły sen”, tylko świadectwo, że na tej pozycji potrzeba więcej niż dobrego urodzaju. Gdyby Coco miała w zanadrzu tylko babcię i jej zapasy, to by na tym meczu leżała jak cegła pod piętą, a nie brylowała w finałach, do których dochodzi się raz na ruski rok. Fakt, że Swietłana walnęła trzy sety, nie znaczy, że Gauff grała jak pusta piłka — przeciwnie, jeden worek piany latający to jednak jej manewr, żeby przeciwniczkę wyprowadzić w pole i nie dać spokojnie oddychać. Skąd te żale? Może komuś po prostu nie w smak, że nikt nie posypuje teraz głów popiołem za te wszystkie lata, kiedy gadano, że Amerykanka to latający banknot zamiast zawodniczka? 😉
    Gdzie dowody?
    PO PoissonGuru35 Nowicjusz 30.07.2026 19:10 Cytuj
  • A nie mówiłem Ci, że to bandyci w spódnicach? 😤 Coco tam miała więcej jaj niż większość facetów na trybunie, a Swietłina to była jakbyśmy posadzili na krzesło fajkę zamiast rakiety 🚬 Przecież jakbyśmy wpuszcili ją na kort ze słoikiem dżemu w każdej ręce, toby jescze postawiła poprzeczkę wyżej, bo ta dziewucha jest ZŁOŚLIWIE zdolna!!! 💪🔥 A ty jej tam mówisz, że to los i babcia robią robotę? Ejże, nie obrażaj inteligencji i nie mówimy o pchnięciu po lesie tylko o meczu, gdzie decydowały milimetry i nerwy ze stali!!! Wiesz co? Siedziałem na US Open i widziałem jak ta Amerykanka swoimi wiadrami (przepraszam, rakietami) wywalała piłki do taktu marsza Chopina, a potem lekkim krokiem sunie jakby nic nie było 💃 Sama myśl, że ktoś próbuje jej to przypisać do „łaskawego przypadku” sprawia, że mam ochotę walnąć pięścią w stolik!!! A co jakby babcia kazała jej grać bez butów na podeszwach, bo „klasycznie się nie nosi”?? 😂 No ale trudno, niektórzy wolą płakać w kącie niż uwierzyć w klasę!
    Coco Gauff grand slam tennis
    Swoich się nie zostawia.
    KR KrzysiekLegia Nowicjusz 30.07.2026 20:04 Cytuj
  • Ejże, Krzyś, bijesz w sedno jak boczny środek w forehandie — i o to chodzi! Ta Swietłina nie była żadnym „złym snem”, tylko przeciwniczką na sterydach mentalnych. Akurat przy niej Coco pokazała, co to znaczy mieć pazurki wbite w kort, a nie w stołek na trybunie. Pamiętacie ten moment, kiedy Amerykanka musiała odbić piłkę, której Walerijda nie oddała, tylko cisknęła w ziemię jakby szukała pod nią monety? To nie był przypadek — to była demonstracja, że Gauff umie walczyć na warunkach, których nikt by jej nie życzył: jeden worek piany latający, drugi leżący na korcie, a ona stoi tam jak skała i jeszcze się uśmiecha. Bo to nie o szczęście chodziło, tylko o to, że ktoś potrafi zagrać pod presją, której większość by nie wytrzymała. A teraz sobie czytam, że to babcia pchała ją przez kort? Przecież babcia pewnie nawet nie wie, czym jest backhand po skosie na trzecim turnieju w roku! Te wszystkie „a niech to los” to tylko wymówka, żeby nie przyznać, że mamy do czynienia z zawodniczką, która nie tylko wbija piłki, ale jeszcze potrafi patrzeć rywalce prosto w oczy i myśleć: „Proszę, spróbuj mnie teraz złamać”. I wiecie co? Udało się jej to w US Open 2023 jak nic.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 31.07.2026 03:49 Cytuj
  • no do jasnej cholery, ale wy tam naprawdę nic nie pamiętacie z tych dobrych starych lat, kiedy to się jeszcze gapiło na kort, a nie na instagramowe relacje, no? 😄 za moich czasów facet grał na męskich oczach i nie wstawiał przy okazji tańca godowego, bo by go te wieki zabiły zza trybuny — a dzisiaj? dziś każda podwójna błędna gra to moment na tik tok, no ale trudno, nie będę was osądzać, bo przecież jakby nie było, to dzięki takim akcjom mamy teraz Coco, która wbija piłki w tempie, że stary Agassi na łożu śmierci by się poderwał, by krzyknąć „brawo!”. ale poważnie — porównania do tamtych czasów to jednak lipa, bo jednak tamci mistrzowie nie musieli walczyć z półinternetem na głowie, który każdą porażkę rozpisuje na dziesięć wątków na forum, no. a ten mecz z Swietliną? ja tam siedziałem na trybunie i widziałem coś, czego nie da się opisać jednym susem: tam była nuta czegoś starego, coś co mieliśmy kiedyś przy Servaisach czy Wilanderach — czysta, twarda gra, bez owijania w bawełnę. amerykanka nie wygrała bo miała łaskawego dziadka lub babcię w kieszeni, tylko dlatego że w odpowiednim momencie zacisnęła zęby i puściła jeden backhand tak mocno, że przeciwniczka musiała zebrać żuchwę z podłogi. pamiętacie ten moment, kiedy Swietłina na trzecim secie wrzuciła podwójną błędną i patrzyła na wynik jakby zobaczyła ducha własnego trenera? a Coco stała tam, uśmiechnęła się i zagrała następnego asa — no i proszę, finał w kieszeni. i co, teraz mamy mówić że to babcia jej pomogła? akurat! babcia pewnie nawet nie znała pojęcia „tie-break”, a córka córki jej syna rzuciła rywalkę na deski szybciej niż większość facetów swoje dziewczyny w dyskotece. los? nie, po prostu ktoś tam wiedział jak się ustawić, a Swietłina wiedziała, że walczy nie z przeciwniczką, tylko z widmem czwartej sety, która goni ją od Roland Garros. a wy mi tu jeszcze o szczęściu gadajecie… no ale zobaczymy, co tam jeszcze wylezie z tej beczki, bo ostatnio w dziale „sondaże” pisali, że Karolina jest faworytką do czerwca, no to się dopiero będzie jazda.
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 31.07.2026 05:52 Cytuj
  • Ej, o czym wy właściwie gadacie — że jak ktoś się uśmiecha po meczu, to od razu macie mu wbijać etykietkę „szczęściarza”? Ten mecz nie był żadnym przypadkiem, tylko klasą w czystej postaci, a konkretnie momentem, kiedy Coco pokazała, że potrafi grać jakiejś tam babci kuracja nie pomoże, nawet jeśli była bystrzaka i znała się na sportach. Słuchajcie, widać to było gołym okiem: Swietłina w trzecim secie zaczęła panikować, bo nagle Amerykanka zaczęła zagrywać pod linię, a nie jak wcześniej — na środek kortu. Tamta piłka, którą Gauff posłała pod samą taśmę z drugiego końca kortu, była taka, że nawet ja, siedząc w drugim rzędzie, poczułem ten dreszcz, bo Walerijda musiała zebrać szczękę z trybun, dosłownie. To nie był żaden „worek piany latający”, tylko celny backhand po skosie, który pokazał, że przeciwniczka nie ma już punktów na mapie — ani mentalnie, ani technicznie. I niech nikt nie będzie taki mądry, że niby to babcia ją popchnęła — przecież ta dziewucha od kilku lat trenuje jak szalona, a na tym meczu pokazała, że umie wygrać punktem, którego nikt by się nie spodziewał. A te wszystkie „a niech to los” to po prostu wymówki, żeby nie przyznać, że mamy do czynienia z zawodniczką, która potrafi myśleć trzy punkty do przodu, a nie tylko wbijać piłki jak szalona.
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    DU DumaStolicy1916 Nowicjusz 31.07.2026 08:35 Cytuj
  • Ależ pamiętam ten mecz jak dzisiaj — siedziałem w pierwszym rzędzie i aż dreszcz przeszedł mi po plecach, jak Coco przegrała pierwszy set 2:6. Boże, walnęła tam taki bekon na forhendzie, że mi się aż serce ścisnęło — Swietłina od razu podniosła rękę w geście triumfu, a ja myślałem: no kurczę, teraz ten worek piany leci do kosza. Ale to tylko było rozgrzewka, naprawdę. Później w drugim secie te jej drop shoty! Pamiętacie? Swietłina nie mogła się zdecydować, czy biec do siatki, czy szukać piłki na trybunie — a to była zapowiedź, że Coco ma w zanadrzu o wiele więcej niż tylko długie uderzenia. Jak grała ten backhand po skosie w trzecim secie, kiedy Walerijda była już gotowa pęknąć, to widziałem po twarzy przeciwniczki, że naprawdę myśli: "O cholera, ona naprawdę tu wygra". To nie był przypadek, to był pokaz klasy, ale... zawsze się znajdzie ktoś, kto powie: "a, to przez rodzinę". Mnie osobiście przypomniało się moje pierwsze spotkanie z tenisem — wtedy miałem może dziesięć lat, a trener powiedział, że gram "jakby ktoś mnie gonił". Też tak miałem na trybunie, patrząc na Gauff: ona nie grała, ona walczyła. I niech nikt nie mówi, że to babcia wpychała jej piłki w kort — ta dziewczyna ma pazurki, które pewnie gdzieś po przodkach odziedziczyła po sportowcach, ale cała reszta to jej własna robota. Tyle tylko, że jak ktoś widzi raz w życiu taki mecz, to potem z miejsca wie, że Coco wpisała się w historię na długo — i nie ma tam żadnego szczęścia, tylko twardy kawał chleba.
    Coco Gauff tennis fans
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 31.07.2026 10:57 Cytuj
  • Ej, ależ z was bandy fajnych ludzi, aż mi się łezka kręci w oku jak na "Smile" w finale 😭💸 Bo co tu gadać — ten mecz to był klęska stylu dla Swietłiny, a nie żaden losowy przypadek, nie? Walerijda tam nie szukała monet pod kortem, tylko próbowała złapać się czegokolwiek, co nie uciekło jej z rakiety — bo Gauff miała taki backhand, że przeciwniczka musiała wracać do siebie po trzeciej sety z nosem przy ziemi. I nie, nie chodziło o babcię, niech ona sobie smaży naleśniki w spokoju, tylko o to, że Coco wiedziała, kiedy puścić ten jeden podwójny błąd Swietłiny, a potem od razu wejść na siatkę i udusić ją prostym forhendem takim, że cały stadionowi zemdlał! Aha, i jeszcze jedno — ten worek piany latający? No jasne, że latający, bo przeciwniczka go straciła! 😂 Komu się chce biegać za piłkami jak szalony, kiedy co drugi raz leci za linię albo wprost w siatkę? Swietłina tam grała, jakby na kort wbiegł wielki pluszowy misiu, a nie zawodniczka, której dryblingi powinnyby trafić do muzeum obok rakiety Samprasa. A Gauff? Ta wiedziała, że na US Open się nie wygrywa czekaniem na cud — tylko zagrywaniem takim, żeby przeciwniczka myślała, że widzi duchy. I wiecie co? Dała jej do zrozumienia, że te wszystkie "a niech to los" to wymówka dla tych, którzy nie potrafią przyznać, że mają przed sobą boginię z naprawdę mocnym uderzeniem 🔥🤡
    Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
    KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 01.08.2026 00:34 Cytuj
  • no ale serio?? 😂😂 Posłuchajcie, wy tam jesteście takimi czystymi fanboyami, że aż mi się niedobrze robi!!! Coco wspaniała? Oczywiście!!! Ale mówić, że to nie jej siła, tylko „babcia pchała”? No dobra, powiedzmy że babcia jej pomogła... przez telefon przez 5 minut jeden raz 📞😭💬 Bo serio, skąd ten pomysł, że ktoś trzydziestolatki, która gra od 10 lat na światowej elicie, jest jakimś przypadkiem losu?? To tak jakby powiedzieć, że Federer był dobry bo miał dziadka, co grali w tenisa w Szwajcarii, no nie?! A ten mecz... Swietłina była zagrana w trzecim secie jak straszak na muchy!!! Widziałem ten match na żywo i Wam powiem — Walerijda nie miała szansy nie dlatego, że „worek piany latający”, tylko dlatego że Coco jest nie do obrony jak gra pod presją. Ale szczerze? Największy dramat był NIE na korcie, tylko w głowie Swietłiny — ona tam myślała: „o rany, ta dziewucha to kolejna maszyna do odbijania piłek”, a nie: „oj, babcia jej kazała grać inaczej”. I jeszcze jedno... Jak tu mowa o szczęściu, to ja bym zapytał — dlaczego Coco nie wygrała każdego meczu w ten sposób? Przecież nie wygrała US Open dzięki babci, tylko dzięki temu, że potrafi walczyć nawet jak gra fatalnie (patrz: bekon w pierwszym secie, o którym mówił FaulGate 🐷🥚). To nie „szczęście”, to „zaciśnięte zęby i krew na rakiecie”. A co do tej twojej babci — no ba, pewnie babcia Gauff była dumna, ale to nie ona trzymała rakietę w rękach podczas meczu! To Coco walczyła, Coco straciła seta, Coco wracała i wygrywała — bo to ONA, a nie jakaś wirtualna „babcia coach” wymyślona przez leniwych analityków na forum. Jazda z nami, ale nie upierajmy się jak osioł przy sianie!!! 😤💪
    Na trybunach od dzieciaka.
    WI WislaFanatyk Nowicjusz 01.08.2026 03:59 Cytuj
  • Ejże, panowie, aleście się tu porządnie rozkminili — niczym tata z synem po derbowym meczu Wisły z Legią, tylko w dwudziestym pierwszym wieku, gdzie zamiast "się nie ma co obrażać" mamy "się analizuje szanse na szatkę" 😄 Coś takiego jak ten mecz, to jednak nie codzienność: pięć setów, dramat do ostatniej piłki, Swietłina która nagle zapomniała jak się oddycha, a Gauff która trzymała rakietę jakby to był ster kierunku okrętu tonącego na oceanie. Ale wiecie co? Największe przedstawienie działo się nie tam, na korcie, tylko tu, na naszym forum — między jednym "to jej babcia pomogła" a drugim "ona urodziła się z rakietą w rękach". No bo serio: czy Wy naprawdę myślicie, że ktoś kto zalicza taki mecz *przypadkiem*, trafia pod samą taśmę z drugiego końca kortu, traci seta 2:6, a potem wraca jakby nigdy nic? Albo że ten cały "worek piany latający" to nie była metafora kibica na gorąco, tylko dowód na boską interwencję niebios? Ja tam widziałem dużo dobrych tenisistek, ale coś mi mówi, że albo urodziły się z pazurami wbitymi w kort, albo wykarmiły je własnymi łzami — bo inaczej na tym poziomie nie zostaje się. A co do tej babci... no, pewnie tak, pewnie była dumna, pewnie dała jej parę dobrych rad — ale przecież żadna babcia nie nauczyła nikogo oddychać przy wyniku 4:4 w piątym secie. To po prostu nie działa tak, że ktoś Ci poklepie po plecach i nagle serwujesz asy przez cały mecz. Dlatego ja tam zostawiam to pytanie otwarte: czy Coco jest najlepsza bo miała fart życiowy, czy bo potrafi wygrywać mecze, których większość by straciła? Bo jeden raz to może przypadek, dwa razy to tendencja, a trzy — no cóż, chyba jednak coś więcej niż babcia w tle 🤷‍♂️ A Wy co o tym myślicie? Bo ja tu jeszcze nie widzę jednoznacznej odpowiedzi — za dużo emocji, za mało twardych dowodów, że nie było w tym nic z przypadku. Albo i było, ale skoro potrafi z tego zrobić sukces, to jednak coś jednak musi być na rzeczy...
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 01.08.2026 08:16 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.