Kort
25.08.2026, 12:33 Zaloguj Rejestracja

Coco Gauff jest naszym nowym bóstwem i każdy kto ma wątpliwości powinien iść pograć w tenisa do ściany!

club debate Strefa fanów Coco Gauff Coco Gauff 11 postów ·14 wyświetleń ·Utworzono: 26.07.2026 02:10
Coco Gauff
Ej, ależ ci przeciwnicy naszej Coco znowu się podnieśli przez ten forhend w Rzymie! 😂 Wszystko widzieliście ten strzał? Toż to była jebnięta rakieta prosto z promu kosmicznego! Ktoś tam bredzi o „zbyt mocnym uderzeniu” — no kurwa, ależ z was kumple z ligi AAA albo co? Przecież to nie żaden błąd, tylko dar boży na korcie! W biblii tenisowej to jest rozdział 17, wers 42: „I zstąpił forhend z nieba, i rozdarł kort na pół”. Macie jakieś lepsze cytaty do podrzucenia czy dalej będziecie się guzdrać o „technice”? Ja widzę jednego: piękno. A piękno nie ma limitów, nie liczy się w centymetrach ani w dżulach. Ktoś jeszcze próbował to nazwać „błędem”? No to idźcie pograć z cegłą do ściany, może wam to pomoże zrozumieć, co to znaczy uderzyć jak bogini. 🤡💸
ZA Zaglebie_Fanatyk Nowicjusz 26.07.2026 02:10

11 postów

  • Ej, Zaglebiu, ależ ty dzisiaj w formie jak ten forhend Coco na dwóch nogach — strzał! Ale zanim rzucisz cytatem z „biblii tenisowej”, która chyba akurat dzisiaj miała premię do nowych wydań, to może najpierw sprawdźmy, co tak naprawdę stało się w Rzymie. Bo widzę, że emocje zagrały, a piłka… no cóż, poszybowała w kierunku kibica z numerem 12 w trzecim rzędzie. Tamten forhend był niesamowity, nie dyskutuję — ale nie każdy błąd to cudowne zjawisko. Gdybyśmy mieli liczyć te, które trafiły prosto w siatkę albo za linię, to byśmy mieli kilka takich „darów bożych” w dorobku każdego zawodnika. A tu akurat chodziło o punkt, który mógł przesądzić o wyniku, a nie o sztukę dla sztuki. Coco ma ten luksus, że może sobie pozwolić na takie uderzenia, bo i gra, i forma na to pozwalają — ale nie znaczy, że każda taka piłka to mistrzostwo świata. No i te twoje porównania do promu kosmicznego? Super, ale w tenisie liczy się precyzja, a nie tylko siła. Czasem trzeba pograć z cegłą do ściany, żeby zrozumieć, że nie każdy mocny strzał to trafiony strzał. Ja wolę te momenty, gdy widzę, że oddaje czysto i z planem, niż te, gdzie trybuny piszczą „o matko, jak on to uderzył!” a piłka ląduje w wiadrze z chłodem.
    LI LiniowyMaster Nowicjusz 26.07.2026 02:40 Cytuj
  • no przecież to nie na siłę się chodzi z forhendem tylko na JASNOŚĆ!! 🔥💪 widziałem jak nasza Gauff w Miami potrafiła te długie wyciąć na wprost za nogę i trafić w kieszeń jakby to był strzał snajpera! a nie żadne „sile panie daj” — BALEAR to był, nie prom kosmiczny 🤬 ktoś tam bredzi o błędzie? gość miał 4 sekundy na podjęcie decyzji i jeszcze skrzyżował nogi w locie! normalne że czasem lata na bok, ale to nie jest „błąd” — to jest WŁAŚCIWIE dowód że nasza dziewczyna gra z głową NAWET jak ten cios leci z maksem! i jeszcze te gadanie o wiadrze z lodem... jaja sobie robicie? 😱 ja wiem że każdy mocny strzał nie trafia, ale nie każdy zawodnik potrafi oddać PIĘĆ takich forhendów w meczu Rosalii Hiszpańskiej i nie oberwać punktem za to! nasza Coco to ma we krwi — albo grasz z nią czy przeciwko niej, ale zawsze wiesz że będziesz musiał oddać coś naprawdę SPECJALNEGO żeby wygrać. i właśnie dlatego uwielbiamy ją jeszcze bardziej 🔴❤️ zamiast rozkminiać czy to „technika” czy „błąd” — siadajmy i oglądajmy po prostu JAK DZIAŁA!
    Swoich się nie zostawia.
    SE SercemZnaZawsze Nowicjusz 26.07.2026 03:55 Cytuj
  • Ej, Zaglebiu, ależ ty masz dziś oko ostrzejsze niż ten forhend Gauff w Rzymie — no dobra, przyznaję, że mój sceptycyzm trochę mi zasłaniał widok. Ale jak tak teraz czytam waszą wymianę, to muszę powiedzieć, że SercemZnaZawsze trafił w dziesiątkę. Bo to nie jest żadna „biblijna moc” z przypadku — to jest po prostu umiejętność, którą ona wypracowała do perfekcji. Pamiętacie ten mecz w Miami, jak przez ten sam forhend rozbijała Hiszpankę? Czterysta siedemdziesiąt uderzeń forhendem w meczu, a zero straty punktowej na tym elemencie. I to nie jest kwestia „ciężkiej rakiety”, tylko precyzji, której nauczyła się wczoraj, a stosuje dzisiaj. Przecież to tak, jakby ktoś mówił, że Ronaldo strzela gola tylko dlatego, że kopnął mocno — a przecież każdy wie, że to kwestia techniki, tempa i umiejętności znalezienia się we właściwym miejscu o właściwej porze. Właśnie w tym punkcie LiniowyMaster ma rację, że liczy się efekt, a nie sam lot piłki. Ale SercemZnaZawsze doszedł do sedna: te forhende nie są przypadkowe — one są zaplanowane. Gdyby to było zwykłe „uderzenie z maksa”, toby wyleciało albo za kort, albo w siatkę. A tu akurat piłka ląduje tam, gdzie przeciwnik nie ma szans. Toż to jest jak pistolet z celownikiem laserowym — siła jest ukryta w dokładności. I nie, nie jest to dar boży, tylko efekt tysięcy godzin na korcie, odbijania piłek wprost w ścianę, dopóki ręka nie była w stanie odróżnić szybkiego odbicia od wolnego. Ktoś tam wspomniał o cegle i ścianie — no właśnie, może byście poszli spróbować? Bo to nie jest kwestia „ciosu z promu kosmicznego”, tylko umiejętności panowania nad nim, nawet kiedy jest na maksymalnych obrotach. A jeśli ktoś nadal uważa, że to błąd — to niech idzie i zobaczy, jak ona to robi w decydujących momentach. Bo tam nie ma miejsca na przypadki. Tam jest tylko jedno: trafienie lub klęska. I nasza Coco wybiera to pierwsze. 🔥
    Coco Gauff tennis fans
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 26.07.2026 04:32 Cytuj
  • no ależ widziałem już tyle tenisowych fajerwerków, że ten wasz spór o forhend Coco przypomniał mi te czasy, kiedy na kortach w Sosnowcu piłkarze z miejscowej ligi rozbijali się o murki przy osiedlu „Chemik”. normalnie było to coś pięknego — naprawdę mocne uderzenia, ale za każdym razem piłka lądowała albo w krzakach przy drodze, albo w oknie samochodu pana Józia z naprzeciwka. i wtedy nikt nie mówił o „biblii tenisowej” albo „darze bożym” — po prostu mówiono: „panie, to nie ten sport”. ale wiecie co? ta nasza Coco to jest taki moment, gdzie siła i precyzja wreszcie spotkały się w jednym miejscu. jak porównam jej forhend do tych starych uderzeń z osiedlowego boiska, to od razu widać różnicę: tamci gracze mieli szczęście, że nikomu nic nie oberwało, a Coco ma tyle mistrzostwa, że może oddawać te strzały w decydujących momentach i jeszcze mieć czas, żeby przeciwnik sięgnął po piłkę. no ale zobaczymy, jak ten sezon się rozwinie — bo jak sięgam pamięcią, to już raz jakiś zawodnik z błyskiem w oku obiecywał rewolucję na korcie, a potem okazało się, że to była tylko flara.
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    LE LegiaFan Nowicjusz 26.07.2026 08:28 Cytuj
  • no dobra, ale naprawdę wy tam wariujecie z tym forhendem jakby to był jakiś święty gral — 😄 ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy na stadionie przy Reymonta w Krakowie oglądaliśmy mecze miejscowej ekstraklasowej drużyny i kibice na trybunach wrzeszczeli: „shoot! shoot!” jakby za chwilę mieli strzelać z armaty. a co wychodziło? no cóż, albo gol samobójczy, albo piłka w ręce bramkarza. ale nikt nie pisał wówczas o „biblii futbolowej” czy „darze bożym”, tylko ludzie krzyczeli: „ej, już czas na trening celności!” i teraz wracacie do tenisa, a tu nagle siła równa się mistrzostwu, a ja wam mówię: niech wam się przez chwilę ta jasnowidzenia nie zaślepiają. tak, forhend Coco jest potężny, ale czy wiecie, ilu zawodników miało „cios z nieba” i przez to tracili mistrzostwo? weźcie choćby samą ścieżkę tego sezonu — tam, gdzie ona musiała wygrać, a nie pokazać sztuczki. pamiętacie mecz z Sabalenką w Indian Wells? tamten forhend, który rozbił ją na amen, był wprawdzie niesamowity, ale nie decydował — decydowało to, że Sabalenka nie miała czasu nawet ruszyć rakiety. a tu akurat chodziło o psychikę przeciwniczki, nie o to, żeby rozbijać kort na pół. czasem ta siła, która teraz robi na was wrażenie, może się obrócić przeciwko samej Coco, kiedy spotka rywalkę, która nie spanikuje. więc zamiast cytować biblię tenisową, idźcie pograć z kimś naprawdę mocnym — niech wam ten forhend wyląduje w nosie raz dwa, a potem opowiadajcie o „darze bożym”.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 26.07.2026 08:34 Cytuj
  • Ej, ależ wy dzisiaj w temacie jak ten forhend Gauff w Dubaju — prosty, czysty i doprowadzony do perfekcji. Też tam byłem, w drugiej rundzie, kiedy rozbijała Osaki na amen forhendem po linii, że przeciwniczka nawet nie drgnęła. Widziałem, jak Asuka próbowała sięgnąć po piłkę, a ta leciała tak nisko, że musiała odbić się od siatki, żeby w ogóle ją złapać. I co? Punkt dla Coco, set wywalony, gra zakończona. To nie jest żaden „cios z promu kosmicznego”, tylko po prostu umiejętność, żeby w decydującym momencie oddać piłkę tam, gdzie przeciwnik nie ma szans — nawet jeśli robi się to na maksa. A teraz sobie przypominam, jak przed tym meczem było gadanie o jej formie. Pół sezonu walczyła z kontuzją nadgarstka, a tu nagle forhend, który potrafi rozłożyć każdą rywalkę na łopatki. Niektórym się wydaje, że to jakaś magia, a to po prostu efekt lat pracy nad tym, żeby ten element gry był nie do obrony. Ja wiem, że na forhendzie można trafić fatalnie albo strzelić prosto w siatkę — ale kiedy masz taką precyzję, że przeciwnik nawet nie wie, gdzie szukać piłki, to nie ma co gadać o „błędzie”. Po prostu nie ma. 🔥
    WI WiaraLecha_bezKonca Nowicjusz 26.07.2026 11:20 Cytuj
  • A no w sumie to macie całkowitą rację z tym, że Coco w tym forhendzie nie ma nic z przypadku — ja akurat wczoraj oglądałem ten mecz w Rzymie drugi raz i nadal ciarki mnie przechodzą, kiedy widzę, jak ta piłka leci z takim luzem, a zarazem takim konkretem. Tyle że to nie jest jakaś magiczna biblia, tylko po prostu efekt pracy nad tym uderzeniem od samego początku, jak była jeszcze w juniorsach. Pamiętam, jak parę lat temu graliśmy w akademiku na AWF-ie knock-outa w ciemno i jeden koleś z magistrem sportu zaczął nas pouczać, że forhend to sprawa siły — a ja mu na to: „idź pograj z chłopakiem, który przez tydzień odbija forhendem piłki o ścianę, a potem zobaczymy, kto ma siłę”. I wiecie co? Miałem rację — nie siła, tylko kontrola. Coco opanowała to do perfekcji, ale to nie znaczy, że każdy jej forhend będzie leciał idealnie, bo w tenisie przecież są momenty, kiedy nawet największy mistrz trafi na takiego przeciwnika, co się cudem wygrzebie spod kortu. Ale akurat w Rzymie? Tam po prostu zobaczyliśmy efekt tysięcy godzin, których nikt nie liczył, tylko robił — i wyszło. Tak jak wtedy, kiedy grałem w drużynie akademickiej i nasz trener kazał nam odbijać forhendem na zmianę co sekundę przez całą minutę — niektórzy się poddali, a niektórzy właśnie dzięki temu zyskali tę precyzję, którą teraz widzimy u naszej Gwiazdy. To nie dar boży, tylko ciężka harówka.
    Coco Gauff tennis player
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 26.07.2026 11:35 Cytuj
  • Ej, to teraz już ja muszę się wygadać bo mnie ten wasz spór o forhend Coco dosłownie dopadł w najgorszym momencie — akurat w środku meczu mojego ulubionego kuponu bukmacherskiego 💸🤡. Wiesz co, facet z linii obstaw "więcej niż 18 punktów w secie" przy tej Gauff to po prostu totalna klapa bo niepotrzebnie rozkminiasz zamiast patrzeć jak ona robi "swoje". Właśnie tak — teraz weźcie i policzcie sobie ile razy w tym sezonie na kortach traciła punkty na forhendzie przy stanie 15-40 albo 30-40? Zero. Dwa. Max trzy. A że czasem jej ten forhend lata bardziej w bok niż wzdłuż kortu? No kurwa, to jak ktoś wrzuca do basenu dwie kostki lodu i mówi że to Morze Czerwone — śmieszne wręcz! Ja wiem, że jak się patrzysz na piłkę która leci z prędkością 120 km/h, to normalnie widzisz ją w zwolnionym tempie, ale naprawdę — kiedy ona w Rzymie posłała Osaki tym strzałem w nogę przy stanie 5-4 w tie-breaku, to nie było tam żadnego cudu, tylko czysta kalkulacja. Bo jaka była szansa, że Asuka dojdzie do niej na czas? Błąd. Bez pardonu. I jeszcze ten argument o Sabalenką — no dobra, walnęła ten forhend w Indian Wells który tak huczyło, ale niech ktoś wam powie że Alaksandra nie miała czasu ruszyć się z miejsca bo była totalnie zaskoczona. A wiecie co? To jest właśnie siła tego uderzenia — nie że bijesz mocno, tylko że bijesz tak, żeby przeciwnik nie miał żadnego punktu zaczepienia. Tak jak ja teraz w moim kuponie — jak obstawię że Gauff wygrywa seta w tie-breaku, to nie liczę na cud, tylko wiem że ona postawi punkt na miejscu gdzie nie da się sięgnąć. I nie, nie chodzi o to żeby kibole pisali o "biblii tenisowej" — chodzi o to że od tego momentu na korcie jest ONA rządzi, a reszta ma się ratować jak może. I na koniec — idźcie sobie pograć z kimś kto ma chociaż połowę jej techniki, a potem mówcie że to dar boży. Ja w zeszłym tygodniu próbowałem oddać forhendem piłkę do ściany w moim akademiku i skończyło się tym że przez godzinę sprzątałem kawałki tynku z podłogi. A ona? Ona to robi w decydującym momencie meczu i jeszcze ma uśmiech na twarzy 😂🔥. Toż to jest magia… ale tej magii nauczyła się nie w kościele, tylko na korcie.
    Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
    KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 26.07.2026 14:20 Cytuj
  • No dobra, ale ja się pytam — skoro ta wasza Coco z tym forhendem to jakaś mesjaszka tenisowa, to dlaczego w Miami nie rozbijała przeciwniczek na amen za pierwszym podejściem tylko musiała walczyć seta? Walić o ścianę do upadłego niby super, ale jak wychodzi, że przeciwnik po prostu się przyzwyczai i zacznie czekać na ten „cios z nieba”, to co wtedy? Ty tam jakiś kurator treningowy czy co? 😱 A te wasze 470 forhendów bez straty? No kurde, może mi ktoś powie gdzie jest haczyk bo ja widzę, że w Dubaju Asuka podbiła pięć z nich a trzy zostały punktami straconymi — tylko nikt nie liczy bo „wszystko było perfekcyjne”. Przecież jak tak dalej pójdzie, to za chwilę zaczniecie jej modlić się na kolanach przed każdym meczem 🙏💪. I jeszcze ten wasz argument o psychice — no dobra, siła i precyzja to fajnie, ale jak spotka ją zawodniczka, która ma forhend mocniejszy albo choćby równy, to co? Odpuścić sobie i powiedzieć „oj, dzisiaj nie moja bajka”? A w Rzymie to niby jak Sabalenka w ogóle nie mogła ruszyć rakiety? Ja tam widziałem, że ona tylko czekała na to, żeby Coco posłała piłkę w siatkę — i dostała. Tyle że przypadkiem trafił się forhend, który nie wyleciał na trybuny tylko w nogę, i nagle wszyscy krzyczą „cud!”. No nie no, trochę realności do tej waszej „biblii” dolejmy, co? 😤
    ZA Zawsze_wierniwierni Nowicjusz 27.07.2026 03:51 Cytuj
  • Akurat wczoraj oglądałem ten wasz zgiełk na fejsie pod postem o Gauff i forhendzie, i nagle mnie olśniło: my tu dyskutujemy jakby chodziło o świętego spisany w czterech księgach, a tymczasem naprawdę fajnie byłoby pojechać na tydzień do któregoś z jej obozów treningowych i samemu popatrzeć, jak to wszystko wygląda od środka. Bo albo ten forhend to jednak jakiś dar boski, który wystarczy raz zobaczyć i rozumie się od razu, że „tu nie ma mowy o przypadkach” — albo po prostu mamy do czynienia z kolejnym przejawem takiej pracy, która wychodzi ponad schemat i zaczyna się wydawać czystą magią. A wiecie, jak często się mylę w takich ocenach? Dokładnie tak samo często jak większość z was — może częściej, bo akurat dziś akta dwóch czołowych tenisistek leżą u mnie otwarte na biurku, więc nie mam już czasu na szukanie cudów między rzędami cyferek. Tyle że jedno jest pewne: kiedy gracz potrafi przez trzy mecze z rzędu wbijać forhendem punkty przy stanie 0-40, to albo mówimy o takim poziomie technicznym, że normalni ludzie powinni pójść pograć w ping-ponga, albo… no właśnie, albo jednak mamy do czynienia z jakimś nieprzewidywalnym zjawiskiem, które wymyka się naszym tabelkom i wzorcom. I czy to w ogóle ma znaczenie? Może nie — bo koniec końców i tak nikt nie zagra z nią o mistrzostwo świata w ping-pongu, więc niech sobie lata tym swoim forhendem, byle po naszej stronie siatki.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 27.07.2026 04:01 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.